Wkurzające newsy z rana

Boomer

Active Member
94
267
Ktoś mógłby pomyśleć, że sprzedając pyry albo mięso wystarczy napisać "polskie" albo "hiszpańskie". Nic bardziej mylnego. Przeciez konsument nie musi umieć czytać za to na pewno zna flagi rozmaitych krajów. W państwie stojącym na progu kryzysu, notującym jakieś żenujące współczynniki wzrostu gospodarczego przedsiębiorcom przyda się przecież trochę dodatkowej roboty.

"..O 30 września br. obowiązywać zaczną przepisy nakładające obowiązek znakowania mięsa sprzedawanego na wagę grafiką przedstawiającą flagę kraju pochodzenia produktu. To uzupełnienie regulacji sprzed trzech lat, która wprowadziła obowiązek udostępniana konsumentom informacji słownej w obiektach handlowych na wywieszce umieszczonej w widocznym miejscu.."


https://www.prawo.pl/prawo/znakowane-zywnosci-od-30-wrzesnia-flaga-kraju-pochodzenia,501601.html
 

noniewiem

Well-Known Member
285
418
Wczoraj, 23 lipca (11:19)
Na terenie przekopu Mierzei Wiślanej znajduje się złoże bursztynu, którego ilość szacuje się na 6,9 ton. Do złoża jeszcze nie dotarto.

Według sporządzonej dokumentacji geologicznej na terenie przekopu Mierzei Wiślanej znajduje się złoże bursztynu, którego ilość szacuje się na 6,9 ton. Roboty nie dotarły jeszcze do tego złoża - poinformował w czwartek w Sejmie wiceminister aktywów państwowych Maciej Małecki.
Małecki przyznał, że obecnie ani Wyższy Urząd Górniczy, ani Okręgowy Urząd Górniczy w Gdańsku nie sprawują kontroli nad złożem bursztynu znajdującym się, wedle dokumentacji geologicznej, w Kątach Rybackich na terenie przekopu Mierzei Wiślanej. Poinformował o tym odpowiadając na pytania posłów Lewicy, którzy chcieli wiedzieć, ile bursztynu znajduje się na terenie przekopu, kto wydobywa i komu sprzedaje tę kopalinę. "Należy podkreślić, że cena bursztynu jest kilkukrotnie wyższa od ceny srebra i może wynosić nawet 20 tys. zł za kilogram" - mówił poseł Marek Rutka.
Wiceminister powiedział, że prace na przekopie Mierzei wciąż odbywają się nad złożem kopaliny. "A więc nie ma mowy o eksploatacji złoża" - podkreślił.
Dodał, że jak dotąd nikt nie wystąpił do Ministerstwa Środowiska o wydanie koncesji na wydobycie bursztynu. Przypomniał, że o koncesję może ubiegać się inwestor, którym w przypadku przekopu Mierzei jest dyrektor Urzędu Morskiego w Gdyni.
"Do czasu ewentualnego wydania koncesji (na wydobycie bursztynu - PAP) Okręgowy Urząd Górniczy w Gdańsku nie sprawuje kontroli nad przedmiotową inwestycją" - poinformował minister i przyznał jednocześnie, że ta instytucja otrzymała dokumentację geologiczną przekopu Mierzei, w której zawarta jest informacja o wielkości potencjalnego złoża bursztynu.
Odpowiadając na pytania posłów Lewicy Małecki zapewnił, że rząd zamierza "przypilnować tego złoża". "Poprosiłem prezesa Wyższego Urzędu Górniczego, i telefonicznie i na piśmie o tej kwestii. To jest rzecz ważna i będziemy chcieli przypilnować tego złoża" - powiedział.
Według udzielonej w czwartej w Sejmie informacji zaawansowanie prac na terenie przekopu Mierzei Wiślanej wynosi obecnie 50 proc. Budowa kanału na Mierzei Wiślanej ma się zakończyć w 2022 roku.
Ciekawi mnie skąd oni wiedzą że są tam złoża bursztynu jeśli do nich nie dotarli.
 

Slavic

Wolnorynkowiec
528
1 416
Zakaz reklamowania SUV-ów. Wielka kampania w Wielkiej Brytanii

Są większe niż tradycyjne auta, zajmują więcej miejsca na parkingach i emitują więcej zanieczyszczeń - to argumenty za tym, by zakazać reklamy samochodów typu SUV. Tego chcą brytyjskie organizacje pozarządowe.


O sprawie informuje "Rzeczpospolita". Czytamy w niej, że to jeden z elementów szerszej kampanii pod hasłem "Badvertising", czyli w dosłownym tłumaczeniu: "zła reklama".
Zdaniem społeczników reklamy potężnych samochodów niczym nie różnią się od reklam papierosów.


- Przestaliśmy reklamować papierosy, kiedy zrozumieliśmy, jakim zagrożeniem jest palenie dla zdrowia publicznego – tłumaczy Andrew Simms, jeden z autorów raportu, w którym podane są argumenty za wprowadzeniem zakazu reklamowania takich pojazdów.
W 2019 roku aż 150 tysięcy sprzedanych w Wielkiej Brytanii aut nie mieściło się na standardowych miejscach parkingowych. A skoro tak, to automatycznie parkingi w miastach stawały się zbyt ciasne.
Poza tym SUV zazwyczaj spala więcej paliwa i emituje znacznie więcej zanieczyszczeń do atmosfery. Zdaniem organizacji pozarządowych nie zmieni tego nawet fakt, że coraz więcej marek stawia na napędy elektryczne.


Jak podkreślają, przy produkcji baterii do aut elektrycznych również dochodzi do degradacji środowiska, o czym wielu obserwatorów zapomina.
- Rząd powinien szerzej spojrzeć na auta i rozważyć zakaz dużych, produkujących dużo zanieczyszczeń pojazdów – powiedziała Jillian Anable, profesorka z Leed University Transport Studies Unit, cytowana przez "Rz".


Ekoterroryści znowu w natarciu. Najbardziej rozbawił mnie ten argument "W 2019 roku aż 150 tysięcy sprzedanych w Wielkiej Brytanii aut nie mieściło się na standardowych miejscach parkingowych. A skoro tak, to automatycznie parkingi w miastach stawały się zbyt ciasne"
Przecież ci ludzie w akapie (o ile szybciej nie zostaną odjebani) na widok czołgów zaparkowanych na parkingu będą się cieli na miejscu.
 
OP
D

Deleted member 6905

Guest

Do Agnieszki Bisak w ciągu 12 godzin karetka przyjeżdżała trzykrotnie. I trzykrotnie kobiety nie zabrano do szpitala. Ratownicy mieli tłumaczyć się tym, że 49-latka jest otyła i nie dadzą rady znieść jej po schodach. W nocy Bisak zmarła. – Krzyczała z bólu i prosiła o pomoc – mówi nam córka kobiety
Ratownik medyczny wyjął tylko termometr. Powiedzieli, że dadzą rady zabrać mamy do szpitala, bo oni są tylko we dwoje, że nie mają takich noszy. W ogóle nie było mowy o żadnym krzesełku. Mój mąż poprosił, żeby wezwali drugi zespół pogotowia, a oni powiedzieli, że nie mają takich uprawnień – opowiada córka.
Mecenas Robert Bryzek z biura Rzecznika Praw Pacjenta, wskazuje, że decyzję o odmowie przywiezienia pacjenta do szpitala podejmuje kierownik zespołu ratownictwa medycznego. – Natomiast waga pacjentki w żadnym wypadku nie powinna odgrywać żadnej roli. Każdy pacjent ma prawo do otrzymania pomocy. Jeśli jest taka potrzeba, ratownicy medyczni, chociażby przy pomocy kierowcy, powinni podjąć wszelkie działania, żeby przetransportować pacjentkę do szpitala – mówi mec. Bryzek.
Zaczęła się nagonka na mamę, że jak to sobie wyobraża, czy ma przyjechać do niej straż. Ratownik mówił: „Pani spojrzy jak ja wyglądam, a jak pani wygląda”. To mama poprosiła, żeby podali jej coś przeciwbólowego, żeby nie cierpiała, a ci stwierdzili: „Nie mamy takich możliwości”. Mama powiedziała, że skoro ratownik nie może wezwać drugiej karetki, to żeby podał numer, gdzie ma zadzwonić po pomoc. Na co ratownik stwierdził, że nie jest biurem informacji, że jej nic nie poda i powinna znaleźć sobie sama – relacjonuje pani Aleksandra.
Po dwóch wizytach ratowników z karetki pogotowia do kobiety przyjechał lekarz opieki nocnej, który podejrzewał zakrzepicę i podał antybiotyki. Zobowiązał się, że jeżeli do rana stan zdrowia kobiety się nie poprawi, bezzwłocznie sam zorganizuje transport do szpitala.

I na to skur**** płaci się w podatkach. W ogóle to co jest tam opisane mnie nie dziwi. Miałem w życiu kontakt z kilkoma ratownikami medycznymi na ogół byli to piździelce, przemądrzałe cwaniaczki, kutasiarze (a skąd niby wzięli się łódzccy 'łowcy skór'?). Miałem brech jak na wiosnę były te wszystkie akcje "podziękuj bohaterom". Ten zawód ściąga chyba specyficzny podgatunek człowieka.
No nic...
 

Boomer

Active Member
94
267
Miałem w życiu kontakt z kilkoma ratownikami medycznymi na ogół byli to piździelce, przemądrzałe cwaniaczki, kutasiarze (a skąd niby wzięli się łódzccy 'łowcy skór'?).
[/QUOTE]

Mam podobne doświadczenia. Nie dziwię się, że jak ktoś jest po alko to może nawet wystartować do nich z łapami.
 
OP
D

Deleted member 6905

Guest
Ja do jednego wystartowałem z łapami, ale lekarz z zespołu mnie przytrzymał. Skurwiel wyszedł z mojego mieszkania i policję wezwał :)
Mało zarobił w pysk za głupie komentarze i frajerską postawę.

Zresztą miałem z kutasiarzami styczność w różnych sytuacjach - medycznych to wiadomo, ale też i prywatnie. Z jednym z tych frajerów (emerytowany ratownik) nawet prywatną wojnę prowadziłem o jedną rzecz. Każdy jeden, z którym miałem kontakt był zwyczajną mendą i frajerem. Dziwię się, że w powszechnej świadomości ten zawód cieszy się takim zaufaniem, lecz tłumaczę to tym, iż przeciętny człowiek ma z nimi do czynienia niezwykle rzadko. Dlatego tak jest.
 

erte

Well-Known Member
782
2 968
Darowizna w rodzinie. Fiskus uparcie nalicza podatek

Darowizny w najbliższej rodzinie są zwolnione z podatku, ale urzędnicy chwytają się każdego pretekstu, by to zwolnienie zakwestionować - czytamy w "Rzeczpospolitej". Dlatego syn musi opodatkować pieniądze od matki, bo nie poszły z konta na konto - twierdzi skarbówka.
Doradca podatkowy Szymon Krawczyk w rozmowie z dziennikiem podkreśla, że dla fiskusa najważniejsze są formalności. Uzależnia ulgę od czynności technicznych.


W wyżej wymienionym przykładzie, matka podarowała synowi 32 tys. zł. Razem poszli do banku i wspólnie przeprowadzili operację przekazania pieniędzy. Fiskus nie zgodził się jednak na ulgę, bo pieniądze zostały wypłacone z rachunku matki i wpłacone (po trzech minutach) na rachunek syna. A powinny być... przelane.

"Nie nastąpił przelew środków pieniężnych bezpośrednio z rachunku bankowego matki na rachunek syna ze wskazaniem tytułu przelewu jako darowizny" - wyjaśnia skarbówka. Tym sposobem nie ma zwolnienia, trzeba więc zapłacić podatek.

Zdaniem doradcy podatkowego Szymona Krawczyka to absurdalne podejście. Co prawda w przepisach jest warunek przekazania pieniędzy na konto nabywcy, ale nie narzucają one obowiązku przelania ich bezpośrednio z rachunku darczyńcy.
Jak podkreśla, w tej sytuacji nie ma wątpliwości, że darowizna została faktycznie dokonana, bo cała cała operacja została udokumentowana dowodami bankowymi.

Jedno z orzeczeń białostockiego sądu brzmi: "kwestionowanie zwolnienia tylko dlatego, że pieniądze wpłaciła na konto obdarowana, a nie darczyńca, prowadzi do całkowicie oderwanego od realiów życia formalizmu dowodowego, kłócącego się z zasadą budowy zaufania do organów państwa".
Zwolnienie z podatku dotyczy darowizny dla małżonka, zstępnych (dzieci, wnuki), wstępnych (rodzice, dziadkowie), pasierba, rodzeństwa, ojczyma i macochy.
 
OP
D

Deleted member 6905

Guest
Reuters: Polski projekt ustawy pozwoli na łamanie prawa w celu zwalczania wirusa
Agencja Reutersa informuje o złożonym w Sejmie przez posłów PiS projekcie ustawy, który zakłada możliwość zwolnienia z odpowiedzialności karnej urzędników łamiących prawo w celu przeciwdziałania COVID-19.
Nie popełnia przestępstwa, kto w celu przeciwdziałania Covid-19 narusza obowiązki służbowe lub obowiązujące przepisy, jeżeli działa w interesie społecznym i bez naruszenia tych obowiązków lub przepisów podjęte działanie nie byłoby możliwe lub byłoby istotnie utrudnione – zakłada art. 10d, który do specustawy covidowej dodaje poselski projekt jej nowelizacji – głosi projekt nowelizacji specustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem Covid-19.


Krytycy projektu twierdzą, że proponowane przepisy zapewniłyby członkom rządu wyjście z kłopotliwej sytuacji. Agencja Reutersa w swojej depeszy przypomina o początkowym chwaleniu władz, które szybko zareagowały na rosnącą w Europie liczbę zakażeń, jednak później pojawiły się oskarżenia dotyczące zakupu sprzętu medycznego oraz organizacji wyborów prezydenckich, które ostatecznie nie doszły do skutku.
Reuters wskazuje również na ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego, lidera rankingu zaufania w maju, który później spotkał się z wezwaniem do rezygnacji w związku z wątpliwościami dotyczącymi zakupu respiratorów i masek. Agencja przywołuje również nazwisko wicepremiera Jacka Sasina, który odpowiadał za przygotowanie korespondencyjnych wyborów prezydenckich.


- To kolejne... propozycje, które mają chronić rządzących - powiedziała Anna Materska-Sosnowska, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego. - To ma służyć Szumowskiemu, to ma służyć Sasinowi - dodaje.
Proponowane przez posłów PiS rozwiązanie miałoby obowiązywać względem sytuacji, które miało miejsce przed wejściem ustawy w życie.

 

Slavic

Wolnorynkowiec
528
1 416
Rada Języka Polskiego: słowo "Murzyn" jest obraźliwe, nie używajmy go publicznie

"Niewątpliwie słowa »Murzyn« i »Murzynka« są obarczone bagażem negatywnych konotacji" - uznał ekspert Rady Języka Polskiego. Przypomniał, że w latach 70. i 80. XX wieku funkcjonowały jako neutralne określenia osób czarnoskórych, ale na przestrzeni lat zmieniły swoje znaczenie. "Nie można używać ich inaczej niż na prawach historycznego cytatu" - ocenił.


Rada Języka Polskiego otrzymała list, którego nadawca poprosił o opinię dotyczącą rzeczownika "Murzyn".

"Od pewnego czasu jestem nagminnie atakowany, głównie w internecie, za to, iż uważam, że słowo "Murzyn" nie ma pejoratywnego znaczenia. Grono głównie obcokrajowców mieszkających w Polsce rozpoczęło specjalną akcję w sieci pod hasztagiem #dontcallmemurzyn (pol. "Nie nazywaj mnie Murzynem"), która ma na celu piętnowanie oraz wywieranie presji na Polaków, którzy tak, jak ja, uważają, że to słowo nie jest obraźliwe" - napisał autor listu.

Tym zagadnieniem zajął się dr hab. Marek Łaziński, prof. Uniwersytetu Warszawskiego. Stwierdził, że słowo "Murzyn" i jego żeński odpowiednik "Murzynka" niegdyś neutralnie nazywały osoby czarnoskóre, ale teraz "niewątpliwie są obarczone bagażem negatywnych konotacji".


Jak przypomniał, jako obraźliwe oceniono te słowa także w "Wielkim słowniku języka polskiego", wydanym przez Polską Akademię Nauk.

"Osoby, które używały słowa »Murzyn« w latach osiemdziesiątych czy dziewięćdziesiątych, nie mają w żadnym razie powodu do wyrzutów sumienia. Jednak słowa zmieniają skojarzenia i wydźwięk w toku naturalnych zmian świadomości społecznej. Dziś słowo »Murzyn« jest nie tylko obarczone złymi skojarzeniami, jest już archaiczne" - uznał dr Łaziński.

"Warto uszanować wrażliwość odbiorców"

Ekspert zauważył, że negatywny wydźwięk tego słowa wzmacniają powiedzenia, np. "100 lat za Murzynami", jak i skojarzenia (Murzyn - niewolnik).

"Warto uszanować wrażliwość odbiorców. Nasi sąsiedzi o czarnej skórze wolą być nazywani ze względu na konkretną narodowość (np. Senegalczyk, Nigeryjczyk), wolą być Afrykanami, czarnoskórymi, ciemnoskórymi lub po prostu czarnymi (choć jeszcze kilkadziesiąt lat temu konotacje przymiotnika czarny w odniesieniu do człowieka czarnoskórego były gorsze niż rzeczownika Murzyn)" - stwierdził dr Łaziński.

Zalecił, by słowa "Murzyn" nie używać inaczej "niż na prawach historycznego cytatu".

"Ponieważ trudno jest zmienić przyzwyczajenia mówiących, ograniczam swoją rekomendację do komunikacji publicznej: mediów, administracji, szkoły. W tych kręgach zresztą omawiane tu słowa i tak są używane coraz rzadziej, ponieważ większość mówiących ma świadomość, że budzą co najmniej kontrowersje" - podsumował.


No i doszło do tego, że murzyni uczą Polaków jak mają mówić po polsku.
 

kompowiec

Open Source Boy
1 982
1 870
Czytałem te ich dywagacje nad nygusami na stronie PWN po przeanalizowaniu tego tekstu, generalnie tam wyszło że wystarczyłoby do słownika angielsko-polskiego dodawać murzyn - negro (neutral)
 
OP
D

Deleted member 6905

Guest
5 godz. ·
Wesela kojarzą się Wam ze świętem miłości, dobrą zabawą i doborowym towarzystwem? Nam już niekoniecznie... Dziś nad ranem jeden z naszych zespołów ratownictwa medycznego został pobity na parkingu jednego z domów weselnych w Świdwinie. Wezwanie dotyczyło nieprzytomnej młodej kobiety. Kiedy ratownicy medyczni dotarli na miejsce od razu zostali zaatakowani przez świadków zdarzenia - jeden z weselników zaczął szarpać i siłą wyciągać z karetki kierowcę. Uderzył też w twarz i klatkę piersiową ratownika medycznego, który próbował uspokoić sytuację i pomóc koledze. Kiedy już udało się ratownikom dotrzeć do pacjentki, rozpoczęli badanie, ale w trakcie wykonywania swoich czynności dalej byli kopani przez świadków zdarzenia. Swoją złość weselnicy wyładowywali także uderzając w ambulans Pacjentka w karetce odzyskała przytomność i odmówiła przewiezienia do szpitala. Na miejsce oczywiście wezwana została policja. Nasi ratownicy medyczni mają urazy twarzy, kończyn górnych i podarte ubranie... takie wesele

- tu oryginał, zobaczcie ile najebali durnych emotek do jednego wpisu. MEDYCY zdobią swój post emotkami jak emo nastolatka. Ale mniejsza.

Czytajcie ten tekst między wierszami. Nie czepiam się, że brakuje relacji drugiej strony - uczestników wesela. Mogę pewnych rzeczy się tylko domyślać. Wiadomo, że wesele plus alkohol może wyzwalać pewne emocje, ale również i nagłe zasłabnięcie koleżanki może wywołać szok. Jednak nie jestem pewien do końca czy aby nie było tak, że typowy zespół ratowników przyjechał jak zwykle znudzony, wkurwiony, że muszą popracować, a ratownicy zaczęli głosić wkurwiające komentarze pod adresem uczestników zabawy? Czy nie mogło być tak, że zaczęli coś pierdolić i zachowywać się dziwacznie i z dziwną dla drugoplanowego zawodu medycznego wyższością? (wyższością bardzo typową dla tej profesji, to w sumie zwykli sanitariusze od reanimacji i podania odpowiednich leków, a zachowują się jak profesorowie neurochirurgii)

Oryginalny temat, z którego wziąłem link do tego wpisu z wykopu był zatytuowany - "Bydlaki na weselu pobili ratowników". A skąd ten człowiek wie co odwalali ci ratownicy? Skąd z góry założenie, że nie zasłużyli na uzdrawiający wpierdol? Z doświadczenia wiem, iż w tych czasach ciężko o wpierdolkę za darmo, bo sądy działają szybciej, policja ma mniej wywalone, a i ryzyko uszkodzenia urzędnika państwowego (dotknięcie ich podczas wykonywania obowiązków służbowych to niemal jak tknięcie psa na służbie) to pewny wyrok, a więc skoro weselnicy tak zareagowali to musi być drugie dno.
Jak pisałem kilka postów wyżej i co potwierdził kolega Boomer - ratownicy medyczni potrafią zachowywać się na poziomie, który czasami, tak po ludzku, uzasadnia gwałtowne oburzenie.
Dlaczego zawsze, gdy ratownik medyczny, albo strażak dostają wpierdol nagle objawiają się różne propaństwowe kuki i pizdeusze, które wspólnym chórem wujów oburzają się nie znając CAŁEGO obrazu sytuacji?
Skąd takie uwielbienie dla takich zawodów i to zaufanie społeczne?
 
Ostatnio edytowane przez moderatora:
OP
D

Deleted member 6905

Guest
Chyba mam pewne rozwiązanie w głowie. Trudno, że post pod postem bez edycji, ale to zupełnie inna myśl.

Takie uwielbienie dla ratowników, strażaków, lekarzy, nauczycieli, księży, policjantów to jest taki trochę odpowiednik bambinizmu/syndromu bambi
https://ambasadalowiectwa.pl/bambinizm-wyidealizowany-obraz-natury/ tylko, że w kierunku wszystkich zawodów związanych z pewnym państwowym etosem.

Od dziecka wmawia się pierdoły i wzorce myślenia o jakieś szlachetności, posłudze, niesieniu pomocy, ratowaniu życia etc. Nic, że strażak może być bucem i sam podpalać pola po pracy (były takie medialne doniesienia), co z tego, iż nauczyciel może być zwyczajnym głąbem, którego nie przyjęli na żaden inny kierunek, walić to, że policjant sam może być bandziorem, a ratownik medyczny dla ludzi szkodliwym chujkiem, frajerem a czasami nawet łowcą skór (vide znana sprawa z Łodzi).

Wmawia się taką propagandę i to stąd biorą się zdziwienie i rozczarowania w dorosłym życiu. Stąd biorą się szok i niedowierzanie, gdy bandyci na komisariacie torturują i zabijają chłopaka, bo z twarzy był do kogoś podobny, a na ogół typowa reakcja to pieprzenie w stylu "ale przecież on nosi mundur z godłem, powinien być szlachetny!".

Po prostu syndrom bambi. Syndrom frajerów, którzy muszą odczuć państwową lagę na własnym durnym łbie, aby przekonać się, iż "władza nie na darmo nosi miecz". I samemu zobaczyć jaka jest jakość państwowych usług.

Dobra, starczy.
 

Slavic

Wolnorynkowiec
528
1 416
m.

Od dziecka wmawia się pierdoły i wzorce myślenia o jakieś szlachetności, posłudze, niesieniu pomocy, ratowaniu życia etc. Nic, że strażak może być bucem i sam podpalać pola po pracy (były takie medialne doniesienia), co z tego, iż nauczyciel może być zwyczajnym głąbem, którego nie przyjęli na żaden inny kierunek, walić to, że policjant sam może być bandziorem, a ratownik medyczny dla ludzi szkodliwym chujkiem, frajerem a czasami nawet łowcą skór (vide znana sprawa z Łodzi).

Dobra, starczy.

Ale to nie jest nic złego. Jeśli czynisz to we własnym zakresie to jesteś dobrym człowiekiem i masz swoje wartości. Jak nakazujesz innym tak żyć to jest to złe i tyle.
 

pawlis

Samotny wilk
2 408
9 636
Miałem w życiu kontakt z kilkoma ratownikami medycznymi na ogół byli to piździelce, przemądrzałe cwaniaczki, kutasiarze (a skąd niby wzięli się łódzccy 'łowcy skór'?).

Mam podobne doświadczenia. Nie dziwię się, że jak ktoś jest po alko to może nawet wystartować do nich z łapami.
[/QUOTE]
Ja osobiście nie miałem akcji z takimi osobnikami jak wy i o ratownikach mam raczej dobre zdanie, ale przypomniała mi się taka sytuacja sprzed kilku lat.

Był to sylwester na Jasnych Błoniach w Szczecinie. Po zakończeniu imprezy kieruję się, by poszukać autobusów i widzę, że jakiemuś gimbusowi poważnie urwał się film, miał drgawki i grupka jego znajomych bardzo panikowała. Ja (i inny ziomuś) sterczałem przy nich do końca, bo we mnie załączył się tryb Miłosierny Samarytanin. Podchodzą dwaj policjanci robiący rozeznanie w terenie, czy nie pałęta się jakiś pijak/wandal, widzą zajście, wzywają służby medyczne i spisują zeznania. W końcu Przyjechała karetka i przychodzą ratownicy. Generalnie interwencja bez zarzutu, ale pamiętam, że brat nastolatka coś tam panikował, to jedna z ratowniczek coś tam odburknęła agresywnym tonem i z miną typu "za karę".

Więc tak. Nie mam powodu wam nie wierzyć.

Jakby się ktoś pytał wspomniany patrol policyjny zachowywał się bardzo profesjonalnie i nie eskalował paniki i rozpaczy wśród nastolatków.
 
OP
D

Deleted member 6905

Guest
Pewnie zaraz dopiszą ten dopalacz do listy substancji zakazanych, a następnie będą się dziwić, gdy za dwa lata będzie nowa fala zatruć czymś o wiele toksycznym, ale za to 10 razy silniejszym...:confused:


Nowy narkotyk w Polsce. Na Węgrzech zabił już co najmniej 11 osób
W kilku krajach europejskich, również w Polsce, w ostatnim czasie pojawił się nowy narkotyk z grupy syntetycznych kannabinoidów o nazwie 4F-MDMB-BICA, odpowiedzialny za co najmniej 11 zgonów na Węgrzech od maja do sierpnia - ostrzega na swojej stronie Główny Inspektor Sanitarny.

Jak wytłumaczył sanepid do tej pory substancja ta była obecna na rynku w postaci pomarańczowego lub brązowo-białego proszku do przyrządzenia roztworu do nasączenia suszu lub gotowego suszu roślinnego i tytoniu.
Objawami użycia tej substancji mogą być bóle w klatce piersiowej, duszności, przyspieszenie czynności serca, śpiączka, zaburzenia postrzegania, pobudzenie, ostra psychoza, a przy ciężkich zatruciach ostra niewydolność nerek i uszkodzenia wielonarządowe.

Nie ma antidotum
"Chociaż działanie syntetycznych kannabinoidów może być podobne do działania marihuany czy haszyszu, to z uwagi na ich zwielokrotnioną siłę oddziaływania i toksyczność, mogą powodować poważniejsze skutki psychiczne, fizyczne i zmiany w zachowaniu. Częściej występuje również ciężkie i śmiertelne zatrucie" - wyjaśnił GIS.
Dodał, że obecnie nie ma antidotum na zatrucia spowodowane syntetycznymi kannabinoidami, a jedyną formą leczenia jest leczenie objawowe.
Sanepid poradził, by w przypadku zauważenia osoby, co do której podejrzewamy spożycie tego narkotyku po pierwsze zadbać o własne bezpieczeństwo, po drugie wezwać pogotowie, po trzecie w miarę potrzeby i możliwości przystąpić do pierwszej pomocy przedmedycznej.

Równocześnie GIS przypominał o niebezpieczeństwie związanym z użyciem nowych narkotyków, zwanych popularnie "dopalaczami". Przypomina, że produkty sprzedawane jako tabletki, proszki, ziołowe lub plastyczne mieszanki, jak również liquidy do palenia, często zmieniają skład i stężenie. "Użytkownicy często nie są świadomi jakie substancje spożywają, co powoduje trudności w niesieniu pomocy przez służby medyczne" - podsumował.
 
OP
D

Deleted member 6905

Guest

 
Do góry Bottom