Najlepsze posty

Att

Manarchista
284
427
Czasem kilka zdań rzuconych w toku dyskusji bywa bardziej przekonujące niż rozprawa Rothbarda. Za to uwielbiam to forum.
W tym wątku zachęcam do wrzucania najlepszych postów. Takich, które trafiają w dziesiątkę i zostały nagrodzone licznymi lajkami. Niech zacznę.

Tandor92 o potędze rynku:
Jest tyle skomplikowanych problemów, które zostały rozwiązane przez rynek i nikt nie zadaje sobie pytań jak to może funkcjonować. Jest i już.
Widzę, że co niektórzy wątpią w potęgę rynku. Jakoś to wszystko funkcjonuje. W interesie właściciela jest aby było jak najwygodniej i najtaniej dla klienta. Żaden sklep nie pobiera opłat za wejście czy wyjście, występuje masowo samoobsługa, jeszcze trochę i tradycyjne kasjerki zostaną wyparte. Każdy zapewnia bezpłatne wózki, które nie są masowo kradzione. W jaki sposób istnieją galerie handlowe? Jakoś właściciel mógł się dogadać z poszczególnymi sklepami. Jak internet funkcjonuje? Wrzucacie monetę do komputera, kiedy łączycie się z każdą stroną? Bo ja nie.

Dlaczego w przypadku dróg ma być inaczej? Może chodniki będą darmowe dla przechodniów, a opłacać będą je przydrożne sklepy i osoby umieszczające reklamy? Są tysiące rozwiązań, a widzicie te najbardziej toporne. Użyjcie wyobraźni. Chyba nikt nie sądzi, że co 5 metrów będzie stała budka, gdzie będzie się opłacało przejście. 100 zł za pójście do sklepu jest tak samo sensowna jak 100 zł za bułkę, jeżeli ich produkcja i sprzedaż byłaby w rękach prywatnych.
Ciek o wojnach i obronności akapu:
stereoid, a może powiesz nam najpierw jak to tobie i twoim dziadom zapewniało bezpieczeństwo państwo polskie? :)W końcu pomimo ponad wieku zaborów, dwóch wojen światowych, które zrównały nas z ziemią i pięćdziesięciu lat komuny udało się przekazać geny, więc można mówić o pewnych sukcesach, nie? ;)

Reguła kciuka jest taka, że są dwa typy państw - jedne łatwo zająć ale trudno kontrolować. Co charakteryzuje takie państwa to przede wszystkim decentralizacja i powszechny dostęp do broni. Drugi typ państwa ciężko zająć ale łatwo kontrolować. To są państwa scentralizowane, w momencie pokonania armii lub zniszczenia ośrodka decyzyjnego sytuacja takiego państwa przypomina sytuację otwartego kurnika - kto chce może wejść i wybierać jajka lub kwoki na rosół, bo jedyny opór jaki może napotkać to gdakanie :)

Od tej reguły są pewne wyjątki, są np. takie państwa, które łatwo zająć i łatwo kontrolować. Takim państwem jest np. Polska. Nasi nadzorcy wprost mówią, że armię mamy wystarczająco dużą do obrony jednego miasta (w domyśle jest to Warszawa). Nasi przeciwnicy natomiast (wschód) zakłądają jej zajęcie w 2-3 dni.

Postaw się w sytuacji dowódcy sił zbrojnych mających walczyć z "akapowym państwem". Masz do dyspozycji np. eskadrę drogich i nowoczesnych zabawek, dajmy na to bombowców B2. Co właściwie z nimi zrobisz? Klasyczna doktryna wojenna zakłada atak w pierwszej kolejności na ośrodki decyzyjne, tylko jest mały problem, w akapie ich nie ma. Zamiast tego jest gotowa lokalna struktura reagowania na sytuacje kryzysowe. Skoro nie ma ośrodków decyzyjnych to można byłoby uderzyć na cele wojskowe ale tu pojawia się kolejny problem bo ich nie ma. W dalszej kolejności przydałoby się uderzenie w centralne ośrodki infrastruktury komunikacyjnej, których nie ma, a nawet gdyby były to i tak nic to nie do bo jak wcześniej wspomniano mamy gotowe lokalne struktury lub też ośrodki przemysłowe zajmujące się zaopatrzeniem armii, których nie ma - bo nie ma armii ... Tak więc w sumie gówno ci przychodzi z tych bombowców i jedyne co możesz zrobić to przystąpić do inwazji ladowej, a tu pojawia się mały problem - zamiast armii, którą można z marszu rozgromić, napotykasz uzbrojoną po zęby ludność z gotowymi lokalnymi strukturami. Zaczyna się najgorszy koszmar każdego dowódcy wojskowego - walka z wrogiem, którego nie można pokonać, na jego terenie, na jego warunkach, gdzie jedyną możliwością jest rzeź, a im bardziej się rżnie tym większy opór się napotyka ...

Zobacz sobie na to co się dzieje w Iraku - super-, hiper-, mega-, przewspaniałe imperium "wolności" rozjechało armię, a następnie utknęło po szyję w gównie, a sytuacja tam jest bez porównania lepsza niż byłaby w akapie ponieważ była to scentralizowana dyktatura, a ludność nie miała zbyt wiele broni. Dlatego wszystko musieli dopiero sobie organizować. My tymczasem mielibysmy wszystko gotowe, a do tego dobre geny przyzwyczajone do gnębienia okupanta :)

Słabość akapu nie kryje się w słabości militarnej tylko tym, że ludność może zacząć kolaborować z okupantem, a to by miało miejsce w pierwszych fazach jego funkcjonowania, gdy ktoś jeszcze może żyć złudzeniami, że pod władzą jednego z drugim towarzysza miałby lepiej. Gdy ludnośc okrzepnie i zrozumie w końcu, że w przez całe stulecia rżnięto ją w dupę pod różnymi kolektywistycznymi hasłami będzie w praktyce nie do pokonania, chyba, że by się tutaj zastosowało taktykę spalonej ziemi, co jest bardzo mało prawdopodobne biorąc pod uwagę, że zmienił się charakter wojen i coś takiego byłoby bardzo mało opłacalne (zastanów się po co właściwie toczy się wojny) i trudne do zaakceptowania dla opinii publicznej wojującego państwa opiekuńczego - z tego co widzę agrresorem we współczesnym świecie są państwa demokratyczne, dlatego powieszenie na własnych jelitach jednego G.I. Joe i wrzucenie relacji z tej ceremonii do sieci jest dużo bardziej znaczące niż np. zestrzelenie samolotu.
Ciek o wykonywaniu aborcji (zwłaszcza polecam ostatnie zdanie):
W 25 tygodniu ciąży dziecko jest ukształtowanym człowiekiem. Czasem rodzą się takie wcześniaki i czasem nawet przeżywają. Aborcja wbrew obiegowej opinii nie polega na tym, że daje się kobiecie pigułkę, zainteresowani tematem o mocnym żołądku mogą sobie sami pogłębić wiedzę w tym zakresie. Dlatego mnie zupełnie nie dziwi, że ktoś podpisuje jakieś deklaracje i odmawia wykonania takiego zabiegu, bo sam bym go nie wykonał i nie ciekawi mnie, czy ma głowę uszkodzoną, czy nie. Zamieszanie pokazuje tylko słabość kolektywistycznego systemu opieki zdrowotnej. Na rynku każdy sobie może deklarować wiarę jaka mu się podoba, choćby w potwora spagetti, i wykonywać zabiegi lub nie. Klienci głosują nogami i portfelami. Jak widać system, w którym popyt i podaż zastąpiono prawem do i obowiązkiem do, działa do dupy.
 
Ostatnia edycja:

kawador

Merchant of Death
Członek Załogi
13 230
19 750
Wytłumaczę to w inny sposób. Na przestrzeni tysiącleci ludzie różnie postrzegali rzeczywistość. Raz Ziemia była płaska, potem w okół niej krążyło Słońce, znajdowała się w centrum wszechświata, gwiazdy były dziurami w nieboskłonie, wszechświat wypełniał eter, etc. Pokutowały zabobony typu, że myszy nie rozmnażają się a powstają ze zgniłej słomy. To wszystko było subiektywnymi myślami. Kapłani mogli sobie zaklinać, ale nie zmieniało to faktu, że grawitacja, ewolucja, procesy rynkowe i zjawiska kwantowe cały czas zachodziły. Ludzie aż do lat 50 XX wieku mieli niewielkie pojęcie o tym jak wszechświat funkcjonuje, bo nie mieli teorii i odpowiedniej aparatury.

Jak się to ma do własności? W ten sam sposób. Jeżeli nawet dzikie zwierzęta bronią własności (terytorium, pokarm, samica), jeśli każdy człowiek czuje złość gdy ktoś mu coś odbierze, a tym bardziej prymitywne ludy. To na jakiej podstawie można orzec, że jest to tylko subiektywne odczucie? Nie chce mi się szukać, ale kiedyś czytałem o jakimś zakonie żeńskim, bodajże w średniowieczu, zakon miał surową regułę, ale główna zakonnica zalecała, żeby nie pozbawiać sióstr wszystkiego. Niech mają coś na własność, choćby głupi krzyżyk. Bo brak czegoś własnego źle wpływa na psychikę.

Wszystkie zapiski historyczne i kopalne, wskazują na to, że w historii ludzkiego gatunku morderstwo było zawsze ścigane, rywalizowano o terytorium, broniono własności, opiekowano się chorymi bliskimi, pozbywano się ludzi łamiących podstawowe reguły, etc. Jest to immanentne, przyrodzone, przypisane, odwieczne. Jeżeli ewolucja nami w ten sposób pokierowała, istniejemy dalej, opanowaliśmy glob, tzn. że nie była to ślepa uliczka.

Nie potrzebuję opinii innych ludzi, żeby wiedzieć co jest moje. A jeśli nawet wszyscy co do tego zgadzają się , to muszę mieć jakąś podstawę ku temu. Czy kiedykolwiek w historii zakwestionowano własność? Komuniści wszelkiej maści po prostu transferowali własność, pod przymusem, nie chciało im się robić, wygodniej było wskazywać komu zabrać, komu dać, wziąć za to procent. Nie zmienia to faktu, że obiektywnie była to kradzież. Tą podstawą jest to, że naturalnie odczuwamy pewne rzeczy w określony i jednaki sposób. Człowiek to tylko trzeci szympans.

Jeżeli wszystko jest subiektywne, płynne, nie jest pewne. To wszystko jest możliwe. Silna ideologia jaką jest i powinien pozostać libertarianizm, w kategoryczny sposób traktuje pewne sprawy i daje jasne odpowiedzi. Jeżeli nie będziemy pewni i dogmatyczni, to nie będziemy silni, będziemy słabi, nie będziemy pewni swoich racji, doprowadzi to do przegranej, upadku. Przede wszystkim łatwo będzie o rozmycie idei i podciągnięcie pod nią czegokolwiek. A tak się nie może stać, jeśli chcemy odnieść sukces.


P. Pintal
 

pampalini

krzewiciel słuszności, Rousseaufob
Członek Załogi
3 576
6 209
Ten post nie zebrał wielu lajków (tak naprawdę tylko ode mnie dostał), ale nikt mi nie zabroni go tu wrzucić!

Ja nie popieram jakiegoś konkretnego akapu, bo wg mnie akap jest zawsze dopóki są przynajmniej 2 niepodległe organizacje czy osoby. Ja popieram decentralizację. Obecne państwa między sobą funkcjonują na zasadzie akapu. Wcześniej były to wodzostwa, plemiona, gromady koczownicze i poniżej poziomu rodziny to pewnie nigdy nie zeszło. Zarówno tendencje centralistyczne jak i decentralistyczne to historyczne fakty. Chociaż ogólnie jest tendencja centralizacji, to nie można wykluczyć, że w pewnym momencie się to zmieni, bo nie istnieje nic z czym można byłoby historię naszego świata porównać. Imperia powstawały, ale i się rozpadały. Ja chcę, by się teraz rozpadały. To nie jest jakieś nierealne marzenie, które wywraca do góry nogami ewolucję człowieka.

Mad.lock
 

Ciek

Miejsce na Twoją reklamę
Członek Załogi
4 535
10 618
Ech, musze przypomnieć całość edyktu, bo to jest klasyka epoki przedindustrialnej:

Toyotomi Hideyoshi
Edykt o konfiskacie mieczy, 1588

1.
Chłopi ze wszystkich prowincji w kraju mają całkowity zakaz posiadania na własność mieczy, sztyletów, łuków, włóczni, broni palnej oraz wszelkich innych przedmiotów mogących służyć jako broń. Posiadanie tych niepotrzebnych narzędzi utrudnia pobór renty ziemskiej i może zachęcać do wzniecania buntów. Przeto ci, którzy dopuszczą się popełnienia czynów niewłaściwych wobec pobierającego rentę gruntową samuraja, zostaną postawieni przed sądem i ukarani. W takiej sytuacji jednakże samuraj traci prawo do egzekwowania opłat, gdyż pozostawione bez nadzoru i opieki pole nie przynosi plonów. Wzywa się zatem panów feudalnych, nadzorców prowincji oraz rządowych delegatów do zebrania wyliczonej wyżej broni i przekazania jej do dyspozycji rządu Hideyoshiego.
2.
Zgromadzone miecze i sztylety nie pójdą na zmarnowanie. Zostaną przetopione i wykorzystane jako gwoździe i śruby do budowy Wielkiego Pomnika Buddy. W ten sposób chłopi odniosą pożytek nie tylko w życiu doczesnym, ale także w życiu, które przyjdzie po nim.
3.
Jeśli chłopi posiadać będą tylko narzędzia rolnicze i oddani będą wyłącznie pracy w polu, zarówno oni sami, jak i ich potomstwo żyć będą w dostatku. To właśnie pełna współczucia troska o dobrobyt chłopstwa legła u podstaw wydania tego edyktu i to ona właśnie położyła podwaliny pod pokój i bezpieczeństwo kraju oraz radość i szczęście zamieszkujących go ludzi.
4.
Wszystkie wymienione wyżej rodzaje broni mają być zebrane i dostarczane do dyspozycji rządu niezwłocznie.

Jakby co, planowo pomnik miał być dwa razy większy niż statua wolności. Ostatecznie część skonfiskowanej broni zastała przetopiona na gwoździe, wsporniki i śruby, ale posłużyły one nie do budowy posągu Buddy, lecz do wzniesienia pomnika upamiętniającego samego wodza.
Niesamowite :)
 

pampalini

krzewiciel słuszności, Rousseaufob
Członek Załogi
3 576
6 209
Statystyki makroekonomiczne to współczesny szamanizm. Bezrobocie, wzrost PKB ... to wszystko jakieś fantasmagorie wymyślone by ogłupiać ciemny lud. Jak statystyki idą w dobrą stronę, to lud powinien się cieszyć, że ma takich dobrych pasterzy, a jak idą w złą stronę, to powinien u dobrych pasterzy szukać opieki, bo winny liberalizm i rynek zawiódł. Kiedyś wyrywało się serca z piersi by słońce nie przestało świecić, dziś wyrywa się majątek z portfeli by dobrobyt nie ustał. Oczywiście zupełnie przypadkiem największymi wygranymi takich systemów są zawsze kapłani.

Bezrobocie jest jedną z najbardziej zakłamanych i najłatwiejszych do zmanipulowania statystyk, która w ogóle nie oddaje żadnej sytuacji. Trochę lepszy jest wskaźnik zatrudnienia, ale też tworzy fałszywy obraz, ot, choćby ze względu na fakt, że za bezproduktywnych uznaje uczestników szarej strefy czy rentierów, podczas gdy produktywnymi są np. urzędnicy i politycy, czyli zwyczajne pasożyty bądź też komórki nowotworowe w organizmie społeczeństwa.


Ciek
 

kawador

Merchant of Death
Członek Załogi
13 230
19 750
Niby oczywiste rzeczy:

Chcesz niwelować różnice społeczne (koncentrację kapitału), powinieneś popierać na początek 3 rzeczy, są to rzeczy, które popierają libertarianie:
1 - zmniejszenie opodatkowania ubogich
2 - likwidacja dopłat, dotacji, socjalu itd. dla bogatych
3 - taka modyfikacja prawa, by bogaci nie byli uprzywilejowani, czyli likwidacja licencji i pozwoleń, które można sobie albo kupic, albo załatwić po znajomości z urzędnikiem, czyli wszystkich licencji i pozwoleń.


Madlock
 

kawador

Merchant of Death
Członek Załogi
13 230
19 750
military o lotach w kosmos:

Powinieneś powiedzieć coś innego: gdyby nie państwo (państwa), nie byłoby drugiej wojny światowej. Gdyby nie było drugiej wojny światowej, nie byłoby żelaznej kurtyny. Gdyby nie było jej, loty w kosmos opóźniłyby się pewnie o parę dekad - choć kto wie? Może zaczęłyby się szybciej i sprawniej? Wszak początek lotów w kosmos to więcej porażek niż sukcesów, że wspomnę tylko o Apollo 1.

Słyszałeś o "Space Race", czyli "kosmicznym wyścigu" będącym w zasadzie konkursem mierzenia penisów? NASA powstała dlatego, że Ruscy rozpoczęli swój program kosmiczny, a zrobili to m.in. dlatego, że chcieli pokazać wyższość technologiczną nad Amerykanami. Motywacji początkowo było sporo, ale z czasem rozwój technologii kosmicznych zmienił się w konkurencję, w której nagrodą był głównie prestiż.

Owszem, NASA została założona przez państwo, ale dziś jeszcze nie polecieliśmy na Marsa. Dlaczego? Bo to samo państwo po zakończeniu zimnej wojny obcięło jej środki. Można powiedzieć, że "gdyby nie państwo, pewnie bylibyśmy już na Marsie". Nie wierzysz? No to popatrz: samochód wymyślił prywaciarz. Samolot wymyślił prywaciarz. Balon wymyślił prywaciarz. Czy powiesz, że "gdyby nie państwo, nadal jeździlibyśmy konno"? "Gdyby nie państwo, nie byłoby samolotów"?

Prom kosmiczny to w tej grupie wyjątek - podyktowany tylko niezwykłą sytuacją polityczną. Gdyby Rosjanie skupili się na eksploracji dna oceanu, pewnie dziś pisałbyś, że "gdyby nie państwo, nie zeszlibyśmy do Rowu Mariańskiego". Tylko że zeszliśmy. Kto zszedł? Nie żaden urzędnik, tylko Jacques Piccard, w zbudowanym przez dwie prywatne firmy batyskafie. Dopiero potem państwo odkupiło (!) od niego projekty pojazdu.

Kto teraz zajmuje się eksploracją kosmosu? Nie NASA (ona już odegrała swoją rolę, z politycznego punktu widzenia jest nieprzydatna i może zniknąć - tak działa państwo), ale Virgin Galactic czy Mars One. Prywatne firmy. Gdyby nie było państwa, to zapewne one lub im podobne już dawno zajęłyby się lotami w kosmos - tak jak bracia Wright, a po nich np. Huff-Daland zajęły się po prostu lotami. Skoro NASA już powstała i była w swoim czasie świetnie dotowana, żaden prywaciarz nie widział interesu w konkurowaniu z czymś, co nie może upaść (jak dzisiejsze PKP). Teraz jest inaczej - i od razu widać różnicę.
 

piezol

Jebać życie
1 084
3 612
W sumie chciałem założyć podobny wątek, ale jakoś nigdy nie chciało mi się pisać dłuższego tekstu, teraz mam chwilę...

W wakacje w ramach festiwalu teatrów ulicznych "Feta" wystawiany był spektakl "Byłem tam i...to, co nam mówią, to nie jest to, co zobaczyłem" Zrobiony przez grupę artystów z kraju Basków. Ogólnie był o terroryzmie, mediach i polityce. Zaczął się tak, że wszyscy widzowie zostali zagnani na środek sceny i mogli sobie chodzić i stać do woli. I w ten tłum weszła kobieta... która po chwili "wysadziła się" z zajebistym hukiem! Naprawdę aż bębenki bolały. Wnet padli "policjanci" uzbrojeni niczym podczas oblężenia Fergusson i zaczęli przepychać tłum zaskoczonych widzów. Wrzeszczeli, popychali, świecili reflektorami po oczach, wyły syreny. Dzieci, które nieopacznie przyszły z rodzicami ( wyraźnie było zaznaczone, że to sztuka dla widzów dorosłych ) były śmiertelnie przerażone. Nawet dorośli mieli nietęgie miny.
I nagle zmiana scenerii, pojawił się telebim, na którym "wiadomości" podawały że partia rządząca zobowiązuje się do walki z terrorem i nagle wyskakuje "premier" ze świtą i zaczyna chodzić między widzami. Nagła zmiana emocji przelewa się po tłumie. "Premier" ma stanowczą, lecz spokojną minę, z uwagą "przytakuje" reporterom, klakierzy zachęcają widzów do klaskania, "ochroniarze" dumnie wypinają torsy. Flagi, hymny i konfetti. Normalnie scena jakby kurwa Tusk przyjechał. A najlepsze jest to, że ludzie to podchwycili! Zaczęli klaskać ( chociaż jednocześnie śmieli się, trochę z zażenowaniem, że dali się wrobić, ale mimo to klaskali! ). Podawali premierowi ręcę i uśmiechali się do niego. Jakieś laski podeszły do "premiera" i zaczęły pstrykać sobie "selfies". No nie żartuję! Nawet mój, głęboko schowany etatysta chciał klaskać. Czuć było momentalną zmianę nastroju, poczucie, że niebezpieczeństwo odeszło, że ktoś czuwa nad naszym bezpieczeństwem i dba o nas. I to wszystko w ciągu 15 minut, grupka aktorów, nieznających słowa po polsku kompletnie zawładnęła emocjami kilkuset przypadkowych osób, przy pomocy prostych technik. Nawet wiedząc że to wszystko było udawane, to i tak to działało!
Nie powiem, ale całą noc nie mogłem po spektaklu spać. Pomyślałem, że skoro dosłownie piątka aktorów może przy małym budżecie zawładnąć emocjami społeczeństwa, to co może taka machina mediów o miliardowych dochodach. Co robi kilkanaście lat tępej indoktrynacji w szkole, co robią media, politycy, marketingowcy i spin doktorzy. To najgorszy możliwy przykład sekty, pieprzony kombinat programujący nas jak treserzy psów. Zadaje nam, pojedynczym jednostkom jak i całemu społeczeństwu takie szkody, jakie nie jesteśmy sobie w stanie pojąć, bo nie mamy nawet skali porównania, bo wszyscy są tak samo okaleczeni. I sami możemy tego nie wiedzieć, nie czuć tego, tak jakby ktoś nas oślepił tuż po porodzie, to potem nigdy już nie zrozumiemy czym jest "zielony" i "czerwony". Etatyzm to najbardziej skrajna i okrutna forma molestowania psychicznego, jaką możemy sobie wyobrazić. I możemy się z tego wyzwolić, tak jak wyzwolić się mogą zgwałceni w dzieciństwie, ale nigdy, nigdy nie będziemy jak "zdrowi" ludzie, wychowani w "zdrowym" społeczeństwie. Zawsze będziemy zbiegami z sekty
 

kr2y510

konfederata targowicki
12 149
20 464
https://libertarianizm.net/threads/bitcoin.4388/page-9#post-121269
tomkiewicz napisał:
Gdyby państwowe kurewstwo czuło realną empatię, NIGDY, ale to NIGDY nie wpierdalałoby swoich brudnych, zawszonych nochali do czyjegoś życia i działań międzyludzkich, wysmarkując z nich legislaturę. Działalność urzędników nie ma nic wspólnego z empatią, mimo, że co rusz to słowo - wielokrotnie zgwałcone komuszymi kutasami - wychodzi z ich zagrzybiałych ryjów.
 

Denis

Well-Known Member
3 838
7 722
Autor: @GAZDA
dyskutuje często z onr, bo są aktywni na moim podwórku...
jedyna różnica ideologiczna między narodowymi komuchami a komucham od sierpa i młota to kit wciskany ludziom za co sie mają poświęcać, jedni dla sprawiedliwości społecznej inni dla narodu/kraju/ojczyzny

owszem są niebezpieczni gdy są w grupie, karki, łyse dresy i te klimaty... poziom inteligencji równy temu co ma wiaderko, w porywach konewka... a tych poziomem inteligencji doniczki z kwiotkiem jakimś wysyłają by dyskutowali z ludźmi, niestety mają ino wyoczone odzywki w starciach z konkurencyjnymi komuchami, nie da sie nawet podyskutować... próbują mnie w każdej rozmowie przekonać że mamy wspólnego wroga i powinniśmy wspólnie walczyć bo mamy wspólne interesy, ale sie kończy jak zaczne zadawać pytania abede mógł to a bede mógł tamto i na czym ma polegać ta wolność w ich wersji, wtdy możesz dostać odpowiedź w stylu "coby być wolnym trza zaakceptować krzyż"... generalnie są głównym źródłem lolkontentu na moim lokalnym forum...

te tendencje wolnorynkowe to ino chwilowa zagrywka by kuce ich wspierały... jak dojdzie do odjebki konkurencyjnych komuchów to skorzystają z ich wsparcia a jak załatwia jednych załatwią kuce... a nas o ile nie bedziemy współpracować w ich szeregach odjebią razem z komuchami od systemu, bo dla nich jesteśmy chorzy i wrogami narodowego kolektywu...

ile warte jest ta ich niby wolnorynkowość i jakakolwiek wolnościowość widać było w tamtym tygodniu jak sie dumnie chwaliły że są siłą i zostali docenieni bo współpracują teroz z solidarną polską...
http://libertarianizm.net/threads/nacjonalisci-i-system.4915/page-3#post-94381
 

tomislav

Rasa: biała, profil klimatyczny: śródziemnomorski
4 782
11 856
Post Hitcha z tematu, czy własność to utopia.
Własność to utopia?
Nie.

Można to bardzo łatwo sprawdzić. Polecam taki eksperyment:

Zapracuj na coś, bardzo kurwa ciężko. A potem niech jakiś cwel ci to zabierze. Jeśli nie jesteś skomuszonym zjebem to zaczniesz odczuwać bardzo intensywne emocje. Ja tak mam przy wypłacie np. Jak widzę, że znowu mi zajebali pół pensji to mam ochotę wymierzać starozachodnią sprawiedliwość polegającą na rażeniu skurwieli Coltem albo wieszaniu za kark, póki złodziejski świniojeb nie przestanie wierzgać.

Dowiedzione empirycznie. Bez pierdolenia, bez tabelek, bez wykresików. Temat można zamknąć.
Amen.
 

kawador

Merchant of Death
Członek Załogi
13 230
19 750
FatBantha o tym, jak on rozumie dobrobyt:

Zacznijmy od tego, że nie zdefiniowaliście dobrobytu. Co to jest dobrobyt?

Ja bym powiedział, że dobrobytem nazywamy stan możności jak najszybszego oraz wymagającego najmniej wysiłku, osiągania zamierzonych przez siebie celów. O tym większym dobrobycie świadczy to, im szybciej jednostka może zdobyć, co tam sobie uwidzi i tym mniej starań będzie ją to kosztowało.

O dobrobycie nie świadczy więc sama produkcja - bo samo istnienie jakichś przedmiotów, bez znajomości kontekstu ich wytworzenia, nic nam nie powie. Nie wiemy, czy przedmiotów tych nie wytwarzają niewolnicy i czy są one komuś do czegoś potrzebne.

I teraz tak:
- jeśli nie będziemy mieć szans na stawianie osobistych celów - oczywiście, nie będzie dobrobytu,
- jeśli nawet pozwolą nam stawiać osobiste cele, ale pozbawią nas środków, abyśmy mogli je osiągać - wciąż nie będzie dobrobytu,
- jeśli będziemy mogli stawiać osobiste cele, będziemy mieli środki, ale część z nich będzie rekwirowana, powodując, że zaczniemy rezygnować ze swoich pierwszorzędnych celów na rzecz celów kompromisowych, drugorzędnych i zastępczych - szansa na dobrobyt się pojawi, ale będzie niewielka - rosnąć będzie wraz ze spadkiem liczby rezygnacji z celów pierwszorzędnych oraz czasu oczekiwania na osiągnięcie celu.

Żeby więc mierzyć poziom dobrobytu, musielibyście policzyć ilu ludzi codziennie musi rezygnować ze swoich pierwszorzędnych celów oraz jeśli z nich nie rezygnują - czas osiągania przez nich celów zamierzonych.
 

kawador

Merchant of Death
Członek Załogi
13 230
19 750
Znowu Fat:

Tak czy owak - jeśli wolnościowcy chcą świat i obyczaje przesunąć w swoją stronę, powinni walczyć ze zdziecinnieniem, bo to ono w głównej mierze jest kulturalną podstawą dzisiejszych państw - nomen omen - opiekuńczych. Z angielska to przecież brzmi jeszcze dosadniej: nanny state. A dla kogo są niańki? Dla dzieci. Większość socjalu, redystrybucji i prewencji bierze swą siłę właśnie z sentymentalistycznego dobryzmu i wszechobecnej troski o niesamodzielnych, których tak naprawdę się potem zaczyna produkować, wychowując w takich warunkach, do których oni się adaptują. Odebranie socjalu to ekwiwalent groźby odkręcenia bocznych kółek komuś, kto nie nauczył się jeździć na rowerze bez nich. Ostatecznie jednak nie da się go nauczyć jeździć bez nich, jeśli mu się ich w końcu nie odkręci.
 

tomislav

Rasa: biała, profil klimatyczny: śródziemnomorski
4 782
11 856
W mordę dobry fragment, ale "dobryzm" Fat zinfoanarchizował ode mnie ;)
 

father Tucker

egoista, marzyciel i czciciel chaosu
2 340
5 590
@Crov o tym, jak przemawiać do ludzi i jak używać empatii by przedstawiać ludziom światopogląd libertariański
https://libertarianizm.net/threads/podziel-sie-zazenowaniem.4191/page-80#post-153909
@tosiabunio

Pewnie masz troche racji, ale nie wiem czy sluchales jak Penn Jillette mowi o byciu libertarianinem. Właśnie w taki sposob odwołujacy się bardziej do ciepła i emocji, niż do logiki. Wydaje mi się, że wolnościowcy mają tendecje do sarkania i cynizmu, bo sa po prostu wkurwieni - co jest zrozumiale, ale nie mejnstrimowe. (Wyjatkiem od tej reguły w lewicowych mediach jest Bill Maher.) Kelthuz wywoluje zażenowanie, bo prezentuje się jak typowy prawicowy satyryk - kontrowersyjny, bezposredni i wulgarny.

Odwołynie się do emocji to jedno, ale druga rzecz to dystans do siebie - podejscie Jona Stewarta, które moznaby sprowadzic do "ja nie jestem wielkim mędrcem, ale ja chce dobrze" i śmianie się z siebie. Lewicowi komicy maja w tym pewnego rodzaju niewinność, taki styl, gdzie nie czuje sie, jakby oni prawili kazania widzom tylko razem z widzem próbowali zrozumiec absurdy świata (nawet powyższy, Oliver, mowi tak jakby mowil "Patrzecie co za wariactwo odkrylem, niesamowite!" a nie "zobaczcie co za debile"). Prawicowi komicy maja tendencje do powaznie sarkastycznej krytyki, protekcjonalnego kazania w stylu "patrzcie jakich z was idiotów robią ci chuje". Jedni maja podejscie niby bardziej empatyczne, a drudzy bardziej agresywne/próbujące zmusic do działania. Mysle, ze to tez wynika z tego jaki rodzaj ludzi skłania się ku takim, i takim poglądom. Ale poglądy libertariańskie spokojnie można by było przedstawić w sposob empatyczny,

Penn zresztą o tym mowi tutaj:



To na pewno.
 

tolep

ChNiNK! ChP!
7 728
12 808
@tomahawk o wpływie kobiet na poziom dyskusji.

Właśnie czytam shouta i ten wątek. Tak, jak myślałem. Pojawiła się kobieta i od razu ludzie szaleją. W związku z tym opowiem wam pewną historię.

Kiedyś, w czasach studenckich, znajomy poprosił mnie o pomoc w przygotowaniu do egzaminu poprawkowego z fizyki na polibudzie. Otóż znajomy ten chodził wcześniej do technikum, typowo męskiego technikum. Mówił, że miał zgraną klasę - sami faceci, gdy jeden potrzebował pomocy, inni pomagali, zawsze można było pogadać o wspólnych zainteresowaniach (czyli w tym wypadku o silnikach). Jednak w pewnym momencie doszła do nich jedna dziewczyna. I wtedy się zaczęło. Wszystkim odjebało, zaczęło się, typowo męskie, pokazywanie, kto ma większego siusiaka, każdy chciał jej zaimponować i dostawał małpiego rozumu. I tak ze zgranej klasy zrobiła się banda małp. Znajomy mówił, że odechciało się chodzić do szkoły.

Wnioski. Proponuję zmiany strukturalne - każda kobieta (albo każdy kto podaje się za kobietę) powinna zostać zbanowana. Dla dobra braci libertariańskiej. Zobaczmy które cywilizacje idą w górę, a które idą w dół. Żydzi, muzułmanie - oni nie dopuszczają kobiet do wspólnych rozmów, modlitw. Natomiast inaczej jest w cywilizacji zachodniej. Chcecie skończyć jak chrześcijanie? Nie bez powodu starożytni greccy myśliciele spotykali się w męskim gronie. Nie zmuszam od razu do naśladowania pitagorejczyków, który zabawiał się ze sobą. Pamiętajcie, że dopuszczenie kobiet do wspólnego stołu, zniszczyło zachodnią cywilizację.

Nie, nie jestem mizoginem. Jak to mówi Korwin, gdy zostaje zapytany o stosunek do kobiet: "Ależ ja kocham kobiety". Jednak jestem przeciwnikiem koedukacji i innych tego typów szkodliwych wynalazków.
 
Do góry Bottom