Wkurzające newsy z rana

MaxStirner

Well-Known Member
2 348
4 060
Nawet nie sądziłem, że nie mieli do tej pory takich uprawnień. W sumie z punktu widzenia ściganego niewiele to zmienia. Nie wiem czy przy obecnej technologii i skomunikowaniu tych służb ktokolwiek jest w stanie skutecznie im uciec.
 

MaxStirner

Well-Known Member
2 348
4 060
Położył się spać po trzecim piwie. W nocy obudził go dzwonek. Policjant prosił o przestawienie samochodu. Cofnął auto dwa, może trzy metry. I to był błąd.
47-letni Mirosław Zawada (imię i nazwisko zmienione) jest kawalerem i cenionym przez przełożonych brygadzistą w spółce komunalnej w Świdniku. Ma 167 cm wzrostu i 55 kg wagi. Kieruje pracą 18 osób, które zajmują się utrzymaniem porządku w mieście. Brygada latem kosi trawniki, zimą odśnieża ulice i chodniki. Zawada jeszcze nie zdążył założyć rodziny.

Czy policjant coś wyniuchał?

15 grudnia zeszłego roku, jak zwykle w niedzielę po południu, był u rodziców na obiedzie. To tylko kilkadziesiąt metrów od jego bloku.

- Wracając do domu, zaszedłem do spożywczego wziąć coś na śniadanie, bo zaczynam robotę o szóstej rano. Przy okazji kupiłem trzy półlitrowe butelki piwa, piję Perłę Chmielową. Siadłem w fotelu, pamiętam z telewizji wiadomości i sport. Potem położyłem się spać.

Kilka minut po godz. 22 obudził go dzwonek do drzwi. Po ich drugiej stronie stał policjant w białej czapce drogówki. Zapytał, czy jest właścicielem opla corsy o numerach takich i takich. Zawada mieszka na parterze bloku, do parkingu z mieszkania ma 30 metrów.

- Mam nowy model corsy, z klimatyzacją i wszystkimi bajerami. Struchlałem, że ktoś mi auto uszkodził. Kiedy wybiegłem na parking, uspokoiłem się. Auto stało jak gdyby nigdy nic. Ale podobno utrudniało wyjazd sąsiadowi, właścicielowi małego fiata. Czułem się trzeźwy. Otworzyłem drzwi i na wyraźne polecenie policjanta cofnąłem auto: dwa, najwyżej trzy metry.

Właśnie wtedy starszy posterunkowy Piotr Szul ze świdnickiej drogówki przez uchylone okno w drzwiach corsy poczuł woń alkoholu. Błyskawicznie wyjął kluczyki i pobiegł do radiowozu po alkomat. Wynik: 1,20 promila. Po chwili Zawada siedział już w radiowozie, który pojechał na komendę, gdzie kolejne badania potwierdziły obecność alkoholu we krwi. Wynik był malejący, co oznacza, że nieszczęsny musiał przestać pić dwie, trzy godziny wcześniej.

- Mundurowemu, który wyczuł ode mnie alkohol, towarzyszył w patrolu znajomy policjant. Na komendzie zapytałem go, czy drogówka jest od pilnowania porządku na parkingu. Ten tylko wzruszył ramionami. Potem od innego znajomego dowiedziałem się, że jestem ofiarą statystyk. Policjant, zatrzymując pijanego kierowcę, od razu ma sprawcę przestępstwa. Nie musi nigdzie chodzić, nikogo szukać, zza biurka winduje sobie słupki. Tylko że ja nigdzie nie jechałem! Gdy na chłodno przeanalizowałem sobie całą tę sprawę, zrozumiałem, że nie powinienem był wsiadać do auta, bo tak naprawdę wyjazd z parkingu małemu fiacikowi zastawiłem nie ja, tylko czarne audi. Ono jednak miało warszawskie numery rejestracyjne i policjanci tego wieczora na pewno nie dotarliby do jego właściciela. Ja byłem pod ręką. I jeszcze zastanawiam się też, czy policjant, pukając do moich drzwi, przypadkiem nie wyczuł ode mnie zapachu alkoholu i może celowo pozwolił mi usiąść za kółkiem. Ale na to dowodów nie mam.

Daremna wiara w zdrowy rozsądek

Trzy dni po incydencie na parkingu policja wszczęła dochodzenie w sprawie prowadzenia auta pod wpływem alkoholu. Przed świętami mundurowi zatrzymali prawo jazdy, a 9 stycznia tego roku przedstawili zarzut. Jeszcze w lutym sprawa, zgodnie z procedurą, trafiła do prokuratury, która zaakceptowała wniosek drogówki o przesłanie do sądu aktu oskarżenia.

- Dotąd całą sprawę traktowałem z przymrużeniem oka. Otrzeźwiło mnie, kiedy kolega przypomniał, że za jazdę po pijanemu grozi do dwóch lat więzienia. Zacząłem szukać adwokata - tłumaczy Zawada.

Mecenas Antoni Pielesz nie wierzył, że to się w ogóle mogło stać. Wsiadł w samochód i pojechał na parking. Zobaczył, że jest położony między dwoma blokami i zmieści się tam maksimum 12-13 aut. Na tej podstawie złożył do sądu kilka wniosków.

- Przede wszystkim mój klient w środku nocy, cofając auto, nie spowodował żadnego niebezpieczeństwa. Poza tym zachował ostrożność, sprawdzając, czy może wykonać wspomniany manewr. Wsiadając do auta, czuł się trzeźwy. Wiedząc, że jest inaczej, z pewnością poprosiłby o pomoc w przestawieniu auta np. policjanta.

Mirosławowi argumenty adwokata przywróciły wiarę w zasady zdrowego rozsądku. Do sądu szedł pewny siebie.

- Kiedy sąd odczytywał wyrok, ścięło mnie z nóg. Zostałem skazany na rok więzienia z zawieszeniem na cztery miesiące. Dodatkowo na rok straciłem prawo jazdy. Do dziś czasem zdarza mi się pomyśleć, że wszystko dookoła to jakaś fikcja - opowiada zdruzgotany Zawada, pokazując uzasadnienie wyroku.

Sędzia Wanda Kamińska z Sądu Rejonowego Lublin-Wschód uznała w nim, że wina Zasady nie budzi wątpliwości i żadne okoliczności nie działają na jego korzyść. "Wykazał lekceważący stosunek do podstawowych zasad bezpieczeństwa w ruchu lądowym, zakazujących jazdy pod wpływem alkoholu. Swoim zachowaniem spowodował zagrożenie dla innych użytkowników parkingu, tak kierowców, jak i pieszych".

Z uzasadnienia wyroku wynika, iż Zawada nie został skazany na bezwzględną karę pozbawienia wolności tylko dlatego że nie był dotąd karany.

Wiem, co to bezrobocie

Mirosław: - Przez całe życie nie miałem żadnego konfliktu z prawem. A dziś jestem skazany. Żal mi prawie 80-letniego ojca, który po ostrej grypie zachorował na serce. Odkąd zabrali mi prawo jazdy, tato dojeżdża busami do kliniki w Lublinie. A mama ze wstydu przestała wychodzić z domu.

Zawada na dobre załamał się przed tygodniem, kiedy usłyszał, że osoba skazana za przestępstwo umyślne, jak jazda pod wpływem alkoholu, po uprawomocnieniu się wyroku traci pracę.

- Już raz, kilkanaście lat temu, zwolnili mnie z zakładów lotniczych w Świdniku, gdzie byłem ślusarzem. Wiem, co to bezrobocie, wiem, co to szukanie pracy. W moim wieku to byłby dramat - tłumaczy przybity.

Były minister sprawiedliwości, wykładowca prawa karnego z UJ prof. Zbigniew Ćwiąkalski, sprawę ocenia jako abstrakcyjną.

- Policjant z punktu widzenia formalnego mógł uznać, że kierowcę należało ukarać. Jednak nad nim jest prokurator. Moim zdaniem powinien działać elastycznie, odróżniając postępowanie pijanego kierowcy na ruchliwej drodze od mężczyzny cofającego swoje auto w środku nocy na małym osiedlowym parkingu. Kierując się brakiem realnego zagrożenia bezpieczeństwa w ruchu, należało sprawę umorzyć - mówi profesor.

Chcieliśmy porozmawiać z posterunkowym Szulem, który wyczuł od Zawady alkohol. Nie zgodził się na spotkanie. - Wszystko w tej sprawie powiedziałem na rozprawie w sądzie - przekazał za pośrednictwem oficera prasowego komendy w Świdniku.

Jarosław Król z prokuratury, ten, który przesłał do sądu akt oskarżenia, stwierdził, że o sprawie nie pamięta "z powodu nawału pracy".

Na rozmowę z "Wyborczą" nie zgodziła się także sędzia Wanda Kamińska. Na 3 października wyznaczono rozprawę odwoławczą.
 

MaxStirner

Well-Known Member
2 348
4 060
"Sąd Okręgowy w Koszalinie utrzymał wyrok ws. dyrektora koszalińskiego więziennictwa płk. Krzysztofa Olkowicza, który wpłacił grzywnę za osadzonego w areszcie niepełnosprawnego intelektualnie mężczyznę. W maju sąd uznał go za winnego i nie wymierzył kary; teraz podtrzymano wymierzony wtedy wyrok.
Szef koszalińskiego więziennictwa odwołał się od decyzji sądu I instancji, bo czuł się niewinny. Przed rozprawą powiedział, że gdyby sytuacja się powtórzyła, postąpiłby tak samo. W jego ocenie sprawą nigdy nie powinna zajmować się policja i sąd, a niepełnosprawny mężczyzna nie powinien w ogóle znaleźć się w areszcie.

Olkowicz laureatem nagrody TOK FM. "Więzienie jest najgorszym sposobem wykonywania kary"

- Niedopuszczalne zachowanie osoby piastującej ważne stanowisko w systemie służby więziennej. Powinna ona powziąć działania zgodne z prawem, działania profesjonalne - mówiła dziś sędzia Renata Rzepecka-Gawrysiak, uzasadniając szkodliwość czynu.

Dyrektor musi zapłacić 80 zł kosztów sądowych

Płk Olkowicz nie został ukarany, musi jedynie wpłacić 80zł kosztów sądowych, bo dopuścił się wykroczenia. Dyrektora koszalińskiego więziennictwa nie będzie mieć też kłopotów w pracy z powodu swojego postępowania.

Mężczyzna zapowiada jednak, że o swoje dobre imię będzie walczyć przed Sądem Najwyższym, bo "nie czuje się winny".

Na dyrektora do Ministerstwa Sprawiedliwości donieśli podwładni (ja pierdole!!!)

W maju Olkowiczowi nie wymierzono kary, bo podejmowane przez niego działania - w ocenie sądu - "zmierzały do tego, aby doprowadzić do jak najszybszego, wręcz natychmiastowego zwolnienia Arkadiusza K., czego nie można ocenić nagannie".

Olkowicz zapłacił 40 zł grzywny za mężczyznę, który znalazł się w areszcie po kradzieży wafelka wartego 99 groszy. Sprawa trafiła na wokandę po tym, jak o wpłaceniu grzywny za ubezwłasnowolnionego Arkadiusza K. do Ministerstwa Sprawiedliwości donieśli podwładni Olkowicza. Powiadomili oni resort o podejrzeniu naruszenia przez dyrektora przepisu, który zabrania uiszczania za więźnia grzywny, jeśli nie jest się bliską mu osobą.

Olkowicz wpłacił grzywnę za mężczyznę, który ukradł wafelek za 99 groszy

Arkadiusz K. trafił do koszalińskiego aresztu 3 września 2013 r., bo nie zapłacił 100 zł grzywny za kradzież wafelka wartego 99 gr. Grzywnę zamieniono mu na 5 dni aresztu. O powodach jego osadzenia Olkowicz dowiedział się trzy dni później. Zaprosił więźnia na rozmowę, po której nabrał podejrzeń, że Arkadiusz K. cierpi na jakieś schorzenie psychiczne i nie powinien przebywać w areszcie.

Po uzyskaniu dodatkowych informacji na temat Arkadiusza K., którego wcześniej nie znał, Olkowicz zdecydował o zapłaceniu za niego 40 zł grzywny, by mógł on wcześniej wyjść na wolność. Tak też się stało - 6 września 2013 r. mężczyzna opuścił areszt."

Ja sie do kurwy nędzy pytam, KTO takim ludziom pozwala wydawać wyroki? Na jeżdżenie taksówką trzeba zrobić od cholery testów, ale żeby móc wydać wyrok i decydować o cudzym życiu najwyraźniej można mieć spierdolone poczucie przyzwoitości i całkowitą niezdolność do posługiwania sie logiką. Facet pojdzie do Strassburga i wygra - ale grzywne za wyrok zapłaci podatnik, a owe osobniki dalej będą orzekać w sprawach. Ten świat jest kompletnie zjebany.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 899
22 144
Przydałaby się już ta jesień...

Nowy parapodatek dla firm. Zapłacą na publiczne media, nawet jeśli nie mają odbiornika

09.09.2014 14:15
TVP i Polskie Radio już niedługo dostać mogą ponad miliard złotych. Zgodnie z nowymi regulacjami każdy przedsiębiorca zostanie zmuszony do zapłacenia opłaty audiowizualnej, niezależnie od tego, czy posiada radio lub telewizor. Tak przynajmniej wynika z założeń nowej ustawy medialnej, którą skierowało do konsultacji Ministerstwo Kultury.

Obecnie nie ma jeszcze ustalonej konkretnej kwoty, którą miałyby płacić firmy. Prezes KRRiT, Jan Dworak, twierdzi, że trudno jest w tym momencie podać ostateczną stawkę na tym etapie ustalania przepisów. Prawdopodobnie jednak osoby prowadzące jednoosobową działalność gospodarczą zapłacą około dziesięciu do dwudziestu złotych miesięcznie, czyli mniej więcej tyle, co gospodarstwa domowe. Przedsiębiorstwo, które zatrudnia ok. 50 osób, zapłaci zdecydowanie więcej, bo już około kilkaset złotych miesięcznie. Szacuje się, że dzięki nowej opłacie od samych samozatrudnionych publiczne media miałyby dostać od 266 do 532 milionów złotych.

Takie rozwiązanie miałoby być bardzo korzystne dla właścicieli hoteli, pensjonatów i moteli. Nie zatrudniają one dużej liczby pracowników, a mają wiele odbiorników. Na Forum Ekonomicznym w Krynicy Dworak stwierdził, że o składce powinna decydować liczba zatrudnionych, a nie liczba odbiorników. Składki byłyby wtedy zdecydowanie niższe, a osoby samozatrudnione płaciłyby tak jak klienci indywidualni, mikroprzedsiębiorstwa niewiele więcej. Za to opłaty dla dużych firm byłyby wyższe niż dotychczas.

Firmy będą miały bardzo niewielką szansę na uniknięcie opłaty audiowizualnej. Jako baza firm może posłużyć Krajowy Rejestr Sądowy dla spółek prawa handlowego oraz Centralna Ewidencja i Informacja o Działalności Gospodarczej dla osób fizycznych prowadzących działalność gospodarczą. Aby poznać wielkość przedsiębiorstwa, resort kultury zwróci się do ZUS-u. Istnieje także możliwość wprowadzenia obowiązkowej rejestracji wszystkich przedsiębiorców w instytucji odpowiedzialnej za zbieranie nowego abonamentu.

Nowa opłata audiowizualna nie ominie także fundacji, stowarzyszeń i organizacji społecznych. Niezależnie od liczby członków, wszystkie będą miały obowiązek uiszczenia opłaty na podstawowym poziomie.

... ale niestety trochę się spóźnia...
 

tomislav

Rasa: biała, profil klimatyczny: śródziemnomorski
4 782
12 286
Takie bydło dobrze komponuje się z szubienicą. Służbista, chciałoby się rzec, genetyczny. Delatorska, pro-państwowa gnida kategorii pierwszej.
Jeździ rowerem po Warszawie i robi zdjęcia ludziom pijącym alkohol nad Wisłą. Potem zawiadamia policjantów, czeka na ich przyjazd, prezentuje im fotografie oraz wskazuje osoby, którym je zrobił. A mundurowi wypisują im mandaty. W stolicy pojawił się prawdziwy społeczny "strażnik trzeźwości".
Od kilku dni na portalach społecznościowych i w internetowych mediach pojawia się ostrzegawczy komunikat. Na Faceboku został udostępniony już kilka tysięcy razy. Dołączone jest do niego zdjęcie mężczyzny na rowerze, z aparatem na szyi. Poniżej jest opis.

Regularnie zgłoszenia

"PUBLICZNY KOMUNIKAT!!! Ten oto człowiek, jeździ rowerem w WARSZAWIE nad Wisłą i robi zdjęcia ludziom pijącym alkohol. Później dzwoni na policję i czeka na przyjazd, po okazaniu zdjęć policja musi wystawić mandat za picie w miejscu publicznym każdej osobie, która widnieje na zdjęciu. Policjanci przyznali, że mają około 120 zgłoszeń dziennie od tego gościa. Udostępniajcie ku przestrodze. Picie piwa nad rzeką to nie przestępstwo!!!" – głosi komunikat.

Policjanci potwierdzają, że rzeczywiście jest mężczyzna, który od kilku tygodni regularnie do nich dzwoni i powiadamia o konkretnych przypadkach spożywania alkoholu nad Wisłą. – Tych zgłoszeń nie jest jednak tak dużo, jak głosi internetowy wpis. Średnio dostajemy ich od niego po kilka dziennie – na przykład w ostatni piątek były dwa, w sobotę pięć – mówi Onetowi komisarz Robert Szumiata ze śródmiejskiej komendy policji.
Zgadza się natomiast opisany w poście mechanizm działania samozwańczego "stróża prawa" – Rzeczywiście, mężczyzna ten czeka na przyjazd funkcjonariuszy, pokazuje im zdjęcia, jakie wykonał, a następnie wskazuje miejsce przebywania tych osób, które sfotografował. Jeżeli okazuje się, że popełniły one wykroczenie, policjanci odpowiednio reagują. Zdarza się, że interwencja kończy się mandatem albo skierowaniem sprawy do sądu – tłumaczy Robert Szumiata.
Powiadomienia o osobach spożywających alkohol nad rzeką otrzymują również strażnicy miejscy. – Wpływa do nas średnio po kilka, kilkanaście takich zgłoszeń od mieszkańców dziennie. Jednak nie jesteśmy w stanie potwierdzić, czy pochodzą one, czy też część nich pochodzi, od jednego człowieka. Nie możemy jednak też tego wykluczyć – mówi Onetowi Monika Niżniak, rzeczniczka stołecznej straży miejskiej. – Za każdym razem reagujemy i na miejsce wysyłany jest nasz patrol – dodaje.

"By był porządek"

Jak ustaliliśmy, "strażnik trzeźwości" jest mieszkańcem Powiśla. Swoje zachowanie motywuje tym, że chce, by w jego dzielnicy był porządek. I donosi tylko na tych, którzy piją po lewej stronie Wisły.

Przy okazji trzeba wspomnieć o trwającym od pewnego czasu sporze. Jego przedmiotem jest właśnie spożywanie piwa, wina czy innych "napojów wyskokowych" nad rzeką – jedni twierdzą, że jest to dozwolone, inni mają zupełnie odmienne zdanie.

Zgodnie z prawem, zabronione jest picie alkoholu na ulicach, placach i w parkach. Lewy brzeg Wisły służby traktują jednak jako jedno z tych miejsc, ponieważ obowiązują tam oficjalnie nadane przez miasto nazwy, np. Bulwar Grzymały Siedleckiego lub Bulwar Flotylli Wiślanej. Tymczasem po drugiej stronie, gdzie brzeg jest bardziej dziki, nie ma takich uregulowań. Czy tam więc można spożywać alkohol?

Rekordowy weekend

Mundurowi ostrożnie wypowiadają się na ten temat. – Każdy przypadek rozpatrywany jest indywidualnie. Jeżeli dana osoba, która według policjantów popełniła wykroczenie, nie zgadza się z tym, może odmówić przyjęcia mandatu i wtedy rozstrzyga to sąd – wyjaśnia Robert Szumiata.

Warto dodać, że ostatni weekend był rekordowy pod względem interwencji związanych z alkoholem. W sobotę i niedzielę strażnicy miejscy "podjęli" ze stołecznych ulic 126 nietrzeźwych osób. Większość z nich trafiła do izby wytrzeźwień. W całej Warszawie odnotowano również 349 przypadków spożywania alkoholu w miejscach niedozwolonych. Strażnicy mandatami ukarali 180 sprawców, w kilku przypadkach wnioski o ukaranie skierowane zostaną do sądu.
http://wiadomosci.onet.pl/warszawa/straznik-trzezwosci-poluje-na-pijacych-alkohol-nad-wisla/d25s1


 

Cokeman

Active Member
768
120
Takie bydło dobrze komponuje się z szubienicą. Służbista, chciałoby się rzec, genetyczny. Delatorska, pro-państwowa gnida kategorii pierwszej.

http://wiadomosci.onet.pl/warszawa/straznik-trzezwosci-poluje-na-pijacych-alkohol-nad-wisla/d25s1

Typek jest tu od 23 minuty.

http://fakty.tvn24.pl/ogladaj-online,60/fakty-09-09-2014,466613.html

Nie ogarniam tego. Koleś zrobił już ponad 2000 donosów, a nadal ma gładki ryj. Warszawiacy to jednak cioty są.
 

Alu

Well-Known Member
4 254
8 360
TVP i Polskie Radio już niedługo dostać mogą ponad miliard złotych. Zgodnie z nowymi regulacjami każdy przedsiębiorca zostanie zmuszony do zapłacenia opłaty audiowizualnej, niezależnie od tego, czy posiada radio lub telewizor. (...)

Prezes KRRiT, Jan Dworak, twierdzi, że trudno jest w tym momencie podać ostateczną stawkę na tym etapie ustalania przepisów. Prawdopodobnie jednak osoby prowadzące jednoosobową działalność gospodarczą zapłacą około dziesięciu do dwudziestu złotych miesięcznie, czyli mniej więcej tyle, co gospodarstwa domowe. Przedsiębiorstwo, które zatrudnia ok. 50 osób, zapłaci zdecydowanie więcej, bo już około kilkaset złotych miesięcznie. Szacuje się, że dzięki nowej opłacie od samych samozatrudnionych publiczne media miałyby dostać od 266 do 532 milionów złotych. (...)

Nowa opłata audiowizualna nie ominie także fundacji, stowarzyszeń i organizacji społecznych. Niezależnie od liczby członków, wszystkie będą miały obowiązek uiszczenia opłaty na podstawowym poziomie.

Jak ja tych złodziejskich kurw nienawidzę...
 
Ostatnia edycja:

Grzechotnik

Well-Known Member
988
2 073

Ciek

Miejsce na Twoją reklamę
Członek Załogi
4 589
11 250
Tymczasem dzisiaj na polskojęzycznym onecie:

http://biznes.onet.pl/fala-wnioskow-w-sprawie-abonamentu-krrit-chce-wiec,18490,5656345,prasa-detal
Większość urzędów chce w przyszłym roku dostać z budżetu więcej pieniędzy. Ale wszystkie w tych żądaniach przebija Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji (...) i tłumaczy swoje żądania koniecznością znacznego zwiększenia zatrudnienia, by obsłużyć lawinę wniosków o umorzenie lub rozłożenie na raty abonamentu.

Kwestię Dnia Sznura rozgryźliśmy już na shoucie. Dzień Sznura jest potrzebny, bo to konkretna, symboliczna data. W akapie Dzień Sznura będzie niepaństwowym świętem, takim jak dziś jest boże narodzenie. Oczywiście nie będzie wolnego od roboty w kopalniach i fabrykach azbestu, ale wieczorem rodziny będą się zbierać razem na kolacje i wspólne śpiewanie piosenek Kelthuza. W każdym domu będzie stało drzewko udekorowane szubieniczkami, a dzieciaki wieczorem przy kominkach zawieszą kominiarki. Milusińscy będą wierzyć że tej magicznej nocy ze swojej bajkowej fabryki broni w Somalii przylatuje helikopterem św. Kr2y510, spuszcza się na linie przez komin w celu uniknięcia posądzenia o trespassing i zakopanych w ogródku min przeciwpiechotnych, przynosząc dzieciom, które były grzeczne i nie lewakowały, nowe, wystrzałowe zabawki.



To tyle w kwestii symboliki, natomiast organizacyjnie trzeba mówić o Roku Sznura, bo ciężko byłoby wszystkie sprawy załatwić (dosłownie i w przenośni). Rok Sznura będzie wyznacznikiem nowej ery, ery akapu i wielu akapistów będzie od niego liczyć sobie datę (każdy będzie miał swój kalendarz, wiec każdy będzie iczyć inaczej).
 
OP
C

Crank

Guest
Macie mylne pojęcie o tym jak wyglądać będzie dzień sznura. Otóż nie stanie się to w "dzień'. To stanie się w noc. I nie w jedną. Zacznie się od małych kroczków a skończy na wielkim pierdolnięciu kiedy władza zostanie unicestwiona.
 
Do góry Bottom