1. Forum Libertarian ma swój regulamin.

Szumlewicz oraz inne lewackie przypały

Temat na forum 'Nierząd' rozpoczęty przez dataskin, 30 Listopad 2013.

  1. T.M.

    T.M. antyhumanista, anarchista bez flagi

    Posty:
    1 151
    Polubienia:
    3 459
    I jeszcze w temacie Sandersa i jego płomiennej obrony kapitalizmu (nie znalazłem poza fb, ale to piękne):

     
  2. rawpra

    rawpra Well-Known Member

    Posty:
    2 746
    Polubienia:
    4 712
  3. FatBantha

    FatBantha sprzedawca niszowych etosów Członek Załogi

    Posty:
    7 205
    Polubienia:
    18 549
    Eksperyment się skończył, ale nie chodziło o jego nominalne cele, teraz pomysł wróci jako metoda kupowania elektoratu.

    Finlandia rozważa rozszerzenie eksperymentu z bezwarunkowym dochodem podstawowym
    Świat
    1 godz. 21 minut temu
    Politycy Socjaldemokratycznej Partii Finlandii (SDP), która wygrała kwietniowe wybory parlamentarne, rozważają rozszerzenie eksperymentu z bezwarunkowym dochodem podstawowym - podaje fińska agencja prasowa.

    Przypomnijmy, że przez dwa lata (2017-2018) grupa dwóch tysięcy fińskich bezrobotnych otrzymywała 560 euro miesięcznie bez konieczności spełnienia jakichkolwiek warunków. Czytaj nasz tekst na ten temat

    Pierwsze wyniki eksperymentu wskazują, że dochód gwarantowany nie wpłynął - ani negatywnie, ani pozytywnie - na ich sytuację na rynku pracy w pierwszym roku trwania programu. Zarazem lepiej oceniali swoje zdrowie, samopoczucie, byli mniej zestresowani i optymistyczniej zapatrywali się na przyszłość.

    Grupa naukowców cały czas analizuje wyniki eksperymentu, a ostateczny raport zostanie opublikowany w 2020 roku.

    Jednocześnie przyszły fiński rząd - o ile lewicowa koalicja zostanie dopięta - chciałby kontynuować i rozszerzyć eksperyment m.in. o studentów czy rodziców zajmujących się domem.

    Politycy chcieliby również sprawdzić, jak bezwarunkowy dochód podstawowy wpłynie na osoby wykonujący pracę, której nie chcą wykonywać, oraz na osoby zarabiające stosunkowo niewiele.

    Skontaktowaliśmy się z prof. Ollim Kangasem, nadzorującym fiński eksperyment. Pytaliśmy, czy eksperyment rzeczywiście może zostać rozszerzony.

    - Wszystko jest teraz w rękach nowego rządu, który właśnie negocjuje swój program - powiedział nam naukowiec.

    (mim)
     
  4. tolep

    tolep ChNiNK! ChP!

    Posty:
    7 610
    Polubienia:
    12 632
  5. T.M.

    T.M. antyhumanista, anarchista bez flagi

    Posty:
    1 151
    Polubienia:
    3 459
    Kurde nie widziałem tego dokładnie wcześniej, albo zapomniałem, sorki.
     
  6. Staszek Alcatraz

    Staszek Alcatraz Tak jak Pan Janusz powiedział

    Posty:
    2 593
    Polubienia:
    7 069
    Kolejny wykwit mądrości od Wosia.

    Dlaczego nierówności szkodzą

    Zwolennicy równości niepotrzebnie się krygują – zamiast krzyczeć głośno, że nierówności są nie tylko moralnie niedopuszczalne, ale także szkodliwe z praktycznego punktu widzenia.


    Mój ulubiony bloger ekonomiczny Chris Dillow zareagował na pojawienie się nowej inicjatywy interdyscyplinarnych badań nad nierównościami pod kierunkiem Angusa Deatona (tzw. nobel z ekonomii za rok 2015). Przypomniał, że na tym polu nie ma co wywarzać otwartych drzwi. Sam stworzył długą listę powodów, dlaczego nierówności są złe. Zainspirowany przez Dillowa przedstawiam Państwu te powody, tu i ówdzie uzupełniając.

    Po pierwsze, nierówności hamują innowacyjność kapitału, kierując ją na niewłaściwie tory. Już w 2005 roku ekonomiści Sam Bowles i Arjun Jayadev pokazali, że gdy nierówności są duże, to ich beneficjenci koncentrują się na tworzeniu takich mechanizmów, które ten wygodny dla nich stan rzeczy utrzymają. Stawiają na przykład na rozwój coraz bardziej srogich praw autorskich czy patentowych. Albo na mechanizmy coraz bardziej wymyślnej kontroli i nadzoru pracowników: nadzór kamer, drobiazgowa kontrola czasu pracy, konieczność rozliczania się z każdej decyzji etc. Albo na przykład coraz więcej uwagi poświęcają lobbingowi lub przejmowaniu konkurentów (zamiast cokolwiek produkować). Tak się składa, że każda z tych aktywności niesłychanie rozwinęła się w minionych 30 latach. I nieprzypadkowo te właśnie czasy były okresem znacznego wzrostu nierówności.

    Po drugie, nierówności sprawiają, że systemy polityczne stają się coraz bardziej zamknięte i niechętne zmianom. Każdy konkurent (ekonomiczny, polityczny) natychmiast metkowany jest jako zagrożenie i likwidowany. Dobrze opisali to kilka lat temu w tekście „Niesprawiedliwość nierówności” Edward Glaeser i Andrei Schleifer, pokazując, że z nierównościami jest jak z dżinem wypuszczonym z butelki. Jak raz się już do nich dopuści, to ci, co znaleźli się na górze, znajdą tysiąc uzasadnień („byliśmy mądrzejsi, bardziej zaradni” etc.) oraz narzędzi (zasoby finansowe, kapitał kulturowy), by wygodny dla siebie status quo utrzymać. A tych, co nań nastają, będą się starali przedstawić jako barbarzyńców lub innych populistów. Tak to działa. Również na naszych oczach. Przynosi to niestety negatywne konsekwencje. Jeśli zmiana (w tym również pokoleniowa) powstrzymywana jest zbyt długo, to pojawia się zjawisko, które ekonomista Joel Mokyr określił jako „zwycięstwo konserwy nad kreatywnością” (praca z roku 1993). Może ono dotknąć elit politycznych czy publicystycznych (grupa starych wiarusów wciąż celebrująca swoje pokoleniowe triumfy i pielęgnująca urazy, niepomna, że świat im odjeżdża). Ale może dotyczyć także firm i organizacji.
    Po trzecie, istnieje cały szereg dowodów świadczących o tym, że przedsiębiorstwa zbudowane na bardzo nierównej hierarchii działają gorzej. Osiągając po prostu gorsze wyniki albo wykładając się na pierwszym ostrzejszym wirażu. Dzieje się tak dlatego, że pracownicy niższego i średniego szczebla nie znajdują zbyt wiele motywacji do tego, by się z firmą autentycznie utożsamiać. Ich potencjał pozostaje więc niewykorzystany. Alessandro Bucciol i Nicolai Foss pokazali to nawet w 2014 roku na przykładzie danych dotyczących drużyn piłkarskich z włoskiej Serie A.

    Po czwarte, więcej nierówności to zazwyczaj mniej zaufania. Jeśli ktoś nie wierzy, niech porówna statystyki kryminalne równościowej Skandynawii i mniej równego Meksyku albo USA. Mniej zaufania to z kolei wolniejszy rozwój cywilizacyjny i gospodarczy. Zainteresowanych odsyłam choćby do pracy czeskiego ekonomisty Romana Horwatha z Uniwersytetu Karola w Pradze (rok 2012), gdzie relacja zaufania i wzrostu została dowiedziona na próbce – bagatela – pięćdziesięciu różnych krajów świata.

    Po piąte, łatwo dowieść, że większe nierówności prowadzą do niższej produktywności gospodarki. Choćby z powodu wielu procesów wewnątrz instytucji i firm, które opisaliśmy powyżej. Taką zależność widać gołym okiem, gdy popatrzymy na losy wielu krajów w ostatnich stu latach. Produktywność rosła tam najszybciej w latach 50., 60. i 70. XX wieku. Czyli dokładnie w czasie, gdy nierówności były najniższe.

    Po szóste, nierówności mogą doprowadzić do okopania się uprzywilejowanych elit na pozycjach „po nas choćby potop”. Świadomi, że taki układ w końcu doprowadzi do jakiegoś buntu czy rewolucji, beneficjenci mogą wybrać drogę „a co nas to obchodzi, może już tego nie dożyjemy”. Co zniechęci ich do jakiegokolwiek myślenia w kategoriach dobra wspólnego czy inwestowania w przyszłość.

    Argumenty można mnożyć i jeśli będzie taka potrzeba, chętnie się tego zadania podejmę. Na razie jednak pozostańmy przy tych sześciu. Oraz fundamentalnej konkluzji: tak, nierówności są złe.

    -------------------

    W 2018 istniało 271 start-upów wartych co najmniej 1 miliard dolarów, z czego 126 z USA i tylko 28 z Europy.

    [​IMG]
     
    Non Serviam lubi to.
  7. tolep

    tolep ChNiNK! ChP!

    Posty:
    7 610
    Polubienia:
    12 632
    Ależ złoto. Paul Joseph Watson opisuje samozaoranie AOC

     
  8. FatBantha

    FatBantha sprzedawca niszowych etosów Członek Załogi

    Posty:
    7 205
    Polubienia:
    18 549
    Rynek jest zły z powodu istnienia genów! Znowuż istnienie czynnika ludzkiego niweczy doskonałą sprawiedliwość. Tu może pomóc tylko physical removal, so to speak.

    poniedziałek, 15 lipca 2019
    Ile powinny zarabiać piłkarki?
    S. Johnson: What explains the pay gap in women's soccer?, Big Think, 9.07.2019.

    Zerkałem ostatnio na mistrzostwa świata w piłce nożnej kobiet i przy okazji śledziłem batalię o równe płace dla piłkarek. Amerykanki, które wygrały turniej, pozwały swoją federację piłkarską, zarzucając jej „zinstytucjonalizowaną dyskryminację ze względu na płeć”. Na pierwszy rzut oka mają mocne podstawy: kobieca reprezentacja USA jest najlepsza na świecie, zdobywa jedno mistrzostwo za drugim, ich najgorszy wynik w historii to trzecie miejsce. Męska reprezentacja USA gra mocno tak sobie, do ostatnich mistrzostw w ogóle się nawet nie zakwalifikowała. Jednocześnie amerykańscy piłkarze dostają za swoje występy zdecydowanie więcej pieniędzy niż amerykańskie piłkarki. Trudno chyba o bardziej jaskrawy przykład dyskryminacji?

    Przeciwnicy wyrównania płac odpowiadają, że niekoniecznie, bo różnice w zarobkach piłkarzy i piłkarek są tylko prostym odzwierciedleniem faktu, że piłkarze przyciągają wielokrotnie większą widownię i generują wielokrotnie większe przychody. Na to zwolennicy, że to jeszcze o niczym nie powinno przesądzać. Żyjemy bowiem w seksistowkiej kulturze, która wbija nam do głów, że mamy się interesować mężczyznami kopiącymi piłkę, a kobietami już nie. Na to przeciwnicy, że nie chodzi o żadną kulturę, tylko o naturę. Mężczyźni grają w piłkę dużo lepiej, co wynika z anatomicznych różnic między płciami, a większość ludzi zawsze będzie bardziej interesować się sportem na wyższym poziomie niż sportem na niższym poziomie.

    Nie mam tu zamiaru rozstrzygać, w jakim stopniu kultura, a w jakim natura wpływa na różnice w zainteresowaniu futbolem mężczyzn i kobiet, chcę tylko zauważyć, że cała ta dyskusja opiera się na pewnym problematycznym założeniu. Obie strony wydają się przyjmować, że kiedy wyeliminuje się uprzedzenia wobec piłkarek, to rynek wynagrodzi i piłkarzy, i piłkarki, proporcjonalnie do ich wkładu w produkcję piłkarskiego widowiska, co będzie godne i sprawiedliwe. Spór dotyczy tylko tego, czy te uprzedzenia obecnie grają istotną rolę, czy nie. Ale co z samą zasadą proporcjonalności?

    Według współczesnej ortodoksji jedni zarabiają więcej, a inni mniej, bo niektórzy ciężej pracują, albo mają lepsze pomysły, albo mają rzadkie umiejętności etc. i stąd właśnie biorą się nierówności w kapitalizmie. Jak tu ostatnio pisałem, ten pogląd jest zwyczajnie nie do obrony. Owszem, kapitalistyczne nierówności wynikają również z tego, ale nie wyłącznie i nawet nie przede wszystkim. Główną przyczyną nierówności jest fakt, że kapitaliści pasożytują na reszcie społeczeństwa. Nawet jeśli więc rynek wynagradza proporcjonalnie do wkładu w produkcję, to na pewno nie w kapitalizmie.

    Ale skoro tak, to może mógłby istnieć system, w którym zachowujemy wolny rynek towarów i usług, ale likwidujemy podział na posiadaczy-pasożytów i resztę zmuszoną do sprzedawania się posiadaczom-pasożytom? I może w takim systemie mielibyśmy wynagrodzenia odpowiadające wkładowi w produkcję? Odpowiedź brzmi: pewnie że mógłby, system ten nazywa się socjalizmem rynkowym i jest w szczegółach opisany przez teoretyków*. Czy w takim razie w rynkowym socjalizmie pozbawionym seksistowskich uprzedzeń piłkarki dostawałyby tyle, ile powinny? Szczerze mówiąc, nie wydaje mi się.

    Żeby to wyjaśnić, trzeba zadać sobie pytanie: dlaczego właściwie uznajemy seksizm za niefajny? Otóż dlatego, że, tak samo jak rasizm czy homofobia, polega on na dyskryminacji ze względu na coś, nad czym dyskryminowani nie mają żadnej kontroli, a konkretniej ze względu na to, jaki kto się urodził. Problem z rynkową alokacją zasobów polega na tym, że robi ona dokładnie to samo. Jedni rodzą się z genami, które sprzyjają rynkowemu sukcesowi, a inni z genami, które sprzyjają rynkowej porażce. Obrońcy rynku często odpowiadają, że same geny o niczym jeszcze nie przesądzają, bo żeby odnieść sukces trzeba pracować nad swoimi talentami, pokonywać swoje słabości, zaciskać zęby itd., a to już jest coś, nad czym każdy ma kontrolę. Niespecjalnie mnie to przekonuje – wydaje mi się, że tego typu argumenty są praktycznie zawsze oparte na jawnie fałszywej teorii wolnej woli – ale nawet jeśli nie są, to i tak będziemy musieli uznać, że każdy rynek (nawet socjalistyczny) w wielkim stopniu dyskryminuje ze względu na geny. Większość piłkarzy może nie wiem jak się wytężać, a i tak nigdy nie będzie grała jak Messi, w związku z czym nigdy nie będzie też zarabiać tyle, ile zarabia Messi.

    Inny argument przeciwko zrównywaniu dyskryminacji seksistowskiej z dyskryminacją rynkową jest taki, że ta pierwsza musi się opierać na fałszywych stereotypach, a druga nie. Seksiści mają generalnie różne błędne wyobrażenia na temat tego, do czego kobiety są zdolne (podobnie jest z rasistami czy homofobami) i dlatego chcą je dyskryminować. Tymczasem rynkowa porażka wcale nie musi wynikać z czyichkolwiek fałszywych przekonań. Moja odpowiedź brzmi: być może, ale czy robi to jakąkolwiek moralną różnicę? Ostatecznie moralnym problemem fakt, że jedna osoba otrzymuje karę, a druga nagrodę za swoje geny, a nie mechanizm, który do tego prowadzi.

    Można się na pewno zastanawiać, czy nie istnieją jeszcze inne potencjalnie istotne różnice, filozofowie mają w końcu wiele teorii na temat tego, czym jest dyskryminacja i dlaczego jest zła. Myślę jednak, że z której strony by tego nie chcieć ugryźć, to okaże się, że każdy rynek jest niesprawiedliwy z podobnego powodu, dla którego seksizm czy rasizm są niesprawiedliwe. I dlatego powinno nam zależeć na tym, by pozbyć się rynku, tak samo jak powinno nam zależeć na pozbyciu się seksizmu czy rasizmu.

    Tutaj już słyszę, że olaboga, co by to było, gdybyśmy zlikwidowali rynek. Ludzie nie mieliby motywacji, by pracować, by próbować coś w życiu osiągnąć, by wymyślać smartfony i wszystkie inne fajne rzeczy etc. Mam na te zastrzeżenia trzy odpowiedzi. Po pierwsze, nawet jeśli, to nie jest to jeszcze wystarczający argument za rynkiem. Wyobraźmy sobie sytuację, w której nagle okazuje się, że dyskryminacja rasowa prowadzi do zwiększenia PKB albo do technologicznych innowacji. Czy byłby to wystarczający powód, by wprowadzić instytucjonalną dyskryminację rasową? Po drugie, istnieje wiele rodzajów motywacji nierynkowej, takiej jak pragnienie szacunku, prestiżu czy popularności, pęd do odkrywania nowych rzeczy, troska o innych ludzi i wiele innych. Te rodzaje motywacji są nagminnie niedoceniane, tak samo jak motywacja rynkowa jest nagminnie przeceniana. Weźmy wspomnianego smartfona: żadnej z wykorzystanych w nim technologii nie stworzył mechanizm rynkowy, żadna nie powstała dla prywatnego zysku. I trudno w ogóle wskazać jakąkolwiek istotną technologiczną innowację ostatnich kilkudziesięciu lat, którą stworzył rynek. Wbrew obowiązującym dogmatom, rynek średnio sobie radzi z tworzeniem nowych fajnych rzeczy. Po trzecie w końcu, nawet jeśli obecnie jesteśmy w jakiś sposób skazani na rynkową niesprawiedliwość, to można mieć uzasadnioną nadzieję, że prędzej czy później technologia pozwoli nam tę sytuację przezwyciężyć – o ile tylko zaczniemy traktować ją jako dobro wspólne, a przestaniemy jako narzędzie, za pomocą którego klasa posiadaczy może się wzbogacić.

    Wracając do piłkarek – to ile w końcu powinny zarabiać? Nie znam na to pytanie lepszej odpowiedzi niż „Od każdej według możliwości i każdej według potrzeb”.

    *Najważniejsze znane mi książki na temat rynkowego socjalizmu to A Future for Socialism Johna Roemera, Market, State and Community Davida Millera, After Capitalism Davida Schweickarta i The Economics of Feasible Socialism Aleca Nove’a.
    Autor: Tomasz Herok o 21:03
     
    inho i Claude mOnet lubią to.
  9. pawlis

    pawlis Samotny wilk

    Posty:
    2 160
    Polubienia:
    7 574


    Dla przypomnienia - Wielki Głód na Ukrainie za czasów Stalina:
    [​IMG]
     
    luke27, wah, sabat oraz 4 uzytkowników lubi to.
  10. mikioli

    mikioli Well-Known Member

    Posty:
    2 566
    Polubienia:
    4 416
    Przecież to nie zdjęcie z ukrainy. Wiem, że szur liby bezmyślnie zalajkują, ale już na pierwszy rzut oka widać, że to nie są biali. Po szybkim riserczu (googlom zajmuje to mniej niż 1 sec) można znaleźć, że to zdjęcie z byłych Indii Brytyjskich tzn dziś Pakistan, Indie, Bangladesz.
     
    Solitary Man i kr2y510 lubią to.
  11. Claude mOnet

    Claude mOnet Well-Known Member

    Posty:
    861
    Polubienia:
    1 465
    Ja zalejkowałem bo głod na Ukrainie był prawdziwy. A zdjęcie dla każdego średnio ogarniętego widać, że nie są biali na nim - nic to jednak nie zmienia w moim lajku. Komunizm to komunizm, głód to głod, nieważne kto jest na zdjęciu...
     
    luke27 i sabat lubią to.
  12. FatBantha

    FatBantha sprzedawca niszowych etosów Członek Załogi

    Posty:
    7 205
    Polubienia:
    18 549
    Musisz psuć zabawę? Jak pawlis pisze, że na Ukrainie, to na Ukrainie...
     
    wah, kr2y510 i Claude mOnet lubią to.

Poleć forum

  1. Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji związanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania treści wyświetlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk oglądalności czy efektywności publikowanych reklam.Użytkownik ma możliwość skonfigurowania ustawień cookies za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwość wyłączenia cookies za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej.