RaRa - największy kutasiarz w dżungli (lewa propaganda dla dzieci)

military

FNG
1 766
4 719
Oglądam z małym bajki i nie wierzę w to, co widzę. Zwykle wiele wybaczałem i nie oskarżałem o celową lewą propagandę w filmach czy kreskówkach, ale ostatnio zobaczyłem rzeczy, które spowodowały u mnie opad szczęki.

Jest taka bajka RaRa - hałaśliwy lew. Bardzo ładnie animowana, fajna piosenka, miło się na to patrzy, nic dziwnego że dzieciak lubi. Ale treść tej brytyjskiej bajeczki jest po prostu szokująca.

Weźmy ten odcinek:



RaRa (straszny skurwiel i egoista, swoją drogą) deklaruje pomoc w myciu czegoś tam. Po drodze jednak zaczyna się bawić z innym zwierzęciem, potem niechętnie chwilę pracuje, znajduje pretekst żeby się pobawić itp. (no po prostu materiał na związkowca). Jaki jest morał? RaRa przeprasza i mówi, że skoro się zadeklarował, to powinien był pomóc, a przynajmniej nie ściemniać że coś tam wynikło? E tam.

RaRa mówi, że po prostu chciał pomóc wszystkim naraz, bo taki jest dobry! I wiecie co? I wszyscy powinni sobie pomagać - zaprzęga więc do roboty wszystkich, żeby potem wszyscy poszli się pobawić. Choć połowa zwierząt nie miała pracy w planach i do niczego się nie zobowiązywała, a druga połowa nie miała w planach zabawy. Co za lewacki skurwysyn, organizujący życie innym ludziom. Ale jest jeszcze gorzej.



W tym odcinku zebra chce sobie w ciszy i spokoju wpierdolić kanapkę. Oczywiście pojawia się ten włochaty kutasiarz i zaczyna jej organizować życie: skoro cisza i spokój, to tylko w tym miejscu, które ja ci pokażę. Mały lewak podejmuje typowo lewackie decyzje o lewackiej skuteczności, a więc już po chwili zebrę nachodzi kolejne zwierzę. Co robi ten mały skurwysyn? CZĘSTUJE JE KANAPKĄ ZEBRY. Bez pytania. Bez pozwolenia. I częstuje tak innych cudzą własnością, aż zebrze kończą się kanapki.

I kurwa co? Morał taki, że nie wolno rozdawać cudzego? GDZIE TAM KURWA. RaRowi przykro, że rozkradł wszystko, więc ZMUSZA INNE ZWIERZĘTA DO ZROBIENIA KANAPEK DLA WSZYSTKICH. Żadnego żalu za swoje durne decyzje, żadnego "nie tykaj, co nie twoje". Tylko "wszyscy pracujmy na dobro wszystkich i wszyscy będą mieli ile trzeba".

Chuj mnie strzelił, kurwa. Jebana bajka.

Swoją drogą - lew w dżungli. No tak. Jak już lewacy się za coś zabiorą, to można być pewnym, że spierdolą w każdym detalu.
 
Ostatnia edycja:

Cptkap

Well-Known Member
693
3 172
Musisz sobie military po prostu sprawić sprzęt do opieki nad dziećmi z akapu i lewackie bajki nie będą potrzebne:
baby-two.jpg
 

Wujaszek Ilicz

Well-Known Member
229
700
tak sie konczy lamanie 3go aksjo
krecik chyba byl koszerny, tak mi sie kojarzy ze jak chcial miec samochod to sobie go sam zbudowal.
 

Piter1489

libnetoholik
2 072
2 014
Papaj świetna bajka, przypakowany, wytatuowany marynarz, pykający faję jako główny bohater. I do tego propaguje jedzenie szpinaku :) (dlaczego ludzie nie lubią szpinaku? Odpowiednio przyprawiony jest zajebistym dodatkiem do mięcha i nie tylko).
 

Alu

Well-Known Member
4 585
9 482
To chyba głównie dzieci nie lubią szpinaku. W sumie ciekawe czemu.
Ja też jak byłem dzieckiem to nie lubiłem a teraz bardzo lubię.
 

GAZDA

EL GAZDA
7 687
11 054
ja mojemu synowi zapodawałem ino bajki z dużą ilością przesadnej przemocy itd... w razie gdy w telewizorni nic nie leciało puszczałem z dysku...
 
D

Deleted member 4683

Guest
I wszyscy powinni sobie pomagać - zaprzęga więc do roboty wszystkich, żeby potem wszyscy poszli się pobawić. Choć połowa zwierząt nie miała pracy w planach i do niczego się nie zobowiązywała, a druga połowa nie miała w planach zabawy. Co za lewacki skurwysyn, organizujący życie innym ludziom. Ale jest jeszcze gorzej.
Co robi ten mały skurwysyn? CZĘSTUJE JE KANAPKĄ ZEBRY. Bez pytania. Bez pozwolenia. I częstuje tak innych cudzą własnością, aż zebrze kończą się kanapki. I kurwa co? Morał taki, że nie wolno rozdawać cudzego? GDZIE TAM KURWA. RaRowi przykro, że rozkradł wszystko, więc ZMUSZA INNE ZWIERZĘTA DO ZROBIENIA KANAPEK DLA WSZYSTKICH.

Obejrzałem oba odcinki. Rzeczywiście ten cały RaRa to jakiś psychopata. Zwraca uwagę zwłaszcza jego chwiejność i poszukiwanie akceptacji u innych zwierzątek Wyraźnie widać to w pierwszym odcinku gdy pod wpływem chwilowych impulsów składa obietnice każdemu napotkanemu zwierzątku. Podobnie w drugim odcinku zdobywa sympatię zwierzątek bez żenady częstując cudzą zagrychą. W pogoni za popularnością bezwzględnie wykorzystuje przy tym wyraźnie opóźnioną w rozwoju zebrę. Mamy więc antybohatera - istotę całkowicie obcą od naszych wyobrażeń na temat tego jak chcielibyśmy wychować dziecko. Gdyby ów RaRa pod koniec każdego odcinka dostawał tęgi wpierdol za swoje chore akcje wszystko byłoby ok ale tu pojawia się kolejny problem - czyli fałszywy morał. Jego bezmyślność zawsze uchodzi mu na sucho - wszyscy mu wybaczają i naprawiają jego błędy. Wolałem już starego komucha Rumcajsa - gość brał co chciał, miał pukawkę, mieszkał z dupą w lesie i olewał władze :)
 

father Tucker

egoista, marzyciel i czciciel chaosu
2 337
6 460
Też obejrzałem te filmiki i poza kutasiarzem wkurwiła mnie bezwolność i brak asertywności pozostałych zwierząt. Taki kurwa syndrom sztokholmski wobec socjopaty. Idealne odwzorowanie obecnego świata zachodniej demokracji. Niby-lider, wybrany przez niewiadomo kogo, organizuje innym życie i podporządkowuje sobie innych manipulacją poczucia krzywdy i poczucia winy. Motłoch daje się poderwać na proste sztuczki i wyrabia sobie poczucie bezradności. Każda jednostka roztapia swój indywidualizm.
 

muspel

Member
17
114
Czytajcie im Fizię Pończoszankę, ja już jakiś czas temu sobie listę cytatów przygotowałam:

" - Czy ty mieszkasz zupełnie sama?
- Ależ nie! - zaprzeczyła Fizia. - Przecież Pan Nilsson i koń mieszkają ze mną.
- Tak, ale ja mam na myśli, czy nie ma w domu ani mamusi, ani tatusia?
- Nie, ani trochę - odpowiedziała Fizia.
- A kto ci wobec tego mówi, kiedy masz iść spać wieczorem i takie różne rzeczy? - dziwiła się Annika.
- Sama to robię - odparła Fizia. - Najpierw mówię zupełnie grzecznie, potem powtarzam jeszcze raz, ostrzej, a jeśli mimo to nie chcę być posłuszna, to wtedy jest smarowanie! Rozumiecie?
Tommy i Annika nie rozumieli tego zbyt dokładnie, lecz pomyśleli sobie, że może to i dobry sposób."

" - Ja już mam miejsce w domu dziecka - odpowiedziała FIzia.
- Co ty mówisz, czy to już załatwione? - zdziwił się jeden z policjantów. - W którym domu dziecka?
- Właśnie w tym! - odpowiedziała Fizia z dumą. - Ja jestem dzieckiem, a to jest mój dom, a więc jest to dom dziecka. I miejsce też tu mam. Bardzo dużo miejsca!
- Moja mała - powiedział policjant i uśmiechnął się - ty tego nie rozumiesz. Musisz dostać się do prawdziwego domu dziecka, żeby ktoś się tobą zajął.
- Czy w tym waszym domu dziecka wolno mieć ze sobą konia? - informowała się Fizia.
- Nie, oczywiście że nie - zaprzeczył policjant.
- Tak, tego można się było domyślić. - powiedziała Fizia ponuro. - No, a małpy?
- Oczywiście, że nie! Rozumiesz to chyba.
- No, tak. - odpowiedziała Fizia. - W takim razie możecie sobie gdzie indziej poszukać dzieci do waszego domu dziecka. Ja nie myślę się przeprowadzać.
- Ale czy nie rozumiesz, że musisz chodzić do szkoły? - perswadował policjant.
- A po co trzeba chodzić do szkoły?
- Aby się uczyć różnych rzeczy, ma się rozumieć.
- Jakich rzeczy? - wypytywała Fizia.
- Najróżniejszych - objaśniał policjant. - Całego mnóstwa pożytecznych rzeczy. Na przykład tabliczki mnożenia.
- Przez dziewięć lat doskonale dawałam sobie radę bez jakiejś tam tabliczki schorzenia - odpowiedziała Fizia. - Więc z pewnością wytrzymam i nadal. (...) Wówczas jeden z policjantów powiedział, że niech się Fizi tylko nie zdaje, że wolno jej robić, co sama chce. Ma jechać do domu dziecka, i to zaraz. Podszedł do niej i chwycił ją za ramię. Lecz Fizia uwolniła się gwałtownie i trzepnąwszy go lekko po ramieniu zawołała "Berek!" (...)
- Nie, teraz już nie mam czasu bawić się z wami - odpowiedziała Fizia - chociaż muszę przyznać, że zabawa była świetna!
Po tych słowach chwyciła mocno obu policjantów za pasy, wyniosła ich za furtkę i posadziła na drodze."

"Fizia położyła przed kasjerką jedną ze złotych monet, lecz starsza pani spojrzała na nią nieufnie. Spróbowała monetę zębami, by się upewnić, czy jest prawdziwa. W końcu przekonała się, że jest szczerozłota, i wręczyła Fizi bilet. Ponadto Fizia otrzymała resztę w postaci całej masy srebrnych monet.
- Co ja poczną z tą furą małych, brzydkich białych pieniążków! - zawołała niezadowolona - zatrzymaj je sobie, i już, to popatrzę na ciebie dwa razy."

"Silny Adolf umknął tak szybko, jak tylko potrafił. Dyrektor cyrku zaś zmuszony był podejść do Fizi i wręczyć jej banknot stukoronowy, chociaż miał taką minę, jakby wolał raczej ją pożreć.
- Proszę, moja panienka! - powiedział - Proszę sto korony!
- To? - odpowiedziała Fizia z pogardą. - Na cóż mi ten papierek! Możesz sobie w niego zapakować śledzia, jeśli masz ochotę!"

"Pewnego ciemnego, jesiennego wieczoru drogą biegnącą przed Willą Śmiesznotką szło dwóch włóczęgów. Obaj byli wstrętnymi złodziejami, którzy wypuścili się na wędrówkę w poszukiwaniu czegoś, co możnaby zwędzić. (...)
- Wejdź albo stój dalej za drzwiami, jak wolisz! - zawołała Fizia - Nie zmuszam nikogo do niczego!
Drzwi otworzyły się i obaj włóczędzy weszli do kuchni. Zgadnijcie teraz, czy zrobili wielkie oczy, gdy ujrzeli małą, rudą dziewczynkę siedzącą samotnie na podłodze i liczącą złote monety? (...)
Fizia pchnęła ich wskazującym palcem tak mocno, że każdy z nich znalazł się w innym kącie kuchni. Zanim zdążyli się podnieść, Fizia błyskawicznie chwyciła powróz i związała nim ręce i nogi obu złodziei."

" - Nie chcę nigdy być duży - powiedział Tommy.
- Ani ja - dodała Annika.
- Nie, nie warto za tym tęsknić - przyznała Fizia - dorośli nigdy nie mają zabawy. Mają tylko głupie ubrania, mnóstwo nudnej roboty, odciski i pidatki komunalne.
- Mówi się podatki komunalne - poprawiła ją Annika.
- Nieważne. Takie samo świństwo jedno i drugie."

"Nie pozwalajcie nigdy dzieciom bawić się bronią - pouczała Fizia trzymając w każdej ręce pistolet - Łatwo jest bowiem bardzo o wypadek - mówiła naciskając cyngle obu pistoletów jednocześnie - Nieźle trzasnęło - dodała, spoglądając w sufit.
(...) Czy nie macie może ochoty dostać po pistolecie? - zapytała. Tommy wpadł w zachwyt, a Annika też bardzo chciała mieć pistolet (...)"


(a, nie przedstawiłam się jeszcze, wypadałoby kiedyś)
 
P

Przemysław Pintal

Guest
Zbyt małemu dziecku nie ma sensu puszczać bajek z przesadną przemocą np. trzyletniemu. Rodzi to potem problemy wychowawcze. Mój młody jest wiernym fanem Toma i Jerryego, Wilka i Zająca, lubi stare odcinki z Kaczorem Donaldem, etc. Mówię mu, że oglądamy to by się pośmiać i że jest to narysowane, na niby, że nie wolno kogoś kopać w dupę, napierdalać młotkiem, wysadzać w powietrze, etc. Mój dzieciak jest zbyt żywotny i rozhukany (skacze, wspina się, biega - nie umie chodzić normalnie), zbyt nieposłuszny, lekceważący, muszę się drzeć i sadzać do kąta, na krzesło ciszy, dawać kary na bajki i gry flashowe. Ma problemy z koncentracją i nie usiedzi zbyt długo w miejscu. Urodzony anarchista. A w czerwcu dopiero skończy 4 lata. Parę razy rozpłakał się czemu ciągle coś mu każę i mówię co ma robić. Jakiś czas temu gadał przedszkolance, że ona będzie pilotowała samolot, a on będzie strzelał z tego samolotu :). Uwielbia monster trucki i różne bajki gdzie się coś niszczy, ganiają się, etc. Nie jest "cielątkiem". W średniowieczu zapisałbym go do drużyny księcia i wszyscy by się cieszyli, że nie jest taki cherlawy i do wszystkiego prędki. Dziś wszyscy narzekają, że nie dają sobie z nim rady.

Dobre bajki to Franklin w wersji 2D, Miś Muki, Ciekawski George, Świnka Peppa, etc. Dzieci lubią też Klub Myszki Miki. Dla mniejszych dzieci spoko są klipy z Baby TV na YouTubie. W sumie wszystko co ma edukacyjne w nazwie - jakieś liczby, litery, memory, etc. Przy czym nowsze bajki są bardziej infantylne lub lewaczą. Osobiście preferuję takie gdzie jest wskazany jakiś wróg, ktoś zły, z kimś z kim trzeba walczyć, albo są mądrzejsze sytuacje.

PS. Ja do tej pory nie tknę szpinaku i konsystencja zielonego gówna mocno działa na wyobraźnię.
 
Do góry Bottom