Piractwo to kradzież?

A

Anonymous

Guest
Piractwo, to kradzież? Co z własnością intelektualną? Abstrakcyjny, kompletnie zakłamany twór, czy konieczność?

Chętnie posłucham opinii na ten temat.

Jeżeli już gdzieś rozpisywaliście się na ten temat, to poproszę o link. Wyszukiwarka forumowa nic nie wykryła.
 

kr2y510

konfederata targowicki
12 452
22 377
Przeszukaj wpierw forum. Jest tu kilka wątków w temacie.
Piractwo to abstrakcyjny, kompletnie zakłamany twór.
 

Piter1489

libnetoholik
2 074
1 877
W ostatnim czasie było mnóstwo tematów o piractwie i te dyskusje się powielają, tu naprawdę nie ma dużo do szukania :s .
 
OP
D

Deleted member 427

Guest
@Sława

Piractwo, to kradzież?
Nie - to doskonały sposób na podkurwienie establishmentu i pseudo-artystów pokroju Zbysia Hołdysa.

Co z własnością intelektualną?
To samo, co ze sprawiedliwością społeczną i społeczną gospodarką rynkową - zaorać.

Abstrakcyjny, kompletnie zakłamany twór, czy konieczność?
Konieczność - dla giga korpów i instytucji państwowych typu UPSTO. Dla reszty ludzkości - balast, hamulec rozwojowy i cichy zabójca.

Chętnie posłucham opinii na ten temat.
Moja opinia jest taka: jebać IP i potomków siepaczy Edisona. Wolna, niezmonopolizowana, niekoncesjonowana informacja to najgroźniejsza - poza strzelbą DAO-12 - broń przeciwko władzy.
 

Ciek

Miejsce na Twoją reklamę
Członek Załogi
4 574
11 063
Gwoli ścisłości, kradzieżą jest zabór rzeczy w celu przywłaszczenia. W przypadku naruszenia IP nie dochodzi do zaboru, ponieważ w wyniku kopiowania, naśladowanie i innych tego typu zachowań nie dochodzi do pozbawienia nikogo władztwa nad … no właśnie, nad czym? Przedmiotem IP przecież nie jest rzecz tylko prawo. Ponadto, odtwarzając sobie w domowym zaciszu muzykę przecież jej sobie nie przywłaszczam tylko z niej korzystam. Reasumując, z 3 znamion czynu zabronionego jakim jest kradzież „piractwo” nie spełnia żadnej, czyli kradzieżą nie jest.
 

sierp

to ja :-)
577
297
Koniec świata - Jacek Żakowski argumentuje tak jak ja:
"To wszystko jakby ewoluowało - mówił publicysta. - Mamy do czynienia z historyczną zmianą, jaka dokonała się w Stanach Zjednoczonych w odniesieniu do prawa do własności niewolnika. Dobra kultury, dostęp do kultury podlega podobnej emancypacji - uważa Żakowski."
http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,102433,1104 ... elski.html
 

Mad.lock

barbarzyńsko-pogański stratego-decentralizm
5 147
4 697
Tylko że temu lewakowi marzy się, żeby producenci "dóbr kultury" mieli płacone z haraczu.
 
OP
D

Deleted member 427

Guest
Właśnie dlatego lewak jest taki groźny. Zachodnie media pewnie już o nim piszą "libertariański publicysta domaga się uwolnienia kultury". Lewacy tacy jak red. tow. Żakowski są w chuj groźni, bo pod hasłami emancypacji niosą coraz to nowe formy zamordyzmu. Wolność jest ok, ALE... Uwolnijmy kulturę, ALE... ALE, ALE, ALE - interesy klasowe Żakowskiego i jego kolegów muszą być zabezpieczone.
 

Piter1489

libnetoholik
2 074
1 877
Dowiedziałem się, że skoro ściągnięcie niematerialnej kopii czegoś nie jest kradzieżą a zajumanie płyty ze sklepu kradzieżą jest, to logiczną konsekwencją tego jest to, że sprzedaż programu w sklepie internetowym staje się oszustwem (bo sprzedaję coś czego nie ma) a pobieranie opłat za usługi jest kradzieżą, bo podczas świadczenia usługi zazwyczaj nic nie powstaje. Dla mnie ten argument jest bez sensu, ale może ja czegoś nie rozumiem?
 

Peterus

New Member
75
4
Sklep udostępnia ci te dane. Dlaczego inne sposoby zdobycia tych danych miałyby cokolwiek zmieniać? Chcesz program A, ktoś oferuje ci dostarczyć program A za x zł, dobrowolnie się zgadzasz. Nie wiem gdzie tu problem? Nie oszukują nikogo, jeżeli faktycznie przesyłają program A. Problem jest wtedy kiedy prześlesz ten program koledze, on następnemu koledze, on udostępni w sieci, tysiące ludzi to ściągną - i sklep zamiast (ewentualnie) ścigać ciebie, z którym umówił się, że nie będziesz udostępniał - ściga wszystkich tych następnych ludzi.

Informacja nie jest współwłasnością wspólnoty ludzi do której każdy ma niezaprzeczalne prawo :D . Może wtedy "nie legalne" byłoby sprzedawanie informacji.
 

MaxStirner

Well-Known Member
2 343
3 995
Akurat uważam ze jakis haracz na rzecz twórców (ale faktycznie twórców nie pośredników) dołączany np do opłaty za net byłby ok jeśli to rozwiazałoby problem.
Nie da sie ukryc ze używając i nie płacąc zyskuję kosztem autora. Moralnie sprawa - przynajmniej dla mnie osobiście - jest śliska i mam wyrzuty sumienia. Ci którzy mówia że to żaden problem etyczny według mnie oszukują sami siebie. Jesli o mnie chodzi jestem za haraczem - pytanie tylko jak go podzielić - wątpie by to było wykonalne.
Ktoś mnie kiedys zapytał czemu skoro popieram własność prywatną jednocześnie popieram socjalizm w kwestii IP. Jeszcze się zastanawiam nad odpowiedzią...
 

military

FNG
1 766
4 615
Dobra, anektuję temat, bo tyle różnych jest o piractwie, że nie wiem, gdzie uderzać. Tytuł tego wątku jest adekwatny.

Otóż w NaTemat pojawił się bzdurny artykuł o tym, jakie to piractwo jest złe. Wypowiedział się w komentarzach pod nim pewien twórca - muzyk, na słowo wierzę że muzyk, bo o nim w życiu nie słyszałem; w każdym razie odpowiedziałem mu, a następnie rozmowa zeszła na e-mail. Myślę, że warto pokazać, jaki jest tok myślenia polskich twórców (choć nie wszystkich - też "tworzę" i nie mam nic przeciw piractwu; dobra reklama nie jest zła:) ).

Mój punkt widzenia był ogólnie taki: egzemplarz spiracony nie równa się egzemplarzowi sprzedanemu, gdyby pirat zdecydował się nie piracić.

Reakcja gościa:

jak rozumiem, mogę całkowicie bezkarnie skopiować wszystkie Twoje teksy i
zacząć na nich zarabiać.

...a jeśli mi się spodoba to może ci zapłacić.

Dziękuję.

Próbuję tłumaczyć:

Widzisz, mnie za wszystkie moje teksty już zapłacono, a jako że w wielu przypadkach są to teksty związane z reklamą, ich kopiowanie nie byłoby większym problemem. O ile oczywiście nie będziesz ich przypisywał sobie albo zmieniał - ale nikt z kopiujących nie podpisuje się pod twoją muzyką, więc chyba nie będzie problemu. BTW: od razu chciałbyś na nich zarabiać. Co za materialista - piraci kopiują głównie na własny użytek. Uwierz mi, nikt nie zbił fortuny na twoich płytach i nikt nie zbije na moich tekstach.:)

Żeby twój komentarz miał sens, mógłbyś np. zagrozić, że skopiujesz i rozpowszechnisz jedyny utwór, na którym zarabiam dzięki cyklicznej sprzedaży: [reklamę wycięto]

Jeśli uda ci się dotrzeć do dużego grona - cóż, baw się dobrze; jak mówiłem, nie jestem przeciwnikiem "piractwa". To, że ktoś, kto w ogóle nie wie o istnieniu książki, skopiuje ją, nie oznacza że kupiłby ją, gdyby nie było piractwa. Dzięki kopiowaniu przynajmniej o niej usłyszy, a jeśli mu się spodoba, może kupi oryginał - albo coś, co napiszę w przyszłości.

Odpowiedź:

Głupoty opowiadasz.

Dozwolony użytek oznacza korzystanie z chronionego prawem autorskim utworu
tylko w prywatnym zakresie.

Udostępnianie w sieci, niezależnie czy zarobkowo czy też niezarobkowo,
wykracza poza dozwolony użytek.
Piractwo tak jak kurestwo to jest charakter a nie zawód.
Pirat nigdy nie kupuje, pirat zawsze kradnie.
Rozwaliło mnie to trochę, ale cóż, nie daję za wygraną:

To, że ktoś napisał prawo, nie znaczy, że to prawo ma sens, czy też pokrycie w rzeczywistości.

To piraci napędzają legalną sprzedaż.

http://www.techhive.com/article/2012121/pirates-buy-more-music-than-legal-downloaders-study-shows.html



Odpowiedź:

To prawo daje Ci żreć.
Gdyby nie ono, Twoi klienci braliby Twoje teksty za darmo, bo nie miałbyś
żadnej możliwości by zmusić ich do płacenia.

Póki tego nie zrozumiesz, będziesz pisał brednie.

Wtedy oni nie zmusiliby mnie, żebym pisał teksty.:D Ja je piszę dla nich, bo tego właśnie chcą, bo tak się umawiamy. To nie tak, że ja coś wymyślam i wtedy próbuję sprzedać. Mam zamówienia. Książkę napisałem inaczej - bez żadnej umowy z klientem - i dlatego nie mogę nikogo ZMUSIĆ do płacenia za nią. I dlatego jej spiracenie byłoby dla mnie tylko reklamą.

Wkleiłem linka z danymi naukowymi potwierdzającymi, że piraci kupują więcej legalnej muzyki niż ludzie, którzy ograniczają się tylko do kupowania. Nie wiem, czego jeszcze oczekujesz. Teraz jesteś już na etapie zaklinania rzeczywistości.

Masz rację. Tyle, że gdyby nie prawo autorskie, oni mogliby zamawiać ale nie
płacić, twierdząc potem w sądzie, że są autorami.
A Ty biedny żuczku nie miałbyś instrumentów prawnych by z nimi walczyć.


Tak, amerykański blog jest wiarygodnym autorem badań. Zdecydowanie.
O rany, to było streszczenie badania Uniwersytetu Columbii, wystarczyło żebyś kliknął odnośnik zamiast robić bezsensowne komentarze:

http://piracy.americanassembly.org/get-the-copy-culture-report/

Gdyby nie prawo autorskie, nic by się nie zmieniło - bo nadal działam na ZAMÓWIENIE, a to oznacza, że działam tak jak np. stolarz, który tym prawem nie jest objęty. Ktoś chce krzesło, więc zamawia jego wykonanie, płaci, dostaje krzesło. Obie strony zyskują - jedna ma pieniądze, druga krzesło. Nie potrzeba tutaj skomplikowanego systemu prawnego.

Sztuka natomiast to specyficzna dziedzina. Robisz coś z nadzieją, że się sprzeda - z niczym więcej. Czy się sprzeda, zależy od jakości, reklamy, trendów. Skoro piractwo jest takie złe, to czemu - choć dosłownie każdy może obejrzeć film za darmo - kina zarabiają więcej niż kiedykolwiek, a filmy biją co roku rekordy frekwencji? Czemu sprzedaż dvd/blu ray idzie w setki milionów egzemplarzy? Czemu gry wideo zarabiają jeszcze więcej niż filmy, choć jeszcze łatwiej je spiracić?

Wydaje mi się, że jesteś po prostu zgorzkniały, bo twoja płyta się nie sprzedała. Ale ile byś zarobił na tych 200 sprzedanych egzemplarzach? Jaką masz prowizję? Wyniosłaby choćby 1000 zł? Bo nie wydaje mi się, szczerze mówiąc. A zrobiłeś sobie reklamę, którą mogłeś dobrze wykorzystać - np. zapraszając piratów na swój koncert.

Słowem: masz złe podejście.

* * *

I to na razie tyle, jeśli chodzi o kontakty z przedstawicielami polskiej sceny muzycznej. Jestem trochę zszokowany.
 

Ciek

Miejsce na Twoją reklamę
Członek Załogi
4 574
11 063
Szacun, że ci się chce z takimi ludźmi gadać. "To prawo daje Ci żreć" - lol, przypomina mi się wypowiedź jednej (p)osłanki z ptasim móżdżkiem o tym, że to urzędnik produkując papier pozwala ludziom pracować. Gdyby nie prawo to byśmy nie pracowali, nie żarli, ba, może nawet byśmy nie oddychali albo i słońce by zgasło i byśmy byli w tzw. czarnej dupie :)

Kurcze, chyba ukradnę ten tekst i zrobię sobie z tego jakiś slogan marketingowy swojej kancelaryjki "To prawdo daje Ci żreć, tako rzecze r.pr. Ciek", genialne :) Szkoda tylko, że prawo daje żreć mnie ponieważ jest chujowe i mało kto je zna i rozumie. Innym to żarcie niestety najczęściej zabiera :)
 

military

FNG
1 766
4 615
P.S.

Ostatnie słowo od dyskutanta:

Po co prawo karne? Przecież ludzie wiedzą, że nie wolno kraść i zabijać.

Najwyraźniej nie wszyscy, skoro KK jest stosowany a w więzieniach siedzą
tysiące ludzi.


Gdybyś był twórcą, na którego utworze ktoś inny zabrabia, bez Twojej wiedzy
i zgody, piszczałbyś inaczej.
Sądzę jednak, że jesteś piratem i złodziejem cudzej własności intelektualnej
więc relatywizujesz i trywializujesz.


Mylisz się. Nie jestem muzykiem.
Niezależnie jednak od tego kim jestem, wyznaję prostą zasadę.

To WŁAŚCICIEL decyduje o tym jak utwór udostepniać i za ile.
Nie pirat.

Piratowi należy połamać ręce.
To chyba Krzysio przeciwnej strony - nie rozmawiam z nim dalej, bo zechce odjebać mnie z potomstwem.:) W każdym razie skoro to nie muzyk, to nie wiem, z kim rozmawiałem. Enyłej, mentalność niektórych jest przerażająca.
 

Hitch

3 149
4 481
Jesteś zszokowany, a ja właśnie takiej "logiki" się spodziewam po ludziach, którzy rozumują na zasadzie "niekupiony egzemplarz - skradziony egzemplarz". Myślą, że sam fakt, że coś zrobili obliguje innych do zapłacenia im, pomimo że nikt ich o to wcale nie prosił. Z nimi nie da się dyskutować, głową muru nie przebijesz. Trzeba ich postawić przed faktem dokonanym, żeby zamknęli mordy.

Na osobną wzmiankę zasługuje to jak się odnosi do ciebie. Nie dałeś mu żadnego powodu do agresji i chamstwa. Boli go rozsądek twoich wypowiedzi, więc ucieka się do taniego ironizowania lub obkładania cię obraźliwymi epitetami. Ciągle próbuje cię zdyskredytować nazywając żuczkiem (że niby jesteś takim nic nieznaczącym robaczkiem), lub mówiąc, że piszczałbyś w jakichś tam warunkach. Czemu miałbyś piszczeć? Nie przeszedłeś mutacji, pomimo 30+ na karku? Jesteś kobietą? Dzieckiem? Normalnie sztuka dyskusji. Niech spierdala na drzewo swoje cenne płytki nagrywać.
 

pampalini

krzewiciel słuszności, Rousseaufob
Członek Załogi
3 572
6 354
Trzeba było go zapytać, czy ma jakieś zaokrąglone prostokąty w domu, bo jeśli tak, to powinien sobie ręce połamać w imieniu Apple'a.
 

military

FNG
1 766
4 615
Hitch, najlepszym komentarzem będzie to, że grzecznie podziękowałem za dyskusję, stwierdzając że żaden drugiego nie przekona do swoich argumentów, pożegnałem się... i dostałem to:

Zrób prosty eksperyment. Powiedz swojemu najlepiej płącącemu klientowi co
powinien zrobić ze swoim drogim autem.
Potem powiedz jego żonie co powinna zrobić z drogimi ciuchami i kosmetykami.
Przekonasz się, że oni nie chcą byś im mówił co mająrobić, wiedzą lepiej jak
dysponować swoją własnością.

Czemu więc uważasz, że masz prawo mówić muzykom, reżyserom, producentom
nagrań?
Czemu chcesz decydować za nich?
On ma chyba MISJĘ prostowania skrzywionych sumień. Odpisałem:

Ale to ty chcesz mówić ludziom, co mają robić. Nie kopiujcie moich piosenek / czegokolwiek, choć są już w obiegu. To ty stworzyłeś piosenkę, puściłeś w eter, ja do niczego cię nie zmuszałem. Jeśli chcesz, możesz nagrać jedną płytę i zamknąć ją w sejfie - wtedy na pewno nikt jej nie ukradnie.

Inna sprawa, że skopiowanie piosenki nie sprawi, że tobie zostanie ta piosenka odebrana, natomiast kradzież ubrania sprawia, że jesteś pozbawiony swojego egzemplarza.

Swoją drogą, skoro już kontynuujemy dyskusję, to kim jesteś? Znasz mnie z imienia i nazwiska, wiesz co robię, co napisałem, a ja nie mam pojęcia, z kim rozmawiam. Zrozumiałbym lepiej twój punkt widzenia, gdybym cokolwiek o tobie wiedział.

* * *

To chyba jeszcze nie koniec...

Pampalini: dobre.:)
 

Hitch

3 149
4 481
Trzeba mu połamać ręce za piracenie polskich liter, słów, wyrażeń, gramatyki, używania przepisów kulinarnych z książek kucharskich, za które trzeba zapłacić itd.
 
Do góry Bottom