1. Forum Libertarian ma swój regulamin.

Polska Służba Zdrowia taka piękna

Temat na forum 'Nierząd' rozpoczęty przez Cthulhu, 15 Luty 2015.

  1. jkruk2

    jkruk2 A fronte praecipitium a tergo lupi

    Posty:
    828
    Polubienia:
    2 134
  2. pawel-l

    pawel-l Ⓐ hultaj

    Posty:
    1 835
    Polubienia:
    6 538
    Całe 5 minut potrzebowała nasza dzielna służba zdrowia na przebadanie i wyleczenie pacjenta. A potem kulturalnie wywieźli gościa za bramę. Pełen Wersal.
    --
    Spędził "kilka minut" w szpitalu w Radomiu. Dwie godziny później już nie żył.
    Jak podaje RMF FM , przyjęcie do szpitala miało miejsce ok. 7.00, a kilka minut później, o 7.05, bezdomny został wypisany i wywieziony na wózku inwalidzkim przez pracowników ochrony. RMF FM podkreśla, że ochroniarze zmierzali w kierunku opuszczonego budynku, gdzie niedługo po 9 zwłoki mężczyzny znalazł przechodzień. Według radia, na zabezpieczonym nagraniu widać, jak ochroniarze najpierw wywożą mężczyznę na wózku w kierunku ul.Kopernika, a po chwili wracają z pustym wózkiem.
    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomo...zpitalu-kilka-minut-dwie-godziny-pozniej.html
     
    snajper, Ciek, Finis oraz 4 uzytkowników lubi to.
  3. Jaranek

    Jaranek Made in heaven - inspired in Hell

    Posty:
    2 263
    Polubienia:
    7 730
    No cóż, ludzie umierają. W prywatnym szpitalu w akapie bezdomny pewnie też dostałby najwyżej kopa w dupę :D
     
  4. Kammil

    Kammil Member

    Posty:
    33
    Polubienia:
    84
    Bezdomny w akapie dogadalby się że szpitalem, i opylilby swoją nerkę za leczenie -i jeszcze by mu trochę zostało.
     
  5. Patriciush

    Patriciush akcjonariusz Najjaśniejszej RP Sp. ZOO

    Posty:
    118
    Polubienia:
    242
    Albo by po prostu dostał pomoc w ramach dobrego PR.
     
  6. mikioli

    mikioli Well-Known Member

    Posty:
    2 585
    Polubienia:
    4 530
    Z drugiej strony przecież skoro jest bezdomny, to łatwiej byłoby poczekać na zgon i zawłaszczyć zwłoki.... W zasadzie faza pierwsza została zastosowana... zawłaszczanie słabo poczło i przerobienie na organy... ale to wina państwowego zarządu ;)
     
  7. Jaranek

    Jaranek Made in heaven - inspired in Hell

    Posty:
    2 263
    Polubienia:
    7 730
    Organy dogorywającego bezdomnego mogą nie być warte kosztów jego leczenia. Co najwyżej szkielet możnaby opchnąć studentom medycyny.
     
  8. mikioli

    mikioli Well-Known Member

    Posty:
    2 585
    Polubienia:
    4 530
    Leczenia? Jakiego leczenia? :D Chyba kosztu wsadzenia na wózek i zapewnień, że lekarz zaraz się nim zajmie ;)
     
  9. Kammil

    Kammil Member

    Posty:
    33
    Polubienia:
    84
    Podsumowując, bezdomny daje nerkę, jeśli się nie opłaca, może zaoferować swój szkielet, trzecia możliwość to poprawa pr szpitala, czyli sesja zdjęciowa i plakaty na miescie- jako bezdomni w akapie mamy szansę;)
     
    Jaranek lubi to.
  10. Alu

    Alu Well-Known Member

    Posty:
    3 998
    Polubienia:
    7 181
    Ale nie musiałbyś na ten szpital łożyć kasy
     
  11. Finis

    Finis Anarchoindywidualista

    Posty:
    392
    Polubienia:
    1 279
    A ile to było przypadków, że szpital nie chciał przyjąć osoby, albo osoba zaraz po "zdiagnozowaniu", że jest zdrowa, była odsyłana do domu, gdzie niestety umierała? I osobami tymi, nie byli bezdomni. Nie wspomnę już o błędach w "sztuce lekarskiej". I co? A później dochodzenie sowich praw. W 90% przypadków pacjent i tak jest na pozycji przegranej. Takich skurwieli łapiduchów/konowałów tylko powiesić za jaja.
     
  12. pawel-l

    pawel-l Ⓐ hultaj

    Posty:
    1 835
    Polubienia:
    6 538
    Co tu dodać...

    Chory na raka Tomasz Kalita do ministra zdrowia: 'Niech się pan położy ze mną do szpitala'

    Tomasz Kalita, u którego kilka miesięcy temu zdiagnozowano glejaka wielopostaciowego, stwierdził w rozmowie w RMF FM, że "każdy minister zdrowia powinien po prostu położyć się do szpitala i przejść tą całą drogę i mitręgę". Podkreślił, że nikomu nie życzy choroby i zwrócił się do Konstantego Radziwiłła o to, by przyjrzał się temu, jak działa system. - Wystarczy, że położy się pan (do szpitala - red.) nawet ze mną, zapraszam, na tydzień przed chemią, tydzień po chemii możemy jeszcze zostać - mówił Tomasz Kalita. - Niech pan posłucha pacjentów - dodał.

    - Jest też obraz nędzy i rozpaczy, jest taka nieudolność i brak zorganizowania. Dlaczego nie można zostać przyjętym na konkretną godzinę? Takie proste rzeczy przerastają naszą służbę zdrowia - mówił Kalita w RMF FM. - Ludzie przyjeżdżają z drugiego końca Polski i nie mogą odebrać np. recept czy nie mogą odebrać zwolnienia, bo lekarz nie może go wypisać w danej chwili - dodał.
     
    ultimate i Finis lubią to.
  13. ultimate

    ultimate Guest

    Śmierć dziecka. Czy może być coś gorszego?
    Miałam 19 lat, byłam tuż przed maturą.
    To była typowa wpadka.

    Byłam przerażona. Moje życie miało przecież wyglądać inaczej. Chciałam iść na studia, miałam mnóstwo planów. Patrzyłam, jak wszystko mi się rozsypuje, cały misternie ułożony plan ląduje w koszu. Doszliśmy jednak do wniosku, że sobie poradzimy. Na początku będzie ciężko, ale uda nam się, będziemy rodziną
    (...)
    Pod koniec ciąży zaczęłam czuć, że coś jest nie w porządku. Powiedziałam o tym lekarzowi. Zapytałam o puchnięcie. Byłam nastolatką, nie przytyłam dużo, a tu raptem zaczęłam puchnąć. Ręce i nogi miałam jak baloniki. Ale lekarz stwierdził, że to normalne, przecież to już końcówka ciąży. Tak samo z podwyższonym ciśnieniem: końcówka ciąży.

    Któregoś wieczoru dostałam drgawek. Upadłam na podłogę, straciłam przytomność. Gdy ją odzyskałam, mówiłam od rzeczy, nie kojarzyłam, co się dzieje. Przyjechało pogotowie. Kazali mi schodzić samej do karetki. Bo skoro mogę stać o własnych siłach, chodzić po krętych schodach też mogę. Co miałam robić? Podtrzymywana przez swojego chłopaka zeszłam na dół. Po drodze i tak dostałam opieprz, bo zwymiotowałam i zabrudziłam karetkę.

    Jeden szpital, drugi szpital…
    Trafiłam na patologię ciąży. Oddział jak za komuny: zimno, ponuro, paskudnie. Salowa krzyczała na nas, że chodzimy w nocy po świeżo umytej podłodze. Ta podłoga była ważniejsza niż my, przyszłe matki. Dziś, kiedy mam 34 lata, żadna salowa nie mogłaby mnie tak traktować. Ale wtedy byłam przerażoną nastolatką. Robiłam, co mi kazali.

    W szpitalu nie wiedzieli, co mi jest. "Mój" lekarz, do którego chodziłam prywatnie, przyszedł któregoś dnia i powiedział, że powinnam się przyznać, że brałam narkotyki. Bo oni nie potrafią postawić diagnozy, ale jak się przyznam, znajdą sposób, by mnie leczyć. Przychodził jeszcze kilka razy. Bezskutecznie. Nigdy nie zapaliłam nawet trawki. Później próbował mi wmówić, że zatrułam się gazem. Po co? Żeby mieć podkładkę, że zrobiłam coś złego, bo "takie objawy nie są normalne". Gazownik sprawdził mieszkanie. Nie było żadnego wycieku.

    Coraz bardziej traciłam kontakt z rzeczywistością. Puchłam, nie byłam już w stanie zgiąć palców u rąk, ciśnienie miałam 190/220. Wtedy wkroczyła moja rodzina. Znaleźli jakiegoś wujka lekarza, który obdzwonił znajomych, uruchomił kontakty i w efekcie uratował mi życie.

    (...)
    O 4 rano podszedł do mnie młody lekarz i powiedział, że moje dziecko nie żyje. Że nie słychać bicia serca. I że teraz walczą o mnie.


    Jeszcze przez chwilę widziałam jego sine plecki, a potem wszystko przestało mieć znaczenie. Popadłam w totalną apatię. Zdobyłam się jeszcze tylko na rozmowę z księdzem. Powiedział, że to w zasadzie nie był człowiek, że nie przyjął chrztu, więc pogrzeb jest niemożliwy.
    http://kobieta.onet.pl/dziecko/ciaza-i-porod/smierc-dziecka-czy-moze-byc-cos-gorszego/f5nq1b


    Komentarze:

    "Bo człowiekiem się jest w momencie zapłodnienia. Później już nie. Przeżyliśmy z żoną podobną sytuację. Nasz syn w momencie urodzenia miał ponad 4 kg i 65 cm. Niestety urodził się martwy - lekarz i położna zawalili na całej linii. Żona oczekiwała porodu w szpitalu. No a potem klecha - to nie człowiek, to nie dziecko tylko kto - zapytałem? Od tamtej pory nic mnie z sukienkowymi nie łączy"

    ""Mieszkam w Irlandii Polnocnej, ktora jak wiadomo nalezy do UK. 2 lata prowadzilam tu ciaze i rodzilam przez cesarke. w 6 tygodniu ciazy zglosilam sie do lek rodzinnego, ktory wypisal mi recepte na witaminy, doradzil wybor szpitala, ktory nastepnie powiadomil o ciazy. 3 tygodnie pozniej dostalam list ze szpitala z zaproszeniem na usg. tam zalozono mi teczke ciazy. Do 26 tygodnia ciazy bylam prowadzona przez polozna. W miedzyczasie robiono mi badania krwi, wyszla anemia, wiec dostalam zelazo. Kolejne USG w szpitalu w 12 tc. Pomiedzy tymi badaniami chodzilam prywatnie na skany. W 26tc zrobiono mi krzywa cukrowa - wyszlo ze mam podniesiony poziom cukru. Od tej pory mialam regularne (co 2 tygodnie wizyty w szpitalu, usg, kompleksowe badania i konsultacje za kazdym razem zarowno z poloznikiem jak i z diabetologiem. Cesarka byla na zyczenie. Dwa dni przed ustalonym terminem mialam wizyte z lekarzem, ktory mial przeprowadzic zabieg. Wszystko odbywalo sie od poczatku do konca w atmosferze o jakiej moglam tylko pomarzyc 9 lat wczesniej, gdy bylam w ciazy ze starsza corka w Polsce...
    To tyle jesli chodzi o STRASZNA sluzbe zdrowia w UK""

    "( : Można tylko współczuć :( To potworne przeżycie.A na koniec jeszcze ten klecha śliny szkoda żeby opluć chama. Niestety zdarzają się takie patologie wśród lekarzy.U nas szpital i jego personel w większości pozostawia wiele do życzenia. Chamstwo,przedmiotowość i rutyna"

    "A tak na marginesie, dlaczego ksiądz powiedział, że to nie człowiek, nie dał chrztu i nie należał się pogrzeb ? ........ przecież człowiek jest od momentu poczęcia"
     
    snajper, kalvatn i Hitch lubią to.
  14. T.M.

    T.M. antyhumanista, anarchista bez flagi

    Posty:
    1 211
    Polubienia:
    3 624
    Jeszcze niedawno moje doświadczenia ze służbą zdrowia ograniczały się do szczepionek w podstawówce i dwukrotnego składania zapijaczonego ryja, kiedy karetka mnie zabierała z miejsca pojedynku. Aha, jeszcze ta jedna akcja, o niej też wspomnę na początku. Otóż jakiś rok temu po trzech dniach umierania z powodu bólu brzucha i odwodnienia dowlokłem się w nocy na SOR. Nie miałem wtedy tzw. państwowego ubezpieczenia, przez większość "dorosłego" (wg definicji urzędowej) nie miałem i naturalnie wolę leczyć się prywatnie, ale wedy czułem już chłodny oddech śmierci na karku (teraz się z tego śmieję, ale było naprawdę słabo ze mną). No i kombinowałem tak: państwowy lekarz mnie potnie zardzewiałym skalpelem, ale przynajmniej usunie problem, to będę spłacał potem. Nie zastanawiasz się, jak będzie w akapie, po trzech dniach męczarni. Najpierw próbowałem się dostać do jednego szpitala (szpital bielański w Warszawie), zapomnij. Ludzie po jakichś okaleczeniach, z zakrwawionymi bandażami czekają grzecznie godzinami w kolejce. Wyczerpany bezowocną wyprawą próbowałem zamówić karetkę, ale przez telefon mi baba mówi, żebym wziął leki przeciwbólowe i wysłać karetkę to ona może, ale "jako taksówkę" (??). Że też nie wpadłem wtedy na pomysł oblania się wódką i leżenia na chodniku. Godzina 22, próbuję się dostać do kolejnego szpitala (szpital wolski). Kolejka jak skurwesyn, rekordzistka 17 godzin czeka. Chwilę posiedziałem, zapisali, że tam czekam i wyszedłem. Przetrzymałem jakoś noc i na następny dzień do prywaciarza podłego kapitalisty wyzyskiwacza poszedłem, to mnie wyleczył za 140 zł. A ja myślałem, że umieram. W każdym razie nawet bym o tym nie wspominał, gdyby nie to, że niedawno przysłali mi rachunek z tego drugiego szpitala! Za "usługę medyczną" plus koszty upomnienia, 300 parę złotych. Dzwonię do jakiegoś rzecznika praw pacjenta, co to za szopka, czy takie akcje się zdążają często. Na infolinii baba mi zaczyna Elizę Orzeszkową cytować, co mnie nieco zbiło z tropu, bo cytat faktycznie z pamięci wybrała długi i do sytuacji pasował. Żeby nie wyjść na chama, coś tam o Dostojewskim pierdolę i próbuję informację bardziej użyteczną uzyskać. No to ona, że pisz pan odwołanie i zobaczymy. Napisałem, ale odpowiedzi nie odebrałem, bo akurat musiałem z Warszawy wyjechać na trochę i awizo przepadło.

    Ja pierdolę, bateria mi pada, dodaję ten strumień świadomości i CDN.
     
  15. T.M.

    T.M. antyhumanista, anarchista bez flagi

    Posty:
    1 211
    Polubienia:
    3 624
    Telefon naładowany, po robocie jest, mogę przejść do moich ostatnich doświadczeń ze służbą zdrowia. Heh, tamto miał być wstęp, ale się rozwlekł, bo historia, przyznacie, pojebana.

    Do sedna.

    Na wiosnę tego roku strasznie źle się czułem. Non-stop kaszel, ucisk w klatce piersiowej. Zrzucałem to na karb fajek, ogólnie słabej formy, niedoleczonego przeziębienia i opalania lufek nad palnikiem gazowym. Kiedy jednak zaczął się nieznośny ból w klacie przy każdej zmianie położenia, święty przy wydechu, a czasem w ogóle problemy z oddychaniem, postanowiłem zasięgnąć porady lekarza. Ten standardowo mnie osłuchał, postraszył, że to coś od paleniai wysłał na RTG klatki piersiowej. Na prześwietleniu wyszły zmiany typowe dla przewlekłej choroby autoimmunologicznej - sarkoidozy (podobne rzeczy często doktor House diagnozował). No to mnie wysłali na obserwację do Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc. No, nie tak od razu mnie przyjęli. Miałem czekać w kolejce, od miesiąca do trzech. Wypadło, że wzięli mnie akurat w czasie ostatniego zjazdu libnetu, na który się wybierałem. Babka przez telefon nie byław stanie określić, ile będą mnie trzymać, ale przewidywała dzień - dwa. Ostatecznie trzymali mnie prawie dwa tygodnie! Tak swoją drogą, to dolegliwości mi niemal ustąpiły, zanim mnie przyjęli. No ale cóż, trzeba było doprowadzić sprawę do końca. W pracy powiedziałem, że nie będzie mnie "nie wiem ile, ale raczej niedługo". Błogosławione "umowy śmieciowe".

    I tak oto, w umówionym terminie o 9 rano stawiłem się na pierwszy w moim życiu dłuższy pobyt w szpitalu. Nieco spóźniony, niewyspany i ziejący alkoholem, bo ziomki się uparli poprzedniego wieczoru, że muszą mnie odpowiednio pożegnać, na wypadek jakbym jednak umarł. Bałem się, że mnie odeślą przez to, ale nie, położyli mnie od razu do łóżka, co było świetnym pomysłem, bo tylko do spania się nadawałem.

    Jak już swoje odespałem, akurat pojawiła się lekarka prowadząca. Troche mnie zmartwiła, bo plan badań obejmował kilka dni, a do tego mieli zamiar trzymać mnie aż do otrzymania wyników, bo przecież im dłużej trzymają pacjenta, tym większy hajs od NFZu dla placówki - jak mi wyjaśnił pan P. - sympatyczny sąsiad z sali, czekający na przeszczep płuc. W ogóle, wszyscy pacjenci na oddziale ciągle donośnie kaszlali i czekali na jakieś skomplikowane zabiegi, aż mi było głupio, że ja taki zdrowy. Ale skoro już nie byłem oblożnie chory, postanowiłem wykorzystać pobyt w szpitalu jak mały urlop. Po dwudniowym rekonesansie zauważyłem, że oprócz badań, które zajmowały maksymalnie dwie godziny dziennie, nikt mnie tu nie pilnuje. Wydzwoniłem gandzię, w plecaky przemyciłem piwo z pobliskiego sklepu i zacząłem wczasy.

    Rano, zanim dopadła mnie monotonia szpitalnej codzienności, wychodziłem na dziedziniec na jointa. Dziadkowie, którzy wychodzilitam na szluga, zadomowieni już całkiem nieźle w szpitalu, cechowali się sporym optymizmem, który objawiał się na przykład w zdaniu "Panie, ja palę 50 lat i mi dopiero jedno płuco wycięli!". To się nazywa pozytywne podejście, przyznacie. Na trawkowym haju zabierałem się do eksplorowania budynku szpitala. Mieści się on w jakimś starym pałacu, i jest miejscami tak zaniedbany, że aż się zdziwiłem. Na dowód tego zamieszczę nawet zdjęcie szpitalnych podziemi, do których zabrnąłem, a wyglądają jak lokacja z jakiegoś survival horroru...

    ... ale to już w nastepnym poście, bo po pierwsze muszę znaleźć zdjęcie, a po drugie jeszcze kilka zabawnych sytuacji z mojej przygody z piękną służbą zdrowia zostało mi do opisania i muszę je najpierw zebrać w głowie :p
     
  16. FatBantha

    FatBantha sprzedawca niszowych etosów Członek Załogi

    Posty:
    7 369
    Polubienia:
    19 131
    Niezła masakra. W sam raz na Halloween.

    W szpitalu w Starachowicach trwa kontrola, konsultant wojewódzki analizuje dokumenty
    WIADOMOŚCI LOKALNE
    1 godz. 21 minut temu

    Konsultant wojewódzki ds. ginekologii i położnictwa dr Wojciech Rokita analizuje dokumentację w szpitalu w Starachowicach, gdzie według doniesień mediów kobieta urodziła na podłodze jednej z sal martwe dziecko. W placówce trwa kontrola na polecenie ministra zdrowia.

    Dr Rokita, który w sobotę przybył do starachowickiego szpitala, powiedział PAP, że jest to kontrola w trybie pilnym na polecenie ministra zdrowia Konstantego Radziwiłła, konsultanta krajowego ds. położnictwa i ginekologii prof. Stanisława Radowickiego oraz konsultanta krajowego ds. perinatologii prof. Mirosława Wielgosia.

    "W tej chwili analizuję dokumentację, rozmawiam z osobami, które zajmowały się pacjentką w dniu zdarzenia - powiedział Rokita PAP. - Jestem jeszcze w trakcie tych rozmów. Trudno jest w tej chwili, przed zakończeniem kontroli, przekazywać jakiekolwiek informacje, ponieważ wszystkie te działania są w toku. Mogę jedynie powiedzieć, że dla nikogo nie jest przyjemne, że takie zdarzenie miało miejsce".

    Protokół z kontroli zostanie przekazany resortowi zdrowia.

    "Myślę, że na początku przyszłego tygodnia szczegółowych informacji dotyczących wyników kontroli udzieli Ministerstwo Zdrowia" - dodał Rokita.

    Minister zdrowia Konstanty Radziwiłł zapowiedział w sobotę dokładne wyjaśnienie sytuacji w szpitalu w Starachowicach. "Jeżeli się okaże, że są osoby winne, będą wyciągnięte konsekwencje" - powiedział.

    Według mediów kobieta w ósmym miesiącu ciąży zgłosiła się do szpitala, ponieważ przestała czuć ruchy dziecka; zdiagnozowano, że dziecko nie żyje. Według pacjentki i jej męża, na których powołują się media, gdy rozpoczęła się akcja porodowa, kobiecie nie udzielono pomocy; pozostawiona bez opieki, urodziła na podłodze jednej ze szpitalnych sal, a dziecko nie żyło.

    "Sprawę na miejscu zbadamy najdokładniej jak się da. Jeżeli jest prawdą choćby część z tego, co doniosły media, to na pewno będą wyciągnięte wnioski" - podkreślił szef resortu zdrowia.

    Absolutnie bulwersująca sytuacja - tak minister rodziny, pracy i polityki społecznej Elżbieta Rafalska skomentowała w sobotę sprawę porodu martwego dziecka w szpitalu w Starachowicach. Pytana w sobotę przez dziennikarzy o tę sprawę, minister Rafalska powiedziała, że nie zna tego przypadku. "Ale jeżeli taka sytuacja się zdarzyła, to jest rzecz absolutnie skandaliczna, niedopuszczalna i osoby, które doprowadziły do takiej sytuacji, która nie powinna mieć nigdzie w Polsce miejsca, powinny ponieść odpowiedzialność" - podkreśliła.

    Sprawą starachowickiego szpitala zajmuje się prokuratura. "Po doniesieniach medialnych, że doszło do porodu martwego dziecka w szpitalu w Starachowicach w skandalicznych warunkach, prokurator rejonowy w Starachowicach podjął decyzję o zbadaniu sprawy" - powiedział PAP rzecznik Prokuratury Okręgowej w Kielcach Daniel Prokopowicz. Dodał, że policjanci z miejscowej komendy powiatowej zabezpieczyli dokumentację medyczną, ustalili krąg potencjalnych świadków. Planowana jest także sekcja zwłok dziecka.

    "Po wynikach sekcji będziemy mogli określić, czy rzeczywiście doszło do śmierci (...) w łonie matki. Póki co, nikt tego nie kwestionuje" - powiedział Prokopowicz.

    "Będziemy też badać kwestię opieki medycznej nad kobietą, kiedy była w ciąży. Na razie, do wczoraj do późnych godzin wieczornych nie udało nam się przesłuchać tej kobiety, z uwagi na jej stan psychofizyczny. To, co zezna będzie kluczowe jeśli chodzi o dalsze kierunki śledztwa, które prowadzimy" - powiedział rzecznik.

    Od piątku w stałym kontakcie z dyrekcją szpitala w Starachowicach jest świętokrzyski NFZ. "Wiemy, że została powołana przez szpital specjalna komisja, która ma wyjaśnić całe zdarzenie. O działaniach tej komisji będziemy informowali na bieżąco" - poinformowała rzecznik świętokrzyskiego oddziału NFZ Beata Szczepanek.

    I to by było na tyle, jeśli chodzi o etos ciepła lewicowej wspólnoty i walki o godność człowieka. Takie rzeczy - i to w dwudziestymktórymś wieku? Ano. Etatyzm to piekło a okrucieństwo piekła jest ponadczasowe.
     
    Ostatnia edycja: 5 Listopad 2016
  17. tolep

    tolep ChNiNK! ChP!

    Posty:
    7 698
    Polubienia:
    12 765
    @TeeM No fajnie opisałeś objawy, ale gdzie diagnoza i leczenie?
     
  18. T.M.

    T.M. antyhumanista, anarchista bez flagi

    Posty:
    1 211
    Polubienia:
    3 624
    Na diagnozowanie (a co dopiero leczenie!) to ja się nie porywam, poprzestanę na kilku refleksjach ;)

    Skończyłem na tym, że łaziłem sobie po budynku szpitala. Obiecałem zdjęcie lochów, to znaczy podziemi.

    [​IMG]

    Tutaj pielęgniarki palą szlugi na nielegalu. Obok jest szpitalny barek (bleh). Tędy też wożą cię na na zabiegi i z powrotem. Zimno jak nie wiem, nawet w lecie. Jak mnie wieźli na wózku (procedury) na bronchoskopię to myślałem, że się zesram. Sama wizja wyrywania kawałeczków oskrzeli przez gardło niezbyt przyjemna, a tu jeszcze takie klimaty wokół. Kiedy wracałem z badania jakaś baba sobie kpiła: "co, taki młody i na wózku jeździ?". Chciałem ją zapytać "kim ty kurwa jesteś", ale byłem zbyt wyczerpany po znieczuleniu i badaniu, więc tylko jakieś nieartykułowane dźwięki się ze mnie wydobyły. Pielęgniarka pchająca wózek dała mi do zrozumienia, że nie wolno dyskutować, bo to ktoś ważny.

    Tak sobie lokatorowałem w szpitalu. W dzień paliłem skręty, wieczorem wpadał znajomy i piliśmy piwo pod kostnicą (jedyne miejsce, gdzie cieć nie zaglądał). Haczyk polegał na tym, że po 20:00 nie można wchodzić ani wychodzić z terenu szpitala, ale przecież siłą cię nie zatrzymają. Potem znaleźliśmy kawałek rozwalonego muru na dziedzińcu i niskie ogrodzenie za nim, więc już w ogóle przestało być problemem opuszczanie placówki po nocy. Zuważyłem, że w niedzielę nie działał nie tylko szpitalny kiosk, ale i automat z kawą. A to było jeszcze w czasie, kiedy o zakazie handlu tylko się mówiło.

    Zaczęło mi się nudzić, ale ogarnąłem sobie służbowego laptopa. Więc albo pracowałem, albo po prostu uciekałem do mieszkania na prysznic i obiad, bo mieszkam blisko. Szpitalne jedzenie nie było aż tak złe, jak to się przyjęło uważać, ale też bez rewelacji. Salowe w większości opryskliwe, stopy jednej z nich, ubrane w odkryte buty, to była chyba najgorsza rzecz, jaką w życiu widziałem.

    Większość pacjentów to byli stali bywalcy z przewlekłymi chorobami, mega zblazowani i przyzwyczajeni do szpitalnego życia. Pielęgniarki mówiły do nich po imieniu, a oni włóczyli się po korytarzu i kasłali. Ze mną na sali leżało jeszcze dwóch gości, obaj czekali na przeszczep płuc. Jeden z nich to K., młody absolwent prawa, niziutki, wychudzony ponad wszelką przyzwoitość i dość dziwny. Nie szło z nim nawiązać komunikacji. Zastanawiałem się, czy miał tak zawsze, czy wychudł i zamknął się w sobie na skutek choroby i długotrwałego przebywania w szpitalu. Miał przynajmniej jakąś przyjaciółkę z kobiecej sali i godzinami gadali, siedząc na wózkach inwalidzkich stojących na korytarzu. Za to drugi pacjent to wspomniany pan P. - wylewny facet, gadał cały czas. Przez całe życie pracował przy jakichś pylących rzeczach, aż zapadł na płuca. Opowiadał, że wcześniej potrafił zadąć w klakson od TIRa, jak w urodzinową trąbkę (w to mi się jakoś nie chciało wierzyć, ale kto wie), taki miał dech. Nie palił nawet, jak chyba większość pacjentów Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc. Co do personelu, to z niewielkimi wyjątkami stanowili wręcz podręcznikowy przykład pracowników służby zdrowia. Salowe, pielęgniarki, lekarze, wszyscy znudzeni i odnoszący się z wyższością do pacjenta. Na szczęście moja lekarka prowadząca była zawsze uśmiechnięta i pomocna. Zwróciło moją uwagę, że nawet bardzo młode pracownice (w końcu zawody pielęgniarki, czy salowej są bardzo sfeminizowane) już zachowują się, jakby przepracowały 20 lat. Tak chyba po prostu działa na człowieka praca w państwowym szpitalu (podobne obserwacje mam co do młodych pracowników np. poczty).

    Przy sali była łazienka, ale nikt nie dolewał mydła w płynie do podajnika. Na samym początku mojego pobytu zauważyłem stojący przy umywalce plastikowy pojemnik z rzadkim, żółtym płynem w środku. Pomyślałem, że to zapas taniego, szpitalnego mydła, ale okazało się że to pojemnik na zbieranie moczu do badań pana P. Potem sam dostałem taki i woziłem go autobusem podczas szpitalnych wagarów.

    Trzymali mnie tak całymi dniami, karmiąc i udostępniając Internet (hasło do WiFi to pierwsza rzecz, jaką dostałem), nawet nie robiąc mi już żadnych badań, tylko czekając na wyniki. Marnotrawstwo pieniędzy podatnika i tyle. Takie to mam pierwsze większe doświadczenia z piękną służbą zdrowia. Wcześniej spędziłem trochę czasu w szpitalu i to między innymi w tzw. "umieralni", gdzie starsi ludzie bełkoczą, rozbierają się i robią pod siebie, ale dopiero teraz poznałem szpital od środka. Najgorzej nie było, za to dość groteskowo. Dziękuję, Drogi Pamiętniczku.

    Jako podsumowanie niech będzie taka sytuacja. Podczas kiedy przebywałem w szpitalu trwała akurat olimpiada. W rogu korytarza stał telewizor, okupowany przez dziadków całymi dniami. Kiedy się w końcu rozchodzili, zostawiali po sobie krzesła w nieładzie. Raz usłyszałem, jak salowa mówiła do drugiej: "Zwiążę im sznurkiem te krzesła, zobaczysz! Nie umieją odstawić pod ścianę? Jakby służbę sobie znaleźli!"

    To mnie rozśmieszyło, bo w końcu to niby właśnie "służba" zdrowia, a nie bezduszny kapitalizm :D
     
    Ostatnia edycja: 9 Listopad 2016
  19. tolep

    tolep ChNiNK! ChP!

    Posty:
    7 698
    Polubienia:
    12 765

    Miałem na myśli to wyleczenie za 140 zł u prywatnego.
     
  20. T.M.

    T.M. antyhumanista, anarchista bez flagi

    Posty:
    1 211
    Polubienia:
    3 624
    Diagnozy mi nikt nie podał, a po co mi ona. Lekarz był małomówny, tylko pougniatał mi brzuch i już wszystko wiedział. Dostałem dietę + receptę na parę rzeczy i jak następnym razem będę miał takie same objawy (oby nigdy) , to spróbuję brać te same leki.
     
    ultimate lubi to.

Poleć forum

  1. Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji związanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania treści wyświetlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk oglądalności czy efektywności publikowanych reklam.Użytkownik ma możliwość skonfigurowania ustawień cookies za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwość wyłączenia cookies za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej.