Unia Europejska: nieoficjalna kronika postępującego zamordyzmu

Staszek Alcatraz

Tak jak Pan Janusz powiedział
2 729
8 025
Europa może się potknąć o Zielony Ład. To osobliwa mieszanka ideologii, protekcjonizmu i nadmiaru ambicji


„To jest taki moment dla Europy jak lądowanie człowieka na księżycu” - zaznaczyła przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen, gdy 11 grudnia 2019 r. przedstawiała w Strasburgu Europejski Zielony Ład, unijny plan przejścia na nisko emisyjną gospodarkę, opiewający na bilion euro (albo nawet na trzy biliony, jeśli uda się wygenerować tyle inwestycji). D marca b.r. von der Leyen chce opracować dyrektywę klimatyczną, w której zostałby zapisany obowiązek neutralności klimatycznej UE do 2050 r. A do października szefowa KE chce przedstawić zaostrzone cele klimatyczne, czyli emisje Co2 mają zostać obniżone do 2030 r. nie o 40 proc. wobec 1990, jak obecnie, ale o 50 do 55 proc. Brzmi ambitnie? Bo jest. Aż nader.

Komisja chce dokonać do 2021 r. przeglądu wszystkich unijnych regulacji w celu dopasowania ich do „zielonych celów”. Przy okazji jest także gotowa poluzować niektóre przepisy jak reguły z Maastricht. Państwa członkowskie choćby posiadające zbyt duży deficyt budżetowy (Francja, Włochy) będą mogły go dalej pogłębiać jeśli wydatki będą szły na ekologię. Podobnie ma być w przypadku (niedozwolonej obecnie) bezpośredniej pomocy publicznej. Nic nie może stanąć na drodze Zielonego Ładu, nawet traktaty, które w przypadku podatków przewidują jednomyślność w Radzie UE, bo opodatkowanie to suwerenna decyzja każdego z państw członkowskich. By móc opodatkować na poziomie UE energetykę wysokoemisyjną KE wyciągnęła z czeluści unijnych przepisów – jak pisze „Neue Zuercher Zeitung” - art. 116 traktatu o sposobie działania UE, który ma pozwolić przepchnąć reformy kwalifikowaną większością.

To wszystko siłą rzeczy będzie generowało konflikty w i tak już podzielonej Europie. Nie wiadomo też skąd wziąć 260 mld euro dodatkowych inwestycji rocznie, które według von der Leyen będą potrzebne by zrealizować jej plan. Komisja liczy tu na sektor prywatny i kredyty gwarantowane przez Europejski Bank Inwestycji (EIB). Państwa o rozbudowanej energetyce węglowej z Europy Środkowo-Wschodniej, jak Polskę, Komisja chce zwyczajnie przekupić. Do tego służy Fundusz Sprawiedliwej Transformacji, opiewający na 100 mld euro, z czego Polska ma dostać większą część. Tyle, że to i tak nie wystarczy by zniwelować skutki Zielonego Ładu dla polskiej gospodarki. Konflikt grozi także z Czechami czy Węgrami, którzy chcą postawić na elektrownie atomowe. Tymczasem atom został celowo wykluczony z planu von der Leyen, jako „zbyt ryzykowny”.

A przecież pani przewodnicząca przejmując urząd od Jean-Claude Junckera mówiła o porozumieniu z naszym regionem, wyznaczyła nawet kanclerza Austrii Sebastiana Kurza do roli mediatora między Wschodem a Zachodem. Tyle, że Zielony Ład jest Komisji, a raczej Unii Europejskiej, potrzebny. A ekologia jest tu tylko narzędziem do realizacji zupełnie innych celów: po pierwsze Unia, słaba militarnie, pod rosnącą presją USA i słabnąca gospodarczo ma stać się światowym prymusem. W dziedzinie ekologii i niskoemisyjności. Inni mają następnie podążyć jej śladem. To już nie zadziałało w przypadku umowy z Kyoto czy Paryża, ale w Brukseli panuje przekonanie, że tym razem będzie inaczej. Unia uzyska wiodącą rolę. Po drugie Zielony Ład ma pomóc partiom lewicy dźwignąć się z przepaści do której wpadły w ostatnich latach. Ekologia jako lewar dla politycznych sił, które straciły w ostatnim czasie wyborcza bazę, nie mając nic do zaoferowania w dobie kryzysu globalizacji i żółtych kamizelek. W niektórych krajach, jak w Niemczech, także partie chadeckie używają ekologii jako dźwigni, co pozwala im zachować jako takie poparcie. Za pomocą Zielonego Ładu lewica ma się odrodzić niczym feniks z popiołów.

Po trzecie Unii Europejskiej nie udało się jak dotąd stworzyć wspólnej europejskiej tożsamości. Zielony Ład – jak możemy przeczytać na łamach „Carnegie Europe” ma to zmienić. Zjednoczyć szczególnie młodych Europejczyków wokół kwestii ekologii. Zielona tożsamość ma być nową europejska tożsamością. Bruksela chce wykorzystać moment silnej mobilizacji wokół ochrony klimatu w postaci „Fridays for Future” czy „Extinction Rebellion”, by wzmocnić poparcie dla siebie. Komisja Europejska widzi tu także szansę na poszerzenie własnych kompetencji, jak w przypadku praworządności. Last but not least – Zielony Ład ma rozruszać maszynę europejskiej integracji, która po kryzysie euro utknęła w miejscu. Możliwości przyspieszenia integracji są tu wręcz nieskończone: „musimy, bo klimat”. Jeśli nam się więc wydaje, że praworządność to nasz jedyny kłopot z Unią i wystarczy go jakoś wysiedzieć i będzie dobrze, to się mylimy. Czeka nas o wiele cięższa batalia. O ile bowiem powiązanie środków unijnych w przyszłych ramach finansowych na lata 2021-2027 z praworządnością wydaje się obecnie wątpliwe, to zapewne dojdzie do próby powiązania ich z zielonymi celami.

Nie oznacza to oczywiście, że plan von der Leyen wypali. Może dojść do ucieczki przemysłu z UE do sąsiednich krajów, choćby Bałkanów czy Ukrainy, a planowane przez Brukselę ekologiczne cła na importy z zewnątrz mogą nie wystarczyć by temu zapobiec. Chiny przenoszą swoja najbardziej śmierdzącą produkcję do Afryki, by obniżyć koszty własnej ekologicznej transformacji i pozostać konkurencyjnym. Unia nie ma takiej możliwości. Doprowadzi do wzrostu protekcjonizmu, także wewnątrz UE, co obserwujemy przecież już od kilku lat. Nie ma także pewności, że uda się zebrać ten bilion, a nawet 3 biliony euro potrzebne by dojść do neutralności klimatycznej w 2050 r. Cel jest, jak zawsze w przypadku Brukseli nad ambitny i wysoce zideologizowany. Ideologia bierze górę nad zdrowym rozsądkiem. Odpowiednie duże jest więc ryzyko, że Unia potknie się i przewróci o Zielony Ład. Tym bardziej, że koszty przejścia na niskoemisyjność mogą się okazać zbyt duże dla zwykłych obywateli: mogą wzrosnąć ceny energii, pojawić się nowe daniny. Jaka może być na to reakcja widzieliśmy w przypadku żółtych kamizelek we Francji.

Zielony Ład może więc stać się wielkim sukcesem Europy, przyspieszając integrację europejską i wzmacniając globalną pozycję UE wobec Chin i Stanów Zjednoczonych. Albo może stać się kolejnym „kryzysem uchodźczym”, problemem, który pogłębi podział na wschód i zachód, północ i południe oraz zmobilizuje siły odśrodkowe, wrogie wobec Unii. Biorąc pod uwagę dotychczasowe osiągnięcia Brukseli nie stawiałabym nadto na tę pierwszą opcję.
 

inho

Well-Known Member
1 635
4 281
Po sabotażu energetyki przyszedł czas na sabotaż żywności - wszystko pod sztandarem walki z klimatem.
Do Parlamentu Europejskiego trafi plan podwyższenia cen mięsa w całej UE, aby branża ponosiła koszty np. emisji CO2. "Nadszedł czas, abyśmy podjęli zdecydowane działania w zakresie polityki dotyczącej wpływu białka zwierzęcego na środowisko" – mówi jeden z autorów pomysłu.
5 lutego odbędzie się w Parlamencie Europejskim debata nad propozycją sprawiedliwego ustalania cen mięsa, znaną również jako "opłata środowiskowa" (ang. sustainability charge). Mówi o niej raport przygotowany przez Koalicję TAPP, w skład, której wchodzą wiodące organizacje rolnicze, zdrowotne i ekologiczne – informuje "Rzeczpospolita".​
Kluczowym aspektem propozycji jest to, żeby dochody z opłaty na rzecz zrównoważonego rozwoju, prognozowane na 32,2 mld euro rocznie w 28 państwach członkowskich UE do 2030 r., mogły zostać wykorzystane przede wszystkim na pomoc rolnikom w inwestowaniu w bardziej zrównoważone praktyki rolne.​
- Nadszedł czas, abyśmy podjęli zdecydowane działania w zakresie polityki dotyczącej wpływu białka zwierzęcego na środowisko, którego cena jest sztucznie utrzymywana na zbyt niskim poziomie przez zdecydowanie zbyt długi czas. Mamy tu rozwiązanie, które jest sprawiedliwe dla rolników i wspiera przejście na system żywności oparty w większym stopniu na roślinach, którego tak pilnie potrzebujemy, jeśli poważnie myślimy o łagodzeniu zmian klimatu – mówi Philip Mansbridge, dyrektor ProVeg International w Wielkiej Brytanii, jednego z członków Koalicji TAPP.​
Raport przedstawia skalę możliwych oszczędności w zakresie ochrony środowiska. Uczciwe ceny mięsa w Europie mogą doprowadzić do zmniejszenia emisji CO2 nawet o 120 milionów ton rocznie. Odpowiada to całkowitej emisji CO2 z czterech państw członkowskich UE: Irlandii, Danii, Słowacji i Estonii, oraz prawie 3 proc. wszystkich emisji gazów cieplarnianych w UE.​
***
Jakie mamy szczęście, że UE ochroni nas przed parszywymi kapitalistami, którzy sztucznie zaniżają ceny mięsa...
 

Claude mOnet

Well-Known Member
1 017
2 128
Europa Tysiąca Secesjolandów.


Piękny obrazek, pora dokonać wreszcie aborcji tej chorej Unii. 1 down, 27 to go.
Polska, następna!
 
Ostatnia edycja:

Hanki

Secessionist
1 356
4 209
To może coś z gatunku Realpolitk i nieco w poprzek typowego libertariańskiego podejścia do UE?


 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 997
22 567
Wydaje mi się, że ten tekst sam się trochę znosi.

Zyskawszy na wstępie pouczenie o mitach politycznych i tym, że nijak mają się do rzeczywistości, którą powinniśmy umiejętnie opisywać, autor tworzy... tak, nic innego jak tylko kolejny z takich mitów; stawiając teraz analogię między UE i Austro-Węgrami.

A przecież takie porównanie również będzie skutkowało jakimiś oczekiwaniami, podporządkowanymi w dodatku naszemu zdaniu o Monarchii Austro-Węgierskiej i związanych z nią sympatią bądź antypatią.


Libertarianie hymn UE znają, ale nie umieją... ;)
 
Ostatnia edycja:

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 997
22 567
Nieustępliwość Holendrów w sprawie hojnej odpowiedzi na koronawirusa napędza nastroje eurosceptyczne.
Chociaż ministrom finansów udało się w zeszłym tygodniu wypracować wspólne rozwiązania mające pomóc krajom UE w wyjściu z gospodarczego dołka, to nie koniec toczonego od ponad miesiąca boju. Pakiet ratunkowy muszą jeszcze przyjąć przywódcy 27 państw członkowskich, co ma nastąpić na wideoszczycie w najbliższy czwartek. Kłopot w tym, że stolice różnie interpretują dotychczasowe ustalenia.
Minister finansów Włoch Roberto Gualtieri uważa, że nadal na stole są koronaobligacje, o które najbardziej dotknięty pandemią Rzym zabiega od tygodni. W tekście porozumienia nie było jednak mowy o wspólnej emisji papierów dłużnych, wspomniano w nim jedynie o "innowacyjnych instrumentach finansowych", za których pomocą finansowano by fundusz naprawczy. Ale to propozycja na przyszłość pozbawiona konkretów.
Natomiast tu i teraz Unia Europejska ma wyasygnować na ratunek europejskim gospodarkom ponad pół biliona euro. Kraje spoza Eurolandu, w tym Polska, będą mogły skorzystać z 300 mld euro pożyczek dla przedsiębiorstw oraz na utrzymanie miejsc pracy. Reszta to pomoc dla krajów mających wspólną walutę w ramach Europejskiego Mechanizmu Stabilności. 19 państw będzie mogło otrzymać wsparcie w wysokości do 2 proc. swojego PKB, co daje łącznie ok. 240 mld euro.
To dla Rzymu krok w dobrą stronę, ale - jak oznajmił premier Giuseppe Conte - nadal za mało, by Włosi zaakceptowali propozycję. Szef włoskiego rządu znowu nie wyklucza zawetowania porozumienia (tak się stało podczas wideoszczytu 26 marca). To oznacza, że ustalenia z zeszłego czwartku stanowią dla Włochów jedynie punkt wyjścia do dalszych rozmów. A ich najbardziej zaciekłym przeciwnikiem w rozmowach o solidarnej odpowiedzi na kryzys są Holendrzy.
Haga od lat reprezentuje punkt widzenia i interesy krajów Północy kontynentu, bardziej oszczędnych i z mniejszym zadłużeniem, które obawiają się, że przyjdzie im spłacać długi południowych sąsiadów. Ostrożnie do wydawania pieniędzy poza grupą krajów północnej Europy, zwanych nową Hanzą, podchodzą także Niemcy, gdzie przeciwko eurobligacjom jest aż 65 proc. obywateli. W ostatnim sporze Berlin złagodził jednak ton, stawiając na bardziej empatyczny przekaz.
Politykom holenderskim tej wrażliwości zabrakło, co skutkowało tym, że minister finansów Wopke Hoekstra musiał przeprosić za swoje zgryźliwe uwagi. Nie jest to zresztą pierwszy raz, kiedy Holendrzy wytykają południowcom niefrasobliwość. Poprzednik Hoekstry Jeroen Dijsselbloem, przewodnicząc Eurogrupie w 2017 r., powiedział, że nie wyobraża sobie, by wydawać wszystkie pieniądze na sznapsa i kobiety, a potem prosić o wsparcie. Za te słowa, już wtedy głośno krytykowane w Europie, Dijsselbloem jednak nie chciał przeprosić.
Postawa holenderskich polityków, chociaż pada na podatny grunt w ich kraju (przeciwko koronaobligacjom opowiadają się wszystkie siły, włącznie z euroentuzjastyczną partią Demokraci 66), pogłębia w Europie podział pomiędzy Północą i Południem, i podgrzewa eurosceptyczne nastroje we Włoszech. Według badania przeprowadzonego dla dziennika "La Repubblica" nieufność wobec zjednoczonej Europy deklaruje już 70 proc. obywateli. Paradoksalnie Holendrzy nie ułatwiają też zadania prounijnemu rządowi we Włoszech, któremu uległość i słabość zarzuca szef Ligi Matteo Salvini.
To, że Haga spotkała się z krytyką ze strony krajów Południa, nie dziwi. Od lat krytyczny wobec Holendrów portugalski premier António Costa uznał ich obecne podejście za zagrażające przyszłości zjednoczonej Europy. Ale nieustępliwość Królestwa Niderlandów zaskoczyła także Irlandię, która do tej pory nadawała na tych samych falach, co ono, jeśli chodzi o strefę euro. Teraz jednak - jak pisze "Irish Times" - dystansuje się od dowodzonej przez Holendrów nowej Hanzy. Holenderski rząd nie tylko mówił "nie" koronaobligacjom, ale nie chciał się też zgodzić na bezwarunkowe korzystanie z pomocy w ramach Europejskiego Mechanizmu Stabilności, co w Dublinie budziło niezrozumienie.
Holandia sama tymczasem nie świeci przykładem, jeśli chodzi o finanse. Organizacja Tax Justice Network przypomina, że Haga z rekordowo niskimi stawkami podatku od osób prawnych wiedzie prym w zbijaniu miliardów euro jako raj podatkowy kosztem innych krajów europejskich. Tylko w 2017 r. za sprawą przeniesienia zysku przez amerykańskie korporacje Francja straciła na rzecz holenderskiego fiskusa 2,7 mld euro. Następne w zestawieniu są Włochy, Niemcy i Hiszpania.
To może stać się argumentem w dalszych rozmowach o finansach, których w nadchodzących miesiącach będzie wiele. UE poza doraźnym pakietem ratunkowym musi przyjąć nowy budżet. Mają się w nim znaleźć także środki na inwestycje publiczne jako odpowiedź na kryzys wywołany pandemią koronawirusa. Pytany o wysokość wsparcia przewodniczący Rady Europejskiej Charles Michel mówił wczoraj, że będzie to zależało od ogólnego rachunku za pandemię, czyli tego, jak duże okażą się straty dla europejskich gospodarek.
Jeśli będzie to oznaczać zwiększenie budżetu, o czym na razie przywódcy UE wprost nie mówią, sprzeciw Hagi jest bardziej niż pewny. Jeszcze przed wybuchem pandemii premier Mark Rutte blokował przyjęcie budżetu, domagając się jego radykalnego ścięcia do poziomu 1 proc. dochodu narodowego brutto wszystkich krajów członkowskich. Rutte zwrócił też uwagę nonszalanckim podejściem do rozmów. Na szczyt w lutym przyjechał z biografią Fryderyka Chopina (polityk jest pianistą) - chciał oddać się lekturze, nie widząc przestrzeni do kompromisu.
Kraje Północy boją się, że będą musiały spłacać długi Południa
Magdalena Cedro, 16.04.2020
 

mikioli

Well-Known Member
2 702
5 116
Najbardziej mnie zniszczył ten fragment:
Holandia sama tymczasem nie świeci przykładem, jeśli chodzi o finanse.
Człowiek se myśli. Kurła, zadłużają się pewnie i żyją rozrzutnie, a na Włochów narzekają hipokryci. A tu dostajemy w mordę tym:
Organizacja Tax Justice Network przypomina, że Haga z rekordowo niskimi stawkami podatku od osób prawnych wiedzie prym w zbijaniu miliardów euro jako raj podatkowy kosztem innych krajów europejskich.
Żesz kurwa. Ich brak przykładu to kwestia niskich podatków. JPRDL co za mentalność.
 

Mercatores

Well-Known Member
262
754
Sluszna uwaga, sam mialem pewne watpliwosci (bardziej moralne) przed wrzuceniem tego nagrania i w sumie moglem byl to zaznaczyc. Oczywiscie tego typu wrzutki maja charakter propagandowy i mozliwe, ze oni zarobili te pieniadze zbierajac truskawki 50 eurocentow za kobialke, tego wykluczyc nie mozna.

Co natomiast dzieje sie potem z tymi banknotami? No raczej nie zostawia sie ich na podlodze :)

Samo rzucanie jest mi obojetne, bo to pewnie element jakies pokazowki (wychodzacej od samych zainteresowanych, albo i nie), bardziej chodzi mi o potencjalny wydzwiek i charakter tychze.
 
Ostatnia edycja:

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 997
22 567
1 godz. 58 minut temu
Austria, Holandia, Dania i Szwecja podtrzymały swój sprzeciw wobec zaproponowanego w ubiegłym tygodniu przez A.Merkel i E.Macrona projektu wspólnego unijnego funduszu odbudowy, który w formie subsydiów wspierałby odbudowę gospodarczą po kryzysie wywołanym przez pandemię.
Przeciwnicy tego pomysłu zaproponowali, by pomoc dystrybuowano w formie 2 letnich pożyczek o dogodnych warunkach, które miałyby być przeznaczone na badania i innowacje oraz wzmocnienie sektora zdrowia i zielonej transformacji.
Domagają się także, aby państwa korzystające z pomocy zobowiązały się do wdrożenia głębokich reform i respektowania narzuconych i mram budżetowych.

Sprzeciw czwórki państw pokazuje, że pomysł uwspólnotowienia zadłużenia (premiujący przede wszystkim kraje południa) będzie bardzo trudny do przeforsowania. Podziały pomiędzy Północą i Południem UE są wciąż silne,o czym świadczy szybka riposta z Madrytu. Hiszpania zapowiedziała, że nie zgodzi się na stworzenie funduszu oferującego pożyczki, bo prowadziłoby to do nadmiernego zadłużenia państw takich jak Hiszpania czy Włochy.
Według ministra finansów Francji, UE stoi na rozstaju i albo zdecyduje się na ścisłą współpracę i solidarność (co umożliwi odbudowanie gospodarek i konkurowanie ze światowymi potęgami), albo grozi jej marginalizacja i rozpad. Testem, która z dróg jest bardziej prawdopodobna, będzie debata nad propozycją funduszu odbudowy, którą w środę przedstawi U.von der Leyen.
Kością niezgody jest uwspólnotowienie zadłużenia, a oś konfliktu przebiega pomiędzy państwami północy i południa. Wsparcie dla Hiszpanii i Włoch ze strony Niemiec zwiększa szanse, że UE pójdzie drogą współpracy, ale opór Holandii, Szwecji, Danii i Austrii wciąż jest bardzo silny.
Austria, Holandia, Dania i Szwecja przedstawiły w sobotę własny plan wsparcia europejskiej gospodarki; sprzeciwiły się też propozycji kanclerz Niemiec Angeli Merkel i prezydenta Francji Emmanuela Macrona ws. wieloletniego budżetu i funduszu ożywienia gospodarczego.
Cztery kraje UE nazywane grupą "oszczędnych" chcą, aby pomoc dla krajów najbardziej dotkniętych pandemią koronawirusa polegała na pożyczkach udzielanych na dogodnych warunkach na dwa lata - głosi propozycja opublikowana przez biuro kanclerza Austrii Sebastiana Kurza.
Kredyty powinny być przeznaczone na kroki "najlepiej służące ożywieniu (gospodarczemu), takie jak badania i innowacje, wzmocnienie sektora zdrowia i zielonej transformacji" - napisano w dokumencie.
Grupa "oszczędnych" jest zdecydowanie przeciwna planowi "odrodzenia gospodarki", jaki przedstawili Merkel i Macron. Austria, Holandia, Dania i Szwecja uznają tę propozycję za uwspólnotowienie długu krajów unijnych, co pozwoliłoby krajom mniej zdyscyplinowanym i słabszym niezasłużenie skorzystać z taniego finansowania dzięki bogatszym państwom Północy - relacjonuje AFP.
Grupa nalega też na "zdecydowane zobowiązanie" państw, które skorzystałyby z pożyczek, do wdrożenia głębokich reform i respektowania narzuconym ich ram budżetowych. Propozycję Merkel i Macrona w sprawie wieloletniego budżetu i instrumentu na rzecz ożywienia gospodarczego poparła tymczasem przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen
Paryż i Berlin proponują, by za pomocą funduszu ożywienia można było przekazać 500 mld euro grantów dla najmocniej dotkniętych kryzysem sektorów i regionów w UE. W środę von der Leyen ma przedstawić projekt europejskiego budżetu na lata 2021-2027, w który wpisany ma być plan ożywienia gospodarki.
Przyjęcie budżetu wymaga jednomyślności wszystkich państw unijnych i - jak pisze AFP, powołując się na źródło dyplomatyczne - stanowisko "oszczędnej" czwórki sprawi, że rozmowy o budżecie będą "bardzo trudne" i zapewne "dyskusje te potrwają co najmniej do lipca".
....................
OPINIA:
Obecnie na zgodę członków UE oczekuje inicjatywa przywódców Niemiec i Francji, zakładająca przekazanie dodatkowych 500 mld euro z budżetu unijnego na odbudowę gospodarki w państwach najbardziej doświadczonych kryzysem z powodu koronawirusa. Za wcześnie jeszcze na ostateczne podsumowania, bo kryzys związany z pandemią koronawirusa nadal trwa, ale już można powiedzieć, że działania podjęte dotychczas przez Unię Europejską wydają się być bardzo obiecujące - uważa dr hab. Artur Kozłowski, profesor i dziekan Wyższej Szkoły Bankowej w Gdyni. Według niego doświadczenie uzyskane w trakcie pandemii wskazuje na potrzebę współpracy międzypaństwowej, a UE tę współpracę dobrze koordynuje.
Dziekan WSB wyraził nadzieję, że obecny kryzys będzie dla wspólnoty oraz świata biznesu pożyteczną lekcją. "Uczymy się w aspekcie logistyczno-produkcyjnym, że chyba zbyt łatwo oddaliśmy produkcję kluczowych dla nas asortymentów, np. leków, odległym krajom takim jak Chiny. Będziemy potrzebowali nowego ładu gospodarczego, takiej ‘modern, clean, healthy economy’ (nowoczesnej, czystej, zdrowej gospodarki), której jedną z podstaw będzie lokowanie inwestycji w ramach samej UE - powiedział Artur Kozłowski.
- To może przynieść korzyść Polsce, która ma do zaoferowania dobrze przygotowane kadry i korzystne położenie na mapie. Spodziewam się, że może nie w tym roku, ale za kilka lat powinniśmy odczuć olbrzymi zastrzyk dla naszej gospodarki" - zaznaczył. "Możemy przypuszczać, że za jakiś czas będzie kolejna odsłona podobnego wirusa. Wierzę, że już wtedy wszystkie instytucje przygotują się do spokojnego przejścia przez kolejną trudną sytuację" - podsumował dziekan WSB w Gdyni.
 

dzwonek polifoniczny

Active Member
116
111
Pakiet ratunkowy muszą jeszcze przyjąć przywódcy 27 państw członkowskich, co ma nastąpić na wideoszczycie w najbliższy czwartek.
Łatwiej uniknąć konformizmu gdy głosuje/debatuje się przez internet.

Minister finansów Włoch Roberto Gualtieri uważa, że nadal na stole są koronaobligacje, o które najbardziej dotknięty pandemią Rzym zabiega od tygodni. W tekście porozumienia nie było jednak mowy o wspólnej emisji papierów dłużnych, wspomniano w nim jedynie o "innowacyjnych instrumentach finansowych", za których pomocą finansowano by fundusz naprawczy. Ale to propozycja na przyszłość pozbawiona konkretów.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 997
22 567

Całość jest zbyt długa, aby bawić się we wklejki, ale warto przeczytać, żeby zobaczyć jak francuscy konserwatyści patrzą na Europę Wschodnią.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 997
22 567
Autor: Daniel Lacalle
Źródło: mises.org
Tłumaczenie: Przemysław Rapka
Oczekuje się, że gospodarka strefy euro załamie się w 2020 roku. W takich krajach, jak Hiszpania i Włochy kontrakcja gospodarki, większa niż dziewięć procent, prawdopodobnie będzie znacznie silniejsza niż rynków wschodzących. Jednakże kluczowe jest to, jak i kiedy nastąpi ożywienie gospodarki strefy euro.
Powinniśmy być zaniepokojeni przede wszystkim z trzech powodów:
1. Gospodarka strefy euro znacznie spowolniła już w 2019 roku. Pomimo ogromnych programów stymulacyjnych fiskalnych i monetarnych oraz bilansu Europejskiego Banku Centralnego (EBC) wielkości ponad 40% PKB, Francja i Włochy znajdowały się w stagnacji, a Niemcy ledwo uniknęły recesji. Osłabienie strefy euro rozpoczęło się w 2017 roku i w ciągu kolejnych lat dane z niej płynące były rozczarowujące. Wiele rządów za spowolnienie gospodarcze winiło Brexit i wojny handlowe, ale problem jest w znacznie większym stopniu związany ze strukturą gospodarczą. Strefa euro zrezygnowała z wszelkich reform strukturalnych w 2014 roku, gdy EBC rozpoczął program luzowania ilościowego (Quantitative Easing — QE) i zwiększył swój bilans do rekordowych poziomów. PMI przemysłu wskazywały kontrakcję, wydatki rządowe wciąż były zbyt wysokie, a zbyt wysokie podatki negatywnie oddziaływały na wzrost gospodarczy i tworzenie miejsc pracy.
2. Sektor bankowy wciąż jest słaby. W strefie euro 80 procent realnej gospodarki pozyskuje finansowanie poprzez kanał bankowy (dla porównania jest to tylko 15 procent w Stanach Zjednoczonych). Banki strefy euro wciąż cierpią z powodu 600 miliardów euro niespłacalnych kredytów (3,3 procent wszystkich aktywów, w Stanach Zjednoczonych te długi stanowią tylko jeden procent), są ledwo zyskownymi firmami, osiągającymi marny zwrot z aktywów materialnych (ROTA) z powodu negatywnych stóp procentowych. Ten problem jest poważnym wyzwaniem, ponieważ większość inwestycji rozwojowych może znacząco ograniczyć siłę kapitałową w najbliższych miesiącach. Większość rządów strefy euro opiera swoje „plany odbudowy” na lewarowaniu bilansów banków. Gigantyczny wzrost zadłużenia, nawet jeśli posiadający gwarancje rządowe, prawdopodobnie ograniczy zdolność do udzielania kredytów i wypłacalność w kolejnych latach, pomimo masowych programów pomocowych, jak TLTRO i redukcji wymogów kapitałowych.
3. Większość „planów odbudowy” wspiera bieżące wydatki rządowe, a podwyżki podatków z pewnością wpłyną na wzrost gospodarczy i tworzenie miejsc pracy. Opodatkowanie pracy i inwestycji w strefie euro jest bardzo wysokie. Według raportu Paying Taxes za 2019 rok większość gospodarek strefy euro ma bardzo niekonkurencyjne stawki podatków. Ponieważ większość rządów znacznie zwiększyła deficyty w celu walki z COVID-19, to jest bardzo prawdopodobne, że w przyszłości będą miały miejsce znaczne podwyżki podatków, przez co inwestowanie stanie się mniej atrakcyjne i ucierpią na tym miejsca pracy. Większość planów odbudowy gospodarki ma na celu ratowaniu przeszłości i pozwoleniu przyszłości na upadek. Za pomocą gigantycznych pakietów pomocowych ratuje się tradycyjne konglomeraty i gałęzie przemysłu, a inwestycje w technologię oraz badania i rozwój wciąż są znacząco obciążone i nie są w jakikolwiek sposób wspierane. Biorąc pod uwagę, że strefa euro znajdowała się w recesji w chwili, gdy wprowadzono plan Junckera (który zmobilizował ponad 400 miliardów euro inwestycji) i programy ekologiczne, można zakładać, że Zielony Ład (Green Deal) raczej nie przyspieszy wzrostu gospodarczego, ani nie zredukuje długu. Głównym problemem tych wielkich planów inwestycyjnych jest ich nastawienie na realizację planów politycznych i z tego powodu istnieje duże prawdopodobieństwo, że zawiodą, podobnie jak plany rozwoju gospodarczego i miejsc pracy z 2009 roku.
Oczekuje się, że niemal 30 procent siły roboczej strefy euro będzie objęte jakimś programem wspierającym bezrobotnych, czy to tymczasowo, stale, czy z powodu rezygnacji z samozatrudnienia. Po dekadzie odbudowy po ostatnim kryzysie strefa euro wciąż cierpi z powodu dwukrotnie większego bezrobocia niż Stanach Zjednoczonych i Chinach. W Niemczech powstało wiele miejsc pracy, ale Francja, Hiszpania i Włochy mają problemy z powodu wielu istotnych sztywności i obciążeń podatkowych pracy, przez co dłużej cierpią z powodu wysokiego bezrobocia.
Strefa euro ma również problemy z odbudową gospodarczą. Elastyczniejsze rynki pracy i lepsze wsparcie dla przedsiębiorców w formie atrakcyjniejszego opodatkowania pomogły Chinom i Stanom Zjednoczonym szybciej odbudować się po kryzysie. Biorąc pod uwagę powagę kryzysu, strefa euro będzie potrzebowała poświęcić przynajmniej 10 procent swojego PKB, by odbudować gospodarkę, a te środki będą niemal w całości pochłonięte przez tradycyjne sektory (linie lotnicze, motoryzację, rolnictwo i turystykę). Co więcej, Zielony Ład uwzględnia również ograniczenia podróżowania i funkcjonowania energochłonnych sektorów gospodarczych, co może hamować przyszły wzrost.
Polityka EBC w ciągu ostatnich lat była niepotrzebnie ekspansyjna i obecnie EBC wyczerpał narzędzia, dzięki którym mógłoby wesprzeć odbudowę gospodarki po kryzysie wywołanym wirusem COVID-19. W obecności negatywnych stóp procentowych, programów wspierających płynność, skupu aktywów oraz długu prywatnego i publicznego, bilansu wielkości przekraczającego 42 procent PKB strefy euro najlepsze, co EBC może zrobić, to ukryć część ryzyk, a nie pozbyć się ich. Powinniśmy również wspomnieć o rosnącej nierównowadze monetarnej, gdy globalny popyt na euro jest zadowalający, ale kurczy się według Banku Rozliczeń Międzynarodowych (Bank of Iternational Settlement), a w politycznie niestabilnej strefie euro wciąż istnieje ryzyko denominacji waluty euro.
Nasze szacunki wskazują, że nawet z pomocą ogromnych programów pomocy fiskalnej i monetarnej gospodarka strefy euro nie powróci do dawnego poziomu produkcji i zatrudnienia aż do 2023 roku. Dług rośnie do rekordowych rozmiarów, podobnie jak nierównowagi monetarne z powodu gigantycznej podaży euro i spadającego popytu, co również może poskutkować poważnymi problemami dla stabilności strefy euro.
Strefa euro musi zrozumieć, że jeśli zdecyduje się na podwyżkę podatków, chcąc zaradzić rosnącemu zadłużeniu, to jej możliwości odbudowy gospodarczej zostaną mocno ograniczone.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 997
22 567


Pandemia koronawirusa przerwała pozytywną tendencję na ryku zatrudnienia w UE; przez kryzys od zeszłego roku w krajach członkowskich zniknęło ponad 6 mln miejsc pracy - poinformował w środę komisarz do spraw miejsc pracy i praw socjalnych Nicolas Schmit.
- Pandemia przerwała pozytywną tendencję, która utrzymywała się na rynku pracy od sześciu lat. Kryzys Covid-19 spowodował ogromny szok na rynku pracy w UE - mówił na konferencji prasowej w Brukseli Schmit.
Jak tłumaczył, w minionym roku w UE było rekordowo 209 mln zatrudnionych osób. W drugim kwartale 2020 r. liczba ta spadła o 6,1 mln osób. - To oznacza, że straciliśmy prawie 3 proc. naszej siły roboczej - konstatował komisarz.
KE przedstawiła w ramach jesiennego pakietu semestru europejskiego analizę wpływu koronawirusa na zatrudnienie i sytuację społeczną w UE. Obraz, jaki się z niej wyłania, jest ponury, mimo, że w statystykach wzrost bezrobocia w ostatnich miesiącach nie był dramatyczny.
Komisja zauważa, że wskaźnik zatrudnienia znacznie się zmniejszył, chociaż dzięki szybkiemu wprowadzeniu systemów pracy w zmniejszonym wymiarze oraz podobnych środków wzrost stopy bezrobocia był jak dotąd umiarkowany.
W marcu bezrobocie w UE wynosiło 6,5 proc., natomiast we wrześniu - 7,5 proc. Jednak analitycy spodziewają się, że druga fala pandemii i idące za nim restrykcje pogorszą sytuację.
- Biorąc pod uwagę sytuację na rynku pracy, biorąc pod uwagę okoliczności pandemii, ludzie po prostu nie szukają pracy - ocenił Schmit wskazując, że to jedno z wytłumaczeń stosunkowo dobrych statystyk.
Wstrząs gospodarczy na rynku pracy jest odczuwany w różny sposób w zależności od sektora i kategorii pracowników. Spadek zatrudnienia dotknął w większym stopniu pracowników zatrudnionych na podstawie innych umów, niż umowa o pracę. Bezrobocie wśród młodzieży wzrosło wyraźniej niż w innych grupach wiekowych.
- Straciliśmy 4,1 mln czasowych kontraktów. To przy okazji pokazuje, kto jest pierwszą ofiarą tego kryzysu. To młodzi ludzie. Wielu z nich jest na umowach tymczasowych - zaznaczył komisarz.
Z danych KE wynika ponadto, że gwałtownie wzrósł odsetek młodzieży niekształcącej się, niepracującej ani nieszkolącej się. Skutki kryzysu mocno odczuli także pracownicy urodzeni poza UE.
- Bezrobocie młodych poszło w górę z 14,9 proc. do 17,1 proc. (...) 5,4 mln młodych ludzi pozostaje bez zatrudnienia, szuka pracy, albo po prostu jest poza rynkiem pracy. To ponownie pokazuje (...) że potrzebujemy pieniędzy z funduszu odbudowy - wskazywał komisarz.
Sprawozdanie o zatrudnieniu ma pomóc państwom członkowskim określić priorytetowe obszary reform i inwestycji do uwzględnienia w planach odbudowy i zwiększania odporności w kontekście wytycznych dotyczących zatrudnienia.
Jestem ciekawy, jak wypadną pod tym względem Stany Zjednoczone i kraje azjatyckie.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 997
22 567

- Rezolucja Parlamentu Europejskiego ws. aborcji stanowi bezprecedensową próbę ingerowania w wewnętrzne i nieobjęte traktatami europejskimi zagadnienia ustrojowe RP. Posłowie PE swoim działaniem wkraczają w obszar niezależności Trybunału Konstytucyjnego, co stanowi naruszenie trójpodziału władzy, a więc fundamentów demokracji, i nie znajduje żadnego usprawiedliwienia - powiedziała prezes Trybunału Konstytucyjnego Julia Przyłębska.
Parlament Europejski w czwartkowym głosowaniu przyjął rezolucję, dotyczącą "faktycznego zakazu prawa do aborcji w Polsce". Została ona przygotowana przez pięć grup politycznych: Europejską Partię Ludową, Socjalistów i Demokratów, Odnowić Europę, Zielonych i GUE. Niewiążącą prawnie rezolucję poparło 455 europosłów, 145 było przeciw, a 71 wstrzymało się od głosu. PE w rezolucji "zdecydowanie potępił" orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego dotyczące aborcji w Polsce, uważając, że "orzeczenie to zagraża zdrowiu i życiu kobiet".

"Pozatraktatowa uzurpacja kompetencji"

- Unia Europejska nie ma uprawnień do kształtowania orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego kraju członkowskiego, jak również weryfikowania legalności wyboru jego sędziów. Jest to pozatraktatowa uzurpacja kompetencji. Ze zdumieniem konstatuję, że posłowie Parlamentu Europejskiego nie są świadomi tego faktu - podkreśliła prezes TK.
Jak stwierdziła, orzeczenie TK wydane zostało zgodnie z obowiązującym w Polsce prawem przez sędziów wybranych bez naruszenia jakichkolwiek norm prawa. - Kwestionowanie orzeczenia i statusu sędziów nie znajduje żadnego uzasadnienia w stanie faktycznym i prawnym - zaznaczyła prezes TK.

"Całkowicie bezzasadne oskarżenia"

- W swojej rezolucji posłowie Parlamentu Europejskiego uderzają w jeden z fundamentów demokratycznego państwa prawnego, jakim jest niezależność władzy sądowniczej. Ponadto Trybunał Konstytucyjny orzekł wyłącznie w kwestii przesłanki eugenicznej uzasadniającej przerywanie ciąży. Ustawa o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży nadal dopuszcza możliwość przerywania ciąży w przypadku, gdy stanowi ona zagrożenie dla życia i zdrowia kobiety, a także zachodzi uzasadnione podejrzenie, że ciąża jest skutkiem czynu zabronionego m.in. gwałtu, czego posłowie PE nie dostrzegli. Całkowicie bezzasadne są więc oskarżenia kierowane pod adresem orzeczenia, jakoby pozbawiało ono kobiety prawa wyboru, gdy zagrożone jest ich życie lub zdrowie - zauważa prezes Trybunału.
Podkreśliła, że "Konstytucja RP, zapewnia każdemu człowiekowi prawną ochronę życia i zdrowia, co potwierdził Trybunał Konstytucyjny w swoim orzeczeniu".
- Unia Europejska stanowi wspólnotę wartości. Przypominam więc wszystkim Państwu art. 3 Traktatu o Unii Europejskiej stanowiący, że zgodnie z zasadą lojalnej współpracy Unia i Państwa Członkowskie wzajemnie się szanują i apeluję do wszystkich posłów Parlamentu Europejskiego o szacunek i zaprzestanie dyskredytowania Rzeczypospolitej Polskiej poprzez podważanie legalności jej konstytucyjnych organów, w tym Trybunału Konstytucyjnego - powiedziała Przyłębska.

Dzisiaj, 26 listopada (16:14) Aktualizacja: Dzisiaj, 26 listopada (17:23)
- Podpisaliśmy wspólne oświadczenie, odnoszące się do negocjacji budżetu UE. Węgry nie przyjmą żadnych propozycji, które byłyby nie do przyjęcia dla Polski. Razem będziemy walczyć - zapowiedział premier Węgier Viktor Orban na wspólnej konferencji prasowej z premierem Mateuszem Morawieckim w Budapeszcie.
Viktor Orban powiedział na wspólnej konferencji z polskim premierem, że rozmawiali m.in. o suwerenności i niezależności Polski i Węgier oraz o tym, jak oba kraje mogą zachować swoje wartości narodowe i utrzymać suwerenność, "dodając swoją siłę do siły Unii Europejskiej".

Wspólne oświadczenie Polski i Węgier

Szef węgierskiego rządu poinformował, że podpisał z premierem Morawieckim wspólne oświadczenie. - Ujednolicimy nasze interesy i argumenty w tej dyskusji i Węgry nie przyjmują żadnych propozycji, które byłyby nie do przyjęcia dla Polski. (...) Będziemy razem walczyć - oświadczył.
Polska i Węgry zaznaczyły w deklaracji, że wspólnym celem obu rządów jest niedopuszczenie do powstania mechanizmu, który osłabi rządy prawa w Unii poprzez sprowadzenie ich do instrumentu politycznego.
"Poszukujemy rozwiązań, które będą możliwe do przyjęcia przez wszystkich członków UE" - podkreślono w oświadczeniu. "Nasze stanowisko jest niezmienne od początku negocjacji dotyczących propozycji budżetu, przedstawionych w 2018 roku" - napisano.
Orban przypomniał, że podczas lipcowego szczytu UE odbyła się jedna z "najdłuższych i najostrzejszych dyskusji w historii Unii".
- Daliśmy sobie i prezydencji niemieckiej szansę na to, by do końca obecnego roku spróbować znaleźć spójność między podejściem różnych państw członkowskich do budżetu UE i różnych regulacji prawnych. (...) Stworzyć takiej spójności nadal się nie udało - powiedział. Według Orbana kwestię środków europejskich chce się obecnie połączyć ze sprawą praworządności "ze strony ideologicznej, a nie faktycznej".

"To grozi rozpadem UE"

Premier Morawiecki podczas konferencji w Budapeszcie stwierdził, że wieloletni budżet UE, przyjęty podczas długiego posiedzenia Rady Europejskiej w lipcu, był sukcesem całej Wspólnoty.
- W lipcu, podczas długiego posiedzenia UE, postanowiliśmy zaaplikować specjalne instrumenty, żeby pomóc tym krajom, które w szczególności zostały poturbowane przez epidemię. Rozmowy zakończyły się sukcesem dla całej Europy. Dzisiaj jednak stajemy wobec nowego wyzwania, nowego mechanizmu. Mechanizmu, który poprzez swoją arbitralność, polityczność stosowania, motywowane politycznie decyzje, niechybnie doprowadziłby do rozczłonkowania, a nawet rozpadu Unii Europejskiej - oświadczył premier Morawiecki. - To niezwykle niebezpieczne dla spójności całej Europy - dodał.

"Nie zawahamy się użyć weta"

Morawiecki wskazał też, że "prawo wtórne nie może omijać prawa pierwotnego". - To tak, jakby nad konstytucją polską postawić jakąś ustawę albo rozporządzenie. Tego u nas w porządku prawnym nie przewidujemy i w Unii Europejskiej też nie możemy przewidywać rozwiązania, które stawia prawo wtórne - czyli rozporządzenie - nad traktatami. Traktaty to jest jakby konstytucja Unii Europejskiej - podkreślił premier. - I tych traktatów się trzymamy. Tam jest procedura dotycząca praworządności, tam są inne procedury, które my przestrzegamy nie gorzej niż inni, a mam wrażenie, że w wielu obszarach lepiej - dodał Morawiecki.
Premier wskazywał, że Polska i Węgry zgodziły się przyjąć w lipcu rozporządzenie "dla należytego wykonania budżetu". - Ale niestety, tamte ustalenia zostały zupełnie inaczej zinterpretowane. Tak na dobrą sprawę prezydencja niemiecka nie dostosowała się do zapisów z uzgodnień z lipca - ocenił Morawiecki.
- Warunkowość, która została zaszyta w tym rozporządzeniu proponowanym dzisiaj, prowadzi Unię Europejską na manowce. My nie chcemy, żeby Unia zboczyła ze swojego kursu. A ten kurs musi polegać na tym, że 27 państw charakteryzuje się 27 różnymi porządkami prawnymi, tradycjami, także wizją przyszłości. Ta różnorodność musi być szanowana, musi być doceniana - oświadczył premier.
Szef polskiego rządu przywołał przykład tzw. kryzysu luksemburskiego z lat 60. - Prezydent Francji Charles de Gaulle stosował politykę pustego krzesła przez ładne parę miesięcy, ponieważ walczył o własne prawo weta - powiedział. - Prawo weta jest prawem zaszytym w traktatach - podkreślił Morawiecki, dodając, że pozwala ono "dbać o interesy każdego z państw członkowskich".
- Dzisiaj atakowane są Węgry, Polska, Słowenia, jutro może być to Bułgaria, Hiszpania, Włochy, bo komuś coś innego się może nie spodobać - zaznaczył. - Nie zawahamy się użyć weta, nie tylko dla dobra Węgier i Polski, ale dla dobra całej Unii Europejskiej - podkreślił premier.

Apel do "przyjaciół z zachodniej Europy"

Premier Polski zaapelował też do "przyjaciół z zachodniej Europy". - Tak sformułowana warunkowość to kij na każde państwo. To droga do rozbicia Unii Europejskiej. Tę logikę koniecznie musimy odrzucić.
- Użycie weta jest na dzisiaj bazowym scenariuszem po to, żeby zmienić tę złą dynamikę, która w ostatnim czasie została narzucona - oświadczył szef polskiego rządu. Jak dodał, "nie potrzebujemy Unii dwóch sprzecznych interpretacji tak, jak nie potrzebujemy Unii dwóch prędkości". - Chcemy, żeby Unia rozwijała się w oparciu o traktaty, o sprawiedliwe zasady - zaznaczył.
- W deklaracji, którą podpisaliśmy z premierem Węgier, jest chyba jasne, że nie jest to możliwe do zaakceptowania dla naszych krajów, dlatego będziemy bronić zarówno suwerenności, ale też litery i ducha traktatów - oświadczył szef polskiego rządu. - Ja uważam, najśmiertelniej poważnie, że w ten sposób bronimy spójności UE i suwerenności krajów, bo UE to jest Europa ojczyzn - zaznaczył.

"To nieodpowiedzialne"

Premier Węgier oświadczył z kolei na konferencji, że "dyskusja polityczna, co do praworządności, oraz kwestie ekonomiczne, co do zażegnania kryzysu, to są sprawy niedające się połączyć".
- Ci, którzy chcą łączyć te sprawy, są nieodpowiedzialni - powiedział Orban. Dodał, że w czasie kryzysu są potrzebne szybkie decyzje, zatem "połączenie dyskusji politycznej ze sprawami zażegnania kryzysu finansowego to nie jest odpowiedzialne zachowanie".

"Nie czas na rozchybotanie europejskiej łódki"

Szef polskiego rządu zaznaczył, że "Polska i Węgry działają nie tylko w swoim imieniu, ale także dla dobra całej Unii Europejskiej". Morawiecki wyraził też przekonanie, że dzięki wspólnej postawie uda się "przekonać do zmiany prób pogwałcenia traktatów, które zostały wczoraj rozpoczęte".
- Dzisiaj nie czas na rozchybotanie naszej europejskiej łódki, tylko na wspólną walkę z COVID-19 i powrót do unii, która jest unią gospodarczą. Unii, która może służyć dobrze dla rozwiązywania problemów gospodarczych w najbliższych dekadach tak, jak przysłużyła się w minionych dziesięcioleciach - powiedział premier.
Morawiecki zapewnił, że Polska i Węgry będą razem utrzymywać zdecydowane stanowisko dla obrony traktatów, Unii Europejskiej i suwerenności obu krajów.

Rozmowy w "cztery oczy"

Premier Mateusz Morawiecki przyleciał do Budapesztu w czwartek (26 listopada). Jednodniowa wizyta rozpoczęła się od śniadanie roboczego szefów obu rządów i towarzyszących im delegacji. Następnie odbyła się rozmowa w "cztery oczy" Morawieckiego i Orbana. Głównym tematem były trwające negocjacje dotyczące budżetu Unii Europejskiej.
Państwa członkowskie UE nie osiągnęły na razie jednomyślności w sprawie wieloletniego budżetu UE i decyzji dotyczącej funduszu odbudowy.

Weto Polski i Węgier

Polska i Węgry zgłosiły zastrzeżenia w związku z rozporządzeniem, dotyczącym powiązania dostępu do środków unijnych z praworządnością. Pozostałe kraje UE poparły rozporządzenie, które przyjęto większością kwalifikowaną państw członkowskich.
Kanclerz Angela Merkel obiecała, że Niemcy, które obecnie sprawują prezydencję w UE, zbadają wszystkie możliwe opcje.
 
Ostatnia edycja:
Do góry Bottom