Śmieszne newsy z rana

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 776
21 542
25.07.2020 19:13
Podyktował mu nawet treść. Od tego zależało, czy zakładnicy zostaną uwolnieni. 20 zakładników zostało uwięzionych przez terrorystę w autobusie w Łucku na Ukrainie. Do zdarzenia doszło we wtorek rano.
Policja poinformowała, że mężczyzna z bronią i ładunkami wybuchowymi zabarykadował się z pasażerami w autobusie w centrum Łucka. W środku znajdowały się kobiety i dzieci.
Negocjacje trwały kilka godzin. W międzyczasie udało się wypuścić część zakładników. Po 12 godzinach od porwania zakładnik poddał się i uwolnił pozostałą część pasażerów.

Dziś już wiemy nieco więcej na temat negocjacji, w których udział brał sam prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski.
Prezydent telefonicznie rozmawiał z terrorystą. Jak pisze Niebezpiecznik, ten zażądał, aby głowa państwa poleciła na Facebooku obywatelom film “Earthlings”.
Film dokumentalny stworzony, by uświadomić przeciętnego człowieka, w jaki sposób współczesna cywilizacja wykorzystuje zwierzęta do własnych celów - głosi jego opis na Filmwebie.
Na profilu prezydenta rzeczywiście pojawiła się rekomendacja. Przywódca Ukrainy napisał, że każdy obywatel powinien zobaczyć “Earthlings”. To właśnie po tym terrorysta zgodził się wypuścić zakładników.
Według agencji Reuters sprawca był "niezadowolony z systemu na Ukrainie" i uważał, że to państwo jest największym terrorystą.
Cała historia przypomina pierwszy odcinek "Black Mirror", kiedy to premier Wielkiej Brytanii był szantażowany przez terrorystę i zmuszony do zgwałcenia świni. Tutaj żądania porywacza były inne, ale rodzi się pytanie: jak daleko może posunąć się osoba, która decyduje się wejść w układ z terrorystami?
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 776
21 542
Wczoraj, 29 lipca (10:46)
Rządowe wsparcie dla firm walczących o przetrwanie w dobie koronawirusa obecne jest w wielu krajach i, jak się okazuje, w niektórych pozwala nawet na spełnianie swoich motoryzacyjnych marzeń. Krótkotrwałe, ale jednak.
Pewien mieszkaniec Florydy złożył jakiś czas temu wniosek o rządowe wsparcie związane z epidemią koronawirusa. 29-latek podał w nim, że jest właścicielem czterech firm i zatrudnia w sumie 70 osób. Na ratowanie swoich biznesów chciał otrzymać 13,5 miliona dolarów! Ostatecznie otrzymał tylko 3,9 miliona, co i tak jest kwotą niebotyczną, szczególnie na polskie warunki.
Mężczyzna nie zamierzał jednak inwestować w utrzymanie na rynku swoich firm. Zamiast tego przeprowadził się do luksusowego hotelu w Miami Beach i ruszył na zakupy do markowych sklepów. Ukoronowaniem jego zakupowego szaleństwa była wizyta w salonie Lamborghini, gdzie za 320 tys. dolarów kupił niebieskiego Huracana. Na pensje dla pracowników nie wydał natomiast nic.
Długo się też nie nacieszył swoim nowym życiem. Został aresztowany i postawiono mu zarzut składania fałszywych wniosków o pomoc rządową. Władze przejęły 3,4 mln dolarów, jakich jeszcze nie zdążył roztrwonić i zajęły jego nowy samochód. Teraz grozi mu nawet 70 lat więzienia! Chyba nie było warto.
Gość wie, jak walczyć z systemem. Szkoda, że nie znalazł lepszego pomysłu na to, żeby nie odzyskali w ogóle tych pieniędzy. Chylę czoła.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 776
21 542
Przecież im nie chodzi o to, że są filmy z udawanymi gwałtami, tylko o to, że zdarzają się przypadki automatycznego, platformowego stręczycielstwa nieletnich z racji słabej weryfikacji.

Fapowanie do materiałów z PH nie powinno być tak ważne, aby w odruchu obronnym zniekształcać motywy działania osób, które chcą podnieść rękę na ten serwis. ;)
 

kompowiec

Open Source Boy
1 678
1 636

Państwo nie umie into internet, Fat miał racje btw. ;)
WHO zakłada gorącą linię o pandemii na WhatsAppie (aplikacja Facebooka), brytyjski rząd testuje obywateli na obecność wirusa dzięki wsparciu logistycznemu Amazona, a w całej Europie aplikacje do śledzenia kontaktów korzystają z otwartego protokołu Google i Apple. Pandemia uwypukliła to, o czym już wiedzieliśmy – wielkie internetowe platformy stanowią infrastrukturę publiczną i to taką, nad którą rządy nie mają kontroli. Według Jana Zygmuntowskiego, ekonomisty z think-tanku Instrat i Akademii Koźmińskiego, monopole mają długą historię relacji z władzą, ale jeszcze nigdy państwa nie były od nich tak uzależnione: „Jeżeli radykalnie nie ograniczymy władzy platform, ta sytuacja skończy się wielkim wyrównywaczem* – wojną lub rewolucją”. Co może zatrzymać „pochód platform”? Zapraszamy na ostatni przed dłuższą przerwą odcinek podcastu Panoptykon.4.0. Słyszymy się ponownie we wrześniu.

*Termin zapożyczony od Waltera Scheidela, historyka z Uniwersytetu Stanford.

Gapple – wspólny protokół Google’a i Apple’a pozwolił państwom na rozwijanie aplikacji do monitorowania kontaktów społecznych. Protokół miał być opublikowany, ale już wiemy, że firmy nie pokażą nam „interfejsu programisty”, choć wciąż toczy się rozmowa o tym, aby zgodziły się na jego audyt. Google i Apple wykorzystują federative learning – zamiast budować wielką bazę danych wszystkich użytkowników, mogą testować pewne rozwiązanie na ich urządzeniach końcowych. Nie możemy mieć pewności, że system, który powstał by pomóc w opanowaniu pandemii, nie zostanie wkrótce wykorzystany do budowania kolejnych usług technologicznych gigantów.

Relacje między państwami a monopolistami zawsze były zażyłe, ale nigdy państwo nie było aż tak zależne od firm. Według Jana Zygmuntowicza stoimy u progu technokapitalizmu – akumulacja kapitału w ręku firm technologicznych jest tak duża, że muszą one przejąć kompetencje państwa. Choć cyfrowi giganci technologiczni nie zarządzają szpitalami ani nie zamykają nas na przymusowych kwarantannach, coraz mocniej interesują się naszym zdrowiem. Nie wiemy, jak wykorzystają gromadzone na nasz temat dane, ale możemy wyobrazić sobie sytuację, w której sprzedadzą je ubezpieczycielom i w ten sposób będą regulować dostęp poszczególnych osób do usług medycznych.

Według Jana Zygmuntowskiego ta niezdrowa zażyłość prowadzi nas wprost do powtórki z historii i „wielkiego wyrównywacza”, czyli wojny lub rewolucji, która na lata zamrozi postęp technologiczny. Jedyna bezpieczna droga wiedzie przez regulacje, a przepisy krajowe mogą być równie (jeżeli nie bardziej) ambitne, co te unijne. Jako przykład cytuje progresywne pomysły organów ds. ochrony konkurencji i konsumenta oraz wyrok włoskiego sądu, który zmusił Facebooka do zmiany swojego wprowadzającego w błąd hasła („Facebook is free and always will be” - Facebook jest darmowy i zawsze taki pozostanie).

Na poziomie europejskim widać już ogromną zmianę w myśleniu. W niedawnym głosowaniu w Parlamencie Europejskim 503 na 701 posłów zagłosowało za zakazem personalizowanej reklamy w Internecie, rzucając tym samym wyzwanie cyfrowym gigantom. W rozmowie o nadchodzących regulacjach pojawia się zupełnie nowe podejście. Obok listy czarnych praktyk, która obejmie reklamę personalizowaną, preferowanie własnych usług czy fakt narzucania reguł gry przez dominujące systemy operacyjne twórcom aplikacji, rozważane są twarde zakazy skierowane do konkretnych firm – Facebooka czy Ubera.

Nowa regulacja, według Jana Zygmuntowskiego powinna wymusić na platformach interoperacyjność oraz doprowadzić do stworzenia wspólnych przestrzeni danych. Te wspólne przestrzenie, tzw. „wspólnice”, pozwalałyby na tworzenie usług publicznych o dużej wartości. Z kolei interoperacyjność oznaczałaby, że użytkownik mógłby dostosować usługi oferowane przez platformy do swoich potrzeb. Przykładowo zamiast równolegle korzystać z sieci społecznościowej do kontaktów towarzyskich, do pracy i do kontaktów akademickich, mógłbym mieć usługę, która pozwala mi funkcjonować we wszystkich tych sieciach. Jan Zygmuntowski podkreśla, że radykalne ograniczenie władzy platform to jedyna droga. „Czas przestać się łudzić, że możemy doprowadzić do sytuacji win – win. Świat nie jest rynkiem, świat jest polem władzy”. Mamy przed sobą trzy scenariusze. W pierwszym staramy się usunąć platformy za wszelką cenę, w drugim silnie regulujemy platformy, a w trzecim pozwalamy im dalej wyzyskiwać dane. Ale to, jak wiemy z historii, prowadzi do załamania systemu i wielkiego wyrównywacza. Czy naprawdę mamy wybór?
 

gordonfree

Well-Known Member
263
647

Centra Kontroli i Prewencji Chorób (CDC) w USA alarmują, że Amerykanie zaczęli pić środki do dezynfekcji rąk. Z tego powodu zmarły już co najmniej cztery osoby. U kilkunastu innych wystąpiły zaburzenia wzroku i napady padaczkowe.

Z informacji krajowego Centrum Kontroli i Prewencji Chorób (CDC) wynika, że od maja do czerwca w Arizonie i w Nowym Meksyku po wypiciu płynów do dezynfekcji rąk do szpitali trafiło 15 dorosłych osób w wieku od 21 do 65 lat. Stwierdzono u nich zatrucie metanolem.
Cóż, debili nigdzie nie brakuje, ale jeśli idzie o Amerykanów to są szczyty. Ostatnio widziałem oficjalną instrukcję CDC co do czasu mycia rąk. Według nich ręce należy szorować 20 sekund, ale jak to odmierzyć? Ano, należy zaśpiewać dwa razy "happy birthday" podczas mycia łap :) Skoro trzeba im dawać takie wskazówki to znaczy, że z poziomem intelektualnym naprawdę musi być bardzo źle.
 

gordonfree

Well-Known Member
263
647

Daewoo Matizem, a raczej tym, co z niego zostało, jechał sobie łódzki kierowca. Miał 1,8 promila alkoholu we krwi.
Blisko 1,8 promila alkoholu w organizmie miał 25-letni mieszkaniec powiatu tomaszowskiego, którego zatrzymali do kontroli funkcjonariusze Wydziału Ruchu Drogowego tomaszowskiej komendy. Mężczyzna poruszał się po drodze publicznej samochodem, który zwrócił uwagę policjantów gdyż… nie posiadał tylnego zderzaka, pokrywy bagażnika, pokrywy silnika, tylnych świateł, tablicy rejestracyjnej ani drzwi.

9 sierpnia 2020 roku około godziny 15:00 w miejscowości Wykno policjanci z tomaszowskiej drogówki zauważyli samochód osobowy marki Daewoo Matiz, który swoim nietypowym wyglądem zwrócił ich uwagę.
Postanowili skontrolować pojazd. Na widok radiowozu kierujący Matizem wyskoczył z auta przez otwór po brakujących tylnych drzwiach i został zatrzymany. W aucie znajdował się jego 31-letni znajomy. Po sprawdzeniu stanu trzeźwości kierującego ustalono, że ma on 1,76 promila alkoholu w organizmie.
Mężczyzna nie posiadał uprawnień do kierowania pojazdami, a samochód, który prowadził, nie był dopuszczony do ruchu. Matiz miał usunięte numery VIN. Za popełnione wykroczenia 25-latek ukarany został trzema mandatami. Mężczyzna spędził noc w policyjnym areszcie. Po wytrzeźwieniu usłyszy zarzuty kierowania pojazdem w stanie nietrzeźwości oraz zarzut usunięcia znaków identyfikacyjnych pojazdu. Za popełnione przestępstwa grozi mu kara do 3 lat pozbawienia wolności
Twardziel :)
 

erte

Well-Known Member
406
1 552
Utknął w dziurze uciekając z więzienia.
1597160594863.png

28-latek Rafael Valadao został aresztowany za kradzież. Osadzono go w więzieniu w Ceres, w centralnej Brazylii w stanie Goias.
Razem z kolegą wykopali dziurę w ścianie celi, używając metalowej rury z więziennego prysznica. Kolega uciekł. Rafael przecisnął masywne barki i tułów przez dziurę w ścianie, ale biodra utknęły w dziurze. Okazał się zbyt gruby, by wydostać się na wolność. Co gorsza, złodziej nie mógł wrócić do celi. Znaleźli go strażnicy bo wzywał pomocy. Musieli poszerzyć otwór, by wydobyć więźnia.

1597160840279.png

 
Do góry Bottom