III Wojna Światowa

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 581
24 469
Kiedy w społeczeństwie wzbiera nienawiść wobec rządzących, to każdy powód do protestowania jest dobry i nie musi istnieć jakaś jedna centralna przyczyna. To, co na ogół wymienia się jako główną przyczynę, jest zazwyczaj tylko najbardziej widowiskowym zapalnikiem, ale on sam w sobie nic nie znaczy, bo najpierw potrzebujesz kumulacji niezadowolenia w postaci poprzednich czynników. Któremu z nich akurat przypadnie rola ostatniej kropli przelewającej czarę goryczy jest w sumie poza symboliką nieistotne, bo proces męczenia społeczeństwa przez władzę musiał postępować znacznie dłużej.

Prawdopodobnie jedna kwestia nie byłaby w stanie wyprowadzić ludzi na ulice - ale jeśli władza dokręciła im śrubę i poza zubażaniem inflacją, pozwoliła sobie na wprowadzanie dyscypliny w innych kwestiach albo przestraszyła stając na drodze do ich własnych pieniędzy, to okazało się, że mieli dość.

Nawet jeśli było tak jak mówi ten człowiek i bunt rozpoczął się od sytuacji, w której paszporty covidowe wymagane w bankach zostały katalizatorem buntu wobec całej drożyzny, to i tak nie dojdziemy do tego, czy protesty wybuchłyby przy założeniu, że nie ma paszportów, ale jest inflacja, albo są paszporty, ale nie ma inflacji.

Kiedy masz do czynienia z konfliktem tej skali, że rząd w podskokach spieprza a Ruscy muszą wjeżdżają to stabilizować, to znak, że taka konstelacja zdarzeń musiała w Kazachów pieprznąć okrutnie. Wydaje mi się jednak, że Amerykanie to w jakimś stopniu sprowokowali albo przyspieszyli, bo potrzebowali dywersji.


Niestety, ale wychodzi na to, że zarówno NATO jak i Rosja będą przeć w stronę wojny. Nie wiem, co musiałoby się stać, żeby tu nastąpiła jakaś deeskalacja napięć. Sytuacja teraz wygląda bardzo nieciekawie.

Zachód jest mimo wszystko w porównaniu do Rosji dostatni i kompletnie rozbrojony, przez co znajduje się w pozycji grubej świni, jaką można spróbować zarżnąć i się nią najeść. A ponieważ trzon NATO stanowią Amerykanie i nie możemy wiedzieć jak poważnie potraktują ewentualny front europejski w porównaniu z wojną na Pacyfiku. W efekcie opóźnionych reakcji może się okazać, że trzeba się tu przygotować na opcję wielokrotnych zmian granic.

Jeśli ktoś mieszka w miejscu, gdzie sąsiaduje z mniejszościami narodowymi, powinien sobie sprawić broń w celu zabezpieczenia siebie i swojej rodziny przed ewentualną wołynizacją. A jeśli ktoś nie chce przeżywać ciężkich czasów na własnej skórze, to wciąż ma opcję pryśnięcia z Europy na jakieś zadupie z niezaangażowanymi w wielką politykę państwami - włączając w to opcję południowoamerykańską z kierunkiem gazdowym na Paragwaj. ;)

Zapoznawszy się z komentarzami na różnych portalach internetowych dotyczących tematów Ukrainy, rozmów NATO-Rosja, można dojść do wniosku, że u nas morale jest tragicznie marne, woli do walki czy obrony nie ma żadnej i wszyscy liczą, że ci na górze się jakoś dogadają. Patrząc na to z perspektywy Rosjan, mogą oni myśleć, że wreszcie doczekali dobrego momentu na odwet, bo Europejczycy zostali pacyfistycznymi naiwniakami, nie będącymi w stanie już myśleć w kategoriach polityki realnej, duraczonymi - jak to mawia Michalkiewicz, kolejnymi postępowymi ideologiami, jakie odciągają ich od realnego stanu świata na rzecz tego, jak chcieliby, żeby on wyglądał.

W zasadzie to znajdujemy się w tym samym położeniu co zachodnie mocarstwa w latach trzydziestych, które musiały utracić całą Środkową-Wschodnią Europę na rzecz Niemiec, żeby kupić sobie czas na dozbrojenie i wyjście z ogólnego nieprzygotowania. Plus jest taki - chociaż dla Polaków marny - że teraz zagrożenie mamy tylko z jednego kierunku, więc przynajmniej tym razem nie ma ma wielkiego ryzyka wojny na dwa fronty.

Politycznie najrozsądniej byłoby jednak dalej inwestować w tę Ukrainę - na tyle mocno, żeby to oni się tam wykrwawiali, mając zapewnione stałe dostawy sprzętu z Zachodu, taki odpowiednik Lend-Lease Act. My stracimy hajs, a oni krew. Może w ten sposób uda się wykupić od wojaczki, może nie i to tylko metoda gry na czas.

Ja tam wątpię, aby Europejczycy potrafili się jakoś szybko zmilitaryzować, tym bardziej skoro byli wychowywani przez lata do bycia zupełnymi cielętami. Możliwe więc, że Ukraińcy sobie powalczą, powalczą, padną albo zniechęcą i w końcu ustąpią Rosjanom, a Europa zmarnuje ten czas, kierując myśleniem życzeniowym i będzie następna w kolejce. Bo ma dziś takie elity polityczne, że nie można tego wykluczać.

W polityce panują zwyczaje chuligańskie, a zatem słabość prowokuje cudzą agresję.
 

kr2y510

konfederata targowicki
12 658
24 246
A czy Kirgistanem rządzą Rosjanie skoro premierem tego państwa jest Rosjanin?
Nie rządzą. Premierem Kirgistanu jest jego obywatel. Nie został on nasłany im przez Moskwę.
Według mnie jest tak, że zamiast wybierać jakiś lokalny klan, klany ustanowiły "rozkminiającego", który z racji swej narodowości nie jest z jakiegokolwiek klanu. Ale to są tylko moje domniemania.


Jak na razie do ofiar rebeliantów dołączył znany lokalnie muzyk i reżyser Saken Bitaev.
Widać że ci protestujący, to zwykła stymulowana dzicz, a jak stymulowana do takich działań, to tylko z zewnątrz.

Na marginesie, z artykułem nie zgadzam się w wielu kwestiach.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 581
24 469

Szwecja wysłała na Gotlandię siły reagowania kryzysowego. To odpowiedź tamtejszego rządu na rozmieszczenie rosyjskich okrętów desantowych na Morzu Bałtyckim. Minister obrony Peter Hultqvist powiedział w radiu Ekot, że "nie można wykluczyć ataku na Szwecję".
Dzisiaj, 12:42
Licząca blisko 60 tys. mieszkańców Gotlandia, największa szwedzka wyspa na Bałtyku, przeżywa właśnie wojskowe oblężenie. Położona w środkowej części Morza Bałtyckiego, w połowie drogi między Sztokholmem a rosyjską eksklawą Kaliningradu, od dawna uznawana jest za teren ważny ze strategicznego punktu widzenia.

Wyspa jest kluczowym miejscem dla każdej floty – wojennej lub handlowej – chcącej sprawować kontrolę nad otaczającymi ją wodami, łączącymi drugie miasto Rosji, Petersburg, z sześcioma skandynawskimi i bałtyckimi stolicami, a także z północnymi Niemcami i Morzem Północnym.
Armia szwedzka zwiększyła liczbę stacjonujących tam żołnierzy. Port w Visby (stolicy regionu) ochraniają czołgi, a w mieście widoczne są patrole.
To odpowiedź szwedzkiego rządu na wzmożoną aktywność Rosji na Morzu Bałtyckim. Moskwa zwiększyła liczbę swoich okrętów desantowych z jednego do sześciu. Poza tym trzy jednostki wpłynęły przez cieśniny duńskie w tym tygodniu. Oprócz tego nadal rośnie napięcie na linii NATO — Rosja.
Minister obrony Szwecji, Peter Hultqvist powiedział radiu Ekot, że posiłki są wysyłane również do innych części kraju. — Szwecja nie zostanie zaskoczona, jeśli coś się wydarzy" — zapewnił i dodał, że nie wyklucza ewentualnego ataku na swój kraj.
— Ważne jest, aby pokazać i wysłać sygnały, że traktujemy tę sytuację poważnie — stwierdził szwedzki minister obrony.
Według dziennika "Dagens Nyheter"część żołnierzy przyjechała na Gotlandię drogą morską przez port Nynaeshamn pod Sztokholmem. Operacja, jak pisze "DN", owiana była tajemnicą.
Szwecja nie jest członkiem NATO, ale współpracuje z Sojuszem. W piątek wieczorem na lotnisku w Visby w ramach międzynarodowej współpracy wylądował także amerykański samolot transportowy C-17 z Kalix na północy Szwecji ze 100 żołnierzami.

Szwecja przypomina sobie czasy zimnej wojny

W latach osiemdziesiątych XX w. szwedzka marynarka wojenna regularnie prowadziła u wybrzeży Szwecji pojedynki z radzieckimi okrętami podwodnymi, a szwedzkie helikoptery wojskowe zrzucały miny do rowów na dnie Bałtyku, gdzie – jak podejrzewano – ukrywały się radzieckie jednostki podczas misji wywiadowczych.
Kiedy w 1991 r. rozpadł się Związek Radziecki, powszechnie zakładano, że dni gier wojennych pomiędzy Wschodem i Zachodem na Bałtyku skończyły się na dobre. W 2005 r. Szwecja uznała utrzymywanie wojska na Gotlandii za marnotrawstwo zasobów – i wycofała je. W kolejnych latach ochłodzenie w stosunkach między Moskwą a Zachodem wywołało wątpliwości, czy była to słuszna decyzja. W 2015 r. podjęto decyzję o powrocie wojska na wyspę.
(bs)
 

NoahWatson

vaxinista
1 196
2 958

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 581
24 469

Oprac.: Paweł Basiak
Świat
Wspierani przez Rosję separatyści w Donbasie rozmieścili 275 jednostek sprzętu wojskowego - podał w niedzielę sztab Operacji Połączonych Sił Zbrojnych Ukrainy. Ukraińskie wojsko wskazuje, że to naruszenie porozumień mińskich. Zapewnia jednak, że sytuacja "jest pod kontrolą".
"Minionej doby dodatkowo wykryto i zarejestrowano rozlokowanie na tymczasowo okupowanym terytorium 275 jednostek sprzętu wojskowego zbrojnych formacji Federacji Rosyjskiej, które rozmieszczono, naruszając porozumienia mińskie" - napisał w niedzielę sztab.
Zarejestrowano rozlokowanie m.in. czołgów, dział samobieżnych, opancerzonych pojazdów bojowych, haubic.

Zobacz też: Organizacja CIT: Rosja przerzuca pociski rakietowe Iskander na zachód

Także podano, że na terenach kontrolowanych przez separatystów utrudniano działanie Specjalnej Misji Monitorującej (SMM) OBWE, m.in. zakłócano sygnał drona i prowadzono ostrzał w stronę urządzenia.

"Zarejestrowane naruszenia ze strony Zbrojnych Sił Federacji Rosyjskiej świadczą o systematycznym tworzeniu przez nie warunków do dalszej eskalacji napięcia na linii rozgraniczenia. Oraz o próbach ukrycia swojej przestępczej działalności przed międzynarodowymi obserwatorami" - uważa ukraiński sztab.

"Ukraińskie siły kontrolują sytuację"

Zapewniono, że ukraińskie siły kontrolują sytuację i "kontynuują wykonywanie zadań w ramach odparcia i powstrzymywania zbrojnej agresji". Sztab podkreślił, że strona ukraińska przestrzega porozumień mińskich i otwiera ogień tylko w przypadku, gdy działania przeciwnika stwarzają zagrożenie dla życia i zdrowia ukraińskich wojskowych i cywilów.

Konflikt zbrojny w Donbasie wybuchł po zwycięstwie prozachodniej rewolucji w Kijowie, która doprowadziła do obalenia na początku 2014 roku ówczesnego prorosyjskiego prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowycza. Wiosną tamtego roku wspierani przez Rosję rebelianci proklamowali w Donbasie dwie samozwańcze republiki ludowe.

Biuro Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Praw Człowieka szacuje, że w związku z konfliktem w Donbasie zginęło 13,2-13,4 tys. osób. Według Kijowa w wyniku konfliktu zginęło ok. 14 tys. ludzi.


Czyżby tym razem "ataku na radiostację w Gliwicach" miały dokonać drony? Zobaczymy.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 581
24 469
Czyżby tym razem "ataku na radiostację w Gliwicach" miały dokonać drony? Zobaczymy.
Mówię i mam.

14 sty, 17:19
Rosja wysłała na wschodnią Ukrainę grupę agentów w celu zorganizowania prowokacji mającej posłużyć za pretekst do inwazji - podała telewizja CNN i inne media, powołując się na przedstawiciela administracji prezydenta USA Joego Bidena.
Według cytowanego urzędnika amerykańskie służby mają dowody na to, że wysłani agenci byli szkoleni w walce miejskiej i działaniach sabotażowych z wykorzystaniem materiałów wybuchowych.
- Rosyjskie siły planują rozpoczęcie tych działań kilka tygodni przed wojskową inwazją, która może rozpocząć się między połową stycznia i połową lutego - powiedział anonimowy oficjel.
W czwartek przekazanie informacji mediom na temat szykowanej przez Rosji prowokacji zapowiadał doradca prezydenta USA ds. bezpieczeństwa narodowego Jake Sullivan. O planach podobnych akcji komunikował też ukraiński resort obrony.
Według administracji Bidena Rosjanie używają też mediów państwowych i agentów wpływu w mediach społecznościowych, by przygotować rosyjskie społeczeństwo na interwencję, wzmacniając narrację na temat "pogorszenia stanu praw człowieka na Ukrainie" i radykalizmu ukraińskich przywódców i przygotowując grunt pod oskarżenie Zachodu o sprowokowanie wojny.
- W grudniu treści w języku rosyjskim w mediach społecznościowych z taką narracją wzrosły do średniej 3,5 tys. wpisów dziennie - stwierdził rozmówca CNN, zwracając uwagę, że stanowi to wzrost o 200 proc. w stosunku do listopada.
Źródło: PAP
Data utworzenia: 14 stycznia 2022 17:19

Przy okazji...

ŚWIAT
Wielka Brytania dostarczyła Ukrainie lekkie systemy obrony przeciwpancernej, by zwiększyć jej zdolności obronne w razie rosyjskiej inwazji, a pewna liczba brytyjskich żołnierzy przeprowadzi szkolenie z ich obsługi - poinformował w poniedziałek minister obrony Ben Wallace.
- W świetle coraz bardziej zastraszającego zachowania Rosji oraz w uzupełnieniu naszego obecnego wsparcia, Wielka Brytania zapewnia nowy pakiet pomocy w zakresie bezpieczeństwa w celu zwiększenia zdolności obronnych Ukrainy. Podjęliśmy decyzję o dostarczeniu Ukrainie lekkich, przeciwpancernych, defensywnych systemów uzbrojenia. Ponadto niewielka liczba personelu brytyjskiego przeprowadzi przez krótki czas wstępne szkolenie w ramach operacji ORBITAL, po czym powróci do Wielkiej Brytanii - oświadczył Wallace w Izbie Gmin.
Nie sprecyzował liczby ani rodzaju wysyłanej broni, ale poinformował, że pierwsze systemy zostały dostarczone już w poniedziałek i zaznaczył, że mają one charakter defensywny.

Brytyjski minister: Ta broń nie stanowi zagrożenia dla Rosji

- Pozwólcie mi jasno wyrazić: to wsparcie dotyczy broni krótkiego zasięgu i wyraźnie defensywnej; nie jest to broń strategiczna i nie stanowi zagrożenia dla Rosji. Jest ona przeznaczona do użycia w samoobronie, a personel brytyjski prowadzący szkolenia na wczesnym etapie po ich zakończeniu wróci do Wielkiej Brytanii - podkreślił.
Dodał, że Wielka Brytania bezwarunkowo popiera suwerenność i integralność terytorialną Ukrainy w jej uznawanych przez świat granicach, czyli wraz z okupowanym Krymem, a także uznaje prawo państw do samodzielnego wyboru swoich sojuszy.
Wallace powiedział, że Wielka Brytania jest otwarta na dwustronny dialog z Rosją i dlatego wysłał on zaproszenie do swojego rosyjskiego odpowiednika Siergieja Szojgu, by w najbliższych tygodniach złożył wizytę w Londynie. - Jesteśmy gotowi omówić kwestie związane z wzajemnymi obawami dotyczącymi bezpieczeństwa i konstruktywnie, w dobrej wierze zaangażować się w rozmowy - zapewnił.
Wskazał jednak, że to od Rosji zależy, czy wybierze drogę dialogu, czy konfrontacji, a jeśli to drugie - musi się ona liczyć z bardzo poważnymi konsekwencjami. - Obecna przepaść jest duża, ale nie jest nie do pokonania. Wciąż mam nadzieję, że dyplomacja zwycięży. Wybór należy do prezydenta Władimira Putina; czy wybierze dyplomację i dialog, czy też konflikt i jego konsekwencje - mówił Wallace.
 
Do góry Bottom