Wkurzające newsy z rana

libertarianin.tom

akapowy dogmatyk
2 613
5 786
Thomas E. Woods mi przeslal:

"The Labour Party just announced its intention to abolish private schools, should it win the next election.

Why?

You know why.

“The ongoing existence of private schools is incompatible with Labour’s pledge to promote social justice.”

"Social justice," the phrase behind so much destruction.

The party's next manifesto, we're told, will include “a commitment to integrate all private schools into the state sector."

The property, land, and other assets belonging to private schools will be “redistributed democratically and fairly across the country’s educational institutions.”
 

Ciek

Miejsce na Twoją reklamę
Członek Załogi
4 542
10 691
Mój kraj, taki piękny ...

Os. Kopernika: właściciel zabarykadował się w mieszkaniu, lokatorka koczuje pod drzwiami. Interwencja policji
Trwa policyjna interwencja na osiedlu Kopernika.
Na miejsce zdarzenia udała się m.in. reporterka telewizji WTK, która ustaliła, że w jednym z mieszkań, pod nieobecność lokatorki, pojawił się właściciel. Mężczyzna nabył nieruchomość na aukcji komorniczej. Wcześniej należała ona formalnie do rodziców pani Magdaleny, ale została zlicytowana na poczet długów powstałych w wyniku prowadzenia działalności gospodarczej.

Pod nieobecność lokatorki właściciel wszedł do mieszkania i "wyprosił" stamtąd jej znajomego oraz psa i dwa koty. Na miejsce była wzywana policja, jednak początkowo funkcjonariusze odmawiali interwencji i twierdzili, że nie mogą siłą usunąć mężczyzny.

Poznańska "Gazeta Wyborcza" poinformowała, że właściciel ma tytuł wykonawczy pozwalający na eksmisję lokatorów, musi się to jednak odbyć w obecności komornika. Zamiast tego mężczyzna postanowił działać na własną rękę.

Kobieta, jej dwaj synowie oraz zwierzęta koczują na klatce schodowej.

Około godziny 20 na ul. Newtona przyjechało kilkunastu policjantów. Rozmowa z zamkniętym w mieszkaniu właścicielem nie przyniosła rezultatów, wezwano więc ślusarza, który ma rozwiercić zamki i umożliwić dostanie się do lokalu.

https://epoznan.pl/news-news-99417-os_kopernika_wlasciciel_zabarykadowal_sie_w_mieszkaniu_lokatorka_koczuje_pod_drzwiami_interwencja_policji


Szkoda, że bohater tych zdarzeń pozostaje anonimowy. W akapie by mógł mieć swoje miejsce w alei chwały zasłużonych dla propertarianizmu gdyby tylko ktoś taką aleję wybudował jakimś cudem.
 

alfacentauri

Well-Known Member
1 039
1 547
Wracając jeszcze do tej sprawy zajętego mieszkania w Poznaniu to niejaki redaktor Piotr Żytnicki z Wyborczej udostępnił film z wejścia do tego mieszkania
Drzwi do niego rozwalili przedstawiciele organizacji o nazwie Wielkopolskie Stowarzyszenie Lokatorów.
Weszli do tego mieszkania a za nimi policjanci. Jednocześnie wspomniany redaktor Żytnicki narzeka na kompromitację policji, bo pozwoliła ona wcześniej na nielegalną eksmisję.
 

pawel-l

Ⓐ hultaj
1 842
6 677
Trzy lata więzienia dla zniszczonego przedsiębiorcy. Szokujący wyrok podlaskiego sądu
Sąd Apelacyjny w Białymstoku utrzymał wyrok trzech lat więzienia dla przedsiębiorcy Mirosława Ciełuszeckiego. Sędziowie podtrzymali kuriozalne zarzuty. Byli działacze opozycji demokratycznej w PRL, którzy wspierali Cieluszeckiego, porównują cały proces do podobnych w okresie komunistycznym.

O sprawie Mirosława Ciełuszeckiego pisaliśmy wielokrotnie. Przypomnijmy – przedsiębiorca został oskarżony o działanie na szkodę własnej firmy. Miało nim być sprzedanie własnych działek swojej własnej spółce.

Pomijając ocenę samego przepisu prawnego dotyczącego działania na niekorzyść własnej firmy, zdaniem obrony oskarżonego ciężko mówić o tym w przypadku CIełuszeckiego, ponieważ pieniądze z transakcji z nawiązką trafiły z powrotem na konto spółki.

Prokuratura twierdziła też, że działki Ciełuszecki sprzedał za zawyżoną cenę, nie brała pod uwagę faktu, że znajdowały się one na granicy z Białorusią, a na działkach znajdował się terminal przeładunkowy torów kolejowych szerokich na wąskie.

Zasadność wyceny Ciełuszeckiego potwierdza też cena, za jaką działki sprzedał po latach syndyk masy upadłościowej. Mimo to przez siedemnaście lat toczył się proces, w którym opinię wydawał fałszywy biegły, zaginęły ważne dowody w sprawie (zgubione przez biegłego lub prokuraturę), inny biegły przelew bankowy ELIXIR kojarzył z płynem, zaś kolejny biegły nie był fachowcem w sprawach gospodarczych ale w dziedzinie… lunaparków i karuzel.

Inna biegła w sądzie wprost przyznała, że dokonała wyceny niekorzystnej dla Ciełuszeckiego, bo było to na potrzeby procesu karnego, na potrzeby biznesowe wycena byłaby inna.

Pomimo powyższych absurdów proces toczył się siedemnaście lat. Kuriozalny proces opisywały media od prawicy (‘’Gazeta Polska”, ‘’DoRzeczy.pl”, ‘’Sieci”) poprzez telewizje (TVP i TVN), media liberalne (‘’Dziennik Gazeta Prawna”) po lewicowe, nawet postkomunistyczny tygodnik ‘’NIE”.

W obronę oskarżonego zaangażowało się wiele środowisk, w tym lewicowa Kancelaria Sprawiedliwości Społecznej Piotra Ikonowicza, byli opozycjoniści z ruchu Wolność i Pokój, Niezależnego Zrzeszenia Studentów, interwencję w sprawie podejmowali śp. Kornel Morawiecki, czy były kapelan Niezależnego Zrzeszenia Studentów ks. Józef Maj.

Jarosław Dubiel, były działacz ruchu Wolność i Pokój wprost porównał działanie proces Ciełuszeckiego do podobnych w okresie PRL.

– Podobna jest wszechwładza władzy. Dowód dla sądu nie jest żadnym argumentem, ale brak dowodu też nie jest żadnym argumentem, bo można ludzi wskazywać w oparciu o fałszywe zeznania, albo nawet nie mając zeznań. Dokładnie to widzimy w sprawie Mirosława CIełuszeckiego. Serwer z danymi zaginął, a mimo to człowiek został skazany. To zaprzeczenie fundamentalnej zasady prawa, że dopóki nie udowodni się winy, oskarżony jest niewinny. Tymczasem tutaj to Mirosław CIełuszecki musi dowodzić swojej niewinności. To ewidentna analogia do lat 70. – mówił były opozycjonista w rozmowie z portalem DoRzeczy.pl.

We wtorek, 22 października Sąd Apelacyjny w Białymstoku utrzymał w mocy wcześniejszy wyrok, trzech lat więzienia dla przedsiębiorcy. – Szokujące jest to, że sąd nawet nie odniósł się do treści apelacji, utrzymał wszystkie absurdalne dane i wnioski z procesu – mówi Dariusz Piekło, działacz NZS i KPN w okresie PRL.

Mirosław CIeluszecki po siedemnastu latach procesu trafi więc do więzienia. Jego firma, która pod koniec lat 90. miała strategiczne znaczenie dla państwa upadła, 150 osób trafiło na bruk. Wyrok jest prawomocny.
https://dorzeczy.pl/kraj/118246/trzy-lata-wiezienia-dla-zniszczonego-przedsiebiorcy-szokujacy-wyrok-podlaskiego-sadu.html
 

from_my_cold_dead_hands

Active Member
75
154
Spalił cudzą własność, kara się należała choć 16 lat więzienia to nie jest odpowiednia kara.
Oczywicie że kara powinna być, tylko inna. Nie twierdzę że jest niewinny.
Chodzi o to że większą rolę przy skazywaniu go odegrała "nienawiść" niż zniszczenie własności. Gdyby chodziło tylko o zniszczenie własności, nie dostałby takiej kary.
 
Ostatnia edycja:

Slavic

Wolnorynkowiec
312
689
10 tysięcy wielbłądów do odstrzału. Taką decyzję podjęły władze Australii

Zwierzęta – decyzją władz Australii – zostaną zastrzelone z helikopterów. Jak tłumaczy australijski rząd, wielbłądy piją zbyt dużo zasobów wody, która jest przeznaczona do gaszenia pustoszących ten kraj pożarów. O sprawie donoszą zagraniczne media, między innymi "Independent".

Według zagranicznych mediów, odstrzał 10 tysięcy wielbłądów ma rozpocząć się w środę. Cała akcja potrwa – według wstępnych założeń – 5 dni.

Australię trawią potworne pożary, które spowodowały już śmierć 25 tysięcy osób i prawie pół miliarda zwierząt. Całym światem wstrząsnęły nagrania, na których widać płonące domy i lasy a także martwe koale i kangury, leżące na poboczu wzdłuż szosy. Ponadto, w poniedziałek w Canberze zanotowano najgorszą jakość powietrza wśród wszystkich światowych stolic. Pomoc dla mieszkańców Wyspy Kangurów płynie ze wszystkich stron świata.

Dlaczego władze Australii zdecydowały się na taki krok? Spragnione wielbłądy zapuszczają się w poszukiwaniu wody coraz dalej, między innymi powodując szkody w ludzkich gospodarstwach. Zwierzęta są bardzo poszkodowane przez suszę i dlatego coraz agresywniej wdzierają się na posesje. Według mieszkańców, wielbłądy w poszukiwaniu wody m.in. demolują ogrodzenia. Według aktualnych szacunków, w Australii obecnie żyje około 10 milionów dzikich przedstawicieli tego gatunku.

Departament Stanu ds. Środowiska i Wody ma od środy zadysponować do akcji helikoptery. Ciała zabitych zwierząt – w miarę możliwości - zostaną spalone lub zakopane.

Coraz agresywniejsze zachowanie dzikich wielbłądów nie jest jednak jedynym powodem ich odstrzału. Zwierzęta te emitują znaczną ilość gazów cieplarnianych – około jedną tonę dwutlenku węgla rocznie


Zwolenników globcio już całkiem pokurwiło
 

ernestbugaj

kresiarz umysłów
818
2 481
Europejska płaca minimalna? KE przedstawi projekt

Hiszpański “El Pais” poinformował, że jeszcze w tym miesiącu KE przedstawi państwom członkowskim projekt tzw. europejskiej płacy minimalnej. Komisja miałaby zobowiązać rządy wszystkich państw unijnych do zagwarantowania tej kwoty w krajowych przepisach.

Gazeta zwraca uwagę na duże dysproporcje w wysokości płacy minimalnej pomiędzy krajami "starej" i "nowej" Unii. “Według europejskiej agencji Eurofound roczna minimalna płaca netto w krajach takich jak Polska, Węgry, Czechy czy Słowacja nie przekracza (w przeliczeniu) 5000 euro, zaś w Bułgarii i Rumunii oscyluje na poziomie 3000 euro. Z kolei w Niemczech, Francji i Włoszech przekracza 13 tys. euro, a w Hiszpanii 11 tys. euro” - czytamy.



Jak tak dalej pójdzie to Polska będzie krajem w którym kwota wolna od podatku będzie niższa niż płaca minimalna.
 
Ostatnia edycja:

Slavic

Wolnorynkowiec
312
689
Protesty podczas salonu samochodowego w Brukseli. To może być początek poważniejszego ruchu


Grupa 185 osób protestujących w imię ekologii została usunięta przez belgijską policję z terenu salonu samochodowego odbywającego się w Brukseli. Trzeba spodziewać się częstszych akcji tego typu. W grubą skórę powinni też uzbroić się właściciele niektórych samochodów.

Trudno wyobrazić sobie współczesny świat bez samochodów. Zdaniem osób protestujących podczas salonu samochodowego w Brukseli w motoryzacji coś poszło jednak nie tak. Zaskoczeni zwiedzający mogli obserwować oblewających farbą prezentowane pojazdy, przykuwających się łańcuchami do aut i skandujących swoje hasła aktywistów. Ci oskarżali motoryzację o wzrost emisji dwutlenku węgla, a samą branżę o kłamstwa, u podłoża których leży chęć sprzedawania jak największej liczby samochodów.

Liczba 185 protestujących osób może wydawać się niewielka. Z drugiej jednak strony sam salon w Brukseli jest imprezą o lokalnym charakterze. Belgijskie wydarzenia mogły być więc jedynie przejawem aktywności jednej czy kilku organizacji walczących o zmiany z ekologicznymi hasłami na ustach. Nie można jednak wykluczyć, że jest to jedynie próba przed podobnym wystąpieniem podczas większej imprezy – na przykład genewskiego salonu zaplanowanego na początek marca. Czy jednak postulaty ekologów są słuszne?

Z danych Banku Światowego wynika, że transport jest odpowiedzialny za ok. 20 proc. światowej emisji CO2. Transport to jednak pojęcie szerokie, w którym mieści się również lotnictwo czy przewozy drogą morską. Obciążenie dla środowiska generuje również przemysł, ale branża energetyczno-ciepłownicza odpowiada już za 49 proc. światowej emisji CO2. Pod tym względem ekolodzy mogli więc lepiej wybrać cel. Nie sposób jednak odmówić im racji w kwestii zarzutów dotyczących kontrowersyjnych strategii sprzedażowych.

Wątpliwe etycznie posunięcia branży motoryzacyjnej dotyczyły różnych aspektów. W 1971 r. w USA debiutował Ford Pinto. Samochód o długości 4,1 m przeznaczony był do miasta i stosowano w nim małe, jak na owe czasy i miejsce, bo czterocylindrowe jednostki napędowe. Bak samochodu umiejscowiono jednak tak, że w razie uderzenia w tył Pinto było podatne na zapalenie. Ta wada wyszła na jaw dopiero w trakcie sprzedaży modelu, a pracownicy amerykańskiej firmy obliczyli, że tańsze będzie wypłacanie ewentualnych odszkodowań niż poprawki konstrukcyjne w każdym egzemplarzu, który zszedł już z taśmy produkcyjnej.

Znacznie bliżej ekologicznych postulatów jest sprawa wzrostu popularności diesli w samochodach osobowych. Zastosowanie dwumasowego koła zamachowego ograniczającego drgania silnika wyczuwalne w kabinie, turbin ze zmienną geometrią łopatek czy nowocześniejszych systemów wtrysków sprawiły, że silniki Diesla stały się popularne. Wysokoprężne jednostki napędowe emitują mniej CO2 niż benzynowe, więc trend ten został szybko wzmocniony przez dopłaty lub ulgi podatkowe oferowane w niektórych europejskich państwach. Ten etap rozwoju motoryzacji definitywnie zakończyła afera Volkswagena, która wybuchła w 2015 r. Dziś nie jest tajemnicą, że diesle emitują duże ilości szkodliwych tlenków azotu i cząstek stałych. Taki problem mają nawet młode samochody, które przed kilkoma laty były przedstawiane jako "czyste diesle". Producenci musieli wiedzieć o tym od lat.

Dziś najbliższą przyszłością motoryzacji wydają się być samochody elektryczne. I tu nie brak kontrowersji. Po pierwsze do ich produkcji potrzebne są pierwiastki, które wydobywane są w okolicznościach odległych od tego, co można uznać za sprawiedliwość. Ostatnio szerokim echem odbił się pozew, jaki m.in. względem Tesli wystosowały rodziny kilkuletnich dzieci pracujących przy wydobyciu kobaltu w Demokratycznej Republice Konga.

Drugim źródłem wątpliwości związanym z samochodami elektrycznymi jest fakt, że związana z nimi emisja CO2 wcale nie musi być mniejsza niż w przypadku pojazdów spalinowych. W 2019 r. Parlament Europejski opublikował dane dotyczące emisji CO2 na kilometr pokonanego dystansu z uwzględnieniem produkcji oraz zezłomowania pojazdu oraz dwutlenku węgla powstającego w procesie produkcji paliwa i prądu. Jak się okazało, co prawda w przypadku energetyki ze średnim dla Unii Europejskiej udziałem odnawialnych źródeł energii emisja CO2 samochodów elektrycznych jest niższa (ok. 165 g CO2/km), to w przypadku energetyki w 100 proc. opartej na węglu jest to niespełna 310 g CO2/km. Tymczasem samochód benzynowy emituje średnio 230 g CO2/km, a diesel 220 g CO2/km.

Wiele wskazuje na to, że era świetności samochodów zbliża się do swojego schyłku. Z jednej strony coraz prężniej działające systemy carsharingowe coraz skuteczniej odwodzą od myśli o posiadaniu własnych czterech kółek mieszkańców dużych miast. Z drugiej strony intensywność zwiększają postawy, które można byłoby nazwać "car shamingiem". Do pewnego stopnia właśnie jako obarczenie kierowców odpowiedzialnością za zmiany w środowisku należy postrzegać akcję ekologów w Brukseli.

Niemiecki kierowca testowy Rafael Riethmüller, z którym Mateusz Żychowski rozmawiał w 2019 r., padł w Niemczech ofiarą zakończonego bójką linczu ze strony grupki rowerzystów tylko dlatego, że siedział za kierownicą drogiego, sportowego samochodu, który zdaniem atakujących przyczynia się do zanieczyszczenia środowiska. Podobnych zdarzeń należy spodziewać się więcej. Źródłem niechęci względem zmotoryzowanych może być nie tylko ekologia, ale i bezpieczeństwo. Po tragicznym wypadku, do którego doszło w Berlinie z początkiem września, mieszkańcy tego miasta protestowali przeciwko ruchowi kołowemu w centrum miasta i apelowali o ograniczenie dopuszczalnej prędkości do 30 km/h w całej stolicy. Czas pokaże, na ile władze miasta przychylą się do ich argumentów.

Zmotoryzowani muszą przygotować się na negatywne postawy względem właścicieli samochodów — szczególnie tych o ponadprzeciętnych parametrach. Osobiście wolałbym jednak, żeby od posiadania samochodu odwodził nas rozwój transportu publicznego i ścieżek rowerowych, nie zaś fala niechęci.


A w tle widać flagi okultystycznej Extinction Rebellion. Jak już się tak przypinają do samochodów to niech zrobią przysługę i przywiążą się do samolotu. Przynajmniej trochę mniej ich będzie.
 
Do góry Bottom