Niemców pojebało, czy mają jakiś plan?

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 399
19 232
"Mają rozmach, skurwysyny..."

W Niemczech mieszka już 11 mln obcokrajowców. To ziemia obiecana dla migrantów

Dzisiaj, 17 kwietnia (16:05)
W RFN mieszka już niemal 11 mln obcokrajowców. W kolejnych latach liczba ta będzie wciąż dynamicznie rosnąć. Zapotrzebowanie na rynku pracy jest olbrzymie.

Niemiecki urząd statystyczny poinformował w poniedziałek, że pod koniec 2018 r. mieszkało tam 10,9 mln obcokrajowców. W ostatnich latach ta liczba wzrosła o kilka milionów. Obecnie już co ósmy mieszkaniec Republiki Federalnej Niemiec nie posiada jej paszportu.

/Dziennik Gazeta Prawna
Daleko Polsce do lidera wielokulturowości

Największy odsetek cudzoziemców zamieszkuje zachodnioniemieckie metropolie. We Frankfurcie 29 proc. mieszkańców to obcokrajowcy, w półtoramilionowym Monachium - 25 proc., a w Stuttgarcie - 24 proc. W Berlinie, stolicy Niemiec szczególnie kojarzonej z wielokulturowością, odsetek obcokrajowców jest mniejszy i wynosi 18 proc. Znacznie mniej cudzoziemców osiedla się w gorzej rozwiniętych gospodarczo wschodnich landach Niemiec.

Z niemal 11-mln grupą cudzoziemców Niemcy są bezsprzecznym liderem w Unii Europejskiej, jeśli chodzi o ich liczbę bezwzględną. 13,5-proc. udział obcokrajowców w ogóle społeczeństwa jaskrawie różni się np. od Polski, w której na stałe przebywa 383 tys. cudzoziemców, co stanowi 1 proc. ogółu. Nad Wisłą niemal połowę cudzoziemców stanowią Ukraińcy. W Niemczech coraz trudniej wyróżnić jedną dominującą grupę narodową, a liczba państw, z których masowo przyjeżdżają obcokrajowcy, stale się powiększa.

Średni wiek przybyszów to 35 lat. Najczęściej są to mężczyźni.

W 2018 r. liczba cudzoziemców w Niemczech wzrosła o kolejne 292 tys. Samych składających wniosek o azyl było niemal 186 tys., a kolejne 266 tys. przyjechało do RFN spoza Unii Europejskiej na podstawie pozwolenia na pracę. Jednocześnie część zagranicznej populacji Niemiec opuściła ten kraj. Wyliczony przez Federalny Urząd Statystyczny wzrost liczby cudzoziemców to suma tych dwóch procesów. Rosnąca liczba migrantów zarobkowych jest przedmiotem zainteresowania i analiz polityki i przemysłu. Dynamiczna tendencja zwyżkowa utrzymuje się trzeci rok z rzędu. Osoby przyjeżdżające do Niemiec w celu podjęcia pracy spoza UE miały w ubiegłym roku przeciętnie 35 lat. Aż 68 proc. tej grupy stanowili mężczyźni.

Pracownicy z Europy Środkowej na ratunek

W 2011 r. rynek pracy nad Renem otwarto dla pracowników z państw Europy Środkowej, które wstąpiły do Unii Europejskiej w 2004 i 2007 r. Od tego czasu masowo rosła liczba pracowników przyjeżdżających tu z tego regionu. Liczba Polaków zameldowanych w Niemczech wzrosła w tym czasie niemal dwukrotnie z 468 tys. w 2011 r. do 860 tys. pod koniec 2018 r. To właśnie pracownicy z Europy Środkowej uchronili niektóre branże przed kompletnym paraliżem. Polacy, Rumuni i Węgrzy obsadzili wakaty w firmach budowlanych, fabrykach oraz w sektorze opieki zdrowotnej.

Rezerwuar siły roboczej powoli się wyczerpuje

Z danych federalnego urzędu statystycznego za ubiegły rok wynika jednak, że te kraje przestają pełnić funkcję rezerwuaru taniej siły roboczej dla przedsiębiorstw, czego najlepszym przykładem są odnotowane ruchy migracyjne Polaków. Od 2011 r. liczba Polaków osiedlających się w Niemczech rosła o kilkadziesiąt tysięcy rocznie. Natomiast w 2018 r. przybyszów znad Wisły po raz pierwszy ubyło - o 6 tys. Również z pozostałych krajów członkowskich Grupy Wyszehradzkiej i państw bałtyckich przybywa do Niemiec o wiele mniej osób niż bezpośrednio po otwarciu rynku.

Jeśli w następnych latach trend się utrzyma, będzie to dla firm oznaczać koniec pewnej epoki. Masowy odpływ siły roboczej w kierunku Niemiec dotyczy już tylko trzech państw unijnych: Bułgarii, Chorwacji i Rumunii, które są jednocześnie najbiedniejszymi państwami Wspólnoty. Eksperci przestrzegają, że również w przypadku obywateli tych państw liczba nowych przyjezdnych wkrótce może zacząć spadać. A z tegorocznej analizy Fundacji Bertelsmanna wynika, że rynek pracy będzie potrzebował ok. 260 tys. migrantów zarobkowych rocznie, aby utrzymać obecne wskaźniki wzrostu.

A ponieważ liczba migrantów z UE będzie maleć, państwo musi zacząć przyciągać potencjalnych pracowników z nowych obszarów. Najnowsze dane statystyczne wskazują, że ta zmiana już powoli zachodzi. Spośród krajów nieunijnych - niemal jedna czwarta migrantów zarobkowych przybyła do Niemiec z Bałkanów Zachodnich. W zeszłym roku liczba mieszkających na terenie RFN Kosowian zwiększyła się o 11 tys. O tyle samo wzrosła liczba Bośniaków. Kolejne tysiące opuściły Albanię, Macedonię i Serbię.

Niemcy stają się również coraz popularniejsze dla pracowników z państw azjatyckich. W 2018 r. przyjechało 16 tys. Hindusów, 7 tys. Chińczyków oraz 5,5 tys. Wietnamczyków. Liczby te będą jeszcze szybciej rosnąć od początku przyszłego roku, kiedy w Niemczech zacznie obowiązywać nowe prawo migracyjne. Ustawa ma uprościć osobom spoza UE otrzymanie pozwolenia na pracę i wizy. Nowe przepisy umożliwią także przyjazd osobom, które dopiero na miejscu będą poszukiwały pracy.

Łukasz Grajewski
17 kwietnia 2019
 

rawpra

Well-Known Member
2 746
4 741
Germany
 

Jaranek

Made in heaven - inspired in Hell
2 275
7 778
Wątek skazanego niemieckiego dziadka miał chyba wzmocnić wrażenie wywołane newsem o tym, że uchodźcy bez papierów mogą bezkarnie jumać w sklepach. Ktoś po prostu przedobrzył :)
 

pawel-l

Ⓐ hultaj
1 838
6 572
T.Gabiś - Masowa imigracja w oczach Niemców (dodajmy tych, których książki zostały zakazane).

W tym kontekście wspomnieć trzeba o Kościołach chrześcijańskich, których duchowni energicznie wspierają napływ „uchodźców” i masową imigrację (w tym muzułmańską) – zarówno katolicki Caritas, jak i ewangelicka Diakonia generują dzięki temu spore dochody, co ma kolosalne znaczenie dla diecezji stojących przed widmem bankructwa z powodu malejącej liczby wiernych (być może Kościoły jako takie stopniowo przekształcają się w organizacje charytatywne).
 

pawlis

Samotny wilk
2 254
7 978
Może teraz coś luźniejszego:

Gołąb "przekroczył dozwoloną prędkość". Fotoradar zrobił mu zdjęcie

W niemieckim Bocholt fotoradar sfotografował gołębia. Ptak leciał z prędkością 45 km/h w strefie, w której maksymalna dopuszczalna prędkość wynosi 30 km/h.

Lokalna policja zamieściła zdjęcie ptaka pisząc, że to w jaki sposób zwierzę " chce zapłacić 25 euro, pozostaje sprawą otwartą".


Dodano, że "zrezygnowano z szukania świadków w tej sprawie".

=====

W sumie to teraz można założyć sprawę jakiemuś dzikiemu drapieżnikowi o kłusownictwo na chronionym gatunku :).
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 399
19 232
Zwłoki w ośrodku dla uchodźców w Ratyzbonie. Ataki na policjantów
Świat
1 godz. 54 minuty temu
W jednym z ośrodków dla uchodźców w Ratyzbonie znaleziono ciało martwej kobiety. Imigranci zaatakowali policję.

W sobotę rano (11.05.2019) policja w Ratyzbonie została zaalarmowana, że w jednym z ośrodków dla uchodźców leży martwa kobieta. Służby ratownicze, które przybyły na miejsce, stwierdziły śmierć 31-latki. Nieznana jest przyczyna zgonu. Policja prowadzi dochodzenie w tej sprawie.

Imigranci rzucali kamieniami
W ośrodku dla uchodźców, które pełni rolę centrum detencyjnego, funkcjonariusze musieli przeprowadzić operację na wielką skalę. Policja donosi o "poważnych ekscesach" i "atakach".

Mieszkańcy ośrodka obrzucali policjantów kamieniami i innymi przedmiotami. Na miejsce zostały sprowadzone dodatkowe siły policyjne. Atmosfera wśród części mieszkańców ośrodka tak się rozpaliła, że niemożliwe było wyniesienie zwłok - relacjonowała policja. Udało się to dopiero po upływie trzech godzin.

(dpa/dom)

Redakcja Polska "Deutsche Welle"
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 399
19 232
Deutsche Welle musi robić fortunę na newsach eksportowych do Polski, gdzie Tutejsi mogą sobie poprawić humor, patrząc na to, co się wyrabia w tym Reichu. Sytuacja raczej przewidywalnie pompuje marginalne środowiska. Niezły pierdolnik - wkrótce będzie jak w filmowym amerykańskim więzieniu - albo trzymasz z kolorowymi, albo z nacojololo.

"Deutsche Welle": Coraz więcej nieruchomości w rękach niemieckich neonazistów
Deutsche Welle
1 godz. 10 minut temu
Z danych niemieckiego MSW wynika, że ugrupowania neonazistowskie mają w posiadaniu 146 nieruchomości na terenie Niemiec. To więcej niż rok temu.

Dane z raportu MSW dotyczącego posiadanych przez neonazistów nieruchomości w Niemczech cytują gazety regionalne współpracujące w ramach sieci Redaktionsnetzwerk Deutschland (RND).

Najwięcej obiektów w Saksonii
Informacje dotyczące neonazistowskich nieruchomości resort spraw wewnętrznych zgromadził w odpowiedzi na zapytanie posłów klubu poselskiego partii Lewica. Wynika z nich, że liczba mieszkań, domów i działek, którymi dysponują neonaziści, wzrosła w porównaniu z ubiegłym rokiem o 10.

Najwięcej jest ich w Saksonii (22), Bawarii (21), Meklemburgii-Pomorzu Przednim (14) i Badenii-Wirtembergii (13). Informacje o położeniu obiektów dostarczono tylko w 77 przypadkach. Pozostałe nie mogą być wyszczególnione, gdyż "środowisko skrajnej prawicy mogłoby wyciągnąć z tych informacji wnioski o stanie wiedzy organów bezpieczeństwa i w zależności od tego odpowiednio dopasować swoje działania".

Lewica krytycznie o rządowych danych
Ekspertka Lewicy Martina Renner wyraziła wątpliwości co do danych podanych przez ministerstwo. "Faktyczna liczba obiektów znajdujących się w rękach prawicowej sceny może przekraczać 200" - powiedziała Renner dziennikarzom RND.

Za "nieodpowiedzialny" uważa ona brak na liście MSW na przykład nieruchomości należących do rasistowskiego i antysemickiego ruchu "Anastasia" i do nowej prawicy zrzeszonej w stowarzyszeniu "Jeden procent". Renner wezwała niemieckie urzędy do większych starań na rzecz "przekreślenia prawicowych planów ekspansji".

(afp/sier)
Redakcja Polska "Deutsche Welle"
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 399
19 232
Antysemityzm w Niemczech: policja zaniża statystyki na korzyść muzułmanów
13 maja 2019
Berlińska policja została skrytykowana za ukrywanie liczby ataków antysemickich dokonanych przez islamskich ekstremistów i lewicowych antysyjonistów.


Ostra krytyka dotyczy sposobu, w jaki policja traktuje zbrodnie nienawiści na tle antysemickim. Jeden z lokalnych polityków Marcel Luthe (FDP) zarzucił jej, że w wielu przypadkach bez wystarczających dowodów przypisuje przestępstwom prawicowo-ekstremistyczne motywy.

Luthe, członek berlińskiej Izby Deputowanych, ujawnił w ubiegłym tygodniu, że winą za niemal 60% ataków antysemickich niesłusznie obarczono skrajną prawicę, tym samym umniejszając rolę, jaką odegrali w nich islamscy ekstremiści i antysyjonistyczni bojówkarze.

Luthe powiedział, że według rządowych statystyk za rok 2018, w Berlinie dokonano trzystu dwudziestu czterech tego rodzaju ataków, z czego dwieście pięćdziesiąt trzy przypisano skrajnej prawicy. Niemniej jednak, zgodnie z analizą przeprowadzoną przez polityka, motyw był jasny tylko w stu trzydziestu trzech przypadkach. Pozostałe sto dwadzieścia przypisano skrajnej prawicy „z urzędu”. Tę samą tendencję zauważył Luthe w przypadku danych z 2017r.

Jego zdaniem ataki antysemickie motywowane przez to, co policja określa mianem „obcej ideologii” – zwolenników islamskich organizacji terrorystycznych, takich jak Hamas i Hezbollah – stanowiły większy procent ataków na Żydów, niż wynikało to z policyjnych statystyk. Dane policyjne pokazują, że w ubiegłym roku czterdzieści dziewięć ataków przypisano islamistom, a za kolejne siedem winą obarczono skrajną lewicę.

„Ci, którzy chcą walczyć z antysemityzmem, muszą działać konsekwentnie i zakazać działalności Hamasu i Hezbollahu na terenie całej Unii Europejskiej”, stwierdził Luthe w rozmowie z telewizją Welt.

Inni politycy i eksperci również niepokoją się bagatelizowaniem antysemickich aktów dokonywanych przez źródła inne, niż skrajna prawica. W rozmowie z żydowskim tygodnikiem „Jüdische Allgemeine” Benjamin Steinitz, dyrektor berlińskiego Antisemitism Research and Information Center powiedział, że istnieje „rozbieżność pomiędzy statystykami policji, a postrzeganiem sytuacji przez osoby dotknięte antysemickimi atakami i obelgami”.

W rozmowie z tym samym tygodnikiem Felix Klein, komisarz niemieckiego rządu ds. walki z antysemityzmem powiedział, że na podstawie rozmów z niemieckimi Żydami „subiektywne postrzeganie zagrożenia ze strony islamskiego antysemityzmu jest większe od stopnia, w jakim figuruje ono w statystykach przestępstw”.

Bohun, na podst. https://www.algemeiner.com
 

mikioli

Well-Known Member
2 588
4 549
Angela dostaje drgawek na dźwięk niemieckiego hymnu.

https://nypost.com/2019/06/18/germanys-angela-merkel-blames-dehydration-for-scary-moment-in-berlin/

Bardzo ciekawe w kontekście, przyznawania iż polityka multikulti zawiodła. Gdy śmierć zagląda w oczy to zmieniają się priorytety?

No chyba, że to objaw pełnego multikulti, że się dostaje spazmów gdy tylko usłyszy się tak nacjonalistyczny biały hymn...

Dodatkowo prezydent Gauck broni AFD przeciw koalicji wszyscy na "faszystów" w Goerlitz

https://www.dw.com/pl/były-prezydent-niemiec-joachim-gauck-o-tolerancji-wobec-prawicy/a-49220820
 
Ostatnia edycja:

Staszek Alcatraz

Tak jak Pan Janusz powiedział
2 647
7 282
Reitschuster: W Niemczech zaczynają działać mechanizmy autorytarnej Rosji

Śledztwo po zabójstwie polityka CDU Waltera Luebckego wydaje się wskazywać na motyw polityczny. Część niemieckich polityków obarcza współodpowiedzialnością prawicowe partie. Według publicysty Borisa Reitschustera świadczy to o tym, że w RFN zaczynają działać mechanizmy znane z Rosji.

"Wiadomości dotyczące Luebckego są na czołówkach serwisów informacyjnych. Ciągle powtarza się, że Niemcy mają problem z prawicowym terroryzmem. A politycy z prawicowego i konserwatywnego spektrum, jak AfD i częściowo CSU i CDU, są obarczani współodpowiedzialnością za ten mord. Jest to dla mnie szokujące. Dostrzegam w tym mechanizmy, które znam z autorytarnej Rosji" - powiedział w rozmowie z PAP Reitschuster, który przez 16 lat był korespondentem tygodnika "Focus" w Moskwie. Jest on jednym z największych niemieckich autorytetów w sprawach współczesnej Rosji i autorem książek na ten temat.

"Przy zamachach dokonywanych przez islamistów wciąż jesteśmy napominani, że należy unikać przedwczesnych sądów, że nie należy rozciągać odpowiedzialności na całe grupy. To są przecież +samotne wilki+ i chorzy psychicznie. Natomiast w przypadku, gdzie może chodzić o mord motywowany ideologią prawicową, ci sami ludzie uprawiają dokładnie to samo przed czym wcześniej przestrzegali" - zauważa publicysta.

Zwraca przy tym uwagę, że większość mediów relacjonuje sprawę tak, jakby wszystko było już przesądzone i nie istniało domniemanie niewinności.

"Wyjątkowo niebezpieczne jest jednak to, że odpowiedzialność rozciągana jest na całą grupę. Jestem głęboko zaniepokojony, że nasza demokracja schodzi na manowce. Mówienie, że były szef kontrwywiadu (BfV) Hans-Georg Maassen jest współodpowiedzialny za zamordowanie Luebckego jest analogiczne do oskarżenia Angeli Merkel o zamachy islamistyczne, albo czyny dokonywane przez migrantów. Gdybym jednak wypowiedział w Niemczech głośno to ostatnie oskarżenie zostałbym natychmiast zbesztany jako nazista albo prawicowy ekstremista. Ta atmosfera nietolerancji, denuncjacji, zniesławiania i oszczerstwa wzbudza we mnie ogromny strach. Jeszcze cztery lata temu nie byłbym w stanie sobie wyobrazić, że czegoś takiego doświadczyłbym w Niemczech" - wyznaje Reitschuster.

Jeszcze bardziej niepokojące - zdaniem publicysty - są apele ze strony takich polityków jak były sekretarz generalny CDU Peter Tauber o odbieranie niektórym osobom podstawowych praw obywatelskich. Chadek, który jest obecnie parlamentarnym sekretarzem stanu w ministerstwie obrony miał na myśli radykalnych działaczy prawicowych.

"Kiedy słyszę, że szef MSW (Horst Seehofer z CSU) ma zamiar sprawdzić możliwości pozbawiania obywateli praw podstawowych zadaję sobie pytanie, czy ci ludzie w ogóle rozumieją czym jest demokracja. Mieliśmy w Niemczech pożar Reichstagu. Posłużył on za pretekst dla ograniczenia praw podstawowych komunistów. Nie chcę stawiać obu sytuacji na równi, ale w kraju, gdzie coś takiego się zdarzyło powinniśmy w pełni zdawać sobie sprawę, że odebranie podstawowych praw obywatelskich osobom o odmiennych poglądach politycznych, nawet radykalnie odmiennych, jest zachowaniem samobójczym. To, że 80 lat po tym, jak przeżyliśmy tę najstraszniejszą dyktaturę mamy poważnych polityków, którzy głośno mówią o sięganiu po niedemokratyczne metody głęboko mnie to przeraża. Siłą rzeczy zadaję sobie pytanie, czy Niemcy czegoś się nauczyli ze swojej historii. Jest to bowiem myślenie totalitarne. Tauber ujawnił się jako ktoś, kto nie myśli w sposób demokratyczny" - uważa Reitschuster.

Zdaniem publicysty w całej sprawie nie chodzi tylko o doraźną polityczną walkę i próbę powstrzymania wzrostu poparcia dla narodowo-konserwatywnej Alternatywy dla Niemiec (AfD).

"Mamy do czynienia z głębszym problemem. Część niemieckich elit - nazywam ich pociotkami Lenina - uważa, że posiadła prawdę i że społeczeństwo można kształtować odgórnie. Że można sprawić, że stanie się multikulturowe. Ci, którzy są przeciwni, jak to w tradycji leninowskiej, stają się +wrogami ludu+. Istnieją zatem tematy tabu, jak islam, migracja, bezpieczeństwo, obawy zwykłych ludzi, o których nie wolno mówić. Kto te tematy podejmuje jest z miejsca etykietowany jako nazista, prawicowiec. Kiedy jednak problemy są tak palące, że niektóre partie - jak AfD, mimo wszystko się nimi zajmują, to stara się takie postępowanie penalizować" - zaznacza pochodzący z Augsburga pisarz, przypominając sondaż renomowanego instytutu badań publicznych Allensbach, z którego wynika, że tylko 18 proc. Niemców otwarcie wyraża swoją opinie na wszystkie tematy.

"To są wartości, jak z państwa rządzonego przez autorytarny reżim. W tym momencie powinny zapalić się wszystkie lampki alarmowe. Zamiast tego, politycy i media zniesławiają Allensbach" - mówi publicysta.

Jego zdaniem elity polityczne są coraz bardziej oddalone od społeczeństwa i tematów, które to społeczeństwo interesuje. Jest to kolejne podobieństwo do Rosji. "Nie wiem, czy jego przyczyn należy doszukiwać się w tym, że zarówno Władimir Putin, jak i Angela Merkel zostali ukształtowani przez komunistyczne organizacje młodzieżowe. W obu krajach widać jednak próby mobilizacji społeczeństwa przy pomocy kreowania zewnętrznego wroga" - twierdzi Reitschuster.

W Rosji tym wrogiem są Stany Zjednoczone, które są wszystkiemu winne, a w Niemczech taką rolę odgrywa AfD i prawica. Tworzy się sytuację bezalternatywności - kto jest przeciwko ten jest faszystą i nazistą. "Jeśli się spojrzy jak silnie działają tu mechanizmy znane z komunistycznych organizacji kadrowych, z reżimów autorytarnych, to wzbudza to strach. Niemcy na wschodzie kraju, którzy znają te mechanizmy z doświadczenia, reagują bardzo krytycznie. Są wyczuleni. Dlatego częściowo z rozpaczy, częściowo z konieczności skłaniają się ku AfD" - tłumaczy Reitschuster.

Przyznaje też, że po spędzeniu kilkunastu lat w Rosji jest wyczulony na takie manipulacje, których celem jest dehumanizacja ludzi. "Borys Niemcow, który był moim przyjacielem, był tam kreowany na faszystę, był dehumanizowany. W końcu został zamordowany. Po ataku na posła AfD Franka Magnitza w wielu mediach mieliśmy do czynienia z trudem maskowanymi wyrazami sympatii dla tego aktu przemocy" - przypomina Reitschuster. Magnitz został w styczniu w Bremie ciężko pobity przez grupę osób.

"Obawiam się dalszego rozwoju sytuacji, bo wiem, że Niemcy są skłonni do radykalizacji. Kiedy słyszę, że Niemcy powinny ratować świat, to przebiegają mnie ciarki. Uważam, że niemiecki charakter nie powinien już nigdy uzdrawiać świata" - ocenia publicysta trawestując hasło ukute przez Franza Emanuela Augusta Geibla, niemieckiego poety i tłumacza z XIX wieku.

"Współczuję Polakom, Węgrom i Francuzom, jak muszą się czuć, kiedy okazuje się że Niemcy znów chcą naprawiać świat. Tym razem poprzez klimat i środowisko. Obawiam się, że idziemy w kierunku autorytarnego ekosocjalizmu. Uważam, że nie jest to przypadek, że dochodzi do tego za rządów Angeli Merkel, działaczki Demokratycznego Zrywu - partii, której udowodniono związki ze Stasi" - dodaje.

Zdaniem Reitschustera media w Niemczech nie tylko nie zapobiegają wzrostowi napięcia, ale wręcz mu sprzyjają.

"Przez wiele lat stawiałem niemieckie media za wzór. Obecnie nie mógłbym tego zrobić. Jestem głęboko rozczarowany postawą większej części niemieckich mediów. W wielu przypadkach mamy do czynienia z dziennikarstwem, które chce narzucać swoją wolę, wychowywać. Wiem od kolegów, że na niektóre tematy nie wolno pisać. Znam ludzi którym z komentarzy wycina się krytyczne zdania na temat rządu. Zmienia się tytuły, które są krytyczne wobec Merkel. To, że żądanie ograniczenia podstawowych praw obywatelskich nie wywołało okrzyku oburzenia pokazuje, jak szerokie kręgi dziennikarzy oddaliły się od demokratycznych i pluralistycznych pryncypiów. Najgorsze jest to, że oni sami wcale tego nie widzą. Są przekonani, że walczą w dobrej sprawie. Wydaje im się, że są bojownikami ruchu oporu. Patrząc z zewnątrz jest to tragikomiczne" - zauważa pisarz.

"Widać to zresztą tez na przykładzie relacjonowania wydarzeń z Polski. Moim zdaniem jest to absolutnie jednostronne. Jeśli czyta się niemiecką prasę, to można odnieść wrażenie, że w Polsce panują rządy autokratyczne. A właściwie prawicowa dyktatura. Przy wszystkich problemach, które w Polsce istnieją nie uważam, by jednym z nich były inklinacje autorytarne. Wręcz przeciwnie, opozycja jest silna, potrafi zorganizować opór przeciwko inicjatywom, których nie chce. Moim zdaniem w Polsce mamy do czynienia z dobrze funkcjonująca demokracją, a krajobraz medialny jest bardziej pluralistyczny niż w Niemczech i odzwierciedla szerokie spektrum opinii" - konkluduje Reitschuster.
 
Do góry Bottom