RFN, NRD, Niemcy: zbiorczy temat o sprawach zza zachodniej granicy pod wezwaniem lewego jaja Führera

kr2y510

konfederata targowicki
12 148
20 455
Rok temu kolega przez 3 miesiące pracował w dawnym DDR-ówku. Gadał z młodymi i starymi. Niemal wszyscy wzdychali z nostalgią za DDR, gdzie w pracy były "darmowe obiady". Kurwa dramat. Co ci młodzi mogą pamiętać skoro ich wtedy nie było?
Wyjście z komuny jest równie traumatyczne jak jej wprowadzenie.
 

johndoe

New Member
5
0
Rok temu kolega przez 3 miesiące pracował w dawnym DDR-ówku. Gadał z młodymi i starymi. Niemal wszyscy wzdychali z nostalgią za DDR, gdzie w pracy były "darmowe obiady". Kurwa dramat. Co ci młodzi mogą pamiętać skoro ich wtedy nie było?
Wyjście z komuny jest równie traumatyczne jak jej wprowadzenie.
Gdybyś dorastał i pracował w zastanym systemie, gdzie masz gwarantowane przez państwo szereg programów socjalnych, a następnie ustrój pada, wchodzi społeczna gospodarka rynkowa i ci to zabiera - to trudno się pogodzić ze stratą. Tym bardziej im dłużej korzystałeś z benefitów i im lepsze masz wspomnienia z tamtego okresu.

"Darmowe obiady" - jak to ująłeś - w polskim prawie są obowiązkiem pracodawcy w przypadku gdy praca fizyczna, którą pracownik wykonuje ma miejsce w warunkach uciążliwych. Jako pracodawca musisz zapewnić ciepły posiłek 1000kcal oraz napoje o odpowiedniej temperaturze. Wszystko to nieodpłatnie, a niezapewnienie tego - jak to ujął ustawodawca - "posiłku regeneracyjnego" podlega grzywnie, a pracownik ma prawo odmowy wykonania zleconych zadań.

Polecam poczytać Dz.U.1996.60.279 ROZPORZĄDZENIE RADY MINISTRÓW z dnia 28 maja 1996 r. w sprawie profilaktycznych posiłków i napojów. (Dz. U. z dnia 30 maja 1996 r.).
 

kr2y510

konfederata targowicki
12 148
20 455
Gdybyś dorastał i pracował w zastanym systemie, gdzie masz gwarantowane przez państwo szereg programów socjalnych, a następnie ustrój pada, wchodzi społeczna gospodarka rynkowa i ci to zabiera - to trudno się pogodzić ze stratą. Tym bardziej im dłużej korzystałeś z benefitów i im lepsze masz wspomnienia z tamtego okresu.
Wyobraź sobie że ja dorastałem i krótko pracowałem, a kolega który przekazał mi tę relację też dorastał w PRL-owej komunie i pracował dłużej ode mnie. Ten kolega ma 64 lata.

Pracodawcy w Niemczech są obowiązani do stosowania się do lokalnego prawa i dobrze traktują swoich, bo muszą. Więc nie o to chodzi. Tu chodzi o mentalność, bo nie każdy dziś pracuje w warunkach uciążliwych, a mity z czasów DDR-ówka są w niemieckim narodzie wiecznie żywe jak Marx i Lenin.
 

johndoe

New Member
5
0
Wyobraź sobie że ja dorastałem i krótko pracowałem, a kolega który przekazał mi tę relację też dorastał w PRL-owej komunie i pracował dłużej ode mnie. Ten kolega ma 64 lata.

Pracodawcy w Niemczech są obowiązani do stosowania się do lokalnego prawa i dobrze traktują swoich, bo muszą. Więc nie o to chodzi. Tu chodzi o mentalność, bo nie każdy dziś pracuje w warunkach uciążliwych, a mity z czasów DDR-ówka są w niemieckim narodzie wiecznie żywe jak Marx i Lenin.
Nie rozumiem z czym masz problem. Jako pracownik, którzy przez x lat pracowałeś w systemie z benefitami dla "fizycznych" przyjąłeś pewne prawa pracownicze za "standardy", które po '89 tobie odebrano i z którymi się cieżko pogodzić. Inaczej, gdy urodzony już w obecnym systemie wyciągasz ręcę po więcej lub zwalasz winę za swoje niepowodzenia na system.
 

kr2y510

konfederata targowicki
12 148
20 455
Nie rozumiem z czym masz problem. Jako pracownik, którzy przez x lat pracowałeś w systemie z benefitami dla "fizycznych" przyjąłeś pewne prawa pracownicze za "standardy", które po '89 tobie odebrano i z którymi się cieżko pogodzić. Inaczej, gdy urodzony już w obecnym systemie wyciągasz ręcę po więcej lub zwalasz winę za swoje niepowodzenia na system.
Ale za DDR-ówkiem wzdychali tam i starzy i młodzi. Starych jeszcze mogę zrozumieć, ale młódź przed 30-tką?
Jak to jest, że w Polsce nie ma takiego wzdychania do komuny jak w dawnym DDR?
Przecież w PRL-u było podobnie jak w DDR-ówku. Mało tego, oni tam mieli się lepiej, bo mieli więcej produktów AGD, mieli lepsze motocykle i motorowery. MZ/ETZ 250 był według mnie najfajniejszym motocyklem w bloku wschodnim. Był szalenie łatwy w prowadzeniu (w odróżnieniu od czeskiej Jawy) i miał jako takie przyspieszenie.
 

johndoe

New Member
5
0
Ale za DDR-ówkiem wzdychali tam i starzy i młodzi. Starych jeszcze mogę zrozumieć, ale młódź przed 30-tką?
Jak to jest, że w Polsce nie ma takiego wzdychania do komuny jak w dawnym DDR?
Przecież w PRL-u było podobnie jak w DDR-ówku. Mało tego, oni tam mieli się lepiej, bo mieli więcej produktów AGD, mieli lepsze motocykle i motorowery. MZ/ETZ 250 był według mnie najfajniejszym motocyklem w bloku wschodnim. Był szalenie łatwy w prowadzeniu (w odróżnieniu od czeskiej Jawy) i miał jako takie przyspieszenie.
Sam sobie odpowiedziałeś na to pytanie. DDR był bardziej sprawny gospodarczo - z róznych powodów - i tylko dwa razy biedniejszy od braci z RFN. Także wycieczka po 90. do Berlina Zachodniego nie była tak przytłaczająca finansowo, jak dla Polaka, co to zarabiał maksymalnie 20$ miesięcznie pod koniec lat 80-tych.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 399
19 231
Niemcy zapłacą w przyszłym roku jeszcze wyższe rachunki za prąd
Środa, 16 października (14:32)
W Niemczech w 2020 roku znowu wzrosną rachunki za prąd. Gospodarstwa domowe zapłacą od około 20 euro do ponad 50 euro więcej w skali roku. Ceny prądu w Niemczech dla klientów indywidualnych i tak należą do najwyższych w Unii Europejskiej.

Powodem kolejnej podwyżki jest planowane zwiększenie opłaty na wsparcie odnawialnych źródeł energii (tzw. EEG-Umlage). Jest ona uiszczana przez odbiorców w rachunkach za prąd i stanowi ok. 25 proc. całej ceny. O planowanym wzroście poinformowali we wtorek operatorzy największych sieci przesyłowych energii.

Obecnie wysokość EEG-Umlage za kilowatogodzinę wynosi 6,41 eurocenta. W 2020 roku będzie to o 5,5 proc. więcej - 6,76 eurocenta.

Nie jest to jednak jedyny składnik podwyżki. Średnio o 9 proc. wzrosnąć ma też opłata sieciowa, która składa się na kolejną jedną czwartą końcowego rachunku.

Decyzja, czy przerzucić wyższe opłaty na odbiorców indywidualnych, należy co prawda do dostawców prądu, ale eksperci są zgodni, że do tego dojdzie.

Jak wyliczył tygodnik "Der Spiegel", jednoosobowe gospodarstwo domowe zapłaci w 2020 roku średnio o około 21 euro więcej w skali rocznej, gospodarstwo trzyosobowe - około 37 euro, a czteroosobowe - 53 euro.

Roczne rachunki za prąd czteroosobowego gospodarstwa domowego wynoszą w RFN około 1200 euro. Ceny energii elektrycznej w Niemczech i Danii należą do najwyższych w UE.

Tabloid "Bild" w środę z oburzeniem skomentował zapowiedziane podwyżki. "Wielka koalicja (rząd RFN złożony z chadeków i socjaldemokratów - PAP) reklamowała swój pakiet klimatyczny, mówiąc o sprawiedliwości społecznej. Tymczasem wychodzi na to, że zapowiadane ulgi będą nic nie warte. Coś podobnego można życzliwie nazwać naginaniem liczb. Albo po prostu kłamstwem. Takie eksperymenty księgowe nie przekonają obywateli do ochrony klimatu. Nie może tak być, że na końcu to zawsze obywatel budzi się z ręką w nocniku" - przekonuje najpoczytniejszy dziennik w RFN.

W ubiegłym tygodniu rząd Niemiec przyjął tzw. pakiet klimatyczny, czyli szereg projektów ustaw dotyczących ochrony klimatu. Wprowadza on m.in. wiążący prawnie cel ograniczenia emisji CO2 oraz zobowiązuje wszystkie ministerstwa, by do tego celu dążyły.

Zgodnie z przyjętymi projektami ustaw do 2030 roku Niemcy mają emitować o 55 proc. mniej gazów cieplarnianych niż w roku 1990. Do 2050 roku RFN ma stać się "neutralna klimatycznie", czyli osiągnąć zerowe emisje netto.

Oprócz promowania podróży transportem publicznym przewiduje się podniesienie cen biletów samolotowych oraz kosztów emisji CO2. Wszystkie zyski z nowego systemu wyceny emisji CO2 zgodnie z zapowiedziami mają być przeznaczone na ochronę klimatu lub wracać do obywateli w postaci ulg podatkowych.
Raczej niczego się nie nauczą i dalej będą się pakować w likwidację elektrowni atomowych oraz stawianie wiatraków.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 399
19 231
Niepokojący raport. Niemiecka skrajna prawica się zbroi
Deutsche Welle
Niedziela, 29 września (09:43)
Niemiecka policja konfiskuje coraz więcej sztuk broni palnej podczas akcji wymierzonych w skrajną prawicę. W roku ubiegłym odnotowano wzrost o 61 procent.

Wygląda na to, że niemiecka skrajna prawica coraz bardziej się zbroi. Podczas dochodzenia w sprawie czynów przestępczych popełnionych z motywów skrajnie prawicowych niemiecka policja zabezpieczyła w ubiegłym roku znacznie więcej sztuk broni palnej niż w roku 2017. Poinformowało o tym berlińskie studio rozgłośni ARD, powołujące się na odpowiedź Ministerstwa Spraw Wewnętrznych na interpelację klubu poselskiego partii Lewica w Bundestagu.

Więcej broni, więcej czynów karalnych
W roku 2018 policja zarejestrowała 563 czyny karalne popełnione z pobudek skrajnie prawicowych, wśród nich 235 aktów przemocy. W trakcie postępowania w tych sprawach policja natrafiła na 1091 sztuk broni palnej. W roku 2017 zabezpieczono 676 sztuk broni palnej więcej, co oznacza wzrost o 61 procent. Wśród skonfiskowanej broni znalazły się pistolety, karabiny, broń myśliwska i wojskowa, jak również ładunki wybuchowe i zapalające, okazy broni białej i miotanej.

Ekspert do spraw prawicowego ekstremizmu Matthias Quent z Instytutu Demokracji i Społeczeństwa Obywatelskiego (IDZ) uznał taki rozwój sytuacji za "przerażający". Wskazuje on bowiem na "masowe zbrojenie się i postępującą rozbudowę wyposażenia środowisk skrajnej prawicy". Jego zdaniem ludzie związani z prawicowym ekstremizmem w Niemczech przygotowują się do ataków zbrojnych na mniejszości narodowe, przeciwników politycznych i przedstawicieli władz państwowych. "Ich celem jest zastraszenie społeczeństwa i wykluczenie z niego określonych grup ludzi. Część tego środowiska chciałaby także wywołać w Niemczech wojnę domową", ostrzegł Quent.

46 sztuk broni w sprawie Luebckego
W śledztwie prowadzonym przez federalną prokuraturę generalną w Karlsruhe w sprawie zamordowania prezydenta rejencji Kassel Waltera Luebckego podczas przeszukania w mieszkaniu podejrzanego o dokonanie tego czynu znaleziono i zabezpieczono 46 sztuk broni palnej. Jej badania wciąż trwają, podano w odpowiedzi MSW na pytanie partii Lewica.

Tymczasem na posiedzeniu komisji spraw wewnętrznych Bundestagu za zamkniętymi drzwiami w tym tygodniu przedstawiciel federalnej prokuratury generalnej stwierdził, że znaleziona broń była schowana "sposób bardzo profesjonalny". Powołujący się na niego członek tej komisji Benjamin Strasser z partii FDP ujawnił, że sam schowek też został "wybrany w bardzo fachowy sposób".

Walter Luebcke został śmiertelnie trafiony strzałem w głowę 15 czerwca tego roku na tarasie swojego domu w Wolfhagen w północnej Hesji. Prokuratura generalna zaklasyfikowała tę zbrodnię jako morderstwo popełnione z przyczyn politycznych o skrajnie prawicowym podłożu. Aresztowany w dwa tygodnie później główny podejrzany Stephan E. początkowo złożył zeznania w tej sprawie, które jednak później odwołał. Przebywa obecnie w areszcie śledczym z podejrzenia o morderstwo.

afp, dpa, br.de, tagesschau.de / jak / Redakcja Polska Deutsche Welle
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 399
19 231
Za czasów NRDówka na Ossich eksperymentowano ze szczepionkami w wersji beta, bo rząd potrzebował dewiz i potraktował swoich poddanych jako zwierzęta doświadczalne. Po zjednoczeniu niewiele się zmieniło.

Dane pacjentów na potrzeby badań naukowych. Bez ich zgody
Deutsche Welle
Wczoraj, 2 listopada (20:52)
Wiek, płeć, miejsce zamieszkania, leczenie. Dane 73 mln osób ubezpieczonych w publicznych kasach chorych mają być wykorzystywane w celach naukowych. Bez ich zgody.

Projekt nowej ustawy niemieckiego ministerstwa zdrowia przewiduje, że publiczne kasy chorych będą przekazywać dane na temat pacjenta innym placówkom trudniącym się badaniami naukowymi.

Konkretnie dane osobowe oraz szczegóły dotyczące leczenia mają być przekazywane organizacji dachowej kas chorych. Ta z kolei udostępni je - już anonimowo - placówkom naukowym.

Dane te mają być zarządzane przez rozbudowane centrum danych przy ministerstwie zdrowia. W ten sposób powstałaby jedna z największych baz danych w RFN. Projekt ustawy nie przewiduje możliwości sprzeciwu ze strony pacjentów.

Zgodnie z projektem dane pacjenta mają być wykorzystywane "w szczególności do długookresowych analiz, analiz procesów leczenia i opieki". Mogłyby korzystać z nich urzędy, placówki badawcze lub szpitale uniwersyteckie. Projekt ustawy nie wymienia branży farmaceutycznej jako beneficjenta.

Ochrona danych mało ważna
Na ministra zdrowia Jensa Spahna posypały się gromy krytyki. Oponują obrońcy praw pacjenta i Zieloni. Domagają się ochrony danych i możliwości sprzeciwu ze strony pacjentów.

"To bardzo niepokojące, że Spahn z rozpędu i bez społecznej debaty chce udostępnić naukowcom wszystkie dane ubezpieczonych dotyczące zdrowia" - krytykuje polityk Zielonych i ekspertka ds. polityki zdrowotnej, Maria Klein-Schmeink. Nie odbyła się żadna dyskusja na temat ochrony i gwarancji bezpieczeństwa danych - wskazała w wypowiedzi dla gazet zrzeszonych w sieci RND.

Fundacja "Patientenschutz" zajmująca się ochroną praw pacjentów zaznacza, że ochrona danych odgrywa w projekcie nowej ustawy "niewielką rolę". Gdyby Spahn chciał egzekwować swój model, "wymaga to zgody zainteresowanych" - powiedział kierujący fundacją Eugen Brysch. Zasugerował on, by dane były gromadzone przez Federalny Urząd Statystyczny, aby "zostały spełnione najwyższe standardy ochrony danych".

Ministerstwo: Z korzyścią dla pacjentów
Ministerstwo zdrowia zdecydowanie odrzuca krytykę. "Informacje dotyczące zdrowia to najbardziej wrażliwe dane, jakie istnieją" - przyznał rzecznik resortu. Ich ochrona to jak dotąd "najwyższy priorytet".

Planowana nowa procedura ma zapewnić, że "dane będą dostępne dla badań szybciej i w lepszej jakości, a nie jak obecnie z wieloletnim opóźnieniem" - dodał. Będzie to korzystne dla pacjentów.

Nad kontrowersyjną ustawą będzie debatował w przyszłym tygodniu Bundestag. Druga izba parlamentu - Bundesrat - wydała już krytyczne oświadczenie w sprawie projektu resortu zdrowia, domagając się analizy pod względem ochrony danych.

(afp,ard)/dom
Redakcja Polska "Deutsche Welle"
Ale to rządy Merkel, więc nie ma się dziwić, że równają do wschodnioniemieckich standardów.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 399
19 231
Lewicki: Duch i praktyka Stasi znowu aktualne w Niemczech

18 listopada 2019 Redakcja Konserwatyzm.pl

Mogłoby się wydawać, że totalna inwigilacja obywateli i sieć donosicieli, z jaką mieli do czynienia mieszkańcy NRD, przeminęła wraz z tym państwem i formacją Stasi, która się tym zajmowała. Tymczasem wiele wskazuje, że duch Stasi nadal żyje w Niemczech i tym razem, uważający się za demokratyczny i mający służyć za przykład także dla Polski, system polityczny zjednoczonych Niemiec zaczyna powielać praktyki Stasi. Tak przynajmniej można wnioskować czytając wywiad jaki opublikowano na portalu niemieckiego koncernu medialnego ARD „https://www.tagesschau.de/…/interview-staatsanwalt-hebbecke…

Wywiadu udzielił Christoph Habbecker, prokurator z Centralnego Biura ds. Cyberprzestępczości w Nadrenii Północnej-Westfalii, zajmujący się przestępczością w Internecie. Okazuje się, że niemiecki rząd federalny chce by Facebook i inne media społecznościowe miały obowiązek zgłaszania organom ściągania autorów treści, które uważają za tzw. mowę nienawiści.

Innymi słowy chcą oni by Facebook zwyczajnie donosił na autorów nieprawomyślnych treści. W pewnym sensie byłoby to jeszcze gorzej niż za czasów Stasi, gdyż wówczas ta służba musiała sama werbować sobie konfidentów, zaś instytucje nie miały obowiązku donoszenia. Okazuje się, że obecni czempioni wolności słowa w Niemczech uważają, że wszyscy powinni donosić na tych, których oni wskażą. Na podobnych zasadach funkcjonowało Gestapo, które opierało się na systemie donosicielstwa, zaś samych funkcjonariuszy zajmujących się szpiclowaniem było tam niewielu.

Sam pan Habbecker, który już jest w Sieci nazywany „Stasi-Hebbecker” jest jak najbardziej za takimi rozwiązaniami. Jednocześnie uspokaja, że takie komentarze jak: „Nie lubię uchodźców”, czy „Merkel musi odejść”, nie byłyby jeszcze podstawą do uruchamiania prokuratury i karania autorów. Jednak już samo to, że daje on takie przykłady świadczy o tym, że Niemcy i takie komentarze uważają za niedopuszczalne zaś poziom autocenzury i zastraszenia jest tam bardzo wielki. Jak podaje „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, według sondażu Allensbach-Umfrage blisko 60 proc. Niemców boi się publicznie wyrazić własne zdanie, a tylko 18 proc. uważa, że może swobodnie je głosić.
Choć z drugie strony nie tak za bardzo odbiega to od tego z czym mamy do czynienia w Polsce. Zaczęło się to za rządów Donalda Tuska. Pamiętamy poranne naloty policji na blagiera piszącego o „Komorze”, albo sankcje i kary dla kibiców prezentujących banery z hasłem: „Donald ma Tole twój rząd obalą kibole”. Po zmianie rządów i nastaniu „dobrej zmiany” miało być lepiej, ale nie za bardzo to widać, gdyż także w Polsce kategoria „mowy nienawiści” zaczyna być używana coraz powszechniej zaś autocenzura zdaje się coraz bardziej opanowywać media. Choć z Polakami nie pójdzie tak łatwo jak z Niemcami. Polacy mają, pod tym względem, inny kod genetyczny. To co jest zakazywane, tym bardziej się szerzy, a donosiciele są w pogardzie.

Stanisław Lewicki
 
  • Like
Reactions: wah
Do góry Bottom