Spoko ludzie

tosiabunio

Grand Master Architect
Członek Załogi
6 613
13 248
Jak chce odzyskać swoje podatki, to może posprzątać ulice. A nie "sprzątać" jakichś ludzi w różnych krajach. I jeszcze się tym chwalić. Not cool, bro, not cool.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 494
19 975
A jak państwowcy zabijają innych państwowców to dobrze czy źle? Najlepiej gdyby budżetówki wszystkich krajów nawzajem się wystrzelały - dać im karabinki snajperskie.
 

tosiabunio

Grand Master Architect
Członek Załogi
6 613
13 248
A może on zabijał irackich czy afgańskich libertarian? Przecież nie pytał ich o poglądy, a może to byli propertarianie broniący swojej własności? A jak etatyści nawzajem się zabijają, to oczywiście znakomicie, ale nie czyni to z nich spoko ludzi.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 494
19 975
Może czyni, jeśli trochę tych etatystów pozabijają, a potem sami zginą. Wtedy są spoko.
 

pampalini

krzewiciel słuszności, Rousseaufob
Członek Załogi
3 578
6 265
Peter Thiel, twórca Pay Pala:



Wiem, że wszyscy znają, ale dodaję dla zasady.

Thiel to przede wszystkim główny sponsor Seasteading. Poglądy ma stricte anarchokapitalistyczne, a przy tym jest gejem, co może się przydać w debatach pod tytułem - "wszyscy libertarianie to konserwy". :)

Well, I was pretty libertarian when I started [in business]. I'm way libertarian now.
 

kawador

Merchant of Death
Członek Załogi
13 254
20 078
No w końcu jakiś libertariański homo :) Kiedyś zadałem tu na forum pytanie, czy znacie jakiegoś homo-liba i nikt nie potrafił takiego wskazać.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 494
19 975
Taa, ach te trudności ze znalezieniem partnera do piwnicznej siłki, który by sztangę asekurował... :p
 
OP
Piter1489

Piter1489

libnetoholik
2 075
1 849
Zastanawiam się czemu jeszcze go tu nie ma:



Z tego co pisze można wywnioskować, że jest konserwą, on sam twierdzi, że jest tylko zwolennikiem zdrowego rozsądku. Lepsza taka konserwa niż wielu niby libertarian popierających Obamę. Clarkson nienawidzi ograniczeń prędkości i progów zwalniających, przepisów BHP, większości państwowych regulacji, Partii Pracy, ekologów i gości, którzy chcą zakazać mu palenia papierosów, które pochłania paczkami. Z jego książek można wywnioskować, że lubi naturalny ład i odrobinę anarchii, podobało mu się w Indiach gdzie praktycznie nie ma egzaminów na prawo jazdy, całkiem pozytywnie pisał o posiadaczach broni palnej w Szwajcarii czy Teksasie, w ogóle wielu jego wypowiedziom bardzo blisko do libertarianizmu.

Clarkson is in favour of personal freedom and very much against government regulation, stating that government should "build park benches and that is it. They should leave us alone."
Prawdziwy klasyczny liberał, rzadkie zwierzę :) . Zarzucić można mu najwyżej, że pracuje w reżimowej BBC.
 

father Tucker

egoista, marzyciel i czciciel chaosu
2 340
5 666
Waldemar Deska
Znany jako muzyk reggae i wojownik o prawo do szopy :) https://libertarianizm.net/threads/prawo-do-szopy.2324/#post-43872

Z jego strony internetowej:
Budowa szopy była protestem i prowokacją wymierzoną przeciwko ludziom o zniewolonej postsowieckiej mentalności domagających się zaostrzenia przepisów budowlanych, czyli ograniczenia wolności decydowania o tym w jakim domu chcę mieszkać.

- Uważam, że każdy ma niezbywalne prawo do zbudowania sobie na własnym gruncie domu o funkcji schronienia, realizującego elementarne potrzeby – oczywiście jeśli tym nie naruszy przyrody, krajobrazu lub wartości innej osoby – wyjaśnia dalej Waldek.
Samowola to coś, co traktowane jest przez urzędników jako czyn naganny. Samowola budowlana to coś co traktowane jest przez urzędników jako czyn naruszający prawo, czyn karalny. Ale przecież każdy ma prawo mieć swoją własną wolę. Nikt nie może mieć woli cudzej. Nie można mieć narzuconej woli. Nie można mieć woli narzuconej przymusem prawnym. Samowola jest wolą własną a nie wolą biurokratów. Nie można mieć woli zniewolonej. A więc Samowola nie może być czymś nagannym a tym bardziej karalnym!

Błędne myślenie, skażone dziedzictwem mentalności umysłów totalitarnego państwa, myślenie zniewolone, niesamodzielne, myślenie obawiające się wolności – prawie zawsze owocuje wrogością do umysłów wolnych i czystych, owocuje pogardą do prawa, do historycznych tradycji, pogardą do wolności i dobra wspólnego.
Państwo, które nie wypełnia swoich podstawowych powinności jest nad wyraz skuteczne w ciemiężeniu prostego obywatela. Dzieje się tak nie tylko z powodu głupoty i bezduszności biurokratów i ustawodawców. Jest na to przyzwolenie i presja większości z nas. To dyktat totalitarnej mentalności zniewolonych umysłów.

Oto najczęściej podawane argumenty:
- chcę restrykcyjnych przepisów bo nie chcę, żeby sąsiad wybudował „gargamela”,
- chcę restrykcyjnych przepisów bo nie chcę żeby sąsiad zrobił sobie niebieski dach,
- chcę restrykcyjnych przepisów bo inaczej będzie anarchia,
- chcę przepisów bo chcę wiedzieć co mój sąsiad zbuduje w przyszłości.

Nie wierzę w szlachetną motywację ludzi, którzy twierdzą: „Powodujemy się troską o ład przestrzenny i dlatego trzeba zaostrzać przepisy aby nie dopuścić… itd.” – Oni nie zdają sobie sprawy, że to jest sprzeczne aksjologicznie. Nie wiedzą, że ich głosy nie tylko hamują rozwój architektury ale dławią wolność. Chcą gorliwie frymarczyć cudzym bez odpowiedzialności za efekt. Niedługo zażądają, żebyśmy się ubierali, zachowywali i myśleli tak jak oni chcą. Zażądają, żebyśmy uprawiali w naszych ogródkach to, co nam nakażą. Niech lepiej sami dadzą dobry przykład. Ich domy, mieszkania, ubrania, wygląd, ogródki nie są wcale ładniejsze, a chcą wpływać na innych.
Ogólnie jego poglądy to połączenie propertarianina z prawo-do-mieszkania-eko-hippisem.;) Ale facet ma odwagę, siły i zdrowie żeby walczyć z tym chorym systemem. I za to ma wielkiego plusa
 

pampalini

krzewiciel słuszności, Rousseaufob
Członek Załogi
3 578
6 265
Richard Feynman



Będzie długo i z dużą ilością cytatów z książki "Pan raczy żartować, panie Feynman". Mam nadzieję, że to nie problem.

Richard Phillips Feynman [ˈɹɪtʃɝd ˈfɪlɪps ˈfaɪnmən] (ur. 11 maja 1918 w Nowym Jorku, zm. 15 lutego 1988 w Los Angeles) – amerykański fizyk teoretyk.
Jeden z głównych twórców elektrodynamiki kwantowej, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie fizyki w 1965 za niezależne stworzenie relatywistycznej elektrodynamiki kwantowej.
Osoba Feynmana jest dowodem na to, że nie każdy fizyk musi być etatystycznym kutasem legitymizującym "główny nurt" ekonomii. Feynman nie był też, niestety, w żadnym sensie klasycznym liberałem ani libertarianinem. Był przede wszystkim zatwardziałym bezideowcem, który wręcz odrzucał sensowność namysłu nad ideologiami. Szedł nawet dalej - odbierał prawo wszelkiej "humanistyce" do tytułowania siebie nauką. Twierdził, że humaniści nie są w stanie sensownie dowieść żadnej ze swoich tez, przez co zajmują się jedynie "paplaniem" i powtarzaniem modnych akurat w danym czasie poglądów. Tutaj przykład:


- O, pan jest jednym z noblistów. W jakiej dziedzinie pan pracuje?
- W fizyce - odparłem.
- A. Niestety, nikt z nas nie zna się na fizyce, więc chyba sobie o tym nie porozmawiamy.
- Wręcz przeciwnie - odpowiedziałem. - Właśnie, dlatego, że jest ktoś, kto się trochę zna na fizyce, nie możemy o niej rozmawiać, a możemy mówić o tym, na czym nikt się nie zna. Możemy mówić o pogodzie; możemy mówić o problemach społecznych; możemy mówić o psychologii; możemy mówić o finansach międzynarodowych (...) czyli dopuszczalne są tylko tematy, na których nikt się nie zna!

(...)

Ambasador japoński, który także siedział przy tym stole, zerwał się i dogonił mnie: „Profesorze Feynman”, zaczął, „chciałbym panu coś opowiedzieć o dyplomacji”.
Wdał się w długą historię o tym, jak to młody Japończyk idzie na uniwersytet studiować stosunki międzynarodowe, ponieważ sądzi, że może przysłużyć się swej ojczyźnie. Im bliżej końca studiów, tym większe ogarniają go wątpliwości, czy rozumie, czego właściwie się uczy. Po studiach obejmuje swoją pierwszą posadę konsularną i ma jeszcze większe wątpliwości, czy rozumie dyplomację, aż wreszcie zdaje sobie sprawę, że nikt się nie zna na stosunkach międzynarodowych. „A więc, profesorze Feynman”, dokończył, „kiedy następnym razem będzie pan wyliczał dziedziny, na których nikt się nie zna, proszę uwzględnić stosunki międzynarodowe!”.
Kiedy jednak czasem zdobył się na zabranie głosu w dyskusji politycznej (co zdarzało mu się niezwykle rzadko) jego przemyślenia brzmiały całkiem znajomo i przyjemnie:

Zacząłem tłumaczyć, że pomysł rozdysponowania wszystkiego po równo opiera się na t e o r i i, że w świecie jest X dóbr, że w jakiś sposób odebraliśmy je biedniejszym krajom i dlatego powinniśmy je oddać. Lecz teoria ta nie bierze pod uwagę prawdziwej przyczyny różnic pomiędzy krajami - to znaczy rozwoju nowych technologii produkcji żywności, powstania maszyn rolniczych i innych, oraz tego, że budowa maszyn wymaga koncentracji kapitału. Ważne są nie same dobra, lecz możliwość ich wytwarzania. Teraz zdaję sobie sprawę, że ci ludzie byli humanistami i nie rozumieli tego; nie rozumieli technologii; nie rozumieli swoich czasów.
Najprzyjemniejsza jednak jest jego "bezideowa", knąbrna postawa wobec rządu:


Kiedy jeszcze byłem w komisji, na niektóre zebrania musiałem jeździć do San Francisco. Po powrocie z pierwszej podróży poszedłem do biura komisji, żeby mi zwrócili koszty.
(...)
- Ma pan kwit za parkowanie?
- Nie mam, ale pamiętam, że zapłaciłem 2,35 dolara.
- Musimy mieć kwit.
- Przecież powiedziałem, ile zapłaciłem. Jeżeli mi nie ufacie, dlaczego uwzględniacie moje opinie na temat podręczników?
Zrobiła się z tego wielka awantura. Niestety, byłem przyzwyczajony do rozliczania się za wykłady z firmami, uczelniami albo prywatnymi ludźmi, a nie z rządem. Pytano mnie, ile wyniosły moje wydatki, mówiłem, że tyle-a-tyle, a oni, proszę, tu są pieniądze, panie Feynman.
Postanowiłem, że nie dam im żadnych rachunków.
(...)
Nie ustąpili, ja też nie. Uważam, że kiedy już postanowisz, że nie ugniesz się przed Systemem, musisz być gotowy ponieść konsekwencje, kiedy się nie uda. Niczego, więc nie żałuję, ale nie dostałem żadnego zwrotu kosztów tych wyjazdów.
Lubię takie zabawy. Chcą mieć rachunek? Nie dam! w takim razie nie dostanie pan pieniędzy. Dobrze, bez łaski. Nie ufają mi? To do licha z nimi; niech mi nie płacą. Oczywiście, że to absurdalne! Przecież wiem, że tak funkcjonuje rząd. No to pieprzyć rząd! Uważam, że ludzie powinni się traktować jak ludzie. a jeśli nie będę traktowany jak człowiek, nie chcę mieć z nimi nic do czynienia! Mają niesmak? Trudno. Ja też mam niesmak. Takie jest życie.
I na koniec - twierdził, bardzo słusznie, że kluczowe w naukach empirycznych są powtarzalne eksperymenty przeprowadzane w bardzo skrupulatnie kontrolowanych warunkach i że wszelkie uchybienia w tym zakresie odbierają prawo nauce empirycznej do tytułowania się nią. A więc, nieświadomie chyba, Feynman orze ekonomię "głównego nurtu":

Znam też przykłady na to, że niektóre dyscypliny nauki zwyczajnie nie mają ochoty przestrzegać zasad naukowych. Kiedy byłem w Cornell, miałem dużo znajomych na wydziale psychologii. Pewna studentka chciała przeprowadzić następujący eksperyment: ktoś inny stwierdził, że w warunkach X szczury wykonują czynność A. Studentka chciała sprawdzić, czy po zmianie warunków na Y szczury wciąż będą wykonywały czynność A. Jej pomysł był taki, żeby przeprowadzić eksperyment w warunkach Y i zobaczyć, czy szczury wciąż zrobią A.
Wytłumaczyłem jej, że konieczne jest, aby w swoim laboratorium powtórzyła eksperyment tej innej osoby w warunkach X i dopiero, kiedy faktycznie uzyska czynność A, może zmienić warunki na Y i zobaczyć, czy a się zmieni. Wtedy miałaby pewność, że rzeczywista różnica jest w jej eksperymencie czynnikiem kontrolowanym.
PS. I jeszcze jeden soczysty cytat. Jako że libertarianie są bodaj jedyną teraz opcją polityczną akceptującą bardziej lub mniej "twarde" formy prostytucji itp., ten cytat jest chyba najbardziej libertariański.

Pewnego dnia policja zrobiła nalot na restaurację Gianonniego i aresztowała kilka tancerek. Ktoś chciał, żeby Gianonni skończył z rewiami w toplessie, ale on się na to nie zgadzał. Wytoczono mu duży proces sądowy, o którym pisała cała lokalna prasa.
Gianonni chodził od klienta do klienta i pytał, czy będą zeznawać na jego korzyść. Wszyscy mieli jakąś wymówkę.
(...)
Pomyślałem sobie: „Jestem tu jedynym wolnym człowiekiem. Nie mam żadnej wymówki! Nie widzę nic złego w tańcach w toplessie”. Powiedziałem, więc Gianonniemu: „Tak, chętnie pójdę zeznawać”.
Podstawowe pytanie, które postawiono na rozprawie, brzmiało, czy tańce w toplessie są do zaakceptowania przez społeczność - czy normy społeczne na to pozwalają? Adwokat obrony usiłował zrobić ze mnie eksperta od norm społecznych. Spytał mnie, czy chodzę do innych barów.
- Tak.
- A ile razy w tygodniu bywa pan u Gianonniego?
- Pięć, sześć razy. - (To poszło do gazet: profesor fizyki z Caltech sześć razy w tygodniu chodzi oglądać tańce w toplessie).
- Jakie grupy społeczne były reprezentowane u Gianonniego?
- Prawie wszystkie: chodzili tam handlarze nieruchomościami, radni miejscy, pracownicy stacji benzynowej, inżynierowie, profesor fizyki...
- Czyli powiedziałby pan, że tańce w toplessie są przez społeczność akceptowane, biorąc pod uwagę, że tyle grup społecznych z przyjemnością je ogląda?
- Musiałbym wiedzieć, co to znaczy „akceptowane przez społeczność”. Nie ma takiej rzeczy, którą wszyscy by akceptowali, więc jaki procent społeczności musi coś akceptować, aby można to było uznać za „akceptowane przez społeczność”?
 

father Tucker

egoista, marzyciel i czciciel chaosu
2 340
5 666


Marvin Heemeyer
(ur. 28 października 1951, zm. 4 czerwca 2004) był drobnym amerykańskim przedsiębiorcą, właścicielem zakładu instalującego i naprawiającego tłumiki samochodowe w Granby, Kolorado. Wsławił się zrównaniem z ziemią znacznej części swojej miejscowości w desperackiej odpowiedzi na represje, które spotkały go ze strony lokalnych władz.

[...]Według relacji mieszkańców miasta oraz pozostawionych przez Heemeyera nagrań i listów, w 2001 wdał się on w spór z ratuszem dotyczący planów zagospodarowania przestrzeni miejskiej. Zmienione chwilę wcześniej plany zakładały budowę fabryki cementu w sposób, który odciąłby jedyną drogę dojazdową do zakładu Heemeyera, co uniemożliwiłoby mu prowadzenie biznesu, i uczyniłoby posiadany przez niego grunt praktycznie bezwartościowym.

Heemeyer bezskutecznie zabiegał o pozostawienie drogi dojazdowej i składał liczne apelacje od decyzji, jednak ratusz niezmiennie sprzyjał budowie fabryki, a także jawnie krytykował postawę Marvina za pośrednictwem lokalnych mediów. Po przegranej, właściciel zakładu postanowił nie poddawać się i zaczął zabiegać o zbudowanie nowej drogi dojazdowej na jego posesję - jednak i ten wysiłek skończył się niepowodzeniem.

Ostatecznie Marvin postanowił wybudować drogę na własny koszt, i kupił buldożer Komatsu D335A, równocześnie składając wniosek o niezbędne pozwolenie na budowę drogi - jednak i ten wniosek został odrzucony przez urzędników miejskich. Wkrótce później, Heemeyer został odcięty od systemu kanalizacyjnego (aby z niego skorzystać, musiałby przeprowadzić rurę przez ok. 3 metry gruntu będącego obecnie własnością fabryki cementu), i niezwłocznie ukarany serią mandatów, które otrzymał za różne wykroczenia, wliczając w to brak kanalizacji.

Kiedy kolejne petycje do władz, mediów i lokalnej społeczności nie dały żadnych skutków, Heemeyer poddał się, dzierżawiąc grunt firmie wywożącej śmieci. Umowa zakładała, że miałby on sześć miesięcy na wyprowadzenie się z posesji. Jak się później okazało, okres ten wykorzystał na ulepszenie swojego buldożera, osłaniając go miejscami ponad 30 centymetrami stali i betonu, instalując kamery zapewniające widoczność otoczenia w każdym kierunku, a w końcu konstruując klimatyzację i inne systemy pozwalające na komfortowe przebywanie wewnątrz przez wiele godzin.

4 czerwca 2004, konstruktor zasiadł za sterami buldożera, wyjeżdżając przez ścianę swego dawnego warsztatu, a następnie zrównując z ziemią fabrykę cementu i wyruszając w miasto. W ciągu kilkugodzinnej wyprawy Heemeyer zniszczył doszczętnie budynek ratusza, siedzibę lokalnej gazety, dom burmistrza, i wiele innych budynków publicznych powiązanych z osobami, które były zaangażowane w spór. Łącznie w gruzach legło 13 budynków. To, że nikt nie został ranny, niektórzy świadkowie przypisywali precyzyjnej kalkulacji działań Heemeyera.

Podczas powolnego i nieubłaganego pochodu pojazdu, policja i oddziały SWAT próbowały powstrzymać maszynę, ale zarówno ogień z broni długiej, jak i granaty nie miały żadnego wpływu na pojazd, i ostatecznie, po oddaniu ponad 200 strzałów (w tym amunicji przeciwpancernej), siły porządkowe musiały po prostu bezsilnie obserwować wydarzenia.

Buldożer był uzbrojony w karabin Barrett M82, karabin Ruger AC556, pistolet Kel-Tec P11 i rewolwer magnum, ale Heemeyer użył ich tylko do celów obronnych. Gdy policjanci zorientowali się, że strzela ponad ich głowami, na początku sądzili, że po prostu słabo strzela, kiedy jednak później weszli do buldożera i zobaczyli uzbrojenie i kamery, uświadomili sobie, ze gdyby Heemeyer chciał, mógłby pozabijać wszystkich z łatwością. Wszystko wskazuje więc na to, że jedynym celem Heemeyera była destrukcja budynków, a nie krzywdzenie ludzi.

Heemeyer dwukrotnie zmierzył się z innymi maszynami. Gdy zaatakował cementownię, Code Docheff - właściciel zakładu - wsiadł do ładowarki i próbował trafić w silnik buldożera, a następnie zerwać gąsienicę. Marvin oddał najpierw kilka strzałów ostrzegawczych w powietrze, potem w łyżkę ładowarki, a potem zepchnął ją na bok. Docheff uciekł, słysząc strzały. Później, gdy buldożer znajdował się na terenie Independent Gas Co. władze wysłały w jego kierunku dwie zgarniarki. Jedna z nich zablokowała mu wyjazd, tak aby policja mogła oddać strzał z ciężkiej broni. Heemeyer zawrócił i próbował wyjechać z zakładu inną drogą, a potem po stoku znajdującym się wzdłuż drogi. Kiedy mu się to nie udało, ruszył w stronę zgarniarki. Pomimo, że kierowca z całych sił próbował go zatrzymać, Marvin zepchnął go na bok i odjechał. Kilka minut później zgarniarka zablokowała Heemeyerowi drogę wstecz podczas burzenia sklepu Gambles. Heemeyer ruszył przed siebie, niszcząc kompletnie ścianę budynku. Ostatecznie do akcji wkroczył inny buldożer, Caterpillar D9, ale wówczas było już po wszystkim.

Gdy po pewnym czasie w pojeździe zawiodła chłodnica, a jedna z gąsienic zapadła się w piwnicy sklepu Gambles, pilot buldożera sięgnął po pistolet i popełnił samobójstwo. Zarówno pozostawione przez niego nagrania, jak i sposób budowy włazu, wskazują, że nigdy nie zamierzał opuścić buldożera - właz został skonstruowany tak, by jego ponowne otwarcie graniczyło z niemożliwością. Według niektórych źródeł Heemeyer zaspawał się w środku, choć wcale nie musiał tego robić - sama pokrywa ważyła 910 kilogramów i była dobrze wpasowana w pancerz, poza tym Heemeyer zalał ją olejem, by trudniej było ją chwycić, co odkryli policjanci próbujący dostać się do kabiny.

Ponieważ obawiano się (bezpodstawnie, jak się okazało), że buldożer może być zaminowany, przewieziono go z dala od miasta i dopiero tam przystąpiono do prób otwarcia kabiny. Dopiero około 2 w nocy policjanci z pomocą palnika wycięli dziurę w miejscu, gdzie zainstalowana była kamera i weszli do środka. Wówczas z pomocą dźwigu wydobyto ciało Heemeyera.

Zgodnie z życzeniem rodziny, miejsce pochówku Heemeyera nie zostało podane do opinii publicznej.

Straty spowodowane przez Heemeyera oszacowano na ponad 7 milionów dolarów. Mimo potępienia ze strony lokalnych władz i mediów, dla wielu osób, stał się ludowym bohaterem i symbolem sprzeciwu wobec władzy. Powstało wiele witryn gloryfikujących jego działania. Buldożer ochrzczono w mediach przydomkiem Killdozer, nawiązującym do telewizyjnego horroru, nakręconego w 1974 na podstawie opowiadania Theodore Sturgeona (w niektórych z wywiadów, m.in. dla gazety "Rocky Mountain News", mieszkańcy określali także buldożer mianami "Megadozer" i "Armageddon Tank").

Urzędnicy miejscy ogłosili 19 kwietnia 2005, że Killdozer zostanie rozebrany i zezłomowany. Części zostaną rozwiezione po wielu złomowiskach by zniechęcić zwolenników Heemeyera do zbierania pamiątek.

 

KelThuz

Active Member
129
118
Nie wiem, czy ktokolwiek słyszał o Johnie BIRDMANIE Bryancie - http://thebirdman.org
Bardzo kontrowersyjny, nie owijający w bawełnę libertarianin-rasista, actonita. Od prawie 4 lat już nieżyjący, ale swego czasu ostro trollował Rockwella, Hoppego, Northa itp. głównie krytykując łączenie libertarianizmu z religią, unikanie krytyki żydów i kwestii rasowych, itp. :D
No i zdecydowany fan pornografii, nawet popełnił artykuły na ten temat, polecam na jego stronie.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 494
19 975
Jak mówisz. Dziewczyna bardzo w moim typie, może z wyjątkiem zbędnych modyfikacji ciała, tylko co z tego, skoro najprawdopodobniej ma nasrane w głowie?
 
Do góry Bottom