Rządy Prawa i Sprawiedliwości

D

Deleted member 6960

Guest
Szczepienia dzieci. Senatorowie chcą obowiązkowego kryterium w przedszkolach.


Na stronach Senatu właśnie opublikowany został projekt nowych przepisów, w którym pojawia się taki pomysł. Chodzi o nowelizację Prawa oświatowego, ustawy o opiece nad dziećmi w wieku do lat 3 i ustawy o podstawowej opiece zdrowotnej. Podpisało się pod nim 16 senatorów, w tym marszałek Tomasz Grodzki.

Sam projekt jest bardzo krótki, jednostronicowy i zawiera tylko kilka przepisów.

Projekt zakłada, że kryterium przyjęcia do publicznego przedszkola będzie przedłożenie zaświadczenia, że dziecko ma wszystkie obowiązkowe szczepienia. Z kolei w przypadku żłobków takie miałoby być "jednym z warunków" przyjęcia dzieci.

Zaświadczenia miałby wydawać lekarz, do którego zapisane jest dziecko. W przypadku przeciwwskazań do szczepienia wystawiałby on natomiast zaświadczenie potwierdzające taką okoliczność.

Jak czytamy w uzasadnieniu do ustawy, zmiany w prawie są konieczne, bo z roku na rok lawinowo wzrasta liczba rodziców, którzy uchylają się od obowiązku szczepień dzieci. A przez to narażają całe społeczeństwo na groźne choroby zakaźne.

Źródło :https://www.money.pl/gospodarka/
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 904
22 156
Rząd milczy ws. sponsorowania Zatoki Sztuki przez Totalizator. Urzędnicy zrzucili wszystko na ministerstwo, które nie istnieje
Mikołaj Podolski Dzisiaj, 10:28
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Pod koniec maja przedstawiciele rządu Zjednoczonej Prawicy obiecali podjąć działania w celu wyjaśnienia seksafery na Pomorzu. Dziś, wbrew obowiązującym przepisom, podległy rządowi Totalizator Sportowy wciąż nie odpowiada na żadne pytania o sponsorowanie Zatoki Sztuki, a kolejne resorty wymigują się od odpowiedzi na temat tego wątku. Po pytaniach od Onetu urzędnicy zrzucili w końcu wszystko na ministerstwo, które nie istnieje.
  • Gdy w 2015 r. wybuchła seksafera z udziałem gwałciciela "Krystka", przedstawiciele Zatoki Sztuki twierdzili, że Totalizator był jej strategicznym sponsorem
    • Totalizator Sportowy, który jest spółką skarbu państwa, do dziś jednak nie odpowiada na żadne pytania o tę sprawę, mimo że prawo go do tego zobowiązuje
    • Rząd Zjednoczonej Prawicy przymyka na to oko i sam nie chce wyjaśnić kontrowersji dotyczących tego sponsoringu
Seksafera nazywana "sprawą Krystka" wybuchła w 2015 r. i przez pięć lat wyglądało na to, że są Trójmieście ludzie nietykalni, którzy nigdy nie trafią do aresztu.
Pod koniec maja tego roku TVP wyemitowała dokument Sylwestra Latkowskiego, który odświeżył tę aferę i rzucił nowe światło na kilka jej wątków. Wszystko miało się wreszcie zmienić, bo sprawą obiecali się zająć minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro oraz jego zastępca Michał Wójcik. Z ich inicjatywy powstał nawet specjalny zespół prokuratorów, który raz jeszcze analizuje ustalenia śledztwa.
Wygląda jednak na to, że wielu innych członków rządu PiS pomorska seksafera wciąż niewiele obchodzi, mimo że to jeden z największych seksskandali w III RP.
Totalizator Sportowy i Zatoka Sztuki
Kilka tygodni temu do księgarń weszła książka mojego autorstwa pt. "Łowca nastolatek. Prawdziwa historia Krystka oraz Zatoki Sztuki". Opisałem w niej całą sprawę od początku do końca. Jeden z fragmentów poświęciłem mezaliansowi, jakiego dokonał Totalizator Sportowy, zostając strategicznym sponsorem Zatoki Sztuki.
Więcej o sprawie "Krystka", jego metodach działania, wieloletniej bezkarności, znajomościach i "dyskotekowym królestwie" można przeczytać w książce "Łowca nastolatek", która już jest do kupienia w księgarniach stacjonarnych i internetowych, m.in. pod tym linkiem.
Dla wyjaśnienia: Totalizator to spółka olbrzym. Podlega bezpośrednio rządowi. Ma przychody rzędu kilku miliardów złotych rocznie oraz monopol na wiele gier liczbowych i loterii. Jako spółka publiczna ma obowiązek odpowiadania na pytania dziennikarzy o swoją działalność.
Zatoka Sztuki była natomiast jednym z trójmiejskich lokali, z którymi współpracował gwałciciel "Krystek". Stanowiły jedną sieć, w skład której wchodził m.in. klub ze striptizem i dyskoteki. Cała sieć przyciągała do swoich klubów ciałami młodych dziewcząt. Według moich źródeł nawet w Zatoce Sztuki, która z założenia miała być prywatnym domem kultury, zatrudniano fordancerki, mające zabawiać mężczyzn podczas imprez, udając klientki.
Po wyjściu na jaw seksafery śledczy zarzucili "Krystkowi" popełnienie przestępstw seksualnych na 33 nastolatkach, a Marcinowi T., który był faktycznym szefem Zatoki, na pięciu nastolatkach. Proces w tej sprawie wciąż trwa. Według aktu oskarżenia dwa przestępstwa zarzucone temu pierwszemu miały bezpośredni związek z Zatoką, w jednym przypadku do zgwałcenia miało nawet dojść w tym lokalu.
Próbowałem w ostatnich latach wyjaśnić, jakim cudem nadzorowany przez rząd PO-PSL Totalizator mógł stać się strategicznym sponsorem takiego klubu i jakie rzekomo miałby z tego korzyści. Co więcej, w dokumentach odkryłem, że Wojciech Szpil, ówczesny prezes Totalizatora, kilka miesięcy po wybuchu seksafery korzystał z usług tego samego prawnika, który reprezentował wcześniej "Krystka".
Spółka powinna odpowiedzieć
Te wątki upubliczniłem i rozwinąłem niedawno również w artykule Onetu pt. "Totalizator Sportowy był »strategicznym sponsorem« Zatoki Sztuki". Napisałem tam m.in., że Totalizator wbrew obowiązującym przepisom nie odpowiedział mi na żadne pytanie o sponsoring Zatoki.
Szymon Osowski, prezes fundacji Watchdog, największej polskiej organizacji zajmującej się jawnością życia publicznego, wyraził się w tej sprawie jasno: - Spółka powinna odpowiedzieć. (...) Spółki Skarbu Państwa w wielu przypadkach mają przekonanie, że są zwykłymi spółkami i mają prawo nic nie mówić o tym, jak działają. Na szczęście sądy są innego zdania.
Po publikacji wspomnianego artykułu ponownie zwróciłem się do Totalizatora i rządu z prośbą o wyjaśnienie tej sprawy. Okazało się jednak, że zmiana władzy z PO-PSL na PiS, a także zmiana kierownictwa Totalizatora nie zmieniły podejścia do tematu. Teraz tylko próby wymigania się od odpowiedzi są bardziej oryginalne.
Nie mamy pańskiego płaszcza i co pan nam zrobi?
Zacznijmy od Totalizatora. Jego przedstawiciel Jarosław Tomaszewski wysłał mi wiadomość o następującej treści: "Na prośbę Pani Dyrektor Biura Rzecznika Prasowego Totalizatora Sportowego Aidy Belli przekazuję informację, że odpowiedź na Pana pytania została przekazana w 2017 roku (w załączeniu)".
Tomaszewski faktycznie załączył tę "odpowiedź na pytania" do treści maila. Było to pismo, w którym trzy lata temu prawniczka Totalizatora Katarzyna Kotelecka... odmówiła mi odpowiedzi na dosłownie wszystkie pytania dotyczące sponsorowania Zatoki Sztuki przez Totalizator.
Więcej o sprawie "Krystka", jego metodach działania, wieloletniej bezkarności, znajomościach i "dyskotekowym królestwie" można przeczytać w książce "Łowca nastolatek", która już jest do kupienia w księgarniach stacjonarnych i internetowych, m.in. pod tym linkiem.
Spychologia w rządzie PiS
Spróbowałem więc uzyskać jakiekolwiek wyjaśnienia w od rządu. Sytuacja nie jest jednak prosta, bowiem nadzór nad spółką jeszcze kilka lat temu sprawowało Ministerstwo Finansów. Później przejęło go powołane do życia pod koniec zeszłego roku Ministerstwo Aktywów Państwowych, którym kieruje minister Jacek Sasin.
I to właśnie Sasinowi zadałem kilka dni temu pytania o sponsorowanie Zatoki oraz o to, czy jego resort zamierza wyjaśnić tę sprawę. W odpowiedzi przeczytałem, że jego ministerstwo nadzoruje Totalizator dopiero od kilku miesięcy i nie ma dokumentów dotyczących nadzoru sprzed tego okresu.
"Do dnia 6 grudnia 2019 r. prawa z udziałów Skarbu Państwa w spółce Totalizator Sportowy sp. z o.o. wykonywał Minister Rozwoju i Finansów" - napisali urzędnicy.
Z Ministerstwem Rozwoju kontaktowałem się telefonicznie. Usłyszałem w słuchawce, że tam też nie mają żadnej dokumentacji dotyczącej nadzoru nad Totalizatorem sprzed kilku lat, a ostatnim resortem, w którym mam szansę uzyskać takie informacje, będzie Ministerstwo Finansów.
To dlatego, że nadzorowanie Totalizatora w pierwszym rządzie PiS (2015-2019 r.) przez długi okres leżało w kompetencjach Mateusza Morawieckiego, który był ministrem rozwoju i finansów, łącząc te dwie funkcje.
Zgodnie z wytycznymi skierowałem się więc z pytaniami o Totalizator do Ministerstwa Finansów. W pisemnej odpowiedzi przeczytałem, że resort ten nie sprawował nadzoru nad spółką w latach, które mnie interesują, więc nie jest właściwym adresatem pytań.
"W latach rządów PO-PSL to Ministerstwo Skarbu sprawowało taki nadzór" - odpisali urzędnicy Ministerstwa Finansów.
Do Ministerstwa Skarbu nie mogłem się już zwrócić z pytaniami, ponieważ nie istnieje od trzech lat.
***
Oblicze Zatoki Sztuki pokazaliśmy niedawno ze zdjęciami w materiale "10 rzeczy, które musisz wiedzieć o seksaferze »Krystka« i Zatoki Sztuki", natomiast więcej o sieci klubów, w skład której wchodziła, można znaleźć w publikacji "Zatoka Sztuki to nic. Oto prawdziwe oblicze »dyskotekowego królestwa«".
Piękne.
PiS, aby odwrócić uwagę od kwestii pedofilii w KK, wypromował aferę pedofilską w Zatoce Sztuki, robiąc z tego miejsca siedlisko zła.
Nie przeszkadzało mu to sponsorować go z państwowych pieniędzy.
Ergo: zasponsorował wedle swojej narracji ludzi wykorzystujących dzieci, zapewniając środki na prestiż ich kryjówki.

Kurtyna!
 

kompowiec

Open Source Boy
1 717
1 742
jeszcze nowy miesiąc się nie wstukał a to już... niecierpliwi są ;)

We wtorek „Super Express” poinformował, że Krajowa Administracja Skarbowa odebrała reżyserowi Patrykowi Vedze samochód Lamborghini Aventador, warty 2,5 mln złotych. Prokuratura potwierdza, że nie zostało opłacone cło za pojazd, a dokumenty mogły zostać sfałszowane. Sprawę w uszczypliwy sposób skomentowała na Twitterze Krystyna Pawłowicz. Sędzi Trybunału Konstytucyjnego odpowiedział Marcin Gortat.
Do zarekwirowania samochodu przez Krajową Administrację Skarbową doszło w ubiegłym tygodniu. Informację tę potwierdziła rzecznik Prokuratury Okręgowej w Gdańsku Grażyna Wawryniuk. W oświadczeniu przesłanym do „Super Expressu” podała, że prokuratura nadzoruje śledztwo o przestępstwo skarbowe dotyczące uszczuplenia należności celno-podatkowych „w związku z uzyskaniem, na podstawie podrobionego dokumentu zwolnienia od należności, sprowadzonego z USA do Polski w 2019 roku w ramach mienia przesiedleńczego samochodu marki Lamborghini Aventador”. Jak wyjaśniła Wawryniuk, „nastąpiło uszczuplenie należności celnych i podatkowych w kwocie przekraczających 700 tysięcy złotych”.

„Proszę nie płakać, kupi pan sobie teraz ŁADĘ”
Do informacji tych odniosła się na swoim Twitterze sędzia Trybunału Konstytucyjnego i była posłanka Prawa i Sprawiedliwości Krystyna Pawłowicz. „Ojej, panie Patryku VEGA, czy to ten samochodzik skarbówka KAS panu zarekwirowała za nieopłacenie należności za przywóz? No, bardzo, ale to bardzo jest mi przykro”. – stwierdziła. „A jak ostatnie filmy ? Klapa, co ? Nikogo na salach?” – dodała dalej. Pod postem Pawłowicz dopisała jeszcze: „No, proszę, i to był LAMBORGHINI. Proszę nie płakać, kupi pan sobie teraz ŁADĘ, nikt się nie połasi”.

Jeden z pierwszych komentarzy dodał pod postem Marcin Gortat, polski koszykarz, były zawodnik NBA. „Sędzia Trybunału Konstytucyjnego” – napisał sportowiec, dodając do tego wymowną emotikonę. Pawłowicz postanowiła odpowiedzieć Gortatowi. „Słucham? Czy chce mnie pan pozbawić moich konstytucyjnych praw obywatelskich?” – zapytała. „Zanim mnie pan zaczepi swym westchnieniem proszę zapoznać się z art. 195 ust. 3 konstytucji. Dowie się pan ze źródła czego mi nie wolno. Za dużo TVN i Gazety »Wyborczej«” – stwierdziła.

„Zaatakował po chamsku”
Później Pawłowicz wdała się w kolejną wymianę zdań z internautą, który zwrócił uwagę na to, że Vega mógł kupić samochód od pośrednika, który zataił brak opłat i dał mu podrobiony dowód wpłaty. „Nie ja zarzucam, to KAS zarekwirowała za nadużycia” – odpisała Pawłowicz. „To po co Pani drwi z cudzego nieszczęścia? Przecież to nie Vega popełnił to nadużycie” – stwierdził dalej mężczyzna. „Ale zaatakował po chamsku niedawno mnie” – odpisała była posłanka PiS, tłumacząc swój post


 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 904
22 156
Justyna Kaczmarczyk
Pedofilia w Kościele
Departament Funduszu Sprawiedliwości w Ministerstwie Sprawiedliwości doszukał się w artykule o wykorzystywaniu seksualnym w Kościele katolickim autorstwa psycholog dr Ewy Kusz treści "podpadających pod christianofobię" i zakazał publikacji tekstu. Resort sprawiedliwości chce także ingerować w tematy podejmowane na planowanej konferencji naukowej - mówi w rozmowie z Interią Monika Sajkowska, prezeska Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę. Fundacja jest wydawcą kwartalnika, które zamówiło artykuł u dr Kusz.
Jak informuje Centrum Ochrony Dziecka, artykuł "Profilaktyka wykorzystywania seksualnego w Kościele katolickim" został napisany w marcu 2020 r. na zamówienie redakcji kwartalnika "Dziecko Krzywdzone. Teoria, Badania, Praktyka". To pismo wydawane przez Fundację Dajemy Dzieciom Siłę. Po dwóch recenzjach naukowych tekst został opublikowany w wersji internetowej pisma.

Można w nim przeczytać m.in. o odpowiedzi Kościoła w Polsce na kryzys związany z falą ujawnień przypadków wykorzystywania seksualnego przez duchownych, działaniach podejmowanych przez Watykan, a także podejściu kościołów lokalnych, m.in. w USA.
"Poszczególne kościoły nie podejmują działań profilaktycznych uprzedzających, ucząc się na błędach innych. Czynią to wtedy, gdy są do tego zmuszone przez pojawiające się ujawnienia przypadków we własnych szeregach" - pisze dr Ewa Kusz. Wymienia szereg działań, jakie podjęto w Polsce - m.in. powołanie w 2013 roku koordynatora ds. ochrony dzieci i młodzieży, wdrożenie w 2014 roku "Wytycznych", dotyczących sposobów postępowania w przypadku nadużyć seksualnych popełnionych przez duchownych wobec osób niepełnoletnich, czy cykle szkoleń i kursów prowadzone przez COD. Jednocześnie autorka zauważa, że "nie zawsze jednak zgłaszanie krzywdy jest przyjmowane w sposób empatyczny. Czasami najważniejsze jest przede wszystkim zachowanie procedur". Jako słaby punkt wymienia także pracę ze sprawcami, zaznaczając, że nie prowadzi się w tym zakresie działań prewencyjnych i resocjalizacyjnych.
Autorka - Ewa Kusz - to psycholog i seksuolog od lat zajmująca się problemem wykorzystywania seksualnego w Kościele, wicedyrektor działającego przy jezuickiej Akademii Ignatianum Centrum Ochrony Dziecka. Dyrektorem COD jest o. Adam Żak, koordynator ds. ochrony dzieci i młodzieży przy Konferencji Episkopatu Polski.
"Treści podpadające pod chrystianofobię"
Treści zawarte w publikacji dr Kusz nie spodobały się sponsorowi pisma - Departamentowi Funduszu Sprawiedliwości w Ministerstwie Sprawiedliwości. Stwierdzono, że "Fundusz Sprawiedliwości nie może zaakceptować go w takim kształcie z uwagi na znamiona tez, które równocześnie można zinterpretować jako wynikające z uprzedzenia, a zatem podpadające pod chrystianofobię".
W związku z tym redakcja zdjęła artykuł ze strony kwartalnika "Dziecko Krzywdzone" i umieściła na stronie Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę.
Centrum Ochrony Dziecka również opublikowało ocenzurowany przez Fundusz Sprawiedliwości artykuł w pierwotnej formie na swojej stronie, "aby czytelnik sam ocenił argument ministerialnego cenzora".
Sajkowska: MS inaczej zinterpretowało ten zapis
- Nasza fundacja jest wydawcą kwartalnika "Dziecko Krzywdzone. Teoria, Badania, Praktyka" już od 18 lat, a od 2019 roku pismo jest dofinansowane z Funduszu Sprawiedliwości - mówi w rozmowie z Interią dr Monika Sajkowska, prezeska Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę.
Dlaczego resort sprawiedliwości ingerował w zawartość naukowego periodyku?
- Jako fundacja musimy zatwierdzać produkty działań, powstające w ramach różnych dotacji. W umowach - w tej także - pojawił się punkt, gwarantujący ministerstwu taką kontrolę. Zapis ten znalazł się w artykule dotyczącym informowania. To standardowe działanie. Chodzi o to, by instytucje dobrze informowały o grantodawcy, odpowiednio eksponowały jego logo, nazwę, itd. Jednak Ministerstwo Sprawiedliwości zinterpretowało ten zapis, jako dający im prawo do merytorycznej interwencji i oprotestowało tekst - tłumaczy Sajkowska.
Jak dodaje, FDDS przedstawiła resortowi swoją interpretację rzeczonego zapisu. Nie doczekała się jednak odpowiedzi.
Sam zarzut, że w publikacji pojawiły się treści "podpadające pod christianofobię", zaskoczył wydawcę kwartalnika. - Artykuł naukowy Ewy Kusz uważamy za obiektywny i poważnie traktujący problem wykorzystywania seksualnego w Kościele, a samą autorkę za znawczynię tematu - mówi Sajkowska.
Resort przeciwko tematowi pedofilii w Kościele na konferencji naukowej
Okazuje się ponadto, że coroczna konferencja naukowa "Pomoc dzieciom pokrzywdzonym przestępstwem", organizowana przez FDDS, spotkała się z zastrzeżeniami ze strony resortu Zbigniewa Ziobry.
- Podczas tej konferencji już od kilku lat przeprowadzaliśmy we współpracy z Centrum Ochrony Dziecka Akademii Ignatianum sesję dotyczącą przeciwdziałania wykorzystywaniu seksualnemu dzieci w Kościele. W tym roku plan organizacji sesji na ten temat nie spotkał się z akceptacją ministerstwa - mówi nam Sajkowska. Jak jednocześnie podkreśla, fundacja jest zdania, że fakt dofinansowania nie oznacza prawa do ingerencji w program konferencji.
Ks. Studnicki: Krytyczny przegląd działań Kościoła jest konieczny
Dopatrzeniem się treści chrystianofobicznych w artykule dr Kusz zaskoczony jest także ks. Piotr Studnicki, szef Biura Delegata KEP ds. Ochrony Dzieci i Młodzieży.
- Publikacja jest rzeczowa, dobrze udokumentowana, przedstawia mnóstwo faktów, z którymi nie sposób dyskutować. Nie jest wolna też od oceny, która, moim zdaniem, jest absolutnie usprawiedliwiona. Artykuł naukowy służy przecież także pewnej ewaluacji. Nie dostrzegam w niej uprzedzeń, widzę za to doświadczenie - komentuje w rozmowie z Interią.
Jak mówi, krytyczny przegląd działań Kościoła w kwestii problemu wykorzystywania seksualnego małoletnich jest konieczny. - Bez niego nic się nie uda. Bez niego będziemy trwali w błogostanie, który jest usypiający i koniec końców zabójczy - konkluduje.
***
Poprosiliśmy Ministerstwo Sprawiedliwości o komentarz w tej sprawie. Czekamy na odpowiedź.

Justyna Kaczmarczyk
 
D

Deleted member 7005

Guest



- Reformę Otwartych Funduszy Emerytalnych należy dokończyć - zapowiedział premier Mateusz Morawiecki na ostatnim spotkaniu z dziennikarzami. Terminów i szczegółów jednak nie podał. OFE, w których wciąż jest 15 milionów rachunków Polaków, miało zniknąć 1 czerwca. Miało, ale nie zniknęło.
W funduszach emerytalnych jest za to ponad 130 mld zł. Średnio każdy z uczestników ma tam nieco mniej niż 10 tys. zł na koncie. I to właśnie wspomniane środki, pomniejszone o podatek, miały wrócić do Polaków. Stąd premier przez długie miesiące powtarzał, że "to oddanie pieniędzy, przywrócenie własności". Na razie jednak Polacy muszą czekać.

Jak wynika z informacji money.pl, nowy "stary projekt" wróci w ciągu najbliższych kilku tygodni. Najprawdopodobniej już po długo zapowiadanej przez rząd Zjednoczonej Prawicy rekonstrukcji gabinetu Mateusza Morawieckiego. W tej chwili za projekt odpowiedzialne jest Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej, którym kieruje Małgorzata Jarosińska-Jedynak.

Środki przekazywane na OFE były odliczane od dochodu do opodatkowania, więc przy ich planowanym "uwolnieniu" państwo ma zamiar ten podatek ściągnąć. Nie będzie to na szczęście ani 17 proc., ani tym bardziej 32 proc., ale 15 procent.
Co to oznacza dla Polaków? Gdy zebrali 10 tys. zł, to ich zwrot na IKE wyniesie 8,5 tys. zł. 1500 zł powędruje na konto budżetu. Gdy zebrali 5 tys. zł w OFE, zwrot na IKE wyniesie 4250 zł. Do budżetu powędruje 750 zł.
 
D

Deleted member 7005

Guest
Kontrole pracy zdalnej.


- Co grozi za niedotrzymanie warunków pracy? W tym przypadku mówimy o standardowych karach. Kontrola Inspekcji Pracy nie różni się niczym od typowej kontroli, która odbywa się u pracodawcy, a której celem jest weryfikacja sposobu przestrzegania praw prawoznawczych przez pracodawcę względem pracowników. Może skończyć się na wydaniu zaleceń albo nałożeniu kar pieniężnych. Może to być np. mandat w wysokości od 500 do 5000 zł, a sąd może jeszcze zwiększyć tę karę do 30 tys. zł – mówił w programie "Money. To się liczy" adwokat Piotr Walczak.
 

NoahWatson

The Internet is serious business.
1 050
2 426

myname

Member
96
87
Czy Wy wiecie, coście tam na komisji przegłosowali na komisji? ?Czy wiecie, coście poparli? W myśl tej ustawy jak Wam się ukochana suka oszczeni i będzie miała tak ze 4 szczeniaki, to jest urocze; i w jakimś kojcu będzie mieszkać – to ustaliliście takie normy, że na sunię 9m2 plus na szczeniaczki po 4,5 m2 to razem daje 27m2.To trzeba wynająć osobne mieszkanie na mieście, żeby nie narazić się na wjazd policji o 6 rano. Takie rzeczy procedujecie.To jest amok!Jesteście niebezpieczni, bo to jest dziś na poziomie anegdoty, ale jutro jest na poziomie bolszewii.
Grzegorz Braun
 
16
22
Rząd coraz bardziej zadłuża polaków. Biorą pożyczki za podatki ściągnięte z przyszłych pokoleń. W moim odczuciu, po ich rządach prokurator powinien postawić zarzuty brania kredytów na słupa. Bez chęci spłacenia. Ale z olbrzymim apetytem na władzę. Za wszelką cenę. Serio, drugi raz wygrali wybory i rządzą przegłosowujac ustawy w noc. Polacy mają sztywny kręgosłup. Nawet niektórzy się uśmiechają, jak ich Państwo defekuje im na twarz. https://www.rp.pl/Budzet-i-Podatki/309239876-Rekordowa-gora-dlugu.html
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 904
22 156

Ceny rosną u nas już najszybciej w Unii Europejskiej, a tylko Turcji "zawdzięczamy", że nie najszybciej w Europie. Co więcej, NBP wyliczył, że tzw. inflacja bazowa jest najwyższa od 19 lat. To wskazuje na trwały charakter wzrostu cen. Przyczynia się do tego dodruk pieniądza oraz wzrost cen administrowanych.
Jeszcze niedawno we wzroście cen wyprzedzały nas Węgry. Ale od września to już nieprawda. Wskoczyliśmy na niechlubne pierwsze miejsce w Europie. Na kolejnych miejscach są Węgry i Czechy.
  • Według Eurostatu nasz wzrost cen był we wrześniu najwyższy w Unii Europejskiej. W Europie wyprzedza nas tylko Turcja
  • Wynika to między innymi z dodruku pieniądza. Jego podaż wzrosła w tym roku o 12 proc.
  • Kolejnym czynnikiem są ceny administrowane. Bez nich wskaźnik inflacji wynosiłby tylko 2,3 proc.
Wystandaryzowany dla całej Unii Europejskiej wskaźnik inflacji (HICP) wzrósł we wrześniu w Polsce do 3,8 proc. rok do roku. To wyższy wskaźnik niż podawał niedawno GUS (3,2 proc.), bo inny jest koszyk cenowy, na podstawie którego mierzy się zmiany.
Drugie w zestawieniu dla Unii Europejskiej Węgry wyprzedziliśmy o 0,4 pkt. proc. - wynika z informacji przedstawionych w piątek przez Eurostat. W całej Europie pod względem cenowego wzrostu wyprzedza nas już tylko Turcja (11,7 proc. rdr).
Tymczasem w całej Unii Europejskiej ceny się zatrzymały, a roczny wskaźnik spadł do 0,3 proc. W strefie euro jest nawet deflacja (tj. ceny spadły) 0,3 proc. rdr i to jeszcze niższy wskaźnik niż miesiąc wcześniej (-0,2 proc.).

Foto: Eurostat

Pusty pieniądz napędza ceny

Polska ma ostatnio jak widać duże dokonania na polu wzrostu cen. Z czego to może wynikać? A choćby z emisji pustego pieniądza przez NBP, który potem w postaci tarcz antykryzysowych trafia na rynek.
Podaż pieniądza M2 (pieniądz gotówkowy i depozyty do 2 lat) wzrosła w tym roku do sierpnia o aż 184 mld zł, czyli o 12 proc. Gospodarka spadała o 8,2 proc. w drugim kwartale, więc nowy pieniądz nie miał pokrycia w wytworzonej wartości. A to prosta droga do inflacji.
Pieniądza w obiegu przybyło 63 mld zł. Środków na depozytach w bankach przybyło o 120 mld zł, z czego 60 mld zł od gospodarstw domowych, a 50 mld zł od przedsiębiorstw z wyłączeniem sektora finansowego.

Inflacja bazowa najwyższa od 19 lat

W piątek nie tylko Eurostat prezentował dane o inflacji. Wskaźniki inflacji bazowej dla Polski wyliczył też NBP.
Liczy się je, żeby sprawdzić trwałość zmian cen. I najnowsze dane nie są pozytywne dla naszych portfeli. Ceny rosną coraz szybciej. Z wyłączeniem żywności i energii najszybciej od aż 19 lat.
Inflacja bazowa po wyłączeniu cen żywności i energii wyniosła 4,3 proc. rdr we wrześniu 2020 r. wobec 4 proc. rdr miesiąc wcześniej - podał Narodowy Bank Polski (NBP). To wyżej niż wskazywały prognozy ekonomistów (4,2 proc. rdr).

Foto: Jacek Frączyk / Business Insider Polska
Narodowy Bank Polski co miesiąc wylicza cztery wskaźniki inflacji bazowej, "co pomaga zrozumieć charakter inflacji w Polsce" - wskazuje NBP. "Standardowy" wskaźnik CPI pokazuje średni ruch cen całego, dużego koszyka dóbr kupowanych przez konsumentów. Przy wyliczaniu wskaźników inflacji bazowej analizie poddawane są natomiast zmiany cen w różnych segmentach tego koszyka.

"To pozwala lepiej identyfikować źródła inflacji i trafniej prognozować jej przyszłe tendencje. Pozwala też określić, w jakim stopniu inflacja jest trwała, a w jakim jest kształtowana np. przez krótkotrwałe zmiany cen, wywołane nieprzewidywalnymi czynnikami" - opisuje NBP.

I na bazie tego opisu co wynika z najnowszych danych? Nic dobrego. Wzrost cen u nas przyśpiesza i jest trwały. I to, mimo że w większości krajów Europy ceny spadają, lub przynajmniej rosną wolniej w czasie kryzysu koronawirusa.

Winne głównie ceny "państwowe"

Narodowy Bank Polski podał też, że inflacja bazowa po wyłączeniu cen administrowanych (podlegających kontroli państwa) wyniosła 2,3 proc. rdr wobec 2 proc. miesiąc wcześniej. Z tego widać, że przyczyną wzrostu cen są przede wszystkim ceny administrowane przez państwo.
Najczęściej używanym przez analityków wskaźnikiem bazowym jest wskaźnik inflacji po wyłączeniu cen żywności i energii. Pokazuje on tendencje cen tych dóbr i usług, na które polityka pieniężna prowadzona przez bank centralny ma relatywnie duży wpływ. Ceny energii (w tym paliw) ustalane są bowiem nie na rynku krajowym, lecz na rynkach światowych, czasem również pod wpływem spekulacji. Ceny żywności w dużej mierze zależą m.in. od pogody i bieżącej sytuacji na krajowym i światowym rynku rolnym.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 904
22 156

PAP
  • dzisiaj 09:17
Fiskus zaczął stosować klauzulę GAAR — najsilniejszą broń przeciwko transakcjom, których celem jest uniknięcie lub istotne zmniejszenie podatku. 12 firm ma zwrócić do budżetu 82 mln zł korzyści podatkowych - pisze "Puls Biznesu".

Jak czytamy, po blisko czterech latach nieużywania klauzuli do walki z unikaniem opodatkowania w czasie pandemii skarbówka przystąpiła i to ostro, do jej stosowania". Ministerstwo Finansów (MF) poinformowało "PB", że "do końca września szef Krajowej Administracji Skarbowej (KAS) zakończył 20 postępowań wynikających z GAAR (ang. General Anti-Abuse Rules)".
12 firmom zarzucił dokonywanie sztucznych transakcji biznesowych, których celem miało być osiągnięcie wielkich oszczędności podatkowych. Nałożył na nie domiary fiskalne w łącznej wysokości 82 mln zł (ich rozpiętość waha się od 1,2 do 30 mln), a wartość dochodu poddanego opodatkowaniu wyniosła w sumie około 0,5 mld zł.
- podkreślono.

Fiskus zaczął stosować klauzulę GAAR


Dziennik przypomina, że "gdy 15 lipca 2016 r. rząd wprowadzał w życie klauzulę GAAR, przedstawiciele biznesu ostrzegali, że fiskus dostanie do ręki zbyt silną broń, którą może zechcieć używać zbyt pochopnie i zbyt często". "Klauzula miała przeciwdziałać sztucznym transakcjom (aczkolwiek legalnym), niemającym uzasadnienia biznesowego, których celem jest uniknięcie lub istotne zmniejszenie podatku. W przypadku gdy szef KAS, wiceminister finansów, uzna, że firma tak działa, to domierza zaoszczędzony podatek. Przez prawie cztery lata nie użył klauzuli ani razu. MF wyjaśniało, że ma ona... odstraszać od optymalizacji podatkowej i działać prewencyjne. Teraz sytuacja uległa diametralnej zmianie — pierwsze decyzje zapadły w czerwcu i lipcu, a do końca września wydano ich już 12" - podano.
"Działalność szefa KAS w zakresie klauzuli w pełni potwierdza, że jest ona narzędziem skutecznym i stosowanym w skali zapewniającej efekt prewencyjny. Efekty te są tym ważniejsze, że zostały osiągnięte w czasie rozmaitych ograniczeń logistycznych i prawnych" — napisało biuro prasowe MF, dodając, że "stosowanie klauzuli nie prowadzi do wzrostu obciążenia podatkowego, a jedynie do wymierzenia go w takiej wartości, która odzwierciedla wyeliminowanie przeszłego unikania opodatkowania".

 

tolep

ChNiNK! ChP!
7 825
13 860
Temat jest dosyć poważny i przyznam że mocno mnie ta rozmowa (głównie na temat PKP Cargo, ale nie tylko) klepnęła. Pewnie dlatego że dotąd niespecjalnie interesowałem się zarządzaniem majątkiem w wykonaniu PiS.

Spotify: Google Podcasts

Dwa zdania wstępu.
1) Andrzej Adamczyk jest powszechnie uważany za najgorszego ministra PiS, a jednak utrzymuje się jako jeden z bardzo nielicznych jeszcze od czasu Szydło. Przy każdej rekonstrukcji rządu wymienia się go jako pierwszego kandydata do odjebki a jednak trwa i nie wiadomo dlaczego.
2) Orlen od 2015 przejął Energę, Lotos, właśnie połyka PGNiG, a o takich drobiazgach jak Ruch SA nawet nie warto wspominać. Podobno przymierza się do kupienia Polska Press, czyli niemieckiego właściciela grupy codziennych gazet regonalnych.1603195363518.png
 

NoahWatson

The Internet is serious business.
1 050
2 426
Policji, "w zakresie ochrony bezpieczeństwa i porządku publicznego", a w "związku z rozprzestrzenianiem się epidemii wywołanej wirusem SARS-CoV-2 i wzrostem zachorowań na terenie kraju na COVID-19" pomagać będą od teraz żołnierze Żandarmerii Wojskowej. W poniedziałek opublikowano zarządzenie premiera w tej sprawie.

 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 904
22 156
Wywiad z Horałą. Poseł PiS przyznaje, że konserwatyści są zupełnie bezradni wobec wychowania przez amerykańskie media i internety i nie mają pomysłu, jak się temu oprzeć.

Gdyński poseł PiS uważa, że wyrok TK w sprawie aborcji jest słuszny, a szpicą obecnych protestów w Polsce są "skrajni lewacy". Mówi, że ze strony opozycji nie ma żadnej adekwatnej reakcji, tylko nawoływanie do wojny domowej. Ironizuje, że druga strona powinna złożyć projekt nowelizacji konstytucji, w której artykuł 38. ma brzmieć następująco: "Rzeczpospolita Polska zapewnia prawo ochrony życia obywatelom, z wyjątkiem osób niepełnosprawnych i ciężko chorych".
Piotr Olejarczyk
Wczoraj, 18:38
Ten tekst przeczytasz w 7 minut
  • Poseł Horała mówi o dziesiątkach gróźb, które teraz dostaje. Przypomina o wczorajszej dewastacji jego biura poselskiego
  • Poseł PiS: - Odpowiedzialność za to, że w pandemii robi się masową demonstrację, ponosi ten, kto ją organizuje i zaprasza na nią ludzi
  • Rozmówca Onetu jest przekonany, że szpicą obecnych protestów są "skrajni lewacy", którzy chcą aborcji na życzenie
  • Uważa, że konserwatyści są w odwrocie. Wskazuje, że młodzież jest głównie wychowywana przez Netflixa, Tik Toka i "instytucje, gdzie ten liberalno-lewicowy światopogląd dominuje"
  • Posła pytamy m.in., co po wejściu orzeczenia TK ma zrobić kobieta, której płód jest bardzo uszkodzony?
Piotr Olejarczyk, Onet: Co się stało w weekend w pana biurze poselskim?
Gdyński poseł Prawa i Sprawiedliwości, Marcin Horała: Nie byłem tam na miejscu. Bazując na znanych mi ustaleniach i okolicznościach, w pewnym momencie dwóch osobników zaczęło szarpać i kopać drzwi do kamienicy, w której znajduje się biuro. Wtargnęli do środka, zaraz za nimi pobiegli policjanci i od razu ich ujęli. Tym dwóm mężczyznom już są, albo będą postawione zarzuty. Jeden z tych mężczyzn był ubrany w emblematy klubowe Arki Gdynia. Stąd niektórzy pisali o jakieś akcji kibiców, co oczywiście nie jest prawdą.
Nie czuje pan zażenowania, że w czasie pandemii, gdy coraz więcej ludzi ciężko choruje, umiera, traci pracę, pana partia wrzuca prawdziwy granat i niszczy kompromis aborcyjny? Przecież musieli Państwo wiedzieć, że to wywoła masowe protesty. W czasach epidemii.
W tym pytaniu zawartych jest kilka sugestii, które postaram się rozbroić. Absolutną manipulacją jest składanie odpowiedzialności na Prawo i Sprawiedliwość, że odbywają się teraz takie protesty. To by wskazywało na to, że te osoby, które protestują pozbawione są wolnej woli. Że działają jak jakieś zwierzęta, które jak dostaną bodziec, to muszą na niego zareagować. I winnym jest ten, kto bodźca dostarczył, a nie ten co reaguje. Przecież tak nie jest. To są wolni ludzie, mający swoją wolę. I to oni sami decydują, czy i w jakiej formie protestować. Odpowiedzialność za to, że w pandemii robi się masową demonstrację, ponosi ten, kto ją organizuje i zaprasza na nią ludzi.

"Cieszę się z tego wyroku i uważam, że jest słuszny"

Przerwę panu na moment. Czy odpowiedzialnością ze strony rządzących nie jest polityka - przynajmniej na ten bardzo trudny moment związany z pandemią - rezygnowania z pewnych kwestii, które mogą wzniecić tak wielkie niepokoje?
Chciałem zwrócić uwagę, że ten wniosek do Trybunału został złożony rok temu.
Trzy lata temu.
Tak, ale uległ dyskontynuacji i później w nowej kadencji został złożony nowy wniosek. Termin rozprawy też nie był wyznaczony dzień wcześniej.
We wrześniu.
Tak. Odnosząc się czysto abstrakcyjnie do faktów, termin ogłoszenia tego wyroku był niefortunny. Ale czy byłoby inaczej, gdyby on został ogłoszony w momencie, gdy tych zakażeń byłoby mniej? Czy nie byłoby takich demonstracji? No przecież byłyby. Może nawet tym większe. Pewnie dobrego momentu na takie orzeczenie by nie było. Ja osobiście mam bardzo mieszane uczucia. Cieszę się z tego wyroku i uważam, że jest słuszny. Przewidywałem jednak, jakie efekty wywoła i to że, dojdzie do ataku kontrkulturowego. By nie powiedzieć mocniej.

O neobolszewizmie, skrajnych lewakach, Netflixie, Tik Toku

To znaczy?
No dobrze, powiem. Neobolszewizm po prostu. Tak jak na Zachodzie. Spodziewałem się, że ten atak na wszystkie fundamenty cywilizacji chrześcijańskiej będzie przeprowadzony także i przy okazji tego orzeczenia. Miałem tego świadomość i obawiam się, że w dłuższej perspektywie może być on skuteczny.
Są pewne zmiany pokoleniowe. To, że uczestniczy w tym młodzież. Że młodzież jest teraz głównie wychowywana przez Netflixa, Tik Toka i tego rodzaju instytucje, gdzie ten liberalno-lewicowy światopogląd dominuje. Gdzie wszelkim złem jest Kościół, rodzina, ojczyzna. I to jest sączone młodym do głowy. Nie mamy jako konserwatyści na to odpowiedzi. Jako partia, jako rząd nie gramy w tej lidze.
Panie pośle, ten kompromis aborcyjny istnieje od wielu lat. Powstał w czasach, gdy jeszcze nie było Netflixa i Tik Toka. I można założyć, że społeczeństwo było wówczas bardziej konserwatywne, a i tak taki kompromis wprowadzono. Istniał aż do 2020 r., gdy PiS postanowił ten kompromis zniszczyć. Jeszcze bardziej zaostrzając prawo, w sytuacji gdy społeczeństwo się laicyzuje.
Z jednej strony jest dla mnie rzeczą oczywistą, że nie można ludzkiego życia dzielić na bardziej i mniej wartościowe. I w majestacie prawa stanowić, że jak ktoś ma na przykład Zespół Downa, to jest to życie drugiej kategorii, które zasługuje na mniejszą ochronę prawną. Przeciw temu się buntuje i nie ma na to mojej zgody. A już zwłaszcza w XXI wieku, pamiętając te wszystkie doświadczenia z historii, gdzie były różne formacje, dzielące życie na mniej i bardziej wartościowe.
Z drugiej strony też przewidywałem, że może być taka reakcja. Że może nastąpić pewien efekt kuli śnieżnej. Mamy teraz taką sytuację, że przytłaczająca liczba osób, która bierze udział w tych manifestacjach, protestuje przeciwko najbardziej skrajnemu przypadkowi. Że urodzone będzie dziecko bez głowy, mózgu, absolutnie niezdolne do życia...
Przecież takie sytuacje się zdarzają.
Są, przyznaję. Aczkolwiek jeżeli w Polsce mamy 1 tys. legalnych aborcji rocznie - tego rodzaju przypadki to jest mniejszość. I teraz o co mi chodzi - zdecydowana większość dzisiaj protestujących wskazuje właśnie na takie skrajne przypadki i to ich boli najbardziej, że w tych sytuacjach kobieta nie będzie mogła przeprowadzać legalnie aborcji. Natomiast szpicą tego protestu, ludźmi, którzy nadają ton tym manifestacjom, są skrajni lewacy, którzy chcą aborcji na życzenie...
Panie pośle, czasami słyszę taką argumentację od państwa przeciwników: "jeżeli PiS coś zaproponował, to nieważne co to jest, musi być złe". Ja się z taką narracją nie zgadzam. A pan wchodzi właśnie w taką narrację, tylko z drugiej strony. Czy nie uważa pan, że nawet - jak pan mówi - "skrajni lewacy" mogą mieć w pewnych sytuacjach rację? Sam pan powiedział, że w większości protestują teraz ludzie o poglądach nieskrajnie lewicowych. A pan wskazuje na grupę "skrajnych lewaków" i przez to ucina pan temat.

Co ma zrobić kobieta, której płód jest mocno uszkodzony?

Rację może każdy mieć, oceni to historia.
Czuję, że pan tak trochę stara się pokazać, że te protesty w Polsce to działają na zasadzie jak w Stanach akcje na przykład z BLM. Że - co podnosi prawica - nie ma tam szacunku do państwa, konserwatywnych wartości, Kościoła...
Oczywiście, że tak. Jeżeli efektem tych protestów jest profanowanie świątyń, profanowanie pomników Ronalda Reagana, czy Jana Pawła II, to o czym my tu mówimy? To jest moment, w którym kontrkulturowa lewica, chcąca zniszczyć wszystkie autorytety i wszystkie podstawy funkcjonowania społeczeństwa, zyskała wiatr w żagle. Bo sporo nieświadomych ludzi protestuje przeciwko temu jednemu skrajnemu przypadkowi, który nawet w tym orzeczeniu Trybunału jest mniejszością. I ci ludzie dają tę masę i napęd tym, którzy nadają ton na tych protestach.
To zostawmy dyskusję o grupach ludzi. Porozmawiajmy o jednostkach. Co po wejściu orzeczenia Trybunału ma zrobić kobieta, która ma pecha i jest - jak pan to mówi - w mniejszości, a jej płód jest bardzo uszkodzony? Czy taka kobieta nie ma w żaden sposób protestować, bo protestują też "skrajni lewacy"?
Na razie orzeczenie nie weszło w życie, nie jest opublikowane. Ale widzi pan, tego rodzaju dyskusja jest pewnego rodzaju manipulacją.
Dlaczego?
To ja równie dobrze mogę zapytać, co mamy powiedzieć osobie z zespołem Downa, która przecież rozumie, wie, co się do niej mówi, kojarzy świat... I która słyszy w telewizji, że jej życie jest gorszej wartości i że takie osoby powinno się móc - z mocy prawa - wyskrobać. Co mamy jej powiedzieć? Czy ma protestować? Nie protestować? Możemy tego rodzaju manipulacje emocjonalne składać, pokazując pewien wycinek rzeczywistości, który podgrzeje emocje.
Nie o podgrzanie emocji tu chodzi. Co taka wspomniana przeze mnie kobieta ma zrobić?
Jeżeli pojawi się jakiś projekt ustawy, który definiował by właśnie takie wyjątkowe przypadki, to rzeczywiście pewne rzeczy warto doprecyzować. I za tym bym był. Mówię tu za siebie, prywatnie, nie w imieniu kogokolwiek.
Natomiast uważam, że podstawowe dobro jest ochronienie tych kilkuset osób właśnie z zespołem Downa czy z innymi niepełnosprawnościami. Jest pełno świadectw kobiet, którym mówiono, że ich dzieci będą upośledzone, że mają dokonać aborcji. One się na to nie zgodziły, świadomie chciały takie dziecko przyjąć. I narodziło się dziecko zdrowe, albo prawie zdrowe, które teraz żyje. I jest szczęśliwe.

Kompromis aborcyjny jest już przeszłością

Rozmawiałem dzisiaj z jedną z współorganizatorek trójmiejskich protestów. Aleksandra Kosiorek mówi tak: "partia rządząca z jednej strony bierze na sztandary ochronę życia, a z drugiej nie zapewnia żadnego wsparcia rodzicom osób z ciężkimi niepełnosprawnościami, oni zostają sami".
Po pierwsze, to jest oczywista nieprawda. Jeżeli spojrzymy, jaka jest sytuacja tych osób obecnie, a jaka była zanim PiS objęło rządy, to ona obiektywnie rzecz biorąc, jest lepsza teraz. Nie mówię, że jest idealna. Wprowadziliśmy program "Za Życiem", wszelkie zasiłki opiekuńcze zostały podwyższone, wprowadzono system wielospecjalistycznej opieki prenatalnej dla trudnych ciąż. Jest dwa razy więcej asystentów rodziny. Sytuacja nie jest oczywiście załatwiona, że możemy powiedzieć, że jest super w tym obszarze. Ale po pierwsze, jest lepiej. A po drugie, to nadal nie jest argument za zabiciem kogoś.
I jeszcze o jednej rzeczy muszę wspomnieć. Poziom tej agresji, jaka się przy okazji tych protestów pokazała. Ja dostaję mnóstwo gróźb. Tego nie było w Polsce nigdy. Proszę zwrócić uwagę, że jak Prawo i Sprawiedliwość było w opozycji i działy się takie sprawy, jak bezczeszczenie pamięci ofiar katastrofy smoleńskiej, to nikt z polityków PiS nie robił protestów pod wulgarnymi hasłami, nie mówił, że to jest wojna..
To taka hipotetyczna sytuacja. W czasach rządów Donalda Tuska Platforma niszczy kompromis aborcyjny i liberalizuje prawo w sprawie przerywania ciąży. Nie sądzi pan, że prawica nie wyszłaby na ulice? A sympatycy państwa partii nie protestowaliby w ostry sposób?
Oczywiście by protestowali. Ale nie ma co upolityczniać. Znam wielu zwolenników ochrony życia, którzy mają negatywny stosunek do Prawa i Sprawiedliwości, bo uważają, że PiS było zbyt łagodne i kompromisowe w tej sprawie. Wiem, że w PiS są politycy, którzy popierają te rozwiązania z kompromisu aborcyjnego...
Panie pośle, pytanie jest inne. Chodzi o to, że akcja wywołuje reakcję. PiS zdecydował się złamać kompromis aborcyjny i jest taka, a nie inna reakcja ludzi. Nie tylko "lewaków" przecież.
Ale przepraszam, to ta druga strona nie panuje nad sobą? Nie ma świadomości, wolnej woli? Jaka akcja wywołuje reakcję? Akcja w postaci orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego. Adekwatną reakcją jest na przykład kontrwniosek do Trybunału. Albo złożenie projektu ustawy. Albo złożenie projektu nowelizacji konstytucji, że na przykład artykuł 38. ma brzmieć tak: "Rzeczpospolita Polska zapewnia prawo ochrony życia obywatelom, z wyjątkiem osób niepełnosprawnych, ciężko chorych, dla nich ochrona życia nie jest pełna". To by była adekwatna reakcja i uczciwe postawienie sprawy.
Natomiast reakcją na orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego ma być wzywanie do wojny domowej? Do bezczeszczenia miejsc kultu? Do przeszkadzania ludziom, którzy chcą się pomodlić? To jest adekwatna reakcja?
 
Do góry Bottom