Koronawirus czy wszyscy padniemy?

kr2y510

konfederata targowicki
12 372
21 811
Trochę off-topic ale jak już wyskoczyło to nie można zostawić bez odpowiedzi.
I ile z tych zamieszek doprowadziło do zmiany władzy?
Żadna.
Jednak one znacznie zmieniły postrzeganie rzeczywistości. W tamtym czasie, pod koniec stanu wojennego, milicja bała się ludzi. Gdyby wtedy z zewnątrz dostarczono broń, amunicję oraz wykaz osób i obiektów do rozwałki, to system mógłby zostać obalony i zaorany. Mało kto by go bronił. Niestety kurwy z CIA i FBI skutecznie pacyfikowały realną opozycję (np. Gan-Ganowicz został zatrudniony w RWE, po czym nie został dopuszczony do anteny). Siła złego na jednego.

I teraz pytanie dlaczego w latach 90-tych i latach "dwutysięcznych" nie dochodziło do masowych zamieszek w całym kraju?
Za PRLu warto było walczyć, bo sytuacja obywatela była o wiele gorsza.
Odpowiem cytatem z kawałka zespołu KAT "Bastard" bo widzę, że nie macie pojęcia o motywacjach do walki:
Czułem powołanie w życiu swym na księdza
Albo też żołnierski włożyć but
Lecz poznałem że ani tamten ani ten
Już nie mają czego bronić
Roman Kostrzewski czasami śpiewał/recytował: "Nie mają już kogo bronić".

Otóż w prawie każdej społeczności są wojownicy gotowi do walki. Oni będą walczyć wtedy, gdy otrzymają uznanie i zachętę do działań. Dziś ofiary nie chcą być bronione w ten sposób, więc nikt nie walczy. Proste.
Odnosząc to do sytuacji wewnętrznej w USA. Jeśli chcemy, by Amerykanie chwycili za broń (armia też może zrobić rokosz) i skutecznie rozpierdolili rządzące lewactwo z jednej strony i syjonistów z drugiej strony, to wpierw trzeba spowodować, by taki koleś jak Tim McVaigh dołączył do grona bohaterów i by był bezwzględnie czczony.
 
Ostatnia edycja:

kawador

Merchant of Death
Członek Załogi
13 175
20 170
Prof. Mieczysław Gałuszka

MEDYKALIZACJA W KULTURZE STRACHU: PRZYKŁAD MEDIALNEJ EKSPOZYCJI GRYPY A/H1N1

1. Budowanie napięcia:

Polska czeka na nową grypę [„Gazeta Wyborcza” 27.04.2009],
Wirus wkrótce dotrze do Polski [„Polska Dziennik Łódzki” 27.04.2009],
Epidemia grypy w Meksyku, stan pogotowia w Polsce [„Rzeczpospolita” 27.04.2009],
Wirus grypy idzie w świat [„Dziennik” 27.04.2009],
Świńska grypa – globalny alarm [„Gazeta Wyborcza” 28.04.2009],
Świńska grypa groźna (Polskie Radio.pl 27.04.2009),
Świńska grypa atakuje [„Gazeta Wyborcza” 30.04.2009],
Wirus. W oczekiwaniu na zarazę świat wstrzymuje oddech [„Newsweek” 10.05.2009],
Wirus panoszy się po świecie [tvn24, 02.11.2009],
Świńska grypa już w Europie [Gazeta.pl, Wiadomości 12.08.2009],
Mamy pierwszą pandemię w XXI wieku [Dziennik.pl. 11.06.2009].

2. Sianie strachu:
Już ponad 100 ofiar w Meksyku [„Gazeta Wyborcza” 28.04.2009],
Świńska grypa zabija w Stanach [„Dziennik Łódzki” 30.04.2009],
Podkarpacie: świńska grypa wystraszyła rodziców [„Rzeczpospolita” 8.05.2009],
Świńska grypa może zabić 2 miliony ludzi [Dziennik.pl 13.05.2009],
Morderczy wirus wróci jesienią do Europy [Dziennik.pl 18.05.2009],
Ta grypa uderzy jesienią [„Rzeczpospolita” 13.06.2009],
Świńska grypa zaatakowała dwoje mieszkańców Łódzkiego [„Dziennik Łódzki” 23.07.2009], Epidemia nas nie ominie [Gazeta.pl, Zdrowie 31.07.2009],
Grypa atakuje, a Polska nie ma szczepionki [Dziennik.pl 28.07.2009],
Czy Polacy mają się bać? GRYPA I PANIKA [„Gazeta Wyborcza” 31.10–1.11. 2009],
Grypa niesie śmierć. Pandemonium [„Polityka” 28. 11.2009].

3. Pouczenia mądrzejszych:
Szczepionka na ignorancję [„Gazeta Wyborcza” 22.07.2009],
Złapałeś wirusa A/H1N1? Choruj w domu [Gazeta.pl Zdrowie 06.08 2009],
Bardzo groźna grypa, czyli dlaczego warto się szczepić [Gazeta Wyborcza 30.09.2009],
Myj ręce, grypa w Polsce [„Gazeta Wyborcza” 03.11.2009],
Kichaj w rękaw [„Wysokie Obcasy” 11.19.2009],
Grypa odmieniana przez przypadki! Jak się wzmocnić przed, w trakcie i po grypie? [„Gazeta Wyborcza” 6.11.2009],
Szczepionek nie ma. Są maseczki i ulotki [„Metro” 13–15.11.2009],
Ilu Polaków ma świńską grypę [„Rzeczpospolita” 16.11.2009],
Grypa ważne pytania [„Gazeta Wyborcza” 20.11.2009],
Wrocław chce przechytrzyć grypę. Dezynfekcja w tramwajach, maseczki rozdawane chorym w przychodniach i obowiązkowe mycie rąk w szkołach [„Gazeta Wyborcza” 1.12.2009].

4. Obłaskawienie zjawiska:
Grypa nie tak straszna [„Rzeczpospolita” 03.08.2009],
Jesień pod znakiem wirusa [„Newsweek” 30.08.2009],
Dzieci już w szkole, a grypy nie ma [„Rzeczpospolita” 21.09.2009],
Grypa sieje panikę, nie ulegaj [„Gazeta Stołeczna” 18.11.2009],
Kto uważa, że grypa to katar [„Gazeta Wyborcza” 3.11.2009],
Czy świńskiej grypy trzeba się bać? Mity o wirusie A/H1N1 [Gazeta.pl Zdrowie 30.11.2009],
Nie daj się grypie – Raport [tvn24],
Grypa jest nieuchronna, ale trzymamy ją w ryzach [tvn24, 30.10.2009)],
Premier: A/H1N1 mniej groźna niż zwykła grypa [portal money.pl, 06.11.2009],
Wzrost liczby zachorowań na A/H1N1 jeszcze przez ok. dwa tygodnie [Gazeta.pl Zdrowie 27.11.2009].


Fragment z podlinkowanej pracy:

Pamiętajmy o tym, że to WHO ogłosiło pandemię, zmieniając nawet na tę okoliczność jej definicję, a media tę instytucjonalną decyzję komentowały inadawały jej znaczenie. Dawało to możliwość produkowania wielu tekstów i podtrzymywania napięcia społecznego. Dyskurs medialny w początkowej fazie ekspozycji tematu grypy nakierowany był na wywołanie masowej psychozy istrachu. Prowadziło to do powstania psychologicznego mechanizmu strachu, a wdalszej kolejności do działań prewencyjnych instytucji medycznych i państwa oraz indywidualnych zachowań prozdrowotnych. Wszystko w trosce obezpieczeństwo zdrowotne obywateli i wiarygodność instytucji państwowych. Wśród zachowań ochronnych, popularyzowanych przez media, a zalecanych przez rządy większości państw europejskich iUSA, były szczepienia ochronne. Pomimo tego, że państwa wydały na szczepionkę na całym świecie miliardy euro i dolarów, chętnych na szczepienia było znacznie mniej. Przy tym bardziej sceptyczni byli mieszkańcy Starego Kontynentu, a w większym stopniu panice uległy np. Meksyk iUSA. Cel biznesowy, jaki postawiły sobie firmy farmaceutyczne, które zainwestowały wprodukcję szczepionki znaczne kwoty, mógł zostać osiągnięty jedynie poprzez masowe zakupy szczepionek przez bogate państwa Zachodu. W świetle dzisiejszych informacji wiadomo, że wiele milionów osób zaszczepiło się przeciwko grypie A/H1N1 niepotrzebnie, a państwa zakupiły nieprzetestowane do końca szczepionki, za których skutki uboczne firmy farmaceutyczne nie chciały ponosić odpowiedzialności. Ryzyko utraty zdrowia przez osoby, które się zaszczepiły i te, które się nie zaszczepiły, było na podobnym poziomie. Głównymi beneficjentami były więc firmy farmaceutyczne, zaś straty ekonomiczne poniosły poszczególne państwa, ludzie i niektóre branże gospodarcze (turystyka, lotnictwo). Polska, nie kupując szczepionek, stała się mimochodem również beneficjentem, a działania polskiego ministra zdrowia stanowiły przykład racjonalnych decyzji politycznych i ekonomicznych dla państw UE.
 

tosiabunio

Grand Master Architect
Członek Załogi
6 653
13 399
Skąd wiesz, że robią to świry, a nie są to akcje rządowe???
Skąd wiesz, że nie robią tego reptilianie? Reptilianie są znani ze zniewalania całych planet, przy których terroryzm państwowy to pikuś. Skoro mogą działać na tak olbrzymią skalę, na pewnie jest to dla nich trywialne pozabijać losowo trochę ludzi. Może to część wielkiego reptiliańskiego planu?
 

gordonfree

Member
18
31
Żadna.
Jednak one znacznie zmieniły postrzeganie rzeczywistości. W tamtym czasie, pod koniec stanu wojennego, milicja bała się ludzi. Gdyby wtedy z zewnątrz dostarczono broń, amunicję oraz wykaz osób i obiektów do rozwałki, to system mógłby zostać obalony i zaorany. Mało kto by go bronił. Niestety kurwy z CIA i FBI skutecznie pacyfikowały realną opozycję (np. Gan-Ganowicz został zatrudniony w RWE, po czym nie został dopuszczony do anteny). Siła złego na jednego.
Żeby nie było. Uważam tamte porywy za słuszne i uzasadnione. Nigdy nie mówiłem i nie będę mówić, że było inaczej. Jestem nawet pełen uznania dla młodzieży z tamtych lat, bo powstawały fajne inicjatywy. No i wtedy łatwiej było wskazać wroga.
Patrzę na rezultaty, bo muszę. Z PRL przeszliśmy do PRL-bis, ale to przecież nie jest wina ówczesnych rebeliantów. Zrobili co mogli, a zwyczajnie zawiedli ci, którzy musieli zawieść - czyli cała ta koncesjonowana opozycja.
Jestem przeciwnikiem stawiania "vs" tamtej młodzieży z tą, która żyje obecnie (jak to próbował czynić alfacentauri). Młodzież jak to młodzież zawsze ma potencjał do walki, stawiania oporu. Problem w tym, że już nikomu nie ufają. Bo komu tu ufać? Tanajno i jego wyborczemu festynowi? Fajne dymy rozkręcili, ale to był typowy wiec, a nawet powiedziałbym zabawa ludowa. To praktycznie każdy czuje przez skórę.

Mam wrażenie, że tamta młódź to byli idealiści, bojowo wychowani, zmotywowani, zagrzewani do walki często przez pokolenie swoich wujków czy dziadków konspirujących za okupacji. Ci obecnie wychowani to raczej wyrachowane i wyliczone typy. Kalkulują czy iść na protest, który "pewnie nic nie da", czy zostać w domu i pooglądać na smartfonie debilów youtuberów.
Aczkolwiek poziom wkurwienia rośnie. Tylko, że to zostanie spacyfikowane przez różnych cwelebrytów politycznych, memy i śmieszne filmiki na YT. Po prostu takie ogólnie mentalne zwalenie konia dla rozładowania napięcia... zamiast rżnięcia.
 

kr2y510

konfederata targowicki
12 372
21 811
Nie będę tracił czasu.
Wystarczy posłuchać tych, co przeczytali dzieła głównych komuchów (Karoń, Młot na marksizm itd.). Można też samemu przeczytać te dzieła. A jak nie to posłuchać jakiegoś dysydenta np. W. Bukowskiego.

Mam wrażenie, że tamta młódź to byli idealiści, bojowo wychowani, zmotywowani, zagrzewani do walki często przez pokolenie swoich wujków czy dziadków konspirujących za okupacji.
Ja w tamtym czasie byłem małą cząstką tej młodzi. Była inna sytuacja.
- Nie było internetu, było powszechnie wiadome, że prasa, radio i telewizja kłamią ("telewizja kłamie" - to była mantra).
- Przez to że media rządowe nie mogły młodzią duraczyć, to młódź brała wiedzę od starszych, którzy przeżyli wojnę. Nie było wtedy powszechnego: OK Boomer.
- Wróg był jasno wskazany, był podział na MY i ONI. Każdy wiedział do której drużyny należy. Jak gadał że nie wie czy należy do ONYCH czy nie, to albo był wariatem w domu wariatów, albo był jednym z ONYCH.

Dziś wszystko jest rozmyte. Z pomocą mediów zachodnich, zachodnich wywiadów i kościoła.
 

kompowiec

Open Source Boy
1 632
1 572
Nie trzeba być wybitnym politologiem żeby to stwierdzić. Tak własnie robi bolska szczególnie od czasów panowania kaczuchy. Wcześniej chcieli tylko kasy na resztę czasem przymykali oko. Teraz wprost mówią że mogą i chca Ci zabrać majątek życia jak np. dom dla swoich własnych celów.

technicznie nie chcą może twojej duszy ale zabieranie finansów przyczynia się do tego. Jedno pociąga drugie.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 576
20 442
Prof. Mieczysław Gałuszka

MEDYKALIZACJA W KULTURZE STRACHU: PRZYKŁAD MEDIALNEJ EKSPOZYCJI GRYPY A/H1N1
Fajny tekst, ale warto go czytać z dystansem. Weźmy na przykład te fragmenty:

medyk1.pngmedyk2.png

To jest oczywista oczywistość.

Ale w sumie, jeżeli czytamy tekst wychodząc z góry z założenia, że zjawisko medykalizacji jest niekorzystne, możemy brać za złe również, że: "Praca dziennikarzy jest pewną grą rynkową pomiędzy właścicielami, redakcjami i odbiorcami, toczoną w ramach produkcji i dystrybucji informacji."

A co miałoby być wobec tego alternatywą? Pospolity zamordyzm i zgoda na informowanie o zjawiskach medycznych wyłącznie przez organy związane z władzą i służbą zdrowia?

Mnie najbardziej interesuje próg uzasadnionej reakcji. Jak niebezpieczna powinna być choroba, żebyśmy uznali, że dziennikarze mają prawo poruszyć jej temat w jakimś konkretnym tonie, poświęcając jej więcej czy mniej czasu antenowego? Ostatecznie, jeżeli sprawa ma się tak, jak jest postawiona w tekście, to decyduje o tym i tak rynek oraz wycena ryzyka ogółu konsumentów kupujących infotainment.

Zgadzam się z pozycją @alfacentauri odnośnie samego podsycania kultury strachu, ale przecież ona najwyżej powoduje obniżenie tego progu reakcji u mediów, ale nie wpływa na samo jego istnienie.

To, że akurat rynkowo określa się ten próg, nie jest niczym złym, problem w tym, że sam rynek nie musi mieć wielkiego wpływu na stopień tchórzostwa/unikania ryzyka w społeczeństwie. Bo za to odpowiada już wychowanie i kształtowanie hierarchii wartości w kulturze.
 

Boomer

Member
42
86
Te rozkminy o różnicach "potencjału buntu" między pokoleniami są interesujące ale uważam, że w gruncie rzeczy o tym potencjale decyduje głównie to czy micha jest w miarę pełna. Bez biedy nie ma buntu. Rewolucjonista Czernyszewski w prostych żołnierskich słowach sformułował to następująco: "im gorzej tym lepiej".
 

kawador

Merchant of Death
Członek Załogi
13 175
20 170
Ze strony CDC. W naukowym skrócie: "noszenie maseczek jest chuja warte". Dotyczy to zarówno osób zdrowych, jak i zakażonych grypopodobnymi wirusami:

Cytuję:

We conducted a search, and identified literature that was available in the databases during 1946–November 5, 2018. (...) We did not find evidence that surgical-type face masks are effective in reducing laboratory-confirmed influenza transmission, either when worn by infected persons (source control) or by persons in the general community to reduce their susceptibility.


EDIT
A jednak faktycznie ten artykuł nie jest wart funta kłaków:
 

alfacentauri

Well-Known Member
1 113
1 779
Mnie najbardziej interesuje próg uzasadnionej reakcji. Jak niebezpieczna powinna być choroba, żebyśmy uznali, że dziennikarze mają prawo poruszyć jej temat w jakimś konkretnym tonie, poświęcając jej więcej czy mniej czasu antenowego? Ostatecznie, jeżeli sprawa ma się tak, jak jest postawiona w tekście, to decyduje o tym i tak rynek oraz wycena ryzyka ogółu konsumentów kupujących infotainment.
Są po prostu różne obszary. Jest wiedza medyczna, którą dysponują medycy. Poeci mogą pisać wiersze o zdrowiu i chorobach. Baby przy straganach gadać jak to baby. Media wypowiadają się o medycynie w sposób zrozumiały dla laików i podejmują tematy medyczne mogące zainteresować szerszy krąg odbiorców. W każdym obszarze będzie to co i jak się mówi o medycynie inaczej wyglądało. Każdy ten obszar ma swoją specyfikę. Przyjrzyjmy się dla przykładu telewizji. Widza trzeba czymś przyciągnąć, ale ten widz po jakimś czasie znudzi się tym i potrzebuje nowego bodźca. Są seriale jak Moda na Sukces ciągnące się latami, ale zazwyczaj po paru sezonach serial się kończy, to samo z teleturniejami i innymi atrakcjami. I dziwne żeby wiadomości telewizyjne skupiały się cały czas na gruźlicy, grypie czy nawet na aids. Mają nową chorobę to wałkują temat póki widz się tym interesuje. Epidemia koronowirusa staje się czymś więcej niż zwykłą epidemią, staje się ona epidemią medialną. Ta medialna będzie trwała dopóki widzom, słuchaczom i innym odbiorcom się ona nie znudzi. Jeśli więc chodzi o Twoje pytanie o próg od którego reakcja dziennikarzy byłaby uzasadniona, to ja odpowiadam, że dla mnie nie ma akurat w tym umedialnieniu epidemii niczego niestosownego. Pojawiła się nowa choroba, jest nowy problem to niech się tym media zajmują. Mi nie podoba się ta atmosfera budowana wkoło tego zagadnienia, te utabloidowienie tematu. Na szczęście na ludzkie umysły ten koronabodziec powoli przestaje działać.

boomer napisał:
Te rozkminy o różnicach "potencjału buntu" między pokoleniami są interesujące ale uważam, że w gruncie rzeczy o tym potencjale decyduje głównie to czy micha jest w miarę pełna. Bez biedy nie ma buntu.
Z tego się zrobiła rozmowa o buncie, choć bunt tu jest najmniej ważny. Z samego buntu wobec władzy nic nie wynika. W UK władza chciała wprowadzać mało ograniczeń, ale obawiała się utraty poparcia wśród społeczeństwa domagającego się stanowczych działań i postąpiła jak lud sobie życzył. To nie jest tak, że władza niewoli ludzi, a oni wszyscy marzą o wolności.

Jedną z cech obecnego świata i to cechą, która z wolnościowego punktu widzenia mi się najbardziej nie podoba jest uczynienie z bezpieczeństwa najwyższej wartości. W połączeniu ze stabloidyzowanymi mediami, które dają niewiele treści za to skupiają się na emocjonalnym oddziaływaniu daje to przerażającą mieszankę. A ta tendencja do unikania zagrożeń wynika ze sposobów wychowania dzieci. I te sposoby zmieniały się na przestrzeni dziesięcioleci. I poszły w stronę w jaką poszły.
 
Ostatnia edycja:

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 576
20 442
Ta medialna będzie trwała dopóki widzom, słuchaczom i innym odbiorcom się ona nie znudzi. Jeśli więc chodzi o Twoje pytanie o próg od którego reakcja dziennikarzy byłaby uzasadniona, to ja odpowiadam, że dla mnie nie ma akurat w tym umedialnieniu epidemii niczego niestosownego. Pojawiła się nowa choroba, jest nowy problem to niech się tym media zajmują. Mi nie podoba się ta atmosfera budowana wkoło tego zagadnienia, te utabloidowienie tematu. Na szczęście na ludzkie umysły ten koronabodziec powoli przestaje działać.
"Na szczęście?"
Mleko się przecież już rozlało.

Jeżeli uznamy, że ta grypopodobna pandemia nie była warta całego tego poświęcenia, do którego jednak media ludzi zmobilizowały utrzymywaniem swojej narracji i ciągłym powtarzaniem dyrektyw służących zwiększaniu bezpieczeństwa, to możemy mieć słuszne pretensje do nich, że tak wpłynęły na rzeczywistość. Jeżeli uznamy, że była warta, to możemy być dziennikarzom wdzięczni.

Rola mediów w ogóle jest ciekawa, bo zawsze - nawet w ustroju bezpaństwowym - dysponowałyby one podobną, potężną władzą. Od decyzji czy poświęcać więcej czasu antenowego danej chorobie zależałby przebieg zaraz. Fałszywe alarmy z kolei mogłyby skutkować gigantycznymi stratami finansowymi tworzonymi bez sensownego powodu. Czy można byłoby się z nimi sądzić?

Ostatecznie jednak dziennikarze pochodzą z tego samego społeczeństwa, wychowani są w zgodzie z jego normami i obyczajami a szerszy dostęp do informacji raczej nie wpływa na wyuczone zachowania i sposób postępowania.
 

alfacentauri

Well-Known Member
1 113
1 779
Mleko się rozlało, ale dalej już coraz mnie się leje. Na szczęście ten bodziec przestaje działać na ludzi. Przez całą tą epidemię codziennie dużo czasu spędzałem na dworze. Z początku ulice były wyludnione. Ludzie nie boją się już wychodzić. Wprowadzono obowiązek noszenia masek. Po wprowadzeniu obowiązku zdecydowana większość ludzi je nosiła. Wczoraj idę ulicą. Na niej mało ludzi, ale prawie wszyscy bez masek. Przejechała straż miejska. Popatrzeli się na ludzi i odjechali. Nawet im się już nie chciało mandatów wystawiać. Z początku ogromna rzesza popierała restrykcje. W zeszłym tygodniu Wyborcza podała, że bodajże 39% ludzi popiera odmrażanie gospodarki. Może to wyraz zaufania dla rządu, ale może to rząd widzi, że to już nie działa i przebąkuje coś o łagodzeniu maseczkowej opresji.
A co do mediów, to mogły one po prostu podawać jako jedną z informacji to, że jest nowa zakaźna choroba, która dołącza do istniejących jak aids, gruźlica i grypa. Podać jakieś statystyki, wykresy, prognozy. Jak się coś dzieje to chyba chcemy mieć jakieś informacje. A co dostaliśmy? Dostaliśmy temat miesiąca, czerwone nagłówki, katastroficzne wizje, pokazywanie Bergamo i durne pytania czy tak wygląda grypa, pisanie o Szwecji, że tak się kończy liberalny eksperyment itd. Tego tebloidyzowania nienawidzę. Problemem jest to jak do tego się podeszło.
Nie sądziłem też, że podchodzisz aż tak dosłownie do tej odpowiedzialności. Dla mnie to media sobie mogą mówić co chcą, problemem jest to, że ludzie się nimi aż w tak dużym stopniu bezkrytycznie kierują.
Takie mamy społeczeństwo i jego kulturę.
 

NoahWatson

The Internet is serious business.
966
2 122
Ze strony CDC. W naukowym skrócie: "noszenie maseczek jest chuja warte". Dotyczy to zarówno osób zdrowych, jak i zakażonych grypopodobnymi wirusami:

Cytuję:

We conducted a search, and identified literature that was available in the databases during 1946–November 5, 2018. (...) We did not find evidence that surgical-type face masks are effective in reducing laboratory-confirmed influenza transmission, either when worn by infected persons (source control) or by persons in the general community to reduce their susceptibility.

Raczej za daleko poszedłeś z tym twierdzeniem, że maseczki nic nie dają. W evidence-based medicine startuje się od hipotezy null. Na razie nie ma dowodów, że coś dają, ale nie ma też mocnych dowodów za tym, że nic nie dają.
“absence of evidence is not evidence of absence”

EDIT
Faktycznie ten artykuł nie jest wart funta kłaków: https://areweoutofmasks.com/blog/case-for-mask-wearing#why-should-we-wear-masks
 

Attachments

Ostatnio edytowane przez moderatora:

kawador

Merchant of Death
Członek Załogi
13 175
20 170
W Pensylwanii 70% wszystkich zgonów z powodu covidka skumulowało się w domach pomocy społecznej lub domach opieki dla starszych.

W zeszłym tygodniu w Connecticut było to 90% zgonów (dla całego okresu odsetek ten wynosi 60%).

W Rhode Island - 70%.

New Jersey - 60%


EDIT

 

gordonfree

Member
18
31
Pisałem to już na discordzie, ale nie wszyscy tam siedzą więc napiszę też tu. O ile w to że istnieje jakiś nowy wirus oddechowy, który wszedł do sezonowych chorób wierzę, bo w co tu nie wierzyć? Nie kwestionuję samego wirusa, objawów itd. Jedyne co mnie cholernie zastanawia. Ten wirus wszędzie zachowuje się zupełnie inaczej, w jednych krajach (lub regionach kraju) skacze, w innych pełza, a w innych sobie przelatuje - zobaczcie, co innego w Chinach (tam musieli ludzi siłą zaspawać w mieszkaniach), inaczej Włochy (reszta włoch w sumie spoko, ale w Lombardii niby pandemonium) co innego w Szwecji (gdzie się praktycznie nic z nim nie robi i dramatu nie ma), co innego w Czechach (gdzie wlazł, trochę pobuszował i się wycofuje), inaczej Polska i właśnie tu dochodzimy do najlepszego - Śląsk. Akurat, gdy górnicy mieli jechać na Warszawę, to okazało się że mają tam ognisko i regionalną epidemię (co ciekawe nie ma całym obszarze, a akurat w kopalniach). Kocham takie przypadki. Odnoszę coraz częściej wrażenie, iż ten wirus zachowuje się tak jak w danym miejscu ma się zachowywać. Bardzo wygodna epidemia.

A co do samego wirusa - nie neguję. Ot choroba o obrazie klinicznym grypy. No i chyba nawet niewiele groźniejsza, i to głównie dla starszych i przewlekle chorych... czyli podobnie jak zakażenie wirusem grypy...
 

Staszek Alcatraz

Tak jak Pan Janusz powiedział
2 698
7 631
Jestem w szoku jak wyglądała naprawdę epidemia hiszpańskiej grypy sprzed 100 lat. Myślałem, że ludzie jak i władza mieli bardziej wyjebane, generalnie panowała większa anarchia, ludzie sobie umierali, a pozostali żyli w miare normalnie..



 
Ostatnia edycja:
Do góry Bottom