Korea Północna i Korea Południowa

Ciek

Miejsce na Twoją reklamę
Członek Załogi
4 600
11 409
W hardkorowym komunizmie zjawisko narkotyków praktycznie nie występuje, ponieważ rynek jest bardzo ograniczony. Kołchozy marihuaniny nie sadzą, a z zewnątrz ciężko cokolwiek sprowadzić przez znikomą wymianę handlową, a i zarobki po 2 dolary miesięcznie raczej nie dają przeciętnemu człowiekowi zaszaleć. W PRL przestępstwa narkotykowe pojawiły się dopiero w połowie lat 80tych. Ustawa o przeciwdziałaniu narkomanii z 1985 r. w ogóle nie penalizowała posiadania. Dopiero 1997 r. i nowa ustawa przyniosły w Polszewistanie intensyfikację walki z wiatrakami i ludnością tubylczą.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 938
22 339
Oświecony narodowy seksualizm panuje w lepszej z Korei...

Kim Dzong Un formuje swoją "drużynę rozkoszy". Młode kobiety będą zabawiać dyktatora
WB
05.04.2015 , aktualizacja: 05.04.2015 11:38

Kochanki, tancerki, piosenkarki i pokojówki będą wchodziły w skład "drużyny rozkoszy" dyktatora Korei Północnej. To tradycja zapoczątkowana przez Kim Ir Sena. Po śmierci ojca, Kim Dzong Un musiał przejść 3-letnią żałobę, a gdy tylko dobiegła końca, rozpoczęto rekrutację kobiet mających zabawiać dyktatora.
Rekruterzy zostali wysłani na poszukiwanie najładniejszych kobiet, które w drużynie rozkoszy mogłyby zostać tancerkami, piosenkarkami, pokojówkami i konkubinami dla wyższych urzędników Partii Pracy Korei. Wybranych zostanie około 30-40 najurodziwszych dziewcząt, które będą musiały przejść rozmowę z Kim Dzong Unem.

Najładniejsze z nich będą konkubinami Kima, by następnie zostać "przekazane" wysokim stopniem wojskowym i ważnym urzędnikom, gdy będą miały około 25 lat.

Zabierane z rodzinnych domów są najczęściej nastolatkami.

Rodzinna tradycja Kimów

Drużyna rozkoszy to tradycja dynastii Kimów, zapoczątkowana przez "wiecznego prezydenta" Kim Ir Sena. To także pokaz potęgi dyktatora nad ludźmi i jego seksualnej energii - uważa Toshimitsy Shigemura z Tokyo's Waseda University, rozmówca "The Daily Telegraph".

Poprzednia grupa została rozwiązana po śmierci poprzednika obecnego lidera, jego ojca Kim Dzong Ila. Jak podaje południowokoreańska gazeta "Chosun Ilbo", kobiety te dostały ok. 4 tysięcy dolarów i prezenty w postaci urządzeń gospodarstwa domowego w zamian za milczenie. Podpisały również stosowny kwit, zobowiązujący je do nieujawniania tego, czym dokładnie się zajmowały.

Po trzech latach oficjalnej żałoby, Kim Dzong Un zdecydował się na powołanie nowej drużyny.

Egzekucja wuja Kim Dzong Una

Po egzekucji wuja Kim Dzong Una i jednego z ważnych przedstawicieli Partii w 2013 roku mówiło się, że został zabity m.in. ze względu na swoją rolę w rekrutowaniu kobiet. Oficjalna agencja informacyjna Korei Północnej powoływała się na słowa ówczesnego kucharza rodziny, który twierdził, że Jang Song Thaek miał zbyt wiele romansów z młodymi kobietami.

Według relacji kucharza, by dostać się na przesłuchanie, kobiety musiały najpierw spędzić czas z Sond Thaekiem. Właśnie takie zachowanie miało rozsierdzić Kima, który skazał wuja na karę śmierci.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 938
22 339
Jak wiadomo, z rodziną wychodzi się najlepiej na obrazku.

Korea Północna: Kim Dzong Un rozkazał otruć własną ciotkę
Dzisiaj, 12 maja (16:49)
Kim Kyong Hui, ciotka rządzącego Koreą Północną Kim Dzong Una, miała zostać otruta w 2014 roku - twierdzi wysoko postawiony członek północnokoreańskiego reżimu, który zbiegł do Korei Południowej.

Przyczyny decyzji koreańskiego przywódcy sięgają końca roku 2013. Wtedy to na jego rozkaz stracony został uznawany za numer dwa w koreańskim państwie mąż Kim Kyong Hui oraz wuj Kima - Jang Song Thaek.

Decyzja o egzekucji tak wysoko postawionego członka koreańskich struktur władzy wstrząsnęła światem. Jego małżonka nie mogła pogodzić się ze śmiercią męża i głośno wyrażała swoje niezadowolenie. Kilka miesięcy później, w niewyjaśnionych okolicznościach, przestała pojawiać się publicznie.

Według zeznań zbiega, w maju 2014 roku kobieta została uwięziona i niedługo potem otruta. O jej egzekucji dowiedzieć się on miał od najbardziej zaufanych członków ochrony Kim Dzong Una.

Kim Kyong Hui, siostra Kim Dzong Ila, oraz jej mąż zostali osobiście wyznaczeni przez umierającego przywódcę do pomocy jego synowi Kim Dzong Unowi w rządzeniu państwem. Ten jednak wolał kierować krajem samodzielnie.

Bezpośrednią przyczyną decyzji o zamordowaniu obojga, według uciekiniera, był konflikt ws. budowy akwaparku oraz ośrodka narciarskiego. Był to autorski pomysł Kim Dzong Una. Jang Song Thaek uważał natomiast, że lepiej wykorzystać te środki, aby rozpędzić podupadającą gospodarkę państwa. Jang miał zostać stracony w tajnej podziemnej bazie.

Informacje o jego egzekucji były dokładnie strzeżone. Równocześnie z nim zabito ok. 30 jego współpracowników. Ta egzekucja miała być ostrzeżeniem dla innych członków koreańskiej elity. Do rozstrzelania niektórych urzędników, zamiast zwykłej broni, użyto czterolufowych karabinów maszynowych.

Zdaniem uciekiniera, północnokoreańskie elity są wstrząśnięte brakiem skrupułów Kim Dzong Una przed skazywaniem na śmierć nawet członków swojej rodziny.

Otrucie, klasyka. Arszenik i stare koronki na opak.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 938
22 339
Ale nie tylko ją Kim uśmiercił! Okazuje się, że zginął też jakiś północnokoreański odpowiednik Korwina...

http://fakty.interia.pl/galerie/swi...istra-zdjecie,iId,1760919,iAId,154520#1760919

W Korei Północnej rozstrzelano ministra obrony za brak szacunku dla przywódcy kraju, Kim Dzong Una - poinformowała w środę w Seulu agencja prasowa Yonhap, powołując się na wywiad południowokoreański. Według źródeł południowokoreańskich, minister zapłacił życiem za drzemkę, którą uciął sobie podczas uroczystości wojskowych z udziałem Kim Dzong Una. Hyon Yong-chol (na zdjęciu) został oskarżony o zdradę, nielojalność oraz brak szacunku dla przywódcy kraju. Mężczyznę rozstrzelano 30 kwietnia z broni przeciwlotniczej. Egzekucję obserwowały setki ludzi.

W pierwszych czterech miesiącach tego roku Kim Dzong Un nakazał stracenie 15 wysokich rangą osobistości za podważanie jego autorytetu
Źródło:
AFP

Całe szczęście dla gimbazy, że Tusk nie rozwala śpiących MEPów...
 

father Tucker

egoista, marzyciel i czciciel chaosu
2 339
6 008
Szarobura komuna przegrywa z kolorowym K-pop:

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1356,ti...e-podkopia-rezim,wid,17599439,wiadomosc.html?

Filmy, muzyka, a także sprzęt elektroniczny z Korei Południowej od wielu lat cieszą się renomą wśród mieszkańców Korei Północnej. Chociaż komunistyczny reżim konsekwentnie zwalcza "burżuazyjną modę", to "koreańska fala" jeszcze nigdy nie była tak silna, jak do tej pory. Były prezydent Korei Południowej, nieżyjący już Roh Moo-hyun, powiedział kiedyś, że to właśnie kultura popularna któregoś dnia zjednoczy Półwysep. Jego słowa mogą okazać się prorocze, bo już teraz postęp technologiczny w niesłychany sposób ułatwił dostęp do zakazanych owoców i pokazał, że walka z "kulturową kontrabandą", która przedostaje się przez granice Korei Północnej, może być z góry skazana na porażkę.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 938
22 339
Tryumfy demokracji w lepszej z Korei:

Korea Północna: Prawie 100-procentowa frekwencja wyborcza
Dzisiaj, 19 lipca (18:09)
Blisko 100-procentowa frekwencja w wyborach komunalnych w Korei Północnej. Państwowe media podały, że do urn poszło 99,97 procent uprawnionych do głosowania.
W wyborach Koreańczycy z północy mogli wskazać, którzy przedstawiciele partii komunistycznej będą rządzić na poziomie prowincji, miast i gmin.

"Wszyscy głosujący wzięli udział w wyborach z nadzwyczajnym entuzjazmem" - poinformowała reżimowa agencja prasowa KCNA.

Jak zaznaczono, zabrakło tylko tych, którzy przebywają za granicą, bądź pracują na statkach. Głosowanie za pomocą przenośnych urn umożliwiono osobom starszym i obłożnie chorym.

W komunistycznej Korei Północnej 99-procentowa frekwencja powtarza się praktycznie przy każdych wyborach.

Tryumfy wolności słowa w lepszej z Korei:

Odwróć się i odejdź. O życiu w Korei Północnej
Michał Michalak
Środa, 17 czerwca (05:00)
- Pewnego razu jeden z moich uczniów powiedział, że na swoich urodzinach słuchał rock and rolla. Na sali zapadła cisza. W ich oczach zobaczyłam panikę. To nie była prawidłowa odpowiedź. Każdy Koreańczyk z Północy zapytany o przebieg imprezy urodzinowej powinien odpowiedzieć, że śpiewał piosenki poświęcone wielkiemu przywódcy - opowiada Interii koreańska pisarka Suki Kim.

17 czerwca na polskim rynku ukazała się książka "Pozdrowienia z Korei. Uczyłam dzieci północnokoreańskich elit", której autorką jest Suki Kim.

Urodzona w Korei Południowej Kim spędziła na północy 200 dni, ucząc 19- i 20-letnich chłopców języka angielskiego. Swoje doświadczenia z pobytu w najbardziej izolowanym kraju świata opisała we wspomnianej publikacji. Nam udało się spotkać z pisarką i porozmawiać o życiu w realiach systemu, który za moment zwątpienia w umiłowanego przywódcę Kim Dzong Una karze w najlepszym wypadku zesłaniem do obozu pracy.

Michał Michalak, Interia: Czy trudno było zapamiętać wszystkie zakazy, do których musiałaś się stosować?

Suki Kim: - Przypominano mi o nich nieustannie. Przede wszystkim nie wolno opowiadać o świecie zewnętrznym. Nie można niczego komentować ani zdradzać swoich uczuć. To było trudne, ale, o dziwo, szybko się do tego przyzwyczajasz. Albo nie tyle przyzwyczajasz, co po prostu to robisz. Kodujesz sobie, że nie można mówić otwarcie o niczym. W świecie, w którym każdy cię obserwuje, strach sprawia, że stosujesz się do wszystkich reguł.

Miałaś również zakaz noszenia dżinsów, biżuterii... Co jeszcze?

- W związku z tym, że uczyłam angielskiego, nie wolno mi było angażować się w rozmowę, która nie dotyczyła tego tematu. Jedna z reguł prowadzenia konwersacji w Korei Północnej brzmi: nie porównuj! Nie mogłam mówić, że tu jest tak, a u mnie w domu jest inaczej. Każde porównanie może zostać odebrane jako krytyka Korei Północnej. Tego się nie robi. Nigdy, przenigdy nie wolno ci sugerować, że coś jest nie tak z tym krajem. Jeśli rozmowa zaczyna iść w niepożądanym kierunku, musisz odwrócić się i odejść. Już na samym początku pobytu otrzymałam bardzo konkretne wytyczne.

Jak się zachowywałaś w sytuacji, gdy uczniowie zadawali ci konkretne pytania na temat świata zewnętrznego?

- Nigdy nie robili tego wprost. Nie pytali na przykład, co to jest ten internet...

Ale pytali, czy wszyscy na świecie mówią po koreańsku.

- Niektórzy uczniowie tak twierdzili. Ale to propaganda, nie jestem pewna czy oni w to naprawdę wierzą. Powiedziano im, że koreański to najwspanialszy język na świecie, ponieważ ich kraj to kraj wielkiego przywódcy. Powtarzają takie formułki, ale z czasem zrozumiałam, że robią to automatycznie, bez zastanowienia. Tak ich nauczono. Nie mam pewności, czy w to wierzą.

Czyli jest miejsce na świadomość, że nie wszystko, co mówi system, jest prawdą?

- Myślę, że jest taka świadomość, ale przybiera ona zupełnie inną postać, niż to sobie wyobrażamy. Dla przykładu: według propagandy wszyscy na świecie mówią po koreańsku, ale oto ja uczę ich angielskiego i niewątpliwie w Stanach ludzie mówią po angielsku, a nie po koreańsku. Moi uczniowie zdają więc sobie sprawę z tego, że to co twierdzi propaganda, jest nonsensem. Jednak ta niewyobrażalna wspaniałość ich świata jest częścią wyznawanego przez nich kultu lidera.

- Przywódca nie jest zwyczajnym człowiekiem. On tworzy religię, a w religii jest miejsce na cuda. Jeśli głoszone przez obywateli tezy uznamy za system religijny, to wszystkie te nierealistyczne rzeczy są częścią mitu wielkiego przywódcy, a więc są akceptowane. Koreańczycy z Północy powtarzają, że słońce wstaje dzięki umiłowanemu przywódcy i dla nich to jest pewien rodzaj rzeczywistości, nawet jeśli nie wierzą w to dosłownie. Kwestia świadomości prawdy i kłamstwa jest w Korei Północnej rzeczą bardzo skomplikowaną.

Czy wyznawcy kultu lidera są zdolni do zwątpienia?

- Korea Północna to nie tylko religijny kult przywódcy, ale również opresyjny, militarny system, który stosuje bardzo surowe kary dla wszystkich, którzy sprzeniewierzają się władzy i ideologii. Więc nawet jeśli pojawia się moment zwątpienia - a wydaje mi się, że widziałam w swoich uczniach takie momenty - to system natychmiast je miażdży, niszczy w zarodku.

- Każdy Koreańczyk z Północy musi nosić plakietkę z wielkim przywódcą i każdy przynajmniej raz w tygodniu musi złożyć donos na kogoś ze swojego otoczenia. Jeśli zgłosi czyjś moment zwątpienia, będzie to oznaczało wielkie kłopoty dla wątpiącego.

- W Korei Północnej wszyscy widzą wszystko. Nigdy nie jesteś sam. Jeśli masz moment zwątpienia i zdradzisz się choćby spojrzeniem, zostanie to dostrzeżone i zanotowane. Moi uczniowie nigdzie nie chodzili sami. Nawet na konsultacje do mojego gabinetu przychodzili parami. W każdą sobotę byłam poddawana krytyce - uczniowie mieli obowiązek zgłaszać swoje zastrzeżenia do mojej postawy.

- Świadomość i zwątpienie mogą pojawić się na kilka sekund, a może i kilka dni, ale system nie daje możliwości, by to się dalej rozwijało.

 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 938
22 339
Twoi uczniowie znali sagę o Harrym Potterze, mogli czytać "Przeminęło z wiatrem"... ile zachodniej kultury przedostało się do Korei Północnej?

- Warto zauważyć, że "Przeminęło z wiatrem" to książka o wojnie domowej, w której Północ wygrywa z Południem. Moi uczniowie wiedzieli, kim jest Bill Gates, ale nigdy nie słyszeli o Marku Zuckerbergu czy Stevie Jobsie. Posiadali bardzo selektywną wiedzę. Jeśli wiedzieli o czymś, co nie miało akceptacji władzy, nie mogli o tym mówić.

- Pewnego razu jeden z moich uczniów powiedział, że na swoich urodzinach słuchał rock and rolla. Na sali zapadła cisza. W ich oczach zobaczyłam panikę. To nie była prawidłowa odpowiedź. Każdy Koreańczyk z Północy zapytany o przebieg imprezy urodzinowej powinien odpowiedzieć, że śpiewał piosenki poświęcone wielkiemu przywódcy. Umówmy się - słuchanie rocka w wieku 17 lat nie jest największym przejawem buntu, ale w tym kraju po prostu nie wolno tego robić.

O swoich uczniach, mam wrażenie, mówisz z niejaką czułością. Tęsknisz za nimi?

- Myślę o nich przez cały czas. Szczególnie teraz, kiedy reżim Kim Dzong Una okazuje się tak brutalny. Każdy wpływowy człowiek może zostać w dowolnej chwili pojmany i stracony. Podczas pogrzebu Kim Dzong Ila przy trumnie stało siedmiu dygnitarzy partyjnych. Pięciu z nich już nie ma.

Popadnięcie w niełaskę dotyka zazwyczaj całą rodzinę.

- To prawda. Po tym jak dokonano egzekucji Jang Song Thaeka, byłego "numeru dwa" w Korei Północnej, na śmierć skazano również wszystkich jego krewnych.

- Myśl o moich uczniach jest bolesna, ponieważ naprawdę się w nich zakochałam podczas swojego pobytu. Martwię się o nich i mam poczucie bezsilności. Nie tylko nie mogę nic zrobić, ale też nie mogę się niczego o nich dowiedzieć.

Jaka byłaby reakcja twoich uczniów, gdyby nagle znaleźli się w Stanach Zjednoczonych? Zachwyt, obrzydzenie, przerażenie?

- Sądzę, że każda z tych reakcji. "Kraina obfitości" może imponować. Dostatek materialny dla kogoś kto ma tak mało, jest czymś niesamowitym. Kiedy któryś z moich uczniów zachorował, trudno było zdobyć lekarstwo. Do awarii prądu dochodziło każdego dnia. A to były przecież dzieci elit, ich standard życia był dużo lepszy niż większości Koreańczyków z Północy. Gdyby pokazać im Manhattan, z pewnością zrobiłoby to na nich duże wrażenie, może nawet pojawiłaby się zazdrość.

- Pamiętajmy jednak, że wychowano ich do służby narodowi, do bycia żołnierzami wielkiego przywódcy. To dla nich cel znacznie większy niż gromadzenie dóbr materialnych. Nie wiem, czy potrafiliby się odnaleźć w społeczeństwie, w którym rządzi pieniądz. Myślę jednak, że świat, w którym wolność osobista jest szanowana, zostałby przez nich doceniony po jakimś czasie.

- Nie jest jednak tak jak w tym strasznym filmie "The Interview", że jeśli wyciągniesz Koreańczyka z Północy i umieścisz go w bogatym kraju, to natychmiast stanie się szczęśliwy. W ich świecie są również elementy, które Koreańczycy lubią i do których są przywiązani. Służba wielkiemu przywódcy nadaje ich życiu sens.

W Pjongjangu jest taki wieżowiec, na którego szczycie widnieje slogan "We Are Happy" ("Jesteśmy szczęśliwi"). Są szczęśliwi?

- Momentami tak. Czasem widziałam w moich uczniach radość. Ale w wieku 19-20 lat masz wiele okazji do śmiechu. Opowiadali sobie żarty o dziewczynach. To był ich ulubiony temat. Na początku jeszcze trzymali fason i udawali, że raduje ich jedynie rozmowa o wielkim przywódcy. Po kilku miesiącach ośmielili się. Zaczęli mi opowiadać, z kim się spotykają. Kiedy rozmowa schodziła na dziewczyny, oczy im się momentalnie zapalały. Było więc sporo uśmiechu w ich codziennym życiu.

A jakie w takim razie jest podejście systemu do seksualności? Czy młodym obywatelom wolno eksplorować tę część ludzkiej natury?

- Ten temat nigdy się nie pojawił w naszych rozmowach.

Zakaz?

- Teoretycznie mogłam rozmawiać jedynie o takich rzeczach jak treść podręcznika. Jeśli na przykład w podręczniku pojawiał się temat przyjaźni, wtedy mogłam rozpocząć swobodniejszą dyskusję o ich relacjach. Dziewczyna to przecież również przyjaciółka. W takiej sytuacji próbowałam delikatnie wybadać - czy mają dziewczyny, czy chodzą na randki, czy oglądają razem filmy... Każdy opowiadał mi bardzo podobną historię: że na randki chodzi do biblioteki narodowej, gdzie studiuje z dziewczyną książki o wielkim przywódcy, a później spacerują wzdłuż rzeki. Brzmiało to trochę jak przygotowana wcześniej odpowiedź.

- Z czasem zaczęłam dowiadywać się więcej. W ich życiu z pewnością było miejsce na romantyczność, która przejawiała się w ten sposób, że odprowadzali swoje dziewczyny do domów i pomagali im odrabiać zadania domowe. Temat seksualności nigdy nie wypłynął. Większość mężczyzn musi służyć w armii od 17. do 27. roku życia. To nie pozostawia wiele czasu na uganianie się za dziewczynami.

Czy było coś, co szczególnie zasmuciło cię podczas pobytu w Korei Północnej?

- Moi uczniowie dużo kłamali. Mówili mi na przykład, że naukowcy zmienili typ ich krwi z A na B. Powtarzali też nonsensy propagandowe. Przekonywali mnie, że koreańska potrawa kimchi jest tak dobra, iż zazdrości jej cały świat. Nie jestem pewna, czy cała Polska zazdrości Korei kimchi (śmiech). A oni przysięgali, że kimchi było oficjalną potrawą Igrzysk Olimpijskich w Atlancie.

- Tego typu kłamstwa jeszcze potrafiłam zrozumieć, tego ich nauczono. Ale zdarzało się, że kłamali zupełnie bez powodu. Mówili na przykład, że byli u fryzjera, podczas gdy widziałam, że robili co innego. No i ich fryzura pozostawała bez zmian. Odniosłam wrażenie, że usłyszeli tyle kłamstw od swojego rządu, że przestali odróżniać kłamstwo od prawdy.
 

Król Julian

Well-Known Member
920
1 942
Wiecie, naszła mnie taka myśl: co właściwie Chiny mają z popierania i dokarmiania KRL-D? Wiadomo że Kimowie trzymają się tylko dzięki ich kroplówce. W czasach Mao może to i było ideologicznie uzasadnione, ale teraz wszyscy przecież wiedzą że komunizm jest martwy a KPCH walczy nie o interesy ludu pracującego i światową rewolucję, tylko zabezpiecza władzę i dobrobyt wyrosłej z niej czerwonej oligarchii. Więc dlaczego jeszcze nie zaorali tego stalinowskiego skansenu?
 

Ciek

Miejsce na Twoją reklamę
Członek Załogi
4 600
11 409
To kwestia wpływów. Demokratyczna KRLD to zapewne amerykańskie bazy albo chociaż masa jawnych i niejawnych współpracowników państw zachodnich. W komunistycznej KRLD tego nie ma. Po poluzowanie smyczy bardzo szybko doszłoby do połączenia północy z południem i prawie na pewno wyglądałoby to jak połączenie Niemiec, czyli byłoby to całkowite, bezwarunkowe wchłonięcie komunistycznego skansenu przez południe.
 

Król Julian

Well-Known Member
920
1 942
To kwestia wpływów. Demokratyczna KRLD to zapewne amerykańskie bazy albo chociaż masa jawnych i niejawnych współpracowników państw zachodnich. W komunistycznej KRLD tego nie ma. Po poluzowanie smyczy bardzo szybko doszłoby do połączenia północy z południem i prawie na pewno wyglądałoby to jak połączenie Niemiec, czyli byłoby to całkowite, bezwarunkowe wchłonięcie komunistycznego skansenu przez południe.

Kurde, ale mi nie chodzi o żadną "d*kratyzację" ani zjednoczenie z Południem, tylko po prostu aneksję tego terenu przez Chiny. Tylu ludzi pierdoli że Chiny odbiorą ruskim Syberię, więc dlaczego nie zajęły dotąd kraju który ma kilka-kilkanaście atomówek zamiast przeszło 4 tysięcy?
 

kr2y510

konfederata targowicki
12 502
23 159
więc dlaczego nie zajęły dotąd kraju który ma kilka-kilkanaście atomówek zamiast przeszło 4 tysięcy?
Bo geopolitycznie jest im z tym wygodnie. Gdyby zajęli, to Korea Południowa zaczęła by się domagać zwrotu, a USA miałyby wymarzony pretekst do wojny z Chinami, lub przynajmniej do blokady Chin na Pacyfiku. Dziś jeszcze są w stanie to zrobić, ale za kilka lat, jak Chiny rozbudują armię, w tym marynarkę, to będzie za późno. Jak tak dalej pójdzie, bez większej wony czy kataklizmu, to za 15 lat Chiny będą światowym hegemonem. Przez kolejne ćwierćwiecze w interesie Chin jest pokój.
 

Król Julian

Well-Known Member
920
1 942
Bo geopolitycznie jest im z tym wygodnie. Gdyby zajęli, to Korea Południowa zaczęła by się domagać zwrotu, a USA miałyby wymarzony pretekst do wojny z Chinami, lub przynajmniej do blokady Chin na Pacyfiku. Dziś jeszcze są w stanie to zrobić, ale za kilka lat, jak Chiny rozbudują armię, w tym marynarkę, to będzie za późno. Jak tak dalej pójdzie, bez większej wony czy kataklizmu, to za 15 lat Chiny będą światowym hegemonem. Przez kolejne ćwierćwiecze w interesie Chin jest pokój.

Jakoś mi się nie chce wierzyć że wywołali by wojnę w obronie tych pojebanych komuchów. I co z tego że Korea Południowa by się domagała zwrotu, Indie się domagają zwrotu części Kaszmiru którą Chiny zarąbały im w 1962 i co, Pekin się tym przejmuje?
 

kr2y510

konfederata targowicki
12 502
23 159
USA szukają pretekstu na dziś. Nikt nie kupi tego, że USA właśnie teraz muszą interweniować, bo Chiny pół wieku temu zajęły kawałek Kaszmiru i Tybet. A co do Korei Północnej, to Chiny w zasadzie potrzebują jej mały kawałek, a gdyby oddały resztę Korei Południowej, to zaprosiłyby USA bliżej Pekinu. Bez sensu. Dynastia Kimów, to dobry bufor i do tego darmowy.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 938
22 339
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 938
22 339
Lepsza z Korei już prawie w akapie...

North Korea 'feeding workers crystal meth' to speed up skyscraper project
The Telegraph
By James Rothwell 4 days ago
North Korean workers are being given a methamphetamine-based drug in the hope it will speed up a major construction project, according to reports.

Project managers in the city's capital of Pyongyang are said to be under so much pressure to finish the job on time that they have resorted to openly providing builders with the drug.

Nicknamed "ice," it is a form of the powerful stimulant methamphetamine, which is also known as crystal meth.

When snorted or inhaled, crystal meth gives users a sense of euphoria, increased energy levels and a suppressed appetite. The effects can last up to 12 hours.

Hundreds of thousands of North Korean citizens have been roped in to finish the project, which consists of a 70-floor skyscraper and more than 60 apartment blocks.

It was approved earlier this year by North Korean leader Kim Jong-un in defiance of tough sanctions placed on the hermit state over its nuclear weapons tests.

“Project managers are now openly providing drugs to construction workers so that they will work faster,” a construction source in Pyongyang told Radio Free Asia .

"[They] are undergoing terrible sufferings in their work."

Human rights workers in Asia said the working conditions amounted to slave labour and urged the UN to take further action against Kim Jong-un.

Phil Robertson, Asia director for Human Rights Watch, said: “It’s going to be hard to verify that this is happening, but if it is confirmed then we utterly condemned it.

“The real issue here is slave labour, and our immediate reaction to this was that if they want faster workers why not actually pay them, instead of resorting to giving them drugs?

“The North Korean government wants to finish these buildings to somehow prove that they are a developed country. But this kind of forced labour has been unilaterally condemned by the international community."

Mr Robertson added: "It is a throwback to the Second World War when governments regularly resorted to forcing labour of their citizens."

North Korea has been producing methamphetamine to increase its funds since the 1970s.

It was was initially sold as a medicine, but quickly became a hugely popular drug.

It is produced in state-run facilities by underpaid chemists and sold both domestically and internationally.

As the production and sale of opium declined in the early 2000s, methamphetamine became even more widespread.

 

The Silence

Well-Known Member
390
2 280
Do góry Bottom