Podziel się zażenowaniem

erte

Well-Known Member
746
2 715
Nie jestem pruderyjny, ale jakoś tak mam, że przy kupnie gumek wolę jak nie ma nikogo za mną w kolejce.
 

erte

Well-Known Member
746
2 715
Korwinizm i libertarianizm – choroby wieku młodzieńczego.

Apoteoza „wolności” to jeden z elementów charakterystycznych gimbazy. To tłumaczy bardzo wysokie poparcie dla liberalnych bredni różnych odcieni wśród uczniów i studentów. Marsze Równości, Marsze Wolnych Konopi, internetowi zwolennicy Korwina – różnice w szczegółach, podobny duch. Życie na szczęście szybko weryfikuje „ekonomiczne” opowieści koliberałów/libertarian. „Nieroby” na utrzymaniu rodziców, korzystające z „socjalistycznej” państwowej edukacji i służby zdrowia, po rozpoczęciu pracy przeżywają spotkanie bliskiego stopnia z rzeczywistością. Zachwyty nad Singapurem znikają po ustaleniu faktów. Korwinizm i libertarianizm można porównać do trądziku. Czasami ma on ostry przebieg, ale przemija. Zabawne są dyskusje z adeptami schorzenia, w których używają oni nieśmiertelnego straszaka faszyzmu/nazizmu. „Przerabiane w Niemczech i Włoszech w latach 30. XX wieku”, atakują nacjonalistów i ich podejście do kwestii gospodarczych. Cóż, można odpowiedzieć, że libertariańskie brednie znakomicie sprawdziły się w Somalii lub na Haiti, bo tam rozpad struktur państwa jest zjawiskiem charakterystycznym. Tylko po co w sumie znęcać się nad liberalnym plebsem, którego horyzonty to memy i kilka oklepanych zaklęć.

 

cyklista

Member
33
8
Libertarianie: szczebioczący sekciarze


Potomkowie J.S. Milla


Rujnującą słabością ideologów zwących siebie libertarianami jest ich fanatyczne przywiązanie do prostej samotnej zasady, tj. do pojęcia osobistej wolności jako jedynego celu porządku społecznego a faktycznie także ludzkiej egzystencji. Libertarianie są staro-modni, w tym sensie, że żyją pewnymi abstrakcjami dziewiętnastego stulecia. Do absurdu doprowadzają idee Johna Stuarta Milla (tj. zanim jego żona nawróciła go na socjalizm). By zrozumieć mentalność libertarian 1981 r., warto przypomnieć sobie niewielką książkę opublikowaną ponad 120 lat temu: „O wolności” Johna Stuarta Milla. Argumenty, które w 1859 r. były wątłe (i zostały solidnie odrzucone przez Jamesa Fitzjamesa Stephena) stały się groteskowe w 1981 r.

/..../

Od czasów Milla libertarianie niczego nie zapomnieli i niczego się nie nauczyli. Milla i współczesnych libertarian podobnie przeraża posłuszeństwo nakazom zwyczaju. W rzeczywistości prawdziwym zagrożeniem jest to, że zwyczaj, nakaz i tradycja mogą zo-stać całkowicie obalone - czyż nie to właśnie zdarzyło się w większości świata? - przez neoteryzm, czyli żądzę nowości i że ludzie nie będą lepsi od letnich much, nieświadomi mądrości swych przodków, kształtujący każdą opinię jedynie pod presją chwilowej mody, słabostek, namiętności chwili. Ktoś może zaprotestować twierdząc, że libertariańskie pojęcia sięgają czasów przed Millem. To prawda. Co więcej, na długo przed Stephenem zostały odrzucone m.in. przez Johna Adamsa w listach z Thomasem Jeffersonem czy Johnem Taylorem z Caroline. Pierwszym wigiem był diabeł, jak zawiadamia nas Samuel Johnson. Może lepiej byłoby powiedzieć, że diabeł był pierwszym libertarianinem. „Słuchajcie, jestem pełen pychy!” Wieczny libertarianin, jak szatan, nie może znieść żadnej władzy doczesnej czy duchowej. Próbuje być inny, tak w kwestii moralności jak polityki.

/..../

Marion Montgomery, pisarz i krytyk z Georgii, pisze do mnie co następuje: „Libertarianie mnie przerażają. Od libertariańskiego anarchisty wolę już ro-syjskiego anarchistę, który przynajmniej ma poczucie głębokiego zaniepokojenia i wrażli-wość (z czego Dostojewski zrobił świetny użytek). Wśród libertarian jest jakiś dekadencki zapał, który czyni z nich krzyż nie do zniesienia dla konserwatyzmu”.Tak więc współczesny typowy libertarianin nie ma poczucia humoru, jest nieto-lerancyjny, przemądrzały, źle wykształcony i tępy. Rosyjski anarchista starej daty był przy-najmniej wyraźny, pełen życia i wiedział do jakiej płci przynależy.


/...../

Uważam, że libertarianie tworzą to, co T.S. Eliot nazwał „świergoczącą sektą”, ide-ologiczną kliką dzielącą się na coraz to mniejsze i dziwniejsze sekty, rzadko się ze sobą zgadzającą. Edmund Burke nazwał obrazowo takich małych politycznych sekciarzy „in-sektami chwili”, równie głośnymi, co nieudolnymi wobec konserwatywnej siły pasącego się bydła na angielskim pastwisku. Jeśli ktoś ma za przyjaciół szczebioczących sekciarzy, nie potrzebuje już wrogów


Na sądzie ostatecznym li-bertarianizm może okazać się zredukowany do mniejszości jednego, a jego imię nie będzie legion, lecz Rothbard.


 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 156
22 912
Złośliwa krytyka, ale w wielu miejscach trafna. Spokojnie możesz wrzucić do tego wątku, bo to jest dobry materiał do obgadania.

 
Do góry Bottom