Poezja

OP
M

Maudit

Guest
Oto wiersz mojego autorstwa. Na stronie poema.pl. widnieje jego stara wersja (Więzienie, użytkownik Kurtz). Enjoy

"Planeta"

Widziałem planetę,
zbudowaną z ciała i kości.
Żywą i świadomą.

Jej powierzchnia - ogromna sieć budowli o obłych kształtach.
To więzienia-hodowle, dla milionów.

Nieskończone sekcje bloków,
ściany zbudowane z mięśni i obleczone systemem żył, tętnic i jelit,
reagujące na impulsy systemu nerwowego planety.
W każdym po kilka cel, z kratami z kości udowych.

Więźniowie - homo sapiens,
bez oczu, uszu, ust, leżący na podłodze.
Podłączeni do centralnego systemu pokarmowego i oddechowego.

Ich mózgi są sprawne.
Jedni nieświadomi swojego losu, pogrążeni w śnie albo halucynacjach,
inni świadomi, lecz nie mogący wyrazić swojego buntu.

Gdy więzień dojrzeje, wielkie ramiona wystające ze ścian
przenoszą go do organicznej przetwórni,
która wydobędzie z niego cielesne surowce budowlane i składniki odżywcze.

Więźniowie muszą jeść, a planeta rosnąć.
 

pawel-l

Ⓐ hultaj
1 857
6 990
HOŻY I ŚWIEŻY by Julian Tuwim

Ledwo słoneczko uderzy
W okno złocistym promykiem,
Budzę się hoży i świeży
Z antypaństwowym okrzykiem.

Zanurzam się aż po uszy
W miłej moralnej zgniliźnie
I najserdeczniej uwłaczam
Bogu, ludzkości, ojczyźnie.

Komunizuję godzinkę,
Zatruwam ducha, a później
Albo szkaluję troszeczkę,
Albo, gdy święto jest, bluźnię

Do domu wracam pogodny,
Lekki jak mała ptaszyna,
W cichym mieszkaniu na Chłodnej,
Czeka drukarska maszyna.

Odbijam sobie, odbijam
Zielone dolarki śliczne,
Komunistyczną bibułę,
Broszurki pornograficzne.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 771
21 520
No to dalej coś w stylu Tuwima...

My Polacy sortu najgorszego
My złodzieje majątku polskiego
Łże elity i opcje niemieckie
Kondominium germańsko sowieckie

My agenci, zdrajcy genetyczni
Mainstrimowcy, alfonsi uliczni
Szmaty unii, o których wiadomo
Że są dzisiaj tam gdzie stało zomo

My żydowskie pachołki zachodu
Bolszewicy i zdrajcy narodu
My wrogowie kościoła, rodziny
Genderowcy, zboczone gadziny

Interesom obcym zaprzedani
Merkelowej i Putina fani
My folksdojcze, resortowe dzieci
Dzieci Moskwy i brukselskie śmieci

Kiedy wyzwisk takich wciąż słuchamy
Pustym śmiechem dzisiaj wybuchamy
Śmiech nasz wielkim odbije się echem
Aż głupotę zabijemy śmiechem


Krzysztof Luft
Albo raczej po Dniu Sznura dopisze się kolejną zwrotkę... :)
 

Kelsi

https://www.youtube.com/watch?v=rKsZG2gSuWs
1 007
13 142
Eloe, strażniczka mogił
Witold Pruszkowski, Eloe, 1892



A teraz jest wygnaną jak wy jesteście wygnani, i ukochała mogiły wasze i piastunką jest grobowców, mówiąc kościom: Nie skarżcie się, lecz śpijcie! (...) Przywyknij do niej za życia, albowiem będzie na mogile twojej stąpać przy blasku księżyca; przywyknij do głosu jej, abyś się nie obudził, gdy mówić będzie. Zaprawdę, że dla tych, co są smutni, ta kraina piękną jest i nie bezludną; albowiem tu śnieg nie plami skrzydeł anielskich, a gwiazdy te są piękne. Tu przylatują mewy, i gnieżdżą się, i kochają się, nie myśląc, że jest jakaś piękniejsza ojczyzna.

Juliusz Słowacki "Anhelli ( rozdział
XI, fragment)


 
Ostatnio edytowane przez moderatora:
OP
U

ultimate

Guest
Tylko o śmierci dziś zapodajesz. Co się dzieje?Pora umierać czy jak??:D
 
OP
U

ultimate

Guest
Pora żyć. Ale żeby potwierdzić wolę życia, to trzeba się najpierw zetknąć z możliwością a nawet koniecznością umierania. :)
Ta. Ja tam wole żyć bez żadnych wyrzutów sumienia stykania się z tym i owym:)




nasz okręt płynie

przez wzburzonego życia fale

pijany kapitan

już dawno

za burtą się utopił

wyrzucam w głębiny

smutki i żale

dawne przygody

los jak korsarz

złupił


płyniemy więc dalej

bracie przez morze

niestraszne nam wiry

i ostre skały

znajdziemy bezpieczną przystań

kiedyś może

dawne marzenia

jak plan nam zostały


w tym całym szaleństwie

tkwi pewna metoda

bo rozum

nam wicher

dawno już zabrał

szukamy uczuć

zamiast złota

jak dobrze

żem ciebie

na pokład

zabrał

Oskar Wizard
 
Ostatnio edytowane przez moderatora:

rawpra

Well-Known Member
2 743
4 946
Zabrakło kilku dni abyśmy mogli porozmawiać,
Pić herbatę, milczeć, rozmawiać
Zabrakło kilku dni,
aby dotknąć co nieodkryte
Zabrakło kilku dni
na dotknięcie po raz pierwszy, drugi, kolejny
istoty miłości, którą będziemy się dzielić w wieczności
 

Eli-minator

zdrajca świętych dogmatów
698
1 580
Vienna London Unreal



Kto jest ten trzeci, który zawsze wędruje przy tobie?
Kiedy liczę, jesteśmy tylko ja i ty
Ale kiedy popatrzę tam, na białą drogę
Jest jeszcze zawsze ktoś, kto idzie przy tobie
Owinięty w granatowy płaszcz, w kapturze!
Nie wiem... mężczyzna... czy też kobieta
- Kim jest ten, który idzie tam, gdzie idziesz ty?


Co to za dźwięk wysoko w powietrzu
Głuchy pomruk postronnych lamentów
Kto są te hordy w ostrych kapturach gnające
Po bezbrzeżnych równinach, po spękanej ziemi
Aż hen tam za płaski horyzont
Co to za miasto ponad pasmem gór
Trzaska, zrasta się, pęka w powietrzu fioletowym
Walące się wieże
Jerozolima Ateny Aleksandria
Wiedeń Londyn
Nierzeczywiste
 

Alu

Well-Known Member
4 230
8 150
Ballada o słoniu - John Godfrey Saxe

Żyło raz sześciu w Hindustanie
Ludzi ciekawych niesłychanie
I chociaż byli ślepi,
Wybrali kiedyś się na błonie,
Aby zapoznać się ze słoniem
I umysł swój pokrzepić.

Pierwszy z nich przyspieszywszy kroku,
Nos rozbił na słoniowym boku
O twardą jego skórę;
Więc do swych towarzyszy pięciu
Krzyknął: - Już wiem o tym zwierzęciu,
Że jest najtwardszym murem.

Gdy się do słonia zbliżył Drugi,
Na kieł się natknął ostry, długi,
Więc swych przyjaciół ostrzegł:
- Ach uważajcie, moi mili,
Żebyście się nie skaleczyli,
Bo słoń to ostry oszczep!

Trzeci, podchodząc do zwierzęcia,
Nie więcej miał od tamtych szczęścia:
Słoń trąbę swą rozprężał,
A on dotknąwszy trąby dłonią,
Rzekł: - Ja już wszystko wiem o słoniu,
Słoń jest gatunkiem węża!

Wtedy powiedział ślepiec Czwarty,
Bardzo ciekawy i uparty:
- Chcę wiedzieć, czego nie wiem!
I kiedy sam przy słoniu stał,
Rzekł, obejmując mu kolano:
- Już wiem, że słoń jest drzewem!

Gdy się do słonia Piąty zbliżył,
Słoń siadł na ziemi, łeb obniżył
I ruszać jął uszami;
Więc Piąty, rzecz uogólniając,
Rzekł: - Już poznałem prawdę całą,
Słonie są wachlarzami!

Nie gorszy, choć ostatni Szósty,
Najpowolniejszy, bo był tłusty
I dał się innym minąć,
Rzekł, gdy za ogon słonia chwycił:
- Nie przypuszczałem nigdy w życiu,
Że słoń jest zwykłą liną!

I żaden z ślepców tych aż do dziś
Nie chce się z innym ślepcem zgodzić,
Część prawdy tylko znając;
Każdy przy swojej trwa opinii,
Każdy ma rację swą jak inni,
Lecz wspólnie jej nie mają.


slonik.png
 

Alu

Well-Known Member
4 230
8 150
Prowadź mię tedy, Zeusie, i ty, Przeznaczenie,
Rad pójdę i bez zwłoki na wasze skinienie,
Jaką w życiu mi losy wyznaczyły, drogą:
Bunt – zbrodnią, iść – konieczność, skargi – nie pomogą.

(Początek hymnu przypisywanego Kleantesowi)
 
OP
D

Deleted member 6341

Guest
Taktowne umieranie

Umierać trzeba z taktem. A więc, dajmy na to,
Nie wtedy, kiedy właśnie zaczyna się lato!

Pomyślcie: każdy człowiek o wakacjach marzy
W górach czy na Mazurach, na słonecznej plaży

I nagle ja umieram: Jest mój pogrzeb. Jak tu
Nie nazwać takiej śmierci wprost szczytem nietaktu?

Umierać trzeba z taktem. Ci, co innych cenią,
Nie sprawiają pogrzebów zbyt późną jesienią.

Ja nie chciałbym, na przykład, by ludzie zmoknięci
Klęli i uwłaczali mnie lub mej pamięci.

By katar czy też grypę ściągali na siebie
Dlatego, że bawili na moim pogrzebie.

Umierać trzeba z taktem. Wymaga obliczeń
Taka śmierć, żeby pogrzeb nie przypadł na styczeń.

Lub, powiedzmy, na luty, gdy mrozy siarczyste
Mogą całkiem zniechęcić żałobną asystę.

Ja nie chciałbym, by ludzie, których śmierć ma wzruszy,
Mieli z tego powodu poodmrażane uszy.

Wiosna to co innego! Nie ma lepszej pory,
Aby umarł taktownie człowiek ciężko chory.

Na cmentarzu wesoło zielenią się drzewa,
Żałoba na wiosennym wietrze się rozwiewa,

I śmierć zda się błahostką, gdy wiosna upaja....
Postaram się pociągnąć do połowy maja.

Autor:Jan Brzechwa, Liryka mojego życia
 

Non Serviam

dinozarły dinozarły jaka szkoda, że wymarły...
802
1 963
The white man's burden - Rudyard Kipling

Take up the White Man's burden —
Send forth the best ye breed —
Go bind your sons to exile
To serve your captives' need;
To wait in heavy harness,
On fluttered folk and wild —
Your new-caught, sullen peoples,
Half-devil and half-child.

Take up the White Man's burden —
In patience to abide,
To veil the threat of terror
And check the show of pride;
By open speech and simple,
An hundred times made plain
To seek another's profit,
And work another's gain.

Take up the White Man's burden —
The savage wars of peace —
Fill full the mouth of Famine
And bid the sickness cease;
And when your goal is nearest
The end for others sought,
Watch sloth and heathen Folly
Bring all your hopes to nought.

Take up the White Man's burden —
No tawdry rule of kings,
But toil of serf and sweeper —
The tale of common things.
The ports ye shall not enter,
The roads ye shall not tread,
Go make them with your living,
And mark them with your dead.

Take up the White Man's burden —
And reap his old reward:
The blame of those ye better,
The hate of those ye guard —
The cry of hosts ye humour
(Ah, slowly!) toward the light: —
"Why brought he us from bondage,
Our loved Egyptian night?"

Take up the White Man's burden —
Ye dare not stoop to less —
Nor call too loud on Freedom
To cloak your weariness;
By all ye cry or whisper,
By all ye leave or do,
The silent, sullen peoples
Shall weigh your gods and you.

Take up the White Man's burden —
Have done with childish days —
The lightly profferred laurel,
The easy, ungrudged praise.

Comes now, to search your manhood
Through all the thankless years
Cold, edged with dear-bought wisdom,
The judgment of your peers!
 
OP
D

Deleted member 6341

Guest
Edward Pięta z Krakowa napisał wiersz "Warto żyć" i wygrał trumnę. Konkurs organizowany przez Teatr im. Stefana Żeromskiego w Kielcach w którym główną nagrodą była trumna.


"Warto żyć"

Życie pozwala przeżyć innych
Pośmiać się z tych co mają gorzej
Udawać wiernych lub niewiernych
Walczyć na słowa albo noże.

Daje nam szanse toczyć wojny
Mordy mieć sine od gorzały
Być niewolnikiem, potem wolnym
Naćpanym chodzić dzionek cały.

Fajnie mieć dzieci, potem wnuki
Gorzej małżonki i teściowe
Młodych zagonisz do nauki
Kobiety tylko suszą głowę.

Życie jest piękne dla bogatych
Biedni je tylko przeżyć muszą
Częściej są kraty dla zamożnych
I z tego się ludziska cieszą.

Warto jest żyć i być przy władzy
Tam nawet dieta cię utuczy
Pod rządem wszyscy chodzą nadzy
Kto tego nie wie, niech się uczy.

Spróbuj na starość się poprawić
By godnie śmierci spojrzeć w oczy
Zacznij się cieszyć, śmiać i bawić
Bo świat naprawdę jest uroczy.

Można wydłużać swoje życie
I robić przez to więcej złego
Wyryją za to ci na płycie
Zawsze był świnią, nie kolegą.

W życiu brak miejsca jest na radość
Każdy samotny jest i smutny
Nie bierz nikogo już na litość
Zacznij pakować się do trumny.

http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/231807,druk.html
 

truskakwa

Member
16
83
"Warchoł" Jacek Kaczmarski

– Warchoł! – krzyczą. Nie zaprzeczam,
Tylko własnym prawom ufam:
Wolna wola jest człowiecza,
Pergaminów nie posłucha.

Boska ręka w tym, czy diabla,
Szpetnie to, czy właśnie pięknie –
Wola moja jest jak szabla:
Nagniesz ją za mocno – pęknie.

A niewprawną puścisz dłonią –
W pysk odbije stali siła;
Tak się naucz robić bronią,
By naturą swą służyła.

Sprawa ze mną – jak kraj ten stara
I jak zwykle on – byle jaka:
Nie zrobili ze mnie janczara –
Nie uczynią też i dworaka.
Wychwalali zasługi i cnoty
Podsycali pochlebstwem wady,
A ja służyć – nie mam ochoty,
Warchołowi – nikt nie da rady!

Lubię tany, pełne dzbany,
Sute stoły i tapczany,
Płeć nadobną – niesurową
I od święta – Boże Słowo.

Lecz ni ksiądz, ni okowita
Piekłem straszy, niebem nęci,
Ani żadna mnie kobita
Wokół palca nie okręci.

Mój ból głowy, moja skrucha,
Moje kiszki, moja franca,
Moja wreszcie groza ducha,
Gdy Kostucha rwie do tańca!

Sprawa ze mną – jak kraj ten stara
I jak zwykle on – byle jaka:
Nie zrobili ze mnie janczara –
Nie uczynią też i dworaka.
Wychwalali zasługi i cnoty
Podsycali pochlebstwem wady,
A ja służyć – nie mam ochoty,
Warchołowi – nikt nie da rady!

Jakbym ja był człowiek z wosku
W rękach wodzów, niewiast, klechów –
Mógłbym ich zostawić troskom
Cały ciężar moich grzechów.

Ale znam tych stróżów mienia,
Sędziów sumień, prawdy zakon,
Spekulantów odkupienia –
Bo znam siebie – jako tako.

Ulepiony i pokłuty
Niepotrzebny będę więcej;
Rzucą w ogień dla pokuty
I umyją po mnie ręce.

Sprawa ze mną – jak kraj ten stara
I jak zwykle on – byle jaka:
Nie zrobili ze mnie janczara,
Nie uczynią też i dworaka.
Zły? – być może. Dobry? – a czemu?
Nie tak wiele znów pychy we mnie.
Dajcie żyć po swojemu – grzesznemu,
A i świętym żyć będzie przyjemniej!

"Prosty człowiek" Jacek Kaczmarski

Ja prosty człowiek – wierzę w słowo.
Powiedzą – wstań i idź – to idę.
Zarabiam ręką, a nie głową
Nie grzeszę pychą ani wstydem.

Dla ludzi mam otwarte drzwi,
Niewiele zabrać można mi,
Ale jak ktoś mi da po pysku –
Oddam z nawiązką – ja nie Chrystus!

Ja prosty człowiek – mądrym ufam,
Sprytnym nie wchodzę raczej w drogę,
Mówię niewiele, chętniej słucham,
Pojmuję to, co pojąć mogę.

Dla głodnych talerz mam i stół,
Z tego com zebrał – oddam pół.
Ale jak sięgnie ktoś po wszystko –
Łapy przetrącę – ja nie Chrystus!

Ja prosty człowiek – krwi oszczędzam,
O byle co jej nie przeleję,
Milsze mi życie niż śmierć nędzna
Za obietnice i nadzieje.

Bliźniemu też użyczę krwi
Byle starczyło jeszcze mi.
Lecz niechby ktoś mi kroplę wyssał –
Z gardła wyszarpię – ja nie Chrystus!

Ja prosty człowiek – cóż mi skarga?
Kadzą mi albo palcem grożą.
Każdy swój krzyż przez życie targa
A jeszcze kamień mu dołożą.

Dźwignę, to dobrze, nie – to nie:
Drżyjcie gdy krew zaleje mnie!
 
OP
D

Deleted member 6341

Guest
Jorge Luis Borges
Chrystus na krzyżu.



Chrystus na krzyżu. Stopy tuż nad ziemią.
Trzy krzyże drewniane, jednako wysokie.
Chrystus to nie ten w środku, lecz trzeci.
Z czarna brodą zwieszoną nad piersią.
Ta twarz nie ma rysów znanych z rycin.
Jest ostra i żydowska. Nigdy nie widzianej
będę szukał niestrudzenie, aż do ostatniego
dnia moich kroków na ziemi.
Umęczony cierpi bez słowa.
Kaleczy go cierniowa korona.
Nie dosięgają go szyderstwa tłumu,
który patrzył już tyle razy, jak umiera.
On, albo ktoś inny. Cóż to za różnica.
Chrystus na krzyżu. Bezładnie
myśli o królestwie, co może nań czeka,
myśli o kobiecie, która nie była jego.
Nie dane jest mu poznać teologię,
niepojętą Trójcę, gnostyków,
katedry, brzytwę Ockhama,
purpurę, mitrę i liturgie,
nawrócenie mieczem Guthruma,
Inkwizycję, krew męczenników,
srogie krucjaty i Joannę d'Arc,
Watykan, który błogosławi armie.
Wie, że nie jest bogiem, lecz człowiekiem
konającym o zmierzchu. I nie to go nęka.
Nęka go ostre żelazo tych gwoździ.
Nie jest Rzymianinem. Ani Grekiem. Jęczy.
Pozostawił nam pełne blasku metafory
i doktrynę o przebaczeniu, które może
wymazać przeszłość (tę sentencję
zapisał pewien Irlandczyk w więzieniu).
Dusza pośpiesznie zbliża się do kresu.
Ściemniło się nieco. Właśnie skonał.
Mucha łazi po spokojnym już ciele.
I cóż przyjdzie mi z tego, że ów człowiek
tyle wycierpiał, gdy ja cierpię teraz?
 
OP
D

Deleted member 6431

Guest
' Wczesny ranek, jezioro spowite mgłą... niezmąconą taflę wody przecina łódka. Na łódce wieszcze: Adam Mickiewicz i Aleksander Puszkin recytują wymyślone na poczekaniu fraszki. Wtem ich oczom ukazuje się druga łódka, w której siedzą dwie przepiękne białogłowy. Puszkin widząc tę piękną scenę wypowiada te słowa:
- Cud nad cudami, dziw nad dziwami, łódka płynie choć jest z dwiema dziurami.
Na to wieszcz Adam:
- Hola, hola mości panie, są dwa kołki na zatkanie.'
 
Do góry Bottom