Poezja

P

Przemysław Pintal

Guest
Czy są jakieś wiersze które lubicie? A może piszecie? Ja sam dawno temu pisałem, w czasach szkolnych, niektóre rozdawałem, niektórym osobom podobały się. Koniec końców nie zachowały się.

Lubię wiersz Kowal Leopolda Staffa:
Całą bezkształtną masę kruszców drogocennych,
Które zaległy piersi mej głąb nieodgadłą,
Jak wulkan z swych otchłani wyrzucam bezdennych
I ciskam ją na twarde, stalowe kowadło.

Grzmotem młota w nią walę w radosnej otusze,
Bo wykonać mi trzeba dzieło wielkie, pilne,
Bo z tych kruszców dla siebie serce wykuć muszę,
Serce hartowne, mężne, serce dumne, silne.

Lecz gdy ulegniesz, serce, pod młota żelazem,
Gdy pękniesz, przeciw ciosom stali nieodporne:
W pył cię rozbiją pięści mej gromy potworne!

Bo lepiej giń, zmiażdżone cyklopowym razem,
Niżbyś żyć miało własną słabością przeklęte,
Rysą chorej niemocy skażone, pęknięte.
Nie znam go na pamięć. W sumie odkąd mam dostęp do internetu, wielu rzeczy nie muszę znać na pamięć :p. Nieraz o nim przypominam sobie, gdy muszę zrobić coś czego nie chcę, nienawidzę. Takie samowarunkowanie się. Gdzieś przeczytałem, że ten wiersz powstał pod wpływem filozofii Fryderyka Nietzsche.

W tym roku napisałem cztery wiersze - http://premislaus1988.deviantart.com/gallery/48080733/My-poetry-in-Polish

Nigdy nie jest tak, że siadam i piszę co popadnie. Zawsze chciałem być rzemieślnikiem i z tego żyć. Niestety muszę odczuwać jakieś napięcie, przepełnienie.

Lubię też wiersze autentycznego komunisty - Władysława Broniewskiego. Co ciekawe podczas wojny polsko-bolszewickiej walczył po stronie Polski i głęboko przeżył agresję bolszewii.
Dlaczego pukasz do okien
nocą, gdy zasnąć nie mogę?
Dlaczego ciężkim, powolnym krokiem
budzisz skrzypiącą podłogę?
A potem stajesz koło mnie,
a potem siadasz przy mnie -
oczy masz białe, ślepe i ogromne,
ręce masz zimne.
Pokazujesz mi plamę wilgotną,
ten ciemny ślad na koszuli,
i każesz mi ręką dotknąć,
i każesz do ust przytulić...
I znowu, i znowu, i znowu
stąpasz przez puste mieszkanie,
szalone, czerwone słowa
krwią wypisujesz na ścianie.
Ach, w oczach mi coraz ciemniej,
ach, coraz boleśniej w piersi -
odejdź, odejdź ode mnie,
nie pisz na ścianie tych wierszy!
Ja je znam, ja je dobrze pamiętam,
jak dziecię umarłe, pieszczę
wiersze okrutne, wiersze przeklęte,
słowa trumienne, złowieszcze.
Nie umiałeś ich zgubić, zapomnieć,
poszukać jaśniejszych, milszych -
a teraz nocą przychodzisz do mnie
i patrzysz na mnie, i milczysz...
A kiedy odejdziesz nad ranem,
oczy bezsenne będą bardzo boleć,
wtedy zobaczę zdjęty sznur od firanek
i otwartą brzytwę na stole.
Pidżama Porno zagrała i zaśpiewała to:

Nie chce mi się sprawdzać, ale to chyba jest o tajemniczej śmierci bolszewickiego poety Jesienina. Ja go interpretuje po swojemu, osobiście.

Lubię też wiersze Stachury, o czym pisałem tu - http://premislaus1988.deviantart.com/journal/Serce-kozy-474763065

BTW Broniewski jest chyba najbardziej znany z wiersza Bagnet na broń. Którego też zaśpiewano. Zabawne jest to, że zrobiła to chyba kapela grająca RAC (rock against communism):
 

Racibor

Well-Known Member
409
1 918
Staffa genialny jest debiutancki tom "Sny o potędze", z którego jest właśnie Kowal. Staff ostro jedzie tam nietzscheanizmem. Później niestety dopadło go ukąszenie chrześcijańskie i jego twórczość się popsuła. Interpretację wierszy z tego tomu powinna nagrać jakaś kapela metalowa, bo maja powera. http://literat.ug.edu.pl/~literat/staff/index.htm

Parę wierszy ze Snów o potędze można uznać za utwory o wolnościowym duchu:

BOGOWIE ZMARLI
Moc zbudziła w nim butę i dumny gniew wraży,
Iż nie ścierpiał nad sobą dłoni bóstw ciemięskiej.
Wchodzi w świątynię, w sile swej potęgi męskiej,
By tych, co nad nim władną, postrącać z ołtarzy.

Czul swą wielkość i wiedział, że sam sobie starczy
Być bogiem światowładnym, bo moc w duszy chował.
I posągi potrzaskał, obalił na pował -
Nie padł grom z twarzy bóstwa skamieniałej, starczej.

Bogi zmarły... Powraca ku drzwiom świętokradca
I lęk go zdjął, że kiedy otworzy wierzeje,
Ujrzy świat przerażony... bo tam skonał Władca!

Przestwór w rozpacznym szale zgrozy skamienieje!...
Rozchyla drzwi... otwiera oczy trwogą mętne...
Patrzy: Wszystko, jak było... zimne... obojętne...
JA - WYŚNIONY

Wyolbrzymiałem w bezmiar! Moc pierś mi przenika!
Stopy wsparłem o ziemię, co wobec mnie małą,
Drobną się zdaje kulą. Ogromne me ciało
Równowagę wciąż chwyta gibkim ruchem żbika.

Stoję wielki, olbrzymi, nagi, cyklopowy,
Jak posąg na cokole... W krąg mnie światy gonią...
Zagarniam złote gwiazdy, jak motyle, dłonią...
Jak wino, szał się we mnie pieni dionizowy!

Sprawia mi radość przeciw wytyczonym drogom
Ciskać światy na przekór starczym, dawnym bogom!

Zuchwały śmiech mój szumi jak potok spieniony!
Stopy me toną w kwiatach ziemi. Na skroń bladą
Gwiazdy calunki tajni zwierzonych mi kładą...
Jestem wielki - bóg pjanym weselem szalony!
POCZUCIE PEŁNI

Wszystko, co we mnie trwożne, poddańcze, pokorne,
Zgniotłem brutalną, dziką pięścią wielkoluda,
Bom ubóstwił potęgi szalejącej cuda,
Orkany rozkiełznane, butne i niesforne!

I rozdzwoniłem serce swe w rozgrane tętno,
Rozbujałem swą duszę niezłomną i hardą
W pieśń mocy wielką, prostą, surową i twardą,
W pieśń burzy i swobody zuchwałą, namiętną.

Znalazłem siebie w wichrów rozuzdaniu ślepem,
W ryku gromu, co wstrząsa oceanów łożem,
W błyskawicy, co pomrocz rozdziera północną!

Teraz jestem bezbrzeżnym, wolnym, dzikim stepem!
Teraz jestem huczącym, rozpętanym morzem
I burzą gwiezdnych wirów potężną, wszechmocną!
Staff pisał też melancholijne wiersze, tu fajna interpretacja chyba najbardziej znanego:

Przerwę-Tetmajera za to lubię za mistrzowską melancholię, nastrój zrezygnowania, cierpienia, bezsensu, smutku. Kto jest melancholikiem może polubić jego wiersze. http://pl.wikisource.org/wiki/Autor:Kazimierz_Przerwa-Tetmajer

Parę wierszy o duchu wolnościowym:
Jeśli poczujesz, że inną twe skronie...

Jeśli poczujesz, że inną twe skronie
Myśl w sobie kryją, jak skroń tłumu kryje;
Jeśli poczujesz, że serce twe bije
Nie tak, jak serca biją w tłumów łonie:
Żyj sam ze sobą, zdaleka od ludzi,
Bo myśli twoich ogół nie zrozumie,
Bo twe uczucie szyderstwo w nim wzbudzi — —
Z tłumu ten musi być, kto chce żyć w tłumie.
Orzeł morski
W cuchnącej menażeryi, w niewielkiej drucianej
Klatce, na małym złomie bazaltowej skały,
Siedzi, odąwszy piersi, smutny, osępiały
Orzeł morski; tuż obok żółwie i pawiany.

Pokrwawionego kędyś w stepach go ujęto,
Gdy mu kula złamała skrzydło pod obłokiem;
Lata już całe bawi ludzi swym widokiem,
Patrząc w pół ciemne okno źrenicą przymkniętą.

Bezduszne i bezmyślne gapią się nań tłumy,
Gniewa je nieruchomość, obumarłość ptaka,
Potrącają go, klatkę próbują zdjąć z haka,
Ale niczem nie mogą wyrwać go z zadumy.

W ciasnem, dusznem więzieniu dumny ptak królewski
Lat dziesiątki już ginie w męczarniach powoli;
Za widok jego płacą, jego ból nie boli,
Więc ginie między druty zamknięty i deski.
A tam — szeroka, pusta niebiosów opona,
Jasny, wielki krąg słońca daleko, daleko...
Hen, w dole, chmur srebrzyste tumany się wleką
I płaszczyzna wód morskich, ciemna, nieskończona...

Tam — wysp zielone smugi i okrętów białe
Migoczące się ławy i bory olbrzymie;
Wulkany, grzmot w czerwonym ciskające dymie,
I śnieg, srebrzący szarą górskich wierchów skałę.

I cicho... Tylko w głuszy słychać gdzieś dalekiej
Gwiazd toczących się w bezdni grzmiące kołowroty,
Z hukiem śmiga i pęka gdzieś meteor złoty — —
Cicho... Tu gwarną falą nie suną się wieki...

Oto noc. Siadłszy kędyś na podniebnej skale,
Osrebrzony światłością księżyca, powoli
Olbrzymi ptak zasypia w światła aureoli,
W majestacie potęgi i królewskiej chwale.

Śni mu się jego straszna moc i lot zuchwały,
Śnią mu się łowy, walki, burze, oceany...
Cóż ci się tu śni, orle, w twej klatce drucianej?
I tu ci dano kawał bazaltowej skały!...
Kretynów ludzkich olbrzymie gromady
Z głupiem szyderstwem lub głupiem wzburzeniem,
Patrzą na ludzi, którzy w nowe szlaki
Idą, wiedzeni myślą lub natchnieniem.

»Tylko to może być dobre, co stare!«
Kretynów motłoch krzyczy lub mamrota —
A więc wskroś dobrą głupotą, kretyni,
Jest wasza, stara, jak sam świat, głupota.
Dobry klimat ma W mroku gwiazd Tadeusza Micińskiego. Mistycyzm, bluźnierstwo, szaleństwo. Inspirowało to Kostrzewskiego z Kata.
http://pl.wikisource.org/wiki/W_mroku_gwiazd

Fragment Korsarza:
Żywiołem moim huragany wód.
Lecz pomnę, żyłem nad brzegami rzeczki,
poiły wonią mnie drobne kwiateczki
i wierzb otaczał pieszczotliwy chłód.
Migały rybek szybujące strzałki,
jak pierś kobieca świecił piasek miałki —
woda szeptała: baw się ze mną, baw...
Wtem usłyszałem nademną w purpurze
orły lecące piersią przeciw chmurze,
jak przeciw Persom para greckich naw.
I szał mnie porwał — i miecz zardzewiony
rzuciłem w serce kochanki wyśnionej —
i biegłem w puszcze, choć słyszałem jęk.
A Bóg mnie przeklął. Ja przekląłem Boga.
Odtąd me serce nie zna, co jest trwoga
i mowy innej, nad fal ciemnych dźwięk.

Na skałach leżał okrętowy tram.
Topór do ręki. Wypłynąłem śmiało
słońcu naprzeciw, co jeszcze nie wstało.
Nademną orły dwa. Ja człowiek — sam.
Behemot nagrał interpretację Lucifera:
 
OP
P

Przemysław Pintal

Guest
Wierzę w jeden, wolny Rynek,
i Ojca Jego, Misesa
Stworzyciela złota i kruszcu,
wszystkich rzeczy namacalnych i opłacalnych.

I w jednego Rothbarda, Proroka Jego,
Filozofa Jedynego Prawdziwego,
który z Aksjomatu jest zrodzon przed wszystkimi etatystami.

Pieniądz z Pieniądza,
Ekwiwalent z Ekwiwalentu,
Dedukcja z rozumu ludzkiego.
Samoistnie cyrkulujący, a nie stworzony,
współistotny Własności,
a przez Niego wszystko się opłaciło.
On to dla nas kapitalistów i dla naszego wzbogacenia zstąpił z Aryi.
I za sprawą Dolara
przyjął standard złota i stał się instrumentem pochodnym.
Zaorany również za nas,
pod Kardachem-Ponichterem został zlekceważony i poniżony.
Lecz nigdy nie zemarł,
jak oznajmia Ludzkie Działanie.
I wstąpił do dziedziny A Priori, siedzi po lewicy Mistrza,
A po prawicy swego Rosenbauma.
I powtórnie przyjdzie w chwale, sądzić podług zdolności i wartości pracy,
a Zyskom Jego nie będzie końca.

Rozumuję w Mistrzu, Własności i Dolarze
który od Ojca (i Proroka) pochodzi,
który z Rozumem i z Dolarem wspólnie odbiera uwielbienie i chwałę,
który pisał do nas poprzez Proroka.

Koncypuję jeden, niepodważalny, uniwersalny i końca nie mający Aksjomat Powszechny
Wyznaję jedną szkołę, Austriacką, teorię Marginalistyczną, epistemologiczny Racjonalizm
I oczekuję Dnia Sznura, kiedy to obok gaci zawisną biurokraci.

Ave Übermensch.
http://nwn9.wordpress.com/2012/08/21/libertarianskie-credo/
 

Ronbill

Active Member
630
681
O, stare przekleństwo poetów,
którzy się skarżą, gdy mówić powinni,
co osądzają zawsze swe uczucie,
miast je oblekać w kształt, co wciąż mniemają,
że jest ich rzeczą i ich powinnością
smutek swój, radość swoją — w poemacie
opłakać albo sławić. Tak jak chorzy
gadają pełnym lamentu językiem,
aby opisać wszystko, co ich boli,
zamiast się twardo w same słowa zmieniać,
jak się kamieniarz, budownik katedry,
zawzięcie zmienia w obojętność głazu.

Rilke - "Requiem"

Ten wiersz powstał prawie 100 lat temu, ale ckliwie buce dalej się spuszczają emocjonalnie i nazywają to poezją....

A tak na marginesie to w poezji polskiej powstał w zasadzie jeden WIERSZ:

Uranio, siostro, sosno - tak ciebie nazywam
Bo palcem pnia swojego ukazujesz niebo
Wiatr co się w twojej czarnej grzywie zrywa
Zacicha dołem. Siostro, wzywam ciebie

Jak niegdyś wróżę w koronach z jemioły
Abyś wytrwała w progu mego domu
I strzegła kwiatu, owocu i pszczoły
I serc co tutaj gasną po kryjomu.

Uranio, muzo dnia ostatecznego
Bogini końca, bogini trwałości
Zniszczeń bogini i wszystkiego złego
Stójże na straży domu i nicości.

Weźmij mnie w swoje grzywy, ty szalona
Wyszarp mi ręce co już nie wyrosną
Pogrzeb mnie, ratuj, daj swoje korony,
Bym także był Uranią , nicością i sosną.

J.Iwaszkiewicz "Urania"

Reszta, z wyjątkiem Kochanowskiego i niektórych rzeczy Broniewskiego to trociny.
 
OP
D

Deleted member 4683

Guest
Lubie spowiedź Arona z Tytusa Andronikusa Szekspira. Jakbym był cynglem to nauczyłbym sie jej na pamięć i deklamował swoim ofiarom przed egzekucją jak ten czarnuch z Pulp Fiction.

Oto ona:


I nawet teraz dzień taki przeklinam ( chodź nie na wiele dni ma klątwa spadnie )

któregom jakąś śmiercią nie naznaczył albo zamachem

gwałtem lub myślą by gwałtu dokonać

niewinnych skargą czy krzywoprzysięstwem

strąceniem w przepaść

stodół podpaleniem - by je właściciel swymi gasił łzami



Często umarłych dobywałem z grobów

i u drzwi drogich stawiałem przyjaciół ( gdy już o stracie prawie zapomnieli )

a na ich skórze jak na drzewa korze

rzymskimi literami napis taki ryłem:

"chociaż ja umarłem rozpacz niechaj żyje " !
 

free-and-dead

wyzyskiwacz
36
16
Miciński dobry był. Jak by tak jakaś blackmetalowa wataha zrobiła z tym co należy to kupuję w ciemno.
Furia ma zajebiste teksty. Nie wiem czy to adaptacje czy twórczość własna, ale mnie tam się podoba.
Voidchanger nagrał chyba też adaptację wiersza ino nie pamiętam autora, w każdym razie:
 
OP
P

Przemysław Pintal

Guest
Przypominam, że cały czas piszę - http://premislaus1988.deviantart.com/ - niektóre rzeczy podobają się ludziom (w różnych miejscach sieci). Poezja, dwie nowele, wpisy w żurnalu. Teraz siedzę nad kolejnym wierszem, mam sporo notatek do noweli. Muszę zmodyfikować oryginalny plan, by zmieścić się w 25 tys. znaków i znaleźć w jakimś czerwcowym wydaniu Szortala. Ponoć, jak się spodoba, to będę obok znanych nazwisk z polskiej literatury. Warsztat mi się trochę poprawił i staram się zalecać do krytyki.

Lubię wiersz Trakla:

"Lato"

Georg Trakl

Pod wieczór milknie skarga
Kukułki w lesie.
Niżej pochyla się zboże,
Czerwony mak.

Czarna burza groźnie nadciąga
Ponad wzgórzem.
Stara piosnka świerszcza
Zamiera w polu.

Nawet nie drgnie listowie
Kasztana.
Na krętych schodach
Szeleści twoja suknia.

Cicho płonie świeca
W ciemnym pokoju;
Srebrzysta dłoń
Ją gasi.

Bezwietrzna, bezgwiezdna noc.
 
OP
P

Przemysław Pintal

Guest
Podoba mi się wiersz z tradycji sufickiej:

"XIV.

O gdybym morzem był przezroczystem -
Ty słońcem, które w niem się przegląda!
Gdybym na łące był źródłem czystem -
Ty kwiatem, co mej rosy pożąda!
Gdybym był róży majowej krzakiem -
Ty na nim różą ku mej ozdobie!
Gdybym był ziarnem słodkiem, ty ptakiem,
Który to ziarno z rozkoszą dziobie!
"

http://sufizm.republika.pl/wiersze1.html

Teraz siedzę nad czymś takim:

"Wczorajszy lazur nieba, staje się siny,
wraz ze wschodem.
Nadto w zmierzchu, czerń widnokręgu,
przepłoszyła gdzieś serdeczność wiosny,
jakiej promienie kładły się cieniem,
na moim licu.
A ten dyskretny tan na rosochach latorośli,
zdarzony zefirami, ustąpił szamoczącemu wietrzysku.
I tęsknię za pościelą, z jaką kochałem się,
tak namiętnie.
Bowiem chłodnawo,
odkąd zwleczono mnie z łóżka,
bym zszedł ku autu, na Mozół,
do kieratu!
Niestrasznie, niedbale mi."
 

MaxStirner

Well-Known Member
2 337
3 896
Lubię ogólnie poezje Szymborskiej. Jest prosta, nie ma nadymania się, nawet dzieciak zrozumie. Poza tym kojarzy mi się z jedną laską z czasów licealnych która mnie wciągnęła. Sentyment do wierszy (i trochę do dziewczyny) został. Czasem lubię sobie któryś przeczytać.
 

kalvatn

Well-Known Member
1 090
1 916
Przemysław Pintal
Muszę przyznać, że byłeś niezwykle płodny. jestem pod wrażeniem. Ja pisałem w celu osiągnięcia określonych korzyści. Co bardzo nieładnie to o mnie może świadczyć. Zestaw mojej poezji wręczyłem polonistce przed maturą w celu zrecenzowania ( a tak naprawdę aby mieć pewne względy na maturze ). Później pisałem dla kobiet z którymi chciałem się spotkać - zestaw: wiersz, kwiaty i własny sernik przesłany przez posłańca był zawsze skuteczny celem umówienia się. Oczywiście wszystko to miało odpowiednią oprawę jak elegancka koperta z liścikiem na którym wydrukowany był wiersz i pudełeczko na ciasto a i kwiaty nie były pojedyncze.
 
OP
P

Przemysław Pintal

Guest
@kalvatn

Ja sporo pisze różnym dziewczynom z neta. Nawet @Troglodytka dostała ode mnie.

Staram się pracować nad warsztatem i często stosuję się do krytyki, ostatnio stawiam na mniej przekombinowane językowo i gramatycznie (nadrobiłem sporo braków w znajomości). Wydaje mi się, że im mniej ktoś siedzi w poezji, to bardziej mu się podoba to co piszę. Cały czas gromadzę notatki do noweli. Dzisiaj zacząłem do drugiej. Napisałem ostatnio trochę tekstów za kasę.

"Niedobrze samemu jest iść, w cieple marca
by wrócić w nieogrzane mury i węgla dorzucić
z brzydką babą siedzieć, nadto bez
Jeszcze gorzej, gdy nie ma gdzie wyjść
z zawilgniętych ścian
Dobrze – kiedy mokrym przyjdzie się z pola
na wodę nastawi i z pęta urwie kiełbasy
czaju uwarzy

To błogo – udać się na skały gdzieś
coby na wapieniach spocząć, wraz z druhem
w zamyśleniu w dół, z ostańca spojrzeć
na światła domostw w dolinie
a przy piwie i papierosach
pośmiać się z miastowych klechd
I jak już Słońce czerwono zajdzie
wspomnieć te, przez które było źle
jakim się wtedy głupim było
Zaś do chałupy w pojedynkę zajść
byle na łóżko zlec, muzykę przy sobie mieć"

http://premislaus1988.deviantart.com/art/Dobrze-jest-520273288

W wierszach gramatykę miewam przypadkową, steruje jedynie tempem, ale ostatnio zacząłem pisać poprawnie, bo część komentatorów naciska. Co innego proza. Staram się skupić na przeżyciach wewnętrznych i opisywaniu radości z prostych rzeczy. Znikomość człowieka.

Ostatnio chodził mi wiersz o Waco (nawiązanie do Alamo), ale nie mogłem nic wymyślić fajnego. Teraz jakoś była rocznica.

Chciałbym też napisać coś takiego:


Ale w klimatach libowo-arabskich.
 
Ostatnio edytowane przez moderatora:

kalvatn

Well-Known Member
1 090
1 916
Przemysław Pintal Nijak nie można porównać tego co ja pisałem ( wielu rzeczy już nawet nie mam, bo było to jeszcze wówczas kiedy nie było komputerów ) do Twojej twórczości.
Przykładowo:
Spotkanie z królewiczem”

Po śnieżnym białym dywanie,
mkną z rozpędem sanie
Sto rączych koni na przedzie
ich szlak podróży wiedzie.


Na saniach w kożuszek odziana
niezwykłej urody Dama
A wokół rozbrzmiewa piosenka
O włosów Jej ciemnych pasemkach


I oczach piękniejszych nad diament,
spoglądających w nieznane.
Spojrzeniu głębszym niż morze
Uśmiechu pełniejszym nad zorze
Usteczkach, które czerwienią
niejedne policzki rumienią.



Wiatr słowa piosenki niesie
Rozbrzmiewa jej echo po lesie
Dzwoneczki dzwonią,
a sanie gonią
Naprzód w pośpiechu przed siebie,
jakby mknęły po niebie.


Wnet konie stają, spłoszone
Przed nimi wyłania się goniec
A za nim z pędem szalonym
Poczet rycerzy korony.


Orszak królewski nadciąga
Błyszczą miecze rycerzy
i kusze srebrzyste szermierzy
Prawdziwa to przestroga
mieć w nich swojego wroga.


Za nimi nieco w oddali,
zakuty w złocistej stali
Królewicz dumnie kroczy
Cóż widzą jego oczy?
I jakież to pragnienie
w królewskim sercu drzemie?


Znalazłszy się przy saniach
przedstawia się i kłania
Szepcząc wyznaje skrycie,
że kocha Ją nad życie,


że przybył już pół świata,
że dni, miesiące, lata
Poświęcił na szukanie
By znaleźć swe kochanie


I niech już tak się stanie,
że będzie jego Panią!
Dama patrząc jak anioł
Gdy skończył w swej podzięce
Dotyka Go za ręce


Wnet łączą się dwie dusze
I płyną łzy od wzruszeń
Pragnienie ich zbliża ku sobie
A miłość wybucha jak ogień.



Po śnieżnym białym dywanie,
mkną z rozpędem sanie
Sto rączych koni na przedzie
ich szlak podróży wiedzie



Na saniach w zbroję odziany
Królewicz roześmiany
W jego ramionach Dama
Szczęśliwa, rozkochana.......”


To typowy wywoływacz dobrego nastroju u kobiety. Jak brunetka używasz- "ciemnych pasemkach", jak blondynka "jasnych pasemkach". Aby był odpowiedni efekt.

Pisałem też coś bardziej osobistego jak przykładowo:

Marzenie”

Spojrzeniem podsycasz żar mych pragnień, ja płonę
Wzrokiem muskając wypełniasz moje myśli, pełne Ciebie
Oddechem pieścisz mnie wiatrem letnim, wzbudzasz pożądanie
Dotykiem ust sprawiasz, że wzlatuję jak motyl cichutko
szeleszcząc skrzydełkami w tęczy kolorów złocistych, lecę wysoko we śnie
w którym jesteś mym porankiem dnia po upojnej nocy
Pragnę każdą cząstkę Twej duszy skraść tylko dla siebie, jak złodziej
posiąść dywan Twych włosów i nurzać się w nim niepomny czasu i przestrzeni
W oddali Twe palce puchem anielskim pełne dają mi zapomnienie a ja
jak w transie stapiam swój smutek jak wiosenny śnieg grzany słońcem Twych oczu,
mam wizje urocze i widzę nieba błękitne,
w których jak w lustrze Twój mieni się obraz, migocze uśmiechem twarzy,
ciepłem języka, który niespokojny szuka partnera do pieszczot nęcąc
zachętą spotkania, wyzwala dreszcze i wabi jak zapach kwiatu pszczółkę,
by Go dotknąć, pragnę jak szalony być w Tobie myślą i ciałem jednocząc
dni pełne marzeń w niekończącym się spełnieniu i otępiały z rozkoszy
umieram wraz z Tobą by narodzić się na nowo,
by być Twoim niewolnikiem pokornym, w każdym drgnieniu Twych powiek
odgadywać pragnienie, chłonąć cały ból dni Twych i nocy,
dać Ci rozkosz każdej chwili przyszłości odmieniać koleje,
zasypiać i budzić się w Tobie ufnej i spływającej strumieniem lepkiego nasienia,
mokrej od potu i żaru dwóch ciał, które plotą się w gąszczu uniesienia,
być w każdym Twoim miejscu i pieścić każdy skrawek ciała,
połykać to co płynie w Tobie gotując mą krew płomieniem czerwieni,
jak grad spadać i topnieć w Twoich ramionach i słyszeć muzykę
Twojego ciała wijącego się w pchnięciach miłosnych,
strzec Cię od nocy zapadającej w mroku złych myśli, być światłem
na dzień pochmurny, mostem nad cierpieniem i Twą niewolą,
nieśmiało kochać Cię za to, że jesteś................”

Niestety obecnie na skutek cynizmu, wygodnictwa, braku wiary ten świat i upływającego wieku utraciłem niejako tą świeżość młodzieńczą pozwalającą uczucia mną kierujące zamieniać w namiastkę ( w moim przypadku ) poezji.
 
OP
P

Przemysław Pintal

Guest
@kalvatn Ja mam trochę inne, "Gigolo" miało sporo lajków u mnie na FB, a jej zazdrosny ex dzownił do mnie z pogróżkami :).

"Gigolo

Dla ślicznej Moniki Jahnz.


Uderza mnie, że nie ma mnie w Tobie
a że zginę, zmurszeję w tych murach?
Bezdźwięcznie!
Bowiem w potrzasku znalazłem się
głośnym serca biciem
pełnym ziarna w jaźń trafień
że już nie krew, a jucha we mnie wrze
bom na wskroś od żaru we wzburzenie popadł
i wpiekłowzięty jestem
bo nie doczekam telefonu, ni gestu od Ciebie
już nawykłem, że niknę pośród spraw błahych
jak nie rozmawiam z Tobą, to nie jest mi lżej jakoś
bo z pragnień moich, wyjść precz nie umiesz!
Gdyby mi marcepan smakował
to nim określiłbym ten kolor
co wzniośle Ci na sukni wystaje
że językiem i zębami
targam go i drażnię
wargami smakuję!
I jasnej tej barwy wokół nie ujmę
bo dłoni mi nie starczy!

Ubierałbym Cię jak lalkę
i nylonami oblekał tak
że sklep – na pludry upust by mi dał!
Przekładał ze stołu na pralkę
i przed kurzem do pudełka nie chował
stale w dotyku miał
pyłki opuszkami trącał
by jednako ze wzroku, z ud, ze smaku
witryną jeszcze połyskiwało
źrenice rozkwitało, a oddech rozchylało
na piękny widok tego!

Bym przyjechał potrzebuję i ja
ale nie umiem sobie Ciebie dać...
Żebym kiedy zabił to wszystko wokół?
Nie kochałabyś mnie wtedy!
Mężczyzna zbyt lekki do życia być nie może!
Ja u każdej wciąż we wspaniałościach tonę
i już nigdy chyba, z kimś we dwoje będę..."

http://premislaus1988.deviantart.com/art/Gigolo-515842527

Trochę mam tego. Tu najnowsze - http://premislaus1988.deviantart.com/art/Melodia-Moniki-528038713

To typowy wywoływacz dobrego nastroju u kobiety. Jak brunetka używasz- "ciemnych pasemkach", jak blondynka "jasnych pasemkach". Aby był odpowiedni efekt.
Ja lubię podkreślić przymiot na który inni zwracają mniejszą uwagę. Na przykład jak dziewczyna ma przejebane oczy, to o ustach, czy coś w ten deseń.
 
OP
P

Przemysław Pintal

Guest
@Przemysław Pintal
Masz jakiś dołujący wiersz o śmierci/przemijaniu w swoim dorobku? Apokalipsa/zagłada/wojna/głód/cierpienie/zaraza - takie motywy?
Zerknę raz jeszcze na obrazek z Tobą
nim w starodrzewiu kniei minionej
pędy ostatnie ze świata sworznia mego opadną
piętrząc się gęstwiną u karpy

Nie jest to Dąb dostojny, ani Jesion dworny
ale głóg niegłośny
Jest niepołożony wzniośle
na pryzmie z ziemi w kurhan usypanej
ręką żałobników w skargę strojnych
Lecz postrzega siebie – w milczeniu
pogardliwie w utajeniu zagrzebanego
pod trawami burzanu
Nie odwiedzisz mnie – naftaliną tęchnie
Ale i mnie na wiosnę bukiet przysługuje
z ostu i łopianu
http://premislaus1988.deviantart.com/art/Starodrzew-487153186

Widnieję zgaszony, rozpromieniony żałością
Popatruję na ekran, na ścianę – wielokroć
otępiale
I plątam się z papierosem po kuchni
Jeden za drugim znikają z papierośnicy
jak słodycze na przyjęciu dla dzieci
http://premislaus1988.deviantart.com/art/Zgaszony-480720982

Wytraciwszy pęd nie rozbiję się o skały
tylko pozostanę na łachach targany wiatrami.
Zapadnę się w pełnej furii toni
bo mną gniewnie trzęsą przyboje
żem tak sam wyprawił się na morze
uprzednio nie zadbawszy pewnie o siebie
w obliczu trudów wojaży!
Lecz jak, kiedy każdy trwa podług własnych czynów
i dopiero w trakcie rejsu posmakuje ten kawałek chleba?

Moje nielekkie były – temu grzęznę pod ich naporem
że skroń ledwie wychylę ponad bałwany!
Po falach z ratunkiem nie przybiegniesz do mnie
dziewczyno ze snów
bom nie u Grina w książce.
Przeciwnie!
Sęp to czy orzeł zjawił się na kamiennej stercie
niby morskiej przykosie
co szponami w kark mnie żga, kiedy dziobem w bok kole?
Nie rozpoznaję w tej pianie
bowiem w oczach mi słono
wszak pływy nie niosą słodyczy.

Jakże wyrwać się im?
Inaczej wszystko wokół zniszczeje
kiedy woda dławi, a bestia szarpie.
Wnet pod stopami czuję – spokój oceanu.
Czym głębiej, tym ciszej
a tylko tafla burzy się i sroży.
Wyszamoczę się!
Tylko w sercu urosnę.
Ale runę jak pchnięty nożem
tylko na moment ubarwię odmęty
nie pięknym karmazynem
zaledwie wstydliwym różem
bo limit swój już znam!
http://premislaus1988.deviantart.com/art/Pod-naporem-517388545

Nie zasnąć nie mogę
dzień nowy, za chwilę
Bezdźwięcznie i oddzielnie
snowi, niedobre!

Wstrętne ulice
chwiejni ludzie
gówno wystaje

Na złość ołowianemu niebu
pstrokate tablice!
Jaskrawe domy, dokuczają
w pędzie za jutrem
http://premislaus1988.deviantart.com/art/Roztopy-513324673 - napisane jako tekst piosenki zimnofalowej. Coś w tym stylu.

Nie dzisiaj, ni jutro twarz swą kwieciem zamaisz
I nie różą policzki przybierzesz
Policzek!
Bo ja się troję
Zatrapisz się bo nigdy nie będzie tak jak chcesz
I ust ci nie musnę
Zgrzebne!
I zębami kolczyka nie zdejmę
Wieczna dziewczynka
Na głowie istna koafiura
Naburmuszona, bez halki, żona sąsiada ma, nie ma
a trawa jest niezielona
http://premislaus1988.deviantart.com/art/Wieczna-dziewczynka-511400849 - Ilustracja.

Byłem dla Ciebie dobry jak papieros z rana
ale nie rosnę już chabrami
Niekochana
Rozłogami chciałem był wzejść
że to zrobię i z tym się spotkam
to przeczytam, a w to zagram
Ale jakoś witamin mi brak
skoro odstawiłem Ciebie
http://premislaus1988.deviantart.com/art/Chabry-510914434

Śmierć twoja ledwie zabawką w mych rękach będzie
nie starczy mi błysku noża i czaszki mknącej w posadzkę
Aż do ostatniej komórki ciała i schyłku mej myśli
trwam jeszcze przy życiu dzięki nienawiści
Nie umiem już kochać kogokolwiek
żyć czymkolwiek
poświęcić się komukolwiek
Całość tego co miało dla mnie znaczenie
przepadła

Wlokę żywot swój wizją męki Syzyfa
związana z krzesłem za pomocą druta
cierpisz od sznura którego zaciskam i luzuję na przemian
aż po kres wszystkiego

Serce moje radością eksploduje
gdy w klątwie wymawiam twe imię
Choćbym siebie miał złożyć w ofierze
dokonam tego, bo tylko w tym odnajduję pociechę
że w prośbie wznoszę ręce ku piekłu

Nadwyrężam swe mięśnie w boleściach
i padnę rażony bo nicość
jak wypełni się wola moja
http://premislaus1988.deviantart.com/art/Modlitwa-488033037 - a to było pisane w gniewie, ale dostało sporo lajków na FB, choć brzmi "niezbyt".

Do twarzy mi z cygaretą na wardze
kiedy siedzę w kafeju
lecz mi powieka pląsa ruchem migawki
Presto!
w takt piersi, co się w tany rwie
jak przez kier smokta się i cedzi
Vivo!
cierpki napar z owoców kawowca
i nie od lęku przed tańcem
Feroce!
ręka samochcąc dygocze do rytmu
a bęben wplata w utwór
dokuczliwe dla uszu i trzewi partie
które przeszywają mnie drażniąco
Molto!
zaś w zdobnej popielniczce z ceramiki
niby donicy
ćmi się papierosa ogarek
Delicato!
po miłości i do rauszu
każda elegancka pani
to dęcie doradzi,
tylko zdrowie swoje wyduszę
nastrojem baletów w kuchni
zakasłam nareszcie, kojąc nerwy w przerwie
Crescendo!
przez życia tempo
ale temu, w kieszeni
na remedium tej suchoty
mam znów parę złotych
Lamentoso!
http://premislaus1988.deviantart.com/art/W-kafeju-517700000

http://premislaus1988.deviantart.com/art/Jak-Stachura-jak-Jesienin-483812787 - a tu mój list pożegnalny.
http://premislaus1988.deviantart.com/art/Ukontentowany-Pasolini-Mi-Contenti-translation-486882553 - tłumaczenie piosenki Pasoliniego, w omawianym klimacie.
http://premislaus1988.deviantart.com/art/Wolfsheim-This-Time-Translation-to-Polish-476049185 - Wolfsheim, tłumaczenie.

Zdecydowanie lubię Herberta i Kaczmarskiego, tak zwyczajnie lubię czytać/słuchać. Zdarza mi się też pisać, hobbystycznie, daje mi to zwyczajną frajdę, część nawet trafiła na dA. -> http://draconiveyoart.deviantart.com/
Zaglądam czasem.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 452
19 738
Trochę klasyki...


Święty poemat

Naprzódeś winien czcić bogów , jak prawo nam to nakazuje.
Szanuj przysięgę , a także przesławnych czcij bohaterów.
Również bogom podziemnym oddawaj cześć należytą.
Czcij rodziców , a szanuj członków najbliższej rodziny.
Z innych licz tylko najlepszych do grona swoich przyjaciół .

Słowa dobrego posłuchaj i dobroć umiej cenić.
Przebacz, jeśli przyjaciel drobnostką ci jakąś uchybi;
Zaś póki możesz, a może wiele, kto musi; pamiętaj
o tym, a ucz się zawczasu poskramiać żądze doczesne.
Z głodu więc nic sobie nie rób i umiej wstawać, gdy zechcesz;
Gniew poskramiaj, a nie grzesz ani gdy jesteś z drugimi,
Ani gdyś sam; w samym sobie sędziego miej swoich czynów.

Bądź sprawiedliwy i w czynach, i w słowach, a głupstwa unikaj,
w każdej sprawie, bo w każdej najgorsze bezmyślne nawyczki
licz się z tym, że śmierć czeka i ciebie, i wszystkich zarówno.
Rób pieniądze z ochotą i chętnie wydaj je znowu.
A że los tak rządzi, że każdy ma coś do ścierpienia,
więc nie narzekaj na losy; znoś co ci znosić wypadło.
W biedzie się człowiek ratuje, jak umie; lecz tak sobie pomyśl:
Los niezbyt hojnie zazwyczaj obdarza dzielnego człowieka.

Kiedy w rozmowie usłyszysz , jak byle co ludzie mówią
ziarno i plewy mieszając, nie zrywaj się i nie uciekaj,
choćby ci włosy na głowie stawały, a nawet kłamstwo ,
jeślibyś jakie usłyszał, łagodnie je znoś, byłeś tylko,
sam się nigdy ni słowem, ni czynem nakłonić nie dał do tego,
co sam za złe uważasz i w słowach, i w czynach człowieka.
Pomyśl, zanim coś zrobisz, abyś głupstwa nie strzelił.
Wstyd i hańba to przecież, czy mówić, czy działać bezmyślnie.
Tak więc zawsze postępuj, ażebyś później nie cierpiał.
Lepiej się nie bierz do rzeczy, na której się nie znasz porządnie;
Naprzód się ucz, czego trzeba, a będziesz miał życie spokojne.
Zdrowie ciała rzecz ważna, dbaj o nie jak się należy:
Miernie używaj jedzenia, napoju i ćwiczeń cielesnych;
Jeśli miarę przebierzesz, choroba cię czeka niechybnie.

Czyste zjadaj potrawy; unikaj potraw wymyślnych.
Strzeż się ludzkiej zazdrości; zbyt łatwo się na nią narazić.
Zbytków unikaj niewczesnych, to zostaw ludziom bez smaku.
Nie bądź też liczykrupą - wszak miara we wszystkim najlepsza.
Tak postępuj, byś szkody nie poniósł, a kroki obliczaj.

Sen twoich powiek niech nigdy nie klei, nim zważysz u siebie
Każdy krok minionego dnia, zanim powiesz sam sobie,
Com zrobił złego, com zdziałał, a jaką zaniedbał powinność
Od pierwszego zaczynaj punktu, kolejno przechodząc
Dalsze i jeśliś co złego popełnił , to żałuj a ciesz się,
Jeśliś żył jak należy. W tej pracy się ćwicz pokochaj
Trudy łamania się z sobą - to droga do boskiej dzielności.

Tak nam dopomóż ten, co źródło wiecznej natury
Duszy naszej odsłonił; ono Czwórką Święta się zowie
Dalej więc, do roboty, a wezwij bogów na pomoc

Trzymaj się tego co czytasz a poznasz nieba tajemne
Szlaki i ziemskie wiązania wszech rzeczy dla innych zakryte.
Poznasz, o ile się godzi, Przyrodę, wszędzie tę samą.
Wtedy nie będziesz wybiegał nadzieją za kresy dostępne na ziemi.

Oczy otwarte mieć będziesz na wszystko; zobaczysz jak nędze doczesne
Człowiek sam ściąga na siebie i cierpi, choć dobro tak blisko.
Przecież tylko wybrany je dojrzy i pojmie, dosłyszy.
Tylko wybrany wyjść zdoła z błędnego cierpień koliska.

Taki już los nami włada, a my, jak zwoje okrągłe,
W tę to w tamtą toczymy się stronę ból w sobie wlokąc niezmierny;
Gorzka rozterka w nas mieszka wrodzona i ta nam przejada
Dusze; tę z siebie wyrwać potrzeba i przed nią uciekać.
Zeusie Ojcze, zaprawdę, zbawił byś nas ode złego,
Gdybyś każdemu pokazał, jakiego ducha ma w sobie.
Bądź dobrej myśli, człowiecze; wszak boska w tobie krew płynie !
Święta Przyroda cię uczy, odsłania ci tajnie wszech rzeczy.
Zbliż się do Niej choć trochę a wtedy, mym radom posłuszny,
Ciałem zdołasz owładnąć, duch zdrowy cierpień pozbędzie.

Wstrzymaj się tylko od złego pokarmu, o którym słyszałeś
Rozważ, czym dusze oczyszczasz i czym ją z więzów wyzwalasz.
Wszystko rozumem oceniaj; niech rozum ci będzie woźnicą.

A kiedy ciało porzucisz i w wolne się wzniesiesz przestworza,
Ziemię opuścisz na wieki, śmierć zdepczesz, bogiem się staniesz.


("Święty poemat" zaczerpnięty z "Historii filozofii starożytnej" Giovanni Reale tom IV Wyd. KUL , Lublin 1999 str. 417-419 w tłumaczeniu J.Gajda )

Kiedyś było mądrzej...
 
Do góry Bottom