Samochody, wozidła i rakietowozy - główny temat motoryzacyjny. Elektromobilność vs spalinogród

Maksymiliana

Everyday Hero
264
133
Ostatnio jechałam samochodem elektrycznym (Kia e-soul) muszę powiedzieć jedno- CISZA!
Jadąc takim wozidełkiem nie słyszysz nic, oprócz szumu opon. Dla mnie zrobiło to naprawdę piorunujące wrażenie.
Przy ruszaniu nie słyszysz wkręcającej się benzyny/ diesla na obroty a lekki świst, przy czym przyśpieszenie elektryka to nie ma co porównywać z spalinowym samochodem, bo moc dostępna jest od lekkiego wciśnięcia pedału gazu.
Polecam każdemu wypróbować elektryka. Naprawdę warto.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 663
21 096
Propozycje rządowych dopłat już windują ceny pojazdów elektrycznych
Poniedziałek, 5 sierpnia (15:38) Aktualizacja: Poniedziałek, 5 sierpnia (16:08)
Eksperci Autobaza porównali ceny pojazdów elektrycznych objętych rządową dopłatą. Okazuje się, że ten sam model samochodu u polskiego dealera kosztuje ok. 20 tys. więcej niż w pozostałych krajach UE.

Przypomnijmy, że projekt zakłada 30% dofinansowanie zakupu nowego pojazdu elektrycznego w cenie nieprzekraczającej 125 000 PLN.

Natomiast dopłata do pojazdów wodorowych również wynosi 30% lecz nie może przekroczyć 90 000 PLN, co oznacza, że maksymalna cena tego pojazdu może wynieść 300 000. PLN.

Pojazdy zakupione powyżej tej ceny nie będą kwalifikowały się do projektu. Zatem dopłata obejmuje niewielkie pojazdy o zasięgu nie przekraczającym 100 km. Pojazdy o zasięgu ok. 300 km są droższe i nie mieszczą się w limicie.

Zresztą nawet jakby się mieściły to jaki procent Polaków stać na zakup nowego auta za 125 000 PLN, którego użyteczność jest ograniczona? Bo pamiętać trzeba, że ewentualny zwrot nastąpi po przedstawieniu faktury zakupu.

Kwota zakupu 87 500 PLN to nadal kosmiczna kwota dla niejednego gospodarstwa domowego w Polsce. Tym bardziej, że według danych autobaza.pl Polacy najchętniej kupują pojazdy w wieku 7-10 lat w cenie do 25 tyś. PLN.

Kto tak naprawdę na tym zarobi?

Pojawienie się tematu dopłat do pojazdów elektrycznych już wpłynęło na rozszerzenie asortymentu dealerów, którzy do swoich ofert wprowadzają "miejskie pojazdy elektryczne".

Przykładem może posłużyć Renault TWIZY - dwuosobowy miejski mini elektryk określany jako auto kompaktowe. Ceny tego auta u polskich dealerów zaczynają się od ok. 53 000 PLN, podczas gdy cena tego samego auta w pozostałych krajach UE oscyluje wokół 30 000 PLN.

- Ponad 20 000 PLN różnicy w cenie tego samego auta pomiędzy poszczególnymi krajami w UE wskazuje na windowanie cen dealerów w Polsce pod ustawę o dopłatach do pojazdów elektrycznych - ocenia Piotr Korab ekspert Autobaza.


PAP
Źródło: oficjalne strony dealerów Renault w poszczególnych krajach

Jak inaczej bowiem wytłumaczyć tak znaczącą różnicę w cenie?

Do tej pory to w Polsce niektóre modele samochodów oferowane były taniej niż u naszych sąsiadów. Ponadto w Polsce dostępny jest obecnie droższy model TWIZY LIFE 80 N, podczas gdy w pozostałych krajach UE, dostępny jest również tańszy model N 45.

Czy to oznacza, że Polacy zaczną jeździć np. do Niemiec po nowe auta elektryczne?

Czy dopłaty rządowe obejmują również nowe auta kupione za granicą?

Projekt ministerstwa jest naprawdę dobrym pomysłem na wprowadzenie do użytku w Polsce aut elektrycznych. Jednak zdecydowanie należałoby go dostosować do realiów panujących na rynku i zasobności portfela przeciętnej polskiej rodziny.

Dopłaty powinny uwzględniać również pojazdy używane, aby zwiększyć różnorodność oferty i uniemożliwić dealerom stosowanie praktyk zawyżania cen pojazdów pod dopłaty.

Źródło informacji: VIN-Info
 

Maksymiliana

Everyday Hero
264
133
Słuchając w radiu pasażu ekonomicznego, prowadzący poruszył kwestię elektryków, przeczytał fragment artykułu znajdującego się w dzisiejszym pulsie biznesu.

"Czy godzimy się na wydobycie wysoce trujących surowców — litu, niklu i kobaltu — w krajach rozwijających się, po to żebyśmy mogli korzystać z aut nieemitujących spalin? Czy zbudujemy w krótkim czasie gęstą sieć stacji ładowania takich aut? "

Artykuł:
https://www.pb.pl/politycy-wybiora-dla-nas-naped-przyszlosci-967324
 
Ostatnia edycja:

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 663
21 096
Dobre wiadomości kolejno dla motorsportu spalinogrodowego i elektromobilnego:

Bugatti Chiron pojechał z prędkością 490 km/h!

Producenci
Wczoraj, 3 września (13:29)
Bugatti Chiron ustanowił nowy rekord prędkości dla "cywilnych" samochodów napędzanych silnikami tłokowymi. Zmodyfikowany egzemplarz pojazdu rozpędził się do zawrotnej prędkości - uwaga - 490,484 km/h!
Bugatti jest pierwszym producentem samochodów, któremu udało się pokonać magiczną granicę 300 mil/h. 490,484 km/h oznacza, że auto rozpędziło się dokładnie do 304,773 mil/h!

Próba ustanowienia nowego rekordu odbyła się 2 września 2019 roku, na niemieckim torze Ehra Lessien. To jeden z niewielu tego typu obiektów na świecie, który pochwalić się może mierzącym ponad 9 km prostym odcinkiem drogi. Za kierownicą specjalnie przygotowanego egzemplarza usiadł kierowca testowy Bugatti - Andy Wallace.

Firma nie chwali się, jakie modyfikacje przeszło prezentowane auto. Wiadomo jedynie, że karoseria - zapewne dla poprawy docisku - wydłużona została aż o 25 cm. Tajemnicą pozostaje za to poziom mocy wykrzesanej z benzynowego silnika W16 o pojemności 8,0 l. Przypominamy, że w "seryjnym" Bugatti Chiron generuje on aż 1500 KM i 1600 Nm. Standardowe auto przyspiesza do 300 km/h w 13,6 s.



Porsche Taycan z rekordem Nürburgringu
Producenci
Poniedziałek, 26 sierpnia (13:16)
Porsche ustanawia nowe standardy dla czterodrzwiowych, w pełni elektrycznych samochodów sportowych na północnej pętli toru Nürburgring. Kierowca testowy Lars Kern pokonał legendarny tor, znany jako "zielone piekło", w ciągu 7 minut i 42 sekund.

Czas okrążenia uzyskano na odcinku o długości 20,6 km, który zazwyczaj służy do przeprowadzania rekordowych przejazdów. W trakcie swojej próby Lars Kern poprowadził przedseryjny egzemplarz Porsche Taycan.

"Taycan nadaje się również na tory wyścigowe - w przekonujący sposób udowodnił to właśnie tutaj, na najtrudniejszym torze na świecie" - wyjaśnia Kern. "Jestem pod niesłabnącym wrażeniem tego, jak stabilny jest całkowicie elektryczny samochód sportowy na szybkich odcinkach, takich jak Kesselchen, i jak neutralnie przyspiesza podczas wyjeżdżania z ciasnych sekcji takich jak Adenauer Forst".

"Taycan doskonale poradził sobie ze sprawdzianem wytrzymałości w ramach Triple Endurance Run. Po pierwsze nasz elektryczny sportowy wóz zademonstrował powtarzalność swoich osiągów w ramach wyczerpującego testu, obejmującego 26 kolejnych prób przyspieszenia od zera do 200 km/h. Następnie bez żadnych problemów w ciągu 24 godzin pokonał 3425 kilometrów na torze Nardò, a teraz dorzuca do tego rekord na północnej pętli Nürburgringu" - wymienia Stefan Weckbach, wiceprezes ds. linii produktowej Taycan. "Na to połączenie osiągów i efektywności zespołu napędowego wpływają liczne czynniki - również przy dużej prędkości. Należą do nich reagujące w ułamku sekundy systemy podwozia, a także wyśmienita aerodynamika".

Już na wczesnym etapie projektowania inżynierowie ds. rozwoju zaczęli "jeździć" Porsche Taycan po północnej pętli Nürburgringu na symulatorze - tak, aby przetestować i ocenić jego osiągi na wirtualnej wersji toru. Jednym z głównych celów tego procesu było zarządzanie energią elektryczną oraz temperaturą - co stanowi istotny wkład w uzyskanie takiego, a nie innego czasu okrążenia.

Poprzednio: 24-godzinny maraton wytrzymałościowy i seria przyspieszeń

Taycan radzi sobie zarówno na torze wyścigowym, jak i w próbie wytrzymałościowej: w ciągu 24 godzin prototyp elektrycznego Porsche w ramach testu na torze wysokich prędkości w Nardò (Włochy) pokonał dystans dokładnie 3425 km. Mniej więcej odpowiada to odległości z Nardò do Trondheim w Norwegii.

W upalnych warunkach na północy Włoch prędkość samochodu wynosiła od 195 do 215 km/h. Przy temperaturze powietrza sięgającej 42 stopni Celsjusza i temperaturze toru dochodzącej do 54 stopni Celsjusza prototypowe Porsche Taycan udowodniło swoje walory na długim dystansie jeszcze przed rozpoczęciem produkcji seryjnej. Test zakończył się bez żadnych zakłóceń - samochód musiał zatrzymywać się jedynie na szybkie ładowanie i zmianę kierowcy.

A pod koniec lipca na pasie startowym lotniska przedseryjny egzemplarz Porsche Taycan przyspieszył od zera do 200 km/h co najmniej 26 razy z rzędu. Średnia wartość przyspieszenia z mierzonych prób wynosiła poniżej 10 sekund. Różnica pomiędzy najlepszym a najgorszym wynikiem to 0,8 sekundy.

Imponujące osiągi Porsche Taycan na torze wyścigowym to zasługa całej gamy rozwiązań technicznych:

- Taycan ma dwa silniki elektryczne - przy przedniej i tylnej osi, a zatem dysponuje napędem na wszystkie koła. Napęd na wszystkie koła i systemy kontroli trakcji działają znacznie szybciej niż w przypadku systemów konwencjonalnych. Na przykład jeśli jedno koło ma większy poślizg, jednostki elektryczne regulują go w ułamku sekundy.

- Zintegrowany układ kontroli podwozia w czterech wymiarach - Porsche 4D-Chassis Control - analizuje i synchronizuje działanie wszystkich systemów podwozia w czasie rzeczywistym. Lista innowacyjnych systemów podwozia obejmuje adaptacyjne zawieszenie pneumatyczne w technice trzykomorowej, w tym elektroniczne sterowanie pracą amortyzatorów PASM (Porsche Active Suspension Management), a także elektromechaniczny system stabilizacji przechyłów Porsche Dynamic Chassis Control Sport (PDCC Sport) oraz Porsche Torque Vectoring Plus (PTV Plus). "Rekordowy" egzemplarz wyposażono też w skrętną tylną oś i koła z 21-calowymi obręczami.

- Taycan jest pierwszym seryjnym pojazdem o napięciu systemowym wynoszącym 800 woltów zamiast standardowych dla aut elektrycznych 400 woltów. Do korzyści takiego rozwiązania należą wysokie i stale dostępne osiągi.

- Wśród trybów jazdy nowego Porsche Taycan są specjalne ustawienia pozwalające w pełni wykorzystywać właściwości całkowicie elektrycznego napędu. W trybie Sport Plus samochód niezwykle dynamicznie reaguje na polecenia kierowcy. Strategię chłodzenia i ogrzewania akumulatora skonfigurowano z myślą o maksymalnej wydajności. Klapy wlotów powietrza doprowadzające chłodne powietrze zostają wówczas otwarte, tylny spojler wcześniej przyjmuje wydłużoną pozycję w celu minimalizacji unoszenia, a zestrojenie podwozia jest zoptymalizowane pod kątem jak najlepszych osiągów na torze; prześwit osiąga swoje najniższe położenie.

 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 663
21 096
Niemcom zaczyna się palić tyłek i ichnie reżimowe media rozkręcają panikę, aby zmobilizować największe koncerny do szybszej elektryfikacji.


Przy okazji, coś o chińskich firmach motoryzacyjnych:
 
  • Like
Reactions: wah

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 663
21 096
Demonstracja przeciwko samochodom we Frankfurcie
Wiadomości
Wczoraj, 14 września (23:10)
Przed terenem, na którym we Frankfurcie nad Menem odbywa się doroczny Międzynarodowy Salon Samochodowy (IAA) , doszło do wielotysięcznej demonstracji przeciwników aut i silników spalinowych. Uczestnicy domagali się jak najszybszej transformacji systemu transportowego.

Podczas pierwszego dnia salonu IAA otwartego dla publiczności, przed terenem, na którym odbywa się ta jedna z największych i najbardziej znanych wystaw samochodowych na świecie, zgromadziło się około 25 tys. osób. Demonstracja została zorganizowana przez związek #austeigen (niem. wysiadać), w którego skład wchodzą organizacje zajmujące się ochroną przyrody, broniące praw zwierząt, czy zrzeszające miłośników rowerów.

Uczestnicy domagali się natychmiastowej rezygnacji z silników spalinowych, zaprzestania produkcji aut terenowych, przesiadania się na małe elektryczne auta miejskie i pełnej neutralności klimatycznej ruchu ulicznego do 2035 roku. Żądali też większych udogodnień dla rowerów i transportu publicznego.

#austeigen oskarża przemysł motoryzacyjny o spowalnianie tych zmian poprzez produkcję - ich zdaniem - szczególnie szkodliwych dla środowiska miejskich SUV-ów. Biorący udział w demonstracji dawali wyraz swojej niechęci wobec samochodów, a szczególnie miejskich terenówek, przynosząc transparenty z takimi napisami, jak np. "Nienawidzę aut", "Geje przeciwko SUV-om", czy "SUV-y to g...".

Kwestia ochrony klimatu jest obecnie szczególnie ważna dla Niemców. Według opublikowanego w sierpniu sondażu dla telewizji RTL jest to dla nich najważniejszy problem, z którym musi zmierzyć się ich kraj; uważa tak 37 proc. ankietowanych. Na drugim miejscu znalazła się kwestia migracji (29 proc.), a na trzecim - niezadowolenie z polityków (25 proc.).

Jednocześnie przemysł samochodowy należy do jednej z najważniejszych branż niemieckiego przemysłu. Jest od niego zależnych ok. 1,8 mln miejsc pracy. Auta i części do nich są też najważniejszym składnikiem eksportu RFN - jego wartość wyniosła w 2018 roku 230 mld euro (na drugim miejscu znalazły się maszyny - 194 mld euro).

Miejskie terenówki są z kolei coraz ważniejszym produktem w ofercie niemieckich koncernów samochodowych. 43,7 proc. wszystkich samochodów sprzedanych przez BMW w pierwszym półroczu 2019 r., to były SUV-y i auta terenowe. W przypadku Audi jest to 40 proc., a Daimlera - 32,3 proc. Wyraźnie rośnie też popularność tego typu nadwozi nad Renem. W 2016 roku zarejestrowano 715 tys. nowych SUV-ów i terenówek. W 2018 - 934 tys. Według prognoz w 2019 r. ich liczba przekroczy 1 mln (do czerwca - 552 tys.)
Kierowcy teraz powinni zrobić manifestację przeciwko gejom.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 663
21 096
A w USA coraz rzadziej można znaleźć typowe dla Ameryki pływające kanapowozy. Na nic się te bailouty przemysłu motoryzacyjnego nie przydały, konsumenci decydują inaczej.

Japońskie marki wygrywają w USA
Producenci Wczoraj, 30 września (23:02)

Właściciele samochodów japońskich marek mają powody do zadowolenia - wynika z corocznego badania American Customer Satisfaction Index. Najbardziej usatysfakcjonowani są posiadacze Lexusów, ale producenci z Kraju Kwitnącej Wiśni królują również wśród aut popularnych.

Lexus niekwestionowanym liderem

W kategorii producentów samochodów luksusowych pierwsze miejsce zajął Lexus. Japońska marka uzyskała wynik 84 punktów i o oczko wyprzedziła drugiego Mercedesa, a o dwa punkty trzecie Audi. Dla Lexusa było to już piąte z rzędu zwycięstwo w badaniu American Customer Satisfaction Index, a także jedna z bardzo wielu nagród, jakie przyznano marce w tym roku. W ostatnich miesiącach Lexus okazał się producentem, którego samochody wyjątkowo wolno tracą na wartości, a także został nazwany marką luksusową o najbardziej lojalnych klientach. Jakby tego było mało, na brytyjskim rynku Lexusa określono najlepszą marką premium, a także producentem wzbudzającym największe zaufanie.

W amerykańskim badaniu zadowolenia klientów uwzględniono łącznie dziewięć marek. Za podium znalazły się kolejno BMW, należące do Nissana Infiniti, Lincoln, Volvo, Cadillac, a na ostatnim miejscu Acura, będącą własnością Hondy. To właśnie Acura oraz Volvo są producentami, którzy odnotowali największą stratę względem ubiegłorocznego zestawienia - 4%. Zaś największym, 5-procentowym wzrostem może poszczycić się Infiniti.

Honda, Subaru i Toyota na szczycie
W kategorii producentów samochodów popularnych na czele również znalazły się japońskie marki. Pierwsze miejsce zajęły ex aequo Subaru i Honda z wynikiem 82 punktów, a zaraz za nimi na drugim miejscu znalazła się Toyota, która zdobyła ich 81. Marki z Kraju Kwitnącej Wiśni dają swoim klientom zadowolenie wyraźnie powyżej średniej rynku, która w tym roku wyniosła 79 punktów.

Wśród popularnych producentów czwarte i piąte miejsce zajęły odpowiednio amerykańskie Chevrolet i Ram, a na następnych lokatach w najlepszej dziesiątce znalazły się kolejno Buick, Hyundai, GMC, Fiat oraz Ford. W ujęciu ogólnym corocznego zestawienia American Customer Satisfaction Index, uwzględniającym wszystkie przebadane marki, pierwsze miejsce również przypadło Lexusowi. Badanie bazowało na opiniach ponad 4,8 tys. właścicieli samochodów, zebranych od sierpnia 2018 roku do lipca 2019 roku.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 663
21 096
To postęp!

Kryzys, brak paliwa? Nie, to coś innego...
Samochody elektryczne
Wczoraj, 5 grudnia (14:02)

Większość naszych czytelników nie pamięta już czasów, w których samochodowa podróż na drugi koniec kraju (o wyjazdach zagranicznych można było jedynie pomarzyć) wymagała zakrojonych na szeroką skalę przygotowań.

W czasach PRL, gdy benzyna była ściśle reglamentowania, zatankowanie auta wiązało się z oczekiwaniem w wielogodzinnej kolejce. Kierowcy często spędzali w "ogonkach" przed dystrybutorami całe noce.

W kategoriach ironii losu rozpatrywać można fakt, że o tych patologicznych czasach przypominają dziś zdjęcia z kolebki kapitalizmu - Stanów Zjednoczonych...
Poniżej prezentujemy film nagrany kilka dni temu w kalifornijskim mieście San Luis Obispo. Przedstawia on kolejkę ponad piętnastu Tesli, których kierowcy czekają "w ogonku" na możliwość skorzystania z tzw. szybkiej ładowarki o mocy 150 kW. Słowo "szybka" oznacza w tym przypadku możliwość doładowania baterii do około 50 proc. pojemności w 20 minut. Pełne ładowanie zajmuje już godzinę i piętnaście minut...


Dodatkowe stacje Tesli to za mało

Ta nietypowa sytuacja miała miejsce w ubiegły czwartek, 28 października, gdy w USA obchodzono Święto Dziękczynienia. Jak co roku Amerykanie rzucili się w wir rodzinnych odwiedzin, czego efektem był większy niż zwykle ruch. Właściciele elektryków, którzy odłożyli "tankowanie" na ostatnią chwilę, stracili przy punktach ładowania długie godziny.
Sytuacji nie udało się uniknąć nawet mimo tego, że - prognozując wzmożony ruch - Tesla rozstawiła w tym miejscu dodatkowe ładowarki mobilne. Chociaż w sumie kierowcy mieli do dyspozycji około 15 punktów ładowania, kolejka chętnych sięgała kilkunastu pojazdów.
Dodatkowe stacje nie wszędzie się pojawiły, a wówczas problem był jeszcze większy, co ilustruje kolejne wideo, nakręcone w Kettleman City w Kalifornii 30 listopada. Samym Amerykanom te obrazki przypominają kryzys paliwowy z lat 70-tych ubiegłego wieku. Wówczas problemy z zaopatrzeniem w paliwo na wiele lat zmieniły oblicze amerykańskiej motoryzacji.
Te przypadki sygnalizują poważny problem, z jakim w najbliższej przyszłości będzie się musiała zmierzyć elektromobilność. Chociaż większość elektrycznych aut można dziś bez problemu ładować z domowego gniazdka, w praktyce nie jest to takie proste. Własny garaż rozwiązuje tylko część problemu. Musimy w nim posiadać przyłącze energetycznego o dużej mocy. W przeciwnym wypadku, wymagane przed dalszą trasą naładowanie pojazdu do pełna, trwać może nawet kilkanaście czy kilkadziesiąt godzin.

Warto dodać, że obecnie w Polsce mamy około 8 tys. stacji paliw, które obsługują blisko 19 mln pojazdów (mniej więcej tyle poddano w ubiegłym roku obowiązkowym badaniom technicznym). Biorąc pod uwagę ogół zarejestrowanych pojazdów (w ubiegłym roku było to 29 656 238 sztuk) jedna stacja benzynowa przypada dokładnie na 3831 aut.
Dla porównania, na koniec trzeciego kwartału bieżącego roku, po polskich drogach poruszało się 7 884 samochodów z napędem elektrycznym, z których 4 701 to samochody stricte bateryjne, a pozostałe 3 183 - hybrydy typu plug-in. Cała ta flota obsługiwana jest obecnie przez 958 stacji ładowania dysponującymi 1 748 punktami. Niestety, jak wynika z "licznika elektromobilności" Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych, zaledwie 30 proc. z nich to tzw. "szybkie" ładowarki prądu stałego.

Sytuacja rodem ze Stanów - póki co - jeszcze nam nie grozi. Na jedną stację ładowania przypada dziś w Polsce 8 aut elektrycznych. Problem w tym, że danych nie sposób zestawiać z tymi dotyczącymi stacji tankowania. Nawet krótkie doładowanie elektrycznego samochodu do 20 czy 30 proc. pojemności baterii, przy pomocy szybkiej ładowarki, trwa przeważnie około 30 minut, w których standardowa stacja benzynowa obsłużyć może kilkadziesiąt(!) pojazdów.
Problemem jest również lokalizacja samych stacji ładowania, z których większość przypada na duże miasta. W samej Warszawie stacji ładowania jest ponad 120 - we Wrocławiu, Katowicach czy Krakowie - ponad 40. Oznacza to, że "dotankowanie" elektrycznego pojazdu w czasie podróży autostradą czy drogą szybkiego ruchu graniczy z cudem.
Czyżby wiec, wraz z upowszechnianiem się pojazdów elektrycznych, motoryzacja w Polsce zataczała koło? Jak sądzicie, czy w kolejnych latach znów czekają nas wielogodzinne kolejki przed "dystrybutorami z prądem"?
 

kr2y510

konfederata targowicki
12 453
22 418
Elektryki w Polsce nie są tak tanie w eksploatacji jak diesle.

A wszystkiemu winne są ceny prądu. Już teraz przejechanie samochodem elektrycznym 100 kilometrów kosztuje ponad 50 złotych, a jeśli wzrost cen prądu się utrzyma, to wkrótce może przekroczyć 70. Dziennik podkreśla, że to dwa razy więcej niż przejechanie takiego samego dystansu autem z silnikiem diesla.
 

tosiabunio

Grand Master Architect
Członek Załogi
6 693
13 640
Koenigsegg prezentuje swoje najnowsze samochody, w tym Koenigsegg Gemera:


Gemera to czteroosobowa (GT) hybryda, o łącznej mocy 1700 KM, napędzana 3 silnikami elektrycznymi oraz skromnym, dwulitrowym, trzycylindrowym spaliniakiem o mocy aż 600 KM.

Z ciekawostek - 2 silniki elektrycznie napędzają wyłącznie koła tylne (niezależnie), a trzeci elektryk i silnik spalinowy napędza oś przednią, jednak z możliwością sterowania momentem obrotowym każdego z kół niezależnie.

Spodziewane osiągi - 0-100 w 1.9 sekundy, maksymalna prędkość 400 km/h. Aha, samochód nie ma skrzyni biegów - każdy z silników ma tylko jedno przełożenie.

O technicznych rozwiązaniach opowiada ten materiał:



Poprzednia hybryda Koenigsegg Regera - sportowe coupe o łącznej mocy 1100 KM też nie byłe niczego sobie. Pobiła światowy rekord przyśpieszenia i hamowania 0 - 400 km/h - 0 w niecałe 32 sekundy. Przyśpieszenie miała skromniejsze, do setki w 2.9 sekundy, ale 0 - 400 w nieco ponad 22 sekundy.

 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 663
21 096
No i takie downsizing i hybrydyzację to ja rozumiem. Kompromis, który kończy się eskalacją osiągów to żaden kompromis.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 663
21 096

Nadeszły bardzo trudne czasy dla europejskiej motoryzacji. Rozlewająca się po świecie pandemia koronawirusa zbiegła się w czasie z wprowadzeniem nowych limitów emisji spalin dla samochodów na Starym Kontynencie. Efekt to skokowe załamanie sprzedaży i duże podwyżki cen nowych aut.

Tylko w lutym potentaci pokroju Volkswagena, Forda czy Renault odnotowali w Europie zauważalny spadek popytu. Z danych serwisu "Automotive News" wynika, że Volkswagen - jako koncern - zanotował spadek popytu o 4,4 proc. Grupa Renault straciła aż 14 proc. nabywców, a FCA - 6,9 proc.
Zdecydowanie gorzej sytuacja wygląda w przypadku poszczególnych marek. Volkswagen sprzedał o blisko 10 proc. mniej aut niż przed rokiem. Sprzedaż Forda zmalała o 20 proc, a Opla - o 21. O prawdziwym dramacie mogą już mówić dealerzy: Alfy Romeo (-22 proc.), Jeepa (-33 proc.) czy Dacii (-33 proc.)
.
Wypada zauważyć, że prezentowane dane dotyczą lutego, gdy koronawirus pustoszył "jedynie" Włochy i Hiszpanię. Pełny wymiar katastrofy związanej z jego działaniem poznamy dopiero w marcu i kwietniu, gdy dealerzy i klienci, którzy zdążyli już wcześniej zamówić nowe auto, odczują skutki zatrzymania fabryk i apeli władz o pozostawanie w domach.
Skąd więc wzięły się tak potężne spadki sprzedaży w lutym? Odpowiedź jest prosta - chodzi o cenę. Wprowadzenie nowych limitów emisji CO2 (95 gramów/km) zmusiło producentów do gwałtownego odświeżenia oferty układów napędowych, co poskutkowało skokowym wzrostem cen nowych samochodów. W ten sposób producenci zmuszeni byli do pokrycia kosztów opracowania napędów hybrydowych, które - przynajmniej na papierze - dają szansę zbliżenia się do limitów wyznaczonych przez władze europejskie. Przypominamy, że wg prognoz na 2021 rok europejscy potentaci, w sumie będą musieli zapłacić nawet 145 mld euro kar! W niektórych przypadkach, jak np. Fiat Chrysler Automobiles, prognozowane kary osiągnąć mogą nawet połowę(!) przychodów ze sprzedaży pojazdów.
Z danych instytutu Samar wynika, że w lutym za nowe auto w Polsce płacono średnio aż 119 092 zł czyli o ponad 13 tys. więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku! Średnia skumulowana cena nowego samochodu rejestrowanego w naszym kraju od stycznia to już 117 283 zł. Oznacza to, że przeciętne nowe auto podrożało ostatnio o blisko 12 proc!
Na pechowej kumulacji - koronawirusa i nowych norm emisji spalin - najbardziej zyskują Japończycy. Niekwestionowanym zwycięzcą takiej sytuacji jest Toyota, która od lat inwestowała w napędy hybrydowe, więc wprowadzenie nowych norm nie stanowiło dla Japończyków większego wyzwania. W efekcie, jako jedna z nielicznych popularnych marek, w skali Europy, w Toyota zanotowała w lutym wzrost sprzedaży o imponujące 11 proc!
No to już wiemy, że Unia Europejska jest gorsza od zarazy. Przynajmniej dla motoryzacji.

Elektryki będą za drogie, a w Polsce przy takich cenach prądu w dodatku nieopłacalne, za spalinogród na wyżyłowanych silnikach jeszcze trzeba będzie zdrowo przepłacać, zatem zbliżamy się do czasu, w jakim będzie warto zainwestować w firmy produkujące rowery albo drezyny.

Wchodzimy głębiej w przyobiecaną erę obniżania oczekiwań...
 

inho

Well-Known Member
1 616
4 045
Rozlewająca się po świecie pandemia koronawirusa zbiegła się w czasie z wprowadzeniem nowych limitów emisji spalin dla samochodów na Starym Kontynencie. Efekt to skokowe załamanie sprzedaży i duże podwyżki cen nowych aut.
No to już wiemy, że Unia Europejska jest gorsza od zarazy. Przynajmniej dla motoryzacji.
Tymczasem Trump właśnie cofnął wyśrubowane normy wzrostu wydajności silników zarządzone przez Obamę. Normy Obamy wymagały corocznego wzrostu wydajności o 5%, normy wprowadzone przez Trumpa zakładają wymuszają 1.5%. Producenci samochodów deklarują, że bez żadnych regulacji zapewniają 2.5% wzrost wydajności. Wprowadzone zmiany mają obniżyć ceny samochodów we wszystkich segmentach.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 663
21 096
Kilka lat temu, gdy koncerny motoryzacyjne ogłaszały wielką elektryczną ofensywę, analitycy wróżyli, że ceny samochodów na prąd będą szybko spadały. Zadziałać miały prawa rynku - im większe podaż i popyt, tym bardziej opłacalna produkcja, a im większa konkurencja, tym niższe marże. W rzeczywistości jednak ceny zelektryfikowanych modeli zamiast spadać - rosną. Potaniały jedynie hybrydy.

Instytut Jato zajmujący się badaniem globalnego rynku motoryzacyjnego przyjrzał się dokładnie temu, ile trzeba było zapłacić za elektryczne modele osiem lat temu, a ile kosztują dzisiaj. Analitycy wyciągnęli smutny wniosek - takie pojazdy potaniały jedynie w Chinach, natomiast ich średnie ceny w Europie i USA - wbrew wcześniejszym zapowiedziom i oczekiwaniom - poszły w górę. - Teoria, że z biegiem czasu takie samochody będą coraz przystępniejsze cenowo, na razie się nie sprawdza - piszą wprost eksperci Jato. I dowodzą, że póki co jest dokładnie odwrotnie.

Z wyliczeń instytutu wynika, że w ciągu ośmiu lat średnia cena auta elektrycznego w Europie poszła w górę o 42 proc., natomiast w USA aż o 55 proc. W tym samym czasie w Chinach samochody BEV (Battery Electric Vehicle) potaniały niemal o połowę. Jak to możliwe? Po pierwsze w Państwie Środka lokalni producenci postawili w ostatnich latach na małe, tanie samochody na baterie, podczas gdy koncerny na Starym Kontynencie i w Ameryce skupili się głównie na wozach klasy premium, jak choćby Jaguar i-Pace, Tesla X czy Audi e-tron.

W ubiegłym roku na całym świecie sprzedano 3,5 mln klasycznych hybryd (HEV) i około miliona elektryków (BEV)

Jest jednak i drugi powód - Chińczycy kontrolują nawet 70-80 proc. światowych złóż litu, używanego do produkt akumulatorów. Swoim koncernom mogą go dostarczać w pierwszej kolejności i po lepszych cenach. Nie można też pominąć faktu, że wszystkie auta elektryczne mają coraz większe baterie, lepsze zasięgi czy szybciej się je ładuje. Żadna z tych rzeczy nie zmienia jednak faktu, że choć dokonujemy postępu, a technologia się upowszechnia, to płacimy coraz więcej nawet za identyczne pojazdy.
Renault Zoe z silnikiem o mocy 80 KM w 2012 r. kosztowało 22 500 euro, podczas gdy obecnie jest o ponad 4000 euro droższe, mimo że w tym czasie poprawiono w nim jedynie czas ładowania. Podobnie - jak wylicza Jato - przedstawia się sytuacja z e-Golfem i Nissanem Leaf. Ten drugi w USA w 2011 roku kosztował 33 700 dol., zaś w 2017 roku już 36 790 dol. Zaś model S amerykańskiej Tesli (kwalifikowanej jako marka premium) potaniał na rodzimym rynku w ciągu 8 lat o zaledwie 1400 dol. i to przy kwotach za auto przekraczających 75 tys. dol. - Nie tego oczekiwali klienci - komentuje krótko Felipe Munoz z Jato. I zwraca uwagę, że ceny modeli elektrycznych bywają o 30 do nawet 100 proc. wyższe niż porównywalnych samochodów z klasycznym napędem.
Zupełnie inaczej przedstawia się sprawa z hybrydami, które w ostatniej dekadzie potaniły. Ceny niemal zrównały się z podobnej klasy autami z klasycznymi jednostkami spalinowymi. Dobrym przykładem jest choćby Lexus ES 300, którego ceny zaczynają się od 180 tys. zł - podobnie inne marki premium wyceniają swoje limuzyny segmentu E z najsłabszymi dieslami. Tymczasem jeszcze kilka lat temu do hybrydy dopłacić trzeba było 15-20 proc.
Spadek cen hybryd ma kilka źródeł. Po pierwsze, maja niewielkie baterie, więc nawet jeśli są litowe (częściej niklowo-metalowo-wodorkowe), to tego pierwiastka jest w nich kilkudziesięciokrotnie mniej niż w elektrykach. Po drugie, podaż jest już tak duża, a technologia tak dopracowana, że produkcja HEV stała się po prostu tańsza. Efekty tego też są widoczne w statystykach. W ubiegłym roku na całym świecie sprzedano 3,5 mln klasycznych hybryd (HEV) i około miliona elektryków (BEV).
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 663
21 096
Miesiąc miodowy teslarza właśnie się skończył. Chyba został szybko wyleczony ze swojego zauroczenia elektromobilnością i powróci skruszony do spalinogrodu.

TLDR:

Nie kupujcie Tesli - to przereklamowany melex, o jakości indyjskiej Taty i nieistniejącym serwisie. A jak już ją niestety macie, to porady i pomocy szukajcie w każdym innym miejscu tylko nie w tym. Dopóki władzę trzyma tam pan S.
To całe chwalenie się zasięgami to stek bzdur i życzeń twórców mitu Tesli. Faktyczny zasięg przy muskaniu podeszwą pedału gazu jest 20 proc. mniejszy.
Warunek - na autostradzie 90-110 km/godz. i najlepiej za tirem. Fun niesamowity. Petarda na starcie, żółw w trasie. Życzę powodzenia w planowaniu podróży dłuższych niż zasięg wzroku. 400-konny melex z napędem na cztery nogi i użytkownik, który korzysta z ułamka możliwości auta, bo boi się, że mu fura stanie...

Całość przygód z serwisem:
 

Claude mOnet

Well-Known Member
988
1 936
Miesiąc miodowy teslarza właśnie się skończył. Chyba został szybko wyleczony ze swojego zauroczenia elektromobilnością i powróci skruszony do spalinogrodu.

TLDR:

Nie kupujcie Tesli - to przereklamowany melex, o jakości indyjskiej Taty i nieistniejącym serwisie. A jak już ją niestety macie, to porady i pomocy szukajcie w każdym innym miejscu tylko nie w tym. Dopóki władzę trzyma tam pan S.
To całe chwalenie się zasięgami to stek bzdur i życzeń twórców mitu Tesli. Faktyczny zasięg przy muskaniu podeszwą pedału gazu jest 20 proc. mniejszy.
Warunek - na autostradzie 90-110 km/godz. i najlepiej za tirem. Fun niesamowity. Petarda na starcie, żółw w trasie. Życzę powodzenia w planowaniu podróży dłuższych niż zasięg wzroku. 400-konny melex z napędem na cztery nogi i użytkownik, który korzysta z ułamka możliwości auta, bo boi się, że mu fura stanie...

Całość przygód z serwisem:
Elektryczne samochody to może i padaki, ale hybrydy są świetne. Kupiłem kompaktową hybrydę (używaną) 1,5 roku temu i to najlepszy samochód jaki miałem: bezawaryjny, wygodny, oszczędny, i co zaskakujące o zacięciu sportowym (<8 sek. do 100km/h). Szczególnie przypadła mi do gustu bezstopniowa skrzynia biegów CVT oraz wyłączanie silnika spalinowego przy małych prędkościach - nie ma zjawiska "trzęsiawki" przy niskich obrotach silnika.

Jak miałbym kasę kupił bym nową z możliwością ładowania o zacięciu terenowym Toyota CHR:
 
Do góry Bottom