LGBT

Volvek

Well-Known Member
786
1 800
Ktoś ma prawo uważać się za kobietę, albo za osobę niebinarną, albo za kogokolwiek/cokolwiek innego. Ja mam prawo uważać inaczej i "dyskryminować". Jeśli miałbym w gronie znajomych taką osobę i poprosiłaby mnie o nazywanie jej w określony sposób to rozpatrywałbym indywidualnie taki przypadek, prawdopodobnie zgadzając się na inne nazewnictwo, bo nic mnie to nie kosztuje.

Problemy zaczynają powstawać wtedy, gdy przykładowo mężczyzna identyfikuje się jako kobieta i zaczyna dochodzić do nadużyć, o których już od pewnego czasu słychać - te "kobiety" biorą udział w rywalizacjach w kategoriach kobiecych i potem wygrywają medale mając nieuczciwą przewagę. Jest oczywistą prawdą naukową, że mężczyźni mają biologicznie lepsze predyspozycje fizyczne. Lewica tę naukę odrzuca i próbuje ją zastąpić swoją nauką.

Albo Margot identyfikuje się jako kobieta i oczekuje, że będzie przeszukiwana przez policjantkę, a nie policjanta, bo przeszukiwanie przez policjanta to jest gwałt, a przebywanie w męskim areszcie to tortury. Z tym, że słyszałem, że Margot to nie tyle kobieta, co osoba niebinarna, czyli nie identyfikuje się z żadną płci. Nie wiem dokładnie na czym to polega, ale w takim razie nie ma dla niej/niego odpowiedniego aresztu, skoro nie jest ani mężczyzną ani kobietą.

Nie tak dawno temu była sytuacja w Anglii, że transseksualista poszedł na depilację krocza (miał genitalia męskie, ale uważał się za kobietę), a Pani prowadząca salon odmówiła mu obsługi. Została pozwana do sądu, a w internecie była krytykowana i uznawana za transfoba. Z tego co pamiętam na szczęście nie została ukarana przez sąd i nie została zmuszona do wykonania zabiegu.

I tak można wymieniać. Rozumiem argument prawicy/konserw, że jak zaczniemy przystawać na te rzeczy to to się rozprzestrzeni i cywilizacja stanie na głowie. Nie zgadzam się z konserwami na różne tematy i staram się kierować po prostu zdrowym rozsądkiem. W tych tematach mam wrażenie, że znacznie bliżej zdrowemu rozsądkowi jest konserwom niż lewicowcom.

Rozumiem natomiast lewicę w kwestii walki z katolikami, a konkretnie z katolickim radykałami, którzy uważają, że homoseksualizm to grzech i potępiają takie osoby. Podobnie jak lewica uważam, że to nie w porządku i nie idzie w parze z nauczaniem o wzajemnym miłowaniu się. Niestety wciąż sporo osób w społeczeństwie ma podejście "pedały do gazu". Niektórzy księża na świecie zaczynają rozumieć, że nie musi tak być i bronią osób o innych orientacjach. Przede wszystkim każdy powinien być równy wobec prawa i nie powinno oceniać się ludzi ze względu na płeć czy orientację, a ze względu na czyny. I wtedy mamy dobre społeczeństwo.
 
Ostatnia edycja:

from_my_cold_dead_hands

Well-Known Member
271
453
Rozumiem natomiast lewicę w kwestii walki z katolikami, a konkretnie z katolickim radykałami, którzy uważają, że homoseksualizm to grzech i potępiają takie osoby.
Mówisz o homoseksualizmie, czy homoseksualnym seksie? Bo homoseksualny seks to każdy katolik za grzech uważa, nie tylko jak ich nazwałeś "katoliccy radykałowie"
A grzeszących upominać to jeden z uczynków miłosierdzia względem duszy
 
Ostatnia edycja:

Volvek

Well-Known Member
786
1 800
Mówisz o homoseksualizmie, czy homoseksualnym seksie? Bo homoseksualny seks to każdy katolik za grzech uważa, nie tylko jak ich nazwałeś "katoliccy radykałowie"
A grzeszących upominać to jeden z uczynków miłosierdzia względem duszy
W sumie niejasno się wyraziłem. Chodzi o to co napisałem potem, czyli kwestia szczucia na osoby o innej orientacji i budowania narracji, że są to osoby gorsze, chore itp. Nie zgadzam się z tym i uważam, że lepiej by było gdyby liczyło się to jak postępujemy, a nie jakie mamy preferencje seksualne. To jest jedna z rzeczy, w których popieram rozsądnych lewicowców, czyli uświadamianie, że wszyscy jesteśmy ludźmi. Problem w tym, że jest to wykorzystywane przez radykalną lewicę do zwalczania kościoła (co też godzi w prawo kościoła do wyrażania własnego zdania, mimo że się z nim można nie zgadzać) i wciskania na siłę swojej ideologii, a tego już nie popieram, idzie to zdecydowanie za daleko. Popieram przede wszystkim zdrowy rozsądek i ocenianie ludzi po czynach. "Po owocach ich poznacie" xD
 

inho

Well-Known Member
1 633
4 188
Wydaje mi się, że większość z nas nie miałaby z czymś takim problemu i ze zwykłej ludzkiej przyzwoitości czy z grzeczności zwracałaby się do przykładowego Michała per Margot. Z tym że jednocześnie nadal uważałaby taką osobę za mężczyznę, lecz w bezpośrednich relacjach odnosiłaby się niego jak do kobiety. Innymi słowy prywatnie uważałaby taką osobę za mężczyznę, a publicznie czy w bezpośrednim kontakcie za kobietę.

Problem moim zdaniem polega na tym, że takie osoby jak Michał vel Margot chciałyby i chyba dążą do tego, by pozostali nawet prywatnie zaczęli uznawać je zgodnie z ich identyfikacją płciową. I tu jest chyba główna oś sporu.
Zgadzam się w tej kewstii z @Volvek - każda sytuacja powinna być rozpatrywana osobno.

Szczególnie rozróżniłbym relacje bezpośrednie o charakterze towarzyskim od wypowiedzi oficjalnych. Towarzysko można grać w różne społeczne gierki językowe, natomiast w sytuacjach oficjalnych, w poważnej dyskusji - mam wątpliwości. Uważam, że każdy (szczególnie naukowiec, dziennikarz, polityk itp.), kto w oficjalnej wypowiedzi opisuje mężczyznę jako kobietę, podważa swoją wiarygodność.

O ile towarzysko możemy sobie poudawać, że Ziemia jest płaska, to czy w publicznej, naukowej dyskusji, mamy robić z siebie idiotę, żeby nie urazić czyichś uczuć? Byłby to kolejny przejaw narastającego społecznego infantylizmu i emocji przeważających nad rozumem i godnością człowieka. No i rodziłoby to pytanie: w jaki sposób odróżnić "płaskoziemca z głupoty" od "płaskoziemca z uprzejmości"?

Moim zdaniem wprowadzanie tego typu konwenansów do debaty publicznej prowadzi do dalszej degeneracji komunikacji międzyludzkiej i jest gigantycznym krokiem w stronę systemowego miksu Idiokracji i Roku 1984.
 

kompowiec

Open Source Boy
1 710
1 728
Czyli uznajemy bzdury aby się lepiej poczuć. Wystarczy więc mieć wyjebongo w uczucia problem solved. A jak ktoś się nie zgadza i staje się z tego powodu agresywny to mówić że psychopata i wymaga leczenia. Abraham lincoln opanował to do perfekcji.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 846
21 970
PiS się stawia KE, a przy okazji bawi się dalej w demagogię.

Ziobro zapowiada wsparcie "dla gmin szykanowanych przez KE". Tuchów otrzymał trzy razy więcej, niż miała mu przyznać Komisja
Dzisiaj, 12:30
Minister sprawiedliwości zapowiedział wsparcie dla gmin, którym Komisja Europejska nie przekazała środków unijnych z przyczyn - w jego ocenie - ideologicznych. Zapowiedział też wniosek do premiera w sprawie utworzenia stałego mechanizmu takiego wsparcia. Jak wyjaśnił, ministerstwo uwzględniło wniosek gminy Tuchów o wsparcie finansowe i przyznało jej kwotę trzykrotnie wyższą niż ta, która nie została przyznana przez KE. Na czeku, który otrzymali przedstawiciele gminy, widnieje logo Funduszu Sprawiedliwości.
Komisarz ds. równości Helena Dalli poinformowała pod koniec lipca o odrzuceniu sześciu wniosków o środki na projekty w ramach unijnego programu "Partnerstwo miast". W ich składanie, jak wskazała komisarz, zaangażowane były polskie władze lokalne, które przyjęły rezolucje dotyczące "stref wolnych od LGBTI" lub "praw rodzinnych".
Minister sprawiedliwości na wtorkowej konferencji prasowej w siedzibie resortu, zapowiedzianej pod tytułem "Wsparcie dla gmin skrzywdzonych przez komisarz Dalli" mówił m.in. o związanej z taką decyzją sytuacją gminy Tuchów (woj. małopolskie).
Jego zdaniem, tylko dlatego, że radni tej gminy "mieli odwagę upomnieć się o podstawowe wartości związane z ochroną rodziny", stali się "przedmiotem szykan i napaści" ze strony komisarz. Kwota, której nie przyznano gminie, to - jak mówił Ziobro - ok. 80 tys. zł.
- Mamy dobrą wiadomość dla tej gminy, ale też i w przyszłości dla każdej gminy, która byłaby szykanowana w ten sposób przez Komisję Europejską z przyczyn ideologicznych - podkreślił minister. Jak wyjaśnił, resort sprawiedliwości uwzględnił wniosek gminy Tuchów o wsparcie finansowe i przyznał jej kwotę trzykrotnie wyższą niż tę, którą "odebrała pani Dalli".
Przedstawiciele gminy Tuchów odebrali symboliczny czek na kwotę 250 tys. zł. Pieniądze mają zostać spożytkowane na rzecz ochotniczych straży pożarnych, które "zajmują się bezpośrednio bezpieczeństwem i pomocą udzielaną mieszkańcom".
W ocenie Ziobry, to wsparcie ma wymiar podwójny. - Udzielamy wsparcia dla gminy, która ma tu agendę prorodzinną i angażuje się we wsparcie dobrze funkcjonujących rodzin, sprzeciwiając się narzucaniu sprzecznej z polską kulturą, tradycją, ale też i polskim porządkiem prawnym, ideologii LGBT+, ideologii gender, którą forsuje Komisja Europejska - powiedział. Jednocześnie - dodał - wspierane są pożyteczne działania dla mieszkańców.
Ziobro poinformował ponadto, że w sprawie tej wystąpi także do szefa rządu. - Skieruję wniosek do pana premiera Morawieckiego, abyśmy pomyśleli nad stworzeniem takiego stałego mechanizmu wsparcia dla tych gmin, które - zgodnie z zapowiedziami pani komisarz Dalli - mają być szykanowane ewentualnie za to, że wspierają politykę prorodzinną - zapowiedział. - Takie gminy muszą wiedzieć, że polskie państwo stoi za nimi - dodał.
Zbigniew Ziobro już wcześniej zwracał się do rządu, aby ten zareagował w Komisji Europejskiej w kwestii dorzuconego wniosku o środki unijne od sześciu polskich miast. Swój apel kierował do premiera Mateusza Morawieckiego.
"Minister Zbigniew Ziobro poprosił premiera Mateusza Morawieckiego, aby stanowczo zareagował na forum Komisji Europejskiej, ponieważ decyzje Komisji są niedopuszczalne i bezprawne" - napisał resort w swoim komunikacie.
Pieniądze po raz kolejny pochodzą z Funduszu Sprawiedliwości
Pieniądze dla gminu Tuchów pochodzą z Funduszu Sprawiedliwości. W teorii ma pomagać ofiarom przestępstw. Jednak w ostatnich latach pieniądze w dużej mierze trafiały do organizacji zbliżonych do Kościoła, w tym tych należących do ojca Rydzyka.
Specjalistyczna, bezpłatna i poufna pomoc dla ofiar przestępstw, osób pokrzywdzonych i ich rodzin to obowiązek nałożony na każde państwo UE w ramach unijnej dyrektywy. Środki te płynąć mają właśnie z Funduszu Sprawiedliwości, który dysponuje wielomilionowymi kwotami pochodzącymi m.in. z nawiązek wpłacanych przez sprawców przestępstw.
W 2015 r. środki na pomoc ofiarom wynosiły ponad 30 mln zł. Rok później suma ta znacząco wzrosła do 385 mln zł, a w 2017 r. aż do 463 mln zł. Problem jednak w tym, że mimo zwiększenia środków w Funduszu, z roku na rok ofiary przestępstw dostawały z niego coraz mniej pieniędzy.
Jak podawał portal OKO.press, w 2015 r. - gdy w Funduszu było około 30 mln zł - aż 80 proc. z tych środków trafiło do organizacji pozarządowych zajmujących się wspieraniem ofiar przestępstw. Rok później, gdy Fundusz dysponował już blisko 400 mln zł, do pokrzywdzonych trafiło zaledwie 5 proc. tej sumy. Zaś w 2017 r., kiedy w Funduszu było 463 mln zł, organizacje pozarządowe zajmujące się pomocą ofiarom przestępstw dostały z tych pieniędzy zaledwie 3 proc.
Rodzaj organizacji pozarządowych, które od 2016 r. zaczęły wygrywać ministerialne konkursy na rozdział środków z Funduszu Sprawiedliwości zaczął stawać się coraz bardziej jednorodny. Mają one głównie profil prawicowy, często są zbliżone do kościoła lub bezpośrednio z nim związane, jak choćby podległy Konferencji Episkopatu Polski Caritas.
Środki z Funduszu trafiły też do instytucji powiązanych z ojcem Tadeuszem Rydzykiem. W 2017 r. w ramach konkursu na projekty mające służyć przeciwdziałaniu przyczynom przestępczości Fundacja Lux Veritatis dostała blisko 650 tys. zł. Na jaki cel? Przygotowanie reportaży interwencyjnych i... koncert kolęd. Rok później Lux Veritatis dostała z Funduszu Sprawiedliwości blisko 420 tys. zł.
 

NoahWatson

The Internet is serious business.
1 032
2 376
Problem wspólnego pastwiska objawiający się w postaci sporu o pomnik smoka wawelskiego.

Hmm, Franciszek Vetulani... Czy chodzi o wnuka znanego, zmarłego już neurobiologa i biochemika? Czy może zbieżność nazwisk przypadkowa?

Angelika Pitoń
9 sierpnia 2020 | 07:00

"Złaź stamtąd i nie pajacuj", "Teraz ja protestuję, chcę dziecku zrobić ze smokiem zdjęcie", "Nie może pan jakoś inaczej protestować, a nie w miejscu publicznym?" - wykrzykiwały do młodego aktywisty rodziny w sobotę pod Wawelem. Mężczyzna zawiesił na Smoku Wawelskim tęczową flagę. Policjanci spisali go za "zakłócanie porządku publicznego".
"Syrenka warszawska ma w dłoni miecz i tarczę. Ma tęczę i bandanę. To nasze wezwanie do walki. Jak długo będziemy zasypiać z myślą, że i tak nic się nie zmieni, tak długo będzie trzeba przypominać o tym, że istniejemy. Że nie jesteście sami i same" - napisały Margot i Łania z kolektywu "Stop Bzdurom", kiedy rozwiesiły tęczowe flagi i różowe chusty na pomnikach Kopernika, Piłsudskiego, Chrystusa przed Bazyliką św. Krzyża i na syrence w Warszawie.
W piątek Margot zatrzymano. Decyzją sądu najbliższe dwa miesiące spędzi w areszcie, bo zniszczyła furgonetkę fundacji "Pro-prawo do życia", głoszącej kłamliwe, homofobiczne hasła. Oprócz Margot zatrzymano 48 osób, które protestowały przeciwko zatrzymaniu. W Krakowie i innych miastach Polski przez cały weekend organizowane są pikiety solidarnościowe.
Pod komisariatem na ul. Szerokiej w Krakowie w sobotę był też Franciszek Vetulani razem z przyjaciółmi. A potem, kiedy wracali bulwarami wiślanymi, Franek, wzorem Margot, postanowił zawiesić tęczową flagę na Smoku Wawelskim. - To, co wydarzyło się w piątek w Warszawie zszokowało mnie. Nie zgadzam się na takie bezprawie, brutalność policjantów. Chciałem w taki sposób okazać solidarność z Margot i aresztowanymi aktywistami - mówi krótko chłopak.
Policja spisała go, bo zawiesił tęczową flagę na smoku wawelskim
Franek zawiesił flagę na smoku, a sam stanął obok z transparentem: "Murem za Margot". Jak relacjonuje, wokół pomnika szybko zrobiło się zamieszanie. Częśc osób domagało się natychmiastowego ściągnięcia flagi. Na pomnik wspiął się ok. 30-letni mężczyzna, który chciał wyrwać smokowi flagę. Franek zagrodził mu jednak do niej dostęp.
Jak wylicza chłopak, zaledwie po kilku, 5-7 minutach na Bulawarach dwa duże radiowozy policyjne, tzw. suki.
- Podeszło do mnie dwóch policjantów i zażądali zejścia z pomnika. Odmówiłem, uprzedzając zgromadzonych, że akcja nie potrwa długo i nie mam zamiaru stawiania oporu. Policja wylegitymowała mnie więc i spisała - relacjonuje Franek. Policjanci wylegitymowali też pozostałą piątkę znajomych Franka stojących pod pomnikiem.
Powód: zakłoćenie porządku publicznego.
Zatrzymanie Margot. Turyści: Pan mi zabiera miejsce publiczne. I to mnie oburza bardziej
Ten moment nagrał nasz fotoreporter, Jakub Włodek. Na filmie słyszymy, jak przechodnie sprzeczają się o to, czy flaga na wawelskim smoku powinna wisieć, czy też nie. "Może pan zdjąć tę flagę? Chciałem zrobić zdjęcie" - mówi jeden z mężczyzn. A do policjantów mówi: "Można prosić o interwencję czy mam interweniować sam?". "A nam się akurat flaga podoba" - odpiera stojąca obok kobieta. "Nikomu przecież ta flaga nie przeszkadza" - dodaje inna osoba. Słychać krzyki: "Brawo", "Gratuluję odwagi". Ale chwilę później podchodzą kolejni: "Złaź stamtąd i nie pajacuj, ku*wa", "Teraz ja protestuję, chcę dziecku zrobić ze smokiem zdjęcie".
Policjanci (według wyliczeń świadków pod koniec akcji wokół pomnika zebrało się siedmioro funkcjonariuszy) przekazali chłopakowi, że interweniują, bo otrzymali kilka zgłoszeń o zakłoceniu porządku publicznego. - Równocześnie zaznaczono, że nie ma tu mowy o znieważaniu uczuć religijnych, jak w Warszawie - dodaje Franek.
Chłopak od początku tłumaczył zgromadzonym, dlaczego powiesił flagę na pomniku i co działo się w piątek w Warszawie. Dla turystów ważniejsze było jednak zrobienie zdjęcia smokowi. Jedna z kobiet powiedziała do Franka: - Nie może pan jakoś inaczej protestować? Czemu ja mam przez pana cierpieć? Pan mi zabiera miejsce publiczne. I to mnie bardziej oburza niż tamta sprawa - powiedziała kobieta.
Kiedy smok zionął ogniem, w dyskusję włączyły się kolejne osoby. Łucja Dębińska, która wracała z Frankiem z protestu mówi: - Wykrzykiwano, że mamy "pier*olić się w domu, a nie w przestrzeni publicznej". Jeden z mężczyzn chciał nam zrobić zdjęcie, bo jak powiedział "żyje 40 lat i nic głupszego nie widział". Ludzie, zwłaszcza mężczyźni, byli agresywni, atakowali nas słownie - przyznaje.
Nie było to jedyne reakcje na happening Franka. Niektórzyli bili brawa, gratulowali odwagi, krzyczeli: "a mnie się tęcza podoba", "tak trzymać".
"To bezzasadna interwencja"
Franek po ok. dwudziestu minutach zdjął z pomnika flagę i zszedł ze skały, na której postawiony jest smok wawelski. - Kiedy zszedłem, poproszono mnie, abym podszedł pod radiowóz w celu zakończenia czynności. Ale zastrzegli od razu, że nie będę do niego wsiadał. Poszedłem tam więc i chwilę później mnie wypuszczono - podsumowuje Franek.
Oliwia Piechura, koleżanka Franka obecna na miejscu: - Z całej siódemki tylko dwóch funkcjonariuszy przedstawili się. Jeden z nich nie chciał podać swoich imion i nazwisk twierdząc, że jest w mundurze, więc nie musi tego robić. Nie chciał pokazać legitymacji, podać numeru odznaki. Usłyszeliśmy, że jesteśmy wścibscy i zadajemy za dużo pytań - dodaje. Wtóruje jej Łucja Dębińska, która nie ukrywa zdziwienia, że policjanci pojawili się tak licznie, i przede wszystkim - tak szybko. - Kiedy kilka tygodni temu, w nocy, grożono Frankowi pobiciem i atakiem nożem, policjanci zjawili się po 30 minutach. Tym razem dojechali pod Wawel w kilka minut - rozkłada ręce dziewczyna.
Kiedy rozmawiamy później, Franek podkreśla: - Nie rozumiem celu tej intwencji. Zakłócanie porządku? Lojalnie uprzedzałem, że za moment zejdę z pomnika. W Polsce łamane są prawa człowieka, nie można milczeć, udawać, że nic się nie dzieje. To była manifestacja polityczna, mam do niej konstytucyjne prawo - odpiera. - Ta władza i jej poczynania są tak samo złe dla nas, jak i dla policji. Sytuacja, w której rządzący wykorzystują policję do własnych rogrywek jest ujmą dla policyjnego munduru - puentuje.
O komentarz w tej sprawie poprosiliśmy krakowską policję. Na odpowiedź czekamy.
Tak, chodzi o wnuka prof. Jerzego Vetulaniego
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 846
21 970

Michał Sz. napisał:
My jako anarchistki, jesteśmy wroginiami tradycyjnego modelu polskiej rodziny, która jest głównym źródłem przemocy dla młodych osób w Polsce. Nigdy nie obchodziła nas dyskusja z prawicą na temat ich wizji rodziny. Podobnie, stały stosunek mamy do własności prywatnej, protestów czy akcji bezpośrednich.
Przestań pierdolić. Głównym źródłem przemocy jest zawsze państwo.


Lance do boju, dildosy w dłoń. LGBTowca goń, goń, goń.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 846
21 970
Adam Wielomski mocno wchodzi w klimaty wyordnungowanych ciot w nazistowskich jebalniach. ;)


Przeglądając Internet pod kątem nazistowskiego imperializmu i ekspansjonizmu III Rzeszy – którym to tematem ostatnio zajmuję się naukowo – znalazłem niedawno, na jednej z gejowskich stron w języku francuskim, obszerny kilkuczęściowy artykuł na temat historii homoseksualizmu w Związku Radzieckim. Początkowo byłem zaskoczony, że wpisując słowa kojarzące się z narodowym socjalizmem, III Rzeszą i faszyzmem, w wynikach pokazała mi się strona gejowska na temat represji homoseksualizmu w ZSRR. Dlaczego?
Ano dlatego, że autor tekstu szeroko rozpisywał się na temat prześladowań aktywu homoseksualnego w ZSRR. Najpierw opisał błogie czasu tolerancji w epoce Lenina, a potem ciemną epokę dla owej mniejszości w czasach Stalina. Otóż, w 1934 roku – na osobisty rozkaz Jozefa Wissarionowicza Stalina – do radzieckiego kodeksu karnego wpisano artykuł penalizujący homoseksualizm, będący prawie toćka w toćkę przepisanym podobnym artykułem z kodeksu karnego sprzed rewolucji radzieckiej. Ale najciekawsze było uzasadnienie, które dał Stalin dla tej inicjatywy prawodawczej, a które spowodowało, że strona wyskoczyła mi, gdy szukałem informacji związanych z faszyzmem i z nazizmem. Otóż, Stalin nakazał penalizację homoseksualizmu, określając to zachowanie mianem „faszystowskiego zboczenia”. Niestety, autor nie podał jak termin ten brzmiał po rosyjsku, ale przypomniało mi się, że w faszystowskich Włoszech homoseksualizm określano wtenczas podobnym mianem „niemieckiego zboczenia” (vizio tedesco), a raczej o wspólne ustalenia językoznawcze włoskich faszystów i radzieckich komunistów nie podejrzewałem.
Temat jakoś mnie podświadomie dręczył przez dwa czy trzy tygodnie, aż nagle rzuciłem Eureka! Zrozumiałem skąd ta zbieżność języka faszystów włoskich i komunistów moskiewskich. Kluczem do wszystkiego jest fakt, że Stalin wprowadził penalizację homoseksualizmu w 1934 roku, a przecież w tymże 1934 roku w Niemczech Adolfa Hitlera miała miejsce Noc Długich Noży, w czasie której SS wymordowało kilkaset osób, z których większość stanowili członkowie lewicującej SA, na czele z Ernstem Röhmem. Jak ustalili historycy, istotą sporu były kwestie ideologiczno-polityczne, to znaczy postulaty zgłaszane przez kierownictwo SA: 1/ po przeprowadzeniu „rewolucji narodowej” konieczności przeprowadzenia „rewolucji socjalistycznej”, co wywoływało panikę w popierających NSDAP środowisk biznesowych; 2/ połączenia dwumilionowej SA ze stutysięczną Reichswerą, przy jednoczesnym przekształceniu stopni w SA w stopnie wojskowe, co oznaczałoby roztopienie wojska w przybudówce partyjnej, co niepokoiło korpus oficerski. Jednakże oficjalnym uzasadnieniem pogromu SA był masowy homoseksualizm w jej kierownictwie. Rzeź uzasadniono przyczynami „moralnymi”, tak jakby Adolf Hitler znał Ernsta Röhma od wczoraj, nie wiedział o jego homo-sado-masochistycznych orgiach, z udziałem licznego grona kierowniczego SA, przy których to zabawach dziesiątkami wykorzystywano seksualnie nieletnich chłopców z SA i z Hitlerjugend. Orgie te były powszechnie znane i wiele pisała o nich ówczesna nienazistowska prasa. Wiemy, że już przed 1934 roku Heinrich Himmler przynajmniej kilkakrotnie interweniował w tej sprawie u Hitlera, wskazując dwa aspekty tego problemu: 1/ zachowanie kierownictwa SA kompromituje ruch narodowo-socjalistyczny w oczach opinii publicznej; 2/ homoseksualne praktyki w SA ośmieszają oficjalnie głoszone hasła NSDAP na temat konieczności masowej i przyśpieszonej reprodukcji ludzi należących do „rasy nordyckiej”, roli macierzyństwa, matki, rodziny, etc.
O homoseksualnych tendencjach wielu czołowych nazistów, szczególnie zaś w SA, informowała przedwojenna prasa niemiecka. Część z tych informacji stanowiły opisy homoerotycznych eskapad i balang nazistów, a część były to informacje wyciekające z Instytutu Seksuologicznego w Berlinie, prowadzonego przez żydowskiego lekarza dra Magnusa Hirschfelda (zresztą bodaj także homoseksualisty, ale o liberalno-lewicowych poglądach). W Instytucie znajdowały się akta kilkudziesięciu tysięcy osób uznanych za dewiantów seksualnych najrozmaitszego rodzaju, w tym także homoseksualistów. Najprawdopodobniej kartoteki posiadali tutaj także homoseksualiści działający w SA i NSDAP. Co tam dokładnie było nie wiemy, gdyż naziści całą dokumentację puścili z dymem w 1934 roku, zapewne aby zatrzeć ślady własnej działalności lokującej się w zakresie zainteresowania Instytutu.
Nawiasem mówiąc, to homoseksualne skłonności niemieckich nazistów nie były niczym dziwnym. Skłonność ta była wielokrotnie opisywana, gdyż pruscy militaryści i szowiniści od lat fascynowali się ideą „związków mężczyzn” (Männerbünde). Czytałem kilka tekstów twórców takich organizacji, i kilka pozycji naukowych na ich temat, i powiem szczerze, że unosi się w nich rodzaj „homoseksualnej atmosfery”, fascynacji męskością, męskim ciałem, przy równoczesnej niechęci i pogardzie dla kobiet, które zresztą nie miały do nich wstępu. Sam fakt, że tebański Święty Zastęp jest tu wielokrotnie przywoływanym wzorcem sam w sobie jest wielce znaczący. O ile w okresie międzywojennym Paryż uważano za stolicę kobieciarzy i – jak to się teraz nazywa – „sexworkerek”, to Berlin uważany był w tym czasie za stolicę europejskiego homoseksualizmu. Status wice-stolic miały Kolonia i portowy Hamburg.
Czy fakty te mogły być tajemnicą dla wywiadów radzieckiego czy włoskiego w okresie międzywojennym? Czy Benito Mussolini i Józef Stalin mogli nie wiedzieć o nadreprezentacji homoseksualistów w SA i pośród założycieli nazizmu? Z pewnością raportowała na ten temat tajna agentura, wieści prasowe studiował tzw. biały wywiad, zapewne pisali o tym ambasadorzy i konsulowie. Stąd równoczesne pojawienie się w Italii faszystowskiej i w Związku Radzieckim terminów „zboczenie niemieckie” lub „zboczenie faszystowskie”.
Adam Wielomski
 
Do góry Bottom