Feminizm

Non Serviam

Well-Known Member
823
2 147
649647fdda9ff890792813dec6753d11261fc8a512c3e59745500b5c44266bda.jpg
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 271
23 286
Podobno? Wiesz, ja tam nie będę próbował niczego w ciemno - lepiej sprawdź z autopsji i mi potem powiesz, czy to nie przereklamowane. ;)
 

tolep

five miles out
8 157
14 537
Po co to orać... jak jedynie próbują wszystko zakrzyczeć jak zwierzęta w zoo. Ale artykuł ciekawy.

Nie. Pierwsze zdanie:

Feministki próbują przekonać społeczeństwo, że nie chodzi im o nic więcej niż równouprawnienie płci. Dlaczego zatem ich działanie w praktyce tak często wydaje się temu przeczyć?

Dalej nie czytam, jak ktoś chce wytykać lewakom, w tym feministkom, niekonsekwencje, to jakby chciał wyważać otwarte drzwi.
 

T.M.

antyhumanista, anarchista bez flagi
1 297
4 079
Codziennik Feministyczny: Osiem kobiet oskarża dziennikarzy o gwałt i molestowanie
http://www.rp.pl/Spoleczenstwo/1711...arza-dziennikarzy-o-gwalt-i-molestowanie.html
Osiem kobiet zarzuca Jakubowi Dymkowi z "Krytyki Politycznej" i redaktorowi naczelnemu "Gazety Stołecznej" Michałowi Wybieralskiemu gwałt i molestowanie. "Nie chcemy takich feministów" - czytamy.

Na stronie Codziennika Feministycznego pojawił się artykuł "Papierowi feminiści. O hipokryzji na lewicy i nowych twarzach #metoo". Autorkami tekstu jest osiem kobiet (trzy z nich chcą zachować anonimowość), które zdradzają szczegóły relacji z dwoma dziennikarzami.


"To tekst o seksizmie, powielaniu patriarchalnych i paternalistycznych wzorców, nierównym traktowaniu kobiet w środowisku, które temat równości płci podnosi równie chętnie, co w tę równość godzi. To tekst o przemocy i molestowaniu. Napisany przez pięć kobiet, we współpracy i przy wsparciu trzech kolejnych. Kobiet, które połączyła wspólnota doświadczeń związanych z dwoma lewicowymi przedstawicielami świata mediów" - czytamy.


W artykule padają oskarżenia pod adresem dwóch znanych dziennikarzy - Jakuba Dymka z "Krytyki Politycznej" i Michała Wybieralskiego z "Gazety Wyborczej".


"Pewien czołowy lewicowy publicysta, który z upodobaniem robi sobie selfie na kobiecych demonstracjach, a na Czarnym Proteście przygotowywał nawet kanapki dla uczestniczek, jest znany z licznych przypadków napastowania seksualnego, przekraczania granic, obłapiania, chamskich, słownych zaczepek, które być może jego prawicowi koledzy uznaliby za końskie zaloty" - czytamy dalej.


"Zostałam zgwałcona. Okazałam niechęć i wielokrotnie prosiłam, by przestał – nie chciałam, żeby nasz pierwszy seks wyglądał w ten sposób. Reagował na to poirytowaniem, zwrócił mi uwagę, że 'mogłabym zacząć być zadowolona'. Nie chciałam go wtedy obwiniać. Myślałam, że może to tak z rozpędu, z głupoty" - relacjonują dalej autorki.

(...)

Sprawę skomentował wymieniony w artykule Jakub Dymek. "Zostałem oskarżony i pomówiony o gwałt przez moją byłą partnerkę, Dominikę Dymińską. Chcę powiedzieć, że nie jestem winny i mogę tego dowieść. Zarzuty są w świetle całej naszej relacji, która trwała przez kilka miesięcy po rzekomym gwałcie, są absurdalne. Redakcja „Codziennika Feministycznego” nie podjęła żadnej próby kontaktu ze mną przed publikacją tekstu. Byłem tą „sprawą” szantażowany - moje próby wyjaśnienia, porozmawiania i wysłuchania zarzutów prowadziły wyłącznie do dalszych gróźb. Nie chciałem, aby sprawa miała publiczny charakter, ale jak widać, sprawy potoczyły się inaczej" - czytamy.


"O sprawie poinformowałem zawczasu moich pracodawców i prawnika" - informuje publicysta.
 

march

New Member
2
5
Widać śmietanka lewicowego dziennikarstwa przerobiła prawackiego klasyka i wiedzą, że zawsze się troszeczkę gwałci:).

Póki co poszkodowane laski nie złożyły żadnego zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa, a jedynie napisały artykuł w feministycznym portalu.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 271
23 286
Oy vey! Dyskryminatura!

Niemcy: Kobiety płacą więcej, bo są kobietami
Poniedziałek, 25 grudnia (06:00)
Kobiety nie tylko zarabiają mniej niż mężczyźni, ale też w 89 proc. przypadków płacą więcej za towary i usługi. Taki wniosek wynika z badania przeprowadzonego w Niemczech.

U fryzjera z reguły sprawa jest od razu jasna - panie płacą więcej niż panowie. W Niemczech lista z ceną usług i wskazaniem na płeć wisi już z reguły w oknie salonu. Mycie, cięcie, suszenie: 44,90 euro płacą panie z włosami krótkimi lub średniej długości; 22 euro panowie. U tego samego fryzjera. Różnica wynosi ponad sto procent. Cennik ten nie uwzględnia przy tym żadnych dodatkowych świadczeń, takich jak np. farbowanie czy pracochłonne pasemka, za które klient płaci dodatkowo.

Jest to tylko jeden z wielu przykładów przytoczonych w badaniu "Różnice w cenach w Niemczech zależnie od płci", przedstawionym 20.12.2017 przez Federalne Biuro ds. Przeciwdziałania Dyskryminacji. Skandaliczne różnice cen panują zwłaszcza w usługach. Z 381 zbadanych rodzajów usług w 59 procentach ceny dla kobiet były wyższe niż dla mężczyzn, chociaż chodziło o to samo świadczenie.

Dyskryminacja cenowa

Kształtowanie cen usługi zależnie od płci jest szczególnie rozpowszechnione w branży fryzjerskiej. Ten tzw. gender pricing uprawia 89 proc. wziętych pod lupę salonów fryzjerskich w Niemczech. Niemiecki Związek Branżowy Fryzjerów uważa, że sprawa jest nieco bardziej skomplikowana. - W dobrym zakładzie fryzjerskim ceny usługi kalkuluje się na podstawie czasu potrzebnego do wykonania określonej fryzury, swoją rolę odgrywa też wykształcenie pracowników - cytuje portal tagesschau.de szefa Związku Jörga Müllera. Dodaje on jednak zaraz, że kiedy kobieta życzy sobie fryzury w 100 procentach takiej jak męska, powinna zapłacić tyle, ile męski klient. Powinna jednak wcześniej uzgodnić to z fryzjerką lub fryzjerem.

"Gender pricing" jest też na porządku dziennym w pralniach chemicznych. W 32 proc. zbadanych firmach pranie damskiej bluzki było droższe niż męskiej koszuli - średnio różnica ta wynosiła 1,80 euro. - Jeżeli ktoś musi płacić więcej tylko ze względu na swoją płeć, jest to naruszeniem zakazu dyskryminacji - mówi szefowa Federalnego Biura ds. Przeciwdziałania Dyskryminacji Christine Lüders.

Podwójna dyskryminacja

Kształtowanie cen ze względu na płeć i ich zawyżanie zwłaszcza w przypadku pań jest tym bardziej bulwersujące, że kobiety zarabiają średnio mniej niż mężczyźni. W 2016 r. tzw. gender pay gap (rozziew w płacach ze względu na płeć) wynosił 21 procent. Kobiety są zatem podwójnie dyskryminowane. Czasami z racji płci także panowie muszą płacić więcej za usługi, ale według badania dzieje się to w zaledwie 1,4 proc. przypadków.

Różowy droższy od niebieskiego

Kobiety muszą płacić więcej nie tylko za usługi, ale też za produkty, np. w drogeriach. Chociaż tu różnice cen ze względu na płeć klientów nie są aż tak duże jak w usługach. Podczas gdy wcześniejsze badania wskazywały na ogromne różnice cen w przypadku perfum, wód toaletowych, pianek do golenia czy dezodorantów, obecne badanie wskazuje na zmiany. Z 1682 zbadanych produktów tylko 62 różniły się ceną ze względu na płeć, stanowiły więc 3,7 procent całej oferty.

Ale ciągle jeszcze można znaleźć produkty, które bez uzasadnionego powodu różnią się cenami. Na przykład żyletki do golenia dla pań "for Women" w supermarketach Aldi kosztują 4,49 euro. Te same żyletki dla panów natomiast 3,89 euro. Obydwa produkty różnią się jedynie kolorem - różowy jest dla pań, niebieski dla panów. "Gender pricing" zaczyna się już u maluchów: płyn do kąpieli dla dziewczynek kosztuje 2,95 euro, ten sam w wariancie dla chłopców - 1,75.

Federalne Biuro ds. Przeciwdziałania Dyskryminacji zaleca, by związki branżowe zobowiązały się do unikania takiego różnicowania cen ze względu na płeć i regularnie monitorowały rynek. Możliwe byłoby też powołanie do życia specjalnej placówki monitoringu np. przy ministerstwie ochrony konsumentów. Na razie są to jednak tylko zalecenia.

Elżbieta Stasik / tagesschau.de, Redakcja Polska Deutsche Welle
 

inho

Well-Known Member
1 633
4 357
Ale ciągle jeszcze można znaleźć produkty, które bez uzasadnionego powodu różnią się cenami. Na przykład żyletki do golenia dla pań "for Women" w supermarketach Aldi kosztują 4,49 euro. Te same żyletki dla panów natomiast 3,89 euro. Obydwa produkty różnią się jedynie kolorem - różowy jest dla pań, niebieski dla panów.
Po pierwsze to skoro mają inny kolor, to nie są takie same - jeśli dla kobiet kolor różowy ma dodatkowy walor estetyczny, to właśnie za niego płaci. Jeśli natomiast dla kobiety wygląd nie ma znaczenia, to może sobie kupić "męskie" po niższej cenie. W sklepach nie ma strażników pilnujących, żeby klienci kupowali w odpowiednim dziale produkty w odpowiednim kolorze.

"Gender pricing" zaczyna się już u maluchów: płyn do kąpieli dla dziewczynek kosztuje 2,95 euro, ten sam w wariancie dla chłopców - 1,75.
Te bardzo często mają inny skład lub proporcje składników, a nawet jeśli nie, to obowiązuje zasada jak wyżej - nikt nikomu nie nakazuje kupowania produktów z danym oznaczeniem.
 

T.M.

antyhumanista, anarchista bez flagi
1 297
4 079
http://www.filmweb.pl/news/Francuzki+atakują+MeToo:+Nie+chcemy+purytanizmu-126515http://www.filmweb.pl/news/Francuzki+atakują+MeToo:+Nie+chcemy+purytanizmu-126515

Na łamach francuskiej gazety "Le Monde" ukazał się list otwarty kobiet, które przestrzegają przed ślepą gorliwością, jaką wywołała afera Harveya Weinsteina i którą podsyca akcja #metoo. Pod tekstem podpisało się prawie 100 kobiet, w tym gwiazda francuskiego kina Catherine Deneuve.

13134_1.2.jpg


W liście czytamy między innymi, że istnieje różnica między gwałtem, przemocą seksualną a podrywaniem, flirtowaniem, nawet jeśli czynione jest nieporadnie lub w sposób ordynarny. Z przerażeniem kobiety obserwują, że wszystkie zachowania mężczyzn wobec kobiet zostały ze sobą zrównane i napiętnowane. Uważają to za przejaw purytanizmu i wyrażają głęboki sprzeciw.

Wolność seksualna – zdaniem kobiet – oznacza, że każdy ma prawo powiedzieć "nie" i druga osoba musi to szanować. Ale oznacza też prawo do podrywania. Dotknięcie kolana, próba skradzenia pocałunku, odważny sms, poruszanie intymnych tematów podczas biznesowej kolacji nie powinno być traktowane tak samo jak gwałt.

Kobiety zauważają też, że wolność słowa w świetle akcji #metoo stanęła na głowie. Jeśli dana osoba odważy się mieć przeciwne zdanie od tych, którzy święcie oburzają się na cały męski ród, to natychmiast jest piętnowana jako zdrajczyni lub współodpowiedzialna za cierpienie kobiet. Artystki przyznają też, że podlegają naciskom, by cenzurowały swoje dzieła, żeby męskie postacie były mniej seksistowskie, a kobiece traumy seksualne wyraźniej akcentowane.

Sygnatariuszki listu oburza to, że cenzuruje się akty Egona Schielego, protestuje się przeciwko retrospektywie Romana Polańskiego i nawołuje się, by zaprzestano projekcji "Powiększenia" Michelangelo Antonioniego, bo jest to dzieło mizoginistyczne i nieakceptowane w świetle współczesnych standardów.

Kobiety zaniepokojone są też sytuacją, w której publiczne oskarżenie jest równorzędne z wyrokiem, a oskarżonym odmawia się nawet prawa do obrony. To jest polowanie na czarownice, które nie ma nic wspólnego z walką kobiet o równe prawa.
 
Do góry Bottom