Unia Europejska: nieoficjalna kronika postępującego zamordyzmu

Staszek Alcatraz

Tak jak Pan Janusz powiedział
2 713
7 753
Europa może się potknąć o Zielony Ład. To osobliwa mieszanka ideologii, protekcjonizmu i nadmiaru ambicji


„To jest taki moment dla Europy jak lądowanie człowieka na księżycu” - zaznaczyła przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen, gdy 11 grudnia 2019 r. przedstawiała w Strasburgu Europejski Zielony Ład, unijny plan przejścia na nisko emisyjną gospodarkę, opiewający na bilion euro (albo nawet na trzy biliony, jeśli uda się wygenerować tyle inwestycji). D marca b.r. von der Leyen chce opracować dyrektywę klimatyczną, w której zostałby zapisany obowiązek neutralności klimatycznej UE do 2050 r. A do października szefowa KE chce przedstawić zaostrzone cele klimatyczne, czyli emisje Co2 mają zostać obniżone do 2030 r. nie o 40 proc. wobec 1990, jak obecnie, ale o 50 do 55 proc. Brzmi ambitnie? Bo jest. Aż nader.

Komisja chce dokonać do 2021 r. przeglądu wszystkich unijnych regulacji w celu dopasowania ich do „zielonych celów”. Przy okazji jest także gotowa poluzować niektóre przepisy jak reguły z Maastricht. Państwa członkowskie choćby posiadające zbyt duży deficyt budżetowy (Francja, Włochy) będą mogły go dalej pogłębiać jeśli wydatki będą szły na ekologię. Podobnie ma być w przypadku (niedozwolonej obecnie) bezpośredniej pomocy publicznej. Nic nie może stanąć na drodze Zielonego Ładu, nawet traktaty, które w przypadku podatków przewidują jednomyślność w Radzie UE, bo opodatkowanie to suwerenna decyzja każdego z państw członkowskich. By móc opodatkować na poziomie UE energetykę wysokoemisyjną KE wyciągnęła z czeluści unijnych przepisów – jak pisze „Neue Zuercher Zeitung” - art. 116 traktatu o sposobie działania UE, który ma pozwolić przepchnąć reformy kwalifikowaną większością.

To wszystko siłą rzeczy będzie generowało konflikty w i tak już podzielonej Europie. Nie wiadomo też skąd wziąć 260 mld euro dodatkowych inwestycji rocznie, które według von der Leyen będą potrzebne by zrealizować jej plan. Komisja liczy tu na sektor prywatny i kredyty gwarantowane przez Europejski Bank Inwestycji (EIB). Państwa o rozbudowanej energetyce węglowej z Europy Środkowo-Wschodniej, jak Polskę, Komisja chce zwyczajnie przekupić. Do tego służy Fundusz Sprawiedliwej Transformacji, opiewający na 100 mld euro, z czego Polska ma dostać większą część. Tyle, że to i tak nie wystarczy by zniwelować skutki Zielonego Ładu dla polskiej gospodarki. Konflikt grozi także z Czechami czy Węgrami, którzy chcą postawić na elektrownie atomowe. Tymczasem atom został celowo wykluczony z planu von der Leyen, jako „zbyt ryzykowny”.

A przecież pani przewodnicząca przejmując urząd od Jean-Claude Junckera mówiła o porozumieniu z naszym regionem, wyznaczyła nawet kanclerza Austrii Sebastiana Kurza do roli mediatora między Wschodem a Zachodem. Tyle, że Zielony Ład jest Komisji, a raczej Unii Europejskiej, potrzebny. A ekologia jest tu tylko narzędziem do realizacji zupełnie innych celów: po pierwsze Unia, słaba militarnie, pod rosnącą presją USA i słabnąca gospodarczo ma stać się światowym prymusem. W dziedzinie ekologii i niskoemisyjności. Inni mają następnie podążyć jej śladem. To już nie zadziałało w przypadku umowy z Kyoto czy Paryża, ale w Brukseli panuje przekonanie, że tym razem będzie inaczej. Unia uzyska wiodącą rolę. Po drugie Zielony Ład ma pomóc partiom lewicy dźwignąć się z przepaści do której wpadły w ostatnich latach. Ekologia jako lewar dla politycznych sił, które straciły w ostatnim czasie wyborcza bazę, nie mając nic do zaoferowania w dobie kryzysu globalizacji i żółtych kamizelek. W niektórych krajach, jak w Niemczech, także partie chadeckie używają ekologii jako dźwigni, co pozwala im zachować jako takie poparcie. Za pomocą Zielonego Ładu lewica ma się odrodzić niczym feniks z popiołów.

Po trzecie Unii Europejskiej nie udało się jak dotąd stworzyć wspólnej europejskiej tożsamości. Zielony Ład – jak możemy przeczytać na łamach „Carnegie Europe” ma to zmienić. Zjednoczyć szczególnie młodych Europejczyków wokół kwestii ekologii. Zielona tożsamość ma być nową europejska tożsamością. Bruksela chce wykorzystać moment silnej mobilizacji wokół ochrony klimatu w postaci „Fridays for Future” czy „Extinction Rebellion”, by wzmocnić poparcie dla siebie. Komisja Europejska widzi tu także szansę na poszerzenie własnych kompetencji, jak w przypadku praworządności. Last but not least – Zielony Ład ma rozruszać maszynę europejskiej integracji, która po kryzysie euro utknęła w miejscu. Możliwości przyspieszenia integracji są tu wręcz nieskończone: „musimy, bo klimat”. Jeśli nam się więc wydaje, że praworządność to nasz jedyny kłopot z Unią i wystarczy go jakoś wysiedzieć i będzie dobrze, to się mylimy. Czeka nas o wiele cięższa batalia. O ile bowiem powiązanie środków unijnych w przyszłych ramach finansowych na lata 2021-2027 z praworządnością wydaje się obecnie wątpliwe, to zapewne dojdzie do próby powiązania ich z zielonymi celami.

Nie oznacza to oczywiście, że plan von der Leyen wypali. Może dojść do ucieczki przemysłu z UE do sąsiednich krajów, choćby Bałkanów czy Ukrainy, a planowane przez Brukselę ekologiczne cła na importy z zewnątrz mogą nie wystarczyć by temu zapobiec. Chiny przenoszą swoja najbardziej śmierdzącą produkcję do Afryki, by obniżyć koszty własnej ekologicznej transformacji i pozostać konkurencyjnym. Unia nie ma takiej możliwości. Doprowadzi do wzrostu protekcjonizmu, także wewnątrz UE, co obserwujemy przecież już od kilku lat. Nie ma także pewności, że uda się zebrać ten bilion, a nawet 3 biliony euro potrzebne by dojść do neutralności klimatycznej w 2050 r. Cel jest, jak zawsze w przypadku Brukseli nad ambitny i wysoce zideologizowany. Ideologia bierze górę nad zdrowym rozsądkiem. Odpowiednie duże jest więc ryzyko, że Unia potknie się i przewróci o Zielony Ład. Tym bardziej, że koszty przejścia na niskoemisyjność mogą się okazać zbyt duże dla zwykłych obywateli: mogą wzrosnąć ceny energii, pojawić się nowe daniny. Jaka może być na to reakcja widzieliśmy w przypadku żółtych kamizelek we Francji.

Zielony Ład może więc stać się wielkim sukcesem Europy, przyspieszając integrację europejską i wzmacniając globalną pozycję UE wobec Chin i Stanów Zjednoczonych. Albo może stać się kolejnym „kryzysem uchodźczym”, problemem, który pogłębi podział na wschód i zachód, północ i południe oraz zmobilizuje siły odśrodkowe, wrogie wobec Unii. Biorąc pod uwagę dotychczasowe osiągnięcia Brukseli nie stawiałabym nadto na tę pierwszą opcję.
 

inho

Well-Known Member
1 616
4 038
Po sabotażu energetyki przyszedł czas na sabotaż żywności - wszystko pod sztandarem walki z klimatem.
Do Parlamentu Europejskiego trafi plan podwyższenia cen mięsa w całej UE, aby branża ponosiła koszty np. emisji CO2. "Nadszedł czas, abyśmy podjęli zdecydowane działania w zakresie polityki dotyczącej wpływu białka zwierzęcego na środowisko" – mówi jeden z autorów pomysłu.
5 lutego odbędzie się w Parlamencie Europejskim debata nad propozycją sprawiedliwego ustalania cen mięsa, znaną również jako "opłata środowiskowa" (ang. sustainability charge). Mówi o niej raport przygotowany przez Koalicję TAPP, w skład, której wchodzą wiodące organizacje rolnicze, zdrowotne i ekologiczne – informuje "Rzeczpospolita".​
Kluczowym aspektem propozycji jest to, żeby dochody z opłaty na rzecz zrównoważonego rozwoju, prognozowane na 32,2 mld euro rocznie w 28 państwach członkowskich UE do 2030 r., mogły zostać wykorzystane przede wszystkim na pomoc rolnikom w inwestowaniu w bardziej zrównoważone praktyki rolne.​
- Nadszedł czas, abyśmy podjęli zdecydowane działania w zakresie polityki dotyczącej wpływu białka zwierzęcego na środowisko, którego cena jest sztucznie utrzymywana na zbyt niskim poziomie przez zdecydowanie zbyt długi czas. Mamy tu rozwiązanie, które jest sprawiedliwe dla rolników i wspiera przejście na system żywności oparty w większym stopniu na roślinach, którego tak pilnie potrzebujemy, jeśli poważnie myślimy o łagodzeniu zmian klimatu – mówi Philip Mansbridge, dyrektor ProVeg International w Wielkiej Brytanii, jednego z członków Koalicji TAPP.​
Raport przedstawia skalę możliwych oszczędności w zakresie ochrony środowiska. Uczciwe ceny mięsa w Europie mogą doprowadzić do zmniejszenia emisji CO2 nawet o 120 milionów ton rocznie. Odpowiada to całkowitej emisji CO2 z czterech państw członkowskich UE: Irlandii, Danii, Słowacji i Estonii, oraz prawie 3 proc. wszystkich emisji gazów cieplarnianych w UE.​
***
Jakie mamy szczęście, że UE ochroni nas przed parszywymi kapitalistami, którzy sztucznie zaniżają ceny mięsa...
 

Hanki

Secessionist
1 312
3 909
To może coś z gatunku Realpolitk i nieco w poprzek typowego libertariańskiego podejścia do UE?


 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 660
21 041
Wydaje mi się, że ten tekst sam się trochę znosi.

Zyskawszy na wstępie pouczenie o mitach politycznych i tym, że nijak mają się do rzeczywistości, którą powinniśmy umiejętnie opisywać, autor tworzy... tak, nic innego jak tylko kolejny z takich mitów; stawiając teraz analogię między UE i Austro-Węgrami.

A przecież takie porównanie również będzie skutkowało jakimiś oczekiwaniami, podporządkowanymi w dodatku naszemu zdaniu o Monarchii Austro-Węgierskiej i związanych z nią sympatią bądź antypatią.


Libertarianie hymn UE znają, ale nie umieją... ;)
 
Ostatnia edycja:

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 660
21 041
Nieustępliwość Holendrów w sprawie hojnej odpowiedzi na koronawirusa napędza nastroje eurosceptyczne.
Chociaż ministrom finansów udało się w zeszłym tygodniu wypracować wspólne rozwiązania mające pomóc krajom UE w wyjściu z gospodarczego dołka, to nie koniec toczonego od ponad miesiąca boju. Pakiet ratunkowy muszą jeszcze przyjąć przywódcy 27 państw członkowskich, co ma nastąpić na wideoszczycie w najbliższy czwartek. Kłopot w tym, że stolice różnie interpretują dotychczasowe ustalenia.
Minister finansów Włoch Roberto Gualtieri uważa, że nadal na stole są koronaobligacje, o które najbardziej dotknięty pandemią Rzym zabiega od tygodni. W tekście porozumienia nie było jednak mowy o wspólnej emisji papierów dłużnych, wspomniano w nim jedynie o "innowacyjnych instrumentach finansowych", za których pomocą finansowano by fundusz naprawczy. Ale to propozycja na przyszłość pozbawiona konkretów.
Natomiast tu i teraz Unia Europejska ma wyasygnować na ratunek europejskim gospodarkom ponad pół biliona euro. Kraje spoza Eurolandu, w tym Polska, będą mogły skorzystać z 300 mld euro pożyczek dla przedsiębiorstw oraz na utrzymanie miejsc pracy. Reszta to pomoc dla krajów mających wspólną walutę w ramach Europejskiego Mechanizmu Stabilności. 19 państw będzie mogło otrzymać wsparcie w wysokości do 2 proc. swojego PKB, co daje łącznie ok. 240 mld euro.
To dla Rzymu krok w dobrą stronę, ale - jak oznajmił premier Giuseppe Conte - nadal za mało, by Włosi zaakceptowali propozycję. Szef włoskiego rządu znowu nie wyklucza zawetowania porozumienia (tak się stało podczas wideoszczytu 26 marca). To oznacza, że ustalenia z zeszłego czwartku stanowią dla Włochów jedynie punkt wyjścia do dalszych rozmów. A ich najbardziej zaciekłym przeciwnikiem w rozmowach o solidarnej odpowiedzi na kryzys są Holendrzy.
Haga od lat reprezentuje punkt widzenia i interesy krajów Północy kontynentu, bardziej oszczędnych i z mniejszym zadłużeniem, które obawiają się, że przyjdzie im spłacać długi południowych sąsiadów. Ostrożnie do wydawania pieniędzy poza grupą krajów północnej Europy, zwanych nową Hanzą, podchodzą także Niemcy, gdzie przeciwko eurobligacjom jest aż 65 proc. obywateli. W ostatnim sporze Berlin złagodził jednak ton, stawiając na bardziej empatyczny przekaz.
Politykom holenderskim tej wrażliwości zabrakło, co skutkowało tym, że minister finansów Wopke Hoekstra musiał przeprosić za swoje zgryźliwe uwagi. Nie jest to zresztą pierwszy raz, kiedy Holendrzy wytykają południowcom niefrasobliwość. Poprzednik Hoekstry Jeroen Dijsselbloem, przewodnicząc Eurogrupie w 2017 r., powiedział, że nie wyobraża sobie, by wydawać wszystkie pieniądze na sznapsa i kobiety, a potem prosić o wsparcie. Za te słowa, już wtedy głośno krytykowane w Europie, Dijsselbloem jednak nie chciał przeprosić.
Postawa holenderskich polityków, chociaż pada na podatny grunt w ich kraju (przeciwko koronaobligacjom opowiadają się wszystkie siły, włącznie z euroentuzjastyczną partią Demokraci 66), pogłębia w Europie podział pomiędzy Północą i Południem, i podgrzewa eurosceptyczne nastroje we Włoszech. Według badania przeprowadzonego dla dziennika "La Repubblica" nieufność wobec zjednoczonej Europy deklaruje już 70 proc. obywateli. Paradoksalnie Holendrzy nie ułatwiają też zadania prounijnemu rządowi we Włoszech, któremu uległość i słabość zarzuca szef Ligi Matteo Salvini.
To, że Haga spotkała się z krytyką ze strony krajów Południa, nie dziwi. Od lat krytyczny wobec Holendrów portugalski premier António Costa uznał ich obecne podejście za zagrażające przyszłości zjednoczonej Europy. Ale nieustępliwość Królestwa Niderlandów zaskoczyła także Irlandię, która do tej pory nadawała na tych samych falach, co ono, jeśli chodzi o strefę euro. Teraz jednak - jak pisze "Irish Times" - dystansuje się od dowodzonej przez Holendrów nowej Hanzy. Holenderski rząd nie tylko mówił "nie" koronaobligacjom, ale nie chciał się też zgodzić na bezwarunkowe korzystanie z pomocy w ramach Europejskiego Mechanizmu Stabilności, co w Dublinie budziło niezrozumienie.
Holandia sama tymczasem nie świeci przykładem, jeśli chodzi o finanse. Organizacja Tax Justice Network przypomina, że Haga z rekordowo niskimi stawkami podatku od osób prawnych wiedzie prym w zbijaniu miliardów euro jako raj podatkowy kosztem innych krajów europejskich. Tylko w 2017 r. za sprawą przeniesienia zysku przez amerykańskie korporacje Francja straciła na rzecz holenderskiego fiskusa 2,7 mld euro. Następne w zestawieniu są Włochy, Niemcy i Hiszpania.
To może stać się argumentem w dalszych rozmowach o finansach, których w nadchodzących miesiącach będzie wiele. UE poza doraźnym pakietem ratunkowym musi przyjąć nowy budżet. Mają się w nim znaleźć także środki na inwestycje publiczne jako odpowiedź na kryzys wywołany pandemią koronawirusa. Pytany o wysokość wsparcia przewodniczący Rady Europejskiej Charles Michel mówił wczoraj, że będzie to zależało od ogólnego rachunku za pandemię, czyli tego, jak duże okażą się straty dla europejskich gospodarek.
Jeśli będzie to oznaczać zwiększenie budżetu, o czym na razie przywódcy UE wprost nie mówią, sprzeciw Hagi jest bardziej niż pewny. Jeszcze przed wybuchem pandemii premier Mark Rutte blokował przyjęcie budżetu, domagając się jego radykalnego ścięcia do poziomu 1 proc. dochodu narodowego brutto wszystkich krajów członkowskich. Rutte zwrócił też uwagę nonszalanckim podejściem do rozmów. Na szczyt w lutym przyjechał z biografią Fryderyka Chopina (polityk jest pianistą) - chciał oddać się lekturze, nie widząc przestrzeni do kompromisu.
Kraje Północy boją się, że będą musiały spłacać długi Południa
Magdalena Cedro, 16.04.2020
 

mikioli

Well-Known Member
2 652
4 865
Najbardziej mnie zniszczył ten fragment:
Holandia sama tymczasem nie świeci przykładem, jeśli chodzi o finanse.
Człowiek se myśli. Kurła, zadłużają się pewnie i żyją rozrzutnie, a na Włochów narzekają hipokryci. A tu dostajemy w mordę tym:
Organizacja Tax Justice Network przypomina, że Haga z rekordowo niskimi stawkami podatku od osób prawnych wiedzie prym w zbijaniu miliardów euro jako raj podatkowy kosztem innych krajów europejskich.
Żesz kurwa. Ich brak przykładu to kwestia niskich podatków. JPRDL co za mentalność.
 

Mercatores

Well-Known Member
249
677
Sluszna uwaga, sam mialem pewne watpliwosci (bardziej moralne) przed wrzuceniem tego nagrania i w sumie moglem byl to zaznaczyc. Oczywiscie tego typu wrzutki maja charakter propagandowy i mozliwe, ze oni zarobili te pieniadze zbierajac truskawki 50 eurocentow za kobialke, tego wykluczyc nie mozna.

Co natomiast dzieje sie potem z tymi banknotami? No raczej nie zostawia sie ich na podlodze :)

Samo rzucanie jest mi obojetne, bo to pewnie element jakies pokazowki (wychodzacej od samych zainteresowanych, albo i nie), bardziej chodzi mi o potencjalny wydzwiek i charakter tychze.
 
Ostatnia edycja:

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 660
21 041
1 godz. 58 minut temu
Austria, Holandia, Dania i Szwecja podtrzymały swój sprzeciw wobec zaproponowanego w ubiegłym tygodniu przez A.Merkel i E.Macrona projektu wspólnego unijnego funduszu odbudowy, który w formie subsydiów wspierałby odbudowę gospodarczą po kryzysie wywołanym przez pandemię.
Przeciwnicy tego pomysłu zaproponowali, by pomoc dystrybuowano w formie 2 letnich pożyczek o dogodnych warunkach, które miałyby być przeznaczone na badania i innowacje oraz wzmocnienie sektora zdrowia i zielonej transformacji.
Domagają się także, aby państwa korzystające z pomocy zobowiązały się do wdrożenia głębokich reform i respektowania narzuconych i mram budżetowych.

Sprzeciw czwórki państw pokazuje, że pomysł uwspólnotowienia zadłużenia (premiujący przede wszystkim kraje południa) będzie bardzo trudny do przeforsowania. Podziały pomiędzy Północą i Południem UE są wciąż silne,o czym świadczy szybka riposta z Madrytu. Hiszpania zapowiedziała, że nie zgodzi się na stworzenie funduszu oferującego pożyczki, bo prowadziłoby to do nadmiernego zadłużenia państw takich jak Hiszpania czy Włochy.
Według ministra finansów Francji, UE stoi na rozstaju i albo zdecyduje się na ścisłą współpracę i solidarność (co umożliwi odbudowanie gospodarek i konkurowanie ze światowymi potęgami), albo grozi jej marginalizacja i rozpad. Testem, która z dróg jest bardziej prawdopodobna, będzie debata nad propozycją funduszu odbudowy, którą w środę przedstawi U.von der Leyen.
Kością niezgody jest uwspólnotowienie zadłużenia, a oś konfliktu przebiega pomiędzy państwami północy i południa. Wsparcie dla Hiszpanii i Włoch ze strony Niemiec zwiększa szanse, że UE pójdzie drogą współpracy, ale opór Holandii, Szwecji, Danii i Austrii wciąż jest bardzo silny.
Austria, Holandia, Dania i Szwecja przedstawiły w sobotę własny plan wsparcia europejskiej gospodarki; sprzeciwiły się też propozycji kanclerz Niemiec Angeli Merkel i prezydenta Francji Emmanuela Macrona ws. wieloletniego budżetu i funduszu ożywienia gospodarczego.
Cztery kraje UE nazywane grupą "oszczędnych" chcą, aby pomoc dla krajów najbardziej dotkniętych pandemią koronawirusa polegała na pożyczkach udzielanych na dogodnych warunkach na dwa lata - głosi propozycja opublikowana przez biuro kanclerza Austrii Sebastiana Kurza.
Kredyty powinny być przeznaczone na kroki "najlepiej służące ożywieniu (gospodarczemu), takie jak badania i innowacje, wzmocnienie sektora zdrowia i zielonej transformacji" - napisano w dokumencie.
Grupa "oszczędnych" jest zdecydowanie przeciwna planowi "odrodzenia gospodarki", jaki przedstawili Merkel i Macron. Austria, Holandia, Dania i Szwecja uznają tę propozycję za uwspólnotowienie długu krajów unijnych, co pozwoliłoby krajom mniej zdyscyplinowanym i słabszym niezasłużenie skorzystać z taniego finansowania dzięki bogatszym państwom Północy - relacjonuje AFP.
Grupa nalega też na "zdecydowane zobowiązanie" państw, które skorzystałyby z pożyczek, do wdrożenia głębokich reform i respektowania narzuconym ich ram budżetowych. Propozycję Merkel i Macrona w sprawie wieloletniego budżetu i instrumentu na rzecz ożywienia gospodarczego poparła tymczasem przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen
Paryż i Berlin proponują, by za pomocą funduszu ożywienia można było przekazać 500 mld euro grantów dla najmocniej dotkniętych kryzysem sektorów i regionów w UE. W środę von der Leyen ma przedstawić projekt europejskiego budżetu na lata 2021-2027, w który wpisany ma być plan ożywienia gospodarki.
Przyjęcie budżetu wymaga jednomyślności wszystkich państw unijnych i - jak pisze AFP, powołując się na źródło dyplomatyczne - stanowisko "oszczędnej" czwórki sprawi, że rozmowy o budżecie będą "bardzo trudne" i zapewne "dyskusje te potrwają co najmniej do lipca".
....................
OPINIA:
Obecnie na zgodę członków UE oczekuje inicjatywa przywódców Niemiec i Francji, zakładająca przekazanie dodatkowych 500 mld euro z budżetu unijnego na odbudowę gospodarki w państwach najbardziej doświadczonych kryzysem z powodu koronawirusa. Za wcześnie jeszcze na ostateczne podsumowania, bo kryzys związany z pandemią koronawirusa nadal trwa, ale już można powiedzieć, że działania podjęte dotychczas przez Unię Europejską wydają się być bardzo obiecujące - uważa dr hab. Artur Kozłowski, profesor i dziekan Wyższej Szkoły Bankowej w Gdyni. Według niego doświadczenie uzyskane w trakcie pandemii wskazuje na potrzebę współpracy międzypaństwowej, a UE tę współpracę dobrze koordynuje.
Dziekan WSB wyraził nadzieję, że obecny kryzys będzie dla wspólnoty oraz świata biznesu pożyteczną lekcją. "Uczymy się w aspekcie logistyczno-produkcyjnym, że chyba zbyt łatwo oddaliśmy produkcję kluczowych dla nas asortymentów, np. leków, odległym krajom takim jak Chiny. Będziemy potrzebowali nowego ładu gospodarczego, takiej ‘modern, clean, healthy economy’ (nowoczesnej, czystej, zdrowej gospodarki), której jedną z podstaw będzie lokowanie inwestycji w ramach samej UE - powiedział Artur Kozłowski.
- To może przynieść korzyść Polsce, która ma do zaoferowania dobrze przygotowane kadry i korzystne położenie na mapie. Spodziewam się, że może nie w tym roku, ale za kilka lat powinniśmy odczuć olbrzymi zastrzyk dla naszej gospodarki" - zaznaczył. "Możemy przypuszczać, że za jakiś czas będzie kolejna odsłona podobnego wirusa. Wierzę, że już wtedy wszystkie instytucje przygotują się do spokojnego przejścia przez kolejną trudną sytuację" - podsumował dziekan WSB w Gdyni.
 

dzwonek polifoniczny

Active Member
116
100
Pakiet ratunkowy muszą jeszcze przyjąć przywódcy 27 państw członkowskich, co ma nastąpić na wideoszczycie w najbliższy czwartek.
Łatwiej uniknąć konformizmu gdy głosuje/debatuje się przez internet.

Minister finansów Włoch Roberto Gualtieri uważa, że nadal na stole są koronaobligacje, o które najbardziej dotknięty pandemią Rzym zabiega od tygodni. W tekście porozumienia nie było jednak mowy o wspólnej emisji papierów dłużnych, wspomniano w nim jedynie o "innowacyjnych instrumentach finansowych", za których pomocą finansowano by fundusz naprawczy. Ale to propozycja na przyszłość pozbawiona konkretów.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 660
21 041

Całość jest zbyt długa, aby bawić się we wklejki, ale warto przeczytać, żeby zobaczyć jak francuscy konserwatyści patrzą na Europę Wschodnią.
 
Do góry Bottom