Polska Służba Zdrowia taka piękna

Staszek Alcatraz

Tak jak Pan Janusz powiedział
2 737
8 098

Lekarz rodzinny dotarł po dwóch miesiącach. Seniorka zmarła


Rozżalenia nie kryje też inna mieszkanka Tarnowskich Gór. Jej 76-letni tata zmarł kilka miesięcy temu. Jak opowiada, na przełomie października i listopada miał typowe objawy wskazujące na COVID-19. Na teleporadę zostali umówieni następnego dnia po telefonie do przychodni. Lekarz tylko wypisał lek. Po kilku dniach wymusili kolejną teleporadę, tym razem lekarz wystawił skierowanie na wymaz. Senior czuł się coraz gorzej. Próbowali wezwać lekarza prywatnie, niestety nie udało się - niektórzy sami byli chorzy, inni bali się, bo test dał pozytywny wynik. – Gdy stan się pogarszał, a oddech stawach się ciężki, wezwaliśmy pogotowie. Przyjechała bardzo nieprzyjemna ekipa. Najpierw musieliśmy się tłumaczyć, po co ich wezwaliśmy i jakim prawem, bo rzekomo tata dobrze wyglądał i był zabezpieczony lekami. Po chwili dyskusji osłuchali go, powiedzieli, co jeszcze podać i pojechali. Niestety dobę później mój tata już nie żył – opisuje. Podkreśla, że tata przed chorobą był sprawnym, zdrowym człowiekiem, nie mającym żadnych "chorób współistniejących". Wirus bardzo go osłabił. Starała mu się pomóc, jak tylko mogła, ale nie jest lekarzem i nie wie, w jakim stanie naprawdę był.


– Człowiek, który całe życie odprowadzał składki, został w taki sposób potraktowany. Od marca w mediach jest tylko COVID-19, a kiedy ma się objawy zakażenia i dzwoni się do lekarza, ten zachowuje się tak, jakby epidemii nie było. Albo sam nie przyjmuje pacjentów, bo jest zagrożony. Ludzie chorzy powinni być badani i na tej podstawie powinny być wystawiane leki, skierowania do szpitala, a nie przez słuchawkę telefonu – podsumowuje.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 227
23 131

Wirtualna Polska dotarła do korespondencji dr. Stanisława Mazura, prezesa Centrum Medycznego Medyk w Rzeszowie, ze swoimi pracownikami. Wynika z niej, że Mazur polecił wielokrotne używanie strzykawek jednorazowych przy podawaniu szczepionki. Prezes Centrum Medycznego tłumaczy WP, że polecenie szybko odwołał i że chodziło tylko o jedną z przychodni, w której zabrakło strzykawek.
O szczepieniach w Centrum Medycznym Medyk zrobiło się głośno w weekend wielkanocny. Media obiegły zdjęcia kolejek do szczepień przeciw COVID-19. W niektórych punktach medycznych tej placówki doszło do szczepień osób bez rejestracji. Na swojej stronie centrum zapraszało osoby powyżej 55. roku życia, mimo że zapisy na szczepienia dla tej grupy jeszcze nie ruszyły.
Według relacji świadków, pacjenci poniżej 40. roku życia często podawali się za służby mundurowe czy nauczycieli. Na wtorkowej konferencji prasowej, p.o. prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia Filip Nowak zapowiedział, że NFZ przeprowadzi postępowanie wyjaśniające i sprawdzi, czy szczepiono osoby do tego nieuprawnione.

Dyrektor Mazur wydał polecenie w sprawie wykorzystywania strzykawek

Według korespondencji między prezesem centrum medycznego Stanisławem Mazurem a pracownikami, w niedzielę 28 marca, w trakcie szczepień w jednej z placówek, zabrakło strzykawek. Informatorzy WP twierdzą, że chodzi o najbardziej obleganą przychodnię przy alei Rejtana, która prowadziła szczepienia w pomieszczeniach Centrum Handlowego Full Market. Dyrektor Stanisław Mazur zarządził wielokrotne używanie małych strzykawek do tego samego rodzaju szczepionki. Zaznaczył jednak, aby wymieniać igły, których zapas był wystarczający.
Mazur dodatkowo napisał, aby nie aspirować przy szczepieniu igłami nr 5 czy 6, bo taką igłą nie jest się w stanie naciągnąć krwi. Szef centrum medycznego stwierdził, że szczepionka przeciw COVID-19 nawet podana do krwiobiegu nie powinna wywoływać niczego gwałtownego.
Aspirowanie to zabieg stosowany przy iniekcjach domięśniowych, dzięki któremu lekarz sprawdza, czy koniec igły nie tkwi w naczyniu krwionośnym. Jeżeli zastrzyk jest wykonywany w sposób właściwy, krew nie powinna pojawić się ani w igle, ani w strzykawce.
Według ulotki produktu Comirnaty firmy Pfizer szczepionkę podaje się do mięśnia górnej części ramienia, a nie do krwioobiegu. Tak samo szczepionkę Vaccine firmy AstraZeneca.

Dyrektor Mazur: doszło do sytuacji nadzwyczajnej

Szef Centrum Medycznego Medyk w rozmowie z WP zapewnia, że swoje polecenie szybko odwołał.
"Strzykawki szybko dostaliśmy i zarządzenie nie weszło w życie, po prostu pożyczyliśmy te strzykawki. To był taki stan nadzwyczajny. Nie jestem w stanie przewidzieć, ilu będzie pacjentów" – mówi Stanisław Mazur. Według informatorów WP mogło jednak dojść do wykorzystania w trakcie szczepień użytych wcześniej strzykawek.
Dr Paweł Grzesiowski: jestem wstrząśnięty tą informacją
- To naruszenie podstawowych zasad bezpieczeństwa. Sytuacja do wytłumaczenia jedynie w momencie bezpośredniego ratowania życia – mówi immunolog dr Paweł Grzesiowski. Jak dodaje: - Dwukrotne wykorzystanie strzykawki to wejście w konflikt z prawem, naruszenie instrukcji producenta. Samo namawianie do tego też jest niedopuszczalne, bo jest namawianiem do działania wbrew przepisom – uważa Grzesiowski.
W ogólnych wytycznych dotyczących szczepień, powołany przez amerykański Centers for Disease Control and Prevention, Komitet Doradczy ds. Szczepień Ochronnych podano: "Do szczepienia należy używać wyłącznie jałowych igieł jednorazowego użytku, a każde wstrzyknięcie trzeba wykonywać nową igłą i strzykawką."
Do czasu publikacji tego materiału, WP nie otrzymała od Centrum Medycznego Medyk odpowiedzi na pytanie, czy doszło jednak do sytuacji zaszczepienia pacjenta przy pomocy wcześniej już użytej strzykawki.
 
Do góry Bottom