Handel ludzkimi organami

za jakie minimalne wynagrodzenie byłbyś skłonny oddać 0,5 litra krwi

  • 50 zł

    Votes: 12 34,3%
  • 100 zł

    Votes: 7 20,0%
  • 150 zł

    Votes: 1 2,9%
  • 200 zł

    Votes: 2 5,7%
  • 250 zł

    Votes: 3 8,6%
  • 300 - 500 zł

    Votes: 2 5,7%
  • 500- 1000 zł

    Votes: 1 2,9%
  • powyżej 1000 zł

    Votes: 4 11,4%
  • żadne pieniądze mnie do tego nie skłonią

    Votes: 3 8,6%

  • Total voters
    35

Ciek

Miejsce na Twoją reklamę
Członek Załogi
4 601
11 426
To też nie doczytałeś :)

Ankietę kieruję do ludzi, którzy nie oddają krwi za darmo/za czekoladę. Dlatego właśnie brak jest możliwości odpowiedzi "za darmo". Chodzi mi tylko o ustalenie jakie wynagrodzenie spowodowałoby "przełamanie się" :)

Odsetek ludzi oddających za darmo mnie nie interesuje, bo oczywistą oczywistością i prawdziwością ;) jest, że ludzi takich jest zbyt mało. Celem ankiety było wykazanie, że bardzo niewiele trzeba, by sprawić, że krwi by nie zabrakło i udało się w 100%, ponad 50% odpowiedzi to przedział do 100 zł/jednostka. Myślę, że gdyby wypłacać ludziom równowartość tych 8 czekolad w gotówce, to też byłoby więcej krwi, no ale kasa w ręce to są przecież objawy burżuazyjnej reakcji :)
 
Ostatnia edycja:
OP
M

Matrix

Guest
To też nie doczytałeś :)



Odsetek ludzi oddających za darmo mnie nie interesuje, bo oczywistą oczywistością i prawdziwością ;) jest, że ludzi takich jest zbyt mało. Celem ankiety było wykazanie, że bardzo niewiele trzeba, by sprawić, że krwi by nie zabrakło i udało się w 100%, ponad 50% odpowiedzi to przedział do 100 zł/jednostka. Myślę, że gdyby wypłacać ludziom równowartość tych 8 czekolad w gotówce, to też byłoby więcej krwi, no ale kasa w ręce to są przecież objawy burżuazyjnej reakcji :)
A na jakiej podstawie cena krwi ma tyle wynosić, na podstawie ankiety? Rzeczywista wartość jest dużo większa, niewymierna,są krwie rzadkiej grupy, są te bardziej popularne, dopiero po obróbce , po produkcji preparatów np, osocza, albumin, czynników krzepnięcia,zaczyna się jej sprzedawanie za kasę, szpitale wtedy to kupują za kasę, czy poszczególni ludzie w potrzebie, tzn chorujący np na hemofilię. Skoro oddaje się ją honorowo, to musi być ku temu powód, wolny rynek tu nie działa. I w takim wypadku nie powinien.
 
OP
D

Deleted member 427

Guest
W akapie nikt nie będzie oddawał krwi i wszyscy umrzemy pod płotem albo pod kościołem.
 

Zbyszek_Z

Well-Known Member
995
2 346
Cena krwi nie ma tyle wynosić. To jest tylko zapytanie o to po ile oddała by dana osoba.
Jeżeli przykładowo cena konkretnej grupy krwi ustawiłaby się na 150 złotych (bo jest tylu dawców i tylu biorców) to ludzie żądający większych kwot by nie oddawali wcale.
Tzn. ciężko to określić po ankiecie, wszystko to zależy od wielu czynników a zdania nie są niezmienne.

Skoro oddaje się ją honorowo, to musi być ku temu powód, wolny rynek tu nie działa. I w takim wypadku nie powinien.
Po pierwsze, wolny rynek nie ma nic do tego czy ludzie chcą oddawać za darmo czy nie, bo WR to wolność decydowania o swojej własności a nie tylko kupno i sprzedaż. Co kto ze swoim dobrem zrobi to jego sprawa.
Po drugie, wolny rynek działać nie może w branży krwi bo go tam nie ma. Nie można sprzedawać krwi więc nie wiadomo co by było gdyby to było legalne.
Po trzecie, to zakaz nie sprawdza się bo ludzi oddających za darmo (czyt. za czekolady i zyski niematerialne) jest zbyt mało względem potrzebujących.
Po czwarte, nawet gdyby krew można było sprzedawać, nic nie szkodzi aby ją oddawać za darmo, skoro dziś są tacy ludzie.
 
OP
M

Matrix

Guest
Jak są braki ogłasza się w mediach i ludzie oddają. Za komuny był zwyczaj, że krew oddawali krewni osoby operowanej, chociaż ta krew służyła nie danemu pacjentowi, punkty krwiodawstwa były przy szpitalach, teraz jest jedna stacja na większy teren. I to było bardzo dobrze zorganizowane. Nie wyobrażam sobie takiego czegoś, idę oddać krew, bo potrzebne mi są pieniądze, lub przydadzą się pieniądze. Krew powinna być pozyskiwana od osób nie tkwiących w biedzie. Ale od dobrze odżywiających się pospolitych jednostek.
 

Ciek

Miejsce na Twoją reklamę
Członek Załogi
4 601
11 426
To teraz krew jest oddawana przez samych dobrze odżywiających się bogatystów? W ankiecie są na serio pytania o zarobki?
 

Zbyszek_Z

Well-Known Member
995
2 346
Świetny pomysł Matrix. Można by to zastosować w innych dziedzinach. Brakuje chleba to się w mediach ogłosi, żeby ludzie upiekli. Nie wyobrażam sobie takiego czegoś, idę upiec chleb, bo potrzebne mi są pieniądze, lub przydadzą się pieniądze. Chleb powinien być pieczony przez osoby nie tkwiące w biedzie piekące pieczywo dla pieniędzy. Ale od dobrze umotywowanych ludzi dobrej woli.

A tak serio, kto ci każe korzystać z krwi biedaka? Zawsze będziesz mogła sobie dać do portfela karteczkę z oznajmieniem woli, gdzie poinformujesz, że nie życzysz sobie krwi od biedaków oddających ją za pieniądze.

Niektórzy jednak wolą mieć wybór (zarówno jako biorcy jak i dawcy).
 
Ostatnia edycja:

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 947
22 363
Ta książka może być całkiem ciekawa. Seria edukacyjna, z cyklu "jak sobie dorobić w wakacje"... :)

Czerwony rynek
Na tropie handlarzy organów, złodziei kości, producentów krwi i porywaczy dzieci

Scott Carney

Data premiery: 24 lutego 2014
Przekład z języka angielskiego Janusz Ochab

Dziennikarz śledczy Scott Carney spędził pięć lat, badając przynoszący krocie handel ludzkimi ciałami – nielegalny, krwawy i brutalny „czerwony rynek”. Odnalazł indyjską wioskę zwaną Kidneyvakkam, gdyż większość jej mieszkańców dawno posprzedawała już nerki; rozmawiał z hienami cmentarnymi, ludźmi, którzy kradną ciała z grobów, kostnic i stosów pogrzebowych, by produkować szkielety anatomiczne; odwiedził starożytną świątynię, która eksportuje włosy swoich wyznawców do Ameryki, zarabiając na tym miliony dolarów.

W XXI wieku ciało ludzkie znów stało się towarem, regulacje prawne sprzyjają nadużyciom. W sytuacji zagrożenia życia nie chcemy zadawać niewygodnych pytań o pochodzenie krwi czy narządów do przeszczepu. Gdy możemy wybierać, kupujemy perukę z naturalnych włosów. Medycyny zalecamy uczyć się tylko na prawdziwych preparatach. Czy w naszym pragnieniu wiedzy, nieśmiertelności i piękna nie uznajemy już granic, których nie wolno przekroczyć?

  • To wstrząsająca książka. Uświadamia bowiem czytelnikowi z przerażającą jasnością kilka oczywistych faktów. Po pierwsze, nasze martwe ciało i wszystkie jego elementy są towarem i mają swoją cenę. Po drugie, towarem jest także ciało żywe. Można sprzedać i kupić dziecko. Można sprzedać i kupić krew, nerkę lub komórkę jajową. Można wynająć całe ciało do testowania leków lub za odpowiednią opłatą zaoferować swoje łono kobietom, które nie chcą lub nie mogą być w ciąży. Po trzecie, medycyna bez względu na to, co sądzi się o jej cudotwórczych mocach, ma także swoją ciemną stronę. Jest to brutalny rynek materiałów i usług biologicznych – tytułowy czerwony rynek, którego cechą jest bezlitosny wyzysk ludzi biednych i słabych, pozbawionych ochrony prawa i moralności. Czy powinniśmy zalegalizować swobodny handel dziećmi, komórkami, tkankami, organami ludzkimi, czy też go zabronić? Czy możliwy jest kompromis? Nie ma dobrej odpowiedzi na te pytania. Myślę jednak, że po przeczytaniu tej książki każdy inteligentny i wrażliwy czytelnik powinien zadać sobie pytanie – ile i przede wszystkim komu gotów jest zapłacić za przedłużenie swego życia o dzień, tydzień, miesiąc lub rok? Ile i komu gotów jest zapłacić za spełnienie marzenia o szczęśliwiej rodzinie? Wiele wskazuje na to, że oszałamiający postęp technologiczny medycyny oznacza zarazem postępującą dehumanizację lekarzy. Głównym motywem ich postępowania staje się zysk. To lekarze i ich pacjenci są głównymi klientami czerwonego rynku.

prof. Zbigniew Szawarski, Przewodniczący Komitetu Bioetyki przy Prezydium PAN
  • Scott Carney ukazuje globalny rynek handlu narządami bezkompromisowo i na wskroś prawdziwie; to wstrząsająca relacja o nowym i nielegalnym procederze, który dla jednych jest szansą na ocalenie zdrowia i życia, a dla innych sposobem na zarobienie dużych pieniędzy.

    Maciej Grabysa, reżyser i scenarzysta filmu „Mitzvah. Podziel się swoją nerką”, Grand Prix dla najlepszego polskiego filmu na HumanDoc Festiwal,Warszawa 2013
  • Wyrazista, niepokojąca książka…

    „The Wall Street Journal”
  • „Czerwony rynek. Na tropie handlarzy organów, złodziei kości, producentów krwi i porywaczy dzieci” Scotta Carneya znosi granice między analizą antropologiczną a reportażem.

    Ewa Glubińska, szuflada.net
  • Amerykanin Scott Carney przełamuje wstydliwą zmowę milczenia wokół handlu organami do przeszczepów, komórkami jajowymi do zabiegów in vitro czy dziećmi do adopcji. (...) Wstrząsający reportaż.

    Piotr Kofta, „Wprost” z dn. 09.03.14
  • Autor „Czerwonego rynku” prześledził szlaki handlu kośćmi, odwiedził fabryki produkujące szkielety anatomiczne, fermy krwi oraz świątynię eksportującą włosy swoich wiernych do Ameryki, odnalazł miejscowość nazywaną „Kidneyvakkam” (Nerkowa Wioska), w której większość mieszkańców sprzedała swoje nerki, rozmawiał z matkami zastępczymi, które zamknięte przez dziewięć miesięcy w specjalnym ośrodku „produkują” dzieci na eksport, i dziesiątkami osób wykorzystanych przez bezwzględnych handlarzy.

    Grzegorz Wysocki, wyborcza.pl
  • (...) Przekonuję się już po raz kolejny, że żadna fikcyjna historia, ani horror, ani kryminał, ani thriller, nie potrafią przerazić tak, jak opisane w reportażu fakty. A wśród reportaży „Czerwony rynek” Scotta Carneya jest jednym z najbardziej przerażających, jakie kiedykolwiek miałam w ręku.

    Marta Guzowska, zbrodniczesiostrzyczki.pl
  • Carney nie podsuwa jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, jak rozwiązać problem handlu organami. Z jednej strony jest świadom tego, że prawne zakazy tworzą gigantyczny, międzynarodowy czarny rynek (…). Z drugiej jednak strony jego wrażliwość i empatia oraz szacunek dla ludzkiego ciała sprawiają, że trudno zgodzić mu się na zwyczajną legalizację handlu – dajmy na to – komórkami jajowymi.

    Adam Leszczyński, „Gazeta Wyborcza” z dn. 30.04.14
  • Bułkę i samochód kupuje się na białym rynku, piracką płytę na szarym, a heroinę na czarnym. A na rynku czerwonym towarem są części ciała.

    Łukasz Orbitowski, „Gazeta Wyborcza” z dn. 13.05.14
  • Czyje będzie twoje ciało kiedy umrzesz? Kim są ludzie, na których testuje się leki z twojej domowej apteczki? Co jest bardziej dochodowe – wynajęcie macicy czy sprzedaż komórki jajowej? Scott Carney przez dziesięć lat podróżował między Azją, Europą a Ameryką – i znalazł odpowiedzi na te pytania.

    Emilia Kaczmarek, kulturaliberalna.pl
  • Ta książka nie bawi ani nie uczy. Jej celem jest ukazanie, do jakich wątpliwych moralnie biznesów dochodzi w wielu regionach świata.

    Olga Orzyłowska-Śliwińska, „Wiedza i Życie” z dn. 01.07.14
  • „Czerwony rynek” to pozycja mocna, momentami wręcz drastyczna i głęboko zapadająca w pamięć.

    Marta Dudek, literatki.com

  • Książka Scotta Carneya uświadamia, jak bardzo mało wiemy o istnieniu tzw. czerwonego rynku, czyli rynku handlu organami.

    RG, „Press” Nr. 9 z dn. 09.14
Panikarski ton komentarzy uświadamia nas, jak bardzo nieprzygotowani na nadejście akapu są ludzie. Szkoda na nich słów, ale przecież znaczna część może w ogóle nie dopuszczać do myśli konceptu transplantologii oraz tego, że potrzeby to potrzeby i posiadanie zdrowej nerki za którą się komuś płaci, niekoniecznie jest jakąś niesamowitą fanaberią.
 

Donatel

Active Member
135
126
Nie rozumiem dlaczego darowanie organów jest dobre, a jak za pieniądze to już be. Pieniądze nie śmierdzą. Jak ktoś potrzebuje pieniędzy, to może zawsze wyciągnąć sobie nerkę i opchnąć legalnie. Co innego to odkopywanie denatów, albo celowe zabijanie w celu pozyskania organów.
 

simek

Well-Known Member
1 367
2 029
Ja od razu kupiłem tą książkę, dorwę się do tableta i przeczytam, to opisze wrażenia. Zobaczę czy książka jest pisana z perspektywy kogoś kto postrzega ten biznes negatywnie. Interesuje mnie również to jak duża część tego rynku jest niekoszerna, czyli zmuszanie ludzi do oddawania organów i okradanie grobów, a ile to dobrowolne transakcje.

Tak BTW, to rozwala w tym opisie dwukrotne użycie słowa "brutalny" zaraz przy "rynek", ciekawym na czym polega jego brutalność - bez znieczulenia i usypiania te nerki od sprzedawcy wyciągają?
 

Kompowiec2

Satatnistyczny libertarianin
459
162
Tak BTW, to rozwala w tym opisie dwukrotne użycie słowa "brutalny" zaraz przy "rynek", ciekawym na czym polega jego brutalność - bez znieczulenia i usypiania te nerki od sprzedawcy wyciągają?
Wynika z (nie)najnormalniejszego na świecie moralciotyzmu. Tak jak klienci którzy jedzą mięso nie wiedzą i nie chcą wiedzieć jak one są produkowane, tak samo nie chclieby wiedzieć skąd pochodzi ich nerka. I tak samo niektórzy woleli by nie wiedzieć że kilka razy uszło z nich życie pod stołem operacyjnym...

Jest to tak zwane życie w błogiej nieświadomości.
okradanie grobów
Po śmierci ciało nie należy już do Ciebie, lol. Chyba że rodzinka się uprze. Ale to już inny temat.
 

Kompowiec2

Satatnistyczny libertarianin
459
162
No napisałem właśnie "Chyba że rodzinka się uprze." Bo jedni mogą mieć wyjebane, drudzy niekoniecznie tak jak piszesz.

z niecierpliwością będę czekał na recenzje @simek a ja poczekam aż pojawi się na torrentach bo infoanarchizm motzno.
 

vast

Well-Known Member
2 745
5 649
Chyba lepiej żeby organy dziecka przeznaczonego do aborcji na coś się przydały, coś takiego może uratować życie innym dzieciom. Lepsze to niż totalne unicestwienie płodu bez żadnego pożytku.
 
OP
G

Gwym

Guest
Handel organami z mojego punktu widzenia, jest dozwolony moralnie tylko wtedy, gdy dawca podejmuje decyzję bez przymusu i akt ten jest wyłącznie aktem własnej woli. Tak samo jak kobieta ma prawo decydować, czy chce usunąć dziecko ze swojego ciała, tak samo człowiek ma niezbywalne prawo do decydowania, co ma się znajdować wewnątrz mnie, a wymiana pieniądze-organ jest logiczna z punktu widzenia liberalizmu i zgodna z postawą egoistyczną, bo w normalnych relacjach dawanie czegoś za darmo jest degeneracją, a oddawanie obcym swoich organów dobrowolnie jest jakąś przebrzydłą emanacją kultu męczeństwa, tak popularnego obecnie w Europie, którego poplecznikiem jest m.in Kościół Katolicki. Organami dziecka, które zostało abortowane dysponować powinien podmiot, który został ściśle określony w umowie zawieranej przed zabiegiem w klinice.
 

simek

Well-Known Member
1 367
2 029
Jestem dopiero w połowie książki, ale mam nikłą chęć do kontynuacji, bo krew zalewa przy niektórych sformułowaniach. Nie ma sensu przytaczać konkretnych cytatów, napiszę tylko tyle, że autor książki przyjmuje za aksjomat, że handel częściami własnego ciała jest naganny moralnie - nigdy nad tym nie rozmyśla, tylko uznaje, że jest to prawda absolutna, której nie trzeba dowodzić, a na podstawie tego zdania snuje swoje wszystkie moralne i etyczne rozważania.
Jedyne przykłady niekoszerności wśród handlarzy, lekarzy, pośredników to:
-okradanie grobów z cmentarzy, których nie są właścicielami.
-niedotrzymywanie umów z dawcami organów (ale to się zdarza w każdym, nawet najszlachetniejszym zawodzie świata).
-pobieranie narządów od więźniów, wbrew ich woli (ale to domena państwa, w tym wypadku Chin).

Nie ma tam (póki co) ANI SŁOWA o jakimś łapaniu ludzi przez prywaciarzy, aby im wyciąć nerkę, wszystko jest wolnorynkowe - handlarz proponuje w biednej wiosce wymianę, płaci (jeśli nie jest oszustem, wtedy płaci samą zaliczkę) obustronnie zaakceptowaną cenę i tyle. Słowa "przymus", "zmusili ich" padają tylko w typowo lewackim sensie, czyli "kobieta w wiosce były biedna, musiała zapłacić za leczenie córki, więc propozycja otrzymania trzyletnich zarobków ZMUSIŁA ją do oddania nerki". Zdarzają się też całkiem chwalebne motywacje do sprzedaży swojej nerki: jedna dziewczyna miała dość życia w nędzy, chciała się kształcić, przeprowadzić, więc sprzedała nerkę i wyjechała w siną dal.

Ogólnie książki raczej nie polecam - jest bardziej interwencyjna w wymowie, w stylu "o jezu! patrzcie jakie okropieństwa się dzieją na świecie, zróbmy coś z tym!!!" niż uczciwie i bezstronnie przybliża temat w szczegółach. Bardzo ciekawy jest przykład Iranu, który parę razy pojawia się w książce - wszystko tam działa (w miarę) jak trzeba, ludzie sobie handlują, nie ma absurdalnych kolejek po przeszczep, ale to wg autora wcale nie jest rozwiązaniem problemu, bo wtedy przecież państwo angażuje się w ten plugawy moralnie proceder, wiec to jeszcze gorzej niż teraz, kiedy pokątnie robią to prywaciarze.
 
Do góry Bottom