Ocieplanie wizerunku Adolfa Hitlera!

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 500
20 008
Ocieplanie wizerunku II RP. Tak to kiedyś broniła Adolfa przed jakimiś przebrzydłymi, żydowskimi łobuzami!

Polski sąd skazuje na 3 lata więzienia za… znieważenie Hitlera!

artykuł | 04.09.2011 | Autor: Aleksandra Zaprutko-Janicka


Żydzi nigdy nie darzyli Hitlera miłością. Nie inaczej było w połowie lat trzydziestych i można by podejrzewać, że przynajmniej w Polsce nikt im nie bronił wyrażać własnego zdania. Nic bardziej mylnego! W końcu Adolf H. był wówczas głową państwa, a każdy szanujący się kraj ma paragrafy karzące za znieważanie zagranicznego przywódcy. Przekonał się o tym boleśnie pewien przedsiębiorca wyznania mojżeszowego, który chciał tylko, żeby dać mu święty spokój…

Ów mężczyzna − Naum Abraham Halbersztadt − posiadał w Warszawie skład wyrobów aptecznych, który przynajmniej do 1935 roku bez najmniejszych przeszkód prosperował. Dodajmy, że nasz bohater nieźle orientował się w tym, co działo się wówczas w Europie − a w Rzeszy nie działo się za dobrze, zwłaszcza z żydowskiej perspektywy. Przedsiębiorca, pomny na sytuację swoich pobratymców, odrzucał wszelkie oferty współpracy handlowej przedstawiane mu przez niemieckie firmy. Wśród niechcianych kontrahentów znalazła się między innymi znana fabryka Elektrodental-Fischer.


Halbersztadt, mimo powtarzanych stale próśb o zaprzestanie wysyłania ofert i propozycji, nieprzerwanie otrzymywał od pracowników wspomnianej firmy listy. Pewnego pięknego dnia nasz bohater po prostu nie wytrzymał i w dosadnych słowach odpisał, co myśli o tym natręctwie i o sytuacji w Niemczech:

Niezliczoną ilość razy prosiłem panów, aby mnie nie niepokoili swemi pismami. Ponieważ istnieje ustrój hitlerowski, nie będę przyjmował żadnych ofert tak długo, póki Hitler ze swoją hołotą będą rządzili w Niemczech, a żaden porządny człowiek nie będzie utrzymywał z wami stosunków.


Zgodnie z przedwojennym kodeksem karnym Naum Abraham Halbersztadt mógł posiedzieć za obrazę Hitlera aż trzy lata.

Te słowa Żyd skreślił na kopercie, dodając jeszcze króciutkie „zwrot” i wrzucił list do skrzynki. Na jego nieszczęście, na terytorium Rzeszy nietypową korespondencją zainteresował się urząd pocztowy. List został skierowany do ministerstwa poczt i telegrafów Rzeszy Niemieckiej.

Krótka, acz dosadna wiadomość Halbersztadta wywołała konsternację i popchnęła urząd do działania. Władza niemiecka przekazała feralny list władzy polskiej, a ta polskiemu odpowiednikowi wspomnianego wyżej ministerstwa. Stamtąd powędrował do prokuratury, która w toku postępowania szybko odkryła, że za umieszczeniem napisu na liście stoi nasz zdenerwowany przedsiębiorca.

Polski kodeks karny nie pozostawiał wątpliwości i w artykule 111 wyraźnie stwierdzał, że za czyn popełniony przez Nauma Abrahama Halbersztadta (zniewagę naczelnika obcego państwa) przewiduje karę równiutkich trzech lat więzienia. Prokuratura oczywiście przeprowadziła śledztwo, zebrała dowody w sprawie i sporządziła akt oskarżenia, po czym pociągnęła Żyda do odpowiedzialności karnej.


O tym czy Naum Abraham Halbersztadt naruszył dobre imię Hitlera musiał zdecydować Sąd.

Temat podchwyciły gazety jako niewątpliwą ciekawostkę, choć żadna z nich nie wpadła na pomysł, by wstawić się za nieszczęsnym przedsiębiorcą.

Z dzisiejszej perspektywy stawianie Żyda przed polskim sądem za obrazę przywódcy Trzeciej Rzeszy brzmi zaskakująco, pamiętajmy jednak, że historia ma bardzo specyficzne poczucie humoru…

Źródła:

  1. Za obrazę Hitlera, „5 groszy. Dziennik Narodowy”, 29 sierpnia 1935.
  2. „Mały Dziennik”, 1935.
 

inho

Well-Known Member
1 573
3 730
Ocieplanie wizerunku II RP. Tak to kiedyś broniła Adolfa przed jakimiś przebrzydłymi, żydowskimi łobuzami!

Polski sąd skazuje na 3 lata więzienia za… znieważenie Hitlera!

artykuł | 04.09.2011 | Autor: Aleksandra Zaprutko-Janicka


Żydzi nigdy nie darzyli Hitlera miłością. Nie inaczej było w połowie lat trzydziestych i można by podejrzewać, że przynajmniej w Polsce nikt im nie bronił wyrażać własnego zdania. Nic bardziej mylnego! W końcu Adolf H. był wówczas głową państwa, a każdy szanujący się kraj ma paragrafy karzące za znieważanie zagranicznego przywódcy. Przekonał się o tym boleśnie pewien przedsiębiorca wyznania mojżeszowego, który chciał tylko, żeby dać mu święty spokój…

Ów mężczyzna − Naum Abraham Halbersztadt − posiadał w Warszawie skład wyrobów aptecznych, który przynajmniej do 1935 roku bez najmniejszych przeszkód prosperował. Dodajmy, że nasz bohater nieźle orientował się w tym, co działo się wówczas w Europie − a w Rzeszy nie działo się za dobrze, zwłaszcza z żydowskiej perspektywy. Przedsiębiorca, pomny na sytuację swoich pobratymców, odrzucał wszelkie oferty współpracy handlowej przedstawiane mu przez niemieckie firmy. Wśród niechcianych kontrahentów znalazła się między innymi znana fabryka Elektrodental-Fischer.


Halbersztadt, mimo powtarzanych stale próśb o zaprzestanie wysyłania ofert i propozycji, nieprzerwanie otrzymywał od pracowników wspomnianej firmy listy. Pewnego pięknego dnia nasz bohater po prostu nie wytrzymał i w dosadnych słowach odpisał, co myśli o tym natręctwie i o sytuacji w Niemczech:

Niezliczoną ilość razy prosiłem panów, aby mnie nie niepokoili swemi pismami. Ponieważ istnieje ustrój hitlerowski, nie będę przyjmował żadnych ofert tak długo, póki Hitler ze swoją hołotą będą rządzili w Niemczech, a żaden porządny człowiek nie będzie utrzymywał z wami stosunków.


Zgodnie z przedwojennym kodeksem karnym Naum Abraham Halbersztadt mógł posiedzieć za obrazę Hitlera aż trzy lata.

Te słowa Żyd skreślił na kopercie, dodając jeszcze króciutkie „zwrot” i wrzucił list do skrzynki. Na jego nieszczęście, na terytorium Rzeszy nietypową korespondencją zainteresował się urząd pocztowy. List został skierowany do ministerstwa poczt i telegrafów Rzeszy Niemieckiej.

Krótka, acz dosadna wiadomość Halbersztadta wywołała konsternację i popchnęła urząd do działania. Władza niemiecka przekazała feralny list władzy polskiej, a ta polskiemu odpowiednikowi wspomnianego wyżej ministerstwa. Stamtąd powędrował do prokuratury, która w toku postępowania szybko odkryła, że za umieszczeniem napisu na liście stoi nasz zdenerwowany przedsiębiorca.

Polski kodeks karny nie pozostawiał wątpliwości i w artykule 111 wyraźnie stwierdzał, że za czyn popełniony przez Nauma Abrahama Halbersztadta (zniewagę naczelnika obcego państwa) przewiduje karę równiutkich trzech lat więzienia. Prokuratura oczywiście przeprowadziła śledztwo, zebrała dowody w sprawie i sporządziła akt oskarżenia, po czym pociągnęła Żyda do odpowiedzialności karnej.


O tym czy Naum Abraham Halbersztadt naruszył dobre imię Hitlera musiał zdecydować Sąd.

Temat podchwyciły gazety jako niewątpliwą ciekawostkę, choć żadna z nich nie wpadła na pomysł, by wstawić się za nieszczęsnym przedsiębiorcą.

Z dzisiejszej perspektywy stawianie Żyda przed polskim sądem za obrazę przywódcy Trzeciej Rzeszy brzmi zaskakująco, pamiętajmy jednak, że historia ma bardzo specyficzne poczucie humoru…

Źródła:

  1. Za obrazę Hitlera, „5 groszy. Dziennik Narodowy”, 29 sierpnia 1935.
  2. „Mały Dziennik”, 1935.
Obecnie nie jest lepiej. Artykuły 136 i 137 KK chronią wizerunek i symbole innych państw i ich przedstawicieli. Gdyby obecnie jakiś żyd znieważył publicznie Merkel, to byłby zagrożony podobną karą.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 500
20 008
@tosiabunio nie wykorzystałeś libnetowej inspiracji, jaką dawał Ci ten wątek i popatrz - bezlitosna branża wyprzedziła.

I jaki to ma potencjał dodatków na DLC: kamienica Pinocheta, domek na drzewie Fidela Castro, basen generała Franco, piaskownica Saddama Husajna, pole golfowe Czyngis-hana. Wszystkich można byłoby śledzić. :)

Aktualizacja:

27 belgijskich esesmanów wciąż otrzymuje "emeryturę Hitlera"
Świat
Dzisiaj, 19 lutego (19:48)
W Belgii 27 emerytów wciąż otrzymuje dodatkową emeryturę od rządu niemieckiego, obiecaną im w 1941 r. przez kanclerza III Rzeszy Adolfa Hitlera - pisze flamandzkie "De Morgen". Świadczenie jest przyznawane za "lojalność i posłuszeństwo" nazistowskim Niemcom.

Osoby otrzymujące dodatkowe emerytury to byli naziści, którzy podczas II wojny światowej wstąpili do SS. Świadczenia obiecał im sam Adolf Hitler. Po wojnie prawnym następcą III Rzeszy została Republika Federalna Niemiec i przejęła ona zobowiązania swojego poprzednika.

"Przez prawie 70 lat niemieckie landy płaciły emerytury uzupełniające" - mówi badacz Alvin De Coninck. "Uprzywilejowani byli mieszkańcy Kantonów Wschodnich (regionów Belgii zajętych przez Niemcy w trakcie wojny) i Alzacji, którzy otrzymali niemieckie obywatelstwo po inwazji hitlerowców, ale także Belgowie, którzy przystąpili do Waffen-SS podczas wojny" - dodał.

Dodatkowe emerytury, które otrzymują byli belgijscy esesmani, wahają się od 425 euro do 1275 euro miesięcznie.

"Czasy, które spędzili w belgijskich więzieniach za kolaborację, są im liczone za 'lata pracy', podczas gdy Belgowie, którzy w czasie wojny musieli pracować jako przymusowi robotnicy w Niemczech, po wojnie otrzymywali odszkodowanie równowartości 50 euro miesięcznie" - mówi De Coninck.

Od czasu wojny 38 tys. Belgów otrzymywało takie dodatkowe świadczenie od Niemiec. Wiadomość o "hitlerowskich emeryturach" rozzłościła belgijskich polityków. Pracują teraz nad rezolucją wzywającą rząd do pilnego rozwiązania tej sytuacji poprzez dyplomację.

Dziennikarze "De Morgen" zwracają też uwagę, że świadczenia nie były opodatkowane w Belgii.

Adam Zygiel
Pamiętajcie, wierna służba Führerowi najwyższym dobrem Unii Europejskiej!
 
Ostatnia edycja:

kr2y510

konfederata targowicki
12 298
21 395
Hitler jest w Azji wielkim międzynarodowym restauratorem.

Indonezja:


Indie, Mumbai:



Kurczakownia w Tajlandii:


Niestety po fali hejtu w mediach społecznościowych, ugięła się i zmieniła nazwę, z "Hitler" na "H-ler".
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 500
20 008
"Kto nie był socjalistą za młodu, ten na starość będzie skurwysynem." - mówił Piłsu.

Chyba nie sugerujesz, że Adolf Hitler na starość został skurwysynem, co?
 

kr2y510

konfederata targowicki
12 298
21 395
Onegdaj ambasada żydowskiego państwa w Palestynie protestowała przeciwko bakarni ziół wszelakich "Hitler's Den", otwartej w jednym z miast w Indiach.
https://www.haaretz.com/opinion/hitlers-hindus-indias-nazi-loving-nationalists-on-the-rise-1.5628532
https://timesofindia.indiatimes.com...ngers-Israeli-embassy/articleshow/7756049.cms

rzeczony lokal:
Hitler's-den.jpg


Hitler w Indiach jest także bardzo popularny na koszulkach:
t-shirt.jpg

A tu ładna podkładka pod szklaneczkę:
88-76.jpg
Powinna być dostępna u nas w Ikei, pasowała by wyglądem do ich wzornictwa.

W Indiach można też kupić przedłużacz Hitler Germany z rozdzielką na 4 gniazdka za ₹245 (13.50 zł). Niestety nie nasz standard. :(
https://compare.buyhatke.com/price/...-sockets-4-white-price-in-india-hatke20694351

4-1-white-hitler-germany-original-imaffsx6an2rdgpg.jpg

A teraz kliknijcie tu:
compare.buyhatke.com/search/Hitler
Ja pierdolę. Hitler w Indiach to potężna marka. Apple, Coca-Cola i inni niech spadają na drzewo.
 
Ostatnia edycja:

pawlis

Samotny wilk
2 330
8 486
Obóz w Dachau był w nazistowskich Niemczech... atrakcją turystyczną. Jak wspominali go odwiedzający?


W pierwszych latach rządów nazistów Rzesza budziła za granicą więcej ciekawości niż lęku. Młodzi ludzie chętnie wybierali się do Niemiec, by zobaczyć nowy hitlerowski porządek na własne oczy. Wpuszczano ich wszędzie – a wizyty w obozach koncentracyjnych, takich jak Dachau, stały się wręcz obowiązkowym punktem programu!


Dwaj młodzi Anglicy spędzili bardzo miły dzień nad Ammersee. „Chmury się rozstąpiły, a wiatr nadawał połaci jeziora wygląd morskiej zatoki”, napisał [młody nauczyciel] Edward Wall 28 sierpnia 1935 roku, gdy raczyli się Kaffee und Kuchen [kawą i ciastem], spoglądając na wodę.

Kilka miesięcy wcześniej na północny wschód od jeziora [Kenneth] Sinclair-Loutit i [Robert] Dummett, [studenci Cambridge,] zbliżali się do Monachium, kiedy dwadzieścia pięć kilometrów od miasta Dummett nagle zaproponował, by przejechali dłuższy odcinek bez zatrzymywania. Wyjaśnił to dopiero później.

Wizyta w Dachau
Otóż rzut oka na mapę uświadomił mu, że znajdują się blisko Dachau, obozu koncentracyjnego, otwartego krótko po objęciu przez Hitlera funkcji kanclerza.


W latach 30. Dachau przyciągało wielu zagranicznych turystów. Zdjęcie z 1933 roku
Dummetta naszły obawy, czy ich obecność nie wzbudzi podejrzeń. Sinclair-Loutit nigdy nie słyszał o Dachau, więc Dummett musiał mu wytłumaczyć, że naziści rozprawiają się tam z „darmozjadami, leniami, wyrzutkami społecznymi, żydowskimi spekulantami i hołotą”, resocjalizując ich pracą.

Hugh Greene, który przebywał wówczas w Monachium, gdzie próbował zaistnieć jako dziennikarz, podchwycił zdanie ku przestrodze od rodziny, u której mieszkał: Lieber Gott, mach mich stumm, Dass ich nicht nach Dachau komm! [Dobry Boże, spraw, żebym był kretynem, niech Dachau mnie ominie!]. Kilka miesięcy później nad bramą obozu zawisł osławiony napis Arbeit macht frei [Praca czyni wolnym].

Dummett niepotrzebnie się martwił. Niemieckie władze, przynaj- mniej na wstępie, tak chętnie pokazywały swój obóz koncentracyjny cudzoziemcom, że do połowy lat trzydziestych Dachau stało się atrakcją turystyczną dla amerykańskich i brytyjskich gości, zwłaszcza polityków i dziennikarzy.

Nie stwierdziwszy tam żadnych oznak udręki, deputowany Victor Cazalet skwitował z ulgą, że obóz jest „niezbyt ciekawy, choć całkiem dobrze prowadzony”.

Jak zanotował w swoim dzienniku, „podobno większość więźniów to komuniści. W takim razie mogą tam zostać, jeśli o mnie chodzi”. Niemniej jednak pukał się w czoło, że naziści nie zwolnią większości, skoro jest jasne jak słońce, że w świetle „całkowitej i obezwładniającej przewagi Hitlera” opozycja ma związane ręce.

„W atmosferze obozu było coś…”
Odczucia innego deputowanego, sir Arnolda Wilsona, były mieszane. W latach 1934–1936 często jeździł do Niemiec, gdzie prowadził wnikliwe rozmowy z mieszkańcami, aby wyrobić sobie zdanie na temat zmian, jakie tam zaszły. Powstały z tego liczne artykuły, wydane pod tytułem Walks and Talks Abroad (1939).


Artykuł stanowi fragment książki Julii Boyd „Wakacje w Trzeciej Rzeszy” (Prószyński Media 2019)

W lipcu 1934 przemawiał w Królewcu do licznego grona słuchaczy, opiewając narodowy socjalizm:

Przez ostatnie trzy miesiące miałem okazję przyjrzeć się Młodym Niemcom we wszystkich zakątkach kraju. Podziwiam niespożytą energię, jaką tchnął w ludzi ruch narodowosocjalistyczny. Szanuję patriotyczny zapał niemieckiej młodzieży.

Widzę, ba, zazdroszczę głębi i żarliwości poszukiwań narodowej jedności, która przyświeca waszym szkołom i uczelniom: jest całkowicie bezinteresowna, a co za tym idzie, na wskroś dobra.

Entuzjazm dla nazizmu nie przyćmił jednak wrażenia, jakie wywarł na nim obóz w Dachau. Wprawdzie odnotował, że więźniowie mają dach nad głową i wyglądają na dobrze karmionych, lecz stwierdził, że „w atmosferze obozu było coś, przed czym się wzdragam”.

James Grover McDonald (amerykański komisarz do spraw uchodźców z Niemiec) podzielał jego zdanie. Kiedy więźniowie stanęli przed nim na baczność, spojrzał im w oczy. „Nigdy nie zapomnę tego, co z nich wyczytałem”, napisał wieczorem w dzienniku. „W tych zaszczutych oczach był strach, poczucie całkowitego podporządkowania arbitralnej, bezlitosnej sile”.

Ale na pytanie o potrzebę utworzenia takiego obozu jego przewodnik zaznaczył skwapliwie, że Niemcy nadal tkwią w szponach rewolucji, a podczas gdy większość rewolucji kończy się rozstrzelaniem więźniów politycznych, w Dachau „próbujemy ich reformować”. Po tej wycieczce McDonald udał się do galerii sztuki w Monachium, na szczęście jeszcze otwartej, „żeby się otrząsnąć”.


„W tych zaszczutych oczach był strach, poczucie całkowitego podporządkowania arbitralnej, bezlitosnej sile” – pisał James Grover McDonald
Obojętni cudzoziemcy
Komandos, pisarz i poeta Michael Burn po latach odnalazł swoje zapiski z wizyty w Dachau w 1935 roku i wstrząsnęła nim własna obojętność. Na wieść o wymierzanych więźniom strasznych karach stwierdził tylko: „Zanim się oburzymy, warto pamiętać, że chłostę wciąż stosuje się nawet w Anglii”.

Dlaczego, zastanawiał się po latach, nie zapytał jako reporter „Gloucester Citizen”, czy więźniowie mają prawo do procesu i obrony lub jak naziści moralnie uzasadniają pozbawianie wolności za krytykę rządu. Równie szokująca dla starszego, mądrzejszego Burna była hipokryzja, z jaką wmówił sobie (i światu), że wizyta w Dachau była dla niego wielkim przeżyciem.

Jednakże nie był jedynym cudzoziemcem, na którym potworny kontekst obozu nie wywarł wielkiego wrażenia. Wśród angielskich wyższych sfer, podobnie jak we Francji i w wielu częściach Ameryki, kwitł antysemityzm. Idąc tym tropem, los komunistów, Cyganów, homoseksualistów i „obłąkanych”, którzy trafiali do Dachau wraz z Żydami, bynajmniej nie spędzał nikomu snu z powiek.

Osiemnastoletni Derek Hill, pochłonięty studiowaniem scenografii w Monachium, z pewnością nie wnikał w drastyczne szczegóły. W 1934 roku spędził dzień w obozie jako asystent prawie niewidomego dziennikarza „Morning Post” Petera Matthewsa. Jedli w tej samej sali co więźniowie, ale siedzieli na podeście wraz z komendantem Theodorem Eickem – co nasunęło Hillowi skojarzenie ze stołówkami Oksfordu lub Cambridge (…).

Ochotnik w obozie pracy
Jeśli obchód Dachau stanowił obowiązkowy punkt programu dla każdego prawdziwego turysty w pierwszych latach Trzeciej Rzeszy, to samo dotyczyło odwiedzin w obozie pracy. Geoffrey Cox posunął się o krok dalej. Siódmego sierpnia 1934 roku napisał do brata:

Dzisiaj po południu rozpoczynam pracę w obozie pracy. Pobyt w Niemczech przechodzi moje wszelkie wyobrażenie, później ci wszystko opiszę. Ale muszę powiedzieć, że dopiero w ciągu ostatnich dwóch tygodni poczułem, że naprawdę żyję.


Jednemu z gości stołówka w Dachau skojarzyła się… z Cambridge lub Oxfordem. Zdjęcie z 1933 roku

Trzy tygodnie spędzone w obozie pracy opodal Hanoweru należały do ciekawych doświadczeń. Oczywiście nie obyło się bez „hajlowania” i maszerowania w zgrzebnym, szarym mundurze, z łopatą wspartą na ramieniu jak karabin, ale dla twardego, młodego Nowozelandczyka praca nie stanowiła problemu.

Cox kopał rowy na bagnistym wrzosowisku i robił wiązki ze ściętego poszycia. Kiedy jego „brygadzista” nie patrzył, wraz z kolegami, głównie z Hanoweru i Za- głębia Ruhry, wylegiwali się na słońcu lub polowali na żmije w sianie. Wyrobił sobie doskonałą kondycję. [Jak opowiada:]

Zaczęliśmy pracę o siódmej. Okolica przypomina wschodnią Anglię; gdy maszerujemy przez pola, mgła zasnuwa lasy na horyzoncie, a w południe kłęby chmur suną po rozległym, północnoniemieckim niebie.

Pochłonięty pracą, szorowaniem posadzki, graniem w piłkę oraz wykradaniem się nocą na gruszki z pobliskiego sadu, szybko wtopiłem się w grupę i zyskałem przyjaciół.

Szkoleń z użyciem broni jako takich nie było, chociaż Cox celował w grze, która polegała na tym, że „przebiegałeś sto metrów, czołgałeś się kolejne dziesięć, a następnie rzucałeś atrapami granatów do celu wyrysowanego na piasku”.


Los więźniów hitlerowskich obozów nie spędzał snu z powiek przedstawicielom społeczności międzynarodowej. Zdjęcie z Dachau, 1938 rok
Kiedy zasugerował, że to szkolenie wojskowe, koledzy robili wielkie oczy. Czyżby nie wiedział, że takie zabawy praktykuje się we wszystkich niemieckich szkołach? Mimo że jego towarzysze lubili ów militarny aspekt obozowego życia – wielu wolało musztrę od popołudniowej gry w piłkę – żaden z nich nie był zdeklarowanym nazistą.

Cox podsumował swoje obozowe doświadczenia w artykule dla „Spectatora”. Wprawdzie nie sądził, że niemieckie hufce pracy zachęcają do wojny, jednak dokładały wszelkich starań, aby „niemiecka młodzież sprostała walce duchem i ciałem”.
 
Ostatnia edycja:
Do góry Bottom