Libertarianizm a propertarianizm

Mad.lock

barbarzyńsko-pogański stratego-decentralizm
5 148
4 785
Tyle że zgodnie z libertarianizmem podczas konfliktu tylko jedna strona ma rację. Być może, czasem zostanie błędnie rozsądzone która.
Twierdząc tak stawiasz się w pozycji ostatecznego znawcy libertarianizmu, który dodatkowo potrafi czytać ludziom w mózgu i ma dokładne tabele z dopuszczalnym hałasem i fotonami w zależności od każdych warunków. Albo uprawiasz marketing i wszystko co się może potencjalnym libertarianom nie spodobać nazywasz herezją.

A skoro w każdym momencie każde działanie jest zgodne z ip (a może tak jednak nie jest?), to ip nie proponuje niczego.
Nie wiem co proponują inni forumowi teoretycy IP, ale ja mam propozycję: zmieńmy proporcje między klasą właścicieli, a klasą niewolników. Niech dzisiejsi niewolnicy zjednoczą się i staną się właścicielami przez obalenie klasy rządzącej. Akurat tak się składa, że jestem w klasie niewolniczej, więc to popieram. Tak, chodzi tylko o własność i egoizm, a środkiem jest siła, żadnych odgórnych aksjomatów.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 938
22 338
Att, zdecyduj się, gdzie chcesz rozmawiać. Tu czy na liberalis.pl? Bo mnie się nie chce śledzić dwóch wątków w dwóch różnych miejscach.

Oczywiście, jednak społeczeństwa, w którym zwyciężą nieszanujący własności pieniacze, nie nazwiemy już libertariańskim. Natomiast ip-tariańskim owszem (w tym sensie będzie ono ip-tariańskie, że zostanie osiągnięte za pomocą dozwolonych w ip środków).
A to będzie oznaczać, że najwidoczniej potrzeba pieniaczenia była w danej społeczności najsilniejsza i została w ten sposób zaspokojona.

Biorę. Sam napisałem "Jest oczywiste, że do takich sytuacji dochodzić nie będzie, bo wszystko jakoś się unormuje." Tyle że libertarianizm jest próbą odpowiedzi na pytanie jak?, a ip nie.
Bzdura. Indywidualistyczny propertarianizm też odpowiada na to pytanie: "Każdym możliwym sposobem, jaki przyjdzie ludziom do głowy. W jednym miejscu takim, w drugim, zupełnie innym."
 

freelancer

Dobrowolnościowiec
163
167
@Tandor
Miałem dokładnie takie przemyślenia nt. libertarianizmu. Jedyne czego brakuje w obecnej sytuacji to prawa do secesji (i jej uznania) dla każdego. Tylko kompletnie nie mam pomysłu jak to wprowadzić, siłą? Głównym problemem wielu ideologii (w tym libertarianizmu) jest zakładanie, że da się zmienić mentalność wszystkich ludzi (nie tylko owiec). Takie przymusowe uszczęśliwianie jest w zasadzie niemożliwe. Dla wielu aksjomaty będą postrzegane podobnie jak komunistyczny egalitaryzm, jako obce zasady. Trzeba zaakceptować to, że w wielu szaraczkach i nie tylko siedzi głęboko zakorzeniony zamordyzm, bez którego nie potrafią żyć i najmniej bolesnym rozwiązaniem będzie pozwolenie im żyć według własnych przekonań, możliwie daleko ode mnie. W sumie zacząłem się zastanawiać czy taka panarchia nadal jest libertarianizmem. Wychodzi na to, że człowiek jest wolny tylko i wyłącznie wtedy, gdy znajduje się pośród ludzi, którzy go rozumieją i podzielają jego poglądy (coś jak plemię).

Secesja prawem, nie towarem!
 

alfacentauri

Well-Known Member
1 148
1 955
Propertarianizm czy terytorializm?
Opowiadam się za tym, by każdy miał prawo bronić swój teren przed intruzami prubującymi wtargnąć na niego, opowiadam się za tym, by każdy wpuszczając kogoś na swój teren miał prawo wymagać podporządkowania ze strony tych , których zaprasza do siebie. Ale daleki jestem od hc propertarianizmu. Bo hc propertarianizm ma niewiele współnego z własnością. Jeżeli ktoś do mnie przyjeżdża na motorze i zostawia go w moim ogrodzie to ten motor nadal jest własnością gościa. Jeśli wcześniej się na to nie umówiłem, to nie mogę rościć sobie prawa do tego motoru, bo ja jestem właścicielem ogrodu w którym stoi motor, gość też w nim jest, a ja jestem władcą absolutnym i ustanawiam dowolne prawa. Co to za ideologia własnościowa, w której zaproszony gość po przekroczeniu granic mojej posesji przestaje być właścicielem samego siebie i swego motoru? Jeżeli mam już dosyć tego gościa (albo on mnie) to możemy oddzielić swoją własność. A nie da się tego zrobić tak bym to ja wyciągnął swój teren spod motoru i nóg mego gościa. Jedynym rozwiązaniem jest to, że gość opuszcza moją posiadłość wraz z motorem. Niektórzy "z żelazną logiką" wyciągają z oddzielenia własnośći w ten sposób wniosek, że własność ziemi jest ważniejsza od własnośći rzeczy ruchomych czy ludzi i przez to nadają kolejne przywileje z nią związane a to jest droga do hc propertarianizmu, którą ja nie kroczę. Uważam, że gdy kogoś zapraszam do siebie to powinienem mieć prawo wpuścić go pod dowolnie wybranym przeze mnie warunkiem. Jak go ten ktoś nie chce spełnić to nie musi do mnie przecież wchodzić. ( I dotyczy to własności wogóle a nie tylko własności ziemi. Jak komuś pożyczam samochód to też powinienem mieć prawo stawiać warunki, które ktoś przyjmie albo nie.)
Gdy już kogoś wpuściłem (i ewentualna umowa tego nie zastrzegła) to oczywiście powinienem mieć prawo do renegocjowania warunków. Jak się nie dogadamy to gość mnie po prostu opuszcza, a nie rozwalam jego motoru, jego samego czy nie biorę go w niewolę. Nie mogę niszczyć cudzej własności, więzić kogoś na swoim terenie czy zabijać tylko dlatego, że ten teren jest mój. To nie jest ideologia własnościowa to jest prymitywny terytorializm!!! A dla niepoznaki nazywa się on hc propertarianizmem lub już teraz krócej propertarianizmem i tym samym sugeruje, że ktoś kto jest przeciwko niemu jest przeciwko własności, a tymczasem może być odwrotnie.


O prostocie w teorii i w praktyce.
Dla rozluźnienia na początek mały offtop.
Dlaczego we wszystkich współczesnych podręcznikach do matematyki we wzorach występuje promień R a nie średnica D ? Dla czystej prostoty. Ponieważ jak zdefiniujemy okręg jako zbiór punktów równooddalonych od pewnego punktu i tę odległość nazwiemy promieniem to po co wprowadzać dodatkowo średnicę, skoro już w definicji mamy promień. Bo czymże jest ta średnica? Najdłuższą cięciwą o długości dwa razy większej od promienia? Posługiwanie się średnicą D byłoby zbytecznym rozbudowywaniem teorii. Z promieniem R teoria jest prostsza.
Dlaczego w takim razie w podręcznikach technicznych ( dla zawodówek, techników czy politechnik) w takich wzorach występuje jednak średnica D ? Czy technicy znani ze swej praktyczności są w rzeczywistości tak głupi, że nie dostrzegają tej prostoty? Technicy lubią prostotę, ale w praktyce, a nie w teorii. Jak masz kołek, bierzesz suwmiarkę to mierzysz średnicę D, a nie promień R. Gdyby posługiwali się wzorami z promieniem R to musieliby wykonywać w obliczeniach dodatkową operację dzielenia długości średnicy na dwa by otrzymać ten promień.
Jak widać prostota w teorii nie zawsze się przekłada na prostotę w praktyce.
Podobnie jest w omawianej kwestii.
Kiedyś w naszych dyskusjach, gdy oponowałem, że to nie jest dobry pomysł, by człowiek wchodząc na czyjś teren oddawał się tym samym właścicielowi tego terenu pod władzę absolutną, pewien propertarianin (nie ma go już na forum) stwierdził, że nie trzeba mieć obaw, bo tekie sprawy powinny regulować umowy pomiędzy właścicielem, a tym który go nawiedza.
I jak to ma wyglądać w praktyce? Za każdym razem gdy idę do sklepu, do banku, do restauracji, do znajomego w odwiedziny i w każdym innym przypadku gdy opuszczam swój teren mam zawierać umowę określającą to, że nic mi nie grozi? Czy jedynym pocieszeniem może być to, że zawieranie każdorazowo umów można zastąpić zawieraniem umów długoterminowych? To jest strasznie niepraktyczne! Jak widzę jakiś budynek z napisem sklep i otwartymi drzwiami to powinienem mieć prawo bez obaw wejść do niego. To jest prosta praktyka. Każdy to zrozumie, a że teoria to opisująca nie będzie tak prosta jak propertariańskie założenia, to nie jest dla mnie problem. Przynajmniej może trud poskładania tego do kupy przyciągnie intelektualistów, którzy zainteresują się myślą wolnościową.
 

Att

Manarchista
287
460
I jak to ma wyglądać w praktyce? Za każdym razem gdy idę do sklepu, do banku, do restauracji, do znajomego w odwiedziny i w każdym innym przypadku gdy opuszczam swój teren mam zawierać umowę określającą to, że nic mi nie grozi? Czy jedynym pocieszeniem może być to, że zawieranie każdorazowo umów można zastąpić zawieraniem umów długoterminowych? To jest strasznie niepraktyczne!
alfacentauri, chociaż sam nie jestem hc propertarianinem, to sądzę, że taka argumentacja nie ma zbyt wiele sensu. Tak samo mówią etatyści, pytając się, czy na wolnym rynku za każdym razem będę musiał zawierać ze sprzedawcą jabłek umowę, że jabłka te nie są robaczywe. W praktyce wcale tak nie będzie - sprzedawcom robaczywych jabłek może uda się nabrać kilku kupujących, ale chwilę potem wylecą z rynku i wszyscy stracą do nich zaufanie.
 
L

lebiediew

Guest
alfacentauri, chociaż sam nie jestem hc propertarianinem, to sądzę, że taka argumentacja nie ma zbyt wiele sensu. Tak samo mówią etatyści, pytając się, czy na wolnym rynku za każdym razem będę musiał zawierać ze sprzedawcą jabłek umowę, że jabłka te nie są robaczywe. W praktyce wcale tak nie będzie - sprzedawcom robaczywych jabłek może uda się nabrać kilku kupujących, ale chwilę potem wylecą z rynku i wszyscy stracą do nich zaufanie.

Odnoszę wrażenie, że wielu z Was nie rozumie, że w akapie nie byłoby można ludziom sprzedawać oszukanych, fałszywych, zepsutych produktów. Wręcz przeciwnie, jeśli chciałbyś komuś sprzedać robaczywe jabłka, musiałbyś wyraźnie zastrzec to w nazwie produktu, że sprzedajesz jabłka nienadające się do spożycia. Jeśli ktoś sprzedaje Ci na wolnym rynku jabłko, domyślnie uznajemy, że sprzedaje Ci zdrowe, niezgniłe w środku jabłko. Jeśli jabłko jest zgniłe, masz prawo domagać się zwrotu pieniędzy lub nowego jabłka.
 

friter

Active Member
213
46
Att, ale osoba, która wybiera się na działkę kogoś innego, chce mieć większą gwarancję, że nie zostanie bezkarnie zarżnięta, niż to, że inni ludzie nie będą już odwiedzać zarzynającego. Tutaj trzeba zdrowego rozsądku i uznania, że niektóre rzeczy nie wymagają umowy, a są oczywiste w domyśle. Jak np. to że będąc zaproszonym przez kogoś, mam pełne prawo spodziewać się, że jeżeli po przekroczeniu granicy działki ta osoba mnie zastrzeli, to będzie winna morderstwa. Albo nawet jeżeli nie zostałem zaproszony, ale w żaden sposób nie zaszkodziłem właścicielowi działki, i okoliczności wskazują na to, że nie miałem takiego zamiaru. Od rozstrzygania takich rzeczy jest rzecz jasna proces (jeżeli strony same nie dojdą do porozumienia w mniej formalny sposób).

Nawet w przypadku robaczywych jabłek upierałbym się, że sprzedawca dokonał na mnie oszustwa i należy mi się zadośćuczynienie.
 

Att

Manarchista
287
460
OK, skoro byście uznali to za oszustwo, to może lepszy jest inny przykład - zawierasz z kimś umowę o pracę, a potem się okazuje, że w biurze, w którym pracujesz jest zimno. I w tym miejscu etatysta/serwista może krzyczeć o jakichś prawach pracownika, które nie będą przestrzegane w akapie, i pytać kpiąco "i co? zawsze będziesz musiał zawierać umowę, w której będą zawarte dokładnie wszystkie warunki, w których będziesz pracował?"
 

friter

Active Member
213
46
To, czy to jest oszustwo czy czy nie, zależy już od tego, co w danej społeczności jest oczywiste, a co nie. Rynek prawa znajdzie rozwiązanie optymalne.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 938
22 338
Opowiadam się za tym, by każdymiał prawo bronić swój teren przed intruzami prubującymi wtargnąć na niego, opowiadam się za tym, by każdy wpuszczając kogoś na swój teren miał prawo wymagać podporządkowania ze strony tych , których zaprasza do siebie. Ale daleki jestem od hc propertarianizmu. Bo hc propertarianizm ma niewiele współnego z własnością. Jeżeli ktoś do mnie przyjeżdża na motorze i zostawia go w moim ogrodzie to ten motor nadal jest własnością gościa. Jeśli wcześniej się na to nie umówiłem, to nie mogę rościć sobie prawa do tego motoru, bo ja jestem właścicielem ogrodu w którym stoi motor, gość też w nim jest, a ja jestem władcą absolutnym i ustanawiam dowolne prawa.
Sęk w tym, że jeśli się umówiłeś, to takie prawa możesz sobie rościć. Skoro opowiadasz się, by każdy wpuszczając kogoś na swój teren miał prawo wymagać podporządkowania ze strony tych, których zaprasza do siebie, to opowiadasz się, by także domorośli tyrani mieli takie prawo.

Uważam, że gdy kogoś zapraszam do siebie to powinienem mieć prawo wpuścić go pod dowolnie wybranym przeze mnie warunkiem. Jak go ten ktoś nie chce spełnić to nie musi do mnie przecież wchodzić. ( I dotyczy to własności wogóle a nie tylko własności ziemi. Jak komuś pożyczam samochód to też powinienem mieć prawo stawiać warunki, które ktoś przyjmie albo nie.)
No i domorosły tyran też powinien mieć prawo wpuścić go pod dowolnie wybranym przez siebie warunkiem. Jak komuś nie podoba się władza absolutna właściciela, to nie musi do niego przecież wchodzić. Przecież to jest absolutnie spójne z tym co piszesz...

Gdy już kogoś wpuściłem (i ewentualna umowa tego nie zastrzegła) to oczywiście powinienem mieć prawo do renegocjowania warunków. Jak się nie dogadamy to gość mnie po prostu opuszcza, a nie rozwalam jego motoru, jego samego czy nie biorę go w niewolę. Nie mogę niszczyć cudzej własności, więzić kogoś na swoim terenie czy zabijać tylko dlatego, że ten teren jest mój.
Jeśli to zastrzeżesz w warunkach wstępu - patrz wyżej, to jak najbardziej możesz.

To nie jest ideologia własnościowa to jest prymitywny terytorializm!!! A dla niepoznaki nazywa się on hc propertarianizmem lub już teraz krócej propertarianizmem i tym samym sugeruje, że ktoś kto jest przeciwko niemu jest przeciwko własności, a tymczasem może być odwrotnie.
Jak to ładnie powiedział David Friedman (5:22, pytanie na które odpowiada pada w 4:40), którego ostatnio na swego bloga wrzucał tosiabunio;

Anarchokapitalizm jest libertariański (wolnościowy) w sensie prognozy, ale nie z definicji.

alfacentauri, chociaż sam nie jestem hc propertarianinem, to sądzę, że taka argumentacja nie ma zbyt wiele sensu. Tak samo mówią etatyści, pytając się, czy na wolnym rynku za każdym razem będę musiał zawierać ze sprzedawcą jabłek umowę, że jabłka te nie są robaczywe. W praktyce wcale tak nie będzie - sprzedawcom robaczywych jabłek może uda się nabrać kilku kupujących, ale chwilę potem wylecą z rynku i wszyscy stracą do nich zaufanie.
Otóż to. I to jest właśnie ta prognoza...
 

Ślepy

neosarmata
75
41
"i co? zawsze będziesz musiał zawierać umowę, w której będą zawarte dokładnie wszystkie warunki, w których będziesz pracował?"

Pierwsze po pierwsze: Nie musiałbym, większość ludzi jest normalna. Większość nie gwałci i nie hoduje dzieci w piwnicach i nie przerabia ich na mielone (co nie znaczy, drodzy propertarianie, że nieliczni nienormalni powinni mieć do tego prawo) i zawiera ludzkie umowy z pracownikami, których nie wykorzystuje i nie oszukuje.
Jeżeli do etatysty by nie dotarło, przedstawiam drugie po pierwsze:
Nawet jeśli bym musiał, to w końcu wykształciłyby się wzory umów dostosowywane tylko do konkretnych sytuacji.
Trzecie po pierwsze: Więc żeby było łatwiej etatysta ma mi mówić czy wolno mi pracować w zimnie bez względu na to, czy tego chcę czy nie, a jeśli będę się sprzeciwiał to mnie zbije?
Czwarte po pierwsze: Wolność i odpowiedzialność, rokokowa kokotko:p Jak ktoś jest na tyle głupi żeby nie zadbać w umowie o warunki pracy to to tylko jego problem. Niech zdycha z zimna.
Piąte i najważniejsze po pierwsze: Tak Att, gość wyleci z rynku. :)
Po drugie, tu też, tak jak z jabłkami, można domniemywać, że jeżeli chcę pracować np. jako pracownik biurowy, to powinienem mieć zapewnione biuro umożliwiające pracę i ciepło, a nie że pracodawca posadzi mnie w lepiance na środku Syberii. Patrz pierwsze primo. Ponadto pracodawcom zazwyczaj zależy na wydajności pracowników, a zmarznięty pracownik nie pracuje tylko szczęka zębami. Wynika to z "po trzeciego", mianowicie: większość ludzi myśli, zwłaszcza o sobie, bez względu na to, czy libertariańska brać widzi w nich tylko durne owce. Oni w większości wydają się półkretynami, bo po prostu mają już tak sprane propagandą mózgi, ale to można zmienić. Ot, taka mała dygresja
 

Att

Manarchista
287
460
Jeśli to zastrzeżesz w warunkach wstępu - patrz wyżej, to jak najbardziej możesz.
Co to znaczy "możesz"? Leży to w zakresie twoich możliwości? Masz do tego prawo wynikające z doktryny/z prawa naturalnego? Czy jeżeli nie zastrzeżesz tego, to już nie możesz?

Do Ślepego: No właśnie o tym piszę. Pokazuję absurdalność takiego rozumowania.
 
L

lebiediew

Guest
OK, skoro byście uznali to za oszustwo, to może lepszy jest inny przykład - zawierasz z kimś umowę o pracę, a potem się okazuje, że w biurze, w którym pracujesz jest zimno. I w tym miejscu etatysta/serwista może krzyczeć o jakichś prawach pracownika, które nie będą przestrzegane w akapie, i pytać kpiąco "i co? zawsze będziesz musiał zawierać umowę, w której będą zawarte dokładnie wszystkie warunki, w których będziesz pracował?"

W każdej transakcji domyślnie zakłada się, że to, co nie jest sprecyzowane, odnosi się do zdroworozsądkowych zwyczajów panujących w danej społeczności. Jeśli pracodawca zobowiązał się np. dawać pracownikowi obiad w pracy, to nie może mu dać jednej frytki, albo dawać mu codziennie frytek, albo dawać mu czegoś, na co ten ktoś jest uczulony itp. Z drugiej strony pracownik nie ma prawa żądać homara, przegrzebek i dziczyzny. Podobnie w Twoim przypadku - pracodawca musi zagwarantować ogólnie uznawane w danej społeczności za normalne warunki pracy: nie może być mrozu, obezwładniającego smrodu, ogłuszającego hałasu itp. Rzeczy, które wykraczają poza zdroworozsądkowe zasady panujące w danej społeczności, muszą być wyraźnie zaznaczone w kontrakcie. Tu nie trzeba prawa pracy, wystarczy zwykłe prawo dotyczące kontraktów.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 938
22 338
Co to znaczy "możesz"? Leży to w zakresie twoich możliwości? Masz do tego prawo wynikające z doktryny/z prawa naturalnego? Czy jeżeli nie zastrzeżesz tego, to już nie możesz?
Masz do tego prawo wynikające z doktryny. Jeżeli tego nie zastrzeżesz, to sytuacja jest podobna jak z chodzeniem po mieście z bronią palną, czarnoprochową w III R.P. - niejasna. Opinia publiczna może uznać Cię za nieprzewidywalnego i odizolować, odcinając kontakt ze sobą, stosunki handlowe i dyplomatyczne. A że suwerenność to nie autarkia, możesz się na tym mocno przejechać.

Ja tam wolę uprzednio zastrzegać i ogłaszać wszem i wobec, czego od ludzi oczekuje u siebie, żeby potem (kolateralnego) płaczu i zgrzytania zębami nie było.
 

Ślepy

neosarmata
75
41
@lebiediew
Czyli jak zwykle można dojść do wniosku, że wystarczy prawo zwyczajowe, biegnące od przypadku do przypadku, zmieniające się razem ze społecznością, oparte na sumieniu, które jest IMHO lepsze od jakichkolwiek kodeksów i odgórnych praw zawsze przeradzających się w przemoc, panstwo, zło. W sodomorę i gołąnorę krótko mówiąc. Ite, missa est.
 

Att

Manarchista
287
460
Masz do tego prawo wynikające z doktryny. Jeżeli tego nie zastrzeżesz, to sytuacja jest podobna jak z chodzeniem po mieście z bronią palną, czarnoprochową w III R.P. - niejasna.
Niejasna? To znaczy, że nie wiadomo, czy mam do tego prawo wynikające z doktryny?
Opinia publiczna może uznać Cię za nieprzewidywalnego i odizolować, odcinając kontakt ze sobą, stosunki handlowe i dyplomatyczne.
A w poprzednim przypadku nie może? Jest jakakolwiek różnica?
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 938
22 338
To znaczy, że nie wiadomo, czy w ogóle uznajesz się za właściciela, skoro w żaden sposób nie demonstrujesz swojego władztwa nad ziemią, informując wszystkich o swej woli na niej panującej. A skoro nie informujesz, nawet tak ogólnikowym stwierdzeniem, że sądzisz nie według prawa, a swojej woli, bo nie masz tam żadnego spójnego prawa - nie dla wszystkich będzie to jasne. Domyślnie mogą oczywiście omijać taką niewiadomą działkę, ale wykluczyć spornych sytuacji się nie da.

Gdzie bowiem nie została początkowo zawarta żadna ugoda, tam żadne uprawnienie nie zostało przeniesione i każdy ma prawo do każdej rzeczy, i co za tym idzie, żadne działanie nie może być niesprawiedliwe. Lecz gdy zostanie zawarta ugoda, wówczas złamać ją jest rzeczą niesprawiedliwą. […]

Skoro nie stawiasz żadnych warunków kontraktu między sobą a wchodzącymi na Twoją ziemię, nie ma czego łamać, prawda?

A w poprzednim przypadku nie może? Jest jakakolwiek różnica?
Formalnie rzecz biorąc, nie masz obowiązku z nikim handlować, rozmawiać, puszczać na swoją drogę. Różnica jest taka jak między sprawiedliwością i poczuciem jej braku.
 

Att

Manarchista
287
460
Różnica jest taka jak między sprawiedliwością i poczuciem jej braku.
Kurde, wydaje mi się, że zadałem proste pytanie a otrzymałem jakąś wziętą z kosmosu poetycką metaforyczną odpowiedź.
Natomiast skoro, formalnie rzecz biorąc, inni mogą wobec mnie zrobić te same rzeczy w obu przypadkach to uważam, że to stwierdzenie:
Jeśli to zastrzeżesz w warunkach wstępu - patrz wyżej, to jak najbardziej możesz."
jest pozbawione sensu, bo przesłanka, z której korzystasz we wnioskowaniu, ma się nijak do wniosku. (od razu zastrzegam: do wniosku czyli do tego, czy możesz daną rzecz zrobić, a nie do ewentualnych prawdopodobnych konsekwencji działania opisanego w przesłance, ponieważ nie do nich odnosi się wniosek, tylko do prawa wynikającego z doktryny)
 
Do góry Bottom