Piractwo to kradzież?

Pseudonick

New Member
21
0
Jak człowiek coś tworzy np. utwór lub książkę to ma moralne prawo decydować jak to będzie wykorzystane i tyle. Pisanie o tym że wysłałem cumplom nie oryginał książki tylko kopię (gdy clue książki jest jej treść a nie okładka) jest brednią. Podpieranie się statystykami według których piraci więcej kupują? Bitch please! Jak mają kupować skoro piracą? XD Statystyką to można udowodnić wyższość socjalizmu nad kapitalizmem ale sami wiecie że to dyskwalifikuje taką statystykę a tutaj? Liczba nie kłamie, nawet zmanipulowana XD Wrzucam do internetu kopię utworu a nie oryginał czy co tam więc jestem czysty, WTF? Zresztą jałowa dyskusja bo nawet jak z kodeksu karnego te zapisy znikną to każdy twórca zamieszczając pracę w necie i innych źródłach będzie zamieszczać informację że korzystanie dozwolone tylko gdy nie zamierza się kopiować pod groźbą kary np. milion euro.
 

kr2y510

konfederata targowicki
12 502
22 907
ma moralne prawo
Co to jest to "moralne prawo"?
Są różne systemy etyczne, niektóre się wykluczają.

każdy twórca zamieszczając pracę w necie i innych źródłach będzie zamieszczać informację że korzystanie dozwolone tylko gdy nie zamierza się kopiować pod groźbą kary np. milion euro.
Jak ktoś sobie coś gdzieś napisze nie znaczy to, że inni się muszą do tego stosować.

A na marginesie, to czy zadałeś sobie trud przeczytać cały wątek?
 

Pseudonick

New Member
21
0
Co to jest to "moralne prawo"?
Są różne systemy etyczne, niektóre się wykluczają.


Jak ktoś sobie coś gdzieś napisze nie znaczy to, że inni się muszą do tego stosować.

A na marginesie, to czy zadałeś sobie trud przeczytać cały wątek?
Co to jest moralność.. Ale bez takich zabiegów co? Jak artysta napisze że możesz korzystać z owoców jego pracy tylko gdy jej nie skopiujesz to masz się do tego zastosować albo nie korzystać z dzieła, zasada przestrzegania umów.
 

kr2y510

konfederata targowicki
12 502
22 907
Jak artysta napisze że możesz korzystać z owoców jego pracy tylko gdy jej nie skopiujesz to masz się do tego zastosować albo nie korzystać z dzieła, zasada przestrzegania umów.
Umowa ma miejsce wtedy gdy została zawarta z drugą stroną. Jak ktoś gdzieś coś sobie napisze, to nie jest to żadna umowa.

To co widzisz poniżej, to nie jest dobrowolna umowa.
To nawet nie jest umowa.
To jest ostrzeżenie.
To jest kontrakt publiczny.
Czy twój tępy móżdżek nie jest w stanie tego pojąć?
 

Pseudonick

New Member
21
0
Otóż to. Ty masz / powinieneś mieć prawo wywiesić coś takiego na terenie swojej posesji a twórca ma prawo na podobnej zasadzie oznakować swoją pracę. Coś stworzyłem -> jest to moje -> mam prawo nakazywać ludziom w jaki sposób wolno im tego użyć. Czysty libertarianizm.
 

kr2y510

konfederata targowicki
12 502
22 907
Coś stworzyłem -> jest to moje ->
Ale kopia już twoja nie jest!

mam prawo nakazywać ludziom w jaki sposób wolno im tego użyć.
Tak się tylko tobie wydaje.

Czysty libertarianizm.
I pomyśleć, że napisał to przeciwnik swobodnego dostępu do broni palnej.
Sorki, ale żaden lewak i zadeklarowany wróg wolności, nie będzie definiował libertarianizmu.
 

Pseudonick

New Member
21
0
No właśnie, piszesz o kopii jakby to cokolwiek zmieniało. Nic nie zmienia bo kopiujesz rzecz określonej osoby która sobie tego nie życzy. To jest kopia ale czyjegoś wytworu. Własność to nie tylko przedmiot fizyczny. Jak kopiujesz mimo ostrzeżenia "można odsłuchać pod warunkiem że nie będzie piratowania" to bądź gotów na konsekwencje. Dokładnie tak samo jak z wejściem na posesje - wolność dysponowania swoją własnością. Załóżmy że ściągasz piosenkę na dysk. Dysk Twoja, utwór na nim nie Twój.
 

kr2y510

konfederata targowicki
12 502
22 907
Nic nie zmienia bo kopiujesz rzecz określonej osoby która sobie tego nie życzy.
Skoro nie życzy, to niech to schowa sobie w sejfie lub niech się inaczej zabezpieczy przed kopiowaniem.

© - to tylko jeden znak Unicode
copyright - to tylko 9 znaków ASCII​

Własność to nie tylko przedmiot fizyczny.
Nie masz racji. Pojęcie własności istnieje wyłącznie w stosunku do materii.
Własność do nie-materii, to "własność inaczej".

Jak kopiujesz mimo ostrzeżenia "można odsłuchać pod warunkiem że nie będzie piratowania" to bądź gotów na konsekwencje.
Bez istnienia państwa nikt na dłuższą metę nie będzie w stanie wyegzekwować takich umów. Natomiast prawo do gruntu się obroni i własność normalna będzie szanowana lepiej.
 

TFN

Member
63
4
Jeszcze lepiej, jak będziesz uruchamiał soft na swoim fizycznym serwerze, do którego ma dostęp tylko właściciel (fizycznej maszyny). Proszę bardzo. Choć do czasu, aż ktoś tego zabezpieczenia nie przełamie.
Spójrz od drugiej strony - twórcy. Ktoś chce sobie grać muzykę, pisać kody, projektować budynki, itd. I nagle, żeby mieć wpływ na to, kto tego używa, ten twórca musi zainwestować w zabezpieczenia, przy czym opisujesz ten proces tak, jakby twórca którego mimo wszystkospiracono, był samemu sobie winnym frajerem. Czy nie byłoby lepiej, gdyby 100% potencjału twórcy szło na jego pracę, a nie kombinowanie, jakby tu się zabezpieczyć?


Podałem już jeden przykład - Spotify. Dla wielu małych i niezależnych to jest obecnie źródło dochodów, którego kiedyś nie mieli. Dla Taylor Swift już nie, bo ona jest przedstawicielem tej jakże wąskiej grupy prawdziwych beneficjentów IP.
I właśnie dlatego takie Spotify powinno być dla artysty opcją, którą sobie zaakceptuje, albo nie. Tak samo jak z argumentem, że kapele mogą zarabiać na koncertach i koszulkach, a twórcy softu na reklamach, itd. - wszystko fajnie, o ile twórca decyduje, że tak chce. Przede wszystkim, piractwo sprowadza wynagrodzenie artysty do modelu "co łaska". Jeżeli mu to pasuje - ok. Większości jednak niezbyt to odpowiada, bo z jednej strony mają wizję "może ktoś się zlituje i za coś zapłaci", a z drugiej - całkiem realne rachunki do zapłacenia. Nie rozumiem, jak wobec tego można forsować idee "my wiemy lepiej, co dla Ciebie dobre, pomożemy Ci osiągnąć finansowy sukces, oddając innym Twoją pracę za darmo".

Modele biznesowe funkcjonujące w świecie FOSS (pomijając oparcie części licencji FOSS na copyrightach).
Tyle, że w tym modelu raczej nie zarabia się na samym dziele. Jak komuś to pasuje, że nie dostaje kasy za swoją pracę, tylko jakieś "usługi towarzyszące", to ok. Ale nie każdy ma talent do tych drugich i chęć do sprawdzania się w innych obszarach. Nie ma nic libertariańskiego w zmuszaniu go do tego.

[/QUOTE]Wszystkie komplementarne sposoby zarabiania na tym, że jest się znamy/lubianym/sławnym - opierające się o dobrowolne umowy, a nie sztuczny monopol prawny.
Nie widzę nic sztucznego w tym, że to autor dzieła decyduje o tym, komu i na jakich zasadach chce je udostępniać. I sądzę, że jeżeli ktoś ma możliwość zarabiania z dwóch źródeł (dajmy na to - ze sprzedaży płyt i z jakichś płatnych wywiadów, sesji do magazynów, etc.), to odcinanie go od jednego z nich jest agresją.

Krytyka IP (czy abolicjonizm wręcz) to nie jest coś w rodzaju "konstruktywnego wotum nieufności", gdzie moja racja zostanie uznana wtedy, gdy zaproponuję jakieś alternatywne rozwiązania do obecnie obowiązujących (tutaj przykład abolicji niewolnictwa - był to słuszny ruch niezależnie od tego, czy abolicjoniści znali nowe sposoby uprawy i zbioru bawełny bez niewolników).
No ale wiesz, do tej pory mieliśmy w tym wątku cały koncert wykręcania kota ogonem - a co z umową, a co jak ktoś zaingeruje w kod i wywali umowę, mój nośnik=moje dzieło, itd. Nie padł ani jeden argument, który by uzasadniał, dlaczego rzekomo naganne jest, aby autor rozporządzał swoim dziełem wedle własnego uznania. To, że potencjalnym odbiorcom pasuje pozyskiwać to za darmo, to żaden argument.
 

kr2y510

konfederata targowicki
12 502
22 907
Ktoś chce sobie grać muzykę, pisać kody, projektować budynki, itd.
Ja też chce robić sobie wiele rzeczy. Na przykład chcę mieć harem ładnych lasek. I co? Mam je zmusić na chama, by mi służyły?
Tylko w odróżnieniu od obrońców twórców, nie narzucam nikomu swojego prawa, nie wchodzę ze swym prawem na obce posesje i obce ciała. Więc niech ci twórcy też nie narzucają innym swoich popierdolonych praw.

I nagle, żeby mieć wpływ na to, kto tego używa, ten twórca musi zainwestować w zabezpieczenia,
Właściciel mieszkania też inwestuje w zamki, kłódki, ogrodzenia i alarmy. Właściciel samochodu też inwestuje w blokady, alarmy i daje zarobić stróżom na strzeżonym parkingu.

Czy nie byłoby lepiej, gdyby 100% potencjału twórcy szło na jego pracę, a nie kombinowanie, jakby tu się zabezpieczyć?
100% potencjału twórcy nie może iść na pracę twórczą, bo i tak zawsze część potencjału musi iść na sprzedaż jego dzieł.

Tak samo jak z argumentem, że kapele mogą zarabiać na koncertach
Mogą zarabiać na samych koncertach. Gdyby nie było podatków i byłby wolny rynek mediów, to dobre kapele byłyby relatywnie bogatsze niż dziś. Poszkodowani byliby jedynie korporacyjni lanserzy i marketingowcy.

a twórcy softu na reklamach, itd. - wszystko fajnie, o ile twórca decyduje, że tak chce.
Twórcy softu mogą zawierać umowy z klientami lub stosować tanie i skuteczne zabezpieczenia sprzętowe.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Klucz_sprzętowy
Te rozwiązania są relatywnie tańsze, niż zabezpieczenia domów i równocześnie są trudniejsze do złamania niż zamek w drzwiach. Nie stosują tego, bo mają pizdy w mózgach.

Przede wszystkim, piractwo sprowadza wynagrodzenie artysty do modelu "co łaska".
Gówno prawda. To obecny model biznesowy, lansowany przez zasrańców co uważają, że są jakieś prawa własności do nie-materii do tego doprowadził. Kopiowanie to skutek, a nie przyczyna.
 

TFN

Member
63
4
Dodam, że pewnie to nie są jedyne sytuacje, bo znany jest efekt, gdy piraci kupują to, co spiracili (nawet mnie się to zdarzyło) i robią to jedynie dlatego, że mogli poznać piracką wersję.
Nawet jeśli, to i tak w rezultacie twórca otrzymał <100% tego, co powinien z tytułu licencji.
Całe to gadanie o tym, jak to piractwo nakręca sprzedaż, opiera się na błędnym założeniu, że dla twórcy głównym źródłem dochodu jest pieniądz zbierany kolektywnie, np. w formie dzielonego solidarnie podatku od nośników. Tymczasem twórca powienien i z reguły zarabia nie na tym, co wypracowują wszyscy artyści świata, tylko tym, co robi sam. Badania mówią, że czesto osoby piratujące na potęgę są po prostu hard userami - wiele ściągają, ale przy tym też więcej kupują od statystycznego Janusza, który nie czyta, nie słucha, nie ogląda. To w sumie banał. Problem polega na tym, że na bazie tego próbuje się ludziom wmówić, ze:
a) Jak ktoś ściąga 100 płyt i 3 z nich później kupi na legalu, to tych 97 olanych też coś zyskało (np. Behemoth korzysta na tym, że ktoś kto zassał ich płytę, poszedł i kupił później inną płytę, dajmy na to Depeche Mode);
b) Jeżeli twórca otrzymuje <100% wynagrodzenia, które powinien, to korzysta;
c) Jakby twórca nie został okradziony, to by później nie zarobił.

Są to tezy tak kretyńskie, że aż nie dziwi mnie, że nikt ich nie badał.
 

Kompowiec2

Satatnistyczny libertarianin
459
160
Co to jest moralność.. Ale bez takich zabiegów co?
Moooralcioota...

my wiemy lepiej, co dla Ciebie dobre, pomożemy Ci osiągnąć finansowy sukces, oddając innym Twoją pracę za darmo
zaraz po
mam prawo nakazywać ludziom w jaki sposób wolno im tego użyć.
I kto tu jest lepszy? Pewnie ten, kto okaże się tym powyżej...
I właśnie dlatego takie Spotify powinno być dla artysty opcją, którą sobie zaakceptuje, albo nie. Tak samo jak z argumentem, że kapele mogą zarabiać na koncertach i koszulkach, a twórcy softu na reklamach, itd. - wszystko fajnie, o ile twórca decyduje, że tak chce.

Ale nie każdy ma talent do tych drugich i chęć do sprawdzania się w innych obszarach. Nie ma nic libertariańskiego w zmuszaniu go do tego.

Nie widzę nic sztucznego w tym, że to autor dzieła decyduje o tym, komu i na jakich zasadach chce je udostępniać. I sądzę, że jeżeli ktoś ma możliwość zarabiania z dwóch źródeł (dajmy na to - ze sprzedaży płyt i z jakichś płatnych wywiadów, sesji do magazynów, etc.), to odcinanie go od jednego z nich jest agresją.
No więc kurwa właśnie. Albo się dostosuje do rynku albo wypierdala z interesu. Logika. Libertarianizm to przede wszystkim hardy kapitalizm, bitch! Albo prawo naturalne łańcucha pokarmowego, jak kto woli. Jeśli tego nie rozumiesz, możesz opuścić forum. Nikt nikomu nie zabrania, będzie miał tylko mniejsze zyski, bo był tym jednym z ewolucyjnych odpadów.

To obecny model biznesowy, lansowany przez zasrańców co uważają, że są jakieś prawa własności do nie-materii do tego doprowadził.
bo IP dla nich istnieje, ale to, że "nie wiedzą" że roszczą sobie kradzież czyjejś materii już się nie mieści w ich łepetynie. Logika
 

parsi

New Member
3
6
Prawo autorskie powinno być na dany okres czasu, np. kilka lat. Problem prawa autorskiego dopiero się rozwinie, gdy drukarki 3D staną się powszechniejsze ;)
 

Caleb

The Chosen
509
261
Piraci mają problem? Coraz więcej gier zabezpieczona jest Denuvo

Dla zorganizowanych grup crackerskich, zwłaszcza tych specjalizujących się w łamaniu zabezpieczeń gier komputerowych, chyba nadciągają trudne czasy. Niedawno pisałem o niskim „morale” w pirackich szeregach, spowodowanych systemem szyfrującym Denuvo Anti-Tamper, będącym zabezpieczeniem niezwykle trudnym do obejścia. O ile wiarygodność wypowiedzi użytkownika o pseudonimie BirdSister, rzekomo reprezentującego chiński 3DM, można postawić pod znakiem zapytania, tak faktem niezaprzeczalnym jest wysoka skuteczność Denuvo. Osoba związana ze środowiskiem crackerów miała wówczas wyrazić głębokie przekonanie, iż piractwo zostanie całkowicie wyeliminowane w najbliższych latach. Dowodem na przewagę producentów zabezpieczeń stanowi przypadek pecetowego Just Cause 3, które wciąż pozostaje niezłamane. Jednak niedługo ta skromna lista (jak mniemam) znacznie się wydłuży...
Więcej: http://www.purepc.pl/rozrywka/piraci_maja_problem_coraz_wiecej_gier_zabezpieczona_jest_denuvo
 

Mad.lock

barbarzyńsko-pogański stratego-decentralizm
5 147
4 741
Wg mnie piractwo w grach nie zostanie zlikwidowane przez takie typowe zabezpieczenia programowe, ale przez kombinację takich czynników:
  • spadające ceny gier w porównaniu do zarobków
  • model grania oparty na posiadaniu konta internetowego i połączenia z nim
  • wypuszczaniu ciągłych patchy, które pozwalają na rozpoznanie kto ma spiraconą (albo tylko nieaktualną) wersję
 
OP
T

Tralalala

Guest
W grach internetowych często się handluje wobec czego można w środku gry umieścić kryptowalutę opartą o proof of stake i czerpać zyski z prowadzenia noda (opłata za transakcje) oraz wypuszczania newsów (news -> ruch na giełdzie). Jest to o tyle fajne, że gracze mogliby za sprzedane przedmioty w grze zamówić sobie coś do komputera, zegarek czy kupić kawę.
Najlepiej aby taka gra była tylko na Linuxa.
 

kompowiec

Open Source Boy
1 710
1 728
przedstawicielka grupy 3DM, wypowiadając się na temat prób złamania zabezpieczeń w grze Just Cause 3, stwierdziła, że dalszy rozwój stosowanej przez firmę technologii szyfrowania w ciągu dwóch lat może doprowadzić do wyplenienia piractwa, zaś osoba pracująca nad ich obejściem została doprowadzona do takiego stanu, że gotowa była się poddać
http://www.gry-online.pl/S013.asp?ID=95909

No nie wiem, kevin mitnick mówił zawsze że "cracker/haker ma mnóstwo czasu na znalezienie tego jednego błędu, gdy tymczasem osoba po drugiej stronie barykady ma go bardzo mało na robienie poprawek". Ale możliwe być może że grupy warezowe się wykruszają - ostatnio w większości ściąganych przez ze mnie piratów, w README ciągle widzę prośby o dołączenie do zespołu crackerskiego. Wysoka jakość aktualnych zabezpieczeń powoduje trudności z "nadgonieniem materiału".
 

vast

Well-Known Member
2 745
5 611
Filmik już trochę stary i być może pojawiał się już w temacie. Ale nic, wrzucę. Może ktoś nie zna. Ogólnie rakotwórczy content. Ciekawe zaś, że autor filmiku jako tako popiera dostęp (w 100% nie znam jego przekonań) do broni palnej. Poniższy filmik zaczyna takimi słowami: "Po pierwsze, nie zamierzam dyskutować z debilami, a jeżeli jesteś piratem, to właśnie jesteś debilem"

 
Do góry Bottom