Polska Służba Zdrowia taka piękna

Cthulhu

New Member
18
41
Witajcie!

Od 2 tygodniu borykam się z bólem żołądka, nie jestem osobą chorowitą, to jest moje 1 poważniejsze zachorowanie w życiu więc pomyślałem że jak zawsze poczekam z tydzień i zobaczę czy przestanie ale tak się nie stało. Postanowiłem w końcu porobić jakieś badania i zobaczyć o co chodzi i w tej właśnie opowieści pokaże wam moje pierwsze starcie z Polską "DARMOWĄ" Służbą Zdrowia.

Udałem się w nocy do przychodni gdzie lekarz zalecił mi tabletki, powiedział mi, że jeżeli nie pomogą powinienem się udać na USG oraz Gastroskopie. Jak pewnie podejrzewacie tabletki mi nie pomogły dlatego postanowiłem udać się na USG. Oczywiście terminy w publicznych przychodniach były na za 2 tygodnie, więc postanowiłem iść prywatnie gdzie na miejscu profesjonalnie zrobiono mi USG bez kolejki za 100 zł. Da się? Da się. USG utwierdziło mnie w przekonaniu, że to jednak na 100% żołądek ponieważ wszystko "na zewnątrz" jest zdrowe oraz lekarz zalecił mi wybrać się na gastroskopię. Jak mówił, tak też zrobiłem (a raczej chciałem).

Teraz świeża opowieść z dzisiaj, dostałem skierowanie na oddział Pediatrii w Gliwicach Szpital nr 1 by zrobiono mi morfologie oraz gastroskopię. (Za 2 miesiące kończę 18 lat, więc według nich jestem traktowany jak 12 letnie dziecko, a NFZ nie odda szpitalowi pieniędzy jeżeli nie spędzę tam co najmniej 3 dni. Gdybym miał ponad 18 lat byłbym traktowany od razu inaczej, zrobiono by mi gastroskopie i wypuścili do domu.) Do rzeczy. Miałem pierw podejść do Pani Doktor i zapisać się na oddział, nie zastałem jej w gabinecie dlatego zgodnie z kartką przywieszoną obok drzwi zadzwoniłem na oddział, lecz nikt nie przychodził. Postanowiłem wejść na oddział i zapytać pielęgniarkę gdzie jest lekarz. (przypominam że od 2 tygodniu doskwiera mi ból, żywię się 2 bułkami dziennie ponieważ nie mogę nic innego.) W pokoju pielęgniarek nie było żadnej pielęgniarki co już, powiem szczerze, nie zdziwiło ale zza rogu wyskoczyła lekarka i chamsko zaczęła naskakiwać na mnie i moją mamę, ponieważ jesteśmy na oddziale, gdy odparłem że czekaliśmy i dzwoniliśmy dłuższy czas i nikt nie odpowiadał zapytała się o mój wiek, po czym zwyzywała mnie od pyskujących gówniarzy, ale to pominę. Po całej tej przygodzie zostałem odprawiony do domu ponieważ lekarka stwierdziła, że nie ma czasu na kolejnych pacjentów na gastroskopię, dlatego mam przyjść za ponad tydzień.

A teraz moje pytania do was.
Mieliście podobne sytuacje z publiczną służbą zdrowia?
Również zastanawiacie się za co płacimy comiesięczne składki na nfz? Pierwszy raz potrzebowałem pomocy medycznej i jej nie dostałem.
 

Sevgart

New Member
1
4
Tak, miałem podobną sytuację.
W największym skrócie poważnie złamałem rękę, skończyło się na dwóch operacjach i unieruchomieniu kości za pomocą drutów Kirschnera (trzytygodniowy pobyt w szpitalu). Po całej przygodzie ze szpitalem przyszedł czas na rehabilitację, jako że młody ze mnie człowiek, a w tym czasie byłem całkiem nieźle radzącym sobie młodym koszykarzem zależało mi na szybkim dojściu do zdrowia. Nie jestem w stanie wytłumaczyć dlaczego, ale najpierw skorzystałem z publicznej poradni rehabilitacyjnej (mea culpa), oczywiście pominę czekanie na swoją kolej... Tego już chyba nie da się uniknąć. Sam poziom prezentowany przez tą placówkę był... żenujący? Pacjent zostawiany sam sobie, "No wiesz jak masz ćwiczyć". Zabiegi z pogranicza czarów i alchemii... A panie rehabilitantki dalej sączą kawę w swoim kąciku i znudzone rozmawiają. Po miesiącu stwierdziłem że to nie ma sensu i zapisałem się do prywatnej poradni. A tu proszę! Nowoczesny sprzęt, na jednego pacjenta przypada jeden rehabilitant który z nim ćwiczy (a nie 10 pacjentów na jednego), każdy jest tobą zainteresowany i stara ci się pomóc.
I teraz powiedźcie mi, za co płacimy skoro jeśli chcemy się wyleczyć i tak musimy zapłacić jeszcze raz? To po prostu nie działa...
 

kalvatn

Well-Known Member
1 132
2 009
Prywatna jest chujowa bo jej praktycznie nie ma. Przez istnienie państwowej. Wyjątkiem jest stomatologia do wyboru do koloru. Tanio, drogo lub super drogo jak tylko chcesz.
 
OP
Cthulhu

Cthulhu

New Member
18
41
Dokładnie, jakby nie było państwowej służby zdrowia prywatne szpitale, przychodnie itd rozwinęły by się i konkurowały między sobą a dzięki temu jakość usług by wzrosła oraz cena malała.
 

GAZDA

EL GAZDA
7 694
10 090
przed wypisaniem sie z państwa pracowałem na etacie jako kierownik oraz prowadziłem własną firme, więc płaciłem te jebane składki... przedtem jakoś żyłem bez państwowej służby zdrowia, ale wtedy jak juz płace tym chujom, pomyslałem że skorzystam, a wiec raz potęzny ból zęba, dentystka nie zdołała mi wyrwać zęba ino go połamała, po czym skierowała mnie z poharatanym ryjem wypchanym tamponami ze względu na kwotok do chirurga, tam powiedziano mi cobym przyszedł pod koniec lutego, a był listopad kurwa...
zapytałem sie czy da sie też inaczej niz w ramach enefzetu no i zapłaciłem kilka stówek i od razu mi pomogli...

kolejny raz byłem przeziębiony se pomyślałem co sie bede kurować sam, jak płace enefzet, z tym chyba se kurwa poradzą...
a wiec ide do przychodni a tam wpierw biurokracja, kopie dowodów wpłaty i takie tam, a straszą że w prywatnym szpitalu wpierw cie o kase poproszą a jak nimo to zdechniesz pod płotem, a jakos nie przypominam se by w prywatnej przychodni ktokolwiek przed zabiegiem pytał sie mnie czy mam kase...
a wiec jak juz udowodniłem prawo do darmowej hehe służby zdrowia, czekałem półtora godziny, w kolejce, potem przyjął mnie lekarz i stwierdził ze jestem przeziębiony kurwa... tyle to ja wiedziałem zanim sie udałem do przychodni, przepisał mi jakieś chujowe drogie tabletki, których nie kupiłem bo jak pisałem były drogie w chuj...
wyleczyłem sie własnymi metodami...
 

kalvatn

Well-Known Member
1 132
2 009
Ze stomatologią jest obecnie tak, że w ramach ubezpieczenia przymusowego nie należy się praktycznie nic, same proste zabiegi ograniczone do kilku przednich zębów, pacjenci o tym nie wiedzą jak przychodzą do panstwówki i bardzo się dziwią, że za wszystko trzeba dopłacać. Materiały wypełnieniowe w ramach NFZ nie maja sensu bo są takiej jakości, że za kilka tygodni znów trzeba by było odwiedzić lekarza i leczyć ząb powtórnie. Wszyscy lekarze są na kontraktach gdzie chodzi o to aby wyrobić odpowiednią liczbę punktów - dany zabieg - dana ilość punktów - leczenie nie jest wcale istotne. Łatwo się domyślić, że ilość punktów do wyrobienia ( bo inaczej nie będzie wypłaty ) rok w rok wzrasta a ilość darmowych zabiegów na zębach maleje. Każdy stomatolog kombinuje w tym syfie jak tu wyrobić punkty wiec wpisuje lewe zabiegi albo znajomych z rodziny bo oczywiście przy każdym wpisie muszą być wszelkie dane od peselu do długość kutasa dajmy na to. Od tego roku chuje z NFZ wymyślili specjalne arkusze w formie elektronicznej gdzie trzeba wypisywać mnóstwo rzeczy przy prostym zabiegu. Z drugiej strony większość stomatologów nie chce zrezygnować z kontraktów państwowych bo zapewniają one pacjentów do późniejszego leczenia już prywatnie.

Jeśli chodzi o anginę, grypę itd zawsze nie mogę zrozumieć jak człowiek, którego to dopadło i ma 39stopni ma się w zimie gramolić z łóżka i zapierdalać na mrozie do przychodni, czekać, odebrać receptę, potem apteka a potem jak już się przewietrzył na -10 stopniach to w końcu może się wyleżeć w ciepłym łóżku. Jedyny sens przy takich chorobach to lekarz prywatny przyjeżdżający do pacjenta do domu razem z lekami.
 

GAZDA

EL GAZDA
7 694
10 090
oscypki robią górale na terytorium zajętym przez rzeczpospolitą polską, republike słowacką, republike czeską, ukraine i rumunie...

jedynie kilku w polsce zastrzegło se nazwe i ino w niektórych gminach można to oficjalnie nazywać oscypkiem...

i nie offtopuj...
 
Ostatnia edycja:

Ronbill

Active Member
630
736
NFZ to czarna owca Europy! Nie ma konkurencji jesteśmy skazani na to co nam dają , to się nie starają. Wszyscy boją się przejścia na prywatny system ale prawda jest taka ,że większość ludzi i tak wydaje pieniądze na prywatne wizyty/badania/leczenie. Po co oddawać część wypłaty na coś z czego nie możemy skorzystać?
 
OP
Cthulhu

Cthulhu

New Member
18
41
No była kiedyś ankieta w której 80% polaków uważało, że NFZ jest darmowy, ogólnie ankiety publiczne są nic nie warte ale po rozmowie z moimi kumplami z klasy sądzę, że naprawde tyle ludzi w to wierzy. To jest w sumie najsmutniejsza prawda, ludzie się nie interesują polityką i nie wiedzą skąd co się bierze.
 

tomislav

Rasa: biała, profil klimatyczny: śródziemnomorski
4 782
12 128
NFZ w akcji. Państwowa służba zdrowia zapełnia chłodnie kostnicy. W akapie zawisną.
43-latka wiła się z bólu, rodzina wzywała kilka razy pogotowie. Dyspozytor jednak karetki nie chciał wysłać. Rodzina skarży się, że zalecił jedynie podanie tabletek przeciwbólowych. Bliscy w końcu sami zdecydowali się zawieźć kobietę do szpitala. Okazało się, że miała zawał serca. Nie udało się jej już uratować.
Dramatyczne zdarzenia rozegrały się w Połajewie (woj. wielkopolskie) 4 lutego po godz. 5. Całą historię opowiedzieli nam syn i matka zmarłej. Dyrektor szpitala nie zaprzecza przedstawianej przez nich wersji wydarzeń. Zaleca jednak ostrożność w jednoznacznym wydawaniu osądów.

Dyspozytor: "proszę dać tabletkę"


- Córka wstała rano, szykowała się do pracy, wypiła 2 filiżanki kawy. Momentalnie usłyszałam krzyk. Wyskoczyłam z sypialni a ona klęczała i krzyczała: "ratujcie!", "pomóżcie!", "strasznie boli!" - relacjonuje Janina Jop, matka zmarłej Małgorzaty.

Syn kobiety natychmiast wezwał pogotowie. Była godz. 5:27 - wynika z notatek, jakie po całym zdarzeniu sporządziła rodzina. Bliscy skarżą się, że dyspozytor odmówił jednak wysłania karetki. - Powiedzieli nam: "proszę dać tabletkę przeciwbólową i czekać godzinę" - mówi pani Janina.

Ból nie ustawał a kobieta krzyczała z bólu. Po 8 minutach syn pani Małgorzaty ponownie zadzwonił pod 999. Twierdzi, że dyspozytor kazał poczekać na działanie leku i po raz kolejny odmówił wysłania karetki. - Odebrałem to tak, że nie mam po co dzwonić, bo skoro podałem jej tabletkę, to ból powinien przejść - mówi Jacek Czekała.
Po trzecim telefonie rodzina sama zdecydowała się zawieść kobietę do szpitala. Jak tłumaczy syn, poprosiła ich o to matka, gdy dyspozytor kolejny raz odmówił mu przysłania karetki. - Nie mogłem patrzeć jak mama cierpi - mówi syn kobiety.

Z relacji rodziny wynika, że kobieta o własnych siłach zeszła po schodach i wsiadła do auta.

- Wnuk prowadził, córka obok siedziała obok a ja z tyłu. Zatrzymywaliśmy się co 200 metrów, bo ona z bólu nie mogła usiedzieć w tym samochodzie. Myślała, że jak zaczerpnie świeżego powietrza, to przestanie ją tak boleć - mówi matka kobiety.

Chcieli ją sami dowieźć do szpitala
W samochodzie straciła przytomność. - W pewnym momencie opadła na mnie. Szybko wysiadłem, położyłem mamę, zacząłem ją reanimować. Chciałem, żeby żyła - mówi Jacek Czekała.

Wówczas syn miał po raz kolejny zadzwonić na pogotowie. Była godz. 6:19. Jak wynika z notatek rodziny, sporządzonych na podstawie informacji o połączeniach wychodzących w telefonie, było to już piąte połączenie z dyspozytorem. - Przekazali nam wtedy, że karetka jest już w drodze, w Hucie - tłumaczy syn kobiety.

Kiedy karetka wyruszyła do chorej? Nie wiadomo. Syn 43-latki zapewnia, że z wcześniejszych rozmów z dyspozytorem nie wynikało, że ten wysłał pogotowie ratunkowe.

Gdy rodzina dojechała na miejsce, lekarze przejęli nieprzytomną kobietę, podjęli dalszą resuscytację i zabrali kobietę do szpitala. Tam stwierdzono zgon. - Jestem bardzo zawiedziona służbą zdrowia. Gdyby pogotowie przyjechało od razu, może udało by się ją uratować - mówi matka zmarłej.

Dyrektor: sprawa jest niejednoznaczna
Sprawę śmierci kobiety bada prokuratura i władze szpitala. Dyrektor placówki nie zaprzecza, że dyspozytor trzykrotnie odmówił wysłania karetki. Ostrzega jednak przed pochopnym wyciąganiem wniosków. - Pierwsze wezwania nie są na tyle przejrzyste, by wydać jednoznaczną opinię w tej sprawie. Dyspozytor najpewniej zasugerował się informacjami o wcześniejszych bólach kręgosłupa i młodym wiekiem kobiety - mówi Rafał Fonferek-Szuca, dyrektor Szpitala Specjalistycznego w Pile. (to jest kurwa niebywałe, dyspozytor zasugerował się bólami kręgosłupa i młodym wiekiem! Od kiedy dyspozytor uprawia diagnostykę, kurwa jego mać przeklęta?!)

Jak tłumaczy, w zbieraniu wywiadu nikt nie oczekuje od rodziny pacjenta fachowego terminów. - Sztuką jest wyciąganie wniosków z zeznań. Są charakterystyczne zwroty i określenia. Dla mnie nie jest to jednoznaczne. Byłbym ostrożny z czarno-białymi ocenami - tłumaczy Fonferek-Szuca.

Na pytanie o to czy przesłuchał nagrania z centrum powiadamiania ratunkowego, odpowiada: - Nie słuchałem całych tych rozmów, tylko fragmenty kluczowe.

Dyspozytor pogotowia nie został zawieszony w obowiązkach, nadal pracuje na tym stanowisku. Szpital czeka na decyzje prokuratury w tej sprawie. Ta zabezpieczyła nagrania z centrum powiadamiania ratunkowego. Dopiero wówczas dyrekcja szpitala wyciągnie ewentualne konsekwencje wobec mężczyzny.
http://www.tvn24.pl/karetki-nie-chcieli-wyslac-kobieta-zmarla-na-zawal,517093,s.html
 
Do góry Bottom