Polska Służba Zdrowia taka piękna

tomislav

Rasa: biała, profil klimatyczny: śródziemnomorski
4 782
12 128
A to jest zupełnie inna sprawa. Zresztą, jak można pomylić zdrową nerkę z nerką umajoną guzem? To jest sto razy bardziej absurdalne, aniżeli zaszycie w jamie brzusznej pacjenta chusty albo nożyczek, co może zdarzyć się wskutek pośpiechu, najebania wódą lub skrajnego przemęczenia. Pomyłka z nerką jest tak dalece szkolarska, że aż trudno w nią uwierzyć.
 

tolep

ChNiNK! ChP!
7 786
13 540
Nie wiemy, jaki to był rodzaj nowotworu, jakie było ryzyko nawrotu i czy absolutnie konieczna była amputacja.
Oczywiście nie była ABSOLUTNIE konieczna, skoro teraz jej nie zrobiono. Ale decyzje podejmuje się nie zero-jedynkowo.

btw. w jaki sposób chciałeś przyczynowo wyleczyć nowotwór?
 

tomislav

Rasa: biała, profil klimatyczny: śródziemnomorski
4 782
12 128
Nie wiem, o jaki nowotwór chodzi - to raz. Dwa - to, że użyłem terminu "przyczynowo", nie znaczy odniesienia akurat do tego przypadku. Lekarze powinni jednak unikać odejmowania z ludzkiego ciała ważnych organów, o ile tylko wystąpią ku temu warunki.

Teraz nie amputowano, bo to oznaczałoby wyrok dla pacjenta.
 

Denis

Well-Known Member
3 838
7 922
Wklejam post "Kota" z pewnego forum medycznego. "Kot" to nick tego użytkownika.

Dostałem się na medycynę dzięki kursom maturalnym na które chodziłem przez dwa lata. Wyniki maturalne bez problemu wystarczyły na WUM. Na studiach się nie przemęczam, uczę się tylko tego co mnie interesuje i co przyda się w przyszłej pracy. Resztę tylko w celu zdania egzaminu lub uzyskania odpowiedniej oceny. Noce zarywam nie nad książkami a na dyżurach przy pacjentach.

Studia są ciężkie nie ze względu na dużą ilość materiału (choć tak mówią osoby, które mają ambicję nauczyć się wszystkiego ze wszystkich przedmiotów) a na obowiązkowość zajęć. Żeby zaliczyć przedmiot trzeba mieć 100% obecności na seminariach. Jak jesteś chory to masz przerąbane i przy odrobinie pecha musisz powtarzać rok bo nie zrobiłeś 2 tygodni jakiejś dermy albo innego gówna. Do tego dochodzi przypadkowość zajęć - w jednym tygodniu zaczynasz o 7:15 i kończysz o 13 a w innym idziesz na 9 i wychodzisz parę minut po 11. Czasem pojawiają się kuriozalne kolokwia po południu albo w weekendy. Jeśli pracujesz dorywczo/na pół etatu to zapomnij o ustaleniu grafiku.

Przyzwyczaj się, że podczas studiów będziesz na garnuszku rodziców. Znajomi w Twoim wieku będą zakładać rodziny, kończyć studia, zaczynać pracę, kupować mieszkania a Ty cały czas życie studenckie i proszenie rodziców o kaskę na nową bluzkę itd. Na zajęciach będą Ci nabijać głowę ideałami i całą magiczno-historyczno-tradycjonalistyczną otoczką suto zakropioną łaciną i opowieściami jak to pan doktor rozpoznał marskość wątroby bo zobaczył błyszczące paznokcie u pacjenta albo jak to łatwo rozpoznać zapalenie płuc bez RTG klp. Naburmuszeni docenci będą grzmieć z katedry jak ważna i przydatna w dalszym życiu będzie znajomość polimorfizmów genu TRKB659-ROT.

Na 6 roku studiów koledzy nagle przestaną dzielić się materiałami. Koleżanka, która zawsze wszystko wiedziała i tłumaczyła nabrała wody w usta. Wyścig szczurów nabiera tempa. Nagle okazuje się, że przy rekrutacji na staż liczy się średnia i każdy robi wszystko, żeby zdać jak najlepiej. Zaczną się kombinacje, odwołania, prawnicy i różne dziwne sytuacje przy zajmowaniu miejsc w szpitalach. Zaczną wychodzić różne rodzinne powiązania Przy odrobinie pecha możesz zostać oddelegowana do miejsca 100 km od swojego domu. Potem przygotowania do LEK i loteria z rezydenturami. Preferencje i marzenia niewiele się liczą - jest niewielka szansa, że dostaniesz się na wymarzoną specjalizację. Nagle nic od ciebie nie zależy. Liczy się przypadek, układ gwiazd na niebie, wybory kolegów, fantazja ministerstwa zdrowia i humor pań w urzędzie wojewódzkim więcej znaczą od nocek zarwanych na nauce do LEKu.

Po stażu rzucisz się w wir pracy (może jakimś cudem uda się z chirurgią). Dyżury, zarwane nocki, spięte pośladki nad książkami, praca do której nie jesteś kompletnie przygotowana - studia niczego tak naprawdę cię nie nauczyły. Wszystko zaczynasz od nowa... Do tego dojdzie szef skurwysyn-komuch, koledzy podrzucający świnie, pacjenci którzy dzisiaj się do ciebie uśmiechają a potem piszą skargę. Zaczną się różne polityczne przepychanki w których interes kliki kolesiów jest ważniejszy od dobra pacjenta. Konsultanci-kardiolodzy wrzeszczący pośrodku nocy do słuchawki jak śmiałaś ich budzić i jak jesteś taka mądra żeby rozpoznać zawał to lecz go sobie sama. Koledzy będą się śmiać, bo chcesz rozpoznać marskość wątroby u pacjenta z błyszczącymi paznokciami i odesłałaś do domu pacjenta z zapaleniem płuc bez RTG klatki. Szef na pytanie o rolę polimorfizmów genu TRKB659-ROT krzyknie oburzony: "To pani doktor tego nie wie?! I pani ma czelność nazywać się lekarzem?!"* Potem objedzie cię na korytarzu przy pacjentach, że użyłaś złego antybiotyku. On zawsze stosuje imipenem. Bo tak.

Okaże się, że jako młody lekarz jesteś warta tyle co kupa gówna i nadajesz się głównie do robienia papierów. Jeśli dasz się zahukać to skończysz jako sekretarka i zamiast uczyć się zawodu przez 5-6 lat specjalizacji będziesz uzupełniać historie choroby (szczególnie w specjalizacjach zabiegowych). Potem nagle zorientujesz się, że to już 4 rok specjalizacji a ty masz nadal do zrobienia 300 zabiegów. Tylko dlaczego nikt nie chce cię wpuścić na salę operacyjną? Ten młody syn profesora z innej kliniki już na 2 roku specjalizacji sam laparoskopowo wycina pęcherzyki. Już 4 razy przeciął przy tym drogi żółciowe i nie miał żadnych kłopotów. Tymczasem ty już 2 lata chodzisz po sądach i tłumaczysz się dlaczego na twoim dyżurze 98-letnia pacjentka ze zgorzelinowym wyrostkiem umarła na zawał serca. Jak to możliwe?

Jak już przebrniesz przez szok konfrontacji z prawdziwym życiem okaże się, że żeby zarabiać te 6-8 tysięcy musisz pracować przez 300 godzin w miesiącu. Dowiesz się, że miesiąc nie ma 30 dni tylko.... 720 godzin. Nie masz życia rodzinnego, nie masz czasu na kino, naukę, wakacje ani zakupy mebli do mieszkania. Wracasz do domu po 36h w pracy i kładziesz się spać bo nie masz nawet siły na prysznic. Dziecko?

Na 6 roku: "Niee - dopiero po stażu."

Na stażu: "Nieee - dopiero po pierwszym roku specjalizacji. Wtedy na pewno będzie wiecej czasu."

Na drugim roku specjalizacji: "Nieee teraz nie mam czasu - dopiero po egzaminie specjalizacyjnym"

Po egzaminie specjalizacyjnym: "Nieeeee - dopiero jak popracuję rok albo dwa w nowej pracy"

Po 3 latach: "Nieeee - dziecko urodzę jak tylko spłacę kredyt na dom"

Po kredycie: "O cholera! Nie mogę mieć dzieci! To już menopauza? Tak szybko?"

Wakacje? "Pani doktor - od czerwca do października wszyscy są na urlopach! Nie ma kto pracować a pani mi tu przychodzi i prosi o urlop?! Wykluczone!"

Parę dni wolnego na kurs szkoleniowy? "Pani doktor - nie ma takiej możliwości. Mamy pełny oddział pacjentów, sezon grypowy, jeden z doktorów już się rozchorował. Nie ma mowy!"

Mam nadzieję, że udało mi się zarysować perspektywy młodego lekarza w naszym kraju

Bardziej optymistyczny post niejakiego "berbeleka" z forum medycznego.
Nie martw się! Nie jesteś sama! Myślę, że zdecydowana większość ludzi jest rozczarowana medycyną. Myślę, że również większość żałuje wyboru. Z drugiej strony, ten zawód ma jeden plus: bezpieczeństwo zatrudnienia, co w dzisiejszych czasach nie jest takie oczywiste. I powiedzmy sobie szczerze dotyczy to KAŻDEGO absolwenta. Nawet najgłupszego, najmniej nadającego się. Średnio inteligentny szympans w tym kraju jakąś tam medycynę może praktykować i z głodu nie umrze. Również nie trzeba mieć bogatych starych ze znajomościami, żeby sobie jakoś radzić. Bo w innych branżach to już nie jest takie oczywiste, trzeba być albo najlepszym i ostro zapierdalać, albo rodzice ustawieni, albo znajomości itd.itp. Dobra opcja to nie jest, ale dobrych nie ma, bo życie jest do dupy, trzeba się z tym pogodzić.

Spójrz na siebie, sama piszesz, że pochodzisz z prowincji, z biednej rodziny, wiodłaś proste, chłopskie życie. I co ty niby mogłabyś robić prócz tej medycyny? Zostałabyś tam i co byś robiła w polu pracowała? W urzędzie gminy (masz znajomości?)... ? Skończyłabyś uniwerek i sprzedawałabyś ciuchy w zarze? A może być kancelarię adwokacką w Warszawie otworzyła?

Medycyna to nie raj, ale to też nie śmierć głodowa, nie trzeba być najlepszym, żeby jakoś dawać sobie radę, wrzuć na luz.
Polecam poczytać inne posty tego gostka:
http://medfor.me/index.php?/user/393-berbelek/
http://medfor.me/index.php?app=core...ilters[forums][searchInKey]=&userMode=content
 
U

ultimate

Guest
Nigdy nie dawałam łapówek i na prawdę nie miałam z tego powodu żadnych problemów.Ja bym się wstydziła personelowi wręczać pieniądze, dlatego, że takim zachowaniem bym ich obraziła no i na pewno by ich nie przyjęli
Lekarz obrażony, że ktos daje mu pieniądze? To jest dowcip roku!!



Służba Zdrowia jaka wiemy.Mówią, że biurokracja Że mają mało czasu dla pacjenta. Pacjent powinien być wysłuchany Nie tylko osłuchany.Wiem, że jeśli jest lekarzem z powołania, znaczy takim, któremu zależy na pacjencie(nie kliencie!), to znajduje czas i chęci. Biurokracja mu w tym nie przeszkodzi..
 
Ostatnio edytowane przez moderatora:

pawel-l

Ⓐ hultaj
1 854
6 951
Tomek ma 22 lata i mówi, że jest mężczyzną uwięzionym w ciele chłopca. Cierpi na niezwykle rzadką chorobę Fabry'ego, na którą w Polsce choruje zaledwie 40 osób. Lekarze przyznają, że przypadek Tomka jest bardzo ciężki i że ból będzie towarzyszył mu przez całe życie. Niestety, diagnozę postawiono dopiero po 16 latach błędnego leczenia.
Dopiero po 16 latach błędnego leczenia postawiono mi tę diagnozę. Przez 4 lata dostawałem ogromne dawki sterydów, leków chemioterapeutycznych w tabletkach.

Ale twoje wyniki badań nie wskazywały na to, że potrzebujesz aż tak silnych leków?

- Lekarze strzelali w ciemno. Mówili mi, że może to pomoże. Przez te wszystkie lata błędne leczenie doprowadziło mój organizm do skrajnego wyniszczenia. Choć w końcu postawiono diagnozę, to już byłem wrakiem. Od 6 lat jestem odżywiany pozajelitowo przez kroplówki, do których jestem podłączony przez 20 godzin na dobę. To jedynie utrzymuje mnie przy życiu.

Masz żal do lekarzy za to, że błędnie cię leczyli?

- Wyobraź sobie, że na opakowaniu sterydów jest napisane, że maksymalna dawka dobowa, jaką można podać pacjentowi, to 125 mg. A ja dostawałem 600 mg dożylnie przez półtora roku. Niech to będzie odpowiedź na twoje pytanie.
Złe leczenie i złe diagnozy doprowadziły mnie do ruiny.

Dlaczego nie chcesz publicznie powiedzieć, do kogo masz pretensję z powodu wieloletniego błędnego leczenia?

- Jestem rozdarty. Z jednej strony chciałbym pójść z nimi na wojnę. Z drugiej - boję się. W szpitalu, o którym wspomniałem, pracuje pani profesor, która wykazała łaskę i dzięki niej wziąłem udział w badaniach klinicznych leku, który dostaję do dziś. Gdybym powiedział, co to za szpital, mógłbym mieć problemy. Kiedyś być może się na to zdecyduję, znajdę najlepszych prawników i wytoczę im proces, ale jeszcze nie teraz.
http://metrowarszawa.gazeta.pl/metr...ajbardziej_doskwiera_mi_samotnosc___mowi.html
 
U

ultimate

Guest
Milion dla NFZ od czujnych pacjentów
Około milion Polaków posiada specjalne konto, na którym można sprawdzić, ile kosztowało ich leczenie, u jakiego byli lekarza i jakie leki sprzedała im apteka. Ale ZIP to także bat na nieuczciwych lekarzy i placówki medyczne.Zintegrowany informator pacjenta (ZIP) umożliwia bowiem zgłoszenie do NFZ wykrytych nieprawidłowości, np. wizyt, których pacjent nigdy nie odbył. A urzędnicy wyjaśniają, czy to pomyłki, czy też lekarze chcieli wyłudzić pieniądze
http://biznes.onet.pl/wiadomosci/medycyna/milion-dla-nfz-od-czujnych-pacjentow/2jw2hd

Jeden z komentarzy:

'"~OlA : Zgłaszałam ewidentne oszstwo w jednej z przychodni lekarskich na dolnym Śląsku do NFZ . Niestety pracownicy rządali ujawnienia moich danych i abym to ja udowodiła to oszustwo."
 
U

ultimate

Guest
- Oddział zamknięty wyglądał koszmarnie, jak z innej epoki. W oczy rzucał się brak miejsca na salach, a część ludzi spała na korytarzach. Do tego brudne i zaniedbane toalety oraz wyglądająca jak loch palarnia. Jest to bardzo zimne, nieprzyjemne i ponure miejsce. Ludzie w wyciągniętych i brudnych pasiastych pidżamach wyglądali bardziej jak więźniowie, niż jak pacjenci. W jednym pokoju umieszczono osobę z delirium, chłopaka którego rodzice wysłali na przymusowe leczenie za palenie marihuany, osoby z ciężką schizofrenią oraz po próbie samobójczej. Przypominało to klimatem filmy grozy - mówi Marek, którego brat po próbie samobójczej, przebywał w Mazowieckim Centrum Psychiatrii w Drewnicy.
http://wiadomosci.wp.pl/kat,1027191...ozy,wid,17905610,wiadomosc.html?ticaid=115c10
 
D

Deleted member 427

Guest
Etatyzm, level ultra hard

Najbliższy wolny termin do lekarza? Za 14 lat!

Pacjenci, którzy dostaną dziś skierowanie na zabieg endoprotezy kolana na NFZ, we wrocławskim szpitalu wojskowym będą czekali na przyjęcie do... 2029 roku, czyli 14 lat. "Szybciej" lekarz przyjmie nas na Borowskiej. Tu poczekamy do kwietnia 2025. Tylko niewiele mniejsze kolejki są na operację zaćmy. Brzmi jak ponury żart. Niestety, taka jest rzeczywistość.

http://www.polskatimes.pl/artykul/8...ny-termin-do-lekarza-za-14-lat,2,id,t,sa.html
 
U

ultimate

Guest
Dostałem skierowanie na operację udrożnienia nieaktywnych żył w prawej nodze.
Dziś się dowiedziałem,że najbliższy wolny termin to pazdziernik 2016! Brak słów.
Nadzieja jest.Zapłacę 5500 i zrobią mi na początku grudnia 2015.
 
Ostatnio edytowane przez moderatora:
U

ultimate

Guest
W marcu 2013 roku media obiegła tragiczna historia śmierci 2,5-letniej Dominiki z okolic Skierniewic. Do dziewczynki z 40-stopniową gorączką przyjazdu odmówili zarówno lekarz z dyżurującej przychodni, jak i zespół karetki pogotowia. Dziecko trafiło do szpitala w tak ciężkim stanie, że specjaliści nie mogli już nic zrobić. Prokuratura nie dopatrzyła się błędów lekarzy i po kilku miesiącach umorzyła sprawę.

Sprawa śmierci noworodka w Szubinie. Proces trwał pięć lat. Zakończył się na początku października. Sąd podzielił opinię rodziców, że winna śmierci płodu jest lekarka dyżurna Irena K., która nie poświęciła rodzącej wystarczającej uwagi. Nie zgodziła się też na wykonanie cesarskiego cięcia. Kobieta została ukarana grzywną w wysokości 15 tys. złotych. Wobec drugiej oskarżonej - położnej - warunkowo umorzono postępowanie na dwa lata próby. Obie dalej pracują w tym samym szpitalu.


5 mln złotych zadośćuczynienia (z odsetkami) i dożywotnia renta - jest prawomocny wyrok za błąd medyczny w warszawskim szpitalu przy ulicy Banacha. (http://www.tvn24.pl)


Sprawa dotyczy 62-letniej dziś Grażyny Garboś-Jędral, która trafiła do szpitala na Banacha z zawałem serca. Sama wówczas wielokrotnie reprezentowała placówkę jako radca prawny - właśnie - w sprawach lekarzy za błędy medyczne. Po jej operacji pojawiły się komplikacje, w tym zakażenie. W wyniku kolejnych nieudanych zabiegów i operacji lekarze doprowadzili u pacjentki do uszkodzenia kręgosłupa, niedowładu kończyn, nieuleczalnych problemów z trawieniem oraz całkowitą utratą funkcji seksualnych. Niegdyś żyjąca z mężem, obecnie mieszka sama, niezdolna do pracy i samodzielnego utrzymania. Zdaniem sądu krzywda 62-latki jest "bardzo duża", a jej wysokie roszczenia uzasadnia też sposób traktowania jej w szpitalu. To w sumie 1 mln złotych plus 4-milionowe odsetki. Z kolei w miesięcznej rencie w wysokości 6 tys. złotych przyznanej od szpitala sąd zawarł koszty leków i rehabilitacji, a także utracone przez kobietę korzyści, które miałaby, gdyby cały czas pracowała jako radca prawny. To jedna z najwyższych kwot, jakie sąd przyznał pacjentowi za to, że lekarz zamiast pomóc - zaszkodził.
 

simek

Well-Known Member
1 367
1 990
Szkoda, że nikt nie zapyta dyrekcji szpitala jak zamierzają to zapłacić. List do centrali NFZ "prześlijcie hajs, bo odszkodowanie musimy zapłacić, a nie mamy"?
 
U

ultimate

Guest
Za swoje błędy powinni płacić z własnej kieszeni .Ja za dwa dni idę na operację.Musiałem zapłacić,żeby zrobili mi jak najszybciej.Bo czekajac w kolejce na termin wyznaczony przez szpital został bym bez nogi!
 
Ostatnio edytowane przez moderatora:
U

ultimate

Guest
Dowiedziałem się,że jeśli lekarz jest na kontrakcie to za wyrządzoną nam szkodę odpowiada razem ze szpitalem.Jeśli zatrudniony jest na umowę o pracę to jego odpowiedzialność ogranicza się tylko do pracowniczej odpowiedzialności wobec pracodawcy, czyli szpitala. Podczas rozprawy sądowej wystepuje jako świadek.Całość odpowiedzialności ponosi szpital. Do sądu pozywamy szpital jako placówkę.
Co do kolejek to wiemy jak jest.Szlag mnie trafił bo zapłaciłem i tez nie zostałem przyjety w ustalonym terminie.Dopiero 15 grudnia a miałem być na początku miesiąca.
 

tosiabunio

Grand Master Architect
Członek Załogi
6 688
13 612
Wczoraj w TV był jakiś reportaż o młodej dziewczynie, która dzięki wsparciu ludzi dostała perukę z prawdziwych włosów, oraz operację niebawem, zamiast terminowej w państwowej służbie zdrowia, wyznaczonej na... uwaga... 2029 rok.

Kurwa, że ten dziennikarz powiedział to bez zmrużenia oka i wybuchnięcia szyderczym śmiechem.
 
Do góry Bottom