Moja skromna twórczość

workingclass

Well-Known Member
1 847
3 147
Ocalenie

Niech nikt nie będzie więcej głodny
Niech nie brakuje już nikomu
do garnka czegoś włożyć
Warzywa owoce oraz mięso
w laboratoria dajmy tworzyć
Ja w GMO widzę nadzieję
ludzkości planety ocalenie
lasów deszczowych zachowanie
klimatu zniszczenia powstrzymanie
Chcę fabryk soi bananów pomidorów
w mięsie z probówki widzę przyszłość
Niech z nasion dwóch splecionych razem
wyrasta syta rozmaitość
Chcę energii atomowej
niezależności
reaktora w każdym domu
Węgiel na zawsze pochowajmy
w kopalń najgłębszej ich odchłani
Niech ludzkość się nie zatrzymuje
niech gna pędzi zdobywa
Niech czerpie całymi garściami
z kosmosu nowych źródeł
Aby ci co chcą
naprawdę
Ocaleli
 

Alu

Well-Known Member
4 206
8 013
Skazani

Duch w potrzasku
Niemy pasażer
Zakładnik ciała
Zakładnik losu

Na nic nie wpływa
Nic sam nie sprawi
Nawet tego wiersza
Sam nie napisze

Kimkolwiek jesteś
Miłej podróży
I dobrej zabawy
Mój Towarzyszu
 
Ostatnia edycja:

Slavic

Wolnorynkowiec
362
935
W Paragwaju, w dzień deszczowy
Gazda handluje, sprzedając lody
Podatków nie ma, świetnie się żyje
Bo komuchów wieszali za szyje
Siedział spokojnie w swej jaskini
Patrząc na uprawę swojej cukini
Którą pilnowały kobiety w bikini
Nagle przyszedł nieznany człowiek
Który chciał sprzedać Gaździe krem do powiek
Na to Gazda w nastroju wkurzonym
Wziął akacza w kolorze akapowym
Odjebał człowieka i powiedział
To mój teren komuchu gdybyś wiedział
 

Alu

Well-Known Member
4 206
8 013
Do Nowego Roku

Czuję blisko już Twój zapach
Śniegu, deszczu, błota, kwiatów
Traw, owoców, słońca, wiatru
Świec na grobach i na stołach
Co mi dasz przyjmę z pokorą
Idę dalej, przyszłość woła!
 
Ostatnia edycja:

Alu

Well-Known Member
4 206
8 013
Odchudzanie

Głodny jestem jak cholera
Głód mną ciągle poniewiera
Objadałem się jak prosię
I kalorie miałem w nosie
Pożerałem wór słodyczy
Teraz mój żołądek kwiczy
Teraz za to płacę głodem
Zjadłbym całą chlewną trzodę!
 
Ostatnia edycja:

Alu

Well-Known Member
4 206
8 013
Podróże

Plaża czysta i gorąca
Język obcy, drobny piasek
Przywieź stamtąd trochę słońca
A ja nowy wiersz tymczasem
Oczekując pisać będę
Aż powrócisz z tak daleka
Swoją podróż też odbędę
Leć już, Twój Zanzibar czeka!
 

Alu

Well-Known Member
4 206
8 013
Spacer

Szare niebo
Rzęsisty deszcz
Mżawka myśli
Doskonała wymówka
By pod parasolem
Przytulić siebie samego
 
Ostatnia edycja:

Alu

Well-Known Member
4 206
8 013
Notatnik

Piszę w życiu
Jak w brudnopisie
Niestarannie
Od niechcenia
Na przypadkowych stronach
Dość już mam bazgrołów
Może czas najwyższy
Nauczyć się kaligrafii?
Chyba nie dam rady
Może zabraknąć kartek
To może chociaż z sensem?
Tylko dla Ciebie
Bardziej z szacunkiem
Mając na uwadze, że kiedyś
Rzucony w płomień
Ulecisz w nicość
mój Notatniku
 
Ostatnia edycja:

Alu

Well-Known Member
4 206
8 013
Piramida Maslowa

Był raz sobie grafik średnio zdolny
Co styl prac miał prosty, niefrywolny
Dnia pewnego poddał się zleceniu
Stwórz mi nowe wizytówki leniu!
Zrobił projekt czarnych wizytówek
U klientki achów wzbudził burzę
Zarobił tym na wodę i chlebek
I zaspokoił pierwszą potrzebę
Co w hierarchi potrzeb jest niziutko
A potrzeby wyższe? Powiem krótko
On je zaspokajał pisząc wiersze
Takie zwyklutkie, nie najmądrzejsze
 

Alu

Well-Known Member
4 206
8 013
Ananas...

Zjadłbym sobie ananasa
Zjadłbym, choćby na golasa
Pełen soków jest i słodki
Nie zostawię po nim kropli
Lecz trzy kropki... o, tak właśnie
Może coś mi w głowie trzaśnie
Jak już zjem ten złoty owoc
I wymyślę go na nowo
Póki co w hamaku wiszę
Znowu wiersz o niczym piszę...
 
Ostatnia edycja:

Alu

Well-Known Member
4 206
8 013
Xiaomi Amazfit Bip

Moja Ty kulo plastikowa u ręki
Źródło codziennej radości, udręki
Mierzysz mi długość snu, puls i kroki
Informujesz czy na niebie będą obłoki
Wziąć Cię mogę nawet do wanny
Bezlitosny poganiaczu poranny
Prezentem jesteś nad wyraz udanym
Zegarku mój ukochany
 
Ostatnia edycja:

Alu

Well-Known Member
4 206
8 013
Zmiany

Gdy nadchodzi wicher zmiany
Lepiej być przygotowanym
Mieć solidne fundamenty
Nie wyglądać marnej renty
Własny mieć kapitał złoty
By odgonić precz kłopoty
Oprzeć siebie na idei
Aż się znowu wszystko sklei
Poukłada w całość nową
Aby rozpaść się na nowo
Tak się kołem toczy życie
Nie protestuj, nawet skrycie
Głos sprzeciwu sensu nie ma
Ruszaj żwawo, iść już trzeba!
 

Alu

Well-Known Member
4 206
8 013
Okruch

Wszystko co nastąpi
Jest już zapisane
Od początku świata
Aż po jego kraniec

Uwierz mi na słowo
Wszystko ma przyczynę
Zmierza ku wieczności
Jakby przez rutynę

Niech twój duch nie wątpi
Niech odgrywa rolę
Nie zważając wcale
Na woli niewolę

Dążmy do miłości
Trochę w tym banału
Może odnajdziemy
Okruch Ideału
 
Ostatnia edycja:

Alu

Well-Known Member
4 206
8 013
Lazaret

Tu jęki, tam klnięcie
W twarz złością splunięcie
Tak kaszle i rzęzi
Ten cały świat wielki

Choroba przewlekła
Świat toczy szeroki
Choć piękne są lasy
Jeziora, obłoki

O, chory wszechbycie
Nie jesteś w agonii
Sam siebie uzdrowisz
Nie trzeba łez ronić

Wyleczmy się sami
Zacznijmy od siebie
Nie patrząc na innych
Tak będzie najlepiej
 

Alu

Well-Known Member
4 206
8 013
Może

Kolejny dzień
Po wstędze Möbiusa
Idę przed siebie
Swoim tempem

Kiedyś przystanę
Zamknę oczy
Spadnę z krawędzi
Lub sam skoczę

Może wyląduję
Po drugiej stronie
Na czterech łapach
Miękko

A może rozpłynę się
W nicości
Jak kropla deszczu
W oceanie
 
Ostatnia edycja:

Alu

Well-Known Member
4 206
8 013
Pytanie

Na zielonym wielkim stole
Pędzą bile w różne strony
Odbijając się od siebie
Zatrzymywać je - trud płonny

Tak wpadają co rusz w łuzy
Czy to wieczór, noc czy ranek
Pojawiają się z powrotem
Choć podobne, nie te same

Kto je popchnął, kto był pierwszy
Kto ten dziwny sport uprawia
Gdzie widownia, ilu graczy
Wciąż te same są pytania

Nie ma na nie odpowiedzi
Tak się rodzą podejrzenia
Że widowni, ani graczy
Ani nawet sensu nie ma

Może kiedyś biała bila
Sama w końcu pozostanie
Wtedy szeptem padnie z mroku
"Gramy jeszcze raz kochanie?"

Bile.jpg
 
Do góry Bottom