Rządy Prawa i Sprawiedliwości

kr2y510

konfederata targowicki
12 770
24 558
Straż graniczna będzie miała listę zapłodnionych i nie przepuści ich przez granicę?
Tak, ale tylko tych ujawnionych medykom.
Jak jakaś będzie miała zamiar się wyskrobać, to tego nie ujawni.
No chyba że..... będą dawać 500+ za dziecko w łonie matki!
 

szeryf17

"No reason it's a good reason"
777
2 673
WOT zajmie się mediami. Powstała nowa grupa zadaniowa "Honor"


Dowódca Wojsk Obrony Terytorialnej powołał grupę zadaniową "Honor", która ma jeden cel. Jej głównym zadaniem będzie szybkie reagowanie na "nieodpowiedzialne wypowiedzi osób publicznych czy internautów".

O powstaniu nowej Grupy Zadaniowej poinformował rzecznik prasowy WOT płk Marek Pietrzak:

- W związku z narastającą ilością treści pojawiających się w domenie informacyjnej o charakterze znieważającym, zniesławiającym i godzącym w dobre imię żołnierzy WOT oraz formacji samej w sobie, powołano grupę zadaniową, reagującą na nieodpowiedzialne wypowiedzi osób publicznych czy internautów- powiedział.

Zadaniem specjalistów nowej grupy zadaniowej będzie nie tylko wyszukiwanie nieodpowiednich treści w oficjalnych wypowiedziach osób publicznych, czy mediach, ale również w komentarzach internautów. Jest to odpowiedź na "budowanie nienawiści do służb mundurowych, w tym żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej, a tym samym osłabianie morale i narzucanie społeczeństwu negatywnych schematów myślowych"
W komunikacie podkreślono również, że treści szkalujące żołnierzy "będą poddane natychmiastowej kwalifikacji czynu", a następnie przekazywane z odpowiednim wnioskiem do sądu. Do grupy "Honor" dołączyło już kilkadziesiąt żołnierzy z wykształceniem prawniczym i byłych policjantów.


Idiotyczny pomysł - brak słów.
Dobrze dupa się trzęsie, jednak miliardy na propagandę gówno dały i trzeba oddać korytko.
Najlepiej dla narodowców (nie wiadomo jakiego narodu)


View: https://www.youtube.com/watch?v=aMl8_k6S8j4
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 821
25 335

To jest Polin, to jest miejsce dla nas wszystkich, ukształtowane historycznie, umocowane kulturowo, w którym chcemy nadal razem żyć w tolerancji, we wzajemnym zrozumieniu i szacunku - powiedział prezydent Andrzej Duda podczas uroczystości zapalenia świec chanukowych w Pałacu Prezydenckim.
Wczoraj, 22:42
Zapalenie świec chanukowych w Pałacu Prezydenckim

Zapalenie świec chanukowych w Pałacu Prezydenckim - PAP/Leszek Szymański
- Dziękuję za to, że po raz kolejny radość, modlitwa i błogosławieństwo święta świateł, chanukowe przepływa i płynie także z Pałacu Prezydenckiego - powiedział w środę Andrzej Duda, zwracając się do zgromadzonych w Pałacu Prezydenckim rabinów i uczestników uroczystości zapalenia świec chanukowych.

Duda podziękował "za osobiste, niezwykłe przeżycie (...) w piętnastą rocznicę pierwszej Chanuki w Pałacu Prezydenckim w historii Rzeczypospolitej Polskiej, kiedy na zaproszenie pana prezydenta Lecha Kaczyńskiego tutaj przybyła społeczność żydowska po to, aby wraz z prezydentem RP, jego małżonką i współpracownikami tą radość chanukową dzielić". - Radość święta świateł, radość tej wyjątkowej łaski, jaką Pan Bóg obdarzył swój lud wybrany w 164 r. p.n.e. Dawno, dawno temu głęboko w czeluściach historii, kiedy już Izrael w znaczeniu narodu, ludu był związany i złączony z Panem Bogiem - mówił.
Duda zaznaczył, że dla niego i jego współpracowników "jest wielka radością, że dzisiaj możemy na ręce panów rabinów dla całej społeczności żydowskiej u nas, w Rzeczypospolitej, jak również i poza granicami, złożyć najserdeczniejsze życzenia wesołej Chanuki, życzenia wspaniałych świąt, radosnych, pełnych zadumy, ale takiej radosnej zadumy i pełnych dumy". - Dumy z tego, kim jesteście i jacy jesteście - podkreślił.

Glapiński: inflacja "lekko podwyższona", a sytuacja Polski najlepsza od czasu rozbiorów

1 grudnia 2021, 19:57
- Inflacja jest lekko podwyższona. Będzie też w I kw. 2022 r., a potem powinna się obniżać - prognozuje prezes Narodowego Banku Polskiego Adam Glapiński. Jak dodał, obecnie sytuacja gospodarcza Polski jest najlepsza "od czasów rozbiorów".
Jak ocenił szef NBP, "sytuacja Polski jest bardzo dobra" - nawet z podwyższoną inflacją, jaką mamy.
- To nie jest żadna hiperinflacja, super inflacja. Takie określenia są kompletnie aberracyjne. Jest podwyższona inflacja i to dotyczy prawie całego świata - stwierdził Glapiński. Zaznaczył, że obecna sytuacja gospodarcza jest najlepsza "jaka była od czasów rozbiorów".
Zdaniem Glapińskiego Polska wychodzi jako pierwsza z większych krajów z kryzysu. I to z dużą dynamiką. - To jest dynamika ok. 5 proc. wzrostu PKB - przypomniał.

- Wyszliśmy ze wzrostem gospodarczym od razu po pandemii. Kontrolujemy sytuację ona jest zbalansowana - wskazał. Glapiński przyznał, że jest lekko podwyższona inflacja. - Będzie też w I kw. 22 r., potem powinna się obniżać - powiedział. Dodał, że cały rok "będzie powyżej naszego celu inflacyjnego odchylenia górnego". Dopiero następny rok może być normalny. - Chociaż też nie mówię, że na pewno w celu - stwierdził.

- Jak ktoś kwestionuje cud gospodarczy w Polsce, niech pokaże drugi kraj, który ma lepsze wyniki - spuentował prezes NBP.

To nie pierwsza ofensywa medialna szefa banku centralnego w tym tygodniu. We wtorek w rozmowie z "Gazetą Polską" przekonywał, że w Polsce mamy do czynienia z prawdziwym "cudem gospodarczym". A wszelkie ataki na prezesa NBP to efekt tego, że bank centralny przekazując zysk do budżetu finansuje polską armię.
 

kr2y510

konfederata targowicki
12 770
24 558
Komuch zajmujący się historią komunistycznych świń dostał nagrodę od banksterskiego komucha Morawieckiego, który został wystawiony przez wypierdków sanacji z PiS. - Nic dziwnego, normalka.
Obdarowany komuch pluje jadem na PiS. - Standard, inaczej być nie mogło.

Ano zagryźcie się na śmierć s-syny.
 

Hitch

3 218
4 827
Ano zagryźcie się na śmierć s-syny.

Obawiam się, że oni gryzą się tylko przed kamerami. Żeby motłoch miał swoją telenowelę i angażował się emocjonalnie w sztuczne podziały, byleby nie zwracał uwagi na to że elity po odstawieniu szopki idą razem do jednego ekskluzywnego burdelu, gdzie śmieją się z podatnika, ruchają dzieci, a potem je składają w ofierze szatanowi.
 

Blobfish

Active Member
67
135
Obawiam się, że oni gryzą się tylko przed kamerami. Żeby motłoch miał swoją telenowelę i angażował się emocjonalnie w sztuczne podziały, byleby nie zwracał uwagi na to że elity po odstawieniu szopki idą razem do jednego ekskluzywnego burdelu, gdzie śmieją się z podatnika, ruchają dzieci, a potem je składają w ofierze szatanowi.

Wydaje mi się, że całe to towarzystwo jest po prostu "zhakowane" czyli każdy ma haka na każdego. W takiej sytuacji przed kamerami toczy się gra pozorów jakiejś walki ale w rzeczywistosci wszyscy są nawzajem zablokowani. "Jeśli wy za bardzo dowalisz naszemu człowiekowi to my dowalimy waszemu". Z tego punktu widzenia nie liczyłbym też na to, że np. Konfa spełni obietnice i "rozliczy" kogokolwiek z obecnej ekipy.
 

szeryf17

"No reason it's a good reason"
777
2 673

To jest Polin, to jest miejsce dla nas wszystkich, ukształtowane historycznie, umocowane kulturowo, w którym chcemy nadal razem żyć w tolerancji, we wzajemnym zrozumieniu i szacunku - powiedział prezydent Andrzej Duda podczas uroczystości zapalenia świec chanukowych w Pałacu Prezydenckim.
Wczoraj, 22:42
Zapalenie świec chanukowych w Pałacu Prezydenckim

Zapalenie świec chanukowych w Pałacu Prezydenckim - PAP/Leszek Szymański
- Dziękuję za to, że po raz kolejny radość, modlitwa i błogosławieństwo święta świateł, chanukowe przepływa i płynie także z Pałacu Prezydenckiego - powiedział w środę Andrzej Duda, zwracając się do zgromadzonych w Pałacu Prezydenckim rabinów i uczestników uroczystości zapalenia świec chanukowych.

Duda podziękował "za osobiste, niezwykłe przeżycie (...) w piętnastą rocznicę pierwszej Chanuki w Pałacu Prezydenckim w historii Rzeczypospolitej Polskiej, kiedy na zaproszenie pana prezydenta Lecha Kaczyńskiego tutaj przybyła społeczność żydowska po to, aby wraz z prezydentem RP, jego małżonką i współpracownikami tą radość chanukową dzielić". - Radość święta świateł, radość tej wyjątkowej łaski, jaką Pan Bóg obdarzył swój lud wybrany w 164 r. p.n.e. Dawno, dawno temu głęboko w czeluściach historii, kiedy już Izrael w znaczeniu narodu, ludu był związany i złączony z Panem Bogiem - mówił.
Duda zaznaczył, że dla niego i jego współpracowników "jest wielka radością, że dzisiaj możemy na ręce panów rabinów dla całej społeczności żydowskiej u nas, w Rzeczypospolitej, jak również i poza granicami, złożyć najserdeczniejsze życzenia wesołej Chanuki, życzenia wspaniałych świąt, radosnych, pełnych zadumy, ale takiej radosnej zadumy i pełnych dumy". - Dumy z tego, kim jesteście i jacy jesteście - podkreślił.

Glapiński: inflacja "lekko podwyższona", a sytuacja Polski najlepsza od czasu rozbiorów

1 grudnia 2021, 19:57
- Inflacja jest lekko podwyższona. Będzie też w I kw. 2022 r., a potem powinna się obniżać - prognozuje prezes Narodowego Banku Polskiego Adam Glapiński. Jak dodał, obecnie sytuacja gospodarcza Polski jest najlepsza "od czasów rozbiorów".
Jak ocenił szef NBP, "sytuacja Polski jest bardzo dobra" - nawet z podwyższoną inflacją, jaką mamy.
- To nie jest żadna hiperinflacja, super inflacja. Takie określenia są kompletnie aberracyjne. Jest podwyższona inflacja i to dotyczy prawie całego świata - stwierdził Glapiński. Zaznaczył, że obecna sytuacja gospodarcza jest najlepsza "jaka była od czasów rozbiorów".
Zdaniem Glapińskiego Polska wychodzi jako pierwsza z większych krajów z kryzysu. I to z dużą dynamiką. - To jest dynamika ok. 5 proc. wzrostu PKB - przypomniał.

- Wyszliśmy ze wzrostem gospodarczym od razu po pandemii. Kontrolujemy sytuację ona jest zbalansowana - wskazał. Glapiński przyznał, że jest lekko podwyższona inflacja. - Będzie też w I kw. 22 r., potem powinna się obniżać - powiedział. Dodał, że cały rok "będzie powyżej naszego celu inflacyjnego odchylenia górnego". Dopiero następny rok może być normalny. - Chociaż też nie mówię, że na pewno w celu - stwierdził.

- Jak ktoś kwestionuje cud gospodarczy w Polsce, niech pokaże drugi kraj, który ma lepsze wyniki - spuentował prezes NBP.

To nie pierwsza ofensywa medialna szefa banku centralnego w tym tygodniu. We wtorek w rozmowie z "Gazetą Polską" przekonywał, że w Polsce mamy do czynienia z prawdziwym "cudem gospodarczym". A wszelkie ataki na prezesa NBP to efekt tego, że bank centralny przekazując zysk do budżetu finansuje polską armię.
Jest taki wątek Polin może by to przenieść
 

szeryf17

"No reason it's a good reason"
777
2 673


projekt dotyczy możliwości wykonywania przez pracownika (lub osoby pozostającej w stosunku cywilnoprawnym z pracodawcą) nieodpłatnych testów w kierunku SARS-CoV-2; możliwości żądania pracodawcy od pracownika lub osoby pozostającej w stosunku cywilnoprawnym z tym pracodawcą okazania informacji o posiadaniu ważnego negatywnego wyniku tekstu diagnostycznego w kierunku SARS-CoV-2, informacji o przebytej infekcji wirusa SARS-CoV-2, lub wykonaniu szczepienia przeciwko COVID-19

Wszyscy kapo obozów łączmy się
 

kr2y510

konfederata targowicki
12 770
24 558
Kolizja samochodu przewożącego Beatę Szydło.

W Oświęcimiu tuż przed godz. 19 doszło do wypadku samochodu, w którym jechała premier Beata Szydło. Szefowa rządu jest potłuczona, przeszła rutynowe badania w szpitalu w Oświęcimiu. Według najnowszych informacji, premier zostanie przetransportowana śmigłowcem do szpitala w Warszawie.
Rzecznik KGP Mariusz Ciarka powiedział, że przyczyną kolizji był nagły manewr skrętu w lewo samochodu jadącego przed kolumną. TVP Info podaje, że premier wracała do domu w Brześciu. Policja podaje również, że samochód z premier nie jechał szybko, mimo że jako pojazd uprzywilejowany nie musiał przestrzegać przepisów.


7bde5861400e788eb67c310e8894498c.jpeg

http://wiadomosci.onet.pl/kraj/koli...lo-zobacz-zdjecia-z-miejsca-zdarzenia/54wn73e
No i ktoś odpalił aferę, że zeznawano nieprawdę.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 821
25 335

1,4 tys.
Dzisiaj, 11:40
W polskich przedsiębiorców uderza właśnie kilka fal tsunami. Pierwsza to podwyżki cen energii, druga – Polski Ład, trzecia – inflacja. We wszystkich tych przypadkach winnym jest wyłącznie lub w ogromnej mierze rząd Prawa i Sprawiedliwości.
Jeśli wydaje się państwu, że zaczął się po prostu kolejny zwykły rok, to się państwo głęboko mylą. Sądzę jednak, że mało kto tak myśli, już choćby z powodu rachunków, które ma do zapłacenia i stanu swojego konta. Są również tacy, którzy pamiętają jeszcze świat przedcovidowy i nie przyzwyczaili się do "nowej normalności", więc począwszy od 2020 r. nic nie jest dla nich zwyczajne. Dla wszystkich mam jednak złą nowinę: to będzie rok wyjątkowo kiepski, w dodatku najpewniej pierwszy w długiej serii, która nie wiadomo, kiedy miałaby się skończyć.

Kurs przyspieszony

Polacy przechodzą właśnie przyspieszony kurs ekonomii na poziomie podstawowym. Uczą się, że podwyżki cen energii oznaczają podwyżki praktycznie wszystkich cen. Zauważają, że istnieje coś takiego jak podatki pośrednie, a także różnego rodzaju daniny i opłaty, których władza dla pozoru nie nazywa podatkami. Dociera do nich, że unijna polityka klimatyczna to nie tylko ładne hasełka i płomienne wystąpienia Grety Thunberg (acz ostatnio nieco zapomnianej), ale przede wszystkim ogromne koszty, których nie płaci ktoś nie wiadomo gdzie, ale oni sami na co dzień. Spostrzegają, że rząd, żeby dawać pieniądze, musi je najpierw komuś zabrać, a skoro zabiera, to gdzieś muszą pójść w górę ceny. I że wskutek inflacji te pieniądze są coraz mniej warte. Widzą też – zwłaszcza ci mający kredyty złotówkowe – że NBP walczy z inflacją, podnosząc stopy procentowe, a to kosztuje kredytobiorców kolejne setki złotych miesięcznych rat.
Nadal jednak wielu rzeczy nie dostrzegają. Na przykład, o ile nie prowadzą firmy, na ogół nie wiedzą, że taryfy jakoś tam ograniczające wzrost cen nośników energii, są dla odbiorców indywidualnych, ale nie dla podmiotów gospodarczych. Te kupują prąd i gaz po cenie "rynkowej", czyli wielokrotnie drożej niż indywidualni konsumenci. W tę pułapkę wpadły już spółdzielnie mieszkaniowe, w których prócz lokali mieszkalnych są też firmowe. Okazało się, że w takim wypadku można je potraktować jak odbiorców komercyjnych i przywalić podwyżki kilkusetprocentowe.
W przedsiębiorców zaczyna już uderzać tsunami, jakiego w III RP jeszcze nie było, a które zgotował im w znacznej mierze rząd PiS. I to ten rząd może przejść do historii jako grabarz polskiej względnej stabilizacji i mozolnej budowy zasobności. Opowieści Jarosława Kaczyńskiego o tym, że w Polsce ma być "jak na Zachodzie", brzmią coraz bardziej jak majaczenia oderwanego od realiów starca.
W polskie firmy uderza nie jedna, ale kilka fal. Pierwsza to wspomniane ceny energii. Wielu właścicieli biznesów dostaje właśnie nowe warunki dostarczania prądu i gazu. Ich rachunki w ciągu ostatniego roku wzrosły już nie o 20 czy nawet 50 proc., ale o 200, 300 czy nawet 700 proc. Niektórzy stanęli przed wyborem: albo podwyższą drastycznie ceny, licząc na to, że jednak klientów to nie zniechęci, albo po prostu zamkną interes. Jeśli, dla przykładu, ktoś prowadzi niewielki rodzinny pensjonat i nagle ma za ogrzewanie zapłacić 5 tys. zł więcej na miesiąc (to przykład autentyczny), to wie, że jeśli odpowiednio podniósłby ceny, straciłby klientów, bo jego usługa nie jest na takim poziomie, żeby mógł jakością konkurować z czterogwiazdkowym hotelem. A, w przeciwieństwie do dużych sieci hotelowych, on nie ma korzyści skali.

Rząd PiS nic nie zrobił wcześniej

Jak – można by spytać – można tu winić rząd, skoro cenę gazu dla Europy dyktują dzisiaj przede wszystkim Rosjanie naciskający w ten sposób na uruchomienie Nord Streamu 2? Otóż – można. Bo to rząd naciskał w poprzednich latach na przechodzenie na "ekologiczne" ogrzewanie gazowe. A to, że gaz może być dzisiaj tak drogi, wynika z akceptowanej przez tę władzę unijnej polityki klimatycznej, w której gaz jest paliwem przejściowym.
Tak, w cenie kilowatogodziny prądu największą dzisiaj część stanowi cena uprawnienia do emisji CO2, rekordowo wysoka, a to instrument unijnego zielonego ładu. Ale to ten rząd nie zrobił wcześniej nic, aby zreformować system EU ETS i zamknąć możliwość spekulacji uprawnieniami. To ten rząd – o czym jakoś zapomina powiedzieć Jarosław Kaczyński w swoich wywiadach – zgodził się niewiele ponad rok temu na podniesienie celu redukcji emisji do 55 proc. do 2030 r. Pod tym dokumentem widnieje podpis Mateusza Morawieckiego. To ten rząd miał sześć lat, żeby walczyć o osłabienie unijnej polityki klimatycznej. To ten rząd miał sześć lat, żeby rozpocząć budowę pierwszego bloku jądrowego w Polsce. Tymczasem do dzisiaj nie została wybrana lokalizacja, jest na razie – i to raptem od paru tygodni – lokalizacja "preferowana".
Można jednak sięgnąć w przeszłość znacznie dalej, przypominając decyzję wyjątkowo niewygodną dla Jarosława Kaczyńskiego: zgodę na odejście od nicejskiego systemu głosowania w Radzie UE. Jeśli dziś nie jesteśmy w stanie sprzeciwić się niszczycielskim dla polskiej gospodarki pomysłom UE, to w dużej mierze dlatego, że w 2007 r., w ostatniej fazie swoich pierwszych rządów, duet Lech i Jarosław Kaczyński postanowił ugiąć się i oddać naszą siłę głosu w Radzie UE. Lech Kaczyński argumentował wówczas, że przez kilka lat będziemy mieli jeszcze nadzwyczajną procedurę opartą na umowie z Janiny, a do momentu wejścia w życie nowego systemu głosowania wiele w UE może się zmienić. Jak widać – był to gigantyczny błąd strategiczny, którego skutki właśnie odczuwamy. Błąd zdecydowanie zbyt rzadko wypominany Jarosławowi Kaczyńskiemu, tymczasem on właśnie ważył będzie coraz mocniej na naszych możliwościach manewru w UE.

Fala druga

Druga fala, która dosięgnie przedsiębiorców, a jest już wyłącznie rodzimej produkcji, to Polski Ład. Dokładnie w momencie, gdy firmy muszą się zmagać z horrendalnymi kosztami energii, rząd zafundował im skrajnie nieprzejrzysty nowy system podatkowy, który wywróci wiele interesów. Ludzie zostają zmuszeni do przekalkulowania opłacalności przedsięwzięć, które planowali na lata. Skokowo rosną im koszty, w tym również koszty prowadzenia księgowości. Nie miejmy też wątpliwości, że fiskus będzie czyhał na każde potknięcie.
Władza przepchnęła ustawę podatkową Polskiego Ładu dla swoich krótkoterminowych potrzeb politycznych, choć apeli o przynajmniej przełożenie jej wejścia w życie było mnóstwo. Wiele firm – szczególnie małych, dla których nowe koszty są ogromnym obciążeniem – uderzonych tymi dwiema falami może się nie podnieść.

Fala trzecia

Trzecia fala – również w dużej mierze zawiniona przez rząd – to inflacja. Jarosław Kaczyński niejako zwalił winę za nią na przedsiębiorców, w wywiadzie dla Interii tłumacząc, że jest ona ubocznym skutkiem wpompowania w gospodarkę miliardów złotych w postaci tarcz osłonowych w związku z lockdownem. Zapomniał jednak o przynajmniej dwóch sprawach.
Po pierwsze o tym, że lockdown nie musiał się zdarzyć. To była bardziej polityczna niż oparta na jakichkolwiek twardych przesłankach decyzja rządu. Badania – nie spekulacje, ale twarde dane porównawcze – które pojawiały się w ubiegłym roku, wskazywały na bezzasadność i nieskuteczność metod lockdownowych w walce z epidemią. Była zatem podstawa, aby nie zmuszać ludzi do zamykania interesów. Tym samym zaś nie trzeba by było supłać grubej kasy na pomoc, która zresztą nie była żadną łaską, ale psim obowiązkiem państwa, skoro arbitralnie i – według wielu wyroków sądowych – niezgodnie z prawem zdecydowało o przymusowym zamknięciu ogromnej liczby firm.
Po drugie – zapomina Jarosław Kaczyński o tym, że czynnikiem proinflacyjnym jest prowadzona od początku rządów PiS polityka agresywnej redystrybucji oraz arbitralnego podnoszenia stawek godzinowych i minimalnego wynagrodzenia (od dawna już nie udało się w tej sprawie uzyskać porozumienia z pracodawcami w Radzie Dialogu Społecznego).
Inflacja oznacza dla przedsiębiorców wyższe koszty, co zmusza ich do podnoszenia cen; to z kolei wymusza na nich również podnoszenie wynagrodzeń w warunkach niskiego bezrobocia, a podnoszenie wynagrodzeń to… podnoszenie cen. Jesteśmy u progu najgorszego mechanizmu ekonomicznego, w którym wzajemnie napędzają się czynniki proinflacyjne, dodatkowo dostając zewnętrzny impuls w postaci cen energii. Będziemy mieli szczęście, jeśli średnioroczna inflacja w 2022 r. faktycznie zamknie się w ok. 8 proc., a nie sięgnie 10 proc.

"Jakoś to będzie"

Pytanie brzmi, czy rządzący tego nie widzą? Nie rozumieją? Czy nie dostrzegają, że okręt płynie prosto na górę lodową? Cóż, animatorem tej władzy jest polityk, który przedsiębiorców zawsze miał za cwaniaków i oszustów, prezentując pod tym względem spojrzenie wybitnie gomułkowskie. Na czele namaszczonego przez siebie gabinetu postawił zaś bankowca, który dla politycznej korzyści byłby gotów obiecać Naczelnikowi, że pieniądze zaczną wyrastać na drzewach, jeśli się je odpowiednio nawiezie. Naczelnik zaś uwierzyłby, bo przecież mówiłby to najzdolniejszy dzisiaj polityk w Polsce – jak zachwalał Mateusza Morawieckiego w jednym z wywiadów. Wydaje się, że główna zdolność pana premiera polega na mamieniu prezesa PiS, że "jakoś to będzie".
Dramat polega na tym, że większość opozycji nie ma żadnego rozwiązania problemów, o których tutaj mowa. Od wyrzucenia z posad sędziów mianowanych przy udziale – jak to nazywają członkowie opozycji – neo-KRS ceny gazu i prądu nie spadną, a inflacja nie spowolni, choć może dla niektórych to zaskoczenie.
 

ckl78

Well-Known Member
1 138
1 425
Polski Ład w pigułce.

Od 1 stycznia 2022 obowiązują w Polsce przepisy Polskiego Ładu. Rząd przez wiele miesięcy informował o korzyściach płynących ze zmian, które mają dotknąć zdecydowaną większość Polaków. Jak się jednak okazuje, rzeczywistość jest nieco inna. Od początku roku w mediach pojawiają się informacje o mniejszych wypłatach oraz emeryturach.


"Jestem bardzo zawiedziona"

Cieszyłam się z wejścia w życie nowych przepisów. Dzięki nim moja emerytura miała wzrosnąć o około 175 zł miesięcznie. Przemnożyłam to przez dwanaście miesięcy, co daje łącznie 2,1 tys. zł - powiedziała nam emerytka

I faktycznie, tu kalkulacje okazały się prawdziwe. Emerytura wzrosła o wspomniane 175 zł. Jednak wraz z podwyżką znikają ulgi. - Pozbawiono mnie jednocześnie 1,5 tys. zł odliczeń od podatku w skali roku. Mam pierwszą grupę inwalidzką. Mogłam sobie odliczyć koszty rehabilitacji i dojazdów na nią - tłumaczy nam kobieta. - Odliczeniu podlegał również zakupiony przeze mnie sprzęt rehabilitacyjny. Jeśli od podwyżki odejmę to, co tracę, wychodzi mi 600 zł w skali roku. Jeśli podzielę to na miesiące, wychodzi mi 50 zł na każdy z nich. Jestem bardzo zawiedziona - dodaje.

Nasza rozmówczyni powiedziała też, że śledziła na bieżąco przekazywane przez rząd informacje na temat Polskiego Ładu. - O podwyżkach informowali, ale o odebraniu nam ulg - już nie. Czyli z jednej strony dają, ale zabierają też wszelkie dodatki, które mieliśmy wcześniej - tłumaczy.

Z naszą redakcją kontaktują się emeryci z całej Polski.

"Otrzymałem emeryturę za styczeń 2022 r. mniejszą o 143 zł w porównaniu do poprzednich 10 miesięcy 2021 r. i niezgodnie z decyzją ZUS o jej wypłacanie od 1 marca 2021 r. Decyzja ZUS o waloryzacji emerytury od 1 marca 2021 r. określiła wysokość mojej emerytury netto do wypłaty. Dlaczego zabiera się mi 143 zł, przecież to są moje prawa nabyte po 44 latach pracy. Mam 87 lat i nie mam w tym wieku "zdolności strajkowej", by walczyć o swoją krzywdę, chyba że jest konieczność nadzwyczajna" - napisał nam jeden z emerytów.

Wszyscy tracą. PiSowi w sondażach rośnie.
Spokojnie. Morawiecki już obiecał Tarczę 2.0 .Następna będzie 3.0 - będzie chronić przed 2.0.
 

noniewiem

Well-Known Member
523
891

1,4 tys.
Dzisiaj, 11:40
W polskich przedsiębiorców uderza właśnie kilka fal tsunami. Pierwsza to podwyżki cen energii, druga – Polski Ład, trzecia – inflacja. We wszystkich tych przypadkach winnym jest wyłącznie lub w ogromnej mierze rząd Prawa i Sprawiedliwości.
Jeśli wydaje się państwu, że zaczął się po prostu kolejny zwykły rok, to się państwo głęboko mylą. Sądzę jednak, że mało kto tak myśli, już choćby z powodu rachunków, które ma do zapłacenia i stanu swojego konta. Są również tacy, którzy pamiętają jeszcze świat przedcovidowy i nie przyzwyczaili się do "nowej normalności", więc począwszy od 2020 r. nic nie jest dla nich zwyczajne. Dla wszystkich mam jednak złą nowinę: to będzie rok wyjątkowo kiepski, w dodatku najpewniej pierwszy w długiej serii, która nie wiadomo, kiedy miałaby się skończyć.

Kurs przyspieszony

Polacy przechodzą właśnie przyspieszony kurs ekonomii na poziomie podstawowym. Uczą się, że podwyżki cen energii oznaczają podwyżki praktycznie wszystkich cen. Zauważają, że istnieje coś takiego jak podatki pośrednie, a także różnego rodzaju daniny i opłaty, których władza dla pozoru nie nazywa podatkami. Dociera do nich, że unijna polityka klimatyczna to nie tylko ładne hasełka i płomienne wystąpienia Grety Thunberg (acz ostatnio nieco zapomnianej), ale przede wszystkim ogromne koszty, których nie płaci ktoś nie wiadomo gdzie, ale oni sami na co dzień. Spostrzegają, że rząd, żeby dawać pieniądze, musi je najpierw komuś zabrać, a skoro zabiera, to gdzieś muszą pójść w górę ceny. I że wskutek inflacji te pieniądze są coraz mniej warte. Widzą też – zwłaszcza ci mający kredyty złotówkowe – że NBP walczy z inflacją, podnosząc stopy procentowe, a to kosztuje kredytobiorców kolejne setki złotych miesięcznych rat.
Nadal jednak wielu rzeczy nie dostrzegają. Na przykład, o ile nie prowadzą firmy, na ogół nie wiedzą, że taryfy jakoś tam ograniczające wzrost cen nośników energii, są dla odbiorców indywidualnych, ale nie dla podmiotów gospodarczych. Te kupują prąd i gaz po cenie "rynkowej", czyli wielokrotnie drożej niż indywidualni konsumenci. W tę pułapkę wpadły już spółdzielnie mieszkaniowe, w których prócz lokali mieszkalnych są też firmowe. Okazało się, że w takim wypadku można je potraktować jak odbiorców komercyjnych i przywalić podwyżki kilkusetprocentowe.
W przedsiębiorców zaczyna już uderzać tsunami, jakiego w III RP jeszcze nie było, a które zgotował im w znacznej mierze rząd PiS. I to ten rząd może przejść do historii jako grabarz polskiej względnej stabilizacji i mozolnej budowy zasobności. Opowieści Jarosława Kaczyńskiego o tym, że w Polsce ma być "jak na Zachodzie", brzmią coraz bardziej jak majaczenia oderwanego od realiów starca.
W polskie firmy uderza nie jedna, ale kilka fal. Pierwsza to wspomniane ceny energii. Wielu właścicieli biznesów dostaje właśnie nowe warunki dostarczania prądu i gazu. Ich rachunki w ciągu ostatniego roku wzrosły już nie o 20 czy nawet 50 proc., ale o 200, 300 czy nawet 700 proc. Niektórzy stanęli przed wyborem: albo podwyższą drastycznie ceny, licząc na to, że jednak klientów to nie zniechęci, albo po prostu zamkną interes. Jeśli, dla przykładu, ktoś prowadzi niewielki rodzinny pensjonat i nagle ma za ogrzewanie zapłacić 5 tys. zł więcej na miesiąc (to przykład autentyczny), to wie, że jeśli odpowiednio podniósłby ceny, straciłby klientów, bo jego usługa nie jest na takim poziomie, żeby mógł jakością konkurować z czterogwiazdkowym hotelem. A, w przeciwieństwie do dużych sieci hotelowych, on nie ma korzyści skali.

Rząd PiS nic nie zrobił wcześniej

Jak – można by spytać – można tu winić rząd, skoro cenę gazu dla Europy dyktują dzisiaj przede wszystkim Rosjanie naciskający w ten sposób na uruchomienie Nord Streamu 2? Otóż – można. Bo to rząd naciskał w poprzednich latach na przechodzenie na "ekologiczne" ogrzewanie gazowe. A to, że gaz może być dzisiaj tak drogi, wynika z akceptowanej przez tę władzę unijnej polityki klimatycznej, w której gaz jest paliwem przejściowym.
Tak, w cenie kilowatogodziny prądu największą dzisiaj część stanowi cena uprawnienia do emisji CO2, rekordowo wysoka, a to instrument unijnego zielonego ładu. Ale to ten rząd nie zrobił wcześniej nic, aby zreformować system EU ETS i zamknąć możliwość spekulacji uprawnieniami. To ten rząd – o czym jakoś zapomina powiedzieć Jarosław Kaczyński w swoich wywiadach – zgodził się niewiele ponad rok temu na podniesienie celu redukcji emisji do 55 proc. do 2030 r. Pod tym dokumentem widnieje podpis Mateusza Morawieckiego. To ten rząd miał sześć lat, żeby walczyć o osłabienie unijnej polityki klimatycznej. To ten rząd miał sześć lat, żeby rozpocząć budowę pierwszego bloku jądrowego w Polsce. Tymczasem do dzisiaj nie została wybrana lokalizacja, jest na razie – i to raptem od paru tygodni – lokalizacja "preferowana".
Można jednak sięgnąć w przeszłość znacznie dalej, przypominając decyzję wyjątkowo niewygodną dla Jarosława Kaczyńskiego: zgodę na odejście od nicejskiego systemu głosowania w Radzie UE. Jeśli dziś nie jesteśmy w stanie sprzeciwić się niszczycielskim dla polskiej gospodarki pomysłom UE, to w dużej mierze dlatego, że w 2007 r., w ostatniej fazie swoich pierwszych rządów, duet Lech i Jarosław Kaczyński postanowił ugiąć się i oddać naszą siłę głosu w Radzie UE. Lech Kaczyński argumentował wówczas, że przez kilka lat będziemy mieli jeszcze nadzwyczajną procedurę opartą na umowie z Janiny, a do momentu wejścia w życie nowego systemu głosowania wiele w UE może się zmienić. Jak widać – był to gigantyczny błąd strategiczny, którego skutki właśnie odczuwamy. Błąd zdecydowanie zbyt rzadko wypominany Jarosławowi Kaczyńskiemu, tymczasem on właśnie ważył będzie coraz mocniej na naszych możliwościach manewru w UE.

Fala druga

Druga fala, która dosięgnie przedsiębiorców, a jest już wyłącznie rodzimej produkcji, to Polski Ład. Dokładnie w momencie, gdy firmy muszą się zmagać z horrendalnymi kosztami energii, rząd zafundował im skrajnie nieprzejrzysty nowy system podatkowy, który wywróci wiele interesów. Ludzie zostają zmuszeni do przekalkulowania opłacalności przedsięwzięć, które planowali na lata. Skokowo rosną im koszty, w tym również koszty prowadzenia księgowości. Nie miejmy też wątpliwości, że fiskus będzie czyhał na każde potknięcie.
Władza przepchnęła ustawę podatkową Polskiego Ładu dla swoich krótkoterminowych potrzeb politycznych, choć apeli o przynajmniej przełożenie jej wejścia w życie było mnóstwo. Wiele firm – szczególnie małych, dla których nowe koszty są ogromnym obciążeniem – uderzonych tymi dwiema falami może się nie podnieść.

Fala trzecia

Trzecia fala – również w dużej mierze zawiniona przez rząd – to inflacja. Jarosław Kaczyński niejako zwalił winę za nią na przedsiębiorców, w wywiadzie dla Interii tłumacząc, że jest ona ubocznym skutkiem wpompowania w gospodarkę miliardów złotych w postaci tarcz osłonowych w związku z lockdownem. Zapomniał jednak o przynajmniej dwóch sprawach.
Po pierwsze o tym, że lockdown nie musiał się zdarzyć. To była bardziej polityczna niż oparta na jakichkolwiek twardych przesłankach decyzja rządu. Badania – nie spekulacje, ale twarde dane porównawcze – które pojawiały się w ubiegłym roku, wskazywały na bezzasadność i nieskuteczność metod lockdownowych w walce z epidemią. Była zatem podstawa, aby nie zmuszać ludzi do zamykania interesów. Tym samym zaś nie trzeba by było supłać grubej kasy na pomoc, która zresztą nie była żadną łaską, ale psim obowiązkiem państwa, skoro arbitralnie i – według wielu wyroków sądowych – niezgodnie z prawem zdecydowało o przymusowym zamknięciu ogromnej liczby firm.
Po drugie – zapomina Jarosław Kaczyński o tym, że czynnikiem proinflacyjnym jest prowadzona od początku rządów PiS polityka agresywnej redystrybucji oraz arbitralnego podnoszenia stawek godzinowych i minimalnego wynagrodzenia (od dawna już nie udało się w tej sprawie uzyskać porozumienia z pracodawcami w Radzie Dialogu Społecznego).
Inflacja oznacza dla przedsiębiorców wyższe koszty, co zmusza ich do podnoszenia cen; to z kolei wymusza na nich również podnoszenie wynagrodzeń w warunkach niskiego bezrobocia, a podnoszenie wynagrodzeń to… podnoszenie cen. Jesteśmy u progu najgorszego mechanizmu ekonomicznego, w którym wzajemnie napędzają się czynniki proinflacyjne, dodatkowo dostając zewnętrzny impuls w postaci cen energii. Będziemy mieli szczęście, jeśli średnioroczna inflacja w 2022 r. faktycznie zamknie się w ok. 8 proc., a nie sięgnie 10 proc.

"Jakoś to będzie"

Pytanie brzmi, czy rządzący tego nie widzą? Nie rozumieją? Czy nie dostrzegają, że okręt płynie prosto na górę lodową? Cóż, animatorem tej władzy jest polityk, który przedsiębiorców zawsze miał za cwaniaków i oszustów, prezentując pod tym względem spojrzenie wybitnie gomułkowskie. Na czele namaszczonego przez siebie gabinetu postawił zaś bankowca, który dla politycznej korzyści byłby gotów obiecać Naczelnikowi, że pieniądze zaczną wyrastać na drzewach, jeśli się je odpowiednio nawiezie. Naczelnik zaś uwierzyłby, bo przecież mówiłby to najzdolniejszy dzisiaj polityk w Polsce – jak zachwalał Mateusza Morawieckiego w jednym z wywiadów. Wydaje się, że główna zdolność pana premiera polega na mamieniu prezesa PiS, że "jakoś to będzie".
Dramat polega na tym, że większość opozycji nie ma żadnego rozwiązania problemów, o których tutaj mowa. Od wyrzucenia z posad sędziów mianowanych przy udziale – jak to nazywają członkowie opozycji – neo-KRS ceny gazu i prądu nie spadną, a inflacja nie spowolni, choć może dla niektórych to zaskoczenie.
Kto relatywnie zyska na Nowym Ładzie? Patola?
 
Do góry Bottom