Rosja

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 902
25 531

Alimenciarze i bandyci. Oto prawdziwy obraz rosyjskiej armii

JULIA BAŁACHONOWA
JEKATERINA RIEZNIKOWA

To efekt gigantycznego śledztwa dziennikarskiego przeprowadzonego przez niezależnych dziennikarzy rosyjskich. Dzięki nim znamy wszystkie jednostki armii rosyjskiej, które biorą udział w inwazji na Ukrainę. Znamy też nazwiska wszystkich rosyjskich dowódców wyższego szczebla — od Ministerstwa Obrony Rosji i Sztabu Generalnego po wszystkie biorące udział w wojnie pułki. Analiza biografii tych oficerów oraz stanu jednostek wojskowych, którymi dowodzą, pozwala zrozumieć, dlaczego wojna w Ukrainie jest dla Moskwy taką katastrofą.

  • W wojnie w Ukrainie biorą udział wszystkie jednostki rosyjskich sił zbrojnych zdolne do podjęcia działań ofensywnych
  • W rosyjskiej armii zarobki są bardzo niskie, a w ośrodkach szkoleniowych panuje terror. Przestępstwa są codziennością, dochodzi do samobójstw rekrutów
  • "W zeszłym roku w naszej jednostce w nocy zastrzelił się wartownik, dwóch innych poborowych zostało przejechanych na śmierć przez ciężarówkę Ural tuż przy poligonie, inny żołnierz powiesił się" – opowiada żołnierz z rosyjskiej prowincji
  • Wycofujący się okupanci są tak biedni, że zabierają ze sobą nie tylko skradzioną biżuterię i sprzęt gospodarstwa domowego, ale także używane buty, zabawki, a nawet stare toalety
  • Publikujemy nazwiska wszystkich rosyjskich generałów biorących udział w inwazji oraz nazwy wszystkich jednostek, od armii i korpusów po pułki, które były lub są w Ukrainie od 24 lutego br.
  • Tekst w oryginale można przeczytać na stronie niezależnego rosyjskiego serwisu dziennikarskiego Projekt
Od pierwszej minuty wojny w Ukrainie władze rosyjskie nazwały inwazję na Ukrainę "specjalną operacją wojskową w celu demilitaryzacji i denazyfikacji". Przez analogię do działań bojowych na Kaukazie Północnym i w Syrii, operacja miała być skuteczną i krótkotrwałą ofensywą prowadzoną przez ograniczony kontyngent profesjonalnych, dobrze wyszkolonych żołnierzy. Aby obywatele Rosji nie mieli nawet pokusy nazywania tego wydarzenia wojną, władze pośpiesznie wprowadziły odpowiedzialność karną za "rozpowszechnianie fałszywych informacji o działaniach sił zbrojnych".

Jednak to jest właśnie wojna. Wyraźnie wskazuje na to liczba i jakość wojsk biorących udział w agresji.
Według danych Projektu w operacji biorą udział wszystkie jednostki rosyjskich sił zbrojnych zdolne do podjęcia działań ofensywnych: są to wszystkie dostępne w kraju wojska lądowe — wszystkie siły ofensywne Wojsk Powietrznodesantowych, wszystkie istniejące formacje wywiadowcze, piechota morska wszystkich czterech flot, artyleria samobieżna, bombowce, szturmowce i myśliwce. Zostały ściągnięte do Ukrainy z całej Rosji — strefa ich stałego rozmieszczenia rozciąga się od Kaliningradu po Kamczatkę, od Murmańska po Dagestan.

Rosyjskie siły w Ukrainie

  • Jednostki zmotoryzowane, artyleryjskie i przeciwlotnicze wszystkich 12 armii Rosji oraz osobna dywizja czołgów;
  • Wszystkie siły ofensywne sił powietrznodesantowych: pięć jednostek desantowych, dwie dywizje powietrznodesantowe i jedna brygada sił specjalnych;
  • Sześć brygad rozpoznawczych Sztabu Generalnego;
  • Piechota morska wszystkich czterech flot i okręty rosyjskiej Floty Czarnomorskiej;
  • Pułki myśliwskie, szturmowe i bombowe Rosyjskich Sił Powietrznych i Lotnictwa Morskiego;
  • policja i siły Gwardii Narodowej.
Publikujemy dziś po raz pierwszy od wybuchu wojny dwie listy, do tej pory znane wyłączne ekspertom służb specjalnych. Pierwsza z nich zawiera nazwy wszystkich 180 rosyjskich jednostek biorących udział w wojnie w Ukrainie do poziomu pułków. Druga zawiera nazwiska wszystkich 72 generałów i admirałów, którzy dowodzą inwazją — od poziomu ministerstwa obrony do poszczególnych armii.

Ilu ich jest

Armia rosyjska liczyła przed inwazją około 900 tys. osób i skoncentrowała co najmniej 20 proc. swojego personelu w pobliżu granic Ukrainy. Rosyjski MON nigdy nie podał danych dotyczących liczby żołnierzy zaangażowanych w wojnę. W lutym 2022 r. Michael Carpenter, stały przedstawiciel USA przy OBWE, powiedział, że liczba wojsk wynosi 169-190 tys., podczas gdy ukraińskie ministerstwo obrony podało, że jest to 120 tys. żołnierzy wojsk lądowych oraz kolejne 29 tys. personelu lotniczego i morskiego.
Ekspert wojskowy Jurij Fiedorow w rozmowie z Projektem ocenia liczebność zgrupowania na 200 tys. żołnierzy lub 120 batalionowych grup taktycznych, takie same szacunki podaje brytyjski MON.

— Pozostałe gotowe do walki formacje sił lądowych znajdują się w pobliżu zachodnich granic ze względu na możliwość konfrontacji z NATO — mówi Fiedorow. Rosjanom tak bardzo brakowało sił do wojny, że do inwazji wysłano nawet 15 Aleksandryjską Brygadę Strzelców Zmotoryzowanych ze wsi Roszczyńsk w obwodzie samarskim. Brygada ta jest jedyną jednostką sił pokojowych w kraju, którą Rosja może wysłać do rozwiązywania konfliktów międzynarodowych pod auspicjami ONZ.

Cała ta ogromna siła była skupiona na czterech liniach frontu (północ — na Kijów, północny wschód — na Charków, wschód — na Donbas i południe — z Krymu na Mariupol i Odessę).

Wydawało się, że jednostki i formacje biorące udział w inwazji rzeczywiście mają imponujące doświadczenie bojowe. Walczyły przecież wcześniej w Czeczenii, Gruzji, Syrii, anektowały Krym w 2014 r. i pomagały separatystom w Donbasie.
Profesjonalizm jednostek zależy jednak nie od ich historii, lecz od doświadczenia obecnego personelu. Tutaj sprawa nie jest tak jednoznaczna — z licznych zeznań wynika, że w jednostkach byli poborowi lub niedoświadczeni żołnierze kontraktowi, którzy dopiero co podpisali umowę z wojskiem.

Nie dziwi więc fakt, że w pierwszych dniach wojny liczba ofiar była bardzo wysoka.

Ile zarabiają rosyjscy żołnierze

Skala grabieży na terenach zajętych przez armię rosyjską jest ogromna — na kanałach aplikacji Telegram opublikowano dziesiątki zdjęć i filmów, na których widać, że we wrakach rosyjskiego sprzętu wojskowego znaleziono nie tylko amunicję. Wycofujący się okupanci zabierają ze sobą nie tylko skradzioną biżuterię i sprzęt gospodarstwa domowego, ale także zużyte buty, zabawki, a nawet używane toalety. Łupy są wysyłane do domu przez firmy transportowe z terytorium Rosji lub Białorusi.
Zjawisko to można wyjaśnić z punktu widzenia społeczno-ekonomicznego. W wojnie biorą udział ludzie z najbiedniejszych regionów Rosji. Ich pensje mogą być wyższe niż średnia w regionie, ale raczej nie przekraczają 50 tys. rubli miesięcznie (3,7 tys. zł).

Jak wykazała analiza Projektu, oficerowie otrzymują wyższe wynagrodzenie niż żołnierze, ale nawet dowódcy armii i marynarki, dowódcy dywizji i brygad żyją nieporównywalnie skromniej niż ci, którzy wysłali ich na wojnę.

Średni miesięczny dochód oficera wojsk lądowych w 2019 r. wynosił około 270 tys. rubli miesięcznie (21 tys. zł). Dla porównania, zastępcy ministra obrony Siergieja Szojgu w tym samym okresie zarabiali (oficjalnie) średnio 1,2 mln rubli miesięcznie (89 tys. zł), a oficerowie Sztabu Generalnego, którzy bezpośrednio kierują rosyjską armią i marynarką, średnio 300 tys. rubli (22 tys. zł). Zgodnie z danymi ministerstwa obrony, dowódcy okręgów wojskowych i poszczególnych rodzajów wojska otrzymywali średnio około 900 tys. rubli miesięcznie (67 tys. zł).

Średni dochód miesięczny w 2021 r. w republikach Rosji, z których zginęło najwięcej żołnierzy (niepełne dane niezależnych dziennikarzy zebrane przez Mediazonę, stan na 5 maja 2022 r.):

  • Dagestan (135 zabitych) — 23,6 tys. rubli (1,7 tys. zł)
  • Buriacja (98) — 22,5 tys. rubli (1,6 tys. zł)
  • obwód wołgogradzki (80) — 22,6 tys. rubli (1,6 tys. zł)
  • obwód orenburski (66) — 21,2 tys. rubli (1,5 tys. zł)
  • Kraj Stawropolski (61) — 21,2 tys. rubli (1,5 tys. zł)
Trzech generałów spośród 12 dowódców wojsk lądowych biorących udział w inwazji nie posiada żadnych nieruchomości — mieszkają w mieszkaniach służbowych. Pozostali mają jedno lub dwa małe mieszkania, a tylko dowódca 1 Armii Czołgów gen. Siergiej Kisiel zadeklarował mieszkanie o powierzchni ponad 100 m kw. Dowódca 20 Armii Andriej Iwanajew w swoim oświadczeniu wymienił wiele nieruchomości: jego rodzina posiada jedno mieszkanie o powierzchni 68 m kw. i trzy działki o łącznej powierzchni 48,5 m kw. Żony dowódców armii również zarabiają bardzo skromne kwoty, średnio 21 tys. rubli miesięcznie (1,5 tys. zł).

Dowódcy dywizji i brygad wojsk lądowych, sił powietrznych i marynarki wojennej zarabiają średnio 160 tys. rubli miesięcznie (11,9 tys. zł). Dowódcy dywizji i brygad również nie posiadają dużego majątku: jedno lub dwa małe mieszkania, niektórzy mają działkę. Tylko dowódcy 2 i 45 brygady sił specjalnych GRU Konstantin Buszujew i Wadim Pankow zadeklarowali odpowiednio 7 tys. 494 i 3750 m kw. nieruchomości: kilka mieszkań, domów, działek.

Średnie miesięczne pensje oficerów dowodzących rosyjskimi wojskami w Ukrainie:

  • minister i zastępcy ministra obrony — 1,2 mln rubli (88 tys. zł)
  • dowódcy okręgów wojskowych — 900 tys. rubli (66 tys. zł)
  • oficerowie Sztabu Generalnego — 300 tys. rubli (22 tys. zł)
  • dowódcy rodzajów wojsk — 270 tys. rubli (20 tys. zł)
  • dowódcy dywizji i brygad — 160 tys. rubli (12 tys. zł)
Dywizje i brygady w armii rosyjskiej są dowodzone głównie przez pułkowników. Średnia pensja oficera porównywalnej rangi, na przykład w Niemczech, jest trzy razy wyższa niż w Rosji.

Co zadziwiające, ustaliliśmy, że jeden na trzech najwyższych dowódców armii rosyjskiej wkracza do Ukrainy jako dłużnik, ze zobowiązaniami finansowymi za mieszkanie, wodę, prąd, gaz i alimenty.
Reszta tekstu pod materiałem wideo.

Alimenty i alkohol

Pięciu ze wszystkich generałów i pułkowników biorących udział w wojnie zostało pociągniętych do odpowiedzialności administracyjnej, w tym jeden za pobłażliwość wobec korupcji wśród podwładnych. W 2020 r. sąd skazał płk. Igora Kołedę, dowódcę 30 Brygady Strzelców Zmotoryzowanych 2 Armii, na karę grzywny za odmowę zastosowania się do żądania prokuratora i zwolnienia skorumpowanego oficera. Sam Kołeda figuruje w państwowych bazach danych jako osoba uchylająca się od płacenia alimentów. Jego jednostka nacierała na Charków.

Co piąta osoba sprawdzona przez Projekt — czyli 34 osoby na 166 — została ukarana mandatem przez drogówkę, a co szósta nie zapłaciła go w terminie. Wśród żołnierzy są osoby, które zostały pozbawione uprawnień za prowadzenie pojazdu pod wpływem alkoholu lub sprowokowanie wypadku.

Ci ludzie to kwiat współczesnej armii rosyjskiej. Mężczyźni u szczytu sił, doświadczeni i stosunkowo dobrze wyedukowani. Wszyscy mają wyższe wykształcenie. 40 proc. dowódców oprócz wykształcenia zawodowego przeszło szkolenie w Akademii Broni Połączonych Sił Zbrojnych, Akademii Marynarki Wojennej lub Akademii Sił Powietrznych oraz Akademii Sztabu Generalnego (stopnie oficerskie, począwszy od porucznika, są przydzielane w Rosji tylko osobom z wyższym wykształceniem). Co w takim razie powiedzieć o sytuacji społeczno-ekonomicznej ich podwładnych, zwykłych żołnierzy?

Pod koniec marca, po pięciu tygodniach nieudanych prób zdobycia ukraińskiej stolicy, wojska rosyjskie zaczęły wycofywać się spod Kijowa, pozostawiając po sobie straszliwe ślady walk ulicznych i morderstw. Zniszczone domy, spalone samochody i dziesiątki ciał cywilów zastrzelonych z bliska leżały wokół na ulicach. Kobiety i niepełnoletnie dziewczęta były gwałcone.

Skąd się wzięła brutalność Rosjan

Brutalność wydaje się bezprecedensowa, wszak kremlowska propaganda przez lata kreowała wizerunek rosyjskiej armii jako "porządnych ludzi". Jeśli jednak sprawdzimy biografie starszych oficerów i historie powierzonych im jednostek, okaże się, że żołnierze mają z kogo brać fatalne wzorce.

Podkijowska Bucza stała się symbolem brutalności rosyjskich wojsk, a zdjęcia porozrywanych ciał ukraińskich cywilów pojawiły się na okładkach światowych mediów na początku kwietnia. W Buczy stacjonowała m.in. 64 Samodzielna Brygada Strzelców Zmotoryzowanych 35 Armii. Jednostka ta stacjonuje w osadzie Kniaz-Wołkonskoje w rejonie Chabarowska i jest dobrze znana miejscowej ludności: jej sygnał wywoławczy, Mlecznik, stał się powszechnie znany w Chabarowsku.

Wśród poborowych Mlecznik uchodzi za miejsce z piekła rodem. Rodzice żołnierzy, którzy służyli w 64 Brygadzie w latach 2017-2019, mówią, że jednostka jest źle odżywiana, w koszarach jest zimno, a mundury żołnierze dostają stare i niedopasowane. – Przed niektórymi inspekcjami część żołnierzy z jakichś powodów ukrywa się w łaźniach, lasach i innych miejscach. Prawdopodobnie nie chcą straszyć inspektorów wyglądem żołnierzy, bo ich mundury, buty i ogólna kondycja fizyczna pozostawiają wiele do życzenia – mówi matka jednego z poborowych.

Ćwiczenia polowe brygada odbywa dwa razy w roku na poligonie, gdzie nie ma podstawowych warunków bytowych. Zimą i latem żołnierze mieszkają w namiotach, myją się i piorą ubrania w dołach w ziemi. W związku z tym rekruci często chorują, a w brygadzie nie ma lekarzy. Żołnierze są leczeni przez sanitariuszkę, która używa najprostszych leków, takich jak paracetamol.

Ale najgorsze w Mleczniku są pobicia i wymuszenia. Biorą w nich udział zarówno poborowi, jak i oficerowie. Żołnierze z nierosyjskich etnicznie republik narodowych tworzą gangi i nękają poborowych: zabierają im gotówkę, karty bankowe i telefony komórkowe. W 2019 r. poborowy z Mlecznika został skazany na 1,5 roku kolonii za znęcanie się nad kolegą żołnierzem i wymuszenia.

Samobójstwa i zbrodnie bez powodu

Starsi rangą członkowie personelu brygady nie tylko nie powstrzymują swoich podwładnych, ale sami stosują mobbing. W lutym 2022 r. starszy chorąży i sierżant pobili sześciu szeregowych. Pijany chorąży sprawdzał numery na szafkach nocnych i kapciach żołnierzy, jeśli numery się nie zgadzały, bił żołnierzy pałką. Jeden z poborowych poprosił sierżanta, by powstrzymał oficera, ale ten przyłączył się do tortur.

Ponieważ poborowi nie mają się do kogo poskarżyć, próbują uciec z jednostki lub uzyskać zwolnienie lekarskie: jedzą chlor, połykają igły. Czasami żołnierze sięgają po środki ostateczne. Na przykład w 2014 r. samobójstwo popełnił poborowy Aleksiej Snakin. Mjr Nikołaj Czabanow bił go trzonkiem od miotły, zmuszał do noszenia kamizelki kuloodpornej i maski przeciwgazowej przez 24 godziny na dobę, a na krótko przed śmiercią Aleksieja kazał mu kupić sobie komputer.

Sąd najpierw skazał Czabanowa na karę w zawieszeniu, a dopiero po interwencji obrońców praw człowieka skazał majora na 3,5 roku kolonii karnej z pozbawieniem prawa do zajmowania wyższych stanowisk przez dwa lata.

Nie tylko koledzy ze służby byli brutalnie traktowani przez żołnierzy Mlecznika. W 2015 r. w garnizonie Kniaz-Wołkonskoje grupa żołnierzy śmiertelnie pobiła przechodnia. Świadkiem zdarzenia był kucharz oddziału, który przechodził obok i wstawił się za poszkodowanym.

Kucharz próbował wezwać pomoc, ale tłum zwrócił się przeciwko niemu. – Podszedłem do oficera dyżurnego. Wyszedł starszy chorąży, była u niego żandarmeria wojskowa, bili mnie na ich oczach – powiedział później dziennikarzom. Kucharz wystrzelił w stronę jednego z napastników z broni, a pobitego mężczyznę zaciągnął do swojego samochodu, gdzie ranny zmarł przed przyjazdem karetki.

W Kraju Chabarowskim w południowo-wschodnim zakątku Rosji odnotowuje się trzecią co do wielkości liczbę wyroków skazujących za znęcanie się w wojsku w Rosji. Drugie miejsce zajmuje Kraj Nadmorski (to najdalej wysunięta na południowy wschód część Rosji), gdzie we wsi Siergiejewka stacjonuje 127 Dywizja Strzelców Zmotoryzowanych z 5 Armii, która walczyła w okolicach Kijowa.

W 2018 r. Roman Sapegin, 20-letni żołnierz kontraktowy, uciekł ze swojej jednostki w Siergiejewce. Opowiadał, że koledzy ze służby z Kaukazu zastraszali go i bili, padł też ofiarą wymuszeń: – Zabierają telefony, karty bankowe.

Sapegin zdecydował się uciec, gdy sierżant zmusił pewnego szeregowego do czyszczenia toalety gołymi rękami i dotkliwie pobił go za odmowę. – W zeszłym roku w naszej jednostce w nocy zastrzelił się wartownik, dwóch innych poborowych zostało przejechanych na śmierć przez ciężarówkę Ural tuż przy poligonie, inny żołnierz powiesił się – opowiadał dezerter.

W 2017 r. w jednostce stacjonowali żołnierze z Jakucji i Dagestanu. Po tym, jak nagranie z jednej z bójek w koszarach trafiło do sieci, do garnizonu miała przyjechać inspekcja z Moskwy. Podżegacze zostali odesłani do domu na dwa dni przed zakończeniem służby, a inni żołnierze zostali ostrzeżeni: "Nikt nic nie widział, dwóch ludzi mogło się pobić, to wszystko".

Czasami we wsi dzieją się dziwne rzeczy. We wrześniu 2018 r. w pobliżu jednostki w Siergiejewce znaleziono pozbawione głowy zwłoki żołnierza. Rok wcześniej w sąsiednim Ussuryjsku, gdzie również stacjonują jednostki 127 Dywizji, znaleziono kolejne zdekapitowane ciało. Był to major artylerii Andriej Gołowlew.

Ucieczki na prowincji i pod Moskwą

Chabarowsk, Siergiejewka i Ussuryjsk to miejsca, z których w Rosji najczęściej uciekają żołnierze poborowi i kontraktowi. Jednak to w obwodzie moskiewskim, gdzie stacjonuje m.in. 1. Gwardyjska Armia Pancerna, odnotowuje się największą liczbę przypadków znęcania się w rosyjskiej armii. W jednostkach w Naro-Fomińsku i we wsi Kalininiec stale odnotowuje się przypadki pobić, wymuszeń i okrucieństwa bez powodu. Tam też w casie pokoju giną żołnierze, wykonując rozkazy dowódców.

Na przykład w lutym 2017 r. Ilja Gorbunow, poborowy z 4 Dywizji Czołgów 1 Armii Czołgów, otrzymał rozkaz przetransportowania na plac budowy czołgu z uszkodzonymi gąsienicami i hamulcami. Na wąskim moście czołg przewrócił się, wpadł do rzeki i utonął. Żołnierz, który nie miał uprawnień do kierowania pojazdem, zginął.

Podczas procesu bezpośredni dowódca Gorbunowa, starszy porucznik Oleg Leontiew stwierdził, że zasługuje na złagodzenie kary, ponieważ brał udział w operacji wojskowej na terytorium "sąsiedniego państwa": w tym czasie jego dywizja potajemnie walczyła w Donbasie. Sąd skazał żołnierza na trzy lata pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata.

Ogółem w latach 2016-2020 rosyjskie sądy pierwszej instancji rozpatrzyły 1268 spraw dotyczących znęcania się żołnierzy nad żołnierzami. Kolejne 292 sprawy karne dotyczyły "aktów przemocy wobec przełożonego" i "znieważenia żołnierza na służbie". Prawie jedna trzecia spraw została umorzona: sąd uznał, że przestępstwa były drobne, a oskarżony dostawał karę grzywny i nakaz pokrycia szkód pokrzywdzonego.

A to są tylko te sprawy, które trafiły do sądów. Wiele incydentów w wojsku jest starannie ukrywanych.
Ten jaskrawy przykład pozwala zrozumieć, kto dowodzi wojną w Ukrainie. W 2015 r. płk Jewgienij Doroszenko był sądzony za nieudzielenie pomocy podwładnemu. Jego sierżant upił się i źle się poczuł, ale dowódca jednostki nie pozwolił mu wezwać lekarza, chcąc "uniknąć negatywnych konsekwencji dla niego w postaci kary dyscyplinarnej" – stwierdził sąd w wyroku. Sierżant zmarł, a Doroszenko został skazany na cztery lata więzienia z zakazem zajmowania stanowisk wojskowych. Po apelacji Doroszenko został uniewinniony z powodu przedawnienia się czynu. Dziś płk Doroszenko dowodzi 47 Dywizją 1 Armii Czołgów, która naciera na Charków.

"Ukochanej się nie zdradza"

To zdanie wypowiedział Aleksander Łukaszenko w sierpniu 2020 r. Mówiąc "ukochana", miał na myśli Białoruś, kraj, którym kierował wówczas od 26 lat. Tego lata wielu Białorusinów, którzy pokojowo protestowali przeciwko wynikom wyborów prezydenckich w Mińsku i innych miastach, zostało aresztowanych, torturowanych, otrzymało wyroki karne lub zostało zmuszonych do ucieczki z kraju.
Innymi słowy, ludzie zostali ukarani za walkę o przyszłość własnego kraju. Obecnie dokładnie takie samo okrucieństwo wobec cywilów wykazują rosyjscy dowódcy, którzy urodzili się i wychowali na terytorium dzisiejszej Ukrainy.

Co ósmy rosyjski oficer wyższego szczebla walczący dziś w Ukrainie ma rodzinne związki z tym krajem:

  • Dowódca 4 Armii Powietrznej gen. Nikołaj Gostiew urodził się we wsi w obwodzie sumskim na północy Ukrainy. Teraz dowodzone przez niego samoloty i helikoptery biorą udział w wojnie;
  • Dowódca 6 Armii Powietrznej z obwodu leningradzkiego gen. Oleg Makowiecki również urodził się w Ukrainie, w mieście Czugujew w obwodzie charkowskim. Ukraińska prokuratura uważa, że to właśnie on wydał rozkaz zbombardowania Charkowa;
  • Gen. Michaił Zusko jest dowódcą 58 Armii, która nacierała z Krymu w kierunku Mykołajiwa. Urodził się w wielodzietnej rodzinie na Wołyniu, ale już w 2014 r. rozpoczął walkę z Ukraińcami w Donbasie. Zusko jest uznawany w Ukrainie za zbrodniarza wojennego, podobnie jak inni oficerowie, którzy brali udział w operacji zajęcia Krymu lub w działaniach w Donbasie w i po 2014 r. On i dziewięć innych osób z listy Projektu jest poszukiwanych przez Ukrainę za finansowanie terroryzmu i prowadzenie wojny napastniczej do 24 lutego 2022 r.
  • Płk Wadim Pankow urodził się na Białorusi, ale wyjechał do Ukrainy, gdzie studiował w Wyższej Szkole Dowodzenia Bronią Połączoną im. Frunzego w Kijowie. Po ukończeniu studiów w 1992 r. został dowódcą jednej z jednostek armii ukraińskiej. I oczywiście złożył przysięgę wojskową wobec narodu ukraińskiego, obiecując, że nigdy go nie zdradzi. Pankow nie dotrzymał słowa jako oficer i został dowódcą 45 Samodzielnej Brygady Sił Specjalnych armii rosyjskiej, biorącej udział w inwazji na Ukrainę.
Co najmniej 20 dowódców rosyjskiej inwazji, których zidentyfikował Projekt, zginęło w Ukrainie do połowy maja br. Czterech zmarłych z tej listy zakończyło życie w kraju, w którym się urodzili.
 

Frosty2

Wincej socjalu, wincej!
362
209

Alimenciarze i bandyci. Oto prawdziwy obraz rosyjskiej armii

JULIA BAŁACHONOWA
JEKATERINA RIEZNIKOWA

To efekt gigantycznego śledztwa dziennikarskiego przeprowadzonego przez niezależnych dziennikarzy rosyjskich. Dzięki nim znamy wszystkie jednostki armii rosyjskiej, które biorą udział w inwazji na Ukrainę. Znamy też nazwiska wszystkich rosyjskich dowódców wyższego szczebla — od Ministerstwa Obrony Rosji i Sztabu Generalnego po wszystkie biorące udział w wojnie pułki. Analiza biografii tych oficerów oraz stanu jednostek wojskowych, którymi dowodzą, pozwala zrozumieć, dlaczego wojna w Ukrainie jest dla Moskwy taką katastrofą.

  • W wojnie w Ukrainie biorą udział wszystkie jednostki rosyjskich sił zbrojnych zdolne do podjęcia działań ofensywnych
  • W rosyjskiej armii zarobki są bardzo niskie, a w ośrodkach szkoleniowych panuje terror. Przestępstwa są codziennością, dochodzi do samobójstw rekrutów
  • "W zeszłym roku w naszej jednostce w nocy zastrzelił się wartownik, dwóch innych poborowych zostało przejechanych na śmierć przez ciężarówkę Ural tuż przy poligonie, inny żołnierz powiesił się" – opowiada żołnierz z rosyjskiej prowincji
  • Wycofujący się okupanci są tak biedni, że zabierają ze sobą nie tylko skradzioną biżuterię i sprzęt gospodarstwa domowego, ale także używane buty, zabawki, a nawet stare toalety
  • Publikujemy nazwiska wszystkich rosyjskich generałów biorących udział w inwazji oraz nazwy wszystkich jednostek, od armii i korpusów po pułki, które były lub są w Ukrainie od 24 lutego br.
  • Tekst w oryginale można przeczytać na stronie niezależnego rosyjskiego serwisu dziennikarskiego Projekt
Od pierwszej minuty wojny w Ukrainie władze rosyjskie nazwały inwazję na Ukrainę "specjalną operacją wojskową w celu demilitaryzacji i denazyfikacji". Przez analogię do działań bojowych na Kaukazie Północnym i w Syrii, operacja miała być skuteczną i krótkotrwałą ofensywą prowadzoną przez ograniczony kontyngent profesjonalnych, dobrze wyszkolonych żołnierzy. Aby obywatele Rosji nie mieli nawet pokusy nazywania tego wydarzenia wojną, władze pośpiesznie wprowadziły odpowiedzialność karną za "rozpowszechnianie fałszywych informacji o działaniach sił zbrojnych".

Jednak to jest właśnie wojna. Wyraźnie wskazuje na to liczba i jakość wojsk biorących udział w agresji.
Według danych Projektu w operacji biorą udział wszystkie jednostki rosyjskich sił zbrojnych zdolne do podjęcia działań ofensywnych: są to wszystkie dostępne w kraju wojska lądowe — wszystkie siły ofensywne Wojsk Powietrznodesantowych, wszystkie istniejące formacje wywiadowcze, piechota morska wszystkich czterech flot, artyleria samobieżna, bombowce, szturmowce i myśliwce. Zostały ściągnięte do Ukrainy z całej Rosji — strefa ich stałego rozmieszczenia rozciąga się od Kaliningradu po Kamczatkę, od Murmańska po Dagestan.

Rosyjskie siły w Ukrainie

  • Jednostki zmotoryzowane, artyleryjskie i przeciwlotnicze wszystkich 12 armii Rosji oraz osobna dywizja czołgów;
  • Wszystkie siły ofensywne sił powietrznodesantowych: pięć jednostek desantowych, dwie dywizje powietrznodesantowe i jedna brygada sił specjalnych;
  • Sześć brygad rozpoznawczych Sztabu Generalnego;
  • Piechota morska wszystkich czterech flot i okręty rosyjskiej Floty Czarnomorskiej;
  • Pułki myśliwskie, szturmowe i bombowe Rosyjskich Sił Powietrznych i Lotnictwa Morskiego;
  • policja i siły Gwardii Narodowej.
Publikujemy dziś po raz pierwszy od wybuchu wojny dwie listy, do tej pory znane wyłączne ekspertom służb specjalnych. Pierwsza z nich zawiera nazwy wszystkich 180 rosyjskich jednostek biorących udział w wojnie w Ukrainie do poziomu pułków. Druga zawiera nazwiska wszystkich 72 generałów i admirałów, którzy dowodzą inwazją — od poziomu ministerstwa obrony do poszczególnych armii.

Ilu ich jest

Armia rosyjska liczyła przed inwazją około 900 tys. osób i skoncentrowała co najmniej 20 proc. swojego personelu w pobliżu granic Ukrainy. Rosyjski MON nigdy nie podał danych dotyczących liczby żołnierzy zaangażowanych w wojnę. W lutym 2022 r. Michael Carpenter, stały przedstawiciel USA przy OBWE, powiedział, że liczba wojsk wynosi 169-190 tys., podczas gdy ukraińskie ministerstwo obrony podało, że jest to 120 tys. żołnierzy wojsk lądowych oraz kolejne 29 tys. personelu lotniczego i morskiego.
Ekspert wojskowy Jurij Fiedorow w rozmowie z Projektem ocenia liczebność zgrupowania na 200 tys. żołnierzy lub 120 batalionowych grup taktycznych, takie same szacunki podaje brytyjski MON.

— Pozostałe gotowe do walki formacje sił lądowych znajdują się w pobliżu zachodnich granic ze względu na możliwość konfrontacji z NATO — mówi Fiedorow. Rosjanom tak bardzo brakowało sił do wojny, że do inwazji wysłano nawet 15 Aleksandryjską Brygadę Strzelców Zmotoryzowanych ze wsi Roszczyńsk w obwodzie samarskim. Brygada ta jest jedyną jednostką sił pokojowych w kraju, którą Rosja może wysłać do rozwiązywania konfliktów międzynarodowych pod auspicjami ONZ.

Cała ta ogromna siła była skupiona na czterech liniach frontu (północ — na Kijów, północny wschód — na Charków, wschód — na Donbas i południe — z Krymu na Mariupol i Odessę).

Wydawało się, że jednostki i formacje biorące udział w inwazji rzeczywiście mają imponujące doświadczenie bojowe. Walczyły przecież wcześniej w Czeczenii, Gruzji, Syrii, anektowały Krym w 2014 r. i pomagały separatystom w Donbasie.
Profesjonalizm jednostek zależy jednak nie od ich historii, lecz od doświadczenia obecnego personelu. Tutaj sprawa nie jest tak jednoznaczna — z licznych zeznań wynika, że w jednostkach byli poborowi lub niedoświadczeni żołnierze kontraktowi, którzy dopiero co podpisali umowę z wojskiem.

Nie dziwi więc fakt, że w pierwszych dniach wojny liczba ofiar była bardzo wysoka.


Ile zarabiają rosyjscy żołnierze

Skala grabieży na terenach zajętych przez armię rosyjską jest ogromna — na kanałach aplikacji Telegram opublikowano dziesiątki zdjęć i filmów, na których widać, że we wrakach rosyjskiego sprzętu wojskowego znaleziono nie tylko amunicję. Wycofujący się okupanci zabierają ze sobą nie tylko skradzioną biżuterię i sprzęt gospodarstwa domowego, ale także zużyte buty, zabawki, a nawet używane toalety. Łupy są wysyłane do domu przez firmy transportowe z terytorium Rosji lub Białorusi.
Zjawisko to można wyjaśnić z punktu widzenia społeczno-ekonomicznego. W wojnie biorą udział ludzie z najbiedniejszych regionów Rosji. Ich pensje mogą być wyższe niż średnia w regionie, ale raczej nie przekraczają 50 tys. rubli miesięcznie (3,7 tys. zł).

Jak wykazała analiza Projektu, oficerowie otrzymują wyższe wynagrodzenie niż żołnierze, ale nawet dowódcy armii i marynarki, dowódcy dywizji i brygad żyją nieporównywalnie skromniej niż ci, którzy wysłali ich na wojnę.

Średni miesięczny dochód oficera wojsk lądowych w 2019 r. wynosił około 270 tys. rubli miesięcznie (21 tys. zł). Dla porównania, zastępcy ministra obrony Siergieja Szojgu w tym samym okresie zarabiali (oficjalnie) średnio 1,2 mln rubli miesięcznie (89 tys. zł), a oficerowie Sztabu Generalnego, którzy bezpośrednio kierują rosyjską armią i marynarką, średnio 300 tys. rubli (22 tys. zł). Zgodnie z danymi ministerstwa obrony, dowódcy okręgów wojskowych i poszczególnych rodzajów wojska otrzymywali średnio około 900 tys. rubli miesięcznie (67 tys. zł).

Średni dochód miesięczny w 2021 r. w republikach Rosji, z których zginęło najwięcej żołnierzy (niepełne dane niezależnych dziennikarzy zebrane przez Mediazonę, stan na 5 maja 2022 r.):

  • Dagestan (135 zabitych) — 23,6 tys. rubli (1,7 tys. zł)
  • Buriacja (98) — 22,5 tys. rubli (1,6 tys. zł)
  • obwód wołgogradzki (80) — 22,6 tys. rubli (1,6 tys. zł)
  • obwód orenburski (66) — 21,2 tys. rubli (1,5 tys. zł)
  • Kraj Stawropolski (61) — 21,2 tys. rubli (1,5 tys. zł)
Trzech generałów spośród 12 dowódców wojsk lądowych biorących udział w inwazji nie posiada żadnych nieruchomości — mieszkają w mieszkaniach służbowych. Pozostali mają jedno lub dwa małe mieszkania, a tylko dowódca 1 Armii Czołgów gen. Siergiej Kisiel zadeklarował mieszkanie o powierzchni ponad 100 m kw. Dowódca 20 Armii Andriej Iwanajew w swoim oświadczeniu wymienił wiele nieruchomości: jego rodzina posiada jedno mieszkanie o powierzchni 68 m kw. i trzy działki o łącznej powierzchni 48,5 m kw. Żony dowódców armii również zarabiają bardzo skromne kwoty, średnio 21 tys. rubli miesięcznie (1,5 tys. zł).

Dowódcy dywizji i brygad wojsk lądowych, sił powietrznych i marynarki wojennej zarabiają średnio 160 tys. rubli miesięcznie (11,9 tys. zł). Dowódcy dywizji i brygad również nie posiadają dużego majątku: jedno lub dwa małe mieszkania, niektórzy mają działkę. Tylko dowódcy 2 i 45 brygady sił specjalnych GRU Konstantin Buszujew i Wadim Pankow zadeklarowali odpowiednio 7 tys. 494 i 3750 m kw. nieruchomości: kilka mieszkań, domów, działek.

Średnie miesięczne pensje oficerów dowodzących rosyjskimi wojskami w Ukrainie:

  • minister i zastępcy ministra obrony — 1,2 mln rubli (88 tys. zł)
  • dowódcy okręgów wojskowych — 900 tys. rubli (66 tys. zł)
  • oficerowie Sztabu Generalnego — 300 tys. rubli (22 tys. zł)
  • dowódcy rodzajów wojsk — 270 tys. rubli (20 tys. zł)
  • dowódcy dywizji i brygad — 160 tys. rubli (12 tys. zł)
Dywizje i brygady w armii rosyjskiej są dowodzone głównie przez pułkowników. Średnia pensja oficera porównywalnej rangi, na przykład w Niemczech, jest trzy razy wyższa niż w Rosji.

Co zadziwiające, ustaliliśmy, że jeden na trzech najwyższych dowódców armii rosyjskiej wkracza do Ukrainy jako dłużnik, ze zobowiązaniami finansowymi za mieszkanie, wodę, prąd, gaz i alimenty.
Reszta tekstu pod materiałem wideo.


Alimenty i alkohol

Pięciu ze wszystkich generałów i pułkowników biorących udział w wojnie zostało pociągniętych do odpowiedzialności administracyjnej, w tym jeden za pobłażliwość wobec korupcji wśród podwładnych. W 2020 r. sąd skazał płk. Igora Kołedę, dowódcę 30 Brygady Strzelców Zmotoryzowanych 2 Armii, na karę grzywny za odmowę zastosowania się do żądania prokuratora i zwolnienia skorumpowanego oficera. Sam Kołeda figuruje w państwowych bazach danych jako osoba uchylająca się od płacenia alimentów. Jego jednostka nacierała na Charków.

Co piąta osoba sprawdzona przez Projekt — czyli 34 osoby na 166 — została ukarana mandatem przez drogówkę, a co szósta nie zapłaciła go w terminie. Wśród żołnierzy są osoby, które zostały pozbawione uprawnień za prowadzenie pojazdu pod wpływem alkoholu lub sprowokowanie wypadku.

Ci ludzie to kwiat współczesnej armii rosyjskiej. Mężczyźni u szczytu sił, doświadczeni i stosunkowo dobrze wyedukowani. Wszyscy mają wyższe wykształcenie. 40 proc. dowódców oprócz wykształcenia zawodowego przeszło szkolenie w Akademii Broni Połączonych Sił Zbrojnych, Akademii Marynarki Wojennej lub Akademii Sił Powietrznych oraz Akademii Sztabu Generalnego (stopnie oficerskie, począwszy od porucznika, są przydzielane w Rosji tylko osobom z wyższym wykształceniem). Co w takim razie powiedzieć o sytuacji społeczno-ekonomicznej ich podwładnych, zwykłych żołnierzy?

Pod koniec marca, po pięciu tygodniach nieudanych prób zdobycia ukraińskiej stolicy, wojska rosyjskie zaczęły wycofywać się spod Kijowa, pozostawiając po sobie straszliwe ślady walk ulicznych i morderstw. Zniszczone domy, spalone samochody i dziesiątki ciał cywilów zastrzelonych z bliska leżały wokół na ulicach. Kobiety i niepełnoletnie dziewczęta były gwałcone.


Skąd się wzięła brutalność Rosjan

Brutalność wydaje się bezprecedensowa, wszak kremlowska propaganda przez lata kreowała wizerunek rosyjskiej armii jako "porządnych ludzi". Jeśli jednak sprawdzimy biografie starszych oficerów i historie powierzonych im jednostek, okaże się, że żołnierze mają z kogo brać fatalne wzorce.

Podkijowska Bucza stała się symbolem brutalności rosyjskich wojsk, a zdjęcia porozrywanych ciał ukraińskich cywilów pojawiły się na okładkach światowych mediów na początku kwietnia. W Buczy stacjonowała m.in. 64 Samodzielna Brygada Strzelców Zmotoryzowanych 35 Armii. Jednostka ta stacjonuje w osadzie Kniaz-Wołkonskoje w rejonie Chabarowska i jest dobrze znana miejscowej ludności: jej sygnał wywoławczy, Mlecznik, stał się powszechnie znany w Chabarowsku.

Wśród poborowych Mlecznik uchodzi za miejsce z piekła rodem. Rodzice żołnierzy, którzy służyli w 64 Brygadzie w latach 2017-2019, mówią, że jednostka jest źle odżywiana, w koszarach jest zimno, a mundury żołnierze dostają stare i niedopasowane. – Przed niektórymi inspekcjami część żołnierzy z jakichś powodów ukrywa się w łaźniach, lasach i innych miejscach. Prawdopodobnie nie chcą straszyć inspektorów wyglądem żołnierzy, bo ich mundury, buty i ogólna kondycja fizyczna pozostawiają wiele do życzenia – mówi matka jednego z poborowych.

Ćwiczenia polowe brygada odbywa dwa razy w roku na poligonie, gdzie nie ma podstawowych warunków bytowych. Zimą i latem żołnierze mieszkają w namiotach, myją się i piorą ubrania w dołach w ziemi. W związku z tym rekruci często chorują, a w brygadzie nie ma lekarzy. Żołnierze są leczeni przez sanitariuszkę, która używa najprostszych leków, takich jak paracetamol.

Ale najgorsze w Mleczniku są pobicia i wymuszenia. Biorą w nich udział zarówno poborowi, jak i oficerowie. Żołnierze z nierosyjskich etnicznie republik narodowych tworzą gangi i nękają poborowych: zabierają im gotówkę, karty bankowe i telefony komórkowe. W 2019 r. poborowy z Mlecznika został skazany na 1,5 roku kolonii za znęcanie się nad kolegą żołnierzem i wymuszenia.


Samobójstwa i zbrodnie bez powodu

Starsi rangą członkowie personelu brygady nie tylko nie powstrzymują swoich podwładnych, ale sami stosują mobbing. W lutym 2022 r. starszy chorąży i sierżant pobili sześciu szeregowych. Pijany chorąży sprawdzał numery na szafkach nocnych i kapciach żołnierzy, jeśli numery się nie zgadzały, bił żołnierzy pałką. Jeden z poborowych poprosił sierżanta, by powstrzymał oficera, ale ten przyłączył się do tortur.

Ponieważ poborowi nie mają się do kogo poskarżyć, próbują uciec z jednostki lub uzyskać zwolnienie lekarskie: jedzą chlor, połykają igły. Czasami żołnierze sięgają po środki ostateczne. Na przykład w 2014 r. samobójstwo popełnił poborowy Aleksiej Snakin. Mjr Nikołaj Czabanow bił go trzonkiem od miotły, zmuszał do noszenia kamizelki kuloodpornej i maski przeciwgazowej przez 24 godziny na dobę, a na krótko przed śmiercią Aleksieja kazał mu kupić sobie komputer.

Sąd najpierw skazał Czabanowa na karę w zawieszeniu, a dopiero po interwencji obrońców praw człowieka skazał majora na 3,5 roku kolonii karnej z pozbawieniem prawa do zajmowania wyższych stanowisk przez dwa lata.

Nie tylko koledzy ze służby byli brutalnie traktowani przez żołnierzy Mlecznika. W 2015 r. w garnizonie Kniaz-Wołkonskoje grupa żołnierzy śmiertelnie pobiła przechodnia. Świadkiem zdarzenia był kucharz oddziału, który przechodził obok i wstawił się za poszkodowanym.

Kucharz próbował wezwać pomoc, ale tłum zwrócił się przeciwko niemu. – Podszedłem do oficera dyżurnego. Wyszedł starszy chorąży, była u niego żandarmeria wojskowa, bili mnie na ich oczach – powiedział później dziennikarzom. Kucharz wystrzelił w stronę jednego z napastników z broni, a pobitego mężczyznę zaciągnął do swojego samochodu, gdzie ranny zmarł przed przyjazdem karetki.

W Kraju Chabarowskim w południowo-wschodnim zakątku Rosji odnotowuje się trzecią co do wielkości liczbę wyroków skazujących za znęcanie się w wojsku w Rosji. Drugie miejsce zajmuje Kraj Nadmorski (to najdalej wysunięta na południowy wschód część Rosji), gdzie we wsi Siergiejewka stacjonuje 127 Dywizja Strzelców Zmotoryzowanych z 5 Armii, która walczyła w okolicach Kijowa.

W 2018 r. Roman Sapegin, 20-letni żołnierz kontraktowy, uciekł ze swojej jednostki w Siergiejewce. Opowiadał, że koledzy ze służby z Kaukazu zastraszali go i bili, padł też ofiarą wymuszeń: – Zabierają telefony, karty bankowe.

Sapegin zdecydował się uciec, gdy sierżant zmusił pewnego szeregowego do czyszczenia toalety gołymi rękami i dotkliwie pobił go za odmowę. – W zeszłym roku w naszej jednostce w nocy zastrzelił się wartownik, dwóch innych poborowych zostało przejechanych na śmierć przez ciężarówkę Ural tuż przy poligonie, inny żołnierz powiesił się – opowiadał dezerter.

W 2017 r. w jednostce stacjonowali żołnierze z Jakucji i Dagestanu. Po tym, jak nagranie z jednej z bójek w koszarach trafiło do sieci, do garnizonu miała przyjechać inspekcja z Moskwy. Podżegacze zostali odesłani do domu na dwa dni przed zakończeniem służby, a inni żołnierze zostali ostrzeżeni: "Nikt nic nie widział, dwóch ludzi mogło się pobić, to wszystko".

Czasami we wsi dzieją się dziwne rzeczy. We wrześniu 2018 r. w pobliżu jednostki w Siergiejewce znaleziono pozbawione głowy zwłoki żołnierza. Rok wcześniej w sąsiednim Ussuryjsku, gdzie również stacjonują jednostki 127 Dywizji, znaleziono kolejne zdekapitowane ciało. Był to major artylerii Andriej Gołowlew.


Ucieczki na prowincji i pod Moskwą

Chabarowsk, Siergiejewka i Ussuryjsk to miejsca, z których w Rosji najczęściej uciekają żołnierze poborowi i kontraktowi. Jednak to w obwodzie moskiewskim, gdzie stacjonuje m.in. 1. Gwardyjska Armia Pancerna, odnotowuje się największą liczbę przypadków znęcania się w rosyjskiej armii. W jednostkach w Naro-Fomińsku i we wsi Kalininiec stale odnotowuje się przypadki pobić, wymuszeń i okrucieństwa bez powodu. Tam też w casie pokoju giną żołnierze, wykonując rozkazy dowódców.

Na przykład w lutym 2017 r. Ilja Gorbunow, poborowy z 4 Dywizji Czołgów 1 Armii Czołgów, otrzymał rozkaz przetransportowania na plac budowy czołgu z uszkodzonymi gąsienicami i hamulcami. Na wąskim moście czołg przewrócił się, wpadł do rzeki i utonął. Żołnierz, który nie miał uprawnień do kierowania pojazdem, zginął.

Podczas procesu bezpośredni dowódca Gorbunowa, starszy porucznik Oleg Leontiew stwierdził, że zasługuje na złagodzenie kary, ponieważ brał udział w operacji wojskowej na terytorium "sąsiedniego państwa": w tym czasie jego dywizja potajemnie walczyła w Donbasie. Sąd skazał żołnierza na trzy lata pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata.

Ogółem w latach 2016-2020 rosyjskie sądy pierwszej instancji rozpatrzyły 1268 spraw dotyczących znęcania się żołnierzy nad żołnierzami. Kolejne 292 sprawy karne dotyczyły "aktów przemocy wobec przełożonego" i "znieważenia żołnierza na służbie". Prawie jedna trzecia spraw została umorzona: sąd uznał, że przestępstwa były drobne, a oskarżony dostawał karę grzywny i nakaz pokrycia szkód pokrzywdzonego.

A to są tylko te sprawy, które trafiły do sądów. Wiele incydentów w wojsku jest starannie ukrywanych.
Ten jaskrawy przykład pozwala zrozumieć, kto dowodzi wojną w Ukrainie. W 2015 r. płk Jewgienij Doroszenko był sądzony za nieudzielenie pomocy podwładnemu. Jego sierżant upił się i źle się poczuł, ale dowódca jednostki nie pozwolił mu wezwać lekarza, chcąc "uniknąć negatywnych konsekwencji dla niego w postaci kary dyscyplinarnej" – stwierdził sąd w wyroku. Sierżant zmarł, a Doroszenko został skazany na cztery lata więzienia z zakazem zajmowania stanowisk wojskowych. Po apelacji Doroszenko został uniewinniony z powodu przedawnienia się czynu. Dziś płk Doroszenko dowodzi 47 Dywizją 1 Armii Czołgów, która naciera na Charków.


"Ukochanej się nie zdradza"

To zdanie wypowiedział Aleksander Łukaszenko w sierpniu 2020 r. Mówiąc "ukochana", miał na myśli Białoruś, kraj, którym kierował wówczas od 26 lat. Tego lata wielu Białorusinów, którzy pokojowo protestowali przeciwko wynikom wyborów prezydenckich w Mińsku i innych miastach, zostało aresztowanych, torturowanych, otrzymało wyroki karne lub zostało zmuszonych do ucieczki z kraju.
Innymi słowy, ludzie zostali ukarani za walkę o przyszłość własnego kraju. Obecnie dokładnie takie samo okrucieństwo wobec cywilów wykazują rosyjscy dowódcy, którzy urodzili się i wychowali na terytorium dzisiejszej Ukrainy.

Co ósmy rosyjski oficer wyższego szczebla walczący dziś w Ukrainie ma rodzinne związki z tym krajem:

  • Dowódca 4 Armii Powietrznej gen. Nikołaj Gostiew urodził się we wsi w obwodzie sumskim na północy Ukrainy. Teraz dowodzone przez niego samoloty i helikoptery biorą udział w wojnie;
  • Dowódca 6 Armii Powietrznej z obwodu leningradzkiego gen. Oleg Makowiecki również urodził się w Ukrainie, w mieście Czugujew w obwodzie charkowskim. Ukraińska prokuratura uważa, że to właśnie on wydał rozkaz zbombardowania Charkowa;
  • Gen. Michaił Zusko jest dowódcą 58 Armii, która nacierała z Krymu w kierunku Mykołajiwa. Urodził się w wielodzietnej rodzinie na Wołyniu, ale już w 2014 r. rozpoczął walkę z Ukraińcami w Donbasie. Zusko jest uznawany w Ukrainie za zbrodniarza wojennego, podobnie jak inni oficerowie, którzy brali udział w operacji zajęcia Krymu lub w działaniach w Donbasie w i po 2014 r. On i dziewięć innych osób z listy Projektu jest poszukiwanych przez Ukrainę za finansowanie terroryzmu i prowadzenie wojny napastniczej do 24 lutego 2022 r.
  • Płk Wadim Pankow urodził się na Białorusi, ale wyjechał do Ukrainy, gdzie studiował w Wyższej Szkole Dowodzenia Bronią Połączoną im. Frunzego w Kijowie. Po ukończeniu studiów w 1992 r. został dowódcą jednej z jednostek armii ukraińskiej. I oczywiście złożył przysięgę wojskową wobec narodu ukraińskiego, obiecując, że nigdy go nie zdradzi. Pankow nie dotrzymał słowa jako oficer i został dowódcą 45 Samodzielnej Brygady Sił Specjalnych armii rosyjskiej, biorącej udział w inwazji na Ukrainę.
Co najmniej 20 dowódców rosyjskiej inwazji, których zidentyfikował Projekt, zginęło w Ukrainie do połowy maja br. Czterech zmarłych z tej listy zakończyło życie w kraju, w którym się urodzili.
Dlatego jestem za izolacją od Rosji i Ukrainy, czym mniej mamy z nimi wspólnego tym bezpieczniej.
 

hrab

Well-Known Member
240
380
“The issue of Ukraine is closed,” mentioned Kadyrov, through a translation from a BBC reporter. “I’m interested in Poland. Poland, what is it trying to achieve?”
He added: “After Ukraine, if we’re given the command, in six seconds we’ll show you what we’re capable of. You should better take back your weapons and your mercenaries and beg official forgiveness for what you did to our ambassador.”



View: https://twitter.com/francis_scarr/status/1529532637248888834?cxt=HHwWhICxuY31_rkqAAAA
 

kran

Well-Known Member
576
606
"Putin w kwietniu przeszedł terapię". Oficerowie wywiadu wieszczą szybką śmierć, która "wywoła chaos"
Jak podkreśla jeden z oficerów wywiadu, pogarszający się stan zdrowia Władimira Putina, sprawia, że perspektywa wojny nuklearnej jest mniej prawdopodobna, ale jego śmierć i tak "wywoła chaos".

Czy Putin jest chory? Absolutnie. Ale powinniśmy pozwolić, by czekanie na jego śmierć napędzało proaktywne działania z naszej strony. Próżnia władzy po Putinie może być bardzo niebezpieczna dla świata ocenia starszy oficer Sił Powietrznych.
https://www.onet.pl/informacje/onet...rowie-wywiadu-o-jego-smierci/v6pdbvg,79cfc278
 

kran

Well-Known Member
576
606
Dmitrij Miedwiediew o krajach Zachodu tak mówi : Nienawidzę ich. “Dranie i palanty”
Od czasu pełno skalowej rosyjskiej inwazji na Ukrainę Dmitrij Miedwiediew często w surowych i niewybrednych słowach wyraża się o krajach Zachodu. We wtorek rano na Telegramie były prezydent Rosji postanowił wytłumaczyć się ze swojego zachowania. Okazuje się, że rosyjski polityk nie przepada za Zachodem, ponieważ… czuje z jego strony zagrożenie dla Rosji i Rosjan.

"" Często jestem pytany, dlaczego moje posty w Telegramie są tak surowe. To dranie, palanty, maniacy. Chcą śmierci dla nas, dla Rosji. I, póki żyję, zrobię wszystko, aby zniknęli""


on ma syndrom psa ratlerka , jak boi się bardzo to jeszcze bardziej szczeka .
 

hrab

Well-Known Member
240
380
1654888157064.png

Dymitr Samozwaniec w stroju koronacyjnym. Koronowany w 1605r. na cara Dymitr był pierwszym z trzech samozwańców podających się za cudownie ocalałego carewicza Dymitra w czasie wielkiej smuty.

Do dziś Dymitr I stanowi nadal nierozwiązaną zagadkę.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 902
25 531
Powiem wam szczerze, choć zdaję sobie sprawę, że zostanę za to ukamienowany: nie widzę różnicy między totalitaryzmem a nietotalitaryzmem. Myślę, że organizacja totalitarna będzie w przyszłości jedyną organizacją każdego ludzkiego społeczeństwa. Po prostu Niemcy i Związek Radziecki wyprzedzili trochę historię, o włos. Ale to czeka wszystkich, także dumną Wielką Brytanię. Nie będzie żadnego innego systemu, drodzy koledzy — taka jest potrzeba rozwoju ludzkiego społeczeństwa, do cholery!
Ech, i taki jest właśnie problem z technokratycznymi totalniakami. Fetysz kontroli opanowali do tego stopnia, że zakładają sobie klapki na oczy.

Muszę przyznać, że w przypadku Rosji, ich wersja technokracji polanej jakimś ateistycznym ezoteryzmem podpadającym pod szurskie klimaty rodem z książek von Danikena, jest dla mnie w ogóle niestrawna. Ale tam to jednak ludzie kupują, skoro tego rodzaju ruchy potrafią zdobyć wpływy.

Opowiadamy historię "metodologów" — tajemniczego rosyjskiego ruchu myślicieli, którzy wymyślili ideę "ruskiego miru", czyli "rosyjskiego świata", z której teraz skorzystał Władimir Putin, by usprawiedliwiać inwazję na Ukrainę.
Andriej Piercew
Dzisiaj, 03:16
  • Na czele "metodologów" stał filozof Gieorgij Szczedrowicki
  • Ruch, przez wielu uważany za sektę, zyskał na popularności w latach 80., gdy pomagał szefom przedsiębiorstw państwowych w ZSRR budować struktury zarządzania
  • Z czasem "metodolodzy" zaczęli budować podstawy nowego rosyjskiego nacjonalizmu. To oni ukuli sformułowanie o "rosyjskim świecie", czyli niezbędnych do rozszerzenia wpływów Rosji, które miały objąć Rosjan żyjących poza jej granicami
  • "Metodolodzy" dali w Rosji początek technologom politycznym, czyli specjalistom od manipulowania społeczeństwem, którzy pomogli wynieść do władzy Putina, a dziś utrzymują go u władzy
  • Tekst publikujemy dzięki uprzejmości serwisu Meduza
Filozof Gieorgij Szczedrowicki i jego zwolennicy z ruchu "metodologicznego", który pojawił się w Związku Radzieckim latach 60., byli pierwszymi trenerami i technologami politycznymi w ZSRR. Doradzali menedżerom biznesowym i funkcjonariuszom Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego (KPZR) i byli przekonani, że mogą zmienić rzeczywistość poprzez "programowanie" społeczeństwa i jednostki.
Próbowali tego wszystkiego nauczyć przedstawicieli władz sowieckich, a potem rosyjskich. W latach 90. zwolennicy Szczedrowickiego (który sam uważał, że kraje rozwinięte "chcą powstrzymać Rosję") zaproponowali ideę "rosyjskiego świata". 20 lat później ta koncepcja, w znacznie zniekształconej formie, weszła do geopolitycznego kanonu Władimira Putina — i stała się jednym z uzasadnień inwazji na Ukrainę.

"De-Ukranizacja" i "de-Europeizacja"

Liście palmowe zastąpiliśmy wierzbami
Wrogowie są cenniejsi niż przyjaciele. I tańczymy walca
Wielkiej Wojny. I pilot Ahnenerbe
Pozostawi mi swój lotniczy Ausweis.
Takimi wierszami własnej kompozycji we wrześniu 2014 r. technolog polityczny Timofiej Siergiejcew zakończył swój artykuł "Dlaczego żył GP", poświęcony założycielowi ruchu metodologicznego, filozofowi Gieorgijowi Szczedrowickiemu (GP to jego inicjały imion: Gieorgij Pietrowicz). Siedem lat później, w kwietniu 2021 r., Siergiejcew napisał dla agencji prasowej RIA Nowosti felieton zatytułowany "Ukraina, której nie potrzebujemy". Usprawiedliwiał w nim potrzebę "denazyfikacji" Ukrainy. Na łamach tej rosyjskiej państwowej agencji informacyjnej Siergiejcew przekonywał, że w Ukrainie "kwitnie" nazizm, który przygotowuje agresję na Rosję:
Wyeliminowanie takiej nazistowskiej społeczności [w Ukrainie] wymagałoby nie tylko odcięcia jej przywódców, ale także oczyszczenia samych nazistów z wpływów nazistowskich i zaangażowania w nazistowską ideologię i praktykę. Tak właśnie jest w Ukrainie, która złożyła masową przysięgę nazistowską za pomocą pozornie łagodnego wektora politycznego "dążenia do Europy", w którego kontekście jednak "europejskość" jest jednoznacznie postrzegana nie tylko przez ideologów, ale także przez znaczną część społeczeństwa jako oznaka wyższości rasowej.
Rok później Władimir Putin wysłał wojska do Ukrainy, obiecując m.in. jej "denazyfikację".
Po 24 lutego Siergiejcew napisał kolejny artykuł dla RIA Nowosti, w którym oświadczył, że "twórcą ukraińskiego nazizmu" jest "kolektywny Zachód" a "denazyfikacja" Ukrainy powinna stać się "de-Ukrainizacją" i "de-Europeizacją":
"Ukrainonazizm stanowi nie mniejsze, ale większe zagrożenie dla pokoju i Rosji, niż niemiecka wersja nazizmu Hitlera" — przekonywał czytelników Siergiejcew, który w czerwcu 2022 r. został umieszczony na liście sankcji UE jako "centralna postać rosyjskiej propagandy".
Siergiejcew jest nie tylko felietonistą RIA Nowosti. Jest też znanym technologiem politycznym, który pracował m.in. w siedzibie prokremlowskiej, "liberalnej" partii Słuszna Sprawa, gdy na jej czele stał biznesmen Michaił Prochorow w 2011 r. Ostatnio Timofiej Siergiejcew jest członkiem tzw. klubu Zinowiewa (organizacji dyskusyjnej w ramach RIA Nowosti).
Siergiejcew jest z wykształcenia fizykiem, specjalizuje się w badaniu neutrin. Na początku lat 80. Gieorgij Szczedrowicki, filozof i założyciel ruchu "metodologicznego", prowadził wykłady w Fiztechu (czyli moskiewskiej politechnice), gdzie studiował przyszły politolog. Pomysły Szczedrowickiego zafascynowały Siergiejcewa. W latach 90. Siergiejcew, podobnie jak wielu innych zwolenników filozofa, postanowił zaangażować się w technologię polityczną.
Ruch "metodyczny", który pojawił się już w latach 60., miał wielki wpływ na radzieckich menedżerów i postsowieckich polityków — rosyjskich i ukraińskich (ten sam Siergiejcew pracował na Ukrainie przy wyborach prezydenckich w 1999, 2004 i 2009 r.). Przedstawiciele tego ruchu byli głównymi teoretykami koncepcji "rosyjskiego świata". Władimir Putin mówił o potrzebie ochrony tego "rosyjskiego świata" po rozpoczęciu wojny w Donbasie w 2014 r. — i podczas inwazji na Ukrainę w 2022 r. (a wtórowali mu inni rosyjscy urzędnicy).
"Przedstawiciele szkoły Szczedrowickiego dość intensywnie wchodzili we wszelkiego rodzaju struktury, w tym struktury biznesowe i rządowe" — zauważył w 2017 r. kulturoznawca Witalij Kurnoj w rozmowie z dziennikarzami Polit.ru. Obecnie jednym z najbardziej znanych i wpływowych "metodologów" w rządzie jest Siergiej Kirijenko, współpracownik Putina na Kremlu. To właśnie on po 24 lutego jest odpowiedzialny za nieuznawane republiki Donbasu.

Szukając cudu

W połowie lat 50., po śmierci Stalina, w ZSRR rozpoczęła się odwilż, która zaowocowała także złagodzeniem sfery religijnej. Niektórzy radzieccy intelektualiści skorzystali z tej "wolności" i wyruszyli na duchowe poszukiwania.
Nawet ludzie, którzy urodzili się i wychowali w Związku Radzieckim, państwie ateistycznym, angażowali się w religię. Jak zauważa socjolog Nikołaj Mitrochin, "presja propagandowa zelżała", a "wyznawcy różnych wspólnot religijnych, którzy przetrwali represje, mogli rozmawiać (choćby w małym gronie) bez perspektywy bycia zesłanymi na Syberię.
Oczywiście, dotyczyło to nie tylko tradycyjnych religii Rosji — prawosławia, islamu i buddyzmu — ale także bardziej egzotycznych nauk, takich jak "wierzenia scjentystyczne" (scjentolodzy wierzyli, że wkrótce na naszej planecie nastanie era "czystego Rozumu", podczas której zostaną rozwiązane liczne problemy społeczne).
W swoim artykule "Radziecka inteligencja w poszukiwaniu cudu" Mitrochin tak opisuje duchowe poszukiwania drugiej połowy lat 50.:
Logika rozumienia nowych informacji przez sowiecką inteligencję w tym okresie była mniej więcej następująca: Skoro genetyka i cybernetyka, wcześniej oficjalnie cenzurowane przez partię jako "pseudonauka", zostały uznane za pełnoprawne dyscypliny naukowe, socjologia i ochrona przyrody, które były nieobecne w systemie sowieckim, otrzymały wsparcie, to futurologia, ufologia, astrologia i "metodologia" również wkrótce uzyskają uznanie... Skoro istnieje komputer elektroniczny i człowiek poleciał w kosmos, to dlaczego nie miałoby istnieć "perpetuum mobile" i UFO.
Jednym z takich cudów jak perpetuum mobile była "metodologia".
"Metodologia" została stworzona przez filozofa Gieorgija Szczedrowickiego, znanego i szanowanego człowieka w moskiewskich kręgach intelektualnych. Wraz z filozofem Merabem Mamardaszwilim, socjologiem Borysem Gruszinem i pisarzem Aleksandrem Zinowiewem zorganizował w 1952 r. (czyli jeszcze przed śmiercią Stalina) Moskiewskie Koło Logiczne: jego członkowie zgłębiali tajniki myślenia. Krąg ten nie przetrwał jednak długo: każdy z jego założycieli poszedł w innym kierunku. Szczedrowicki założył nowy krąg — "metodologiczny" — i nadal angażował się w badanie procesu myślenia.
Filozof i jego zwolennicy postrzegali myślenie i język jako rodzaj "programu" istniejącego wewnątrz człowieka, który "obsługuje" jego świadomość. W związku z tym uznawali, że sam człowiek jest praktycznie "komputerem", który można "zaprogramować".
Członkowie Klubu zbierali się na seminariach, podczas których zastanawiali się nad problemami naukowymi z dziedziny psychologii i pedagogiki (na przykład podczas tych spotkań Szczedrowicki zaczął badać gry w kontekście działalności pedagogicznej).
Współpracownik Szczedrowickiego, dziennikarz Matwiej Chromczenko (z wykształcenia lekarz), opisał seminarium tak, jakby jego uczestnicy byli częścią wspólnego mechanizmu. "Wszyscy [obecni] pracowali jako technicy", podczas gdy funkcją lidera i moderatora — czyli samego Szczedrowickiego — było "prowadzenie maszyny". Miał ją "prowadzić" w taki sposób, aby "ta złożona, geometrycznie nieregularna jednostka toczyła się naprzód, wytwarzając masę różnorodnych produktów". Przez "produkty" rozumiał na przykład artykuły i raporty.
Seminarium "metodyczne" wyglądało następująco: uczestnicy słuchali sprawozdania na temat naukowy lub dotyczący zastosowań, zadawali pytania, mogli zgłaszać zastrzeżenia, komentowali prezentację — i mówili, jak ją zrozumieli. Przewodniczący seminarium (często sam Szczedrowicki) mógł przerwać mówcy lub pomóc mu odpowiedzieć na podchwytliwe pytanie. To samo mógłby zrobić z autorami pytań.
Jednym z głównych elementów seminarium była "refleksja": uczestnicy analizowali każdą "procedurę myślenia", każdy krok, który doprowadził reportera do jego wniosków. Prowadziło to do dwóch do ośmiu trzygodzinnych sesji, podczas których omawiano każdą interwencję (tak autorzy artykułu "Klucz kastowy Gieorgija Szczedrowickiego" w czasopiśmie "Questions of Philosophy" Natalia Kuzniecowa i Theodore Oizerman opisują spotkania "metodologów" w budynku moskiewskiego Instytutu Psychologii Akademii Nauk Pedagogicznych).
Grono entuzjastów nauk Szczedrowickiego stopniowo się powiększało. Uczestnicy seminarium spośród uczonych lub po prostu dociekliwych intelektualistów zaczęli zadawać pytania i stali się aktywnymi komentatorami, potem mówcami, a później mogli nawet pretendować do roli przewodniczącego. Ci, którzy przeszli wszystkie etapy, mogli organizować swoje seminaria oddzielnie od nauczyciela.
Ilja Kukulin, literaturoznawca i kulturoznawca, który pod koniec lat 90. badał "metodologów", zauważył, że uczestnicy warsztatów wierzyli, że umiejętność myślenia w określony sposób pozwala im przekształcać środowisko społeczne. "Metodolodzy" wierzyli, że mogą zmienić świat — i to nie tylko zmienić, ale zrobić to "na dowolną skalę". Według Kukulina, towarzysze broni Szczedrowickiego byli jak bohaterowie powieści braci Strugackich — tzw. postępowcy: na przykład Don Rumata z "Trudno być Bogiem" czy Maksym Kammerer z "Historii przyszłości".
"Postępowcy osiągają swoje cele w złym, totalitarnym społeczeństwie, gdzie władza jest radykalnie wyobcowana od ludzi i można z nią walczyć tylko w tajemnicy, poprzez szpiegowską infiltrację struktur władzy, a nie poprzez publiczne działania polityczne" — wyjaśnia Kukulin. Według niego sowiecka inteligencja mogłaby się identyfikować z takim bohaterem progresorem, który znalazłszy się w "nieznośnych warunkach", próbuje je dyskretnie zmienić od wewnątrz.
Sam Gieorgij Szczedrowicki porównywał siebie do bohaterów radzieckich pisarzy fantasy. "Do lata 1952 r. ukształtowałem ideologię bardzo zbliżoną do tej, którą dwie dekady później sformułowali bracia Strugaccy, a mianowicie wyobrażałem sobie siebie jako postępowca na tym świecie" — powiedział mi później, już w latach 80.
Jednocześnie Szczedrowicki uważał się za marksistę i był członkiem KPZR. W 1968 r. został wydalony z partii za podpisanie listu popierającego dysydentów Jurija Gałanckowa i Aleksandra Ginzburga. Jednak według wspomnień politologa Gleba Pawłowskiego, który w latach 60. przebywał w tym samym towarzystwie co Szczedrowicki, filozof nie był uważany za część ruchu dysydenckiego — i on sam nie uważał się za dysydenta.
"Gieorgij Szczedrowicki pracował w instytucie, publikował w czasopismach wydziałowych. Mawiał [do sowieckich urzędników]: pozwólcie nam sobie pomóc, dajmy wam kuksańca. Pomożemy wam zbudować systemy zarządzania lub oczyścić te, które już istnieją... Trudno było zmienić go w dysydenta, a on sam nie chciał tego robić" — powiedział Meduzie Pawłowski.
Wśród samych dysydentów praca na rzecz państwa radzieckiego, według Pawłowskiego, nie była uważana za kolaborację z reżimem. "Patrzyliśmy na to szerzej: dobry człowiek, inteligentny, z dobrymi przyjaciółmi, to wystarczyło" — wspomina Pawłowski.
Już od lat 60. ub. wieku "metodycy" i sam założyciel ruchu, który pracował wtedy jako badacz w Laboratorium Psychologii i Psychofizjologii Instytutu Badawczego Wychowania Przedszkolnego, poświęcali wiele uwagi pedagogice. Jak pisze Kukulin, Szczedrowicki rozumiał to jako "szczególny rodzaj działalności projektowej". "W systemie pedagogiki pojawia się specjalna specjalność nauczyciela-projektanta, który tworzy model-projekt osoby przyszłego społeczeństwa" — cytuje Kukulin wypowiedź założyciela ruchu "metodycznego".
Studiując pedagogikę, Szczedrowicki i jego zwolennicy wierzyli, że nie tylko procesy społeczne, ale i sam człowiek może być "zaprojektowany" i "zaprogramowany". "Dla Szczedrowickiego świadomość jednostki nie była punktem wolności, ale obszarem projekcji, konstrukcji i, upraszczając, manipulacji" — uważał na początku XXI w. polityk-nacjonalista Konstantin Kryłow.
Nikołaj Mitrochin, socjolog religii, uważa, że zainteresowanie "metodologów" pedagogiką można wyjaśnić dość prozaicznie: w czasach Związku Radzieckiego "istniały dwa wielkie systemy, w których obracano wielkimi pieniędzmi, a niezbyt inteligentnych ludzi można było oszukać i wykorzystać. Tymi systemami, mówi Mitrochin, były edukacja i związki zawodowe.

Eksperci od wszystkiego

Pod koniec lat 70. Szczedrowicki, wykorzystując doświadczenia ze swoich seminariów, zaczął prowadzić "gry organizacyjno-działaniowe" (ODI). Zdaniem filozofa, "modelowanie" praktyk gry pomogło rozwiązać praktycznie każdy "problem społeczny", taki jak reformowanie przedsiębiorstw i instytucji, czy np. wybieranie dyrektorów fabryk. Program ODI przypomina też postępowców braci Strugackich, jak zauważa Ilja Kukulin:
Jest to jawne, ezoteryczne i niepubliczne modelowanie i rozwiązywanie problemów społecznych z pominięciem istniejących struktur społecznych i struktur władzy — rzekomo tworzone w celu skierowania społeczeństwa ku lepszemu porządkowi etycznemu i organizacyjnemu.
"Metodycy" prowadzili gry dla radzieckich przedsiębiorstw i władz; ich klientami nie byli przywódcy partyjni z Moskwy, ale dyrektorzy poszczególnych zakładów pracy, instytucji gospodarczych i regionalnych komitetów KPZR.
Zazwyczaj pracownicy produkcji i urzędnicy angażowali "metodologów" do rozwiązania konkretnego problemu. Gra odbywała się z reguły w sanatorium lub domu wczasowym. Główny moderator tworzył zespół złożony z techników gier (którzy moderowali poszczególne spotkania grupowe w grach) oraz uczestników ODI, wśród których byli zarówno "metodycy", jak i przedstawiciele klientów.
Uczestnicy otrzymali role do odegrania, a czasem w scenariuszach gry pojawiała się konfrontacja. Podczas ODI "odgrywano" rzeczywistą lub hipotetyczną sytuację, podczas której uczestnicy szukali sposobu na rozwiązanie jakiegoś problemu: na przykład gra mogła dotyczyć likwidacji bloku elektrowni atomowej lub zmiany struktury przedsiębiorstwa.
Według wspomnień Timofieja Siergiejcewa pierwsza gra, którą Szczedrowicki przeprowadził we wsi Nowoutkinsk w obwodzie swierdłowskim, nosiła tytuł "Opracowanie asortymentu towarów konsumpcyjnych dla regionu Uralu". Ważnym elementem gier była "refleksja", znana już "metodologom" z ich seminariów: uczestnicy musieli publicznie wyjaśnić, dlaczego podjęli taką czy inną decyzję, tak by inni mogli prześledzić ich proces myślowy.
"Późną nocą wpadam na Georgija Pietrowicza [Szczedrowickiego]. Właśnie zakończyła się "refleksja" w grupach. A ja mówię: nie było żadnej "refleksji". Było tam wiele rzeczy: ludzie płakali i walili głową w mur, rysowali obrazki, spierali się ze sobą, coś udowadniali — ale nie było żadnej refleksji. Odpowiedział, że funkcjonalnie jest to "refleksja", a fakt, że była ona wypełniona, jak 99% ludzkiej egzystencji, różnego rodzaju śmieciami, nie robił żadnej różnicy" — tak właśnie, według wspomnień syna Georgija Szczedrowickiego, Piotra, założyciel ruchu rozumiał "refleksję". Piotr jest także filozofem; w latach 80. pomagał w organizowaniu gier, a po śmierci ojca w 1994 r. stał się kluczową postacią ruchu "metodologicznego".
— [W latach 80.] nastąpiło przejście na rynek lub, jak to się wtedy nazywało, przejście do samowystarczalności. Towarzyszył temu początek stosunków gospodarczych między różnymi działami jednego i tego samego przedsiębiorstwa — technolog polityczny Marat Gelman opisuje w rozmowie z Meduzą warunki, w jakich radzieccy biznesmeni zaczęli wchodzić w interakcje z "metodystami". Jak sam przyznaje, w latach 90. sam korzystał z ich usług — i uważa to doświadczenie za "przydatne". Gelman następnie, jak mówi, obserwował gry i przemawiał na nich jako zaproszony ekspert.
"Wcześniej przedsiębiorstwo [sowieckie] mogło istnieć bez świadomości, że jest organizmem, bez zastanawiania się nad relacjami, które w nim zachodziły i zachodzą. Metodolodzy bardzo często przychodzili, by budować komunikację wewnątrz przedsiębiorstwa. Nie miało to nic wspólnego z polityką, ale to już było konsultowane. Byli atrakcyjni i ważni dla wielkich [sowieckich] menedżerów, którzy czasem używali ich, by dowiedzieć się, kim i czym w ogóle zarządzają." — według Gelmana, menedżerowie i kluczowi pracownicy w ciągu trzech dni gry mogli dowiedzieć się o swojej organizacji więcej niż przez lata.
— Wyglądało to jak jakiś cud, magia. Istniała pewna "metodologia", dzięki której rzeczy, które nie były jasne, stawały się jasne i oczywiste. Stało się jasne, dlaczego pracownicy byli nieefektywni i jak sprawić, by byli efektywni, dlaczego niektóre procesy zawodziły — zapewnia Gelman.
Jednocześnie zwraca uwagę na to, że "metodolodzy" nie byli specjalistami w żadnej dziedzinie poza samą "metodologią". — Dlatego, paradoksalnie, byli w stanie doradzać i prowadzić gry dla firm o różnym profilu od inżynierów jądrowych po pracowników przemysłu rybnego" — mówi Gelman.
Większość gier opierała się na kryzysach "zaprogramowanych" przez organizatora ODI, z których uczestnicy musieli się uwolnić, rozwiązując przydzielone im zadania. Sami "metodycy" również znaleźli się w krytycznej sytuacji: musieli zajmować się dziedziną, o której niewiele wiedzieli przed rozpoczęciem gry.
Nikołaj Mitrochin, socjolog religii, uważa, że używanie gier do rozwiązywania jakichkolwiek problemów w jakiejkolwiek sferze jest "znachorstwem". — "Metodolodzy" zawsze szukają nowych idiotów, którzy zapłacą im pieniądze za oferowanie klientom niezwykle trywialnych lub urojonych porad" — mówi Mitrochin w rozmowie z Meduzą — Nie są ekspertami od niczego poza wyłudzaniem pieniędzy i używaniem ich terminologii.
Mitrochin dodaje: — Brzmi to bardzo podobnie do działań konsultantów biznesowych, którzy nie są ekspertami w niczym, ale starają się pomóc biznesmenom i ekspertom w swojej dziedzinie przezwyciężyć ich problemy.
Sami "metodolodzy" oczywiście uważają inaczej. Wyjaśniając profil ogólnego "metodologa" Jurij Gromyko stwierdził, że mają oni zrozumieć "jak człowiek myśli": — Jedną rzeczą jest zrozumieć, jak uszyć but, a inną rzeczą zrozumieć, czy dana osoba mówi coś o szyciu butów, czy tylko powtarza bełkot z magazynów mody.
W późnym Związku Radzieckim, dzięki samofinansowaniu (zarówno w ramach systemu, jak i dzięki jego wprowadzeniu w ogóle) "metodycy" zarabiali dobre pieniądze: klienci gier nie byli dla nich skąpi. — Musiałeś zapłacić za przyjazd zespołu techników gry, to 15-20 osób. Wszyscy musieli być zakwaterowani, często w dobrych hotelach. Każdy musiał mieć zapłacone składki. Pamiętam, że jako technik gry przynosiłem z jednej gry do tysiąca rubli, tych pełnowartościowych rubli, kiedy żiguli kosztowało 5,5 tys., a kilogram amatorskiej kiełbasy 2,20 rubla — wspominał uczestnik ODI filozof Walery Lebiediew, który w latach 90. wyemigrował do USA.

Czczenie metody

Dla wielu uczestników gra stała się niemal mistycznym rytuałem, aktem religijnym. Larisa Goworuchina, członkini Wszechzwiązkowego Instytutu Badawczego Estetyki Technicznej, w którym w latach 60. pracował Szczedrowicki (jedna z uczestniczek pierwszej gry, która odbyła się w 1979 r. na Uralu) wyznała, że wszyscy gracze postrzegali to, co się z nimi działo, "jako pewną świętą czynność, rodzaj gry w paciorki, w którą grają przybysze z Kastalii, krainy intelektualistów". Jeden ze zwolenników Szczedrowickiego, organizator gier Piotr Mostowoj, powiedział, że uważa "metodologię" za "nie tylko nurt intelektualny, ale szczególną tradycję praktyki duchowej".
— Gra może trwać nawet tydzień, codziennie od wczesnego ranka do późnej nocy — wspomina uczestnik gier Walery Lebiediew. — Nawet nocne tańce były częścią gry. I nikt nie chciał spać ani nie potrzebował, dłużej niż pięć godzin. Im dalej, tym bardziej uczestnicy wczuwali się w smak. Nie chcieli odchodzić. Nie chcieli wracać do przygnębiającej rzeczywistości. Zaczęli latać na skrzydłach myślenia, które umacniało się z dnia na dzień. Po grze uczestnicy mówili, że doświadczyli prawdziwego szczęścia, bardziej intensywnego niż to, którego doświadczyli nawet z miłości, nie mówiąc już o wódce.
Pojawili się prawdziwi gracze, którzy byli zainteresowani procesem, a nie praktycznymi celami gry. Według Lebiediewa "ci maniacy" "chodzili na każdą grę na własny koszt. Szaleństwo ODI prowadziło czasem do poważnych kryzysów osobistych jego uczestników.
W 1988 r. Lebiediewa odwiedził znajomy ekonomista z Irkucka, Jurij Bierezkin, i zaproponował mu wyjazd na grę do Nabierieżnych Czełnych. Bierezkin spotkał się z samym Szczedrowickim, który wydawał mu się "największym naukowcem naszych czasów". Po tym ważnym spotkaniu wrócił do Irkucka "jako odmieniony człowiek". Bierezkin przypomniał:
W Irkucku zebrałem pracowników [mojego laboratorium naukowego] i uroczyście ogłosiłem, że od tej pory będziemy pracować inaczej i nad innymi problemami. Jednak im dłużej i dokładniej mówiłem, tym mocniej wznosił się mur niezrozumienia między mną a moimi podwładnymi. Kilka kolejnych prób "metodologicznej alfabetyzacji" w laboratorium zaowocowało tym, że każdy mój pracownik napisał list z rezygnacją z pracy. Moi przyjaciele odwrócili się ode mnie i przestali się ze mną nawet witać, gdy w końcu przekonali się, że jestem stracony dla nauki.
Bierezkin, według jego słów, "przestał się interesować" wszystkim, co go wcześniej interesowało, ale "siedział nad tekstami >metodologicznymi< i filozoficznymi, nagraniami z różnych gier niemal całymi dniami" i nadal podróżował do różnych miast na ODI. W końcu przyznał, że kłócił się z przełożonymi, a nawet rozwiódł się z żoną, która zaczęła uważać męża za wariata. Jednak po upadku ZSRR Bierezkin obronił pracę doktorską i kontynuował pracę w Irkucku. On i inni "metodycy" nazywają Szczedrowickiego "Nauczycielem" wielką literą.
Inny współpracownik Szczedrowickiego, dziennikarz Matwiej Chromczenko, według jego własnych wspomnień, "popędził" do swojej pierwszej ODI "z entuzjazmem". "I skończyło się to katastrofą: ostatniego dnia zdałem sobie sprawę, że życie się nie powiodło i że nadszedł czas, by je zakończyć. Gieorgij Pietrowicz potrzebował sześciu miesięcy, by przywrócić mi normalny światopogląd" — pisze.
Według Chromczenki "wielu ludzi doświadczyło podobnych kataklizmów światopoglądowych, w tym ludzie sukcesu społecznego i ludzie o wysokim statusie zawodowym". Ten efekt gier zrozumiał podobno sam Szczedrowicki. "ODI jest szczególnie przydatne dla ludzi silnych (potencjalnych i aktualnych liderów), którzy mają swoje treści i potrafią ich bronić i rozwijać w sytuacjach beznadziejnych. Dla wszystkich innych (słabszych), sztywne ODI może być destrukcyjne (lub katastrofalne)" — tak Chromczenko cytuje założyciela ruchu "metodycznego".
Nikołaj Mitrochin wyjaśnia w rozmowie z Meduzą, że ruch "metodologiczny" ma wyraźne cechy "sekty o złożonym charakterze". — Czczą swojego lidera i opracowaną przez niego metodę, która zastępuje religię. "Metodolodzy" opanowują zestaw specyficznych praktyk w ramach organizacji, opanowują mitologię i terminologię. Najbardziej doświadczeni "metodolodzy" stają się "kapłanami" tego "kultu": kiedy już opanuje się "metodę", można prowadzić spotkania, na których "metoda" jest przedstawiana jako narzędzie do rozwiązania każdego problemu. Kolejnym etapem jest komercyjne wykorzystanie "metody" — mówi Mitrochin.
Sam Gieorgij Szczedrowicki nie ukrywał, że "metodolodzy" celowo używają "specjalnych terminów", by używać ich "w celu ochrony przed dyletantami i gadułami".
Witalij Kuriennoj, kulturoznawca, powiedział nam, że nie uważa za słuszne klasyfikowania ruchu "metodologów" jako "sekty" czy "nowego ruchu religijnego", ponieważ z zasady "nie jest to religia": religia zakłada wiarę w istnienie świata nadprzyrodzonego, której "metodolodzy" nie mają. Według Kuriennoja jedną z kluczowych idei nauk "metodologów" była "zasada ignorowania rzeczywistości, ignorowania potrzeby liczenia się z nią" (było to zgodne z poglądem Szczedrowickiego i jego zwolenników, że rzeczywistość można zmieniać i konstruować).
Syn Szczedrowickiego, Piotr, nie skomentował w rozmowie z Meduzą porównania ruchu "metodologicznego" do sekty.

Totalitaryzm przyszłości

Prowadząc swoje gry, Szczedrowicki i jego zwolennicy stopniowo poznawali najważniejsze osoby w państwie radzieckim: dyrektorów, partyjnych aparatczyków i biurokratów. W tym samym czasie "metodycy" pracowali z szeregowymi pracownikami przedsiębiorstw i uczyli studentów. Wpływy szczedrowitów rosły.
"GP [Szczedrowicki] zachęcał członków Koła do wstępowania do KPZR, wierząc, że w społeczeństwie radzieckim nie da się osiągnąć wpływów w żaden inny sposób, i zawsze żartobliwie nazywał obronę doktoratu zdobywaniem szlachetnych przywilejów" — wspominał podejście Szczedrowickiego Aleksander Rappaport, jeden z jego kolegów artystów. — Jak teraz rozumiem, GP czekał na jakieś reformy, bo widział, że w ZSRR sytuacja jest patowa. Nie zasugerował jednak, że sposobem na wyjście z kryzysu jest powrót do struktur rynkowych. Zakładał raczej, że zwycięży określony typ socjalistycznej technokracji".
Ten sam Aleksander Rappaport zauważył, że niektórzy "przeciwnicy" Szczedrowickiego uważali go za "myśliciela totalitarnego", którego technokracja byłaby "technokracją dla wybranych", a dla reszty "zamieniłaby się w najbardziej okrutne niewolnictwo". Sam filozof dał podstawy do takich rozważań. W 1989 r., podczas jednego ze swoich przemówień powiedział:
Powiem wam szczerze, choć zdaję sobie sprawę, że zostanę za to ukamienowany: nie widzę różnicy między totalitaryzmem a nietotalitaryzmem. Myślę, że organizacja totalitarna będzie w przyszłości jedyną organizacją każdego ludzkiego społeczeństwa. Po prostu Niemcy i Związek Radziecki wyprzedzili trochę historię, o włos. Ale to czeka wszystkich, także dumną Wielką Brytanię. Nie będzie żadnego innego systemu, drodzy koledzy — taka jest potrzeba rozwoju ludzkiego społeczeństwa, do cholery!
Uczestnik gier Walerij Lebiediew napisał, że Szczedrowicki wymyślił ODI, "aby dalej rozwijać i realizować »przewrót intelektualny« w ZSRR". — Przepuścić setki tysięcy ludzi przez gry i stworzyć masową klasę jego zwolenników — Lebiediew wyliczał plany Szczedrowickiego. — Będą to dyrektorzy przedsiębiorstw, szefowie warsztatów, komitetów okręgowych, komitetów regionalnych, sędziowie, profesorowie uniwersyteccy, urzędnicy ministerialni wszystkich szczebli... Najpierw zrobimy to, potem tamto, nasi ludzie najpierw tu, potem, o, tam, a potem są już wszędzie! Nikt nic nie zrozumiał, a my wszystko zmieniliśmy, wszystkich przetasowaliśmy i kraj zmierza w innym kierunku!".
Według Timofieja Siergiejcewa "gry zostały zaprojektowane, wymyślone przez Gieorgija Pietrowicza jako sposób na wyprowadzenie myślenia "metodologicznego" z podziemia do szerszej praktyki społecznej, przede wszystkim do praktyki politycznej i rządowej. Szczedrowicki, według jego słów, rozwijał "intelektualne narzędzia" do interweniowania w proces historyczny.
Od lat 60., według badacza Ilji Kukulina, na radzieckie kierownictwo wpływali nie tylko Gieorgij Szczedrowicki i jego zwolennicy, ale także intelektualiści, którzy pracowali jako doradcy i autorzy przemówień dla radzieckich przywódców. Jak pisze Kukulin, doradzali oni urzędnikom partyjnym i ekonomicznym w przekonaniu, że mogą zreformować kurs polityczny ZSRR.
Jeden z rosyjskich polityków, który rozpoczął karierę w latach 80. i dobrze zna działalność "metodystów", twierdzi, że nienawidzili oni pierestrojki, ponieważ sami chcieli zreformować, ale i zachować, ZSRR. Jednak "metodologom" nie udało się zdobyć władzy w ZSRR i ustanowić "socjalistycznej technokracji". Rosja podążyła drogą reform rynkowych. Szczedrowicki zmarł u progu tej ery, w 1994 r.

Polityczni technolodzy dla alternatywnych kandydatów

Wielu uczniom Szczedrowickiego udało się odnaleźć w nowej rzeczywistości: zostali technologami politycznymi. Mieli doświadczenie w kampaniach wyborczych, choć bardzo osobliwe: w późnym Związku Radzieckim "metodycy" przygotowywali wybory dyrektorów wielkich przedsiębiorstw. Oczywiście etapy przygotowawcze do tych wyborów odbywały się w formie ODI.
Według wspomnień jednego z głównych doradców Borysa Jelcyna, Gleba Pawłowskiego, "metodycy" zwrócili się ku konsultacjom politycznym w latach 90. (w tym czasie było ich już kilkuset) z powodu spadku zamówień ze strony przedsiębiorstw i biznesmenów na gry organizacyjne i akcje. Niektórym członkom ruchu udało się zdobyć kontrakty na wybory regionalne.
Ponadto "metodolodzy" zajmowali się pedagogiką, szkoleniem personelu na potrzeby kampanii wyborczych, mówi rosyjski polityk, który rozpoczął karierę pod koniec lat 80. Ich wiedza przydała się także w popularnych w tamtym czasie konkursach talentów. Według Marata Gelmana w latach 90. "metodycy" byli raczej "narzędziem" kampanii wyborczych niż ich liderami i ideologami:
W pracy wyborczej kluczowym zadaniem jest szkolenie aktywistów [tj. osób prowadzących kampanię]. Nie ma zawodu "technologa" czy "wyborcy", który można by zdobyć w jakiejkolwiek instytucji edukacyjnej [w Rosji]. Kampanie są rzadkie, więc stosunkowo wąskie grono technologów, którzy podróżują po regionach, regularnie bierze udział w wyborach. Rekrutują do swoich centrali ludzi z mniej lub bardziej odpowiednimi umiejętnościami, których trzeba przeszkolić — a "metodycy" dość często są sprowadzani po to, by ich szkolić. To [udział w wyborach w takiej roli] był bramą, przez którą weszli w technikę [polityczną]. Jeśli możemy uczyć, uznali, to możemy prowadzić.
W połowie lat 90. do "metodologów" dołączył znany już wtedy technolog polityczny Jefim Ostrowski. Nikołaj Mitrochin, który zna go od końca lat 80., powiedział nam, że Ostrowski był "prawdziwym lewicowcem" pod koniec lat 80. Gleb Pawłowski wspomina, że Ostrowski zaczął udzielać porad politycznych w czasie pierestrojki: doradzał komitetowi strajkowemu górników z Prokopiewska (region Kemerowo) i udało mu się doprowadzić do spełnienia części żądań strajkujących.
To właśnie w tym czasie, pod koniec lat 80., Ostrowski poznał Siergieja Kirijenkę, przyszłego premiera Rosji, który obecnie stoi na czele zespołu ds. polityki wewnętrznej na Kremlu. Obaj byli jednymi z założycieli Ruchu "Alternatywny Surgut". Jego członkowie próbowali zreformować Komsomoł, młodzieżowy ruch partii komunistycznej.
Później, według Gelmana, Jefim Ostrowski mówił o sobie jako o "pierwszym technologu politycznym w Rosji" — i podważał taki status firmy Niccolo M, którą od marca 1989 r. zarządzał technolog polityczny Igor Mintusow:
W Niccolo M wierzyli, że są zaangażowani w poważną pracę polityczną, w budowanie nowego państwa. Dla Ostrowskiego zarządzanie kampanią to gra, a kluczowymi słowami są dla niego "emocje", "wygrana", "rywalizacja". Niccolo M z reguły pracował dla kandydatów władzy. Ostrowski pracował głównie z kandydatami alternatywnymi — takimi, którzy potrzebowali się wyróżnić, wyrobić sobie nazwisko.
Jako przykład "alternatywnego" podejścia Ostrowskiego Gelman wskazuje kampanię do Dumy Siergieja Mawrodiego, założyciela piramidy finansowej MMM, w 1994 r. Z pomocą technologa politycznego Mawrodi wygrał ten wyścig.
— W pewnym sensie wprowadził mnie w doradztwo polityczne — wspomina ze śmiechem Marat Gelman, który jest uważany za jednego z najbardziej znanych rosyjskich technologów politycznych (przed połową lat 90. Gelman był odnoszącym sukcesy handlarzem dzieł sztuki, specjalizującym się w sztuce współczesnej z byłego Związku Radzieckiego). — Przyszedł do mojej galerii i opowiedział mi o pewnej sytuacji w jednej z kampanii. Pomyślałem o [rozwiązaniu problemu], a potem podzieliłem się z nim tym, jak należy postąpić. I nagle dał mi dość dużą sumę pieniędzy w obcej walucie. W tamtym czasie było to zaskakujące: nigdy wcześniej nikomu nie płacono za myślenie o cudzych problemach.
Doświadczenie wyborcze Ostrowskiego przyciągnęło nie tylko Gelmana, ale także Gleba Pawłowskiego (Gelman i Pawłowski współzałożyli w 1995 r. Fundację Efektywnej Polityki), jak powiedział nam sam Pawłowski. Pawłowski jest uważany za jednego z twórców wczesnego wizerunku Władimira Putina i architekta systemu politycznego Putina. Według Pawłowskiego Jefim Ostrowski doradzał byłemu prezydentowi ZSRR Michaiłowi Gorbaczowowi, a następnie uczestniczył w kampanii wyborczej mera St. Petersburga Anatolija Sobczaka, gdzie poznał pracującego dla Sobczaka Putina. Nie przerodziło się to jednak w trwałą przyjaźń, a najwyżej w relację biznesową.

Idealny klient Siergiej Kirijenko

Ale Jefim Ostrowski pozostaje w kontakcie z Siergiejem Kirijenką od czasów Komsomołu. W latach 90. Kirijenko, komsomolski inżynier z Niżnego Nowogrodu (wtedy nazywającego się Gorki), zrobił imponującą karierę. Pomógł mu w tym jego rodak Borys Niemcow, który najpierw został mianowany (w 1991 r.), a następnie wybrany (w 1995 r.) gubernatorem obwodu Niżnego Nowogrodu, a dwa lata później objął fotel wicepremiera Rosji. Niemcow był jednym z najbardziej popularnych i znanych demokratów w Rosji i przez wielu był postrzegany jako prawdopodobny następca prezydenta Jelcyna.
W 1997 r. Kirijenko został pierwszym wiceministrem energetyki Rosji, a następnie, w tym samym roku, ministrem. W 1998 r. niespodziewanie znalazł się na fotelu premiera Rosji. Premier Kirijenko szybko otrzymał ironiczny przydomek "Kinder Niespodzianka" — ze względu na swój młody wiek i niespodziewany rozwój kariery (w momencie mianowania na premiera miał 36 lat).
Kirijenko nie spędził jednak dużo czasu u steru rządu — od końca kwietnia do końca sierpnia. W czasie jego rządów doszło do niewypłacalności państwa, po której Kirijenko został szybko zmuszony do rezygnacji. — Było jasne, że kraj zmierza do bankructwa, a Rodzina [czyli otoczenie Jelcyna] chciało przywrócić na czoło rządu byłego premiera Wiktora Czernomyrdina. Nie udało im się — powiedział Meduzie w 2016 r. polityk Borys Nadieżdin, który w 1998 r. był współpracownikiem Kirijenki (premierem po Kirijence został Jewgienij Primakow).
Mimo bardzo krótkiego i wyjątkowo nieudanego doświadczenia w kierowaniu gabinetem zrezygnowany Kirijenko nie chciał odchodzić z wielkiej polityki. W grudniu 1998 r. założył ruch Nowa Siła, który planował wystartować w wyborach do Dumy w 1999 r. W skład zespołu kampanijnego weszli stary znajomy Kirijenki, Jefim Ostrowski, oraz Piotr Szczedrowicki, z którym Ostrowski zdążył się już zaprzyjaźnić.
— Kirijenko został następnie »rozebrany«. Po odejściu z rządu został bez drużyny. Pomógł mu w tym Piotr, którego poznał podczas kampanii Nowej Siły w 1999 r. Piotr i Kirijenko odnaleźli się dzięki swojej inteligencji i charakterowi — mówi Pawłowski w wywiadzie dla Meduzy.
Pawłowski nazywa Siergieja Kirijenkę "idealnym klientem dla »metodologów«". Były premier nie był politykiem, ale biurokratą-menedżerem, który zaczął wspinać się po komsomolskiej drabinie jeszcze w czasach Związku Radzieckiego. "Metodycy" od dawna wiedzieli, jak pracować z takimi ludźmi. — Stworzyli swoją wersję języka menedżerskiego w czasie, gdy w ZSRR nie było jeszcze takiego języka. Biurokracja posługiwała się językiem urzędniczym, ale nie był to język komunikacji międzysektorowej, nie był to język konstruowania nowych schematów zarządzania — wyjaśnia Pawłowski, który przez krótki czas doradzał Kirijence u progu jego federalnej kariery politycznej pod koniec lat 90.
Deklaracje polityczne byłego premiera zawierały uwagi "metodologiczne": Nowa Siła proponowała nie tylko reformy ekonomiczne i konstytucyjne, ale także wypracowanie "nowego języka politycznego". Sam Kirijenko zapowiedział w czerwcu 1999 r., że prześle Jelcynowi plan "pokojowego przekazania władzy". Plan ten obejmował konkurs kadrowy dla urzędników (takie konkursy były wielokrotnie organizowane przez "metodyków").
Ten powolny okres w publicznej karierze politycznej Kirijenki nie trwał jednak długo. W sierpniu 1999 r. Nowa Siła weszła w skład Związku Sił Prawicowych, razem ze strukturami Borysa Niemcowa i Iriny Chakamady. Anatolij Czubajs, były szef rosyjskiej administracji prezydenckiej i główny ideolog prywatyzacji w Rosji, był uważany za szarą eminencję bloku.
W tym czasie kraj miał już nowego premiera, Władimira Putina, którego Kreml promował jako następcę Jelcyna. Jeśli chodzi o Związek Sił Prawicowych, otoczenie Jelcyna widziało w nim "rezerwową partię władzy", która miała dostać się do parlamentu wraz z blokiem Jedność (później Jedna Rosja), który kształtował się jako "główna partia władzy".
A żeby liberalna "rezerwowa partia władzy" mogła dostać się do Dumy, jej liderzy — popularni rosyjscy politycy — musieli być niekontrowersyjni. — Przeprowadzono badania i okazało się, że najwyższą wartością dla liberalnego elektoratu jest zjednoczenie demokratów. Sam fakt, że są zjednoczeni, daje im szansę na wybór — mówi Marat Gelman. Po raz kolejny przydają się usługi "metodologów".
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 902
25 531

System operacyjny człowieka

Według Gelmana sprzeczności między starymi kumplami Niemcowem i Kirijenką były bardzo poważne ("Niezawisimaja Gazieta" napisała, że Nowaja Siła domagała się dla swoich kolegów z bloku więcej stanowisk kierowniczych w parlamencie) — ale "w ciągu trzech miesięcy kampanii musieli grać pod publiczkę, [pokazać], że są zespołem", który poprowadzi kraj do sukcesu, zjednoczoną siłą polityczną.
Aby wyeliminować te sprzeczności, na prośbę Kirijenki zorganizowano grę. Według wspomnień Gelmana "rządził" nią Piotr Szczedrowicki, Gelman natomiast został zaproszony jako ekspert zewnętrzny. "Zajęło to kilka dni w sanatorium; moderatorzy pracowali bardzo dobrze. Rozkładaliśmy na części realne sytuacje i odtwarzaliśmy możliwe, wyjaśnialiśmy cele, po co to wszystko. Ludzie byli szczerzy, wylewali swoje żale na siebie nawzajem. Na trzy miesiące kampanii taka sesja wystarczyła — opisuje grę Gelman.
W tym czasie w Rosji toczyła się prawdziwa walka między Kremlem a sojuszem byłego premiera Jewgienija Primakowa, mera Moskwy Jurija Łużkowa i wielu rosyjskich gubernatorów, którzy utworzyli blok Ojczyzna-Cała Rosja. Związek Sił i sam Kirijenko byli częścią tej walki. Związek Sił Prawicowych poszedł do Dumy pod hasłem "Putin na prezydenta, Kirijenko do Dumy! Potrzebujemy młodych!". (Technicznie rzecz biorąc, prezydent Jelcyn nawet nie wspominał w tym czasie o rezygnacji z urzędu, stało się to dopiero po wyborach parlamentarnych). W 1999 r. Kirijenko startował na mera Moskwy i konkurował z Łużkowem.
Kampanie Związku, samego Kirijenki i bloku Jedność były prowadzone przez Fundację Skutecznej Polityki. Pawłowski skupił się na kampanii Jedności, Gelman na kampaniach Związku i Kirijenki. — Oczywiście nie mieliśmy pojęcia, że Kirijenko może wygrać. Naszym celem było maksymalne osłabienie Łużkowa jako pretendenta na prezydenta: był on jednym z dwóch głównych pretendentów wraz z Primakowem — powiedział Pawłowski w 2018 r. Meduzie (Kirijenko otrzymał 11,3 proc. głosów w wyborach na burmistrza).
Związek dostał się do Dumy, ale kariera posła, który był jednocześnie szefem frakcji i musiał ją publicznie reprezentować, pociągnęła Kirijenkę w dół. Jak wspomina ktoś, kto pracował kiedyś w aparacie frakcji Związku, były premier "nie chciał udzielać regularnych wywiadów". Pociągała go praca zza biurka.
Władimir Putin, który został prezydentem w 2000 r., miał dobre relacje z Siergiejem Kirijenką: to właśnie Kirijenko, jako premier, mianował go na szefa FSB. A kiedy Putin zamieszkał na Kremlu, lider frakcji awansował na upragnione biurokratyczne stanowisko prezydenckiego wysłannika do Nadwołżańskiego Okręgu Federalnego (w tamtym czasie Putin właśnie wprowadził instytucję wysłanników, rzekomo w celu wzmocnienia "pionu władzy"). Za swym patronem do Niżnego Nowogrodu pojechali także "metodycy" Piotr Szczedrowicki i Jefim Ostrowski.
Gazeta "Nowoje Izwiestia" napisała w 2001 r.: "Siergiej Kirijenko... stworzył w swoim biurze całą strukturę, na której czele stanął strateg polityczny Petr Szczedrowicki, by opracować przedwyborcze strategie administracji prezydenckiej".
A kiedy w 2005 r. Kirijenko został szefem Agencji Energii Atomowej, "metodolodzy" zostali wciągnięci również do tej branży. W utworzonej na bazie agencji państwowej korporacji Rosatom Szczedrowicki wkrótce objął stanowisko zastępcy dyrektora podległego Kirijence (i pracował na tym stanowisku do 2011 r.). "Metodolog" miał mniej więcej takie same zadania jak wcześniej: przeprowadzanie przetargów na personel wewnątrz firmy i udział w kampaniach wyborczych w miastach, w których znajdują się zakłady nuklearne. — Ogólnie rzecz biorąc, Kirijenko tworzył strukturę, którą trzeba było zorganizować i opakować. "Metodycy" wiedzieli, jak to zrobić — wyjaśnia Meduzie osoba zaznajomiona z Kirijenką.
W tym czasie główni "metodolodzy" zaczęli już zastanawiać się nad ideologią państwową. Według Gelmana Jefim Ostrowski był pochłonięty kwestiami ideologicznymi jeszcze zanim udało mu się zdobyć przyczółek w rosyjskim systemie władzy. W 1996 r. Ostrowski mówił o przyczynach porażki ZSRR w zimnej wojnie — i o możliwościach "zemsty", nazywając Rosję "wielkim mocarstwem".
"Kraj, który jako pierwszy uświadomi sobie, czym jest broń wirtualna, jako pierwszy naruszy równowagę w tej dziedzinie. To właśnie na tym polu Rosja może wydać i wygrać decydującą bitwę zimnej wojny. To właśnie poprzez przestrzeń wirtualną można wyprowadzić odwetowe Dobre Uderzenie przeciwko Zachodowi. W tym właśnie tkwi szansa wielkiej Mocy na zemstę. Zemstę za czasy zimnej wojny" — napisał Ostrowski, który nazwał technologów politycznych (w jego terminologii: "technologów humanitarnych") "zimnowojennymi siłami specjalnymi".
Gieorgij Szczedrowicki, założyciel ruchu, miał podobne poglądy, uważając, że rozwinięte gospodarczo kraje Zachodu i Wschodu "chcą powstrzymać Rosję". W jednym z wywiadów, którego Szczedrowicki udzielił po upadku ZSRR, stwierdził, że "czołowi menedżerowie świata — Niemcy, Japończycy i wszyscy inni — rozumieją, z kim mają do czynienia". — Uważają, że nasz poziom jest bardzo wysoki, więc chcą ograniczyć nasz dostęp dla gry. Kiedyś myślałem, że to wszystko jest wyolbrzymiane przez naszą propagandę i nie bardzo im wierzyłem, jak każdy inteligentny człowiek radziecki, ale teraz ze zdziwieniem odkryłem, że to wszystko jest prawdziwe — podkreślił Szczedrowicki.
W bardzo "metodologicznym" duchu Jefim Ostrowski omówił istotę ideologii: dla niego ideologia była "systemem operacyjnym", na którym działa społeczeństwo i który zapewnia jego efektywną organizację. Język, według Ostrowskiego, jest jednym z ważnych
"programów" tego "systemu operacyjnego".
Już w tamtych latach ideologia, którą Ostrowski próbował "zaprogramować" dla Rosji, zawierała odniesienia do zimnej wojny i "rosyjskości". W połowie lat 90. technolog polityczny wymyślił projekt "Bądź Rosjaninem — Kupuj Rosjanina", który miał stworzyć "nowy wizerunek konsumpcji dla rodaków". Uważał ten projekt za "kampanię reklamową, polityczną i edukacyjną na skalę krajową z elementami oddziaływania makropsychiatrycznego" — i nietrudno w tym dostrzec "programowanie społeczne" Szczedrowickiego.

Drugi "rosyjski świat"

Pod koniec lat 90. Jefim Ostrowski i Piotr Szczedrowicki zaproponowali nową podstawową koncepcję — "świat rosyjski". Od początku 2010 r. to zdanie coraz częściej słychać z ust wysokich rangą urzędników, w tym prezydenta Putina — a potrzeba "obrony rosyjskiego świata" stała się oficjalnym powodem działań wojskowych na Donbasie.
Jednak "rosyjski świat" "metodologów" i "rosyjski świat" Kremla to w dużej mierze pojęcia przeciwstawne. — Pomysł był taki, że Rosja musi wejść na arenę międzynarodową z produktem, który jest atrakcyjny. Kraj będzie miał problemy z konkurencją, ale ma też agentów, ów »rosyjski świat«, czyli naszych rodaków w innych krajach, którzy mówią w języku rosyjskim i zostali wychowani przez rosyjską kulturę. I to właśnie dzięki nim możemy wejść na światowy rynek z nowym produktem [czyli każdym produktem handlowym nadającym się na eksport]. Świadomie mówili, że nie ma tożsamości między »rosyjskim światem« a rosyjskim państwem. Wręcz przeciwnie, Rosja potrzebuje Rosjan poza państwem. Było to rozumowanie w kategoriach konkurencji, a nie wojny — Marat Gelman wyjaśnia istotę koncepcji zaproponowanej kiedyś przez Ostrowskiego i Szczedrowickiego.
W 1999 r. Peter Szczedrowicki napisał artykuł "Rosyjski świat i ponadnarodowy Rosjanin", w którym tak rozumował na temat "wojny": "W ostatnich dziesięcioleciach zmienił się sam typ działań wojennych — ich podstawą jest rywalizacja ekonomiczna". "Marka, znak towarowy, staje się główną bronią nowej generacji wojen przemysłowych" — przekonywał. "Rosyjski świat" jako "społeczność osób rosyjskojęzycznych" miał być pośrednikiem w promowaniu marek i znaków towarowych z Rosji w "nowych węzłach infrastrukturalnych" świata przyszłości.
Inny "metodolog", zaznajomiony z Jefimem Ostrowskim i Piotrem Szczedrowickim, były doradca Kirijenki Siergiej Gradirowski inaczej rozumiał "świat rosyjski" — jako "integrację z krajami byłego ZSRR", których mieszkańcy również dobrze znają język rosyjski. "Proponowany przez nas rosyjski świat geokulturowy jest zbliżony do postimperialnych formacji państw europejskich — Brytyjskiej Wspólnoty Narodów, Unii Państw Iberoamerykańskich, Wspólnoty Państw Frankofońskich i innych podobnych formacji" — próbował znaleźć analogie (głównie w świecie postkolonialnym) Gradirowski w 2009 r.
W tamtym czasie na wszelkie sposoby odrzucał próby interpretowania "rosyjskiego świata" jako planów "powrotu" terytoriów byłego Związku Radzieckiego lub Imperium Rosyjskiego do Rosji. — Nie mówiliśmy o rosyjskim świecie w języku geopolityki, nie w języku, w którym nadawali i ujadali panowie Rogozin, Zatulin i im podobni i w którym Aleksander Dugin głosił euroazjatyzm. Rosyjscy intelektualiści, często o nierosyjskich nazwiskach, mówili o innych rzeczach, choć używali tych samych słów — twierdził Gradirowski.
Niemniej jednak władze rosyjskie, które przyjęły pojęcie "rosyjskiego świata", przypisują mu właśnie znaczenie geopolityczne. W lutym 2022 r. rosyjska inwazja na Ukrainę rozpoczęła się w imię "ochrony języka rosyjskiego i ludzi, którzy nim mówią". "Rosyjski świat" wszedł do podstawowego leksykonu tego całego, karkołomnego ruchu geopolitycznego.
— Nasz rząd może zrujnować wszystko, zarówno zwycięstwo w II wojnie światowej, jak i Puszkina — zastanawia się Marat Gelman. — "Metodolodzy" dość spokojnie próbowali wymyślić konkurencyjną ideologię dla przemysłu i biznesu. Teraz to wszystko brzmi groźnie i to jest ich nieszczęście jak nas wszystkich, ale nie ich wina.
Peter Szczedrowicki w odpowiedzi na pytanie Meduzy, czy nie denerwuje go, że rosyjscy urzędnicy używają pojęcia "rosyjski świat" w inny sposób, niż opisał to on, powiedział, że "sam termin istnieje w kulturze krajowej od bardzo dawna": — Filozof powinien być gotowy na to, że w masowym użyciu ludzie zawsze wszystko przekręcają — wszystkie znaczenia, a jeszcze bardziej treści".

Relikt

Stopniowo, według rozmówców Meduzy, znani "metodolodzy", tacy jak Piotr Szczedrowicki i Jefim Ostrowski, zaczęli wypadać z wewnętrznego kręgu Siergieja Kirijenki, a jeszcze bardziej oddalać się od niego po tym, jak Kirijenko został szefem zespołu ds. polityki wewnętrznej w rosyjskiej administracji prezydenckiej (AP). Stało się to w 2016 r.
A jednak Kirijenko i jego podwładni w AP nadal stosują praktyki, które wyraźnie przypominają "metodyczne". Krzesła liderów regionalnych są przekazywane absolwentom tzw. szkoły gubernatorów; konkurs Liderzy Rosji jest wykorzystywany jako główny lifting kadrowy Kremla i rządu; dla urzędników organizowane są regularne szkolenia — nie zawsze związane z ich bezpośrednimi obowiązkami (na przykład w 2019 r. gubernatorzy, którzy zebrali się na takie szkolenie przed posiedzeniem Rady Państwowej w sprawie autostrad, musieli sami kłaść asfalt).
Pawłowski uważa, że fascynacja Kirijenki różnymi "szkołami" i konkursami kadrowymi może być wynikiem jego współpracy z "metodologami". — Być może są tam echa tego, co sugerowali "metodolodzy", ale mimo to "metodologia" to przede wszystkim siedzenie na widowni z dużym tłumem, kiedy "guru" daje ci głos lub może cię uciszyć — mówi socjolog religii Nikołaj Mitrochin. — A konkursy i szkoły gubernatorskie Kirijenki to ćwiczenia z budowania zespołu według amerykańskiej metodologii.
Inni "metodolodzy" pracują w Ukrainie od początku XXI w. Według Gelmana i Pawłowskiego w 2002 r. Jefim Ostrowski i Piotr Szczedrowicki prowadzili kampanię bloku wyborczego "Drużyna Zimowego Pokolenia" ukraińskiego biznesmena Walerego Choroszkowskiego, który startował do parlamentu. — Kampania zakończyła się porażką, ale w naszym biznesie bardziej opłaca się mieć nieudane kampanie niż zwycięskie — mówi Gleb Pawłowski.
Pawłowski i Gelman byli w tym czasie także aktorami ukraińskiej polityki. Pawłowski był jednym z głównych konsultantów politycznych sztabu Wiktora Janukowycza podczas wyborów prezydenckich w 2004 r. Marat Gelman jako technolog polityczny współpracował z różnymi ukraińskimi politykami, np. z Leonidem Kuczmą i "kuzynem Putina" Wiktorem Medwedczukiem (obecnie oskarżonym na Ukrainie o zdradę stanu).
"Metodolog" Timofiej Sierhiczew był zaangażowany w kampanię Leonida Kuczmy w 1999 r., a później — w kampaniach Wiktora Janukowycza (2004) i Arsenija Jaceniuka (2009), ale obie, w przeciwieństwie do Kuczmy z 1999 r., zakończyły się niepowodzeniem. W 2011 roku Serhiczew został pracownikiem sztabu partii Słuszna Sprawa, utworzonej w Rosji dzięki udziałowi Kremla w wyborach do Dumy Państwowej — wówczas kierowanej przez biznesmena Michaiła Prochorowa. "Metodolodzy" siedzieli wokół, pie...ąć coś o ideologii i wyciągając od Prochorowa pieniądze. Nie zrobili nic więcej — wspomina jeden ze sztabowców Prochorowa. Ta kampania po raz kolejny zakończyła się porażką: administracja prezydencka zdymisjonowała Prochorowa jako lidera Słusznej Sprawy podczas konwencji wyborczej.
Ostrowski był jednym z głównych technologów innej "liberalnej" partii, stworzonej przez Kreml — Nowych Ludzi — która dostała się do Dumy w 2021 r. Trzy źródła Meduzy w tej partii twierdzą, że Ostrowski dołączył do sztabu z powodu znajomości z liderem Nowych Ludzi, biznesmenem Aleksiejem Nieczajewem — oraz dobrych relacji z braćmi Jurijem i Michaiłem Kowalczukami, którzy są uważani za patronów partii.
— Ostrowski jest prawdziwym geniuszem, myśli profesjonalnie. Ale nie jest technologiem, nie pracuje rękami [to znaczy nie pracuje z aktywistami i działaczami, nie prowadzi kampanii w mediach i na portalach społecznościowych], sam to przyznaje — mówi jeden ze współpracowników.
Ponad tuzin technologów politycznych, z którymi rozmawialiśmy, powiedział, że "metodolodzy" opuścili już rosyjski rynek technologii politycznych — ich zdaniem stało się tak, ponieważ "wyszli z mody". Piotr Szczedrowicki powiedział nam, że w ZSRR był tylko jeden "metodolog": — To był mój ojciec. Jest wielu oszustów. Myślę, że dopiero po jakimś czasie będzie można zrozumieć, kto tak naprawdę kontynuował idee Szczedrowickiego seniora.
Mimo utraty wpływów u władz rosyjskich, ruch Szczedrowickiego w pewnym sensie osiągnął to, o czym marzyli jego liderzy w latach 80. Przywódcy tego kraju wykorzystują swoje idee "programowania społecznego" i produkty uboczne tych idei, takie jak "rosyjski świat" — choć interpretują je według własnego uznania.
Politolog Iwan Prieobrażeński zauważa, że "technolodzy polityczni, którzy położyli podwaliny pod system władzy Putina — Gleb Pawłowski i Marat Gelman — przyjaźnili się z >metodologami<, ale w konstruowaniu rzeczywistości społecznej poszli znacznie dalej niż oni".
— Koncepcja "metodologów" początkowo opierała się na przekonaniu, że metody są ważniejsze niż instytucje. Oznaczało to możliwość rozmontowania instytucji i zbudowania szkieletu systemu politycznego z cegieł — jak w zestawie budowlanym. Pawłowski i jego koledzy uważali, że nie potrzeba do tego nawet cegieł. Cała konstrukcja może być niemal wirtualna. Wszystko może być zanitowane na jednym gwoździu nośnym, np. samym Putinie — mówi Prieobrażenski, który utrzymuje, że ani Putin, ani jego spin doktorzy nie chcieli zbudować "działającego systemu politycznego z funkcjonującymi instytucjami".
Tak więc prezydent Rosji, który chciał rozpocząć wielką wojnę, nie miał nikogo, kto mógłby go powstrzymać.
 

ckl78

Well-Known Member
1 568
1 748
"Obecne granice Polski powinny być zrewidowane".

Podczas programu „60 minut”, nadawanego na antenie rosyjskiej telewizji państwowej, jedna z czołowych propagandystek Kremla – Olga Skabiejewa – powiedziała, że „być może nadszedł czas, by uznać, że specjalna operacja wojskowa na Ukrainie dobiega końca, ale w tym sensie, że rozpoczęła się III wojna światowa”.

Jesteśmy już zmuszeni do przeprowadzenia demilitaryzacji nie tylko Ukrainy, ale i całego NATO – powiedziała Skabiejewa. Gościem w programie był Oleg Matwiejczew, deputowany rosyjskiej Dumy, który wskazał Polskę jako „pierwszy cel” takiej operacji.


Jeśli Polska będzie nadal interweniować, jej obecne granice powinny być zrewidowane – stwierdził polityk. Wówczas Skabiejewa odparła, że „zakres interwencji powinien być znacznie szerszy”.


– Nie mówiłam tylko o Polsce, ale również o Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych. Oni wszyscy są w kolejce – powiedziała propagandystka, czym wywołała komentarz innego gościa, Władimira Awatkowa z Akademii Dyplomatycznej Ministerstwa Spraw Zagranicznych.


– Jest kolejka, lecz nie trzeba się spieszyć. Wszystko w swoim czasie – próbował stonować nieco nastroje dyplomata.


Parada błaznów.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 902
25 531

Robert Skidelsky
Ekonomista, członek brytyjskiej Izby Lordów
28 czerwca 2022
Tendencja odwrotu od nauki i logiki przetrwała rozpad Związku Radzieckiego, a teraz stanowi siłę napędową rządów Putina. Rosja jest dzisiaj „nowoczesnym państwem przednowoczesnym”.
LONDYN – Rosyjski pisarz Piotr Czaadajew napisał kiedyś o swojej ojczyźnie, że nigdy nie dokonała postępu wraz z innymi narodami, nie należała do żadnej z wielkich rodzin ludzkich, ani do Zachodu, ani do Wschodu, a przez to jest pozbawiona tradycji, które się w nich rozwinęły, i umiejscowiona niejako poza czasem. „Nie przyswoiliśmy sobie nic z idei przekazywanych z pokolenia na pokolenie przez całą ludzkość” – dodawał.
To słowa z 1829 roku. „Zagadka opakowana w tajemnicę wewnątrz enigmy”, jak ponad sto lat później wyraził się o Rosji Winston Churchill, nadal pozostaje nierozwiązana. Filozof John Gray niedawno napisał, że prezydent Rosji Władimir Putin „jest twarzą świata, którego współczesna zachodnia umysłowość nie pojmuje. W owym świecie wojna stanowi permanentną część ludzkiego doświadczenia, śmiertelne walki o terytorium i zasoby mogą wybuchnąć w każdej chwili, ludzie zabijają i umierają za mistyczne wizje”. Dlatego właśnie zarówno zachodni komentatorzy, jak i liberalni Rosjanie nie mogą dojść do ładu z tym, co Putin nazywa „specjalną operacją wojskową” w Ukrainie.
Najprościej jest wyjaśniać posunięcia Putina jego osobowością – to jednak pójście na łatwiznę. Putin nie działa ani jak mistrz szachowy, kalkulując każdy ruch, ani jak władca, któremu do głowy uderzyła władza lub sterydy.
Chodzi raczej o to, że Putin ma zniekształcony, a co najmniej jednostronny, obraz rosyjskiej historii i tego, co stanowi szczególne przymioty Rosji. Co jednak nie wyjaśnia szerokiego poparcia wśród ludu i intelektualistów w Rosji dla przedstawianej przez niego narracji uzasadniającej działania w Ukrainie. Wszyscy do pewnego stopnia jesteśmy uwikłani w nasze narodowe mity. Tyle że rosyjskie mity są nieco na bakier z „ideami przekazywanymi z pokolenia na pokolenie przez całą ludzkość”.
Oczekując, że Rosja będzie zachowywać się mniej więcej jak nowoczesne, a nawet ponowoczesne europejskie państwo narodowe, zapominamy, że zabrakło jej trzech kluczowych składników, jakie towarzyszyły europejskiemu dochodzeniu do owej nowoczesności. Po pierwsze, jak napisał Jurij Sienokosow, Rosja nigdy nie zaznała reformacji, nie miała też własnego Oświecenia. Sienokosow upatruje przyczyn w „późnym zniesieniu poddaństwa, dopiero w 1861 roku, i późnym upadku systemu rosyjskiej autokracji, dopiero w roku 1917 […]. Prędko ją zresztą przywrócono”. W rezultacie Rosja nigdy nie doświadczyła okresu rozkwitu kultury mieszczańskiej, która w Europie nadała ramy państwom konstytucyjnym.
Po drugie, Rosja zawsze była imperium, nigdy zaś nie była państwem narodowym. Autokracja to naturalna dla niej forma sprawowania rządów. Dla jej obecnego cara rozpad Związku Radzieckiego w 1991 roku stanowił pogwałcenie rosyjskiej historii.
Trzecim brakującym elementem, powiązanym z brakiem dwóch poprzednich, był liberalny kapitalizm, którego Rosja doświadczyła jedynie przelotnie i w ograniczonym zakresie. Marks twierdził, że kapitalizm jako faza rozwoju gospodarczego musi poprzedzać socjalizm, jako że wszelkie próby zbudowania uprzemysłowionej gospodarki na gruncie archaicznego prymitywizmu chłopskiego będą niechybnie prowadzić do despotyzmu.
A jednak do tego właśnie sprowadzało się głoszone za Lenina „Komunizm = władza rad + elektryfikacja”. Lenin, błyskotliwy oportunista, poszedł śladem wielkich carów reformatorów, którzy próbowali zachodniość rosyjskiemu społeczeństwu narzucić. Piotr Wielki zarządził, że Rosjanie mają zgolić brody, a swoim bojarom przykazał, aby nie jedli jak wieprze i nie wydłubywali nożem resztek spomiędzy zębów, a krojąc chleb, nie trzymali bochna przy piersi.
W XIX wieku relacje pomiędzy Rosją a Europą nabrały nowego wymiaru wraz z pojawieniem się idei Nowego Człowieka – zachodniej koncepcji nierozerwalnie związanej z oświeceniową filozofią, człowieka entuzjastycznie nastawionego do nauki, pozytywistycznego i racjonalnego. Typ ów pojawia się jako Sztolc w wydanej w 1859 roku powieści Iwana Gonczarowa pt. Obłomow. W Ojcach i dzieciach (1862) Iwana Turgieniewa jest nim „syn” nihilista Bazarow, piewca nauki, sprzeciwiający się irracjonalnym tradycjom, jakim hołduje jego rodzina. W powieści Co robić? Nikołaja Czernyszewskiego (1863), która mocno wpłynęła na Lenina, wyobrażone zostało całe społeczeństwo oparte na szkle i stali, zbudowane na rozumowaniu naukowym.
Ze względu na swoje powierzchowne jedynie osadzenie w kulturze rosyjskiej te futurystyczne projekcje wywołały bunt niepiśmiennego chłopstwa. Opublikowane w 1864 roku Notatki z podziemia Dostojewskiego stały się nie tylko jednym z kanonicznych tekstów chrześcijańskiego słowianofilstwa, ale także przyczynkiem do głębokiego zastanowienia się nad samą nowoczesnością.
Największą próbę zbiorowego przeniesienia Nowego Człowieka z literatury do świata podjęli bolszewicy. Podobnie jak Piotr Wielki rozumieli, że przemiana społeczeństwa wymaga przemiany tworzących je ludzi. Wraz z najbardziej awangardowymi artystami owych czasów podjęli skoordynowany wysiłek, aby unowocześnić ludzkie umysły i wykarmić w nich rewolucyjną świadomość. Rosjanie mieli stać się naukowo i kolektywnie myślącymi Nowymi Ludźmi, budowniczymi komunistycznej utopii.
To była zapewne największa z ich porażek. Stalin uznał już w 1936 roku, że socjalizm został osiągnięty, a kontrolowane przez aparat państwowy socrealistyczna literatura i sztuka zaczęły promować nie naukę, lecz mistycyzm. Sowieckie marzenie o Nowym Człowieku nigdy się nie ziściło. Tendencja odwrotu od nauki i logiki przetrwała nawet rozpad Związku Radzieckiego, teraz zaś stanowi siłę napędową rządów Putina. Jego własna, oparta na wierze mitologia, niezwykły, symbiotyczny związek z patriarchą Moskwy Cyrylem, naginanie historii i zaprzeczanie faktom podkreślają, jak bardzo Rosja odsunęła się od współczesnej Europy.
W wydanej w 2003 roku książce Pękanie granic były unijny dyplomata Robert Cooper uznał, że przyszłość Rosji nadal jest otwartą kwestią. Podpisanie traktatu o konwencjonalnych siłach zbrojnych w Europie i późniejsze przymiarki Rosji do wstąpienia do NATO wskazywały na to, że „elementy ponowoczesne” starały się „wypłynąć na powierzchnię”. Długo by debatować, czy owo zacieśnienie stosunków udaremniła arogancja Zachodu, czy raczej niekompatybilność Rosji. Jednak już w 2004 roku Putin otrząsnął się z większości swoich liberalizujących tendencji i zaczął przejawiać stanowisko tradycjonalistyczne. Według klasyfikacji Coopera Rosja jest teraz nowoczesnym państwem przednowoczesnym.
Po inwazji Związku Radzieckiego na Czechosłowację w 1968 roku czeski pisarz Milan Kundera odmówił dokonania adaptacji scenicznej Idioty Dostojewskiego. „Stworzone przez Dostojewskiego uniwersum wybujałych gestów, mrocznych głębi i agresywnego sentymentalizmu było dla mnie odstręczające” – powiedział Kundera. To właśnie w tych mrocznych głębiach, kryjących się za fasadą racjonalności, możemy dostrzec prowadzoną przez Putina wojnę.
**

Copyright: Project Syndicate, 2022. www.project-syndicate.org. Z angielskiego przełożyła Katarzyna Byłów.
W latach 2016–2021 Robert Skidelsky pracował na stanowisku niepełniącego funkcji wykonawczych dyrektora prywatnej rosyjskiej spółki naftowej PJSC Russneft.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 902
25 531
I z kronikarskiego obowiązku wspomnijmy następne kroki w stronę Związku Radzieckiego. Zrównanie byle cudzoziemca z obcym wywiadem to jest już dawny poziom ZSRR czy Lepszej z Korei.

dzisiaj 11:13
The Moscow Times

Prezydium rosyjskiego parlamentu zbiera się dziś w trybie nadzwyczajnym. Mimo przerwy wakacyjnej ma ono wezwać deputowanych do Moskwy, aby przegłosowali nowe rządowe projekty, które mają łagodzić skutki zachodnich sankcji. "W warunkach »nowej rzeczywistości« nie możemy pozwolić sobie na rozluźnienie i samozadowolenie" — mówiła marszałek Rady Federacji Walentina Matwijenko.

Na polecenie przewodniczącego Dumy Wiaczesława Wołodina odbywa się dziś nadzwyczajne posiedzenie prezydium Dumy, na którym rozpatrywany jest wniosek o stawienie się wszystkich deputowanych do pracy w najbliższy piątek.

Skąd ten pośpiech, skoro deputowani są na wakacjach? "Konieczność zwołania nadzwyczajnej sesji plenarnej wynika z faktu nagromadzenia spraw, które wymagają pilnego procedowania. Chodzi o nowe inicjatywy ustawodawcze rządu" — informują służby prasowe rosyjskiego parlamentu.

Czym zajmie się rosyjska Duma?

Na nadzwyczajnej sesji będą rozpatrywane projekty ustaw dotyczące przede wszystkim sytuacji gospodarczej. Tak twierdzą źródła, na które powołuje się RIA Nowosti.
Jedno z nich tonuje jednak nastroje. "Jest mało prawdopodobne, że znajdzie się tam coś nadzwyczajnego". Drugie z kolei twierdzi, że najprawdopodobniej chodzi o przegłosowanie środków, które mają pomóc gospodarce w obliczu zachodnich sankcji.

Co już postanowił rosyjski parlament?

Duma zakończyła wiosenną sesję zaledwie pięć dni temu. Przepracowała ją niczym wyrzutnia Grad, bombardując kraj dziesiątkami nowych ustaw. Wśród nich znalazło się m.in. rozszerzenie pojęć "zdrada" i "szpiegostwo", aby umożliwić postępowanie karne za wszelkie kontakty z cudzoziemcami (nie tylko z obcym wywiadem). Znajdziemy tam również zmiany w ustawie o agentach zagranicznych oraz zakaz organizowania imprez w miejscach publicznych.
Izba niższa rosyjskiego parlamentu zakazała też rozpowszechniania informacji na temat sankcji, zezwoliła na łączenie wszystkich danych biometrycznych gromadzonych przez banki z państwową bazą danych bez pytania obywateli oraz umożliwiła pobieranie opłat za przechowywanie waluty na kontach (ujemne stopy procentowe).
Od deputowanych rząd otrzymał także uprawnienia wojenne. I tak urzędnicy będą mogli odmawiać firmom prawa do odmowy zawarcia kontraktów, które będą dotyczyć obronności państwa. Ponadto ma zostać utworzona rezerwa kamieni i metali szlachetnych, których Rosja jest znaczącym producentem.

Ponad 130 ustaw przegłosowanych w Dumie zostało z kolei zatwierdzonych przez Radę Federacji [odpowiednik Senatu — przyp. red.] w piątek, 8 lipca. Tysiące stron tekstu, w tym poprawki i opinie komisji, senatorowie zatwierdzili w ciągu jednego dnia, przesyłając je do podpisu prezydentowi Władimirowi Putinowi.

"W warunkach »nowej rzeczywistości« ani na jeden dzień, ani na minutę nie możemy pozwolić sobie na rozluźnienie i samozadowolenie" — powiedziała, zamykając obrady marszałek Rady Federacji Walentina Matwijenko.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 902
25 531

Oprac.: Paweł Basiak
Ukraina - Rosja
Wczoraj, 1 sierpnia (19:28)
Państwowe i prorządowe media są zachęcane, by rysowały paralele między "operacją specjalną" w Ukrainie a chrztem Rusi i bitwą nad Newą - wynika z dokumentów wydanych dla rosyjskich propagandystów, do których dotarli niezależni dziennikarze portalu Meduza. Ukraińcy mają być przedstawiani jako "ateiści", którzy "nie boją się Bożej kary za złe uczynki".
Źródła Meduzy w administracji Kremla twierdzą, że państwowe media i propagandyści otrzymali dwa podręczniki z instrukcjami w drugiej połowie lipca. Inwazja na Ukrainę tłumaczona jest działaniami "kolektywnego Zachodu", który "od prawie tysiąca lat atakuje Rosję, aby ją podzielić, przejąć zasoby i zniszczyć wiarę prawosławną".
Autorzy podręczników, którzy nie zostali wymienieni z imienia i nazwiska twierdzą, że "kolektywny Zachód" zmieniał się wraz z okresem historycznym. Był to według nich m.in. Zakon Krzyżacki, Szwecja, Rzeczpospolita Obojga Narodów, Imperium Napoleona, III Rzesza i ostatecznie - NATO.
Jeden z rozdziałów podręcznika nosi tytuł "Siła w Prawdzie!". "Za rosyjskimi żołnierzami była prawda - bronili swojego domu, a zatem zwycięstwo nie mogło nie być nasze" - piszą autorzy podręcznika, nawiązując do słów Aleksandra Newskiego. Sama postać rosyjskiego przywódcy według zaleceń ma być porównywana do Władimira Putina.

"Nie boją się kary za swoje uczynki"

"Operacja specjalna" w Ukrainie (rosyjska propaganda nie stosuje słowa "wojna") ma nawiązywać też do chrztu Rusi, która ma "położyć fundamenty kraju i rozwoju Rosji na nadchodzące stulecia". "Rosja po raz kolejny stała się zdalna do wypełnienia swojej misji - ochrony uciśnionych" - dodano w tekście cytowanym przez Meduzę.
Jednym z celów operacji ma być też "wojna z ateistami" - w tekście są oni opisywani jako "gwałciciele, rabusie i mordercy", którzy w "nie wierząc w nic, myślą, że uwalnia to ich od jakichkolwiek zobowiązań moralnych wobec innych ludzi".
"Dla Ukrainazistów nie ma moralności, nie rozumieją jej i są prawdziwymi ateistami. Nie boją się bożej kary za swoje uczynki. To otwarci sataniści i wyznawcy mizantropijnych kultów" - brzmią oficjalne zalecenia rosyjskiej administracji.

Rosyjskie zbrodnie wojenne

Od początku inwazji na Ukrainę rosyjskie wojska dopuszczają się zbrodni wojennych na ludności cywilnej. Prowadzone są regularne ostrzały osiedli mieszkalnych i obiektów pożytku publicznego. Opinią publiczną wstrząsają kolejne relacje o rosyjskich torturach wbrew prawu międzynarodowemu.
Według informacji ukraińskiej armii w nocy z czwartku na piątek rosyjskie wojska przeprowadziły atak na tzw. obóz filtracyjny w Ołeniwce na wschodzie Ukrainy, na obszarze kontrolowanym przez Rosję, gdzie byli przetrzymywani ukraińscy jeńcy z Azowstalu. W ocenie Prokuratury Generalnej Ukrainy zginęło tam co najmniej 40 ukraińskich żołnierzy, a 130 osób zostało rannych.
Doradca prezydenta Wołodymyra Zełenskiego Mychajło Podolak przekazał, że w Ołeniwce najprawdopodobniej doszło do wybuchu termobarycznego. "Ostrzał? Nie, zamach terrorystyczny" - dodał.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 902
25 531
Analizy
2022-08-02

Rosja: dolary nie dla obywateli

1 sierpnia Centralny Bank Rosji (CBR) zdecydował o przedłużeniu na kolejne pół roku (do 9 marca 2023 r.) ograniczeń dotyczących zakupu zachodnich walut w gotówce. Rosyjscy obywatele mogą wypłacić ze swoich kont lub depozytów walutowych założonych przed 9 marcem 2022 r. jedynie środki o wartości do 10 tys. dolarów – w dolarach lub euro, niezależnie od waluty, w której konto zostało założone. Po wyczerpaniu tego limitu pozostałe fundusze można otrzymać w rublach (po kursie dnia). CBR poinformował, że konta, na których znajduje się nie więcej niż 10 tys. dolarów, stanowią 90% wszystkich rachunków walutowych, nie przekazał jednak przy tym, jaka suma zdeponowana jest na pozostałych 10% rachunków. Ponadto banki mogą sprzedawać obywatelom w gotówce jedynie te zachodnie waluty, które trafiły do ich kas po 9 kwietnia 2022 r. Ograniczenia przedłużono także względem osób prawnych (rezydentów rosyjskich, tj. firm zarejestrowanych w Rosji). Na wydatki delegacyjne mogą one wypłacić w gotówce kwoty o wartości do 5 tys. dolarów – w dolarach, euro, funtach lub jenach.

Jednocześnie w ostatnich tygodniach CBR zdjął większość obostrzeń nałożonych pod koniec lutego br. na obrót zachodnimi walutami w formie elektronicznej. Od końca czerwca obywatele mogą przelewać za granicę ze swoich kont w rosyjskich bankach do 1 mln dolarów miesięcznie (lub podobną wartość w innej walucie zachodniej). Ponadto z rosyjskich firm zdjęto obowiązek wymiany na ruble przychodów eksportowych (wcześniej musieli oni przewalutowywać na wewnętrznym rynku nawet 80% tych przychodów). Eksporterzy (spoza sektora surowcowego) nie są już także zobligowani do repatriacji zarobionych za granicą środków i mogą je przetrzymywać na zagranicznych kontach.

Nadal obowiązują ograniczenia nałożone na nierezydentów. Nie mogą oni m.in. transferować swoich dochodów, zysków lub dywidend uzyskanych w Rosji za granicę ani kupować rosyjskich papierów wartościowych. Nie mają też możliwości zakupu walut zachodnich w gotówce.

1 sierpnia Wielka Brytania złagodziła sankcje, zezwalając podmiotom powiązanym z Rosją na korzystanie z usług ubezpieczeniowych i reasekuracyjnych w odniesieniu do statków, samolotów i komponentów dla nich w przypadku rejsów między Rosją i państwami trzecimi. Brytyjska spółka Lloyd’s jest największą firmą ubezpieczeniową na świecie.

Rosyjski rząd oszacował spadek produkcji branży metalurgicznej w II kwartale br. na 20%. W przypadku poszczególnych koncernów sytuacja jest znacznie gorsza – produkcja kombinatu w Magnitogorsku zmniejszyła się o 38%, a Siewierstali o 28%. Trend wynika z obniżenia popytu zarówno za granicą w związku z sankcjami, jak i na rynku wewnętrznym. Dodatkowo Kreml, w ramach wsparcia rynku budowlanego, w marcu br. wprowadził regulację cen na metale i wyroby z nich, co dodatkowo ograniczyło rentowność produkcji metalurgicznej. O spadku przychodów o 55% (do ok. 1,2 mld dolarów) w pierwszym półroczu 2022 r. poinformował również największy rosyjski koncern aluminiowy Rusał. W przypadku tego podmiotu zachodnie restrykcje zostały nałożone przede wszystkim na jego głównego właściciela Olega Deripaskę. Ponadto Australia zdecydowała o wstrzymaniu dostaw boksytów dla tego przedsiębiorstwa (surowca do produkcji aluminium).

Tabela. Najważniejsze wskaźniki moskiewskiej giełdy oraz kurs dolara w rublach w okresie od 25 lipca do 1 sierpnia (na zamknięciu sesji)
Tabela. Najważniejsze wskaźniki moskiewskiej giełdy oraz kurs dolara w rublach w okresie od 25 lipca do 1 sierpnia (na zamknięciu sesji)


Komentarz

  • W ramach przeciwdziałania negatywnym konsekwencjom sankcji finansowych nakładanych przez Zachód rosyjskie władze wprowadzały m.in. liczne ograniczenia walutowe. Polityka ta pozwoliła CBR opanować panikę wśród klientów banków, a także umocnić rubla, jednak jej ceną była utrata wymienialności rosyjskiego pieniądza. Obecnie rozliczenia w rublach możliwe są tylko z zainteresowanymi państwami. Oprócz tego wewnątrz Rosji funkcjonuje równolegle kilka kursów rubla. CBR rekomendował bowiem bankom sprzedaż zachodnich walut rosyjskim importerom i podmiotom spłacającym zobowiązania walutowe po kursie zbliżonym do giełdowego. Cena dolara dla pozostałych klientów powinna być o co najmniej 10 rubli większa. Ponadto banki sprzedające zachodnie waluty w gotówce oferują je po kursie nawet o 20–30 rubli wyższym od giełdowego. Kantory świadczą jedynie usługę skupu walut. Nadal pojawiają się prywatne oferty ich sprzedaży w sieciach społecznościowych – w takich przypadkach cenę ustala się w drodze negocjacji.
  • Wprowadzone restrykcje walutowe zdołały w pierwszych tygodniach ich obowiązywania stłumić popyt na waluty zagraniczne w Rosji i zapewnić stałą ich podaż na rynku. Wraz ze wzrostem przychodów eksportowych, wynikającym z wysokich cen surowców energetycznych na światowych rynkach, oraz wobec spadku importu (nawet o połowę) z powodu nałożonych sankcji kurs rosyjskiej waluty zaczął jednak dynamicznie się umacniać i jej wartość w ostatnich tygodniach bywała do 30% wyższa niż przed agresją na Ukrainę (za dolara płacono nawet ok. 52 rubli). Mocny pieniądz stał się poważnym problemem dla eksporterów i budżetu państwa w związku z kurczeniem się ich dochodów w przeliczeniu na rosyjską walutę. Mimo starań władz – m.in. sukcesywnego wycofywania się z restrykcji walutowych – rubel udało się osłabić w niewielkim stopniu. W efekcie rząd zapowiedział wprowadzenie w 2023 r. nowej reguły budżetowej, która ma polegać na skupowaniu (zapewne m.in. w juanach) nadwyżek walutowych na rynku. W ten sposób w ostatnich ośmiu latach Kreml gromadził swoje rezerwy.
  • Ograniczenia na obrót zachodnimi walutami w gotówce CBR wprowadził 9 marca 2022 r. Była to bezpośrednia reakcja na przyjęty przez USA i Unię Europejską zakaz wywozu do Rosji dolarów i euro. W rezultacie, mimo napływu ogromnych dochodów walutowych w postaci elektronicznej z eksportu surowców energetycznych, Rosja cierpi na niedobór dolarów czy euro w gotówce. Według szacunków CBR rosyjscy rezydenci posiadają ok. 85 mld dolarów w gotówce. Pod koniec lutego na bankowych kontach i w depozytach walutowych osób fizycznych znajdowało się ok. 90 mld dolarów, a do czasu wprowadzenia ograniczeń wypłacono z tej sumy ok. 18 mld dolarów. Nie wiadomo natomiast, jaką kwotę podjęto w ostatnich pięciu miesiącach.
  • Ze względu na ryzyko zablokowania operacji bankowych wskutek sankcji oraz trudności z korzystaniem z zachodnich walut stały się one de facto toksyczne dla Rosji. W efekcie w ostatnich tygodniach banki zaczęły pobierać wysokie opłaty za prowadzenie kont walutowych, a niebawem uzyskają możliwość ujemnego ich oprocentowania. Dodatkowo zagraniczne przelewy walutowe kosztują coraz więcej (ok. 3% wartości transakcji, lecz nie mniej niż 200 dolarów, euro czy funtów), a banki ustalają minimalną wartość dla takiej transakcji. W ten sposób starają się zachęcić obywateli do wymiany swoich wkładów na ruble lub ewentualnie na waluty państw przyjaznych Rosji.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 902
25 531
A skoro dolary nie dla obywateli, to i towary nie dla obywateli...

W Rosji powstaną sklepy, w których będą mogli kupować jedynie dyplomaci, ich rodziny oraz pracownicy organizacji międzynarodowych — podał w środę niezależny portal Mediazona. Mają powstać dwa takie punkty — w Moskwie i Petersburgu. Klienci będą mogli w nich płacić zarówno rublami, jak i dolarami i euro.
UZi
Dzisiaj, 09:36
O sklepach dla dyplomatów mówi rozporządzenie rządu Rosji opublikowane 27 lipca, które wejdzie w życie 27 sierpnia. W asortymencie znajdą się alkohole, wyroby nikotynowe i jubilerskie, artykuły kosmetyczne i perfumy, smartfony, zegarki i słodycze. Właścicielem sklepów będzie firma powołana przez MSZ Rosji we współpracy z podmiotem wybranym w przetargu, a nadzorować placówki będą rosyjskie służby celne.

"Parlamentskaja Gazieta": nowe sklepy w Rosji jak radzieckie Bieriozki

Płatności będzie można dokonywać w rublach, dolarach i euro. Przy zakupach — wyłącznie detalicznych — trzeba się będzie wylegitymować dokumentem potwierdzającym odpowiednie stanowisko.
"W Rosji pojawią się sklepy niedostępne dla zwykłych obywateli" — oceniła oficjalna "Parlamentskaja Gazieta", podlegająca parlamentowi Rosji. Gazeta przypomina, że sklepy z towarami bezcłowymi funkcjonują zwykle na lotniskach i innych miejscach przekraczania granicy. "PG" porównuje przy tym planowane sklepy do radzieckich sklepów Bieriozka, odpowiedników polskich Peweksów.
W komentarzu dla tej gazety rosyjski parlamentarzysta Władimir Dżabarow oświadczył, że sklepy bezcłowe są dla kraju "dodatkowym źródłem pozyskania dewiz".
Doniesienia te napływają w czasie, gdy Rosja objęta jest sankcjami zachodnimi, wprowadzonymi w reakcji na inwazję na Ukrainę, a wiele zachodnich marek opuściło ten kraj.
Ale przynajmniej jakaś strawa duchowa się znajdzie.

wczoraj 22:56
The Moscow Times

Koncert "Parada Hitów Związku Radzieckiego" w moskiewskim soborze Chrystusa Zbawiciela pojawił się już w przedsprzedaży we wszystkich najlepszych serwisach biletowych w Rosji.
Podczas koncertu, który odbędzie się 16 września, usłyszymy utwory znanych radzieckich artystów w wykonaniu solistów z moskiewskich teatrów operowych. "Osoba urodzona w ZSRR ma wiele powodów, by odczuwać nostalgię za minioną epoką" — czytamy w komunikacie prasowym zapowiadającym koncert. Jego autorzy proszą czytelników, by przypomnieli sobie, "jak dobre były kiedyś lody" i jak "ludzie byli kiedyś życzliwsi, bardziej sympatyczni".
"Być może nie ma łatwiejszego i szybszego sposobu na powrót do wytęsknionej przeszłości niż ponowne zetknięcie się z jej muzyką, lekką, uduchowioną i niesamowicie chwytliwą" — czytamy w komunikacie.
Według strony internetowej Katedry jest to druga edycja tego koncertu. 10 czerwca w tym samym miejscu odbyło się wydarzenie o tej samej nazwie.
Katedra Chrystusa Zbawiciela została zburzona za czasów Józefa Stalina i przez dziesięciolecia była miejscem największego na świecie odkrytego basenu. Katedra została odbudowana w latach 1995-2000. Uczęszcza do niej Władimir Putin.
Katedra była miejscem, w którym wystawiona została trumna pierwszego prezydenta Rosji Borysa Jelcyna przed jego pogrzebem w kwietniu 2007 r. To tam wystąpił punkowy zespół Pussy Riot w 2012 r., w wyniku czego jego członkinie zostały skazane na karę więzienia.
 
Do góry Bottom