Piractwo to kradzież?

L

lebiediew

Guest
Wolna kultura i dystrybucja wiedzy to ogromna zaleta i to muszą zobaczyć koncerny - z drugiej strony pakowanie w net wszystkiego od razu bo "wolność słowa" to czysta demagogia i złodziejstwo.. Kupuję i ściągam - ok wygląda to jak usprawiedliwianie - ale wydaje mi się że dopóki ktoś jakoś łączy obieg oficjalny i ten "drugi obieg" to wybiera w miarę rozsądne wyjscie.

Wytłumacz, na czym polega kradzież podczas ściągania płyty, kserowania książki, wydawania książki, do której nie kupiło się praw itd.? Gdzie tu jest złodziejstwo i co zostaje ukradzione?

Istnieje zasadnicza różnica między stwierdzeniami:
a) ściągając płytę, okradasz artystę,
b) ściągając płytę, nie płacisz artyście za jego ciężką pracę i być może nie będzie miał inicjatywy, by dalej nagrywać.

Zdanie a) jest w świetle naszej etyki po prostu nieprawdziwe, nikogo nie okradasz, nikomu nic nie zabierasz, przegrywając płytę.

Zdanie b) jest wyrazem świadomej troski o naszą kulturę i relacje społeczne, troski, która jest i musi być - by była czymś wartościowym -
dobrowolna. W wolnym społeczeństwie każdy mógłby kopiować w dowolny sposób wszystkie informacje, jednak duża część społeczeństwa pamiętałaby o tym, by wynagrodzić tych, którzy tworzą dzieła sztuki, kupując oryginalne produkty lub wspierając ich w inny sposób. W wolnym społeczeństwie te formy kultury, które nie są wspierane przez ludzi po prostu obumrą albo tworzone będą hobbystycznie i po godzinach. Nie ma powodu wykorzystywać aparatu przemocy, by wspierać jakieś formy kultury, jeśli społeczeństwo nie chce ich wesprzeć dobrowolnie.
 

MaxStirner

Well-Known Member
2 525
4 497
Ależ ja nie napisałem nic o wykorzystaniu aparatu przemocy w "wolnym społeczeństwie" - ja napisałem raczej jakiej ewolucji sie spodziewam po obecnym systemie a to do czego ktoś wykorzysta tu "aparat przemocy" nie zależy ode mnie. A czy okradam? Ktoś napisał że nie ma darmowych obiadów i racja - w tym wypadku też nie ma. Mnie się wydaje że pomijasz istotny fakt - dzieło nie jest czystą informacją - ta zawsze powinna zostać bezgranicznie wolna. Dzieło ma wartość ponadinformacyjną wywołuje wrażenie, emocje, odczucia. Za przyjemność tych emocji płacisz - ich wywołanie kosztuje, wymaga artyzmu nie jest tanie ani łatwe. Jeśli sie upalisz za trawe też płacisz - za dzieło imo też sie powinno bo jest kosztowne. Czy to kradzież czy "nieplacenie za ciężką pracę'? Ja nie widzę różnicy - to jedynie dwie nazwy, etykietki na tę samą sytuacje bo w obu wypadkach zjadasz na cudzy koszt darmowy obiad. Nazwij to jak chcesz.
Jestem przeciwny karaniu za piractwo i "aparatowi przemocy" ale uważam że powinno się jakoś chociaż dać sygnał że wrzucanie wszystkiego na chama jak leci nie jest ok - resztę niech każdy rozstrzyga w sobie. Mnie jedynie wkurza że ludzie którzy to robią twierdzą że tu chodzi o "wolność słowa i informacji" - niech chociaż mają odwage przyznać że to nie jest w każdym wypadku fer bo tu nie chodzi o "informację" a przynajmniej nie tylko o nią. Podstawa to mieć odwagę nazwać rzeczy po imieniu.
Opiszę ci sytuację z fanpage na facebooku tego człowieka o którym wspomniałem - parę tygodni temu ktoś zapostował tam linki do stron z przekopiowanymi w htmlu całymi tekstami jego książek - ktoś napisal że to nie w porządku ale sam autor mimo że na stronie bardzo jest aktywny i odpowiada na pytania w ogóle sie nie odezwał - nie zrobił nic, nie powiedział słowa. Widocznie uznal ze to walka z wiatrakami albo że ludzie powinni zdecydowac sami co z tym zrobią. Linki są aktywne do dziś. Ja zrobiłbym to samo co on.
 
L

lebiediew

Guest
pomijasz istotny fakt - dzieło nie jest czystą informacją - ta zawsze powinna zostać bezgranicznie wolna. Dzieło ma wartość ponadinformacyjną wywołuje wrażenie, emocje, odczucia. Za przyjemność tych emocji płacisz - ich wywołanie kosztuje, wymaga artyzmu nie jest tanie ani łatwe. Jeśli sie upalisz za trawe też płacisz - za dzieło imo też sie powinno bo jest kosztowne.

Tak rozumiane dzieło nie jest czymś materialnym i nie można go ukraść. Gdy cytuję czyjś tekst, gdy kseruję czyjś tekst, gdy, wreszcie, drukuję czyjś tekst - nie odbieram jego autorowi żadnej materialnej rzeczy, którą posiada. Nie okradam go w żaden sposób. Możesz powiedzieć, że kserowanie czyjejś książki jest niefajne, że jeśli wszyscy by tak robili to prowadziłoby to do kulturowego kryzysu, ale nie możesz powiedzieć, że jest to kradzieżą.

Czy to kradzież czy "nieplacenie za ciężką pracę'? Ja nie widzę różnicy - to jedynie dwie nazwy, etykietki na tę samą sytuacje bo w obu wypadkach zjadasz na cudzy koszt darmowy obiad.

Nieprawda. Gdy zjadam czyjś obiad, on nie może go już zjeść, gdy kseruje czyjąś książkę, on nadal jest w posiadaniu fizycznej kopii tej książki. Gdy ktoś kupuje ode mnie to ksero - to nadal nie zabiera autorowi jego fizycznej kopii tej książki.


Jestem przeciwny karaniu za piractwo i "aparatowi przemocy" ale uważam że powinno się jakoś chociaż dać sygnał że wrzucanie wszystkiego na chama jak leci nie jest ok - resztę niech każdy rozstrzyga w sobie. Mnie jedynie wkurza że ludzie którzy to robią twierdzą że tu chodzi o "wolność słowa i informacji" - niech chociaż mają odwage przyznać że to nie jest w każdym wypadku fer bo tu nie chodzi o "informację" a przynajmniej nie tylko o nią. Podstawa to mieć odwagę nazwać rzeczy po imieniu.

Dlatego dojrzałe społeczeństwo wolnościowe musi rozpoznać, że fakt, że coś jest prawnie dozwolone, niekoniecznie oznacza, że jest to dobre i prowadzi do rozwoju. Że trzeba wspierać artystów i pisarzy nawet jeśli można ściągać ich płyty, teksty za darmo. Ale metodą na to, by kultura miała się dobrze nie jest przemoc, ale kultura właśnie, edukacja, przekonywanie.
Opiszę ci sytuację z fanpage na facebooku tego człowieka o którym wspomniałem - parę tygodni temu ktoś zapostował tam linki do stron z przekopiowanymi w htmlu całymi tekstami jego książek - ktoś napisal że to nie w porządku ale sam autor mimo że na stronie bardzo jest aktywny i odpowiada na pytania w ogóle sie nie odezwał - nie zrobił nic, nie powiedział słowa. Widocznie uznal ze to walka z wiatrakami albo że ludzie powinni zdecydowac sami co z tym zrobią. Linki są aktywne do dziś. Ja zrobiłbym to samo co on.

Jest oczywiście możliwe, że w wolnym społeczeństwie ludzie będą tak postępowali. Jest to cena wolności. Myślę jednak, że można wierzyć, że ludzie rozpoznaliby, że takie działania nie są im na rękę w długim trwaniu i nie robili by tak.
 

Triss

libertarian pitbull
107
456
Czy to kradzież czy "nieplacenie za ciężką pracę'? Ja nie widzę różnicy - to jedynie dwie nazwy, etykietki na tę samą sytuacje bo w obu wypadkach zjadasz na cudzy koszt darmowy obiad. Nazwij to jak chcesz.

Że kradzieżą tego nazwać nie można, zostało już chyba wielokrotnie powiedziane. Niepłacenie za ciężką pracę? Czy uzyskam dostęp do jakiegoś dobra kultury bez płacenia za nie, czy tego nie zrobię wcale - tak czy siak nikt nie dostanie za to pieniędzy, więc co to za różnica? Więcej korzyści dla artysty ma przecież fakt, że ktoś zapozna się z jego dziełem, nawet za darmo i może w przyszłości będzie chciał przeznaczyć pieniądze na inne jego dzieła, niż fakt, że ktoś tego dzieła nie kupi, nie zapozna się z nim i ogólnie pozostanie nieświadomy wartości jego twórczości.
Ludzie nie piracą raczej dla samej radości piracenia, tylko dlatego, że nie chcą kupować kota w worku, lub po prostu nie mogą sobie na to pozwolić. W obu przypadkach skorzystanie z jakiegoś dobra kultury bez płacenia za nie często prowadzi do jego zakupu lub dążenia do zdobycia pieniędzy na niego.
 

Gekon

Libertariański Reptilianin
389
603
Uważam, że tak jest w miarę ok wobec niego.
Btw popatrzcie jaki model wybrali twórcy fimu o Pirate Bay - i całkiem nieźle im idzie - jutro premiera w BBC4 mimo że film od dawna dostępny jest w necie. 40 tys zielonych zebrali na produkcję na kickstarterze.
Kickstarter jest jak dla mnie przełomem w dystrybucji cyfrowej. Pytanie tylko co się stanie jeśli zajmą się nim wielkie korporacje?
 

military

FNG
1 766
4 723
http://arstechnica.com/tech-policy/...rite-youtube-videos-due-to-copyright-dispute/

Kiedy prawo przeczy zdrowemu rozsądkowi, czy raczej kiedy ludzie próbują outsourcować myślenie i zdrowy rozsądek do polityków, mamy to:

Youtube zablokował Niemcom możliwość oglądania filmów z meteorytem, bo kamerka samochodowa wyłapała jakieś niewyraźne fragmenty jakiejś piosenki, na którą nikt nie zwrócił uwagi. Oczywiście wytwórnia najwyraźniej straciła na tym miliony dolarów, więc filmy zablokowano.

Już pomijając absurd sytuacji: co z dozwolonym wykorzystaniem? Toż fotografując miasto, łapiesz w kadrze mnóstwo ludzi, ale to jest dozwolone nawet w chorym systemie IP, bo przecież nie ludzie są przedmiotem utworu, tak jak w filmiku o meteorycie wszyscy mają w dupie radiową piosenkę.

Tylko czekam, aż samo słuchanie radia stanie się nielegalne.
 

niewolnikzlozonosci

New Member
13
0
Odpowiadając na pytanie - piractwo w świetle prawa jest kradzieżą.

W świetle moich poglądów - jeżeli tworzysz oprogramowanie, to licz się z tym, że ci je ukradną.

Jeśli pobierasz nielegalnie (nie płacąc kwoty jakiej oczekuje autor) oprogramowanie to pozbawiasz go pieniędzy, które może by zarobił gdybyś nie pobrał tego co żeś pobrał. Czyli jeśli byś nie pobrał, a kupił to autor mógłby zrobić znowu coś pożytecznego. W tym jednak przypadku piractwo jest pomocne, bo można ocenić czy to co robił twórca nadaje się do czegokolwiek, ale niestety raczej niewiele osób (uznawszy, że dzieło autora jest przydatne) zapłaci mu z wdzięczności i bez przymusu.

Osobiście uważam, że piractwo póki istnieje powinno być jak najbardziej akceptowalne. Dopiero jak znikną wszyscy autorzy i zacznie nam brakować tego co tworzyli to możemy się zastanowić czy jednak nie jest lepiej jak piractwo jest surowo zabronione. Chociaż pozostaje kwestia tego, że autor może wydawać dzieła tylko dla tych, którzy tych dzieł pożądają. Wygląda to tak, że jest zainteresowany dziełem człowiek, który płaci za indywidualne wykonanie dzieła przez autora. Masówka zawsze skończy się tak, że ktoś udostępni twoje prace, inni je scracują i ogólnie sprzedasz mniej niż gdyby piractwa nie było (ale niewiele mniej, bo ktoś jednak musi najpierw nabyć to co tworzysz).

Konkluzja - korzystajmy z warezów póki istnieją, a dysktuować będziemy jak znikną.
 

tosiabunio

Grand Master Architect
Członek Załogi
6 947
14 993
Odpowiadając na pytanie - piractwo w świetle prawa jest kradzieżą.

Nieprawda, bo Kodeks Karny stwierdza:
Art.278 Kradzież

§ 1. Kto zabiera w celu przywłaszczenia cudzą rzecz ruchomą,
podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.
§ 2. Tej samej karze podlega, kto bez zgody osoby uprawnionej uzyskuje cudzy program komputerowy w celu osiągnięcia korzyści majątkowej.

Paragraf 2 odnosi się jedynie do programów komputerowych (i to w celu osiągnięcia korzyści majątkowej), więc piractwo innych rzeczy legalnie kradzieżą nie jest.
 
P

pinguini

Guest
Piractwo z definicji nie jest kradzieżą, bardziej "wyłudzeniem usługi". Co do walki z piractwem, w przypadku użytku osobistego sankcje prawne nie mają sensu, bo jest to walka z wiatrakami. Wzorem do naśladowania powinno być Spotify, które oferuje streaming muzyki za darmo z reklamami lub za opłatą w wyższej jakości. Jest to usługa na tyle dobra, że wiele osób uznało, że w tym przypadku piractwo jest bezsensowne.
 

tosiabunio

Grand Master Architect
Członek Załogi
6 947
14 993
No właśnie, miałem też zapytać. Analogia do usługi ma pewien sens, ale praw autorskie nie wymagają do swego pogwałcenia użycia spiraconego materiału (konsumpcji usługi). Możemy być ukarani za samo posiadanie "chronionego" materiału, czy też jego dystrybucję, i wcale nie musimy go skonsumować.
 

kr2y510

konfederata targowicki
12 770
24 573
Dyskusja na ten temat na YT: :p
N1Pljft.png
 

gelerth

Atlas Zbuntowany
107
273
Beka z babki http://legalnakultura.pl/pl/czyteln...utrwala-model-ze-wszystko-sie-nalezy-za-darmo


Chciałbym pomówić o legalności kultury.

Nie mów mi o legalnej kulturze w Polsce, bo to nie ma sensu. Państwo jest złodziejem. Nie rozumiem dlaczego jestem przez państwo codziennie okradana. Nie jestem muzykiem. Jednak wyobraź sobie, że utwór jakiegoś kompozytora gra się za darmo na każdym rogu. Byłaby wielka afera. Nawet za puszczanie piosenek u dentysty trzeba płacić ZAIKS. Moje książki są w bibliotece i nie mam z tego ani grosza. W Skandynawii biblioteka odprowadza składkę i dostaje się tantiemy. U nas biblioteki się zamyka, są tak niedofinansowane, że o odprowadzaniu tantiem nie ma co mówić. Poza tym wiadomo: książki są tam za darmo. Z czego ma żyć pisarz?
:eek:


Kiedy jest legalnie?

Jak płacę, to jest legalnie. Nie ma za darmo kultury, chyba że koncerty plenerowe latem.

:D
 

Piter1489

libnetoholik
2 072
2 023
Czyli jestem lewacką feministką, sprzeciwiam się wielkiemu kapitałowi i nie chcę żeby ludzie byli wykluczeni z dyskursu i kultury, ale kurwa chcę waszych jebanych pieniędzy za mój wielki pisarki talent!

Pewnie i tak nikt tych jej książek nie wypożycza.

To mi trochę przypomina kolesi z Toola, przyjaźnią się z komuchami z Rage Against The Machine (z tym cwelem Tomem Morello) i lewaczkiem z System Of The Down (tym ormiańskim chujkiem Tankianem), jebią na neoliberalizm i wielki kapitał, ale dupa ich boli, że ktoś sobie ich kawałki ściągnie z torrentów "bo artyści nie zarabiają".
 
Do góry Bottom