Najlepsze posty

D

Deleted member 427

Guest
"Nie ma sensu dyskutować o karze śmierci. Kara śmierci istnieje w każdym kraju. Obywatel, który nie uiści podatku dochodowego i zignoruje wszystkie wezwania do zapłaty, zostanie potraktowany bronią obuchową i/lub paraliżującą. Jeśli obywatel wykaże się wystarczającą odpornością fizyczną i umiejętnością samoobrony, i nie dopuści do aresztowania, wówczas zostanie zabity. Jeśli broń paraliżująca zadziała, obywatel trafi do więzienia i spróbuje uciec, zostanie zabity podczas pościgu. Rzadko słyszymy o takich przypadkach, ponieważ zinternalizowaliśmy nieuchronność podatków. Świadczy to tylko o tym, że wszyscy podświadomie wiemy, iż kara śmierci istnieje i nie grozi jedynie mordercom."

- pampalini

"Ostatnio wpadła mi do głowy taka myśl, że przecież wszędzie (lub prawie wszędzie, znając życie) na świecie legalna i stosowana jest kara śmierci i to nawet bez procesu: wystarczy zaatakować policjanta, albo dostatecznie mocno mu się przeciwstawiać, żeby ten, lub jego kolega wyciągnął broń i wymierzył wyrok. Dając policji broń palną i uprawnienia do stosowania przymusu bezpośredniego (i jeśli trzeba, to zabójstwa) jakoś nikt się nie zastanawia i nie liczy, ile to razy policjant zabił kogoś niesłusznie - jest trup, to jest trup, nie było czasu tego roztrząsać jego winy miesiącami, jak przy procesach sądowych zakończonych wyrokiem śmierci, więc nie ma problemu. Nad losem seryjnego mordercy (nawet takiego, który się przyznał) jest, czasami nawet międzynarodowa, debata i raczej mniejszość się skłania ku karze śmierci, a losem setek zabitych przez policję nikt się nie przejmuje (chyba, że są czarni :p). To co, im się bardziej należało, niż mordercy? Zaszlachtowanie tuzina osób nie sprawi, że tracimy fundamentalne prawo do życia, ale już podniesienie ręki na państwowego funkcjonariusza tak?"

- simek
 

Tomasz Panczewski

Well-Known Member
699
3 075
"Dlaczego nie krytykować narracji ROMBu? Oni przecież krytykują narracje zwolenników wolnego dostępu do broni na każdym kroku, nie potrafią zacząć wypowiedzi bez odcięcia się od takich propozycji, których zwolenników w środowisku strzeleckim rzekomo nie ma.

Ale przekonał się jak to wygląda. Myslał, że maksymalnie łagodząc postulaty przekona każdego i wygra każdą dyskusje? No to ma. Wszedł do klatki lwa bez broni, licząc, że ten da mu przez to fory."

Zbyszek_Z
 

ernestbugaj

kresiarz umysłów
834
2 660
kr2y510 o tym jak dumny biały człowiek przeistoczył się w pizdę:
Bezpośrednio nie ma, ale pośrednio ma. Polityka multi-kulti doprowadziła do scwelenia europejskich narodów. Ja pamiętam jak byłem w krajach Maghrebu na przełomie 70/80, to jako biały człowiek byłem kimś, byłem gościem. Ale nie dla tego, że byłem biały, a dla tego, że reprezentowałem dlań wyższą cywilizację. To oni jak by mogli, to przystosowaliby się do naszej cywilizacji. A dziś gardzą nami. To jeden z czynników który powoduje, że walą nie w obiekty wroga, a walą w randomowych cywilów. Walą bo gardzą. I oni są dumni, że mają islam, a my nie mamy nic, prócz pizdo cweli, pizdo liderów i pizdo idei.
Islamizm się tam nie rozplenił dla tego, że mają tam islam, a między innymi dla tego, że widząc upadek cywilizacji białego człowieka, czyli czegoś do czego dążyli, musieli znaleźć inny lepszy wzorzec, do którego można dążyć.

Kiedyś Palestyńczycy robili w Europie sporo różnych aktów terroru. Jednak wtedy cywilizacja była jeszcze silna i spłynęło to po niej jak gówno po gumowym płaszczu. Wcześniej była II Wojna i też ci co wyszli z tego cało, po krótkim czasie mieli wszystko w dupie.

Multi-kulti to nie przyzwolenie na Deltę Mekongu w Łodzi (zresztą nikt normalny przeciw temu miejscu nie protestuje), to jeden z elementów przymusowej marksistowskiej indoktrynacji. To się ma tak do tradycyjnej europejskiej wielokulturowości, jak sowiecki kołchoz do spółki z o.o.
 

father Tucker

egoista, marzyciel i czciciel chaosu
2 330
5 764
@TeeM -a wspomnienia z ASP: :)

Coś w ten deseń. Rysunek z modela zawsze był i w tym akty, ale teraz pozują głównie zwykli menele, obwisłe baby oraz menele - erotomani. Jedna pracownia kiedyś za własne hajsy wynajęła striptizerkę, ale to już szowinizm był, czy coś... w każdym razie nie trwało to długo. Za to w pewnej pracowni fotografii, którą prowadził profesur chodzący w tęczowym szaliku... do tej pory ciężko mi o tym myśleć. Najpierw był dziadek ekshibicjonista. Plusy: dobrze pozował i nie wstydził się rozbierać do zdjęć. Minus: rozbierał się zawsze, nawet jak ktoś go o to nie prosił.

Ale to zdaniem tęczowego profesura było za mało. Po dziadku przyszedł pełnoprawny, kurwa, trans. Nie, że gość se uciął fiuta i jest brzydką babą, jak Grodzka. Profesur przyprowadził przegiętą trans-drag-queen. Karolina nosił dwudziestocentymetrowe, przezroczyste pornoszpilki (nr circa 44), zawsze miał przy sobie misia i - a jakże! - pozował najchętniej nago. Jak się go nomen omen spuściło na chwilę z oka, to zaczynał się masturbować wyposażeniem studia fotograficznego (pewnie deficyty uwagi). Masturbować to może za dużo powiedziane, nie wiem, jak to działa po operacji... w każdym razie gdzieś jeszcze mam te zdjęcia, ale nawet nie sprzedam ich przez TORa, bo nie chcę do tego wracać. Po zajęciach czułem się psychicznie zgwałcony i choć wtedy już piłem codziennie, to od tego momentu zacząłem pić również przed południem. Przestałem też chodzić na zajęcia, choć po Karolinie pozował podobno "zwykły" gej.

Jako rotfla wrzucam (mam nadzieję, że nie było):


PS Uwaga - film ryje banię.
 

Denis

Well-Known Member
3 838
7 922
http://libertarianizm.net/threads/antysystemowe-ciekawe-spotkanie-polityczne.4640/page-2#post-87210
Monarchię znamy z bajek i mglistej historii. Gdyby było na odwrót i mielibyśmy monarchię, to wzdychalibyśmy pewnie za demokracją i wymyślali takie cytaty:
"Nie ma takiej niegodziwości, której nie popełniłby łagodny i liberalny król, gdy zaczyna brakować mu pieniędzy."
A demokratofile mieliby agrument nie do odparcia, "ludzie będą blokować próby wprowadzania zamordystycznego prawa, czego nie mogą w monarchii".
 
U

ultimate

Guest
Najlepsze posty z wątku "Przywitaj się!"

https://libertarianizm.net/threads/przywitaj-sie.5496/page-3
Cześć wszystkim!
Nazywam sie Wojtek i jestem libem od ładnych paru lat. Zaczęło się, jak to często u nas bywa, od ukąszenia korwinowskiego. Później, poprzez zamiłowanie do samotnego włóczenia się autostopem i po górach trafiłem na postać Chrisa McCandlessa a z kolei przez niego do H.D. Thoreau. Korwinizm+anarchoindywidualizm+dalsze, samodzielne grzebanie- tak wyszedł mi libertarianizm. Dodatkowo w czasie swoich włóczęg zobaczyłem bardzo namacalne, a jednocześnie magiczne działanie wolnego rynku (głównie w zakresie gastronomii, transportu i handlu) na Ukrainie, w Rosji i kilku krajach Azji.
Do tej pory nie rozstrzygnąłem jednoznacznie dylematu minarchizm vs. akap.
Nie napiszę czym się zajmuję, gdyż pewien Wybitny Józefowianin napisał był, że towarzystwo, w którym ludzie rozmawiają o takich rzeczach jest nieuchronnie skazane na socjalizm. Nadmienię tylko, że rozumiem takie dowcipy jak ,,co to jest: małe, żółte i przemienne?" i nawet mnie bawią:)
Psychologicznie INTJ, genetycznie nie wiem, badania na haplogrupę wyślę jak będę miał wolne 100 not federalnych pod ręką.
Na razie żyję w Galicji ale pomału zaczynam pakować walizki i jadę do Rajchu za dalszym wykształceniem, a następnie w świat za wolnością.
No, jeszcze raz: witajcie wszyscy Wolni i Dobrowolnie Zniewoleni!
- @nomad

Cześć wszystkim, jak to dobrze, że istniejecie! Jestem blondynką, robię dr w Holandii i płaci mi tu organizacja o skrócie NWO, podobno tłumaczy się to jako "Holenderska Akademia Nauk", ale ja i tak nie jestem pewna, co myśleć. Jako że uniwersytety są tu bastionem lewactwa wszelakiego, marzę o tym, żeby wjechać kiedyś na przerwę kawową na słoniu. Kiedyś (miałam wtedy kaca po spotkaniu libertarian) przyszłam na tę przerwę, usłyszałam zdanie, które brzmiało dokładnie "ale to nie jest przymus, kiedy robi to państwo", i wyszłam z wielkim "LOL NOPE". Raz na miesiąc spotykam się z holenderskimi libami na piwie, zdarzy mi się napisać albo poprawić coś na lib.org, teraz mam do ogarnięcia 3 h wywiadu z Toine Mandersem (wypuścili go w maju z więzienia skurwysyny), a w sobotę byłam na spotkaniu Holenderek- libertarianek. I co sie stało? Miałyśmy na stole mnóstwo esejów Palmera, "Morality of Capitalism" i tak dalej, a rozmawiałyśmy o mężczyznach, ciążach, wychowaniu dzieci i o tym, jak żyć z facetem, który ma zespół Aspergera i nie wychodzi z piwnicy. Dziewczyna Toine upiekła babeczki z logo partii
Sama we wczesnej młodości w ogóle nie interesowałam się żadną polityką czy naukami społecznymi, bo intuicja mówiła mi, że to, co słyszę, to jakieś gówno. Z przedsiębiorczości miałam jedynki, bo kazali mi wypełniac PIT, i miałam wtedy odruchy wymiotne. Za to myślałam dużo sama i doszłam do wniosku, że przede wszystkim powinna się liczyć jednostka, konkretny czlowiek, i nikt nie ma z góry prawa zrobić mu krzywdy. Nie miałam pojęcia, że łączy się to z jakąkolwiek teorią polityczną czy istniejącym nurtem, ale poznałam bliżej odpowiednich panów (przede wszyskim nomada) i razem wyewoluowaliśmy do bycia libami (z zahaczeniem o Korwę po drodze, jak to w polskim środowisku bywa).

Z nomadem podróżuję po świecie ładnych parę lat, więc cokolwiek on tu napisał, prawdopodobnie zdażył mi już odpowiednio przekazać :3 Jeździliśmy po Skandynawii, Syberii (Lenin Street Coffee), Karelii, łapaliśmy na stopa sowieckich tirowców ze zlotymi zębami i takie tam.

Moi rodzice powoli zaczynają ogarniać
- @muspel
https://libertarianizm.net/threads/przywitaj-sie.5496/page-5
 

Alu

Well-Known Member
4 200
7 971
Jaranek o pozytywnym wpływie środowiska libertarian na jego życie
Mam tak samo. Teraźniejszość czyli rozwój i stabilność psychiczna. Uważam, że osiągnąłem to dzięki środowisku libertarian i właśnie okres libertariański jest najlepszym okresem w moim życiu.
Teraz już wiem co trzeba o NWO, fikcyjnych zamachach w których występują aktorzy, wszechobecnej dyktaturze socjalistów władających światem i kontrolujących każdego od narodzin do śmierci a także potrafię prowadzić dysputę o bezsensie prokreacji i intelektualnie stymulować dziewczyny rozmowami o zawłaszczaniu zwłok. Dzięki wartościowym ludziom z tego środowiska pojąłem, że seks z sześciolatką nie jest niczym nagannym, miłość to słabość a szczęście polega na dogadzaniu sobie. Sporo też myślę o odjebywaniu różnych osób i ich potomstwa. To świadczy o tym, że zmężniałem. Poznałem nawet prawdziwego geniusza, co prawda tylko na SB ale zawsze. Kiedy więc patrzę wstecz na ten okres to wiem, że warto było – bez dwóch zdań.
 
D

Deleted member 427

Guest
FatBantha masakruje lewaka, który w XIX wieku zostałby wciągnięty przez maszynę w fabryce i spowodował przestój w produkcji:

"Nie nauczyli robić niczego cennego dla innych, co pozwoliłoby na osiągnięcie zysku? Wtedy jedyną karierą na przyszłość jest zostać czyimś posłusznym elektoratem. W sumie takich ludzi szkoły domyślnie produkują. Wychowanych by ekonomicznie przegrać i ratować się politycznym dawaniem dupy."
 
OP
Att

Att

Manarchista
285
443
Ha! Po dwóch latach nareszcie jakiś post, który bez wahania umieszczam w tym wątku. W dyskusji z nowym użytkownikiem Ciek pięknie wysłowił coś, co próbuję tłuc do łba większości ludzi, z którymi zaczynam rozmawiać o polityce.

Ciek o kosztach usług świadczonych przez państwo:
To tak na serio jest kwestia na logikę.

W pierwszej kolejności należy sobie uzmysłowić, że służba zdrowia, bezpieczeństwo, oświata i inne przejęte przez państwo rodzaje działalności pomimo chwytliwych nazw ("służba") to biznes jak każdy inny. Nikt nie robi nic za darmo, bo każdy chce pieniążki zarobić, czy to policjant, czy lekarz, czy też sprzątaczka pracująca w którejkolwiek z placówek. Dodatkowo sprzęt i infrastruktura też nie spadają z nieba, ktoś musi je sfinansować. Dlatego pochłaniają one fundusze już teraz i wbrew pozorom zakres oferowanych przez nie usług nie jest nieograniczony, ponieważ w momencie gdy kończy się kapitał, to usługi są ograniczane. Z tego biorą się wieloletnie kolejki do lekarzy, kiepska oferta edukacyjna, czy też olewanie spraw przez policję. Często słyszy się prowokacyjne pytanie "a co jeśli w akapie zachoruję na raka, a mam najtańsze ubezpieczenie? Kuracja kosztuje miliony!". No nic, peszek, a co ma być? Przecież państwo też nie oferuje żadnych drogich i eksperymentalnych kuracji. Jak się ma szczęście i się nie umrze w kolejce to się dostaje podstawową chemię, naświetlanie i tyle. To nie jest przypadek, że cały czas się czyta o różnych zbiórkach na pomoc chorym dzieciom, czy tam jeszcze komuś. To zwyczajnie dowód na to, że za stosunkowo niewielkie składki zdrowotne państwo oferuje stosunkowo niewielki zakres usług. Nie ma w tym żadnych czarów, skoro jest to biznes i my go finansujemy, to wykonać można tylko tyle usług, na ile są środki. Gdy się skończą można podnieść składki, zadłużyć się, albo ograniczyć usługi i nie ma żadnej innej opcji, bo pieniądze nie biorą się z nieba, tylko z portfeli korzystających z usług.

Tym sposobem przechodzimy do punktu drugiego, a mianowicie potrzeby udzielenia sobie odpowiedzi na pytanie, czy prawdziwe są 2 poniższe zdania:
1. Państwo jest monopolistą na rynku usług XYZ.
2. Przełamanie monopolu powoduje spadek cen.
Jeżeli odpowiedź jest twierdząca, to nie ma innej opcji jak tylko stwierdzić, że na konkurencyjnym rynku oferta usług powinna być nie droższa niż na monopolistycznym rynku państwowym.

Tutaj jest jeszcze jedna kwestia, a mianowicie udział poszczególnych uczestników rynku w kosztach świadczonych na ich rzecz usług, ale to jest rozwiązane w drodze ubezpieczenia, podobnie jak i dzisiaj, tylko dziś ubezpieczenie np. zdrowotne w wydaniu monopolistycznym jest jednakowe dla każdego, podczas gdy na konkurencyjnym rynku powinno być zróźnicowane, co wbrew pozorom nie jest źle, bo daje ludziom impuls do dbania o siebie - np. palacz, grubas itp. dziś płacą takie samo ubezpieczenie, ale generują większe koszty. Na rynku ich składki powinny być wyższe, co oznaczać może tylko jedno - palaczy i grubasów będzie mniej.
 

martha

New Member
11
14
Najlepszy post jaki tutaj przeczytalam to post nika Jaranek:
https://libertarianizm.net/threads/ostateczne-rozwiazanie-kwestii-lucyfera.5906/page-2


**Czy jest w nim coś ciekawszego ponad banały w stylu "wszyscy ateiści to pożyteczni idioci Szatana " ? Uważam, że tak. Otóż najbardziej interesujący są sami ateiści. Konkretnie ich chujowość. Zauważcie, że z reguły odwagi i samodzielności myślenia starcza im tylko na zerwanie z religią - i nic więcej. Bluzganie na Boga to już naprawdę ostateczny pułap ich możliwości. Te bluzgi to doniosły przejaw ich niezależności oraz intelektu ale wyżej tego już nie podskoczą. I właśnie to jest tragiczne. To, że tym nędznym wytrzepom w zupełności wystarcza satysfakcja z samego aktu "buntu", bluźnienia Bogu którym potwierdzają swoją wartość a całkowicie umykają im naprawdę podstawowe konsekwencje odrzucenia boskiej władzy i przyjęcia prymatu rozumu - czyli absolutna i niczym nie skrępowana wolność jednostki ( naprawdę wynikająca z ateizmu ). Taka totalna wolność w stylu Lucyferiańskim po prostu przerasta i najczęściej przeraża te nędzne ludzkie drożdże. Mogą zabawiać się rozważaniami na temat wolności i możliwości jakie ona daje ale mają za małe jaja żeby naprawdę tej wolności zakosztować. Żeby chociaż raz spróbować być twórcą zamiast tworzywem. Przecież te ateistyczne cwele mają w perspektywie najwyżej 30-40 lat istnienia a potem nic - ostateczny koniec. I co robią z tym stale kurczącym się czasem który im pozostał ? Wegetują. Zamiast zdobywać świat albo chociaż intensywnie przeżywać każdy dzień bujają sie do szkoły która da im pracę a potem do pracy która da im zdolność kredytową, przejdą gierkę, napiszą posta, odchowaja dzieciaki - i tak im życie zleci. Dla nich przyjęcie absolutnej wolności to za wielkie wyzwanie. Dalej respektują zasady, nakazy i zakazy wdrukowane w ich tępe głowy. Racjonalizują je sobie na tysiąc sposobów i uznają za własne jako "moralność", "tak należy" i oczywiście szczególnie przez nich ceniony "brak ambicji". Te człekokształtne istoty są jak pies który całe życie spędził na sznurku. W końcu przegryzł sznurek ale dalej nie jest w stanie się oddalić bo się po prostu do sznurka na szyi przyzwyczaił.. Ile razy słyszę od kogos określającego sie jako ateista coś w tym stylu: "jestem ateistą ale dziecka bym nie usunął"( zamiast: "nie wiem -zależy od okoliczności" ) to mam ochotę przyjebać w ten tępy ryj. Już wolę chrześcijan "zniewolonych" przez Boga i oczekujących Powtórnego Przyjścia oraz wykładających lachę na sprawy doczesnego świata niż nędznych szmaciarzy którzy mając świat w zasięgu ręki boja się po niego sięgnąć. Właśnie dlatego też sądzę, że Lucyfer rzyga na sam wasz widok wy małe ateistyczne pizdy.**
 

Kuba

Well-Known Member
142
600
czyli absolutna i niczym nie skrępowana wolność jednostki ( naprawdę wynikająca z ateizmu ) [...]
To wolność może być skrępowana?

Ale tobie chyba chodzi bardziej o samowolę: "1. «postępowanie wyłącznie według własnej woli, bez liczenia się z zakazami i obowiązującym prawem»".
Możesz mi wytłumaczyć, jak nieliczenie się z zakazami i obowiązującym prawem wynika z twierdzenia o nieistnieniu Boga?
 
649
1 127
Ten post Jaranka jest mocno chujowy. Już sam styl wypowiedzi jest żałosny, bo kierowany do dużej ilości często bardzo różnych osób. Wiadomo, że wśród ateistów tak samo jak wśród wierzących konformistów nie brakuje, ale nie brakuje też innych osób. Mniejsza jednak ze stylem, bo błędy logiczne w tej wypowiedzi bolą jeszcze bardziej. Z odrzucenia wiary w boga/ateizmu, nie wynika automatycznie "absolutna i niczym nie skrępowana wolność jednostki", ponieważ ta może być ograniczona przez inną przyjętą moralność (ba, nawet tą samą - chrześcijańską, mimo odrzucenia wiary w boga), ale to i tak jest chuj. Najgorsze w tej wypowiedzi jest to, że Jaranek uważa, iż skoro jesteś ateistą i dysponujesz "absolutną i niczym nie skrępowaną wolnością", to musisz z niej w pełni korzystać/być nietzscheanistą, albo inaczej jesteś chujowy... a ktoś przecież może preferować grać w gierki, bawić się z pieskiem w ogrodzie itp. zamiast "zdobywać świat", co po pierwsze nie leży w każdego możliwościach, a po drugie wymaga wysiłku i obarczone jest wieloma ryzykami.
 
D

Deleted member 427

Guest
kawador:

Jeśli fast foody są niezdrowe, to lewak musi interweniować, bo twoje nawyki żywieniowe obciążają kosztami resztę społeczeństwa. Leczenie miażdżycy kosztuje. Stąd też jedzenie nie jest już twoją prywatną sprawą - jest Problemem Społecznym, do którego rozwiązania powinno się oddelegować wykwalifikowany lewacki personel.
 

osman

Well-Known Member
380
1 825
##Najlepsze posty z wątku "Przywitaj się!"##
---------------------------------------------------
Te posty na powitanie to dla mnie prawie nie ważne są, ja daje też im laiki jak mi sie spodoba ale co to za robota, uda się im napisać powitanie i wszyscy lecą jak stado za tym , a jak jeszcze napisze że jest libertarianem to już wszyscy go punktują za to , a ważne powinno być nie jego powitanie tylko wkład na forum, co pisze na forum , jak pisze to jest ważne i za to powinno się punktować gościa , za jego wkład na forum a nie zbierze punkty za powitanie i się cieszy i pozniej już nic mądrego nie pisze.
 
U

ultimate

Guest
##Najlepsze posty z wątku "Przywitaj się!"##
---------------------------------------------------
Te posty na powitanie to dla mnie prawie nie ważne są, ja daje też im laiki jak mi sie spodoba ale co to za robota, uda się im napisać powitanie i wszyscy lecą jak stado za tym , a jak jeszcze napisze że jest libertarianem to już wszyscy go punktują za to , a ważne powinno być nie jego powitanie tylko wkład na forum, co pisze na forum , jak pisze to jest ważne i za to powinno się punktować gościa , za jego wkład na forum a nie zbierze punkty za powitanie i się cieszy i pozniej już nic mądrego nie pisze.
Dajże spokój, niech się ludziska cieszą:D
 

Trigger Happy

Mądry tato
Członek Załogi
2 946
852
Dobra, dobra, przegrywy tak się tłumaczą. Nie miałeś dziewczyny, ot co.

Ja poszedłem w moim wieczorowym jedwabnym gajerze z paczki z USA na koncert jakiejś kapeli punkowej (chyba Deuter), a potem na studniówkę, która była nieopodal. W ten sposób uniknąłem poloneza, ale na imprezie byłem. To była dobra szkoła, za komuny, więc nie było hardkoru - jakieś wino i nikt się nie ujebał. W czasie imprezy wyskoczyłem z kumplem (bo miał samochód) do znajomej na jakąś domówkę. W sumie sympatyczna impreza, bez spiny wtedy się to robiło. Aha, obowiązkowo dekoracje z wyciętych plastikowo-aluminiowych opakowań leków z Polfy.
I to jest prawdziwe libertariańskie podejście a nie męczenie waleta w piwnicy. :)
 
Do góry Bottom