System edukacji jest analny

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 335
23 522
How a Generation Lost Its Common Culture
Patrick Deneen
February 2, 2016

My students are know-nothings. They are exceedingly nice, pleasant, trustworthy, mostly honest, well-intentioned, and utterly decent. But their brains are largely empty, devoid of any substantial knowledge that might be the fruits of an education in an inheritance and a gift of a previous generation. They are the culmination of western civilization, a civilization that has forgotten nearly everything about itself, and as a result, has achieved near-perfect indifference to its own culture.
A tu przy okazji jakiś alt-rightowiec jedzie po indywidualistach youtube'owych, wykorzystując ten felieton.
 

Frosty2

Member
44
27
W Polsce system edukacyjny jest polityczny i jedyne czego uczy to posłuchu dla władzy, słuchania władzy, pracowania dla władców, stania w szeregu według ustalonego porządku
 

pawel-l

Ⓐ hultaj
1 883
7 440
Jak szkoła publiczna niszczy nasze dzieci

Jaki zatem powinien być system edukacji, który da pracę naszym dzieciom? Pewną wskazówką może być Szwajcaria, gdzie bez pracy jest tylko 8 proc. osób od 15. do 24. roku życia. To tylko 3 punkty procentowe więcej, niż wynosi stopa bezrobocia wśród osób w wieku od 25 do 54 lat. To oznacza, że po szkole uczniowie nie mają dużo gorszej pozycji na rynku pracy niż osoby już pracujące (dla porównania: w Finlandii stopa bezrobocia wśród młodzieży sięga 28 proc. i jest aż czterokrotnie wyższa niż wśród osób z doświadczeniem zawodowym). Jak Szwajcarzy to osiągnęli? Otóż nie ma tam centralnego ministerstwa edukacji; kształcenie przekazano w ręce kantonów. To oznacza, że w tym niespełna 8-milionowym kraju działa 26 konkurujących z sobą systemów edukacyjnych (biorąc pod uwagę liczbę ludności, to jakby w Polsce działało ich 126). Konkurencja sprawiła m.in., że każdy 16-letni Szwajcar może wybrać praktykę w jednym z 260 zawodów (przez 3, 4 lata 3 dni w tygodniu spędzając w pracy, a tylko 2 dni w szkole) i 70 proc. z nich wybiera taką właśnie drogę. Oczywiście, nie oznacza to, że każdy powinien iść do pracy, mając 16 lat, ale że ci, którzy chcą się uczyć w praktyce, powinni mieć taką możliwość. A przykład Szwajcarii pokazuje, że im więcej konkurencji na rynku edukacyjnym, tym więcej możliwości zatrudnienia. Ale by z tych możliwości skorzystać, trzeba zlikwidować obowiązkowy program nauczania i pozostawić rodzicom decyzję, czego będą się uczyć ich dzieci. To tak, jakbyśmy każdemu polskiemu dziecku podarowali prywatny resort edukacji.
 

pawlis

Samotny wilk
2 408
9 726
Niby pasta, ale prawdziwa jak diabli:

Ja dodam jeszcze te teksty dorosłych za młodu "Oj, jak dorośniesz i pójdziesz do pracy - zatęsknisz za szkołą". Jestem dorosły i pracowałem - nie, nie tęsknię za szkołą i po uświadomieniu sobie, że to była strata czasu, cieszę się, że mam to już za sobą. A praca ma ten plus, że przynajmniej mam jakiś zarobek. W szkole? Pffff....

Jeżeli miałbym tęksnić za jakimś okresem nauki, to za studiami, gdzie wszystko jest luźniejsze i mam jakiś realny wybór.
 
Ostatnia edycja:

truskakwa

Active Member
22
137
Kilka obserwacji i przemyśleń jakie poczyniłem będąc niewolony w szkole:

Program nauczania i sposób egzaminowania służą ukształtowaniu myślenia a wręcz niemyślenia. W matematyce ważniejsze od wyniku jest sposób rozwiązania, który musi być taki jak chce nauczyciel. Podobnie na j. polskim jest 1 słuszna interpretacja omawianych tekstów. Zabijana jest wszelka kreatywność i samodzielne myślenie do tego stopnia że w liceum na profilu mat-fiz nauczycielka matematyki mówi „róbcie to bezmyśnie”. Ponadto historia, wos, podstawy przedsiębiorczości i j.polski to indoktrynacja a men, szkoły i nauczyciele nawet nie próbują tego ukryć.

Efektywność przekazania informacji 0,5h youtube > 25h szkoła. Powodem trudności z opanowaniem wiedzy i umiejętności zawartych w programie nauczania nie jest ich ilość czy stopień zaawansowania ale sposób ich przekazania – w większości wykucie faktów na pamięć, brak przedstawienia związków przyczynowo-skutkowych czy rozumienia procesów, zwykle nauczyciel zniechęca do przedmiotu a czasem wręcz uniemożliwia jego naukę.

Prac domowych jest dużo, wiele zadań wymaga dużej ilości czasu by je zrobić w formie jaką chce nauczyciel, łącząc to z uczeniem się do egzaminów i czasem bezpośrednio traconym w szkole to jeśli uczeń chce spać zostaje mu mało czasu na wszelką inną aktywność, jak szkoła nie zabiła w kimś pasji i zainteresowań to i tak nie ma czasu na nie, co więcej nie ma czasu na myślenie a w tym na pomyślenie że może być inaczej.

Szkoła szkodzi zdrowiu – siedzenie 6x45min na twardym, niewygodnym krzesełku powoduje dosłowny ból dupy, w połączniu z ławką o złej wysokości skutkuje ciągłym garbieniem się, zbyt ciężki plecak w młodszych klasach pogarsza stan kręgosłupa, w pewnym momencie mój plecak szkolny ważył tyle co plecak który wziąłem na 2 tygodniową pieszą wędrówkę. W-f nie rekompensuje wielu godzin spędzanych w niemal bezruchu.

Autorytet szkoły i nauczycieli oparty jest na sile – motywacją do postępowania tak jak chce jest strach przed karą – jedynką, ujemnymi punktami z zachowania, innymi nieprzyjemnościami, nauczyciele którzy naprawdę mają jakikolwiek autorytet u uczniów są bardzo rzadcy.

Ogólnie państwowy system edukacji to manufaktura dobrych obywateli – takich którzy nawet nie pomyślą o tym że państwo może nie być konieczne. A wszystkie problemy tego systemu można naprawić tak łatwo – całkowicie sprywatyzować edukację. Jak chcecie mogę podać więcej przykładów patologii i niszczenia wolności w szkole.
 

truskakwa

Active Member
22
137
Od ok. początku pierwszej klasy zawsze noszę ze sobą nóż, oczywiście zwykle w kieszeni, raz wziąłem ze sobą dość dużego motylka, którego sam zrobiłem, w pochwie na pasku. Tego dnia mieliśmy zastępstwo z nauczycielem, z którym normalnie nie mam lekcji, spytał się on mnie, co to i poprosił żeby pokazać, co też zrobiłem. Tego dnia mieliśmy też zajęcia z policjantkom, mówiła coś o narkotykach na nóż nie zwróciła uwagi. Po kilku lekcjach ten nauczyciel przyszedł do sali, w której miałem lekcje i powiedział, że dyrektorka mnie wzywa, przy czym nie rozpoznał mnie (a siedziałem w pierwszej ławce). Poszedłem z nim, w sekretariacie dyrektorki nie było, ale sekretarka wielce oburzona jak się dowiedziała, o co chodzi. Ich odpowiedzią na moje stwierdzenie, że noszenie noży nie jest zakazane było „Chodzenie tyłem też nie jest zakazane a tak nie robisz ” Dokonali kradzieży noża i kazali wracać na lekcję. Miałem wtedy na pasie mały, płaski toporek, zakryty arafatką, jego nie zauważyli. Próbowałem rozmawiać o tym z wychowawczynią i zostałem zignorowany a na każdej godzinie wychowawczej pyta się nas czy mamy jakieś sprawy, nie zostałem wezwany do dyrektorki ani nic. Oczywiście szkoła wezwała rodziców (be ze mnie) i przyznała, że mogłem przynieść nóż – nie ma prawa zabraniającego tego, ale wymogła na rodzicach zobowiązanie, że przekonają mnie żebym nie nosił noża a główny argument polegał na tym, że ktoś może mi zabrać nóż w trakcie w-f i zrobić nim komuś krzywdę. Pseudologika etatystów kierujących szkołami: ukarać A za to, czego nie zrobił, (ale może zrobić) B, (który naruszył własność A) względem C. Po tym po prostu nie noszę noża na wierzchu.

Przymusowa dobrowolność. W szkole często są organizowane akcje pomocy dla różnych osób, generalnie są to dobrowolne zbiórki jedzenia, ubrań czy innych, czasami kiermasze ciast, za włączenie się w taką akcję dostaje się punkty z zachowania. Raz zbierali jedzenie dla biednych dzieci na ukrainie na Boże Narodzenie, nikt z klasy nie dał i w przerwie świątecznej na librusie pojawiła się ocena z zachowania -10 pkt w kategorii „Kradzież, niszczenie mienia” z komentarzem „żywność, żywność..”. Całą klasą z rodzicami próbowaliśmy wyperswadować wychowawczyni, że skoro akcja była dobrowolna nie powinna karać, skończyło się na tym, że zobowiązała się powiadomić nas przy następnych akcja czy za brak udziału będą ujemne punkty.

Pozytywny przykład związany z kiermaszami ciast. Kolega w tym samym czasie robi swoje ciasto i sprzedaje je tworząc konkurencję kiermaszowi i sklepikowi, jest dość skuteczny by sprzedać wszystkie kawałki, jakie przygotuje.

W 1 i 3 klasie liceum (w podstawówce też, ale nie pamiętam, w których klasach) uczniowie przechodzą podstawowe badania lekarskie: wzrost, masa, ciśnienie itp. wszystko bez problemu można zrobić samemu w domu, nazywa się to bilansem x-latka. W 1 klasie odwlekałem to jak się dało, próbowałem wymigać się brakiem obowiązkowości – okazało się, że niby nie obowiązkowe, ale pielęgniarka szkolna musi wysłać te dane do ministerstwa (po im te dane?). Wtedy byłem jeszcze własnością swoich rodziców, więc w końcu te badanie zrobiłem, ale w 3 klasie, jako właściciel siebie po prostu odmówiłem, pielęgniarka chciała tylko żebym napisał na papierku, na którym te dane miała wpisać, że nie wyrażam zgody na badanie. Jako jedyny w szkole wykazałem się nonkonformizmem, inni nawet nie pomyśleli, że mogą się nie zgodzić.

System edukacji przyznaje się do tego, że służy wychowywaniu dzieci – nauczyciel, który „opiekuje się” klasą nazywa się wychowawca i jest z nim 1 lekcja w tygodniu – godzina wychowawcza, na której uczniowie mają z tym nauczycielem rozwiązywać swoje problemy związane z szkołą. W praktyce uczniowie z problemami zwracają się do rodziców, innych uczniów czy nauczycieli, którzy wypracowali sobie u nich autorytet, jeśli tacy są w danej szkole.

Później napisze więcej, w tym jak uczniowie się bronią przed szkołą.
 
D

Deleted member 6431

Guest
A jak jest z przemocą nauczycieli wobec uczniów??Słyszałem że teraz nauczyciel nie może krzyczeć na ucznia ośmieszać itp bo rodzic oskarży o łamanie praw ucznia.
 

truskakwa

Active Member
22
137
Przepisy bardzo ograniczają przemoc nauczycieli w stosunku do uczniów, szczegółów teraz nie pamiętam. Praktyka się od tego różni. Nie pamiętam kiedy ostatnio nauczyciel krzyczał na lekcji ale to może wynikać z innych przyczyn. Docinki, ośmieszanie czy obrażanie się zdarza, częstotliwość zależy od nauczyciela ale zwykle jest dość delikatne czy pośrednie, mnie najbardziej obraża traktowanie uczniów profilu mat-fiz jak kompletnych idiotów na matematyce, chodzi o sposób tłumaczenia nowych zagadnień, ale zwykle ignoruje "agresję słowną" gdyż nie narusza własności, zaś jej naruszanie (poza przymusem bycia w szkole, siedzenia na dupie i udawania że się uczy) są rzadkie i zwykle niewielkie, za niecelowe nauczyciele zwykle przepraszają, najpoważniejsze zwykle jest zabranie telefonu jeśli uczeń korzysta z niego w trakcie lekcji ale to jest określone w statucie. Spytam się jeszcze paru osób i wieczorem opisze dokładniej teorię i praktykę.
 

Non Serviam

Well-Known Member
823
2 158
No u mnie też był kwas z tym bilansem xD ale chyba bardziej z tego powodu że jestem bucem i powiedziałem pielęgniarce że mam to w dupie, pielęgniarka poszła z tym do wychowawczyni, wychowawczynię zignorowałem, przypierdoliła się później to powiedziałem jej to samo, zagroziła że zadzwoni do starych to jej powiedziałem żeby sobie dzwoniła bo i tak nic jej to nie da xD, no i zadzwoniła, no i dowiedziała się że do niczego nie będą mnie zmuszać i to nie ich problem bo szkoła jest obowiązkowa więc mogą mnie pocałować w dupę (tzn. szkoła mnie).

Co ciekawe w podbazie i gimbazie też nie byłem, i tylko pod koniec pielęgniarka mnie wezwała (czyli jakieś 3 lata po tym jak ten bilans 'powinien' zostać wykonany) i się zapytała co z bilansem to jej powiedziałem że nie byłem, to stwierdziła że no huj trudno xD i się nie przypierdalały
 

pawlis

Samotny wilk
2 408
9 726
Widzę, że temat zszedł na pielęgniarki szkolne. To podzielę z wami moja historią z czasów licbazy.

Pamiętam jak w drodze do liceum, przed przystankiem zaliczyłem glebę i zdarłem sobie dłonie. Więc na miejscu postanowiłem, że pognam do pielęgniarki, by chociaż odkaziła mi rany. Co się okazało? Pielęgniarka była tylko w środę (a był poniedziałek). Jeden na 5 dni. Oczywiście do tego czasu zdążyłem się wyleczyć w domu na własny rachunek.

Zdarty naskórek to nic poważnego, ale wyobraźcie sobie coś poważniejszego, np. złamanie, a nic nie zrobisz z tym, bo złamałeś rękę w dzień, kiedy osoba o największych kompetencjach ma wolne.

Wczoraj byłem w liceum, bo miałem interes do dawnego belfra. I co? Nadal kurwa tylko w środy szkolna pielęgniarka jest czynna.
006.jpg
 
Do góry Bottom