System edukacji jest analny

Zbyszek_Z

Well-Known Member
968
2 202
Z drugiej strony, może to lepiej - gdyby się zajęli historią gospodarczą, uczniowie pewnie dostaliby jakieś marksistowskie popłuczyny...
Już dostają. Wystarczy popatrzyć na rewolucję przemysłową. Na pierwszym miejscu jest wyzysk klasy robotniczej przez głodowe płace, 18 godzinny system pracy, brak urlopów i opieki zdrowotnej, pracę dzieci w kopaniach itd. No, dobra, jakieś wynalazki się pojawiły, ale co z tego?

W żadnym okresie historycznym nie mówi się o tym jak ludziom było źle. W średniowieczu była pańszczyzna, ale to nic w porównaniu z wyzyskiem w fabrykach, a w starożytności to w ogóle cud i miód.
Kiedy sytuacja robotników się poprawiła? Jak wprowadzono 8 godzinny system pracy, ograniczenie, a potem zakaz pracy dzieci, obowiązkowe ubezpieczenia itd. Kto słyszał o wpływie postępu technologicznego na życie ludzi?

Dzięki lekcjom historii w obecnym wydaniu zawdzięczamy gadki o XIXw. i wyzysku kiedy tylko ktoś wspomni o wolnym rynku.
 

Taki Owaki

Libertyn mimo woli
387
1 261
Nie przeceniasz wpływu szkoły na młode umysły? Nawet jeśli ktoś słucha to tylko po to, żeby mieć wyższą średnią albo zdać maturę, ale przeważnie nawet nie rozumie tego co usłyszał i nie łączy w głowie większości faktów (bo zresztą są szczątkowe i wybiórcze), reszta ma zwyczajnie wyjebane i zdaje po najmniejszej linii oporu. Żadne ziarno antyrynkowe nie zostaje zasiane w ich podświadomości, na szczęście.
Inna sprawa, że ono już tam jest, ale szkoła naprawdę nie ma takiego autorytetu - zawsze dziwiła mnie jej (rzekoma) skuteczność indoktrynacji, której nigdy dotąd nie zaobserwowałem, ale to tak anegdotycznie i na marginesie.
Bardziej wykorzystują takie gadki ci, którzy już są lewakami i jest im wygodnie powołać się na ten przedmiot, albo ci, którzy sami układali ten program nauczania (tj. państwo), lub w ten czy inny sposób są z nimi powiązani.

Ekspertka MEN, to się nadaje do rotfli.
A artykuł pisany chyba pod kątem promocji utraty suwerenności Ubekistanu na rzecz UE.
W wydaniu polskim jest dodatkowo nasycona patriotycznym sosem: sens dziejów to powstanie wolnej Polski i od momentu, kiedy Polska jest wolna, nic nie może się zmienić
 

telpeloth

państwosceptyk
257
285
(...) ale przeważnie nawet nie rozumie tego co usłyszał i nie łączy w głowie większości faktów (...). Żadne ziarno antyrynkowe nie zostaje zasiane w ich podświadomości, na szczęście.
W tym rzecz. Nie rozumie, ale zapisze sobie emocjonalną konotację -> XIX w == dziki kapitalizm == wyzysk. Właśnie bez zrozumienia tego, że nigdy przedtem przeciętnemu człowiekowi nie wzrosła aż tak stopa życia, a śmiertelność dzieci nie była tak mała. Nie musi rozumieć, ważne, że emocjonalne hasło się wypali w neuronach.
 

Taki Owaki

Libertyn mimo woli
387
1 261
No właśnie nie, ale to wynika tylko z moich własnych obserwacji - ludzie nie mają nawet takich konotacji. Oni nie wiążą, nawet na poziomie emocjonalnym, XIX z kapitalizmem, Anglią i rewolucją przemysłową i wyzyskiem, bo po prostu nie ogarniają tego co mówi się na historii. Wszystko to mieszanina oderwanych od siebie haseł, "przyczyn, przebiegu i skutków", które w ich umyśle równie dobrze mogłyby pasować do III, XVI i XIX wieku - nie wiedzą kto, kiedy, gdzie i dlaczego.
Jeśli wykazują jakieś zrozumienie, czy zainteresowanie, to przeważnie już są zepsuci w inny sposób.
 

Taki Owaki

Libertyn mimo woli
387
1 261
No, historyjki o Drzymale, facecie, który zatkał czapkę armatą albo o dzieciach, które zrobiły strajk bo nie chciały uczyć się religii po niemiecku trafiają do każdego :)
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 452
19 734
Konotacje mają. Może nie wiedzą kto, kiedy, gdzie i dlaczego, nie kumają ciągów przyczyn i skutków, ale tak jak napisałem w temacie o papieżu, łapią związek skojarzeń i reakcji emocjonalnych. Wystarczy, że usłyszą parę słów o początkach kapitalizmu, fabrykach i kopalniach, połączą to z opowieściami lewicy o krwiożerczym wyzysku, nauczyciel nie będzie niczego prostował, bo dla niego to dobrze, że są w stanie sami to jakoś połączyć i zapamiętać materiał, więc przytaknie, radując się z aktywności klasy - stąd później taka 'wiedza skojarzeniowa'.

Później zwykli ludzie już na ogół nie mają żadnego kontaktu z historią czy ekonomią i co raz w tej szkole usłyszą, zostaje i się mniej lub bardziej kołacze we łbach do końca żywota.

Ale taki stan rzeczy mimo wszystko jest chyba lepszy, niż gdyby na tej historii mieli jakoś poważniej wałkować historię ekonomiczną Europy, zwłaszcza jeśli materiał mieliby układać dzisiejsi mainstreamowi eksperci. Możemy zapomnieć, że podręczniki pisaliby ludzie z IM, więc może lepiej jest jak jest...
 

Taki Owaki

Libertyn mimo woli
387
1 261
Papieża czytają ci, którzy chcą (z takich czy innych przyczyn) i w jakiś sposób się w to angażują, intelektualnie bądź emocjonalnie, z historią w szkole jest inaczej.
 

kawador

Merchant of Death
Członek Załogi
13 238
19 961
Taki Owaki napisał:
Nie przeceniasz wpływu szkoły na młode umysły? Nawet jeśli ktoś słucha to tylko po to, żeby mieć wyższą średnią albo zdać maturę, ale przeważnie nawet nie rozumie tego co usłyszał i nie łączy w głowie większości faktów
W psychologii poznawczej istnieje pojęcie prymowania/torowania (ang. priming). Bez zawiłych wywodów - jest to inaczej "urabianie", z tym że bardzo subtelne, podprogowe. Chodzi o to, że każdy świadomie czy nieświadomie bombardowany w sposób całkowicie pasywny informacjami, jak to źle było dzieciom w XIX wieku, po pewnym czasie jest gotowy poczuć nienawiść do wszystkiego, co ma w nazwie kapitalizm. Na tym zjawisku zasadza się tzw. weapon effect.
 

Taki Owaki

Libertyn mimo woli
387
1 261
Zakładasz, że te informacje do nich docierają. Według mnie nie. Może kiedyś było inaczej, może to ja trafiałem na nieodpowiednich ludzi, ale teraz ten bezużyteczny dla nich szum, który muszą znosić od 8 do 15 mogą sobie bardziej lub mniej dyskretnie zagłuszyć telefonem komórkowym - jeśli w ogóle przychodzą na lekcje. I na szczęście nikomu to nie przeszkadza bo "to na nic wam się nie przyda", "bo to klasa o profilu mat-fiz", "bo to tylko budowlańcy", "bo to teleinformatycy", chyba tylko na kierunkach o profilu humanistycznym kładzie się na historię jakiś nacisk.
Gdy, jeśli, później muszą sobie coś powtórzyć, przeważnie mają materiały bez tego ładunku emocjonalnego o krzywdzie dzieci w kopalniach który jest na lekcji, i po wszystkim kapitaliści (jeśli w ogóle się o nich wspomina) w kontekście historycznym będą mieli dla nich takie samo znaczenie jak periojkowie czy bitwa pod Hastings - żadne.
Ale i nawet tego przeważnie nie muszą powtarzać, bo ile czasu poświęca się dzieciom w kopalniach na lekcji historii (wygrzebałem podręcznik do historii rozszerzonej, XVIII wiek to Stanisław August, walka o niepodległość USA i jakieś rozróby we Francji ;), XIX wiek to głównie płacz nad wynarodawianiem polaków, wiosna ludów i powstania)?
Rewolucja przemysłowa zajmuje więcej czasu na geografii (aż dwie lekcje, ale razem z rewolucją neolityczną i energią atomową), więc bez przesady z tym subtelnym bombardowaniem. Jeśli jest jakiś komuszy bełkot (ja, przyznaję, akurat miałem, ale zaręczam, że zbyt subtelny jak na dzisiejsze czasy) to jest to tylko "dobra" wola oficera prowadzącego, i jeśli słowo "kapitalizm" nie pada wprost, to wiem, że oni sami tego nie skojarzą - byłem wręcz zażenowany gdy to odkryłem. Dla nich to po prostu kolejny okres w historii gdy było chujowo i społeczeństwo miało zhierarchizowaną strukturę piramidki, ale nie wiedzą jakie rzekomo łączyły ich stosunki społeczne i ekonomiczne i nie skojarzą tego z kapitalizmem.
Jeśli "wiedzą", że na szczycie stali opaśli, obleśni kapitaliści i ugniatali biedne, niewyedukowane i chore z niedożywienia masy, to nie wynieśli tej wiedzy ze szkoły. Wtedy może istotnie będą w stanie złączyć to z tym, co im próbowano wypalić w neuronach.
System edukacji jest zbyt analny, żeby przynosił skutek. Sam pozbawił się szansy indoktrynacji robiąc z ludzi ignorantów.

Język polski jest bardziej szkodliwy, bo tam wymaga się przeczytania ze zrozumieniem lektury, a potem napisania coś na ten temat.
A lektury to między innymi: Ludzie bezdomni (o chciwych, bezwzględnych kapitalistach), Przedwiośnie (o rozterkach moralnych wrażliwego społecznie Cezarego i jego wyborze między socjalizmem a komunizmem), Granica (o tym, że w Polsce jest socjalizm, jest chujowo, wniosek: potrzeba więcej socjalizmu!).
Ale, kurwa, bylem zszokowany i zażenowany, ale ludzie naprawdę nie rozumieją co jest tam napisane (tym bardziej, że czytają same streszczenia). Czułem się jakby mnie cofnięto do przedszkola, gdy nauczyciel musiał ich ciągnąć za język, co to za system z tej książki, w którym panuje prywata, dzieci umierają jak muchy i mamy go teraz. Jedyni, po których było widać, że coś rozumieją to zadeklarowani komuniści, albo kuce.

Z jednej strony to dobrze, z drugiej to trochę przykre. A może tylko narzekam, bo mam złe wspomnienia. Ale jeśli jest inaczej, i jest tak jak mówicie, to jest jeszcze gorzej :p
 

father Tucker

egoista, marzyciel i czciciel chaosu
2 340
5 641
W Polsce działa coś takiego, jak fundacja Bullerbyn, promująca unschooling i edukację alternatywną.

http://bullerbyn.org.pl/

Ogólnie co prawda nazywają to "szkołami demokratycznymi", ale z tego co wyczytałem, ta demokratyczność to raczej taki chwyt marketingowy, niż rzeczywista wiara w ten system społeczny

np. oczekiwanie co do pracowników placówek:
Potencjał a zatem i nasze oczekiwania wobec osoby pracującej w szkole demokratycznej związane sa przede wszystkim z jej osobowością, a nie z doświadczeniem, bądź wykształceniem.
Jeśli myślisz o współpracy ze szkołą demokratyczną przeczytaj listę kryteriów-wskazówek.:
  • Umiejętność (i chęć) wchodzenia w autentyczny kontakt i budowania szczerej i otwartej relacji.
  • Poczucie wolności osobistej, umiejętność podejmowania autonomicznych decyzji (z uwzględnieniem potrzeb swoich i innych osób); wewnątrzsterowność.
  • Umiejętność aktywnego budowania swojego miejsca w świecie. Realizowanie swoich pasji i działanie z poczuciem, że chce robić to, co robi.
  • Gotowość i chęć do towarzyszenia dziecku w rozwoju, których podstawą jest własna dojrzałość emocjonalna i psychiczne osadzenie (co może wynikać np. z własnej terapii).
  • Otwartość (i ciekawość) na potrzeby i poglądy drugiego człowieka.
  • Świadomość własnych potrzeb rozwojowych i aktywne realizowanie ich oraz zrozumienie ich ew. wpływu na pracę z dziećmi.
  • Umiejętność komunikowania się z innymi (nazywania własnych granic i potrzeb oraz szanowania granic, potrzeb i inności drugiej osoby).
  • Gotowość na popełnianie błędów i na ponoszenie konsekwencji działań oraz akceptacja tychże jako immanentnych części procesu rozwoju (zarówno własnego, jak i dziecka).
  • Zrozumienie procesów zachodzących w grupie i umiejętność pracy z nimi.
w sumie nic, do czego lib mógłby się przyczepić
 

Mad.lock

barbarzyńsko-pogański stratego-decentralizm
5 149
4 622
Szkoła przede wszystkim jest zmarnowanym czasem i cofaczem w rozwoju społecznym i umysłowym. Ale to poza szkołą następuje manipulacja i wszczepianie fałszywych teorii. W szkole człowiek nie jest tak nastawiony na przyswajanie, bo wszystkiego podaje mu się za dużo i bez żadnego związku z jego obecnym życiem. Ale wystarczy, że poza szkołą (albo już po okresie szkolnym) jakiś artysta, polityk czy dziennikarz użyje memów, które każdy pamięta ze szkoły (uwiarygodni się tym), powiąże je jakoś z obecną sytuacją odbiorcy (uderzy w uczucia), przedstawi swój wniosek i rozumowanie (może być fałszywe, nawet wtedy się ktoś złapie) i tak zasieje w innych takie poglądy jak chce.
 

Alu

Well-Known Member
4 113
7 515
Ciekawy wykład ekonomisty i akapa Bryana Caplana o analności systemu edukacji.

 
Ostatnia edycja:

Hitch

3 147
4 383
http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/spoleczenstwo/1557461,1,prof-zimbardo-eksperymentuje-w-katowicach.read

http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103085,14532167,Prof__Zimbardo__Milion_polskich_uczniow_z_objawami.html

Zimbardo (ten od eksperymentu, który ja nazywam "kryjąc się za mundurem i mając immunitet od państwa z człowieka wylezie psychopata") bierze się za polską edukację. Pretekst? Milion polskich dzieci ma depresję. Toteż trzeba wprowadzić standardy zachodnie w nauczaniu. Czyli dziecko zakoszarowane w szkole od 8:00 do 16:00, gdzie jest poddawane praniu mózgu już od 4-5 roku życia.
 

Troglodytka

dama ze wsi
58
182
"Góra" bardzo dba o wychowanie młodzieży na małe, patriotyczne owieczki (Jesteś gotowy umrzeć za Polskę? Nie?! Ty sprzedajny rusofilu, bierz widły i gnaj na front, bo tego cię uczyliśmy przez 1/3 życia!). Ostatnio na konkursie dostałam w nagrodę mapę UE, broszurki o UE i sejmie RP, książki o parlamencie i socjalizmie (zobowiązuję się rytualnie spalić). Konkurs oczywiście pod patronatem MEN. A potem nadeszła lekcja historii i mowa o tym, jaka indoktrynacja jest zua i jak dobrze, że żyjemy w demokratycznym państwie.

Należy zmienić podejście nauczycieli, którzy powinni szukać mocnych punktów uczniów, a potem je rozwijać.
A może po prostu spytać uczniów, co ich pasjonuje i w czym są dobrzy? My wcale nie jesteśmy tacy głupi, jak mogłoby się wydawać.

3,5 tys. ludzi, w większości marnie wykształconych, przyzwyczajonych do rodzicielskiej opieki kolejnych władz kopalni, nie wiedziało, jak się samodzielnie żyje. Gdy zarząd nad kopalnianymi mieszkaniami przejęła spółdzielnia, wpadali w kłopoty, bo nie płacili czynszu, nawet jeśli mieli za co – zapominali, nie byli przyzwyczajeni.
I czyja to jest wina...? Po komunie wpaść (czy też celowo wejść) w sidła państwa opiekuńczego, nie zdając sobie sprawy z realiów sytuacji - to się nazywa dobrze zorganizowane przejęcie!

Na początek mogliby usunąć księży religię ze szkół, w imię walki na rzecz zdesperowanych dzieci.
 

Denis

Well-Known Member
3 838
7 775
Każda państwowa kontrola nad edukacją to indoktrynacja, która przyjmuję różne formy pod rządami religijnymi czy laickimi. Ważne jest, żeby państwo przestało łaskawie istnieć i wtrącać się do prywatnej sprawy ludzi czyli przyswajania wiedzy. W nauczaniu musi być konkurencja, więc słabe szkoły normalnie upadają i zostają tylko wartościowe. Podobnie jest z nowymi wynalazkami oraz koncepcjami, gdzie niektóre się nie przyjmują i już.
 
Do góry Bottom