Status kobiet oraz problemy męskiej atrakcyjności a kwestie demograficzne. [O normach obyczajowych w tętniącej życiem cywilizacji ładu bezpaństwowego]

kompowiec

Open Source Boy
1 665
1 616
@erte myślę że chodzi bardziej o to co wspomniałem na filmiku + że multikulti mogłoby próbować rozwalić forum. Nie wiem jak jest tam teraz ale kotoński od bracia przegrywi narzekał że mają tam od zajebania trolli, śpiochów, spamerów i innych dywersantów przez co modzi mieli pełne ręce roboty. A jak już słusznie kiedyś zauważył rabi, administracja tutaj jest leniwa i kasowanie takiego napływu byłoby wysoce uciążliwe.

Kto che to pisze, żeby tu dostać bana naprawdę trzeba się postarać.

Wystarczy mi rozmów z krystkonem - nigdy więcej
 

tosiabunio

Grand Master Architect
Członek Załogi
6 717
13 756
Ale jak ktoś mówi że hipergamia to bzdura to jest antynaukowym szurem, co jest gorsze nawet od incelizmu.
Ale kto tak mówi? I co istnienie tego zjawiska ma wspólnego z całą złożonością stosunków damsko-męskich? Sprowadzanie wszystkiego w tej materii do hasła hipergamia pokazuje, że jest się szurem rodem z piwnicy i tyle.
 

mikioli

Well-Known Member
2 667
4 925
nie wiem skąd ona czerpie wiedzę ale hipergamia jest czymś jak najbardziej udowodnionym naukowo:

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/?term=hypergamy
12 wyników



Ale i tak tosia powie że oglądam tylko jakieś chany i reddity
A w jaki sposób ten cytat dowodzi czegokolwiek co mówisz?

Od kiedy libertarianizm jest kolektywistyczny?
Nie jest ale nie jest anty-kolektywistyczny pod warunkiem, że kolektywy są dobrowolne. Kolektywy często bardzo dobrze realizują interesy członków i zdecydowanie skuteczniej niż pojedyncza jednostka jest to w stanie zrobić. Nie zaczadzajmy się antykolektywizmem.
 
OP
FatBantha

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 755
21 447
No dobrze, więc wróćmy do tematu (nie)równego statusu kobiet i ratowania demografii.

Skąd w ogóle wziął się pomysł, aby zanegować pewnego rodzaju uniwersalizm etyczny związany z równouprawnieniem, wpływający na jednakowe wynagradzanie kobiet i mężczyzn za robienie tego samo?

A stąd:


Zajrzałem do wspomnianej pracy, na podstawie której ten nius został spisany:
Zrzut ekranu z 2020-07-26 14-53-46.png

i w całkiem interesujący sposób - za pomocą skryptów seksualnych - stara się ona wyjaśnić, skąd bierze się niższa atrakcyjność mężczyzn w egalitarnych związkach oraz brak namiętności w pożyciu przy równym podziale obowiązków domowych.

Clipboard01.pngClipboard02.png

Autorzy powołują się na inne prace, potwierdzające wpływ udanego a zatem również częstego pożycia seksualnego na stabilność związków.

Zrzut ekranu z 2020-07-26 15-12-44.png

I rozważają następnie seks w perspektywie zasób kobiet, które zwłaszcza w egalitarnych związkach starają się za jego pomocą wykupywać z konieczności wykonywania prac domowych. Dlaczego wobec tego mężczyźni nie biorą na siebie ogółu prac domowych, wymieniając je na więcej seksu?

Couples in which the men did most of the housework had sex least often. “That’s a total overturning of gender roles, and neither men or women seem to be happy with that,” she said.
Clipboard05.png
Dlatego, że tego rodzaju handel zabija pożądanie i małżonkom ostatecznie odechciewa się go uskuteczniać równie chętnie. Egalitarianizm powoduje nudę, zniechęcenie, popadnięcie pary we "friendzonę" czy traktowanie się na zasadzie rodzeństwa - dopiero ponowne wprowadzanie dystansu i zróżnicowania między płciami, pozwala wskrzesić utracone pożądanie.

Clipboard03.pngClipboard04.png

Poza ciekawostkami takimi jak badania potwierdzające występowanie dysfunkcji seksualnych u mężczyzn, których partnerki spędzają z ich przyjaciółmi więcej czasu niż oni, biorą na warsztat wzorce bądź scenariusze zakorzenione kulturowo, podkreślające kobiecość czy męskość.

Z tego punktu widzenia, kulturowe wydzielanie zajęć typowo męskich i kobiecych może więc jak najbardziej służyć wzajemnej podbudowie postrzegania swojej atrakcyjności, natomiast dążenie do ich uniseksowego, egalitarnego obalania w imię sprawiedliwości społecznej czy próby udowodnienia, że kobiety mogą wykonywać pewne pracę równie dobrze jak mężczyźni, do druzgotania wspomnianych seksualnych skryptów, dzięki którym mężczyźni, trochę jak pawie, mogą się wykazywać własną atrakcyjnością w kulturowo zaplanowanej przestrzeni do tego wyznaczonej.

Kiedy dodamy do teorii skryptów kwestię statusu określającego długoterminową męską atrakcyjność, kulturowe przypisanie mężczyzn do prac prestiżowych kosztem kobiet przestanie być jakimkolwiek zaskoczeniem. Stanie się raczej oczywistym rozwiązaniem pronatalistycznym, maksymalizującym szanse reprodukcji.

Można zatem rzecz ująć tak, że nowoczesne społeczeństwa fetyszyzujące sprawiedliwość w formie równości płci oraz stawiające na otwartą dostępność wszystkich męskich pozycji zawodowych dla kobiet, czynią to kosztem swojej płodności. Cóż bowiem z tego, że osiągamy jakiś ideał egalitarnej sprawiedliwości, jeżeli zabijamy w ten sposób masowo pożądanie i podcinamy demograficzną gałąź na jakiej siedzimy? Długo i tak nie nacieszymy się tym osiągnięciem, bo stoi ono na przeszkodzie podstawowym witalistycznym dążeniom.

Tradycja liberalna ma tu swoje za uszami i nie możemy przecież zwalać wszystkiego na komunistów. Wsparcie udzielone sufrażystkom było wymierzone w dawny konserwatywny establishment i obliczone na podkopanie jego pozycji.

Z perspektywy czasu, lepiej już chyba było popierać antysufrażystki.
 

Attachments

Do góry Bottom