Unia Europejska: nieoficjalna kronika postępującego zamordyzmu

ukos

Well-Known Member
505
703
Morawiecki i Orban osamotnieni. "Blinken oszukać się nie da. Orban być może uznał, że trzeba stąd wiać"

Łukasz Kijek: O co chodzi Orbanowi?​

Prof. Bogdan Góralczyk: Ma osobiste motywy, żeby się postawić. Chodzi m.in. o poważne zarzuty korupcyjne, które dotyczą też bezpośrednio najbliższej rodziny premiera Węgier, a dokładnie jego zięcia. Unijna agencja OLAF (Europejski Urząd ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych) już wzięła się za prześwietlanie jego spraw. Korupcja to jest osobisty i realny problem dla Orbana.

A Morawieckiemu?​

Problem jest głównie niemiecki, czyli to, że Niemcy mają za dużą dominację w Unii Europejskiej. Plus oczywiście problem wewnętrzny, czyli napięcia wewnątrz rządzącej koalicji w Polsce, gdzie ostatnio odnosi się wrażenie pierwsze skrzypce gra Ziobro. Motywacje obydwu stron są zupełnie inne.


I kto w tym duecie ma lepszą pozycję?​

Niewątpliwie Orban. Cała sytuacja jest dla niego jest bardzo wygodna. Polska jest krajem, który ma większe znaczenie w UE, a to oznacza, że dzięki naszemu wsparciu w takim duecie Orban ma większą dźwignię przetargową w Brukseli, niż wtedy, kiedy występowałby sam.

Negocjować będzie cała UE, ale kto ma klucz do wyjścia z tego kryzysu?​

Berlin. Na terenie Węgier są montownie wszystkich największych niemieckich fabryk samochodowych. Gdyby Niemcy chciały ekonomicznie przycisnąć Orbana, to mogą to przecież zrobić. Odpowiedzi zatem trzeba będzie szukać u Angeli Merkel. Nie tylko dlatego, że jest prezydencja niemiecka, ale nie oszukujmy się, to Berlin ma decydujący głos i dźwignię nacisku. Przypomnę też, że aż 30 proc. naszego handlu zagranicznego jest właśnie z Niemcami. To, co teraz mówię, może nie spodobać się polskiemu rządowi, ale proszę mi pokazać alternatywę, jeśli nie z nimi, to z kim?

Polexit?​

Nie leży w interesie Niemiec, aby Polska i Węgry wyszły z Unii Europejskiej. Pamiętajmy, że równolegle z batalią o budżet mamy też finałowy etap brexitu, który jeszcze nie jest do końca wynegocjowany.

To wszystko, co obserwujemy, to jest poważny kryzys, poważny zakręt w UE i Victor Orban, który zna mechanizmy rządzące w Brukseli właśnie na to gra. A Warszawa liczy na prowizorium budżetowe i przeciąganie liny, bo przecież nie będzie z dnia na dzień żadnego exitu, najpierw będzie zwłoka, a później się okaże.

A plan B? Na wsparcie Trumpa za oceanem ani Orban, ani Morawiecki już nie mają co liczyć.​

Nowa administracja Joego Bidena będzie mówiła podobnie jak Unia Europejska, czy Parlament Europejski o praworządności, o prawach człowieka, o przestrzeganiu reguł państwa prawa. A na dodatek, nowy szef amerykańskiej dyplomacji Antony Blinken ma matkę Węgierkę, ojciec był ambasadorem na Węgrzech, a w Polsce się przebiło, że jego ojczym był z Białegostoku. Blinken ma bardzo silne więzi, bardzo dobre rozeznanie i przynajmniej rudymentarną znajomość języka węgierskiego. Jego prosto oszukać się nie da i być może, że to jest argument dla Orbana, że w kontekście zarzutów korupcyjnych trzeba stąd wiać, bo ani w UE, ani w Stanach pomocy nie ma co teraz szukać.

Wrócę do tego, że Orban i Morawiecki podpisali w Budapeszcie słynną deklarację, w której grożą tzw. "opcją atomową". Jak historia zapamięta ten dokument?​

To będzie zależało od finału. Jeżeli ta rozgrywka skończy się tym, że kiedyś Polska lub Węgry wyjdą z UE, to ten dokument będzie prawdziwym początkiem tego procesu. Historia to osądzi.


Jakie będą zatem koszty tego pójścia w ogień za Orbanem?​


Bardzo duże. Kocham Węgry i od lat jestem z nimi związany, no ale jaki jest ich potencjał na arenie międzynarodowej? Pod tym względem to Orban rozgrywa kartę polską, licytuje zdecydowanie ponad potencjał swojego państwa. Proste pytanie: zamienimy Niemcy na Węgry? Jaki jest bowiem potencjał ekonomiczny i pod każdym innym względem Węgrów? Nie trzeba nawet tego dopowiadać.

Polski rząd już kiedyś myślał, że gra z Orbanem i skończyło się 27:1. Ufanie Orbanowi to proszenie się o kłopoty?​

To jest pytanie do naszych elit, które mu zaufały. Jednak cała droga życiowa Orbana pokazuje, że jest on politykiem zręcznym, sprawnym i do imentu cynicznym. Jeżeli zobaczy, że ma jakiś interes do ugrania, to go wykorzysta z pożytkiem dla siebie, niekoniecznie dla innych.

Sam Victor Orban zdefiniował kiedyś swoje zachowanie jako "taniec pawia", co innego mówi po angielsku na korytarzach w Brukseli, a co innego po węgiersku po przyjeździe do kraju i na masowych wiecach. Każdy, kto bliżej przyjrzał się Orbanowi wie, że on zawsze tak mówi, jak mu partner pozwala, natomiast i tak będzie robił swoje i będzie kierował się swoimi interesami, które niekoniecznie muszą być zbieżne z interesami Polski.

Źródło – https://next.gazeta.pl
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 274
23 299
Kiedy przychodzi co do czego, trzeba liczyć wyłącznie na siebie.

PRIORYTETY UE W DOBIE PANDEMII
Niemcy w niedzielę zamknęły granicę z Czechami i austriackim Tyrolem. Komisja Europejska wskazuje, że może to doprowadzić do rozbicia jedności Unii Europejskiej w tej kwestii, a także spowodować poważne zakłócenia swobodnego przemieszczania się.
- Kraje UE zgodziły się na skoordynowane podejście jeśli chodzi o jakiekolwiek restrykcje wolnego poruszania się. Te rekomendacje są absolutnie jasne. I powinny być drogowskazem dla wszystkich w tym kontekście. Bez skoordynowanego podejścia ryzykujemy fragmentaryzację i zakłócenia swobodnego przemieszczania się. Takie decyzje powinny być podejmowane przez 27 krajów, a nie jednostronnie - oświadczył w poniedziałek na konferencji prasowej w Brukseli rzecznik KE ds. praworządności Christian Wigand. Odpowiadał on na pytanie o zamknięcie granicy z Czechami i Tyrolem przez RFN.

"Należy unikać zamykanie granic"

- Oczekujemy od wszystkich krajów szanowania tych zasad. (...) Należy unikać zamykanie granic i generalnych zakazów podróży - dodał, przypominając zalecenia KE zaakceptowane przez wszystkie kraje członkowskie. Wigand uchylił się od odpowiedzi na pytanie, czy Komisja przygotowuje działania prawne przeciwko Berlinowi w związku z zaistniałą sytuacją.

5 tys. osób zawróconych na granicy

Minister spraw wewnętrznych Niemiec Horst Seehofer powiedział w niedzielę, że rząd federalny zezwoli na wjazd do RFN jedynie pracownikom transgranicznym z Czech oraz Tyrolu wykonującym "bardzo ważne zawody".
Z danych MSW RFN podanych w poniedziałek wynika, że policja skontrolowała dotychczas na granicy 10 tys. osób i zawróciła około 5 tys.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 274
23 299

KORONAWIRUS Z CHIN
Zamknięcie granic z Czechami i Tyrolem może mieć poważne konsekwencje. Federacja Przemysłu Niemieckiego (BDI) ostrzega. - Istnieje duże ryzyko, że łańcuchy dostaw załamią się w całej Europie w ciągu najbliższych kilku dni - twierdzi dyrektor BDI Joachim Lang. Problemy występują także na granicy Austrii i Włoch.
Rząd federalny samodzielnie zdecydował o zaostrzeniu od weekendu kontroli na granicach z Czechami i Tyrolem, aby chronić Niemcy przed wariantami koronawirusa. Setki ciężarówek utknęło w korkach. Zamknięte granice i ograniczenia w podróżowaniu osłabiły również międzynarodowy ruch towarowy i poważnie zaszkodziły niemieckiemu przemysłowi.
- Już spowodowały chaotyczne warunki, które prowadzą do dużej niepewności w firmach co do sytuacji podażowej i dostępności pracowników - powiedział portalowi grupy medialnej "Funke" dyrektor zarządzający BDI Joachim Lang. Wezwał on rząd federalny do przestrzegania przepisów dotyczących "zielonych pasów" zalecanych przez UE w celu utrzymania swobodnego przepływu towarów.
- Przejścia graniczne powinny pozostać otwarte dla wszystkich pojazdów towarowych - stwierdził.

"Te środki są przesadne"

- Nasza branża jest zdenerwowana - mówi portalowi tygodnika "Spiegel" Frank Huster, dyrektor generalny Federalnego Stowarzyszenia Spedycji i Logistyki (DSLV). Jak twierdzi, "polityka musi reagować na mutacje, ale te środki są przesadne". - Nasi kierowcy prawie nie mają kontaktu z osobami z zewnątrz podczas swoich tras - podkreśla.
- Poza tym o zaostrzeniu kontroli granicznej zdecydowano w pośpiechu - mówi Frank Huster. - Nasze firmy z trudem mogły się do tego przygotować - zwrócił uwagę.

Opóźnienia w dostawach

Z wypowiedzi zaangażowanych funkcjonariuszy policji wynika, że brakuje personelu i sprzętu na kontrolowanych przejściach granicznych - informuje we wtorek "Spiegel".
Największe niemieckie przedsiębiorstwa przemysłu motoryzacyjnego takie jak Bosch, Continental, ZF, Mahle, Schaeffler, Benteler i Hella są szczególnie dotknięte nowymi restrykcjami - pisze dziennik "Handelsblatt". Razem mają one prawie 70 lokalizacji w Republice Czeskiej i na Słowacji, które zostały dotknięte nowym zakazem wjazdu. Do tej pory Europa Środkowo-Wschodnia była postrzegana jako tzw. lokalizacja "best cost" dla przemysłu motoryzacyjnego, co nadawało produkcji w Polsce, Czechach, Słowacji, Bułgarii czy Rumunii duże znaczenie ekonomiczne. Części samochodowe są tam produkowane po znacznie niższych kosztach. Zaostrzone kontrole graniczne przekształcają obecnie tę przewagę lokalizacyjną w wadę.
Już teraz dostawca Continental, który ma 14 zakładów w Czechach i Słowacji, informuje o "opóźnieniach w dostawach". - Firma spodziewa się, że ta napięta sytuacja będzie trwała do czasu, aż na granicach pojawi się wystarczająca ilość testów - powiedział rzecznik. To samo może dotyczyć firmy ZF z jej 19 zakładami w Europie Wschodniej.

Konsekwencje decyzji rządu Tyrolu

Ale problem się rozszerza. O skali utrudnień może świadczyć fakt, że nawet na włosko-austriackiej przełęczy Brenner prawie nie ma ruchu na północ. Powodem tego jest decyzja rządu Tyrolu. - Nie dopuścimy do tego, aby Tyrol stał się parkingiem Europy - oświadczył gubernator Guenther Platter. Z tego powodu w porozumieniu z Wiedniem wydano zarządzenie, które "umożliwia nam przeprowadzenie kontroli już na przełęczy Brenner". Platter chce tam z wyprzedzeniem kontrolować i zmniejszać ruch ciężarówek z Włoch, aby zapobiec korkom i załamaniu ruchu w dolinie rzeki Inn.
Konsekwencje wykraczają daleko poza zamknięcie niemieckich granic z Czechami i Tyrolem. W rezultacie ciężarówki jadące z Włoch w kierunku północnym są obecnie przekierowywane przez przejście graniczne w Tarvisio, skąd wjeżdżają do Niemiec przez austriacką prowincję Salzburg, co oznacza kilkusetkilometrowy objazd.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 274
23 299
Na Interii starają się to sprzedać jako "nowy plan Marshalla". Zaczynam zastanawiać się, kiedy odbyła się kolejna wojna światowa, którą jakimś cudem musiałem przegapić.

Zamiast sensownego odbicia, populacja UE będzie ratunkowo rabowana, chociaż najciekawszy będzie i tak Krajowy Plan Obudowy autorstwa PiSu.

Wielki Reset u nas zapewne polega na budowie Wielkiego Orlenu.

W lipcu 2020 r. przywódcy państw członkowskich uzgodnili wieloletni budżet UE na lata 2021-2027, ale także - w odpowiedzi na kryzys gospodarczy wywołany Covid-19 - nadzwyczajny (i tymczasowy) instrument odbudowy, jakim jest Next Generation EU w wysokości 750 mld euro.
Łącznie w najbliższych latach kraje członkowskie będą miały do dyspozycji 1,8 bln euro na inwestycje, reformy, a także odbudowę gospodarek po pandemii.
Co składa się na zupełnie nowy instrument w UE, czyli Next Generation EU?
Największą część stanowi tzw. Europejski Instrument na rzecz Odbudowy i Zwiększenia Odporności (The Recovery and Resilience Facility). Jego budżet to 672,5 mld euro. Kluczowy jest tu podział na część dotacyjną i pożyczkową, czyli odpowiednio: 312,5 mld euro i 360 mld euro.
Każdy kraj członkowski może liczyć na określony udział w tym instrumencie. Dla Polski jest to łącznie 57,3 mld euro, przy czym część dotacyjna stanowi 23,9 mld euro (w cenach bieżących), resztę natomiast pożyczki. Dla przykładu Hiszpania tylko z części grantowej otrzyma 69,5 mld euro, Włochy - 68,9 mld euro, Francja - 39,4 mld euro, a Niemcy - 25,6 mld euro.
Każde państwo, by móc skorzystać ze środków pochodzących z Next Generation EU musi przygotować Krajowy Plan Obudowy. Konieczne jest także jego zaakceptowanie przez Komisję Europejską. Czas na wysłanie KPO mija z końcem kwietnia, natomiast KE dała sobie dwa miesiące na jego ocenę.
Cele, na które mogą zostać przeznaczone pieniądze w ramach Krajowego Planu Odbudowy w dużym stopniu zdefiniowała Komisja Europejska. Łącznie 57 proc. przyznanych środków na odbudowę, w ramach KPO musi być ukierunkowane na: inwestycje i reformy związane z ochroną środowiska, transformacją energetyczną i cyfryzacją.
Kolejny element instrumentu Next Generation EU to tzw. React EU w wysokości 47,5 mld euro. Środki finansowe z tej koperty mogą być wydawane do końca 2023 r., tym samym wypełniają lukę między reagowaniem kryzysowym a długoterminowym planem odbudowy, wspieranym także przez nowe programy w ramach długoterminowego budżetu UE na lata 2021-2027. React EU to dodatkowe fundusze na walkę ze społecznymi i gospodarczymi skutkami pandemii, w tym w ramach m.in. Europejskiego Funduszu Pomocy Najbardziej Potrzebującym (FEAD) i Europejskiego Funduszu Społecznego (EFS).
Środki z funduszu odbudowy zasilą też europejskie programy, tj. Horyzont Europa w wysokości 5 mld euro (wsparcie prac badawczo-rozwojowych i innowacji), InvestEU - 5,6 mld euro (następca tzw. planu Junckera), programy rozwoju obszarów wiejskich - 7,5 mld euro czy Fundusz na rzecz Sprawiedliwej Transformacji (FST) - 10 mld euro. Program RescUE to natomiast 1,9 mld euro.
Aby otrzymać wsparcie z funduszu odbudowy - Krajowe Plany Odbudowy, które przygotowują państwa członkowskie, muszą adresować inwestycje, projekty i reformy w sześciu szeroko rozumianych obszarach: transformacja ekologiczna, transformacja cyfrowa, zdrowie i odporność, polityka na rzecz następnego pokolenia, w tym edukacja i umiejętności, spójność społeczna i terytorialna, zrównoważone i inkluzywne wzrost i zatrudnienie.
bed
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 274
23 299

PRIORYTETY UE W DOBIE PANDEMII
Komisja Europejska zapowiadała duże strumienie szczepionek, ale z czasem musiała skorygować te plany. Od początku kontraktowaniem dawek zajmowała się Unia Europejska i jej organy, zatem trudno się dziwić Czechom, że kiedy premier jako winnych ograniczonych dostaw wskazał UE, poszli tym tropem - uważa Martyna Wasiuta z Ośrodka Studiów Wschodnich.
Łukasz Grzesiczak, Interia: Tylko 47 proc. Czechów akceptuje działania Unii Europejskiej - wynika ze styczniowego sondażu Eurobarometr. Czesi należą do najbardziej eurosceptycznych narodów w UE, niektóre badania pokazywały, że są większymi eurosceptykami, niż Brytyjczycy, którzy wreszcie postanowili ją opuścić. Skąd ten czeski eurosceptycyzm się bierze?
Martyna Wasiuta, Ośrodek Studiów Wschodnich: - Znaczenie mają przede wszystkim historia i dzisiejsze czeskie elity polityczne. W czeskiej pamięci zakorzeniona jest świadomość zdrady sojuszników. Tak było w Monachium w 1938 roku, czy trzydzieści lat później podczas inwazji wojsk Układu Warszawskiego w 1968 roku.
Do tego od samego początku - po 1993 roku, kiedy rozpadła się Czechosłowacja - Czesi są pod wpływem eurosceptycznych polityków, którzy rządzą ich krajem. Sztandarowym czeskim eurosceptykiem jest Vaclav Klaus, który pełnił funkcję czeskiego premiera, a potem prezydenta. Dzisiejszy prezydent Milosz Zeman także nie szczędzi krytycznych słów w stronę Unii.

Polscy prezydent i premier także, ale to Polacy w przywołanym badaniu uchodzą za największych euroentuzjastów w Unii...
- Prezydenci cieszą się wśród Czechów dużo większą estymą. Do tego dochodzi czynnik ekonomiczny.
Czesi mają najniższe bezrobocie w całej Unii [rozmawialiśmy przed ogłoszeniem najnowszych danych Eurostatu, z których wynika, że Czesi stracili tę pozycję na rzecz Polski - ŁG], największe w Grupie Wyszehradzkiej PKB na obywatela, żyją w relatywnym dobrobycie. Ranking OECD pokazuje, że Czesi mają najwyższe poczucie bezpieczeństwa spośród państw wyszehradzkiej czwórki. Środki unijne nie są dla nich gwarancją poprawy poziomu życia. W Polsce w dalszym ciągu ludzie mają wrażenie, że UE znacząco poprawia jakość życia w naszym kraju. Czesi tego nie dostrzegają, co nie znaczy, że tego nie ma.
Być może mają nieco utrudniony dostęp do tych informacji, być może nie zadają sobie trudu. Z pewnością do eurosceptycyzmu Czechów przyczynia się zamieszanie wokół premiera Andreja Babisza.
Nim porozmawiamy o kłopotach Andreja Babisza z Brukselą skupmy się na tych różnicach między Polską i Czechami w postrzeganiu UE.
- Z pewnością większy odsetek Polaków niż Czechów ma bezpośredni kontakt z korzyściami płynącymi z członkostwa. Zwróćmy uwagę choćby na rolnictwo. W Polsce o dotacjach dla rolnictwa mówią politycy, komentuje się je w mediach. W Czechach, gdzie jest zupełnie inna struktura rolnictwa, ta kwestia wygląda inaczej. Tu większość stanowią wielkopowierzchniowe gospodarstwa należące do przedsiębiorców, a nie - jak w Polsce - gospodarstwa rodzinne.
Podobnie rzecz ma się z dużymi inwestycjami w infrastrukturę. Widać to choćby na przykładzie dróg. Infrastruktura drogowa w Polsce ciągle się rozwija, a w Czechach jest niedoinwestowana. Raport Raiffeisena sprzed lat pokazuje, że jakość czeskich dróg dorównuje pakistańskim. To przykład, że Czesi - w przeciwieństwie do Polaków - nie widzą namacalnych korzyści członkostwa.
Przywołany już były prezydent i były premier Vaclav Klaus łączy eurosceptycyzm z ekosceptycyzmem i koronasceptycyzmem. To częste w Czechach zjawisko?
- W Czechach trwa kampania wyborcza przed zaplanowanymi na jesień 2021 roku. Były prezydent wspiera w niej swojego syna Vaclava Klausa młodszego. Ten eurosceptycyzm czy koronasceptycyzm jest metodą na wyróżnienie się w mainstreamie partii politycznych.
Vaclav Klaus idzie pod prąd, by jakoś wyróżnić się spośród dotychczasowych partii opozycyjnych, które może nie krytykują samego istnienia epidemii, ale są krytyczne wobec polityki obostrzeń serwowanych przez obecny rząd. Tym samym Vaclav Klaus musi być jeszcze bardziej krytyczny. Nie wykluczam, że osobiste przekonania polityka też odgrywają tu jakąś rolę.
Czesi zgromadzeni wokół ruchu "Zdechł pies" mają dość obostrzeń, grozi im bankructwo ich biznesów, chcieliby wrócić do czasów sprzed pandemii i znów prowadzić normalne życie towarzyskie. Zamknięcie gospód i restauracji to bardzo duża ingerencja w styl życia Czechów. Dodatkowo nie widzą efektów obostrzeń. Każdego dnia informacje o pandemii są gorsze.
Zatem nie łączyłabym czeskiego eurosceptyzmu z koronasceptycyzmem. Na pewno na demonstracje przeciwko rządowym obostrzeniom przychodzą antyszczepionkowcy i osoby, które podważają istnienie koronawirusa, ale to margines.
Choć niedawne wyniki badań opinii publicznej pokazały, że Czesi - spośród wszystkich obywateli UE - są najbardziej niezadowoleni z działania Komisji Europejskiej w sprawie szczepionek przeciw COVID-19.
Skąd to niezadowolenie się bierze? Andrej Babisz często zrzuca odpowiedzialność na sytuację ze szczepionkami na Unię Europejską.
- Kiedy Andrej Babisz odnosi sukcesy to zawsze jego zasługa. Za porażki obwinia zawsze kogoś innego. Kiedy w Czechach doszło do opóźnień w napływie szczepionek, Babisz oskarżył Komisję Europejską. Potem stonował swoją wypowiedź, bo to oskarżenie nie miało pokrycia w danych.
Prawdą jest, że KE zapowiadała duże strumienie szczepionek, a te plany później zostały skorygowane. Od początku zajmowała się tym UE i jej organy, zatem trudno się dziwić Czechom, że kiedy premier za winnych wskazał UE, to oni poszli tym tropem.
Babisz wykorzystuje czeski eurosceptycyzm instrumentalnie?
- Jego partia ANO ma część elektoratu eurosceptycznego, który chce utrzymać. Od czasu do czasu premier musi wypuścić z siebie komunikat krytyczny wobec UE, z drugiej strony nie może sobie pozwolić na totalną krytykę Brukseli, bo w końcu straciłby wiarygodność.
Babisz znajduje się w trudnej sytuacji. Notowania mu spadają, jego partia po pięciu latach straciła pozycję lidera sondaży. Jest zmuszony do działań na wielu frontach. Dlatego odbył podróż na Węgry, by spotkać się z Orbanem i dowiedzieć czegoś na temat szczepionek rosyjskiej produkcji. W Serbii odbył wizytę studyjną na temat szczepionek chińskich. Polityk musi pokazywać, że dba o zdrowie Czechów, bo zawiódł ich na kilku polach. Krytycznie ocenia go środowisko medyczne.
Szczepionka to jedyna szansa dla Czechów, by wyjść z dramatycznej sytuacji, w której się znaleźli.
Gdyby Czechy nie były w UE ich sytuacja ze szczepionkami wyglądałaby gorzej? A może powtórzyliby sukces Serbów?
- To bardzo trudne pytanie. Wszystko zależy od ceny, którą byliby skłonni za nią zapłacić. Izraelskie szczepionki są trzy razy droższe od tych, które zakupiła UE. Można zatem wnioskować, że gdyby byli w stanie zapłacić więcej, dostaliby je szybciej.
Sęk w tym, czy rzeczywiście byliby skłonni zapłacić trzy razy więcej. Kiedy premier Andrej Babisz zwrócił się do swojego odpowiednia w Izraelu, Binjamin Netanjahu zaproponował mu odkupienie od Izraela szczepionek, ale negocjacje ugrzęzły, być może ze względu na koszty.
Wróćmy do sygnalizowanej już kwestii osobistych problemów Andreja Babisza z UE. One rzutują na stosunek Czechów wobec Wspólnoty?
- Oczywiście. Kiedy Komisja Europejska wzywa Andreja Babisza do usunięcia konfliktu interesów, które stwierdziła w swoich audytach wskazując, że firma premiera pełnymi garściami czerpie fundusze unijne, premier mówi o atakach brukselskich elit na czeskie interesy. Swoje interesy przedstawia jako interesy całego kraju.
Niekiedy uderzy jeszcze w czeskich polityków w Brukseli nazywając ich zdrajcami. W zeszłym roku po takiej wypowiedzi niektórzy czescy europarlamentarzyści spotkali się z pogróżkami ze strony zwolenników premiera.
Partia Andreja Babisza cieszy się co najwyżej 30-procentowym poparciem Czechów. Dlaczego zatem premierowi udaje się przekonać Czechów do swojego zdania?
- Jakąś rolę odgrywają tu historyczne i ekonomiczne zawiłości, o których mówiłam na początku. Na nie nakłada się niepewność, brak orientacji w bieżących sprawach. Niewiele osób w tym konflikcie Andreja Babisza z Komisją Europejską się orientuje. To jest niekończąca się historia.
Mamy najpierw raport wstępny, później końcowy. Jak dotąd te raporty nie zostały przetłumaczone na język czeski. Dostępne są tylko w języku angielskim. Trud ich analizowania zadają sobie głównie dziennikarze, którzy na ten temat piszą ogromne teksty. Konflikt interesów został stwierdzony, ale ta sprawa nie została jeszcze zakończona.
Teraz mamy informację, że był kolejny audyt Komisji Europejskiej odnoszący się tym razem do dotacji dla firmy Babisza w zakresie rolnictwa.
Być może Czesi już nie wiedzą, co na ten temat myśleć. Winią za to unijną biurokrację, do której też są nastawieni negatywnie. W związku z tym machają już na to ręką.
Czy ten czeski eurosceptycyzm nie poprowadzi do Czexitu?
- Czesi czują się Europejczykami, ale UE nie jest im potrzebna, by potwierdzać ich europejskość. Unia to dla nich wielka organizacja, w której czują się niedoreprezentowani i przechodzą obok niej obojętnie. Tę obojętność widać także w dużej liczbie odpowiedzi "nie wiem" w przytaczanych już wynikach Eurobarometru.
Przy przeprowadzeniu odpowiedniej kampanii eurosceptycznej myślę, że Czexit jest możliwy.
Na sztandarach miał go polityk Tomio Okamura, ale ten nie zdobył uznania Czechów.
- Okamura reprezentuje twardy eurosceptycyzm, który jest za całkowitym wystąpieniem Czechów z UE. Jego partia jest czwartą siłą w sondażach, popiera ją około 10 proc. społeczeństwa.
By Czexit był możliwy, impuls musiałby przyjść ze strony prezydenta lub rządu. Trudno jednak powiedzieć, jak Czesi by się zachowali. Widać to dobrze po pandemii. Na jej początku byli wskazywani za wzór dochowywania obostrzeń, teraz nie traktują ich poważnie. Prawie połowa osób z objawami choroby chodzi do pracy, nie zgłasza w sanepidzie swoich kontaktów.
Czy istnieje poważna dziś czeska siła polityczna, której Czexit by się opłacił?
- Z pewnością nie opłaca się ANO, choćby z uwagi na prywatne interesy premiera Andreja Babisza, który stoi na jej czele. Część jego firm jest uzależniona od unijnych dotacji. Nie widzę na horyzoncie żadnej poważnej siły politycznej, której Czexit by się opłacał.
***
dr Martyna Wasiuta - analityk Ośrodka Studiów Wschodnich, politolog i obserwatorka czeskiego życia politycznego.

PRIORYTETY UE W DOBIE PANDEMII
Walka ze zmianami klimatycznymi, sprawiedliwość społeczna, równość i solidarność międzypokoleniowa, europejska transformacja cyfrowa, praworządność - to tylko niektóre z obszarów, którymi ma zająć się Konferencja na temat przyszłości Europy. Interia dotarła do treści porozumienia otwierającego Konferencję. Oficjalnie dokument ma ujrzeć światło dzienne w przyszłym tygodniu.
"Unia Europejska musi pokazać, że może udzielić odpowiedzi na obawy i ambicje obywateli. Polityka europejska musi zapewnić kompleksowe odpowiedzi na definiujące nasze pokolenie zagadnienia: dążenia ekologiczne, transformację cyfrową, przy jednoczesnym wzmocnieniu prężności Europy, umowy społecznej i konkurencyjnej gospodarki, która nie pozostawia nikogo w tyle" - czytamy w zarysie wspólnej deklaracji w sprawie Konferencji na temat przyszłości Europy, do której dotarła Interia. Pod dokumentem podpisali się przewodniczący Parlamentu Europejskiego David Sassoli, szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen oraz premier sprawującej obecnie prezydencję w Radzie UE Portugalii António Costa.

Trzech współprzewodniczących

Wydarzenie jest wspólnym przedsięwzięciem Parlamentu Europejskiego, Rady Unii Europejskiej i Komisji Europejskiej, które będą prowadzić współprezydencję Konferencji. W jaki sposób decydenci chcą odpowiedzieć na obawy obywateli UE?
Konferencja na temat przyszłości Europy ma otworzyć nową przestrzeń do debaty z obywatelami. Na poziomie europejskim, instytucje europejskie zobowiązały się, że będą organizować wydarzenia we współpracy ze społeczeństwem obywatelskim i zainteresowanymi stronami w Europie, na szczeblach krajowym, regionalnym i lokalnym, przy współudziale partnerów społecznych i środowisk akademickich. Konferencja ma dotrzeć do każdego zakątka Unii Europejskiej.
Organizowane panele obywatelskie "powinny być reprezentatywne pod względem pochodzenia geograficznego, płci, wieku i warunków społeczno-ekonomicznych obywateli, ich pochodzenia i/lub poziomu wykształcenia" - czytamy w deklaracji. Osobne wydarzenia mają zostać poświęcone młodym ludziom.

Zalecenia dla UE

Wnioski z paneli obywatelskich zebrane w ramach Konferencji, posłużą jako wkład do Konferencji Plenarnej poprzez sformułowanie zestawu zaleceń dla Unii. Sama Konferencja Plenarna będzie się zbierać co najmniej co sześć miesięcy. W jej skład wejdą przedstawiciele Parlamentu Europejskiego, Rady i Komisji Europejskiej, a także przedstawiciele wszystkich parlamentów krajowych oraz obywateli. Oprócz Konferencji Plenarnej powołane do życia zostaną także inne organy Konferencji.
Pierwszy z nich to Rada Wykonawcza, w skład której wejdzie po trzech reprezentantów KE, PE i Rady UE oraz maksymalnie czterech obserwatorów z ramienia każdej z tych instytucji. Rolę obserwatora przy Radzie będzie pełnić Konferencja Komisji do Spraw Unijnych Parlamentów Unii Europejskiej (COSAC). Do udziału w pracach organu mogą zostać zaproszeni również przedstawiciele innych instytucji. Sama Rada będzie odpowiedzialna m.in. za podejmowanie w drodze konsensusu decyzji w zakresie prac Konferencji, jej przebiegu i towarzyszących jej wydarzeń, oraz za przygotowywanie posiedzeń Konferencji Plenarnych. Przy Konferencji będzie działać również Wspólny Sekretariat, który skupi się na wspieraniu prac Rady Wykonawczej.
"Podczas gdy w świetle środków dystansowania społecznego i podobnych ograniczeń w kontekście COVID-19, kluczowe znaczenie ma wykorzystanie działań związanych z zaangażowaniem cyfrowym, uczestnictwo fizyczne i spotkania twarzą w twarz powinny stanowić istotną część Konferencji" - wskazują organizatorzy przedsięwzięcia.
Uwagi wniesione przez obywateli w ramach wszystkich wydarzeń związanych z Konferencją, będą gromadzone, analizowane, monitorowane i publikowane za pośrednictwem wielojęzycznej platformy cyfrowej. Sama platforma będzie też miejscem, w którym obywatele będą mogli dzielić się swoimi pomysłami. "Mechanizm informacji zwrotnej zapewni, że pomysły wyartykułowane podczas Konferencji, zaowocują konkretnymi zaleceniami dotyczącymi działań UE" - czytamy w dokumencie.

Zakres tematyczny

Wnioski z debat przeprowadzonych w ramach Konferencji zostaną opracowane do wiosny 2022 roku, co pozwoli na sformułowanie wskazówek dotyczących przyszłości Europy. Zakres tematyczny Konferencji będzie odzwierciedlać strategiczny program Rady Europejskiej, wytyczne polityczne Komisji Europejskiej na lata 2019-2024 oraz wyzwania, które przyniosła pandemia koronawirusa.
Z zarysu deklaracji na temat wspólnej Konferencji o przyszłości Europy wynika, że dyskusje będą obejmować tematy takie jak: budowanie zdrowego kontynentu, walka ze zmianami klimatycznymi i wyzwaniami środowiskowymi, gospodarka, która działa na rzecz ludzi, sprawiedliwość społeczna, równość i solidarność międzypokoleniowa, europejska cyfrowa transformacja, europejskie prawa i wartości, w tym praworządność, wyzwania migracyjne, bezpieczeństwo, rola UE w świecie, demokratyczne podstawy Unii i sposoby ich wzmocnienia, procesy demokratyczne rządzące Unią Europejską.
Debaty mogą obejmować również zagadnienia przekrojowe związane ze zdolnością UE do realizacji priorytetów politycznych, takich jak lepsze stanowienie prawa czy stosowanie zasad pomocniczości i proporcjonalności.
Zgodnie z dokumentem zakres Konferencji powinien odzwierciedlać obszary, w których Unia Europejska posiada kompetencje do działania, lub tam gdzie działanie UE byłoby korzystne dla obywateli Europy. Obywatele mogą przy tym swobodnie zgłaszać dodatkowe, ważne dla nich kwestie.
Konferencja na temat przyszłości Europy miała wystartować w ubiegłym roku, plany te pokrzyżowała jednak pandemia koronawirusa. Najprawdopodobniej konferencja rozpocznie się w maju tego roku.
d.p.
 

Slavic

Wolnorynkowiec
545
1 474

Jawność wynagrodzeń coraz bliżej. Unia daje sobie na to 3-4 lata​


Jedna praca, to samo wynagrodzenie. Tak według Komisji Europejskiej powinna wyglądać sprawiedliwa siatka płac w firmach. Środkiem do tego miałoby być wprowadzenie obowiązkowej jawności wynagrodzeń. To byłaby rewolucja. Eksperci zauważają, że dziś do rzadkości należy podawanie przez pracodawcę widełek płacowych w ogłoszeniu.

Nowy pomysł można streścić w kilku zdaniach. Jeśli pracuję w firmie X, to mam prawo wiedzieć, jakie są średnie wynagrodzenia na analogicznych do mojego i innych stanowiskach. Dzięki temu mogę przyjrzeć się, czy moi koledzy i koleżanki zarabiają więcej lub mniej ode mnie.

Jeśli firma X jest małą organizacją, to będzie musiała udostępnić dane tylko na wyraźne polecenie pracownika. Jeśli zaś sprawa dotyczy dużej organizacji, to tu będzie obowiązek publikowania corocznych raportów. Co, jeśli firma będzie próbowała się wymigać od swojego obowiązku? Wtedy, zgodnie z propozycją, zapłaci karę, której wysokość będzie ustało każde państwo indywidualnie.

A teraz najciekawsze – jeśli pracownik poczuje, że jest dyskryminowany pod kątem płacowym, będzie mógł domagać się zadośćuczynienia. Wszystkie te zabiegi mają jeden cel: usunięcie nierówności w wynagrodzeniach pomiędzy kobietami a mężczyznami. Według Unii nie może być tak, że kobieta, która ma takie samo stanowisko, kompetencje i doświadczenie co mężczyzna, zarabia od niego mniej.

"Dla osiągnięcia równej płacy potrzebna jest transparentność. Kobiety mają prawo wiedzieć, czy ich pracodawcy traktują je uczciwie" – napisała na Twitterze szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen.

Unijny plan przewiduje też konkretną procedurę, gdyby okazało się, że w danej firmie istnieją nierówności, a przedsiębiorca nie potrafi ich sensownie wytłumaczyć. Jeśli różnica w poziomie płac wyniesie co najmniej 5 proc., właściciel przedsiębiorstwa będzie musiał powołać specjalną komisję składającą się m.in. z przedstawicieli pracowników i przeprowadzić specjalną ocenę wynagrodzeń.

Eksperci – zarówno przedstawiciele organizacji pracowników, jak i pracodawców – są w tej kwestii zgodni: luka płacowa to problem stary i znany. Sęk w tym, jak tłumaczą, że od 20 lat nic w kierunku jego eliminacji nie zrobiono. Lewiatan przypomina, że nierówności płacowe mężczyzn i kobiet w Polsce sięgają ok. 19 proc. Widać to zwłaszcza w sektorze prywatnym i w elastycznych składnikach wynagrodzeń, takich jak premie i nagrody.

- Zjawisko dyskryminacji płacowej kobiet jest powszechne, pomimo istnienia zapisów konstytucyjnych, Kodeksu pracy, dyrektyw unijnych. Aby je zlikwidować, potrzebne są regulacje, które nałożą określone obowiązki na pracodawców. W tym kierunku idzie inicjatywa KE i do tego też zmierza projekt ustawy Kongresu Kobiet ograniczający lukę płacową – powiedziała cytowana w komunikacie Henryka Bochniarz, przewodnicząca Rady Głównej Konfederacji Lewiatan.

Poplecznikiem jawności płac jest też Piotr Szumlewicz, przewodniczący Związku Zawodowego Związkowa Alternatywa. Jak argumentuje, w Polsce wciąż rzadkością są widełki płacowe podawane w ogłoszeniach o pracę.

- Jawność płac przyczyniłaby się też do ograniczenia nagannych sytuacji, gdy firma przynosi straty, zwalnia pracowników lub obniża im pensje, a w tym samym czasie kadra zarządzająca przyznaje sobie podwyżki lub dodatkowe premie. Jawność mogłaby też przyczynić się do bardziej sprawiedliwego i racjonalnego rozkładu płac, poprawić atmosferę w firmach, przyczynić się do wzrostu wydajności pracy i minimalizacji stresu – tłumaczy Szumlewicz.

- Dzięki jawności płac pracodawcy w większym stopniu konkurowaliby o pracownika wysokością proponowanej pensji. Kto zapłaci lepiej, ten przyciągnie lepszych pracowników. Jawność płac byłaby więc bodźcem na rzecz wzrostu wynagrodzeń – dodaje.

Wróćmy na chwilę do tematu widełek płacowych w ogłoszeniach. Branżą, która zazwyczaj gra w otwarte karty, jest szeroko rozumiana IT. To może akurat wynikać z deficytu specjalistów przy jednoczesnym popycie na ich usługi. Krótko mówiąc, firma, która pilnie poszukuje dobrego pracownika, o którego walczą też inne firmy, będzie próbowała już w ogłoszeniu ściągnąć go do siebie, pokazując stawkę.
O pensjach, a także dodatkowych bonusach, np. świątecznych, regularnie informują też dyskonty - Biedronka i Lidl.

W branżach kreatywnych, związanych z marketingiem czy reklamą, sytuacja nie jest już tak jednoznaczna. Przykładowo, na stronie rocketjobs.pl, portalu przeznaczonego właśnie dla takich ofert, średnio przy trzech przypadkach na dziesięć dowiemy się, ile pracodawca chce płacić.

Co z innymi kategoriami? W końcu nie tylko IT czy branże kreatywne tworzą rynek pracy. Aby się przekonać, nie potrzeba wiele zachodu. Na portalu pracuj.pl, po zaznaczeniu w opcjach wyszukiwania bankowości, logistyki, doradztwa, szkoleń, edukacji, inżynierii i zdrowia/urody, a więc branż, w których wakatów jest najwięcej, uświadczenie oferty z widełkami jest absolutną rzadkością. Tymczasem UE chce, aby pełna transparentność w płacach zaczęła obowiązywać już za 3-4 lata.


Ale oni kurwa dalej nie rozumieją (i nie zrozumieją), że ten sam zawód czy to same stanowisko, nie równa się tej samej pracy. Już nie mówiąc, że różnica pomiędzy zarobkami kobiet i mężczyzn to jest temat rzeka i można rozmawiać godzinami o czynnikach dlaczego jest różnica płac.

Ale jak widać Eurokołchoz idzie do przodu ze swoim globcio zamordyzmem. Kiedyś było "Jeden Naród, jedna Rzesza, jeden Wódz" a dzisiaj będzie "Jedna płaca, jedna Unia, jedno równouprawnienie"
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 274
23 299

PRIORYTETY UE W DOBIE PANDEMII
Komisarz Unii Europejskiej ds. równości Helena Dalli przekazała, że Komisja Europejska popiera inicjatywę Parlamentu Europejskiego, by obwołać UE "strefą wolności LGBTIQ". - Zróbcie UE strefą wolną dla zdrowego rozsądku - powiedział natomiast polski eurodeputowany Ryszard Legutko (PiS).
- Komisja Europejska popiera inicjatywę PE, by obwołać UE strefa wolności LGBTIQ - powiedziała Dalli podczas debaty nad projektem rezolucji w sprawie ogłoszenia Unii Europejskiej "strefą wolności LGBTIQ".
Zdaniem komisarz "w tej chwili część obywateli Unii Europejskiej nie ma możliwości korzystania w pełni ze swoich swobód".
- W niektórych państwach osoby LGBTIQ są atakowane w coraz większym stopniu przez przywódców politycznych, religijnych i inne osoby publiczne. Osoby LGBTIQ stały się kozłami ofiarnymi, przedstawia się je jako zagrożenie dla dzieci - podkreśliła.

Ryszard Legutko: Uspokójcie się ideologicznie. Dajcie ludziom żyć

- Kraje Europy Zachodniej prześcigają się w akcjach ideologicznych. Już od żłobka karmicie niemowlaki genderami i płynnością płci. Oficerowie ideologiczni nie wychodzą ze szkół, mediów i korporacji. Utrudniacie badania naukowe, wprowadzacie cenzurę na te tematy. Zatruwacie język i umysły polityczną poprawnością i co z tego macie? Efekt odwrotny od zamierzonego - mówi polski eurodeputowany profesor Ryszard Legutko (PiS) podczas debaty nad projektem rezolucji w sprawie ogłoszenia Unii Europejskiej "strefą wolności LGBTIQ".
Polityk przytoczył statystyki dotyczące ataków na osoby homoseksualne w 2019 roku. W Holandii było ich 574, RFN - 248, w Belgii - 163. Z kolei na Litwie - 2, a w Polsce - 16.
- Może powinniście tutaj mówić o Niemczech i o Belgii, a nie o Polsce i innych krajach Europy Wschodniej? Uspokójcie się ideologicznie. Dajcie ludziom żyć. Nie róbcie rewolucji. Zróbcie Unię strefą wolną dla zdrowego rozsądku. Ja wiem, że to trudne, ale mimo wszystko polecam. A przynajmniej nie mówcie nieprawdy. Bo jak twierdzicie, że taki kraj jak Polska, to jest kraj wrogi dla osób homoseksualnych, że u nas są "strefy wolne od LGBT", to mówicie nieprawdę. A mówienie nieprawdy to jest wstyd. Jeżeli rozumiecie jeszcze, co to słowo znaczy - oświadczył europoseł PiS.
Polska na celowniku
- Jesteśmy tutaj, aby powiedzieć wszystkim ludziom LGBTQI, że jesteśmy z nimi, że to jest też ich Europa, że w tej Europie mogą być kimkolwiek chcą być i że PE będzie bronił tego prawa - powiedziała natomiast Roberta Metsola w imieniu frakcji Europejskiej Partii Ludowej (EPL).
Liderka socjalistów, Hiszpanka Iratxe Garcia Perez przekonywała, że strach, przemoc i dyskryminacja to rzeczywistość, z którą na co dzień styka się wiele osób LGBTQI w wielu częściach świata. - Wciąż mamy 70 krajów, które kryminalizują relacje między osobami tej samej płci. W UE strefy wolne od ideologii LGBTQI, wspierane przez skrajna polską prawicę, przypominają nam o barbarzyństwach przeszłości - powiedziała.
- Przed kilkoma laty w niektórych gminach w Polsce ogłoszono strefy wolne od ideologii LGBTQI. Proszę sobie wyobrazić życie osób LGBTQI w tych gminach, proszę sobie wyobrazić życie młodego nastolatka, który odkrywa swoją tożsamość płciową w takiej gminie - mówił w imieniu Odnowić Europę europoseł Pierre Karleskind. Dodał, że rezolucja w tej sprawie, to "przesłanie wobec rządu polskiego, że UE nie będzie tolerować tego podejścia".
Priorytety Unii w dobie pandemii: psychiczny komfort i bezpieczeństwo maksymalnie kilkuprocentowej części populacji. Piękne!
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 274
23 299

Unia Europejska coraz silniej naciska na wcielenie w życie Europejskiego Filaru Praw Socjalnych. Dokument ten wymienia 20 zasad, które mają budować Europę Socjalną. Cele programu do 2030 roku to m.in. co najmniej 78 proc. zatrudnienie osób w wieku 20-64 lata; coroczne szkolenia co najmniej 60 proc. wszystkich osób dorosłych; zmniejszenie liczby osób zagrożonych ubóstwem lub wykluczeniem społecznym o co najmniej 15 mln.
Warsaw Enterprise Institute stoi na stanowisku, że o ile główne cele Europy Socjalnej (równe szanse na rynku pracy, uczciwe warunku pracy, inkluzywność) są słuszne, o tyle droga, jaką obrała do ich realizacji Unia Europejska, prowadzi do pauperyzacji klasy średniej, pogorszenia sytuacji najbiedniejszych Europejczyków i zatracanie konkurencyjności europejskich firm.
Projekt jest szczególnie niebezpieczny dla państw wciąż doganiających najbogatsze gospodarki. Polska powinna wypracować jasne stanowisko wobec każdej z zasad EFPS w kontekście własnego interesu społecznego i gospodarczego.

Idea Europy Socjalnej

Wymienia on 20 zasad, na których budowana ma być "Europa Socjalna" w następujących dziedzinach:

1) Kształcenie, szkolenie i uczenie się przez całe życie
2) Równouprawnienie płci
3) Równość szans
4) Aktywne wsparcie na rzecz zatrudnienia
5) Bezpieczne i elastyczne zatrudnienie
6) Wynagrodzenia
7) Informacje o warunkach zatrudnienia i ochrona w przypadku zwolnień
8) Dialog społeczny i zaangażowanie pracowników
9) Równowaga między życiem zawodowym a prywatnym
10) Zdrowe, bezpieczne i dobrze dostosowane środowisko pracy oraz ochrona danych zakresie
11) Opieka nad dziećmi i wsparcie dla dzieci
12) Ochrona socjalna
13) Zasiłki dla bezrobotnych
14) Dochód minimalny
15) Świadczenie emerytalne i renty
16) Ochrona zdrowia
17) Integracja osób niepełnosprawnych
18) Opieka długoterminowa
19) Mieszkalnictwo i pomoc dla bezdomnych
20) Dostęp do podstawowych usług

EFPS zawiera ogólne deklaracje określające prawa socjalne obywateli UE (np. "każdy człowiek w podeszłym wieku ma prawo do posiadania środków umożliwiających godne życie") i zgodnie z zapisem swojej preambuły "ma służyć jako przewodnik ku osiąganiu pozytywnych wyników w zakresie zatrudnienia i sytuacji społecznej Warsaw enterprise institute w odpowiedzi na obecne i przyszłe wyzwania".

Nie jest to jednak przewodnik dla członków UE opcjonalny, a w pewnym sensie obligatoryjny, gdyż - jak czytamy w tej samej preambule - "realizacja Europejskiego filaru praw socjalnych stanowi wspólne polityczne zobowiązanie i odpowiedzialność".
Jego autorzy zastrzegają przy tym, że "nie pociąga on za sobą rozszerzenia kompetencji Unii ani zadań przyznanych na mocy traktatów. Powinien być on wdrażany w granicach tych kompetencji." W praktyce wdrażaniem zasad filaru zająć się mogą państwa członkowskie (oddolnie) oraz Komisja Europejska (odgórnie). Coraz silniejsze centralistyczne tendencje w UE skłaniają tę instytucję do oparcia się przede wszystkim o KE.

Action Plan

Na początku marca tego roku Komisja Europejska opublikowała zapowiedź formalnego przyjęcia tzw. planu działania (Action Plan) w sprawie Europy Socjalnej (na 4 kw. 2021 r.), w którym wskazuje się narzędzia prawne, którymi zamierza realizować zasady EFPS. Wstępna forma planu znana jest już dzisiaj.
KE zakłada, że dzięki przedstawionym w nim działaniom uda się zagwarantować, że:
a) co roku co najmniej 60 proc. dorosłych obywateli UE będzie podnosić swoje kwalifikacje zawodowe
b) do 2030 r. uda się zapewnić zatrudnienie co najmniej 78 proc. populacji w wieku 20-64 i
c) liczba ludzi zagrożonych biedą i wykluczeniem spadnie o 15 mln.

Wiadomo już, że w ramach wdrażania EFPS Komisja Europejska zaprezentuje w ciągu najbliższych 12 miesięcy m.in.:

- propozycję legislacji dotyczącej pracowników platformowych (świadczących usługi za pomocą platform online);
- propozycję regulacji w zakresie Sztucznej Inteligencji w kontekście jej użycia na rynku pracy;
- propozycję legislacji w celu przeciwdziałania agresji wobec kobiet w miejscu pracy;
- propozycję rekomendacji dot. dochodu minimalnego;
- inicjatywę dotyczącą opieki długoterminowej.

Prócz tego KE w ramach realizacji EFPS podejmie szereg konsultacji, będzie raportować postępy wdrażania istotnych dyrektyw i szacować ich efektywność. To, co dobrze wygląda na papierze, nie zawsze działa w praktyce, a droga do piekła wybrukowana jest dobrymi intencjami. Europejskie Filar Praw Socjalnych pełen jest dobrych intencji, ale jeśli narzędzia, którymi będzie się je wprowadzać nie będą wystarczająco elastyczne, to nie doprowadzą nas do bogatszej, bardziej innowacyjnej i społecznie bardziej spójnej Europy.
Niestety, istnieje poważne ryzyko, że sposób wdrażania EFPS będzie odbywał się na podstawie fałszywego przekonania, że regulacja, biurokracja i daleko idąca kontrola to droga do postępu. Wskazuje na to nie tylko Action Plan, lecz także te już podjęte w ramach wdrażania EFPS kroki.

KE zaprezentowała już na przykład propozycję dyrektywy o ogólnoeuropejskiej płacy minimalnej, rekomendującą m.in., by ta wynosiła minimalnie 50 proc. średniego wynagrodzenia w danym kraju. To byłoby kolejne działanie pozbawiające państwa członkowskie swobody w realizacji własnej wizji rozwoju społeczno-gospodarczego.

Weźmy dla przykładu Polskę. Obecnym poziom płacy minimalnej w Polsce (2800 zł) znajduje się według bieżących szacunków się powyżej tej granicy i wynosi ok. 53 proc. Z jednej strony to dobrze, że w wyniku ewentualnego wdrożenia dyrektywy nie będziemy musieli automatycznie podnosić płacy minimalnej, z drugiej zwiąże nam ono ręce w sytuacji, gdyby konieczne było jej zamrożenie ze względu na sytuację gospodarczą.

Zagrożenie dla konkurencyjności?

W planach dotyczących budowy Europy Socjalnej ujawnia się jedna z największych słabości myślenia europejskich elit: zapomina się, że to w różnorodności rozwiązań instytucjonalnych i możliwości lokalnych z nimi eksperymentów tkwi tajemnica rozwoju. Centralizacja jest wrogiem konkurencyjności i innowacyjności, czego smutnym przykładem jest właśnie dzisiejsza Unia Europejska.
Europejski Filar Praw Socjalnych to dokument podpisany przez Parlament Europejski, Radę Europy i Komisję Europejską na Szczycie Społecznym na rzecz Sprawiedliwego Zatrudnienia i Wzrostu Gospodarczego, który odbył się 17 listopada 2017 w Göteborgu (Szwecja).

Jak jest opieka socjalna w Polsce?

Sejmowa Komisja Polityki Społecznej i Rodziny nie poparła w tym tygodniu poprawek opozycji do projektu nowelizacji ustawy o pomocy społecznej. Propozycje zakładają m.in. zwiększenie do 500 zł dodatków terenowych dla pracowników socjalnych.
Wiceminister rodziny i polityki społecznej Stanisław Szwed zaznaczył, że co do zasady są to dobre zmiany, jednak na tym etapie wprowadzałyby one zbyt duże konsekwencje w innych ustawach. Zadeklarował, że propozycje zostaną jeszcze przeanalizowane do czasu prac w Senacie.

Wiele poprawek złożyła Lewica. Przewidują one m.in. zwiększenie dodatku za pracę w terenie dla pracowników socjalnych nie z 200 zł do 400 zł, jak jest w projekcie, tylko z 200 do 500 zł. Lewica zaproponowała również zmniejszenie okresu pracy pracowników socjalnych, od którego zależy dodatkowy urlop wypoczynkowy w wymiarze 10 dni nie z 5 lat do 3 lat, jak jest w projekcie, tylko do dwóch lat. Posłowie Lewicy zaproponowali ponadto, by pomoc psychologiczna dla pracowników socjalnych przysługiwała także pracownikom domów pomocy społecznej.
Projekt nowelizacji ustawy o pomocy społecznej, oprócz podwyższenia dodatków terenowych, wprowadza także inne zmiany regulujące wykonywanie zawodu pracownika socjalnego. Umożliwiono zdobycie uprawnień do wykonywania zawodu pracownika socjalnego przez zdobycie kwalifikacji w ramach ukończenia studiów podyplomowych z zakresu metodyki i metodologii pracy socjalnej. Ustalono ścieżkę awansu zawodowego dla pracowników socjalnych i wprowadzono okresowe oceny (z możliwością kwestionowania ich wyników przez pracownika).
Projekt wprowadza także zmianę w ustalaniu wysokości zasiłku okresowego w przypadku osoby samotnie gospodarującej. Obecnie wysokość zasiłku okresowego dla osoby samotnie gospodarującej ustalona jest do wysokości różnicy między kryterium dochodowym tej osoby a jej dochodem - z tym że kwota zasiłku nie może być wyższa niż 418 zł miesięcznie.
Po zmianie zasiłek będzie ustalany do wysokości różnicy między kryterium dochodowym osoby samotnie gospodarującej a jej dochodem - z tym że miesięczna kwota zasiłku nie może być wyższa niż kwota kryterium dochodowego na osobę w rodzinie.
Aktualna wysokość kryterium dochodowego na osobę w rodzinie wynosi 528 zł. Dzięki nowemu rozwiązaniu maksymalna wysokość zasiłku okresowego będzie zmieniać się każdorazowo wraz ze zmianą kryteriów dochodowych.
Proponowane rozwiązanie ma także na celu uelastycznienie przyznawania świadczeń niepieniężnych. Wprowadzono możliwość przyznania usług opiekuńczych lub specjalistycznych usług opiekuńczych w trybie pilnym, uzasadnionym nagłą zmianą stanu zdrowia osoby, której będą świadczone. Umożliwiono także wspólne skierowanie małżonków lub rodziców z dorosłymi dziećmi do tego samego domu pomocy społecznej.
Doprecyzowano także przepisy o procedurze zawierania kontraktu socjalnego z osobą bezdomną, dotyczące integracji cudzoziemców, którzy uzyskali w Polsce status uchodźcy lub ochronę uzupełniającą. Zmieniono datę wejścia w życie zweryfikowanych kryteriów dochodowych - obowiązywać będą od 1 stycznia. Poszerzono również możliwości realizacji usług w ramach rodzinnego domu pomocy. Ustawa wejdzie w życie po upływie 30 dni od jej ogłoszenia
INTERIA.PL/PAP
 

Staszek Alcatraz

Tak jak Pan Janusz powiedział
2 740
8 141
ExoaUQGWQAAGboM
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 274
23 299
Unia ma zyskać prawo do opodatkowywania.

PRIORYTETY UE W DOBIE PANDEMII
W Sejmie, podczas debaty nad ratyfikacją Funduszu Odbudowy, część opozycji domagała się przełożenia głosowania. Obóz rządzący odrzucił tę możliwość. W czasie dyskusji Janusz Korwin-Mikke w zdecydowanych słowach zwrócił się do posłów Lewicy, którzy wcześniej zadeklarowali, że poprą FO. - Przy okazji chciałbym zauważyć, że gdyby jakiś poseł czy senator Pierwszej Rzeczypospolitej wziął od Prusaków czy Rosjan worek złota za coś tam, za jakieś głosowanie i rozdał ten worek między biednych, w dalszym ciągu byłby tak samo sprzedawczykiem - mówił poseł Konfederacji.
W Sejmie zakończyło się drugie czytanie projektu ustawy ws. ratyfikacji decyzji o zwiększeniu zasobów własnych UE. Ratyfikacja tej decyzji przez wszystkie kraje członkowskie UE jest potrzebna do uruchomienia zarówno Wieloletnich Ram Finansowych na lata 2021-2027, jak i Funduszu Odbudowy. Polska z unijnego budżetu i Funduszu Odbudowy ma otrzymać łącznie 770 mld zł w ciągu kilku lat.
Na wtorkowym posiedzeniu Sejmu szef klubu KO Cezary Tomczyk przekonywał, że wyrażenie zgody na ratyfikację decyzji ws. zasobów własnych UE wymaga większości 2/3 głosów. Tomczyk złożył wniosek o odroczenie obrad aż do wprowadzenia projektu uchwały o wyrażeniu zgody na ratyfikację większością 2/3.
Marszałek Sejmu odparła, że wystarczy zwykła większość i Sejm ma odpowiednie opinie prawne w tej sprawie.

PSL: Wymagana jest większość 2/3 głosów

- Decyzja pana premiera o podpisaniu się pod Funduszem Odbudowy w ubiegłym roku to jedna z najważniejszych decyzji od czasów Traktatu Lizbońskiego. I zanim przejdziemy do przyjmowania lub odrzucania tego Funduszu, do głosowania nad nim, Sejm powinien ustalić, jaką większością będzie przyjmowany Fundusz Odbudowy - powiedział Kosiniak-Kamysz.
Jak mówił, jego formacja dysponuje opiniami mówiącymi o tym, że ta decyzja wymaga większości 2/3 głosów w Sejmie. - Ponieważ jest przekazanie kompetencji państwa członkowskiego na rzecz instytucji europejskich w zakresie podatków, wypuszczania wspólnych obligacji, jest przekazanie kompetencji konstytucyjnych ministra finansów - wskazywał lider PSL. - W takim wypadku od momentu Traktatu Lizbońskiego nie mieliśmy takiej sytuacji, wymagana jest większość 2/3 głosów - powiedział.
Polityk zgłosił również wniosek formalny o przerwę oraz poprosił marszałek Sejmu Elżbietę Witek o uzupełnienie porządku obrad i przedstawienie uchwały, że Sejm będzie przyjmował Fundusz Odbudowy większością 2/3 głosów.
W odpowiedzi na wystąpienie polityka, Witek powiedziała: - Panie pośle, ja już to tłumaczyłam, ale powtórzę to jeszcze raz. Artykuł 90 ust. 1 (Konstytucji - PAP) mówi o przekazaniu uprawnień, suwerenności Komisji. Nie mamy z tym do czynienia i państwo doskonale o tym wiecie.

Marszałek Sejmu: Dysponujemy sześcioma opiniami prawnymi

- Państwo polskie, rząd polski może zaciągać samodzielne zobowiązania. Dysponujemy sześcioma opiniami prawnymi, nie tylko Biura Analiz Sejmowych, ale także opiniami zewnętrznymi, które wyraźnie mówią o zwykłej większości. W związku z tym nie poddam tego wniosku pod głosowanie, bo musiałabym w premedytacją złamać konstytucję - tłumaczyła Witek.
- To, o czym pan poseł mówi, dotyczy rzeczywiście wyboru przez Sejm sposobu głosowania - albo 2/3 albo referendum - ale tylko w przypadku, którego dotyczy artykuł 90 ust. 1, nie tego - powiedziała marszałek Sejmu.
Poseł Janusz Korwin-Mikke (Konfederacja) oświadczył z kolei, że "chciałby złożyć wniosek o to, by rozpatrzyć, czy wniosek pani marszałek jest słuszny, czy niesłuszny". - Przy okazji chciałbym zauważyć, że gdyby jakiś poseł czy senator Pierwszej Rzeczypospolitej wziął od Prusaków czy Rosjan worek złota za coś tam, za jakieś głosowanie i rozdał ten worek między biednych, w dalszym ciągu byłby tak samo sprzedawczykiem - powiedział, dodając, że "mówi to do posłów Lewicy".
Przewodnicząca koła parlamentarnego Polska 2050 Hanna Gill-Piątek złożyła wniosek formalny o przerwę w obradach, zwołanie Konwentu Seniorów i wprowadzenie do porządku obrad informacji premiera o obecnym kształcie Krajowego Planu Odbudowy.
- My od rana na komisji dyskutowaliśmy o tym, jaka jest zawartość tego planu, dowiedzieliśmy się, że to, co zostało wysłane do Komisji (Europejskiej - PAP) de facto jest jakąś roboczą wersją z piątku - wskazywała posłanka.
Marszałek Sejmu poinformowała, że nie zwoła Konwentu Seniorów. - Pan premier (Mateusz Morawiecki) jest na sali, będzie za chwileczkę możliwość zabrania głosu przez wszystkie kluby i będzie wystąpienie pana premiera - argumentowała.
Posłowie odrzucili następnie w głosowaniu wniosek o przerwę w obradach. W głosowaniu udział wzięło 454 posłów; "za" opowiedziało się 217 posłów, "przeciw" - 235; 2 posłów wstrzymało się od głosu.

Budka: składamy szereg poprawek

W imieniu klubu Koalicji Obywatelskiej głos zabrał lider PO Borys Budka. Na wstępie nawiązał do wtorkowego wystąpienia w Sejmie premiera Mateusza Morawieckiego, które - jak mówił - pełne było krytyki pod adresem tych posłów, którzy nie chcą głosować za uchwaleniem ustawy ratyfikacyjnej, głównie z KO. - Panie premierze, przytoczył pan kilka faktów historycznych, kilka dat, tylko dlaczego tak bardzo atakuje pan swoich koalicjantów? Dlaczego tak bardzo atakuje pan ministra sprawiedliwości (Zbigniewa Ziobrę), koleżanki i kolegów z Solidarnej Polski? Dlaczego nazywa pan ich tymi, którzy będą działać wbrew interesowi narodowemu? - pytał Budka.
Jak dodał, premier nie potrafił przekonać do ratyfikacji własnego zaplecza politycznego. Przypomniał, że podczas głosowania w europarlamencie w sprawie zwiększenia dochodów własnych UE od głosu wstrzymał się wiceszef PiS Joachim Brudziński, a była premier Beata Szydło głosowała przeciwko. - Żaden z parlamentarzystów z PiS w europarlamencie nie poparł decyzji o dochodach własnych - powiedział Budka.
Zarzucił politykom Prawa i Sprawiedliwości, że "szantażowali" wówczas Unię Europejską i "atakowali wspólne wartości". Dziś - jak ocenił - Prawo i Sprawiedliwość zastąpiło Solidarną Polskę Zbigniewa Ziobrę "nowym koalicjantem" - Lewicą. - To oni stali się nagle zapleczem rządu Prawa i Sprawiedliwości. To smutne - uznał Budka.
Szef Platformy skrytykował przy tym kształt wypracowanego przez rząd (również przy współudziale Lewicy) Krajowego Planu Odbudowy, czyli dokumentu opisującego sposób wydatkowania środków z Funduszu Odbudowy.
Pierwszy ze sformułowanych przez niego zarzutów dotyczył "uznaniowości" w kwestii rozdziału pieniędzy w ramach KPO. - Wbrew temu, co mówi wasz nowy koalicjant, w Krajowym Planie Odbudowy nie ma żadnych gwarancji, że samorządy, organizacje pozarządowe, organizacje społeczne, będą miały jakikolwiek głos decydujący. Wszystko będziecie załatwiać tak, jak załatwiliście Fundusz Inwestycji Lokalnych, według uznania - stwierdził Budka. Według niego setki polskich miast i miasteczek nie dostały nic z tego funduszu.
Szef PO podał też w wątpliwość zapowiedź sfinansowania budowy mieszkań ze środków Funduszu Odbudowy. - Nasi koledzy i koleżanki z Lewicy uwierzyli, że wybudujecie 75 tysięcy mieszkań, mimo że tego nie ma w KPO - powiedział Budka.
Polityk przekonywał, że Koalicja Obywatelska od samego początku była za tym, by środki z Funduszu Odbudowy trafiły do Polski. Przypomniał, że opowiedzieli się za tym wszyscy europosłowie z Europejskiej Partii Ludowej, zarówno z PO jak i PSL.
Jednocześnie jednak - jak zaznaczył - KO domagała się transparentności i uczciwości, ale przede wszystkim tego, by 40 proc. środków z Funduszu Odbudowy otrzymały do dyspozycji polskie samorządy. Przypomniał ponadto, że podczas pierwszego czytania na forum sejmowych komisji KO zgłosiła szereg poprawek do projektu ustawy ratyfikacyjnej, których jednak nie poparło ani PiS, ani część opozycji. - Nawet gwarancji 40 proc. środków dla samorządów - dodał Budka.
Koalicja Obywatelska postanowiła jednak ponowić swe poprawki podczas debaty plenarnej w Sejmie. - Zgłaszamy szereg poprawek w drugim czytaniu i jednocześnie deklaruję, że nie będziemy popierać tego rządu. Wstrzymamy się jeżeli te poprawki nie zostaną przyjęte. Ale jest szansa, by dzięki tym poprawkom zagwarantować uczciwy Plan Odbudowy, zagwarantować fundusze dla samorządów, komitet monitorujący, ale przede wszystkim zagwarantować transparentność i sprawiedliwość tych środków - podkreślił Budka.
- Nie mogą podzielić losu środków, które zostały wyrzucone w błoto na wasze inwestycje w Ostrołęce, na Centralny Port Komunikacyjny, na propagandę w telewizji publicznej, na zakup prywatnych mediów dla celów propagandowych. Te propozycje gwarantują, że będziemy wam patrzeć na ręce - dodał szef PO.
Na wystąpienie Budki zareagował prowadzący obrady wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki (PiS). Liderowi Platformy zarzucił "opowiadanie bajek". - Panie pośle, różne rzeczy pan tu opowiadał dziwne, ale jedną muszę sprostować w imieniu naszych nieobecnych kolegów. Nasi parlamentarzyści w Parlamencie Europejskim głosowali za tym projektem, a w drugim głosowaniu dotyczącym długu cztery osoby głosowały przeciw, natomiast miażdżąca większość - 23 osoby głosowały za - przekonywał Terlecki.

Zandberg: Lewica zagłosuje "za"

- Mój poprzednik przez 10 minut, zamiast o Funduszu Odbudowy, opowiadał o tym, jak bardzo nie podoba mu się Lewica. Ja natomiast chciałbym, byśmy skupili się na rzeczach ważnych - powiedział Zandberg, nawiązując do wcześniejszego wystąpienia lidera PO Borysa Budki.
Polityk Lewicy wskazywał, że to był zły rok dla Europy, "epidemia zabiła setki tysięcy z nas, zrujnowała życie milionów". Jak podkreślał, wszyscy czekają na powrót do normalności, na to, "aż to się skończy".
- Ten zły rok wstrząsnął Europą i niektórzy mówili, że sobie nie poradzimy jako Europejczycy, że Europa się rozpadnie. Ja wierzę głęboko, że możemy wyjść z tego kryzysu silniejsi. Po to jest europejski Fundusz Odbudowy - zaznaczył. Jak dodał, jest on po to, by "postawić Europę na nogi po epidemii".
- Jeżeli powstanie europejski Fundusz Odbudowy, to zapewnimy miliardy euro dla Polski, ale też uczynimy Unię silniejszą i bardziej zjednoczoną. Jeżeli jednak Fundusz upadnie, to będzie zwycięstwo wrogów Europy, obecnych niestety także tu, na tej sali - powiedział Zandberg.
- Kto zagłosuje dziś za ratyfikację, głosuje za silną Europą. A ten, kto nie umie podnieść ręki za ratyfikacją, głosuje za Europą słabą, bezsilną, bezbronną - oświadczył.
Jak podkreślił, klub Lewicy "zagłosuje za Europą, za polską racją stanu". - Koalicyjny klub Lewicy poprze ratyfikację europejskiego Funduszu Odbudowy - powiedział.
Zandberg wskazywał, że Fundusz Odbudowy to wielkie publiczne inwestycje, pieniądze na ratowanie miejsc pracy, m.in. na kolejne oczyszczalnie ścieków, farmy wiatrowe, mieszkania dla młodych, kształcenie lekarzy i nowoczesną gospodarkę. - To jest szansa na skok cywilizacyjny. (...) Tak, europejski Fundusz Odbudowy to jest nowy Plan Marshalla i Europa nie może z tej szansy zrezygnować - powiedział.
- Wysadzenie w powietrze europejskiego Funduszu Odbudowy to jest wysadzenie w powietrze przyszłości naszych dzieci i wnuków i to jest po prostu skrajna nieodpowiedzialność - oświadczył.
- Słyszę, że pan minister Ziobro mówił dziś w Sejmie, że będzie głosować przeciwko, bo ten Fundusz to jest federalizacja Europy, krok w stronę europejskiego superpaństwa. (...) Nie myli się pan, panie ministrze, to jest pogłębienie integracji europejskiej i bardzo dobrze, że tak jest - powiedział polityk Lewicy.
Podkreślił, że nowe wspólne inwestycje publiczne "zwiążą nas silniej z Europą". - A europejski mechanizm praworządności utrudni panu, panie ministrze, bezkarne niszczenie polskich sądów - stwierdził zwracając się do Ziobry.
Zandberg wskazywał, że Europa "to jest polska racja stanu, najlepsza gwarancja demokracji i praworządności". - Chciałbym, by ci, którym chodzi dziś po głowie rozwalanie Funduszu w imię partyjniackich gierek, byli świadomi konsekwencji. Bo europejski pociąg może odjechać bez nas - zaznaczył.
Jak mówił, Polska potrzebuje dziś silnej publicznej ochrony zdrowia, szpitale muszą być dofinansowane. - O to walczyła Lewica i zapewniliśmy środki dla szpitali powiatowych - powiedział Zandberg. Podkreślał też, że trzeba zadbać o młodych. - Dlatego wymogliśmy wpisanie mieszkań do Krajowego Planu Odbudowy - dodał.
Poseł stwierdził też, że Lewica walczyła również o pomoc dla sektorów gospodarki dotkniętych pandemią. - Ta pomoc będzie, europejskie środki na to będą z europejskiego Funduszu Odbudowy - powiedział.
Zandberg podkreślił, że Lewica rozumie politykę jako walkę o sprawy zwykłych ludzi. - Innym zostawiamy rojenia o księżycowych koalicjach z panem Braunem i panem Bosakiem. My nie zmarnujemy życia przyszłych pokoleń w imię partyjniackich gierek, panie przewodniczący Budka - zwrócił się do szefa PO, przywołując w swej wypowiedzi posłów Konfederacji Grzegorza Brauna i Krzysztofa Bosaka.
- Rządy przychodzą i odchodzą, także te złe rządy, takie jak ten, który rządzi dziś Polską. Ale zostaje Polska. I dziś decydujemy o przyszłości naszego kraju i przyszłości Europy. Konsekwencje tych głosowań zostaną z nami na lata - oświadczył Zandberg.

Kosiniak-Kamysz: Zagłosujemy za silną Polską w Europie

Lider ludowców podkreślił, że środki z europejskiego Funduszu Odbudowy są Polsce bardzo potrzebne. - Ale są potrzebne rzetelnie i transparentnie podzielone; dla wszystkich, nie dla wybranych, nie dla samych swoich, nie tak jak Fundusz Inwestycji Lokalnych - oświadczył Kosiniak-Kamysz, dodając że nie wolno nam zmarnować drugiego Planu Marshalla.
Zaznaczył, że PSL od początku dyskusji o Krajowym Planie Odbudowy stawiało warunki jego poparcia. - Stawiliśmy warunki dotyczące udziału samorządów, udziału przedsiębiorców prywatnych; żeby te pieniądze trafiły do wszystkich wspólnot lokalnych, do wszystkich samorządów niezależnie od koloru legitymacji apartyjnej włodarzy gmin, powiatów i województw - mówił Kosiniak-Kamysz.
- Chcieliśmy pokazać naszym głosem wzywającym do debaty, że lepszy Krajowy Plan Odbudowy jest możliwy; KPO, który zawiera myśl strategiczną, widzi potrzebę reformowania państwa, a nie tylko doraźne działania - powiedział.
Zaznaczył, że premier Mateusz Morawiecki szuka przeciwników Funduszu Odbudowy w Europie. - Panie premierze, ale to najpierw trzeba w swojej zagrodzie przekonać trzódkę Solidarnej Polski; bliżej trzeba spojrzeć, gdzie są ci przeciwnicy. Oni siedzą razem z panem w ławach rządowych. Oni od początku panu mówią: jest pan zdrajcą, to jest utrata suwerenności. Ile pan się na to jeszcze będzie zgadzał? - pytał Kosiniak-Kamysz.
Lider PSL domagał się przyjęcia poprawek swego ugrupowania do projektu ustawy ratyfikacyjnej. Jedna z nich dotyczy, jak mówił, preambuły, w której należy zapisać - podkreślił Kosiniak-Kamysz - "że władze RP zobowiązują się, że środki z Funduszu Odbudowy będą wydatkowane na zasadach sprawiedliwych, transparentnych, opartych na zasadach demokratycznego państwa prawa, będą uwzględniać potrzeby wszystkich wspólnot lokalnych".
Jak mówił, "kto za tymi poprawkami nie zagłosuje, ten będzie chciał coś chachmęcić". Domagał się też m.in. zapisu, że NIK będzie corocznie kontrolował wydatkowanie środków z Funduszu Odbudowy.
- Dzisiaj nie zagłosujemy razem z kimś, dzisiaj nie zagłosujemy za rządem, dzisiaj zagłosujemy za, za środkami dla Polski, za środkami dla poszkodowanych, za samorządnością; zagłosujemy za silną Polską w Europie - powiedział Kosiniak-Kamysz.

Sośnierz: To zatrute pieniądze

- Wysoka, ale coraz niższa Izbo, dzisiejsze posiedzenie to jest Sejm rozbiorowy; dzisiaj zdecydujemy, czy Polska odda się w jeszcze większą niewolę Brukseli, czy za paciorki sprzeda kolejny kawałek swojej suwerenności - mówił D. Sośnierz w trakcie 5-minutowego wystąpienia przed głosowaniem rządowego projektu ustawy o ratyfikacji decyzji Rady UE z grudnia 2020 roku w sprawie systemu zasobów własnych UE.
Poprosił też posłów "z prawej strony, którzy mają zamiar podnieść za tym rękę", aby "odwrócili te swoje przypinki w klapach do góry nogami". - Nie sprawdzajcie symboli, które właśnie będziecie zdradzać. Może jesteście patriotami Indonezji, ale na pewno nie Polski - powiedział.
Jak ocenił, "jesteście tak naprawdę tylko kacykami uganiającymi się za doraźnymi korzyściami, za doraźnymi pieniędzmi na przekupywanie wyborców, żeby jakoś dojechać do kolejnych wyborów, (...) pod dyktat obłąkanego imperium brukselsko-berlińskiego pod czerwoną flagą, (...) za pieniądze zdradzacie Polskę, a więc także tych, którzy wam zaufali, (...) te pieniądze są zatrute".
Według Sośnierza, głosowanie rządowego projektu ustawy w takiej sprawie zwykłą, a nie kwalifikowaną większością, "to jest przestępstwo" i zaprezentował dwa wnioski Konfederacji: jeden o Trybunał Stanu dla tych, którzy będą głosować za złamaniem konstytucji, a drugi za głosowanie większością kwalifikowaną. Następnie zaproponował posłom: "wybierzcie jedno".
Poseł Bosak przekonywał, że "dziś Lewica realizuje swój program i może być z tego dumna", gdyż "wzmacnia" UE i "posuwa integrację europejska do przodu". Natomiast PiS - jego zdaniem - próbuje ukryć przed opinią publiczną, że "przesuwamy nowe kompetencje do Brukseli". - Sejm chce oddać kompetencje do zadłużania Unii Europejskiej. 10 lat temu zawetowali to Brytyjczycy, jak był kryzys w strefie euro, i nie przeszło. Teraz przejdzie - powiedział Bosak.
Jak zaznaczył, "wejdzie mechanizm warunkowości". - Bruksela będzie wyliczać, na co da temu i przyszłym rządzom pieniądze. Będziemy wydawać 7 lat, oddawać 37 lat, jeszcze 35 lat po tym jak ten człowiek (Mateusz Morawiecki) przestanie być premierem, będziemy to spłacać - powiedział. Wiceprzewodniczący koła Konfederacja przypomniał, że "wejdą nowe podatki, o których nikt nie wspomniał", i wyliczał podatki "od plastiku, od śladu węglowego, cyfrowy i od transakcji finansowych".
Podsumowując Bosak oświadczył, że "PiS zdradził polskich patriotów". - Umacnia Unię Europejską, a nie Polskę - podkreślił I wiceprezes Ruchu Narodowego.
Głos zabrali także przedstawiciele kół Kukiz'15 - Demokracja bezpośrednia, Polskie Sprawy i Polska 2050. - Posłowie koła Kukiz'15-Demokracja bezpośrednia będą podejmowali indywidualne decyzje - zapowiedział poseł Jarosław Sachajko.
Z kolei przewodnicząca koła Polskie Sprawy Agnieszka Ścigaj apelowała o przeniesienie głosowania o tydzień, aby móc porozmawiać ze stroną społeczną i pytała rząd o pomoc dla przedsiębiorców, którzy będą pełnili ważną rolę w odbudowaniu gospodarki po kryzysie. Koło wstrzyma się od głosu ws. Funduszu Odbudowy.
Koło Polska 2050 zagłosuje za zgodą na ratyfikację
 

sergiusz

New Member
14
1
Słowa wygłoszone w Parlamencie Europejskim po śmierci największego z Polaków.

„ Panie Przewodniczący, Wysoki Parlamencie,
Odszedł największy człowiek naszych czasów Jan Paweł II. Cały świat zamarł, cały świat pogrążył się w żałobie. Miliardy ludzi oddało mu hołd. Podczas gdy Unia Europejska pogrąża się w kryzysie wartości, trzeba w tej izbie zapytać z naciskiem: Skąd brała się siła, moralna i duchowa Jana Pawła II? Skąd potęga ducha, jaką promieniował ten wspaniały człowiek?
Ona brała się wysoki parlamencie z tego co wy odrzucacie. Brała się z głębi nauki Chrystusowej, z nauki Jezusa Chrystusa, pełnej miłości i prawdy. Jeśli tworzący się zrąb „Państwa Europejskiego” tą prawdę odrzuci, wbrew temu co myślą miliony ludzi na świecie, zbłądzi i gmach ten runie.”
 
Do góry Bottom