Najlepsze posty

D

Deleted member 7005

Guest
Dzieci pierdoły. Hodujemy zombie, które nie wiedzą kim są i dokąd zmierzają
Rok temu sanepid chciał zamknąć obóz harcerski koło Ustki, bo nie było tam elektryczności. Dwa lata temu w Bieszczadach kazano organizatorom obozu survivalowego pociągnąć rurami wodę z ujęcia oddalonego o trzy kilometry. W sumie trudno się więc dziwić, że w styczniu tego roku wychowawca zimowiska koło Karpacza zorganizował zamiast ogniska „świecznisko” w świetlicy, bo na zewnątrz było minus 10 stopni i dzieciaki poskarżyły się rodzicom, że nie chcą marznąć, a ci zagrozili opiekunowi interwencją w kuratorium, jeśli nie odwoła „niebezpiecznej zabawy”.
Dzisiaj nie wolno dać młodemu siekiery, bo jest narzędziem niebezpiecznym, witki nie można uciąć, bo drewno się kupuje w nadleśnictwie. Zamiast dziury w ziemi są wypożyczane toi toie, a każdy garnek czy półka w magazynie muszą być sprawdzone przez armie kontrolerów z sanepidu, gmin i przeróżnych straży. Obozy stawiają profesjonalne firmy, a dzieciaki przyjeżdżają na gotowe, zamiast plecaków mają walizki na kółkach, repelenty i kremy do opalania – opowiada były już harcmistrz z podwarszawskiej miejscowości. Woli pozostać anonimowy, bo dorabia, choć tylko okazjonalnie i nieharcersko, na letnich obozach dla młodzieży.
– Przyjeżdżają takie potworki przekonane o swojej wyjątkowości, mądrości i zaradności, a wrzeszczą w panice, jak zobaczą osę czy komara. Na byle uwagę wychowawcy od razu dzwonią do mam i tatusiów ze skargą, a ci z pretensjami do nas. Cholera mnie bierze, ale cóż poradzić, klient nasz pan. No to robię im ognisko w pokoju na ekranach ich tabletów, bo dym z płonących szczap gryzłby ich w oczy – tłumaczy."


@pawel-l , wkurzajace-newsy-z-rana
 
D

Deleted member 6610

Guest
Dzwonię do przychodni i pytam o okulistę. Paniusia mówi : okuliści nie przyjmują. Odwołani na czas nieokreślony. Mówię paniusi, że mam piasek w oczach, błyski i czasem swędzenie. Mrugam jak wariat. Jak ku*wa żyć? Ona odpowiada, że chyba zespół suchego oka mam. Pierwszy raz o takiej przypadłości słyszę. Pytam : kto mi to suche oko wyleczy ? Myśli, myśli i mówi : proszę jechać na izbę przyjęć kliniki okulistycznej. Jadę.

Jest godzina 14-ta, jestem siódmy w kolejce, bez skierowania. Siódmy : myślę jest dobrze. Pisze na drzwiach, że w pierwszej kolejności wchodzą ze skierowaniem. A jeszcze przyszedł młody tatuś z małym dzieckiem. Wchodzi bez kolejki.To teraz ósmy jestem. Wychodzi kobieta w białym stroju z gabinetu a gość z kolejki krzyczy, że czeka od dziewiątej rano! Jest po 14 tej. Pytam go co on tak długo robi. Ano panie mówi, od rana jeden lekarz przyjmuje i co chwilę ktoś uprzywilejowany bez kolejki wchodzi. A niektórzy wejdą i aż 40 minut tam siedzą! Następny się odzywa, że od 11 tej czeka. Jeden gabinet, jeden lekarz a przed pandemią zawsze sześc gabinetów było otwartych i w każdym przyjmował okulista. Wiadomo : klinika. To ja się pytam gdzie są ci lekarze teraz?Może maja opiekę na dzieci, szkoły zamknięte. Może oddelegowani na służbę do zakaźnego ? Tak sobie rozmawialiśmy czekając na zaproszenie do gabinetu.

Wszedł cierpliwy gościu co siedział od dziewiątej rano. Doczekał się. Zakropili go i musi czekać dalej, na badanie.
Jest kilka minut po 16 tej.

Żona dzwoni do mnie: kiedy wracasz? Powiedziałem, że chyba kolację będzie musiała sama sobie zrobić, zawsze ja przygotowuję.

Wychodzi z gabinetu paniusia w niebieskim stroju i mówi: kończę za chwilę pracę i proszę żeby zostały dwie osoby ze skierowaniem, pozostali proszę pod gabinet 17, za pół godziny przyjdzie lekarz dyżurny i będzie przyjmował. Lekarz z pokoju 17 przyszedł za godzinę z minutami.Wyszedł z gabinetu, powiedział gdzie leżą ankiety do wypełnienia i wrócił do gabinetu.Wszyscy rzucili się na jeden długopis.
Pan doktor w tym czasie wyszedł z gabinetu i wsiadł do windy.Wrócił za około pół godziny : może pilnie był potrzebny na oddziale?

Wrócił i mówi do nas : proszę pierwszą osobę z kolejki. No wreszcie!Ruszyło się!

Do domu wróciłem po 20 tej. Tylko sześć godzin. Nie jest źle. Pierwszy raz czekała na mnie przygotowana przez żonę kolacja.
A jednak : moje gałki nie są nawilżone, tak jak powinny. Żel i krople. Ale słyszałem w kolejce, że wielu ma takie dolegliwości.
Może ogłoszą epidemię suchego oka?

Deleted member 6852
https://libertarianizm.net/threads/polska-sluzba-zdrowia-taka-piekna.5750/page-11
 

ukos

Well-Known Member
505
801
Temat : Dziewczyna przyłapała mnie z inną. Co mogę robić?


W propertarianizmie łapiesz baby, które cię kręcą i zamykasz je w piwnicy. Wyciągasz te, na które masz ochotę.
W libertarianizmie to kwestia woluntarystycznej umowy między stronami. Jak druga strona umowy nie chce się zgodzić na skoki w bok, to szukasz kogoś innego. Wątpliwości interpretacyjne w zakresie zawartej umowy rozstrzygane są bronią palną.
W komunizmie kobiety są wspólne, więc problem nie istnieje, podobnie jak wiele innych rzeczy, np. papier toaletowy.
W socjalizmie papieru też po jakimś czasie nie ma, ale do tego czasu, w ramach intensywnego genderyzmu okazuje się, że to kobieta zdradza ciebie, zanim ty zacząłeś zdradzać ją. Jesteś zatem moralnie rozgrzeszony.
W kapitalizmie płacisz, więc wymagasz.
W zamordyzmie nie chce się żyć, więc ruchać w zasadzie też nie.
W monarchizmie , jeżeli jesteś na szczycie to każda kobieta chce, a jakby jednak nie chciał, to uchwalisz prawo pierwszej nocy i jednak zechce. Jak jesteś na dole drabiny społecznej, to żadna nie chce, problem zatem w tym przypadku też w zasadzie nie istnieje, natomiast jak jest z papierem toaletowym, to do końca nie wiadomo, bo mamy doświadczenia głównie ze średniowiecza.

@Ciek
 

cyklista

Well-Known Member
518
439
Auror - FatBantha


Nie rzucim piwnic, skąd nasz ród,
Lewackim zjebom takiego wała!
Akapu my naród, propowy lud,
Piwnica nasza będzie tu stała!
Nie damy, by nas zmiękczył wróg…
— Tak nam dopomóż Bóg!

Do krwi ostatniej kropli z żył
Bronić będziemy swego,
Aż się rozpadnie w proch i w pył
Zjebane marksistów ego.
Twierdzą nam będzie każdy trup…
— Tak nam dopomóż Bóg!

Nie będzie Rothbard pluł nam w twarz,
Ni dzieci na śmierć głodził.
Potężny wzleci krasnal nasz,
Grzybem nas oswobodzi,
Wyjdziem, gdy zabrzmi ciszy mruk…
— Tak nam dopomóż Bóg!


 

kompowiec

freetard
2 193
2 063
To jest założenie, że można produkować tylko tak, jak się to robi obecnie. To jest argument za tym, że trzeba utrzymać niewolnictwo, bo inaczej będzie mniej bawełny, będzie droższa, gorszej jakości i ROI będzie niższe niż zakładano. Nie dość, że zniesiono niewolnictwo, bo było to słuszne, to jeszcze okazało się, że sytuacja z bawełną nie tylko się nie pogorszyła, ale jest znacznie lepiej
Źródło bo cały post także jest warty odnotowania: https://libertarianizm.net/threads/piractwo-to-kradziez.2378/post-170191

Jeden z najlepszych postów w tym temacie, często do niego wracam i używam w dyskusjach. Dziękuję.

Literatura uzupełniająca: http://www.catb.org/~esr/writings/cathedral-bazaar/homesteading/ar01s06.html
 

cyklista

Well-Known Member
518
439
Dzieło literackie z 2011 roku!
Autor - Antoni Wiech.

Pewnego dnia do posesji Krzysia zapukał Maciek. Krzyś otworzył mu drzwi i mimo, że nie dał tego po sobie poznać był trochę zdziwiony, bo ich relacje od dawna nie układały się najlepiej. Dodatkowo Maciek na całym ciele pokryty był jakąś dziwną czerwoną mazią o nieokreślonym zapachu.

- Wejdź - powiedział Krzyś
- Dziękuję - odpowiedział Maciek

Pozwolisz, że przejdziemy do piwnicy, bo testuję właśnie nową syntetyczną kokainę i nie chciałbym przerywać pracy - zaproponował Krzyś. Maciek skinął głową i ruszyli w kierunku podziemi domostwa. Minęli wcześniej ogromny salon gdzie wszędzie porozrzucane były naboje różnej wielkości, a centralnie (zamiast telewizora?) stała mała wyrzutnia rakiet. Na ścianach znajdowało się kilka głów karpich z podpisami: Labuda, Michnik, Kuroń i paru jeszcze innych, których Maciek nie zapamiętał. W fotelu siedział jakiś duży jegomość, który żuł oscypka i kiedy zobaczył przybyszy wstał, przywitał się i z wyraźnie góralskim akcentem powiedział, coś w stylu "Bede lecioł! Jedno fajno rudo dziewucho na mnie czeko!" po czym odwrócił się i wyszedł.

Wokół wszędzie biegało kilkanaście amstafów, dobermanów i jeszcze kilka ras, których Maciek nie umiał nazwać. Patrzyły na niego z nieufnością, ale kiedy tylko Krzyś powiedział do nich: to mój gość! Zaczęły merdać ogonami, a kilka z nich nawet dało się pogłaskać.

W piwnicy znajdowało się wielkie laboratorium chemiczne. Krzyś wziął jedną buteleczkę wypełnioną jakiś płynem wlał do innej i nie patrząc na Maćka powiedział: Co Cię do mnie sprowadza? Maciek odpowiedział: Wiesz Krzyś, nie będę owijał w bawełnę. Nasze stosunki nigdy nie układały się jakoś idealnie, ale mam problem i chciałbym żebyś pomógł mi go rozwiązać... - zawiesił głos, ale Krzyś jakby tego nie zauważył i wlał kolejny płyn do innej buteleczki. Popatrzył z zadowoleniem na zawiesinę i uśmiechnął się do siebie. Maciek kontynuował: kilka miesięcy temu przyszła do mnie komuna hipisów. Spytali się, czy mogliby zamieszkać na mojej posiadłości klika dni. Zgodziłem się. Ale oni nie zamierzają się wynieść! Biegają nocami nago, a musisz wiedzieć, że ich kobiety są paskudne i posiadają np. wąsy. Palą jakiejś kiepskiej jakości ganję, napierdalają w bębenki i ogólnie nie dają mi spokoju. Prosiłem ich kilka razy kulturalnie aby opuścili mój teren, ale odmówili, a dziś nazwali mnie faszystą i obrzucili wegańską wołowiną! Nie wiem co mam robić!
Ok, zajmę się tym - odpowiedział Krzyś wycierając ręce z białego proszku, który nagle pojawił się na jego rękach.
--

Hipisi jak zwykle tańczyli naćpani, kiedy podeszła do nich jakaś postać, której wcześniej tu nie widzieli. Trzymała w ręku shotguna. Na chwilę przestali pląsać, wpatrując się w przybysza a on powiedział do nich spokojnie: Macie 15 sekund na opuszczenie tego terenu, inaczej rozpierdolę wam wszystkim łby. Jeden, najwyższy hipis zmarszczył czoło i krzyknął: czy wiesz, ze czasy dominacji wielkich właścicieli się skończyły! To wy jesteście winni wszystkich wojen! Czy wiesż, że... "Bum!" Nie skończył zdania, bo przybysz uderzył go kolbą w twarz. Pozostała część hipisów widząc to zaczęła uciekać w popłochu, zostawiając za sobą przepocone swetry, bębenki, i porozrzucane koraliki, oraz mały posążek Boba Marleya. Zakrwawiony wojownik o pokój ocknął się i również szybko się oddalił.

"To była przyjemność" powiedział Krzyś do siebie.
--
- Nie wiem jak Ci dziękować! - powiedział Maciek do Krzysia. Wiesz.. może nie popieram tych metod..wolę poezję niż zabawę z bronią, ale czasami jak widać takie sposoby są skuteczne. Ile mam Ci zapłacić?
- Nic. Po prostu towarzysz mi dziś w imprezie na mojej posiadłości. To była dla mnie rozrywka i trzeba to uczcić.
--
Impreza trwała 2 dni. Było mnóstwo jedzenia, tańczące panie z agencji, strzelanie do tarczy oraz inne rozrywki. Maćkowi szczególnie zasmakowało domowej roboty carpaccio. Trzy razy dokładał sobie porcje. Pod koniec zabawy zapytał się Krzysia: powiedź mi, co to za przepis? Idealnie mi smakuje!

- To jest mięso z małej dziewczynki, która weszła na mój teren po piłkę.
- Hahaha! - żartujesz!- powiedział Maciek - a tak serio?
- Mówię serio.


Maciek znów się zaśmiał, ale patrzył coraz dłużej na poważna twarz Krzysia i powoli dochodziła do niego straszna prawda. Robił się coraz bledszy i tylko wyjąkał: nie... nie.. jak mogłeś Ty hardcorowy..... potworze!

- Nikt Cię nie zmuszał do jedzenia - odpowiedział beznamiętnie Krzyś - moja ziemia, moje jedzenie, moje prawo.

Maciek wybiegł wymiotując po drodze. Przez jeszcze trzy dni nie mógł patrzeć na jedzenie. Od czasu tego incydentu relacje z Krzysiem zostały totalnie zerwane.
--
Mijały lata i Maciek doczekał się kilku synów, którzy, ku jego słabo skrywanemu rozczarowaniu bardziej interesowali się bronią i strzelaniem do tarcz niż poezją. Krzyś wyjechał, gdzieś na wschód w poszukiwaniu lepszego katalizatora kokainy, którym podobno handlował jakiś handlarz w tamtych rejonach. Pewnego dnia na terenie posiadłości Krzysia pojawili się posesjoniści. Wprowadzili się, na początku nieśmiało manifestując swoją obecność, aż do chwil, kiedy wywiesili na domu napis an-arche.pl/ oraz czerwono-czarne flagi. W ciągu kilku miesięcy rezydencja zmieniła się w coś przypominającego stodołę z powybijanymi oknami, odpadającymi drzwiami. Wszędzie rosły chaszcze a na podwórku walały się jakieś połamane meble oraz nieokreślone żelastwa.

Maciek miał na to wyjebane, i generalnie nie obchodziło go co się dzieje z terenem Krzysia.

Pewnego dnia jednak obudziły go strzały. Wyjrzał przez okno i zobaczył postać, która biegnąć ostrzeliwała regularnie dom Krzysia. Posesjoniści nie pozostawali dłużni i również odpowiadali ogniem. Wyjrzał przez lornetkę i zobaczył, że tą postacią był Krzyś! "Co mnie to obchodzi?" Pomyślał Maciek? Mógł zadbać o swoją własność. Założył stopery na uszy i próbował zasnąć. Coś jednak nie dawało mu spokoju. Zszedł do salonu i zobaczył swoich synów, którzy z ak47, granatami oraz inną bronią nerwowo ze sobą dyskutowali. Kiedy pojawił się Maciek zamilkli i wpatrywali się w niego proszącym spojrzeniem. Najstarszy z nich o imieniu Maciek junior w końcu przemógł się i powiedział: Tato...prać?! Maciek spojrzał na niego, westchnął, wziął jednego aka, który leżał na stole i nagle krzyknął: PRAĆ KURWA!!!!
Dalej wypadki potoczyły się szybko. Maciek z synami wtargnęli na posiadłość Krzysia. Szybko dogadali się co do taktyki z Krzysiem i zaczęła się bitwa. Trwała kilka godzin, bo posesjoniści nie dawali za wygraną. W końcu jednak wywiesili białą flagę. Wycofali się krzycząc na odchodne: jeszcze tu wrócimy wy pierdoleni kapitaliści!!! Posesja Krzysia była wolna.
Krzyś wyciągnął rękę do Maćka uśmiechnął się i powiedział: Co było to było... dziękuję Ci za pomoc. Maciek jednak nie odwzajemnił uśmiechu, nie wyciągnął ręki tylko wysyczał przez zęby: Nie zrobiłem tego dla Ciebie.. Zrobiłem to dla wolności i...i... kropka! Chodźcie chłopcy, wracamy do domu!
--
Prolog: Mijały miesiące i sytuacja wróciła do momentu sprzed wyjazdu Krzysia. Był jednak pewien wyjątek. Krzyś z wycieczek po terenach wschodu wrócił z córką, o cudownej urodzie o imieniu Beretta. Maciek junior zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia, kiedy usłyszał ją jak nuciła somalijskie ludowe pieśni, których nauczył ją ojciec. Młodzi szybko w tajemnicy nawiązali ze sobą kontakt i po cichu spotykali się w zagajniku na ziemi niczyjej zaraz nie opodal swoich posiadłości.

Trzymali się za ręce i marzyli, że kiedyś ich ojcowie się pogodzą, a ich ziemie się połączą i stworzą razem swoje prywatne libertariańskie niebo na ziemi. Maćkowi juniorowi jednak nie dawała spokoju jedna myśl i w czasie pewnej, potajemnej schadzki zapytał Berettę:

- Czy to prawda, że Twój ojciec zrobił kiedyś potrawę z małej dziewczynki, którą zjadł mój ojciec?
- Berreta zaśmiała się serdecznie i odpowiedziała: znam tę historię, ojciec opowiadał mi ją wiele razy. On nigdy nie skrzywdził by dziecka. To była tylko prowokacja, żeby zirytować Twojego ojca. Szkoda, że nigdy tego nie wyjaśnili.

Maciek junior odetchnął z ulgą, przytulił Berretę i zaczął nucić pierwszą zwrotkę piosenki, którą nauczyła go ukochana "I say: So! You Say: Mali! So-Mali! Somali!" Po chwili dołączyła do niego Berreta, a ich wspólny śpiew unosił się jeszcze hen daleko...

KONIEC


 

kompowiec

freetard
2 193
2 063
Tyle, że logika jest też przydatna do weryfikacji na przykład wewnętrznej spójności celów, postulatów, czy ogólnie tego, czego można chcieć. Pragnienia nie mają żadnego zabezpieczenia odgraniczającego ich od rzeczy niespójnych, nieprzemyślanych a często i szkodliwych, do których ciągną ludzie nie rozumiejący i nie korzystający z logiki.

Nie jest więc tak, że logika ma wyłącznie racjonalizować popędy. Tradycyjnie zakłada się, że ma je też kontrolować - patrz alegoria duszy jako rydwanu.
Z słynnego krystkonowego topicu.
 

sergiusz

Member
45
40
"Jak na razie był wystarczająco wszechmogący żeby zrobić parę masowych odjebek ( z powodu których miałeś taką sraczkę ) a teraz okazuje się, że jest za mało wszechmogący żeby nakierować na ciebie rozpędzony samochód albo sprawić żeby pękła ci żyłka we łbie za te twoje zjebane teksty ? Nie spotyka cię kara bo na tym właśnie polega wolność - możesz robić co chcesz. Bóg ci na to pozwala. Można nawet powiedzieć, że twój bunt jest możliwy tylko dzięki temu, że Bóg ci na niego łaskawie pozwala. I tak gówno z tego zrozumiesz"

Deleted member 4683
 

ckl78

Active Member
183
108
"O jak się ładnie emeryci bawią i cieszą życiem a młodzież teraz to nic tylko smartfon. Same fonoholiki teraz na tym świecie Albo piszą blogi pełno tego i co tam czytasz??? kiedy wstała czy słońce świeci ???albo kiedy poszła do kibla kiedy ma miesiączkę i podobne mundrości. :)Mądry blog taki jak tego kawadora to chce się czytać ale te dziewoje to pożal się Boże! mało aktywne mózgi mają nie rozwijają się w żadnym kierunku tylko smartfon albo komp i głupoty to co się dziwić???albo dzieciak woła matkę do piaskownicy a ona na ławce siedzi w telefon zapatrzona i nie słyszy! ja bym takiej odwyk zafundował jakby to moja córka była"

Temat "Taniec - po co oni to robią?" - Deleted member 6431
 

kran

Active Member
247
290
"O jak się ładnie emeryci bawią i cieszą życiem a młodzież teraz to nic tylko smartfon. Same fonoholiki teraz na tym świecie Albo piszą blogi pełno tego i co tam czytasz??? kiedy wstała czy słońce świeci ???albo kiedy poszła do kibla kiedy ma miesiączkę i podobne mundrości. :)Mądry blog taki jak tego kawadora to chce się czytać ale te dziewoje to pożal się Boże! mało aktywne mózgi mają nie rozwijają się w żadnym kierunku tylko smartfon albo komp i głupoty to co się dziwić???albo dzieciak woła matkę do piaskownicy a ona na ławce siedzi w telefon zapatrzona i nie słyszy! ja bym takiej odwyk zafundował jakby to moja córka była"

Temat "Taniec - po co oni to robią?" - Deleted member 6431
Dobrze to facet podsumował, samo życie 21 wiek.
 
Do góry Bottom