LGBT

D

Deleted member 6905

Guest
Tylko, że jakiej grupy osób dotyczą zajęcia propagandowe dotyczące homoseksualizmu w polskich szkołach? Ile osób homoseksualnych żyje w Polsce? Kilkaset tysięcy maks, bo przecież nie 20% z całego społeczeństwa jak mówiono kilkanaście lat temu. A sprawy ekonomiczne, gospodarcze dotyczą wszystkich. Dlatego łatwiej jest uzasadnić zajęcia Instytutu Misesa w szkołach, niż te "równościowe".
 

noniewiem

Active Member
129
167
Co ci ma udowodnić, że korpo i rządy nie łożą kasy na lgbt?
Nie jesteś za bystry. Nie to było do udowodnienia.

Wystarczy popatrzeć na jakie stowarzyszenia i fundacje dawała kasę bufetowa oraz komu daje kasę Trzaskowski.
Nie wiem też kto daje kasę na dowożenie autokarami tego kwiczącego barachła z miasta do miasta.
Ty też nie jesteś za bystry. Rozmawialiśmy o tym czy ludzie zdają sobie sprawę z dofinansowywania ruchów LGBTQI+ i czy dla populacji LGBT to popierdoleńcy i agenci obcych mocarstw.

Białystok. To wystarczy.
Nie wiem o co chodzi. Zresztą to przykład anegdotyczny. Rozmawialiśmy o sytuacji w Polsce a nie w Białymstoku który nie jest dla Polski reprezentatywny ani trochę.
 
D

Deleted member 6905

Guest
Nie jesteś za bystry. Nie to było do udowodnienia.
Też nie jesteś zbyt bystry. Czekałeś kilka dni (a na forum jesteś codziennie), aby to napisać. Nieźle, aż tyle czasu potrzebowałeś na rozruch?
A napisałem co napisałem z rozpędu, na wypadek gdybyś się na przyszłość o to też pytał oraz chciał, aby ci to też udowodniono.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 851
21 989
@FatBantha
Nie podważam tego, że nie ufasz politykom, ale to samo może dotyczyć libertarian, którzy określają się jako proLGBT. Twój upór sprawia, że łatwo będzie Ci przykleić mordę zawoalowanego propagandysty obecnej władzy, tak jak Ty z przeciwnej strony robisz jakiś propagandystów USA czy co tam przypisywałeś. Powinno Ci to dać do myślenia. Jak nie daje to trudno. Za troskliwą matulę tu robić z pewnością nie będę.
Hoppemu w takim razie również. Patrz, jak łatwo można przegapić ten moment, kiedy Hans Hermann dołącza do sztabu wyborczego Andrzeja Dudy. ;)

@kr2y510
Teraz ciekawostka. Wiesz, że polski Instytut Misesa też prowadził zajęcia propagandowe w polskich szkołach? Nawet próbował przepchnąć wydaną przez siebie książkę jako podręcznik szkolny, co jednak się mu nie udało. Różnie można oceniać wykorzystywania reżimowych instytucji do własnych celów. Jednak jak negatywnie to oceniasz to miej świadomość, że wśród wolnorynkowców też są tacy co to w szkołach dzieciom komuchów rąbią pranie mózgów. A komuchy sobie mogą tego nie życzyć. I jeśli uznajesz jakieś ogólne zasady to w chwili gdy z działalności jednej organizacji robisz uogólnienie na całe środowisko to wedle tej zasady powinieneś wysnuć podobny wniosek na temat „prawdziwych celów” wolnorynkowców.
Propaganda Instytutu Misesa jest procywilizacyjna, ponieważ dzięki przekazywanej przez ten instytut wiedzy, można z większym zrozumieniem spojrzeć na to jak wygląda życie gospodarcze, czym jest w kapitalizmie produkcja i co należy robić, aby ludzie mogli najbardziej sprawnie zaspokajać swoje potrzeby. Dzięki tej wiedzy, mogą także nauczyć się odnajdować utrudniające to przeszkody, prowadzące do błędnej oceny sytuacji. Jest więc niezmiernie pomocna w tym, aby pierwszy raz spojrzeć w ten sposób na społeczeństwo, w którym się żyje i funkcjonuje, odkrywając różnicę między tym co w gospodarce może działać oraz co działać nie może i tym samym ułatwić młodym ludziom dołączenie do gry, gdy przyjdzie na to czas. Bez względu, czy są oni kobietami czy mężczyznami. Hetero, homo czy bi.

Propaganda LGBT jest antycywilizacyjna z racji tego, że nie niesie wiedzy przydatnej ogółowi, jest obliczona wyłącznie na wytwarzanie sporu politycznego i mobilizowanie ludzi do ostracyzmowania innych, wyrabiania w nich poczucia winy, które w założeniu ma heteronormatywną większość skłaniać do pokory i przybierania tonu apolegetycznego oraz dalszego obniżania progu wrażliwości na dekadencję i relatywizację moralną reprodukcyjnych i niereprodukcyjnych zachowań seksualnych, uznając w założeniu, że są sobie równe.

Z marginalnych grup, będących tolerowanymi na marginesie społecznym i posiadających na tyle swobody, by prywatnymi środkami tworzyć odrębne subultury, lewica uczyniła swojego złotego cielca a teraz chce nas zmuszać, abyśmy oddawali mu pokłon.

Kiedyś takim złotym cielcem byli robotnicy, mieliśmy więc kult robola a nawet cały nurt w sztuce, zwany socrealizmem, który opiewał jego heroiczną walkę z wyzyskiem kapitalizmu. Nie służyło to niczemu innemu, jak tylko zaznaczaniu swojej dominacji w przestrzeni publicznej przez rządzących komunistów. Dzisiaj takim zaznaczaniem dominacji w przestrzeni są Parady Równości, na których lewicowi politycy składają obietnice politycznej realizacji postulatów chowających urazę do normalnej większości "kochających inaczej". Być może jeżeli wygrają i uda się im narzucić swoje normy, doczekamy pomników LGBTowców i gejrealizmu. Na centralnym placu miast wzniosą "Zwycięska trans-kołchoźnicę z wibratorem w dupie" ;)

Dlatego, jeżeli ktoś mnie pyta, dlaczego sprzeciwiam się walce o prawa gejów, mogę odbić piłeczkę: a co ty miałbyś przeciwko walce o prawa robotników w XIX wieku?

Sytuacja jest analogiczna. Dzisiaj trudno odróżnić lesbijkę czy geja politycznie zradykalizowanego i popierającego ruch LGBT od tych którzy będą popierać heteronormatywną kulturę. Tak samo przez istnienie ruchu socjalistycznego w XIX wieku trudno było odróżnić zwykłego robotnika od tego czerwonego, zakażonego, popierającego postulaty socjalistów. Na wszystkich więc domyślnie patrzono z podejrzeniem, nie będąc pewnym lojalności całej warstwy społecznej. I trudno było się temu dziwić.

Lewica spowodowała, że ja dzisiaj podejrzliwie patrzę na nieheteryków i skłaniam się raczej do hoppeańskiego, prewencyjnego, wykluczającego, dyskryminującego helikopterianizmu. So start up the rotors, a Bóg rozpozna swoich.

P.S.

Wielkim problemem zresztą nie są nieheteronormatywni jako tacy, bo ilu ich jest w całym społeczeństwie? Problemem jest to, że do walki o ich prawa mobilizuje się znaczną część heteronormatywnego ogółu, który chociaż osobiście nie skorzystałby na realizacji tych postulatów, to woli wykorzystywać je jako pałkę na niedostatecznie postępowych oraz narzędzie kontroli służące do wymuszania posłuszeństwa.
 
Ostatnia edycja:

inho

Well-Known Member
1 633
4 203
@kr2y510
Teraz ciekawostka. Wiesz, że polski Instytut Misesa też prowadził zajęcia propagandowe w polskich szkołach? Nawet próbował przepchnąć wydaną przez siebie książkę jako podręcznik szkolny, co jednak się mu nie udało. Różnie można oceniać wykorzystywania reżimowych instytucji do własnych celów. Jednak jak negatywnie to oceniasz to miej świadomość, że wśród wolnorynkowców też są tacy co to w szkołach dzieciom komuchów rąbią pranie mózgów. A komuchy sobie mogą tego nie życzyć. I jeśli uznajesz jakieś ogólne zasady to w chwili gdy z działalności jednej organizacji robisz uogólnienie na całe środowisko to wedle tej zasady powinieneś wysnuć podobny wniosek na temat „prawdziwych celów” wolnorynkowców.
Dla mnie problemem nie są konkretne zajęcia, tylko wymuszanie uczestnictwa dzieci w tych zajęciach oraz zakaz jakiegokolwiek podważania przekazywanych tam dzieciom treści. Szczególnie zajęcia poza kanonem tradycyjnych dziedzin naukowych, wkraczające bezpośrednio w sferę światopoglądową - są zwykłą, ordynarną indoktrynacją.

BTW: Chyba możemy dosyć bezpiecznie założyć, że IM nigdy nie będzie domagał się przymusowego udziału w prowadzonych przez siebie zajęciach ani zakazu krytyki Misesa. ;)
 

kr2y510

konfederata targowicki
12 502
22 943
Rozmawialiśmy o tym czy ludzie zdają sobie sprawę z dofinansowywania ruchów LGBTQI+
Jedni tak, inni nie. Przecież nie wszyscy to idioci.

czy dla populacji LGBT to popierdoleńcy i agenci obcych mocarstw.
Najprawdopodobniej nie!

Rozmawialiśmy o sytuacji w Polsce a nie w Białymstoku który nie jest dla Polski reprezentatywny ani trochę.
To nie tak. W Białymstoku została przekroczona masa krytyczna i stąd doszło tam do ruchawek. Gdyby w innych miastach Polski została przekroczona, byłoby podobnie. Powstanie masy krytycznej nie wynika z odsetka ludzi o takich-czy-siakich poglądach, a z ich zorganizowania.
Białystok nie jest o tyle reprezentatywny dla Polski, bo bezpieka nie kontroluje tam wszystkich środowisk. Taka różnica.
 

alfacentauri

Well-Known Member
1 148
1 928
Chyba możemy dosyć bezpiecznie założyć, że IM nigdy nie będzie domagał się przymusowego udziału w prowadzonych przez siebie zajęciach ani zakazu krytyki Misesa. ;)
Ja bym niczego nie zakładał. Wiem tyle, że Instytut Misesa chciał w Ministerstwie Edukacji Narodowej przepchnąć swój podręcznik do przedmiotu Podstawy Przedsiębiorczości. Za moich czasów nie było takiego przedmiotu (przynajmniej w takich typach szkół do jakich uczęszczałem) i nie wiem czy jest to przedmiot obowiązkowy. Może są tu jacyś młodsi ludzie co więcej wiedzą na ten temat. Jeśli jest to przedmiot obowiązkowy to chyba wszystko jasne. Można ewentualnie spierać się kogo uważamy za dzieci, czy wszystkich niepełnoletnich, bo jak ten przedmiot jest w szkołach średnich to już różnie na to można patrzeć. Nie wpływa to jednak na ogólną zasadę.
Uwrażliwiam więc na używanie tego jako bata na innych.
A co do tego, że czymś innym jest ocena wpływu konkretnych treści na funkcjonowanie społeczeństwa to zgoda. Napiszę więcej, że nawet warto temu się przyglądać.

I jeszcze kilka uwag nie odnośnie LGBT, a samych argumentów.
FatBantha napisał:
Zresztą zabieganie o poparcie jakichś grup też jest błędem, bo to z kolei zakłada jakiś rodzaj wymiany quid pro quo, a nie bezwzględne podporządkowanie słusznej idei i jej zasadom dla ogólnej moralnej korzyści, płynącej ze stosowania się do niej.
Zatem piszesz, że zabieganie o poparcie jakiś grup jest błędem, po czym proponujesz szukania poparcia wśród „konserwatystów”. A oni nie są jakąś grupą?
FatBantha napisał:
Konserwatystów w społeczeństwie zawsze będzie więcej, dlatego bardziej opłaca się właśnie im “wchodzić do głowy”, grać na lękach.
A na podstawie czego uważasz, że tych „konserwatystów” będzie zawsze więcej? Przypuszczam, że pisząc „konserwatystów” masz na myśli osoby niechętne lgbt. Nie wierzysz w to, że mogą zajść jakieś procesy w społeczeństwie czy działalność tych grup może przynieść takie efekty, że większość będzie popierać lgbt? Z twojego argumentu, że bardziej opłaca się wchodzić do głowy tym, których jest więcej nie wynika jednoznacznie, raz na zawsze, wśród której konkretnej grupy (pro czy anty LGBT) go szukać. Oczywiście idąc za Twoją argumentacją jest to na ten czas w Polsce postawa anty, ale długoterminowo może nie być ona do utrzymania.
Co ciekawe sprawa jest jeszcze o tyle skomplikowana, że są różne postulaty tych środowisk i różnie może wyglądać poparcie ze strony społeczeństwa w każdym poszczególnym przypadku.
Dla przykładu w 2019 robiono w Polsce badania w omawianym zakresie. W przypadku przyznawania prawa do adopcji parom homoseksualnym była druzgocąca przewaga przeciwników - 80% Polaków było temu przeciwnych. Za było 17%.
Jeśli chodzi o możliwość zawierania homoseksualnych małżeństw to ta przewaga nie była już duża, bo przeciw było 55% a za 42%.
Natomiast gdy mówimy o możliwości zawierania w świetle prawa tzw. związków partnerskich przez homoseksualistów to sytuacja się odwróciła i na prowadzenie wyszli zwolennicy takiej możliwości. Było to 57%. Przeciwni przyznania im do tego prawa stanowili 39% ankietowanych.
Może więc być tak, że większość zajmuje (lub będzie wkrótce zajmować) jakieś umiarkowane, pośrednie stanowisko, a poglądy skrajne zarówno z jednej jak i drugiej strony są charakterystyczna dla mniejszości.
Może być też tak, że wielu ludzi choć ma jakieś zdanie na ten temat to nie jest ten temat znowu aż tak istotny dla nich i chyba jednak próba rozbujania tego tematu podczas kampanii wyborczej do końca się nie udała.
FatBantha napisał:
Mniejszości z natury są bardziej agresywne i zdeterminowane do przejmowania władzy, aby przez nią narzucić ogółowi swoje normy.
Moim zdaniem trochę dramatyzujesz. Nie wiem jakie znaczenie ma tu ewentualna determinacja. Liczy się skuteczność, a ta nie zależy tylko od samej determinacji. Jeśli by tak było to w sytuacji gdy sami chcemy jakieś postulaty zrealizować i jesteśmy w mniejszości to poco byłoby (zgodnie z tym co proponujesz) zabiegać o większość?
Poza tym, mam nadzieję, że to „agresywnie” nie jest traktowane dosłownie, bo przypisanie z założenia agresji mniejszości mogłoby wejść do panteonu demokratycznego ekstremizmu.
 
Ostatnia edycja:

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 851
21 989
Zatem piszesz, że zabieganie o poparcie jakiś grup jest błędem, po czym proponujesz szukania poparcia wśród „konserwatystów”. A oni nie są jakąś grupą?
Grupą dominującą wszelakie mniejszości.
A na podstawie czego uważasz, że tych „konserwatystów” będzie zawsze więcej? Przypuszczam, że pisząc „konserwatystów” masz na myśli osoby niechętne lgbt.
Z samej definicji ludu, który jest ogółem, a ogół nie jest mniejszością.

Nie wierzysz w to, że mogą zajść jakieś procesy w społeczeństwie czy działalność tych grup może przynieść takie efekty, że większość będzie popierać lgbt? Z twojego argumentu, że bardziej opłaca się wchodzić do głowy tym, których jest więcej nie wynika jednoznacznie, raz na zawsze, wśród której konkretnej grupy (pro czy anty LGBT) go szukać. Oczywiście idąc za Twoją argumentacją jest to na ten czas w Polsce postawa anty, ale długoterminowo może nie być ona do utrzymania.
Wierzę. I co więcej, wolę te procesy powstrzymać.

Ja nie za bardzo rozumiem, czemu oni [Stowarzyszenie Libertariańskie] nie opiszą genezy tych zjawisk, nie pokażą ich jako starannie zaplanowanych działań lewicy i nie przedstawią jako nowego zagrożenia, przed którym mogliby nas uchronić, dzięki swojej edukacji na przykład.
Lewica infekuje i zagospodarowuje kolejne grupy społeczne, a SL potakuje jej pretekstowym uzasadnieniom, zamiast wskazać, że to jest tzw. fabrykowanie zgody, możliwe do osiągnięcia dzięki niebezpiecznej dla wolności słowa dominacji poprawności politycznej.
Lewak Chomsky wiedział jak to się robi.
Krótko mówiąc, SL powinno zacząć mówić o walce o prawa mniejszości seksualnych, etnicznych, tożsamościowych jak o próbie podporządkowania społeczeństwa i wymuszenia jego posłuszeństwa za pośrednictwem [narzucenia] nowych norm obyczajowych.
Demaskując postępowców jako kolejnych chętnych do panowania nad społeczeństwem.
A same te mniejszościowe grupki pokazywać jako zakładników.

Nie widzę powodu, by działania lewicy, która stara się wygenerować społeczną zmianę na swoją korzyść traktować jako naturalne zjawisko społeczne, któremu należy się poddawać, badając sobie opinię publiczną podobnie jak na przykładzie potrzeb konsumenckich. Uważam, że powinniśmy te wszystkie grupki traktować jak lewicowe narzędzia do osiągania panowania nad nami i nic więcej.

Co ciekawe sprawa jest jeszcze o tyle skomplikowana, że są różne postulaty tych środowisk i różnie może wyglądać poparcie ze strony społeczeństwa w każdym poszczególnym przypadku.
Dla przykładu w 2019 robiono w Polsce badania w omawianym zakresie. W przypadku przyznawania prawa do adopcji parom homoseksualnym była druzgocąca przewaga przeciwników - 80% Polaków było temu przeciwnych. Za było 17%.
Jeśli chodzi o możliwość zawierania homoseksualnych małżeństw to ta przewaga nie była już duża, bo przeciw było 55% a za 42%.
Natomiast gdy mówimy o możliwości zawierania w świetle prawa tzw. związków partnerskich przez homoseksualistów to sytuacja się odwróciła i na prowadzenie wyszli zwolennicy takiej możliwości. Było to 57%. Przeciwni przyznania im do tego prawa stanowili 39% ankietowanych.
Może więc być tak, że większość zajmuje (lub będzie wkrótce zajmować) jakieś umiarkowane, pośrednie stanowisko, a poglądy skrajne zarówno z jednej jak i drugiej strony są charakterystyczna dla mniejszości.
Może być też tak, że wielu ludzi choć ma jakieś zdanie na ten temat to nie jest ten temat znowu aż tak istotny dla nich i chyba jednak próba rozbujania tego tematu podczas kampanii wyborczej do końca się nie udała.
Może być, może nie być - co za różnica? Te liczby tak czy inaczej będą jedynie pokazywać postępy w realizacji planu wytworzonego i wcielanego w życie przez lewicę.
 
Ostatnia edycja:

alfacentauri

Well-Known Member
1 148
1 928
Jeżeli uważasz, a na to wszystko wskazuje, że LGBT to jest wielki problem, z którym zawsze będzie trzeba walczyć niezależnie czy zwolennicy LGBT będą w większości czy w mniejszości
to po co proponujesz jakąś strategię wedle, której trzeba starać się przypodobać większości (sam przyznajesz, że proLGBT mogą być kiedyś w większości) i okraszasz to jeszcze wziętymi z kosmosu tezami, że mniejszości są bardziej agresywne (jak przeciwnicy LGBT będą w mniejszości to wtedy też powinni być agresywniejsi).
Możesz to krótko wyjaśnić?
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 851
21 989
Jeżeli uważasz, a na to wszystko wskazuje, że LGBT to jest wielki problem, z którym zawsze będzie trzeba walczyć niezależnie czy zwolennicy LGBT będą w większości czy w mniejszości
to po co proponujesz jakąś strategię wedle, której trzeba starać się przypodobać większości (sam przyznajesz, że proLGBT mogą być kiedyś w większości)
Ponieważ teraz ta większość nie popiera LGBT i w związku z tym, nie jest jeszcze podatna na tzw. cancel culture, czyli systemowe ostracyzmowanie według klucza określonego przez aktywistów.

Wszędzie tam, gdzie wpływy ideologów tożsamościowych są niewielkie, nie sposób kneblować ludzi, szantażować ich możliwą utratą pracy z powodu prezentowania niepoprawnych politycznie poglądów albo postaw, wysyłać na reedukacyjne terapie czy w inny sposób wpływać na to, by poddawali się preferowanemu przez aktywistów konformizowi narzuconemu w narracjach medialnych.

Należy więc milczącej, biernej większości wyjaśnić, że ma przed sobą wybór: albo teraz zostracyzmuje te upolitycznione mniejszości służące lewicy, albo sama zostanie przez nie zostracyzmowana, gdy wystarczająco się one umocnią w przyszłości.

To jest cały wybór w wojnach kulturowych. Kto kogo?

i okraszasz to jeszcze wziętymi z kosmosu tezami, że mniejszości są bardziej agresywne (jak przeciwnicy LGBT będą w mniejszości to wtedy też powinni być agresywniejsi).
Możesz to krótko wyjaśnić?
No bo pewnie, gdy stracą swoją pozycję i zdadzą sobie z tego sprawę, tym bardziej pojawią się powody do agresji i wściekłości. A wtedy, po przejęciu przez obyczajową lewicę mainstreamowej narracji, zaczną być ideowo wdeptywani w glebę i zacznie się ich potępiać za radykalizowanie homofobii. Pytanie, po co czekać na naturalną radykalizację heteryków w wojnie kulturowej, skoro można jeszcze odeprzeć ofensywę ideologiczną dzikusów, korzystając z wciąż dominującej pozycji?
 

alfacentauri

Well-Known Member
1 148
1 928
Ponieważ teraz ta większość nie popiera LGBT i w związku z tym, nie jest jeszcze podatna na tzw. cancel culture, czyli systemowe ostracyzmowanie według klucza określonego przez aktywistów.
No to już pisałem, że sprawa nie jest znowu prosta, bo są różne postulaty tych środowisk i tak jak podałem np. udzielanie przez państwo tych związków partnerskich popiera już większość. Poza tym nie bierzesz pod uwagę też tego, że jednak większość może mieć na to wyjebane. Duda poruszył ten temat i na tym nie zyskał (może w II turze dzięki Konfederatom zyska, ale to już inna dyskusja).
Należy więc milczącej, biernej większości wyjaśnić, że ma przed sobą wybór: albo teraz zostracyzmuje te upolitycznione mniejszości służące lewicy, albo sama zostanie przez nie zostracyzmowana, gdy wystarczająco się one umocnią w przyszłości.
No ale mówiłeś, że większości trzeba się przypodobać. Teraz mówisz, że większość trzeba urabiać.
A to nie jest to samo. To już inna strategia.
 
D

Deleted member 6905

Guest
np. udzielanie przez państwo tych związków partnerskich popiera już większość.
I to jest bardzo dobre podsumowanie tego czym jest ruch lgbt. Nie jest to ruch antypaństwowy, anarchistyczny. Skoro większość (większość ankietowanych...) opowiada się za sankcjonowanymi przez państwo związkami jednopłciowymi, a m.in o to walczy ruch lgbt, i taki tęczowi lewacy wywarli wpływ na "większość", to znaczy, że wolnościowcy nie mają po w ogóle się z nimi bratać. Większość postulatów tego ruchu wali etatyzmem na kilometr. Postulaty typu rzecznik do spraw równości, rzecznik do spraw tolerancji, mieszkania z programu rządowego dla związków gejowskich, miejskie jebalnie znaczy hostele dla osób homoseksualnych na koszt podatnika, parytety dla osób homoseksualnych w przedsiębiorstwach najpierw państwowych, a potem prywatnych...
 

inho

Well-Known Member
1 633
4 203
Wiem tyle, że Instytut Misesa chciał w Ministerstwie Edukacji Narodowej przepchnąć swój podręcznik do przedmiotu Podstawy Przedsiębiorczości. Za moich czasów nie było takiego przedmiotu (przynajmniej w takich typach szkół do jakich uczęszczałem) i nie wiem czy jest to przedmiot obowiązkowy. Może są tu jacyś młodsi ludzie co więcej wiedzą na ten temat. Jeśli jest to przedmiot obowiązkowy to chyba wszystko jasne.
Moim zdaniem nie do końca jasne. Zakładam, że to o czym piszesz, to była próba dołączenia podręcznika do "wykazu podręczników dopuszczonych do użytku szkolnego". Czyli celem było umożliwienie nauczycielom korzystania z tego podręcznika, a nie jakakolwiek forma przymusu.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 851
21 989
No to już pisałem, że sprawa nie jest znowu prosta, bo są różne postulaty tych środowisk
Dlatego nie należy się przejmować postulatami, a należy zacząć zwalczać same środowiska, które je wytwarzają.
Poza tym nie bierzesz pod uwagę też tego, że jednak większość może mieć na to wyjebane.
To trzeba będzie ich zradykalizować, żeby przestali mieć na nie wyjebane. Nierozsądnym jest mieć wyjebane na zagrożenia.

Tego właśnie za cholerę, nie jestem w stanie zrozumieć. Jako wolnościowcy powinniśmy przecież potrafić dostrzegać wszelkie niebezpieczeństwa dla wolności. Nawet jeśli nie mamy środków, aby coś zmieniać, przynajmniej w kwestii diagnoz rzeczywistości, czy monitorowania sytuacji powinniśmy brylować i bić na alarm, przestrzegając przed tym, co potencjalnie groźnego dla naszych swobód odczynia się w życiu społecznym. Umiejętnie komentować nie tylko poczynania graczy na samej scenie politycznej, ale też podmiotów przygotowujących im grunt pod nowe rozdanie w swoich próbach zagospodarowania kultury oraz wpływania na obyczajowość, mogących za parę lat zaowocować gwałtowną, pokoleniową zmianą polityczną, wpływającą znacząco na cały układ sił i forowaną publiczną moralność.

Tymczasem nic takiego się u nas nie dzieje. Zasłużone osobistości albo milczą, albo wypowiadają się oględnie, tak jakby chciały grać na czas czy przeczekanie tego, co się teraz dzieje na Zachodzie. Frakcja libertyńska łazi z flagami Gadsdena na Parady Równości, sugerując opinii publicznej, że popieramy ich postulaty. Stowarzyszenie Libertariańskie usypia nas mało odważnymi intelektualnie tekstami, w których w zasadzie wcale się ustosunkowuje do tych nowych zjawisk, częstokroć napędzanych nieformalnymi, nieoficjalnymi środkami. Nie otwiera też żadnej sensownej debaty, w jakiej moglibyśmy poruszyć tematy, jak w najbliższym czasie zabezpieczać przynajmniej tę wolność, którą jeszcze mamy i co powinno być zgodne a co niezgodne z racją ruchu libertariańskiego w Polsce, w Europie czy w ogóle na Zachodzie.

No więc nie dziwmy się później, że zostajemy łatwym kąskiem dla jakichś Karoniów albo innych Zgierskich, stojąc jak te dzieci we mgle, które ani nie potrafią interpretować rzeczywistości wokół siebie, ani nie rozumieją działań pozostałych sił politycznych w swoim otoczeniu, ani się do nich nie ustosunkowują. A publicznie bronić swojej pozycji? To już w ogóle najbardziej niemożliwa z niemożliwości, rzecz zupełnie nie do pomyślenia, bo najpierw trzeba byłoby ją jakkolwiek określić.

Libertarianizm dnia dzisiejszego sam zdaje się cierpieć z powodu tragedii wspólnego pastwiska, co uznaję za niezmierną ironię losu.

No ale mówiłeś, że większości trzeba się przypodobać. Teraz mówisz, że większość trzeba urabiać.
A to nie jest to samo. To już inna strategia.
Jeżeli się nie przypodobasz, to też nie zyskasz szansy nikogo urobić, bo będziesz niewiarygodny. Ludzie nie słuchają tych, którzy im się nie podobają, są obcy, niezrozumiali, obojętni czy z nimi nie sympatyzujący.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 851
21 989
W Twoim więc interesie jest, aby postronni, których chcesz przekonać, widzieli różnice pomiędzy Tobą a obozem władzy. Bo po co im Ty jeśli to samo daje im władza.
Nie. W interesie postronnych.
No właśnie patrzę na daty i widzę, że temat odżył na forum w zeszła sobotę. W każdym razie nie kłócąc się o to mam nadzieję, że wstrzymacie się z tym do końca kampanii wyborczej.
Cały czerwiec został ogłoszony Miesiącem Dumy LGBT, zatem nie widzę powodu, by go nie poświęcać na bycie anty-LGBT.

Czerwiec został wybrany na Miesiąc Dumy LGBT dla upamiętnienia zamieszek w Stonewall, które miały miejsce pod koniec czerwca 1969 roku. W rezultacie w tym miesiącu odbywa się wiele imprez związanych z dumą, aby rozpoznać wpływ osób LGBT na świat. Brenda Howard znana jest jako „Matka Pride”, za koordynację pierwszego marszu LGBT Pride, oraz za zapoczątkowanie tygodniowej serii wydarzeń wokół Pride Day, które stały się genezą corocznych uroczystości Dumy LGBT, które odbywają się na całym świecie w czerwcu. Dodatkowo Howard wraz z innymi działaczami na rzecz praw LGBT Robertem A. Martinem (znanym również jako Donny the Punk) i L. Craigiem Schoonmakerem przypisuje się popularyzację słowa „Duma”, aby opisać te uroczystości.
Dwóch prezydentów Stanów Zjednoczonych oficjalnie ogłosiło Miesiąc Dumy. Po pierwsze, prezydent Bill Clinton ogłosił czerwiec „Miesiącem Dumy Gejów i Lesbijek” w 1999 i 2000 roku. Następnie, od 2009 do 2016 roku, każdego roku pełniąc urząd prezydent Barack Obama ogłaszał czerwiec Miesiącem Dumy LGBT. Donald Trump został pierwszym republikańskim prezydentem, który uznał istnienie Miesiąca Dumy LGBT w 2019 r., (zrobił to poprzez tweetowanie, a nie oficjalne ogłoszenie).
Począwszy od 2012 r. Google wyświetlało niektóre wyniki wyszukiwania związane z LGBT w różnych kolorach tęczy każdego roku w czerwcu. W 2017 r. Google umieściło również zaznaczone na tęczowo ulice na Google Maps, aby wyświetlać marsze Gay Pride na całym świecie.
Skoro obchody tego "świeckiego święta" zostały z państwowego namaszczenia największego mocarstwa wyniesione już do jakiejś oficjalnej rangi, wypada nam przez cały przynależny miesiąc je negować. Niech sobie władza wsadzi swoją pederastyczną dumę i jej ideologię.

Formalnie na wylewanie pomyj w kontrze do narzucającego poglądy korporacyjnego mainstreamu mamy jeszcze trzy dni. A na nieposłuszeństwo najlepszy czas przychodzi wtedy, gdy drugiej stronie zależy za wszelką cenę wyegzekwować uległość ogółu.
 
Ostatnia edycja:

Król Julian

Well-Known Member
916
1 940
Typowe w demokracji pytanie o mniejsze zło wcale nie jest takie proste do rozstrzygnięcia. Bo czy rozwalający gospodarkę PiS, prowadzący politykę rodem ze starożytnego Rzymu rzeczywiście jest złem największym? Czy przekupywanie ludzi ich własnymi pieniędzmi (500+), wątpliwej jakości misyjnymi igrzyskami (disco-polo w TVP), rewanżyzmem wobec konkretnych sektorów budżetówki (czyszczenie sądów) i wyjętą żywcem z PRLu progandą sukcesu jest gorsze od wpuszczania tu jakiejś obyczajowej międzynarodówki jak wirus atakującej poprzez cały ład korporacyjny, pouczającej w reklamówkach każdego o jego niedostatecznie tolerancyjnej tolerancji i wymagającej składania pokłonów w naprędce wymyślonych świętach na rzecz konkretnych mniejszości?

Moim zdaniem, materialna bieda do której doprowadza PiS jest mniejszym zagrożeniem, niż ryjące banie ideologiczne zatrucie kultury. Z tego względu, że jeśli ostatecznie powstanie wola odsunięcia kaczorarbeiterpartei, to będzie ona wolą motywowaną przede wszyskim ekonomicznie i tak zostanie też sprzedana: "doprowadzili nas do materialnego upadku, musimy ich odsunąć od władzy, żeby się odbić i w końcu dorobić". To będzie działało na naszą korzyść, bo przyjdzie dobry czas na promocję wolnorynkowego kapitalizmu.
Wszystko prawda, tyle tylko że PiS literalnie nic nie robi, poza gadaniem przy okazji kampanii wyborczych, żeby tę obyczajową międzynarodówkę powstrzymać. PiS to obecnie partia cynicznych populistów, pozujących na konserwatystów, którzy jednak zrobią wszystko żeby utrzymać się przy władzy. Wcale niewykluczone, że jeśli uznają to za opłacalne (bo np. nastroje społeczne pod wpływem mediów i korporacji się zmienią) to poprą jej postulaty. Mamy przecież liczne przykłady partii prawicowych na Zachodzie, które zostały skolonizowane przez kulturową lewicę. Kto zaręczy że gdzieś koło 2030 r. PiS nie pójdzie drogą CDU albo brytyjskiej Partii Konserwatywnej? Gospodarczo już są na lewo bardziej niż jakikolwiek lewicowy rząd III Rp.
 
Ostatnia edycja:
Do góry Bottom