Polska Służba Zdrowia taka piękna

tolep

five miles out
8 018
14 203
Koleżanka zaczęła jeździć na karetkach. W ten weekend w jeden dzień miała 12 wezwań, z czego 2 były legitne.
9 pozostałych wezwań było do pijaków, którzy już nie trzymali pionu i 1 do osoby, która po przyjeździe karetki powiedziała, że jej się recepta skończyła i nie ma kiedy iść by jej nową wypisali.


Gdzieś tak 1/4 postów na http://piekielni.pl jest na temat tego wątku. Np. http://piekielni.pl/74114
 

tomislav

libnet- kowidiańska tuba w twojej piwnicy!
4 782
12 365
Śniadanie w jakimś lubelskim szpitalu. Oddział położniczy.

a03f11ee0b71e3fc17d46ce2fb349b11.jpg
 

pawel-l

Ⓐ hultaj
1 868
7 263
Profil "Posiłki w szpitalach" ma na Facebooku 137 tys. fanów. Co chwilę dorzucają zdjęcia, złych przykładów jest więcej. Śniadanie i kolacja to dwie kromki, kawałek wędliny, zwykle parówki lub jajko, niekiedy ćwiartka pomidora lub ogórka. Na obiad często pulpa o nieokreślonym składzie.

Śniadanie serwuje się od 6 do 8, obiad już o 12, kolację o 16. Potem kilkanaście godzin nic. Brakuje pielęgniarek do karmienia chorych, którzy sami tego nie potrafią, zwłaszcza starszych. Ci cierpią w szpitalu wręcz niedożywienie.

Dyrektorzy szpitali nie ukrywają, że to skutek oszczędności. - Gdy mam wybierać: leki czy jedzenie, to wybiorę leki - mówi Anna Knysok, dyrektorka Zespołu Szpitali Miejskich w Chorzowie. Dzienna stawka żywieniowa wynosi tu 8,96 zł. Nie najgorzej. W Szpitalu Wojewódzkim w Bielsku-Białej - ledwie 4,54 zł; w Centrum Onkologii w Gliwicach - 6,9 zł (tylko dla pacjentów po przeszczepie szpiku - 12 zł). Lepiej jest w Tworkach, gdzie pacjentów się żywi za 10,24 zł, a Górnośląskie Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach, choć ma spore długi, jest dumne są ze stawki 14,56 zł. Wszystkich przebija Szpital Specjalistyczny w Skawinie - 27 zł, ale tu pacjenci z rakiem dostają np. specjalne płynne odżywki. W innych szpitalach mogą liczyć tylko na dar producenta.

Adam Bodnar przypomina raport NIK z 2009 r. po kontroli 12 publicznych szpitali. Nigdzie pacjentów nie żywiono właściwie. W 11 posiłki miały dość kalorii, ale nie odpowiadały potrzebom chorych, były zanieczyszczone, brakowało warzyw i owoców. NIK zwrócił się wtedy do resortu zdrowia o wydanie poprawiających ten stan przepisów. Ministerstwo odmówiło. "Wypracowanie standardów w przedmiotowym zakresie spowodowałoby, iż byłoby ich bardzo dużo, z uwagi na fakt, iż każda choroba, a także każde jej stadium wymaga innego rodzaju żywienia" - tłumaczyli urzędnicy.

Od 2012 r. szpitale mają obowiązek oceny stanu odżywienia każdego przyjmowanego pacjenta. - W większości szpitali to tylko dodatkowa kartka w historii choroby, na którą po wypełnieniu nikt nie zwraca uwagi. Według naszych badań co piąty pacjent jest źle żywiony. Większość z nich dostaje zbyt ubogie posiłki w stosunku do potrzeb w trakcie leczenia, inni - niedostosowane do stanu zdrowia - mówi doc. Stanisław Kłęk, prezes Polskiego Towarzystwa Żywienia Dojelitowego.
http://wyborcza.pl/1,75398,20600136,fatalna-dieta-szpitalna.html
 

Mad.lock

barbarzyńsko-pogański stratego-decentralizm
5 148
4 805
post: 194372 napisał:
Gdy mam wybierać: leki czy jedzenie, to wybiorę leki - mówi Anna Knysok,
Warto zapamiętać. Taką metodą zawsze można wytłumaczić się z każdej niegospodarności. Wystarczy zestawić dwie rzeczy: jedną, w której akurat dostrzeżone są niedobory, i jakąś drugą, która jest ważniejsza od tej pierwszej.
 

kompowiec

Open Source Boy
1 746
1 806
Nie było mi dane zobaczyć tych szpitalnych posiłków o których mówicie na własne oczy ale jak kiedyś będę w swoim, to zapostuje wam posiłki, które zdecydowanie odbiegają od tego co tu piszecie.
 

pawel-l

Ⓐ hultaj
1 868
7 263
Całe 5 minut potrzebowała nasza dzielna służba zdrowia na przebadanie i wyleczenie pacjenta. A potem kulturalnie wywieźli gościa za bramę. Pełen Wersal.
--
Spędził "kilka minut" w szpitalu w Radomiu. Dwie godziny później już nie żył.
Jak podaje RMF FM , przyjęcie do szpitala miało miejsce ok. 7.00, a kilka minut później, o 7.05, bezdomny został wypisany i wywieziony na wózku inwalidzkim przez pracowników ochrony. RMF FM podkreśla, że ochroniarze zmierzali w kierunku opuszczonego budynku, gdzie niedługo po 9 zwłoki mężczyzny znalazł przechodzień. Według radia, na zabezpieczonym nagraniu widać, jak ochroniarze najpierw wywożą mężczyznę na wózku w kierunku ul.Kopernika, a po chwili wracają z pustym wózkiem.
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomo...zpitalu-kilka-minut-dwie-godziny-pozniej.html
 
OP
D

Deleted member 4683

Guest
No cóż, ludzie umierają. W prywatnym szpitalu w akapie bezdomny pewnie też dostałby najwyżej kopa w dupę :D
 

mikioli

Well-Known Member
2 718
5 141
Bezdomny w akapie dogadalby się że szpitalem, i opylilby swoją nerkę za leczenie -i jeszcze by mu trochę zostało.
Z drugiej strony przecież skoro jest bezdomny, to łatwiej byłoby poczekać na zgon i zawłaszczyć zwłoki.... W zasadzie faza pierwsza została zastosowana... zawłaszczanie słabo poczło i przerobienie na organy... ale to wina państwowego zarządu ;)
 
OP
D

Deleted member 4683

Guest
Organy dogorywającego bezdomnego mogą nie być warte kosztów jego leczenia. Co najwyżej szkielet możnaby opchnąć studentom medycyny.
 

Kammil

Member
34
96
Podsumowując, bezdomny daje nerkę, jeśli się nie opłaca, może zaoferować swój szkielet, trzecia możliwość to poprawa pr szpitala, czyli sesja zdjęciowa i plakaty na miescie- jako bezdomni w akapie mamy szansę;)
 

Finis

Anarchoindywidualista
432
1 695
A ile to było przypadków, że szpital nie chciał przyjąć osoby, albo osoba zaraz po "zdiagnozowaniu", że jest zdrowa, była odsyłana do domu, gdzie niestety umierała? I osobami tymi, nie byli bezdomni. Nie wspomnę już o błędach w "sztuce lekarskiej". I co? A później dochodzenie sowich praw. W 90% przypadków pacjent i tak jest na pozycji przegranej. Takich skurwieli łapiduchów/konowałów tylko powiesić za jaja.
 

pawel-l

Ⓐ hultaj
1 868
7 263
Co tu dodać...

Chory na raka Tomasz Kalita do ministra zdrowia: 'Niech się pan położy ze mną do szpitala'

Tomasz Kalita, u którego kilka miesięcy temu zdiagnozowano glejaka wielopostaciowego, stwierdził w rozmowie w RMF FM, że "każdy minister zdrowia powinien po prostu położyć się do szpitala i przejść tą całą drogę i mitręgę". Podkreślił, że nikomu nie życzy choroby i zwrócił się do Konstantego Radziwiłła o to, by przyjrzał się temu, jak działa system. - Wystarczy, że położy się pan (do szpitala - red.) nawet ze mną, zapraszam, na tydzień przed chemią, tydzień po chemii możemy jeszcze zostać - mówił Tomasz Kalita. - Niech pan posłucha pacjentów - dodał.

- Jest też obraz nędzy i rozpaczy, jest taka nieudolność i brak zorganizowania. Dlaczego nie można zostać przyjętym na konkretną godzinę? Takie proste rzeczy przerastają naszą służbę zdrowia - mówił Kalita w RMF FM. - Ludzie przyjeżdżają z drugiego końca Polski i nie mogą odebrać np. recept czy nie mogą odebrać zwolnienia, bo lekarz nie może go wypisać w danej chwili - dodał.
 
OP
U

ultimate

Guest
Śmierć dziecka. Czy może być coś gorszego?
Miałam 19 lat, byłam tuż przed maturą.
To była typowa wpadka.

Byłam przerażona. Moje życie miało przecież wyglądać inaczej. Chciałam iść na studia, miałam mnóstwo planów. Patrzyłam, jak wszystko mi się rozsypuje, cały misternie ułożony plan ląduje w koszu. Doszliśmy jednak do wniosku, że sobie poradzimy. Na początku będzie ciężko, ale uda nam się, będziemy rodziną
(...)
Pod koniec ciąży zaczęłam czuć, że coś jest nie w porządku. Powiedziałam o tym lekarzowi. Zapytałam o puchnięcie. Byłam nastolatką, nie przytyłam dużo, a tu raptem zaczęłam puchnąć. Ręce i nogi miałam jak baloniki. Ale lekarz stwierdził, że to normalne, przecież to już końcówka ciąży. Tak samo z podwyższonym ciśnieniem: końcówka ciąży.

Któregoś wieczoru dostałam drgawek. Upadłam na podłogę, straciłam przytomność. Gdy ją odzyskałam, mówiłam od rzeczy, nie kojarzyłam, co się dzieje. Przyjechało pogotowie. Kazali mi schodzić samej do karetki. Bo skoro mogę stać o własnych siłach, chodzić po krętych schodach też mogę. Co miałam robić? Podtrzymywana przez swojego chłopaka zeszłam na dół. Po drodze i tak dostałam opieprz, bo zwymiotowałam i zabrudziłam karetkę.

Jeden szpital, drugi szpital…
Trafiłam na patologię ciąży. Oddział jak za komuny: zimno, ponuro, paskudnie. Salowa krzyczała na nas, że chodzimy w nocy po świeżo umytej podłodze. Ta podłoga była ważniejsza niż my, przyszłe matki. Dziś, kiedy mam 34 lata, żadna salowa nie mogłaby mnie tak traktować. Ale wtedy byłam przerażoną nastolatką. Robiłam, co mi kazali.

W szpitalu nie wiedzieli, co mi jest. "Mój" lekarz, do którego chodziłam prywatnie, przyszedł któregoś dnia i powiedział, że powinnam się przyznać, że brałam narkotyki. Bo oni nie potrafią postawić diagnozy, ale jak się przyznam, znajdą sposób, by mnie leczyć. Przychodził jeszcze kilka razy. Bezskutecznie. Nigdy nie zapaliłam nawet trawki. Później próbował mi wmówić, że zatrułam się gazem. Po co? Żeby mieć podkładkę, że zrobiłam coś złego, bo "takie objawy nie są normalne". Gazownik sprawdził mieszkanie. Nie było żadnego wycieku.

Coraz bardziej traciłam kontakt z rzeczywistością. Puchłam, nie byłam już w stanie zgiąć palców u rąk, ciśnienie miałam 190/220. Wtedy wkroczyła moja rodzina. Znaleźli jakiegoś wujka lekarza, który obdzwonił znajomych, uruchomił kontakty i w efekcie uratował mi życie.

(...)
O 4 rano podszedł do mnie młody lekarz i powiedział, że moje dziecko nie żyje. Że nie słychać bicia serca. I że teraz walczą o mnie.


Jeszcze przez chwilę widziałam jego sine plecki, a potem wszystko przestało mieć znaczenie. Popadłam w totalną apatię. Zdobyłam się jeszcze tylko na rozmowę z księdzem. Powiedział, że to w zasadzie nie był człowiek, że nie przyjął chrztu, więc pogrzeb jest niemożliwy.
http://kobieta.onet.pl/dziecko/ciaza-i-porod/smierc-dziecka-czy-moze-byc-cos-gorszego/f5nq1b


Komentarze:

"Bo człowiekiem się jest w momencie zapłodnienia. Później już nie. Przeżyliśmy z żoną podobną sytuację. Nasz syn w momencie urodzenia miał ponad 4 kg i 65 cm. Niestety urodził się martwy - lekarz i położna zawalili na całej linii. Żona oczekiwała porodu w szpitalu. No a potem klecha - to nie człowiek, to nie dziecko tylko kto - zapytałem? Od tamtej pory nic mnie z sukienkowymi nie łączy"

""Mieszkam w Irlandii Polnocnej, ktora jak wiadomo nalezy do UK. 2 lata prowadzilam tu ciaze i rodzilam przez cesarke. w 6 tygodniu ciazy zglosilam sie do lek rodzinnego, ktory wypisal mi recepte na witaminy, doradzil wybor szpitala, ktory nastepnie powiadomil o ciazy. 3 tygodnie pozniej dostalam list ze szpitala z zaproszeniem na usg. tam zalozono mi teczke ciazy. Do 26 tygodnia ciazy bylam prowadzona przez polozna. W miedzyczasie robiono mi badania krwi, wyszla anemia, wiec dostalam zelazo. Kolejne USG w szpitalu w 12 tc. Pomiedzy tymi badaniami chodzilam prywatnie na skany. W 26tc zrobiono mi krzywa cukrowa - wyszlo ze mam podniesiony poziom cukru. Od tej pory mialam regularne (co 2 tygodnie wizyty w szpitalu, usg, kompleksowe badania i konsultacje za kazdym razem zarowno z poloznikiem jak i z diabetologiem. Cesarka byla na zyczenie. Dwa dni przed ustalonym terminem mialam wizyte z lekarzem, ktory mial przeprowadzic zabieg. Wszystko odbywalo sie od poczatku do konca w atmosferze o jakiej moglam tylko pomarzyc 9 lat wczesniej, gdy bylam w ciazy ze starsza corka w Polsce...
To tyle jesli chodzi o STRASZNA sluzbe zdrowia w UK""

"( : Można tylko współczuć :( To potworne przeżycie.A na koniec jeszcze ten klecha śliny szkoda żeby opluć chama. Niestety zdarzają się takie patologie wśród lekarzy.U nas szpital i jego personel w większości pozostawia wiele do życzenia. Chamstwo,przedmiotowość i rutyna"

"A tak na marginesie, dlaczego ksiądz powiedział, że to nie człowiek, nie dał chrztu i nie należał się pogrzeb ? ........ przecież człowiek jest od momentu poczęcia"
 
Do góry Bottom