Co po Kościele?

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 069
22 741


Przerwane msze święte, pomalowane elewacje, zniszczone pomniki. To niedziela po ogłoszeniu przez Trybunał Konstytucyjny orzeczenia w sprawie aborcji. W poniedziałek w wyszukiwarce Google popularność zyskuje hasło: "Apostazja. Jak odejść z Kościoła?” - 20 tys. nowych zapytań. - Zawyżona cena, jaką dziś płaci Kościół, to nieuchronna konsekwencja konkubinatu z partią rządzącą - komentuje w rozmowie z Interią publicysta Zbigniew Nosowski. Ks. prof. Andrzej Kobyliński zauważa z kolei, że eskalacja światopoglądowej wojny jeszcze przed nami.
W niedzielę 25 października - mimo epidemii koronawirusa SARS-CoV-2 - na ulice miast i miasteczek Polski wyszły tłumy. Manifestacje w większych miejscowościach liczyły - według szacunków policji - po kilka tysięcy uczestników.
To kolejny dzień protestów po czwartkowym orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego. Aborcja w przypadku ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu lub jego nieuleczalnej choroby zagrażającej życiu jest niezgodna z konstytucją - stwierdził 22 października TK w pełnym składzie.
"Z wielkim uznaniem przyjąłem dzisiejszą decyzję. (...) Stwierdzono, że koncepcja 'życia niewartego życia' stoi w jaskrawej sprzeczności z zasadą demokratycznego państwa prawnego" - napisał po ogłoszeniu wyroku przewodniczący episkopatu abp Stanisław Gądecki. Cztery dni później wydał kolejne oświadczenie. "Chciałbym przypomnieć, że to nie Kościół stanowi prawa w naszej Ojczyźnie i to nie biskupi podejmują decyzje o zgodności bądź niezgodności ustaw z Konstytucją RP" - pisał, prosząc o uspokojenie społecznych nastrojów.

Gniew tłumu

Niedziela była bowiem czwartym dniem protestu przeciw zaostrzeniu prawa aborcyjnego, ale wyjątkowym - po raz pierwszy akcje przeniosły się przed kościoły i do świątyń. Pojawiały się hasła: "Kościele, won od polityki", "Oto ciało moje", "Kościół nieświęty", "Moje ciało - moja decyzja". Manifestowano też przed siedzibami kurii. W Warszawie tłum krzyczał w stronę biskupów: "Pedofilów rozliczymy", "Polska laicka, a nie katolicka", "To jest wojna!". Na ścianach świątyń pojawiły się napisy: "Piekło kobiet" i proaborcyjne hasła. Zdewastowano przynajmniej dwa pomniki Jana Pawła II.
Czy Kościół w Polsce na to zasłużył?
- Rewizyty w kościołach wynikają z faktu, że Kościół katolicki przez lata wchodził do domu kobietom i zaglądał pod kołdrę - uważa Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, posłanka Lewicy zaangażowana w akcje protestacyjne. - Kościół na własne życzenie zaangażował się w walkę polityczną i teraz musi liczyć się z odpowiedzią - mówiła w Polsat News.

Bratobójcza wojna kulturowa

W opinii ks. prof. Andrzeja Kobylińskiego z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego taka reakcja na orzeczenie TK była do przewidzenia. - To efekt społecznych emocji, które są rozgrywane także politycznie. Nie rozumiem tych dziennikarzy i polityków, którzy są zaskoczeni charakterem obecnych protestów - mówi w rozmowie z Interią.
Jego zdaniem w Polsce mamy dziś do czynienia z "bratobójczą wojną kulturową, w której nikt nie ustąpi", a eskalacja tego konfliktu jeszcze przed nami.
- Co robić? Starać się cywilizować tę wojnę. Potrzebujemy swego rodzaju konwencji genewskich - nazwijmy to konwencją warszawską - żeby prowadzić walkę światopoglądową, bo tej nie unikniemy. Uniknąć możemy jedynie niepotrzebnych strat - komentuje.
Zdaniem duchownego, to szczególnie ważne, bo przed nami więcej trudnych tematów, jak eutanazja, związki jednopłciowe i adopcja dzieci przez pary gejowskie.
- Niedziela pokazała, że Kościół musi odrobić wielką lekcję pokory. Dotyczy to szczególnie biskupów i innych przedstawicieli władzy kościelnej. Przecież na ulicach i w kościołach manifestowały, często tak ostro i wulgarnie, katolickie dzieci. Większość z nich zapewne jest ochrzczona, bierzmowana. To teraz główne pytanie, co zrobić, żeby ta młodzież kiedykolwiek zaufała Kościołowi, który w ostatnim czasie z powodu skandali pedofilskich utracił dużą część swojej wiarygodności - mówi.

"Sól zwietrzała"

Zbigniew Nosowski, publicysta i redaktor katolickiego kwartalnika "Więź" zaznacza z kolei, że na taką formę protestu, jaką obserwowaliśmy w niedzielę, Kościół nie zasłużył. Jednak "zawyżona cena, jaką dziś płaci, to nieuchronna konsekwencja konkubinatu z partią rządzącą". - A wielu przed nią od dawna ostrzegało, bo to łamanie kościelnych zasad, które na tego typu bliskie relacje Kościoła z państwem nie pozwalają - komentuje w rozmowie z Interią.
- Gwałtowna forma protestów będzie zapewne umacniać wielu ludzi Kościoła w przekonaniu, że oto jesteśmy prześladowani za wiarę i głoszenie ewangelicznej prawdy. Tymczasem myślę, że jest to raczej dowód na to, że nasze świadectwo było za mało ewangeliczne, nieczytelne, niezrozumiałe. Mówiąc językiem Ewangelii - sól zwietrzała i nadaje się tylko na to, żeby ją wyrzucić. Triumfalistyczna forma bycia Kościołem dawno się wyczerpała, ale niektórzy w Polsce wciąż ją stosowali - mówi.
Pytany o to, dlaczego gniew został przekierowany na Kościół, skoro chodzi o decyzję Trybunału Konstytucyjnego, przywołuje wydarzenia z lipca i sierpnia. - Gdy aktywiści szli i wieszali tęczowe flagi na wielu spotkanych po drodze pomnikach, poruszenie wywołała flaga tylko na jednym monumencie (pomniku Chrystusa - red.). W związku z tym aktywiści idą dalej w tym kierunku. Zobaczyli, że uderzenie w symbole religijne daje niezbędny im rozgłos, unaocznia ich radykalizm - zauważa.
- Ponieważ kierownictwo Episkopatu nie zerwało wcześniej konkubinatu z władzą, a w przypadku wyroku TK wręcz błyskawicznie podziękowało, że państwo w taki sposób działało, dało prawo przekierowania tego gniewu na Kościół jako taki - konkluduje.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 069
22 741


Jakie są źródła kryzysu współczesnego Kościoła? Prof. Łagowski stwierdził kiedyś, że PRL upadł dlatego, iż działacze PZPR przestali wierzyć w marksizm i zaczęli patrzeć na siebie oczami swoich przeciwników. Kiedy wiara w marksizm upadła, musieli sami siebie uznać za złych ludzi.
Z analogiczną sytuacją mamy do czynienia we współczesnym Kościele, a najbardziej reprezentatywnym przykładem tego zjawiska jest Kościół w Niemczech. Uformowany przez Rahnera i Kaspera Kościół, dawno już utracił wiarę. Wraz z oderwaniem Chrystusa wiary od Jezusa historii, chrześcijaństwo stało się tylko mitem (rozumianym albo po bultmannowsku albo po jaspersowsku). Przestano wierzyć w zmartwychwstanie jako realny historyczny fakt, widząc w nim jedynie mityczną figurę.
Zapewne w ogromnym stopniu zaprzestano też wierzyć w możliwość życia wiecznego i zaczęto traktować wiarę jako formę terapii. Skoro zaś zredukowano Objawienie do mitu, a chrześcijaństwo to tylko terapia, więc pozostaje mu jedynie dołączenie do laickiego humanitaryzmu, aby w dobie liberalnej indywidualizacji i subiektywistycznego postmodernistycznego demontażu wartości, próbować tworzyć alternatywne dla religii społeczne spoiwo, realizując pragnienia Durkheima. Znakomitym tego wyrazem jest ostatnia encyklika “Fratelli Tutti”.
Problem w tym, że w laickim humanitaryzmie wyprodukowanym przez liberalny świat podrasowany postmarksistowskimi nurtami Nowej Lewicy, katolicka moralność oparta na prawie naturalnym kłóci się z russoistyczną koncepcją miłości, jako swobodnej ekspresji uczuć, natury jako swobodnej ekspresji odczuć, i w końcu skrajnie egotycznego podejścia do życia podpartego ideologią praw człowieka. W świetle takiej perspektywy, katolicy sami zaczęli postrzegać siebie jako tych złych, zaczęli patrzeć na siebie oczami wrogów chrześcijaństwa. W imię tej perspektywy chce się zatem przyzwolić na komunię dla osób rozwiedzionych żyjących w niesakramentalnych związkach, docenić wartość związków homoseksualistów i lesbijek, uznawać to, by mężczyzna uważał się za kobietę, czy w końcu uznać, że w imię komfortu psychicznego rodziców, można człowieka w pierwszych fazach rozwoju, uznać za coś, co można zabić.
W Polsce zakonserwowane w okresie PRL-u katolickie imaginarium, podtrzymane autorytetem Jan Pawła II w okresie problemów transformacji, pod wpływem olbrzymiego naporu zachodniej antykultury i postmodernistycznej dekompozycji akcelerowanej przez sieci społecznościowe, przetrwało jeszcze utrwalone formami kulturowymi wśród osób starszych, ale zanikło zupełnie wśród młodzieży. Prawicowe partie polityczne bardziej były zainteresowane eksploatacją kapitału kulturowego swojego elektoratu, niż budowaniem agendy cywilizacyjnej. Zaś Kościół zdawał się nie dostrzegać skali apostazji młodzieży. Wczoraj mogliśmy zobaczyć ją w pełnej krasie.
Tadeusz Matuszkiewicz
Ech i znowu to typowe dla katolików postponowanie mitu przy gadce o utracie wiary w historyczność zmartwychwstania. Dla nich jest już za późno, oni nie zrozumieją, że traktowanie mityczności tych "jedynie mitycznych figur" z pełną powagą, jest właśnie tym elementem zapewniającym cywilizacjom witalność i młodość.

To ucieczka od mitu je uśmierca, a chrześcijaństwo ze swoimi pretensjami do przyziemnego osadzania swojej opowieści w ramach rzekomo wiernego historycznego przekazu, w dwójnasób unicestwia sens wiary.

Po pierwsze, prowokuje do denializmu czy rewizjonizmu - jeżeli coś już bowiem pretenduje do historii, to musi poddawać się badaniom, czy też można na temat tego zajmować przeróżne stanowiska badawcze, a zatem również podważające zaistnienie tego, co relacjonowane. Jeżeli coś podlega pod historię jako naukę, podlega także jej metodologii, w tym również sceptycyzmowi względem jakości źródeł. Historycy wszak rekonstruując dawne dzieje, często nie dają się zwodzić pierwszej, lepszej narracji i wykluczają możliwość wystąpienia pewnych zdarzeń, twierdząc że nie mogły mieć miejsca a jakieś źródło musiało być zafałszowane lub jego autor w nim zmyślał, bo brakowało mu informacji. Już chociażby z tego względu, postawienie relacji religinej w pozycji relacji historycznej, empirycznie weryfikowalnej, stanowi zachętę dla zwątpienia w nią, niemal automatycznego osłabienia, skutkującego niechybnymi podejrzeniami.

Po drugie, zniechęca do czerpania z niej nauki czy inspiracji, odkrywania ukrytego znaczenia i przesłania. Historia jest... cóż - historią. Ciągiem w większości materialnych przyczyn i skutków, których zaistnienie potwierdziliśmy. Ktoś wygrał bitwę, bo zrobił to czy tamto, bo dysponował jakimś potencjałem czy doszedł do jakieś pozycji. Ktoś miał jakieś osiągnięcia w danej dziedzinie lub nie - tak po prostu było. Wydarzyło się. Może rzutować w dalszym stopniu na nasze życie, ale samo w sobie nie przenosi żadnego przesłania, jakie można byłoby wyinterpretować. Tak po prostu było. Od ukrytych znaczeń i interpretacji wagi jakichś zdarzeń jest bardziej historiozofia, niż sama historia. Jeżeli kogoś historia nie obchodzi, nie zamierza z niej czerpać, od religii traktowanej w formie narracji historycznej też się odbije i niczego go ona nie nauczy, nie znajdzie w niej żadnej wartości.

Mit natomiast działa inaczej. Bliższy jest związkowi frazeologicznemu lub przysłowiu. Kiedy mówisz: "Czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci" albo "Czego Jaś się nie nauczy, Jan nie będzie umiał", nie odnosisz się do żadnej konkretnej przeszłości czy przyszłości, przenosisz po prostu pewną metaforyczną mądrość ludową, truizm, zwracając czyjąś uwagę na uniwersalny problem (i jego rozwiązanie). Nikt normalny nie będzie rzucał się na truizmy czy przysłowia z naukową metodologią, aby je falsyfikować, bo znajdują się one poza zasięgiem zainteresowania nauki - nie wkraczają na jej poletko ani nie pretendują do naukowego opisu rzeczywistości. Na ogół ich przesłanie i tak jest normatywne - wyznacza oczekiwania wobec czegoś, czy domaga się przyjęcia takiej a takiej postawy albo zrozumienia i pogodzenia się z niezmiennością pewnych koniecznych w życiu relacji. Mit jest więc nietykalny w hermetyczności przesłania, które przenosi. Można go ignorować czy decydować się go nie odczytywać, ale nie ma sensu silić się na jego unieważnianie czy podważanie. Dlatego jest też niezniszczalny i stale powracający, zdolny do odradzania i odżywiania tego, co dogorywa i wymaga odnowy.

Nie dotyczy go też problem doczesności historii, bo ją przekracza. Jest uniwersalną opowieścią, więc przenika całe dzieje tak jak pewniki geometrii i można się do niego odnosić w każdej epoce, aby wynieść z niego to samo przesłanie. Dlatego też jest lustrem, w jakim kolejne pokolenia mogą się przeglądać i konsultować z nim swe położenie, przypominając sobie jakąś podstawową prawdę, o której wolały z jakiegoś względu zapomnieć. Kiedy jednak nie da się dłużej przeczyć analogii kreślonej między tą bezczasową opowieścią a naszą namacalną rzeczywistością, mit zwycięża i musimy się mu poddać, wracając na jego łono. Bo dopiero on mówi nam jakąś prawdę ostateczną i nie ma w tym żadnego historycznego interesu.

Ale oni tego oczywiście nie zrozumieją, wiec może niech się ten eon katolicki rzeczywiście skończy.
Mit nie kończy się nigdy.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 069
22 741


Bezprecedensowy nakaz Watykanu dotyczący darowizny na rzecz instytucji wspierającej osoby pokrzywdzone wykorzystywaniem seksualnym w Kościele nie pociągnął za sobą żadnych konkretnych działań. Kard. Henryk Gulbinowicz przed śmiercią nie wpłacił datku na rzecz Fundacji Świętego Józefa. Jak dowiaduje się Interia, do tej pory nie zrobili też tego jego spadkobiercy.
O sankcjach nałożonych na ks. kard. Henryka Gulbinowicza nuncjatura apostolska w Polsce poinformowała 6 listopada.
Były wieloletni metropolita wrocławski, od 2004 roku arcybiskup senior tej archidiecezji, otrzymał zakaz uczestnictwa w jakichkolwiek celebracjach lub spotkaniach publicznych oraz używania insygniów biskupich. Ponadto został pozbawiony prawa do nabożeństwa pogrzebowego w katedrze i pochówku w katedrze.
Kardynałowi nakazano także wpłacenie "pewnej sumy pieniędzy jako darowizny na działalność Fundacji św. Józefa powołanej przez Konferencję Episkopatu Polski w celu wspierania działań Kościoła na rzecz ofiar nadużyć seksualnych, pomocy psychologicznej oraz prewencji i kształcenia osób odpowiedzialnych za ochronę nieletnich".
Jak ustaliła Interia, sankcje dyscyplinarne nałożono za molestowanie, czyny homoseksualne i współpracę z ówczesną Służbą Bezpieczeństwa.
10 dni po upublicznieniu decyzji Watykanu, 16 listopada 2020 r. kard. Henryk Gulbinowicz zmarł. Miał 97 lat.
Przed śmiercią przekazano mu informacje o sankcjach. Hierarcha był już wówczas w złym stanie i kontakt z nim był utrudniony.

Darowizny nie ma

Jak informuje Marta Titaniec, członkini zarządu Fundacji Świętego Józefa, na konto organizacji nie wpłynęła żadna darowizna w związku ze sprawą kard. Gulbinowicza.
- Myślę, że to ważne dla samego śp. kardynała. Dla spokoju jego duszy należy rozwiązać jego ziemskie sprawy i wypełnić nałożone na niego zobowiązania - mówi Interii Marta Titaniec.
Tylko kto powinien to zrobić?
Archidiecezja wrocławska tłumaczy, że nie jest stroną w tej sprawie i nie rozporządza żadnym prywatnym majątkiem kard. Gulbinowicza. - Zgodnie z wyrokiem to ma być wsparcie przekazane z jego własnych oszczędności. My o takich oszczędnościach nic nie wiemy - mówi Interii rzecznik archidiecezji ks. Rafał Kowalski.

Nieznani spadkobiercy

Marta Titaniec zauważa, że nie chodzi o to, żeby w ramach wyroku Stolicy Apostolskiej obciążyć archidiecezję wrocławską. - Nie byłyby to pieniądze kardynała, tylko diecezji, a wiemy, że część jej majątku pochodzi z wpłat wiernych. Ponadto księża i biskupi archidiecezji wrocławskiej wsparli finansowo działalność Fundacji Świętego Józefa - komentuje.
Kto zatem dysponuje majątkiem kardynała?
- W testamencie nie był nikt wymieniony imiennie. Wyrok był publiczny, zakładamy zatem, że osoby, które dysponują majątkiem księdza kardynała Gulbinowicza, wiedzą o sprawie - zauważa ks. Kowalski. - Powinny czuć się zobowiązane do wsparcia Fundacji Świętego Józefa i zrobić to dla spokoju sumienia - dodaje.

Dwie twarze

Kard. Henryk Gulbinowicz to ważna postać w Kościele katolickim w Polsce, szczególnie na Dolnym Śląsku, z którym był przez lata związany. Metropolitą wrocławskim został w 1976 roku i pełnił tę funkcję przez 28 lat.
W czasie stanu wojennego Gulbinowicz wspierał działaczy dolnośląskiej Solidarności. Do historii przeszło ukrycie przez duchownego w Pałacu Biskupim związkowych pieniędzy - 80 mln zł. Gotówka po wprowadzeniu stanu wojennego pomogła m.in. w budowaniu wrocławskiego podziemia. Gulbinowicz przeprowadził we Wrocławiu synod archidiecezjalny, kongres pracy oraz założył wiele nowych parafii. Był przewodniczącym komitetu organizacyjnego 46. Międzynarodowego Kongresu Eucharystycznego we Wrocławiu w 1997 r. Pracował w watykańskich Kongregacjach: ds. Duchowieństwa, ds. Kościołów Wschodnich i ds. Ewangelizacji Narodów.
Był doktorem honoris causa trzech wrocławskich uczelni, Honorowym Obywatelem Dolnego Śląska, Laureatem Dziecięcej Nagrody SERCA oraz 641. Kawalerem Orderu Uśmiechu, a w lutym 2009 r. został odznaczony Orderem Orła Białego.
Cieniem na jego historii kładą się najnowsze publikacje historyków IPN, którzy ustalili, że ks. Gulbinowicz w latach 1970-1975 był traktowany przez Służbę Bezpieczeństwa jako kandydat na tajnego współpracownika, później - incydentalnie określano go jako kontakt operacyjny i raz jako kontakt poufny. Kard. Gulbinowicz oskarżany był także o wykorzystywanie seksualne i tuszowanie pedofilii. Szerzej sprawę opisujemy TUTAJ.
Nuncjatura apostolska nie poinformowała wiernych w Polsce, za co dokładnie nałożono sankcje na kard. Gulbinowicza. Informacji tej nie krył jednak sam Watykan. Oficjalna gazeta Stolicy Apostolskiej "L'Osservatore Romano" wskazała w opublikowanym komunikacie, że kary dotyczyły molestowania, czynów homoseksualnych i współpracy z ówczesną Służbą Bezpieczeństwa.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 069
22 741

Ogłoszony w tym tygodniu raport irlandzkiej komisji rządowej potwierdził, że przez okres ponad 70 lat ubiegłego wieku, w prowadzonych przez instytucje religijne domach opieki, zmarło przedwcześnie około 9 tys. dzieci, a kolejne tysiące zostały odebrane ich niezamężnym matkom. Premier Irlandii wygłosił w parlamencie oficjalne przeprosiny, ale opozycja domaga się, by państwo przejęło majątek Kościoła katolickiego i by postawiono w stan oskarżenia zgromadzenia zakonne za ich rolę w prowadzeniu schronisk, pisze Shawn Pogatchnik z POLITICO.
Shawn Pogatchnik
461
Wczoraj, 21:18
Ten tekst przeczytasz w 6 minut
  • Skandal wybuchł w 2014 r., kiedy w miejscowości Tuam w dawnym zakonnym domu opieki odkryto dowody śmierci ok. 800 dzieci, a następnie odnaleziono ich nieoznaczone groby
  • Siostry zakonne z Tuam, napisały w oświadczeniu: "nie żyłyśmy zgodnie z zasadami chrześcijaństwa, gdy prowadziłyśmy ten dom"
  • Podczas debaty w parlamencie, jedna z posłanek zażądała przejęcia aktywów kościelnych instytucji, które "zbudowały majątek na kościach martwych dzieci"
  • "Domy matki i dziecka nie ratowały życia 'nieślubnym' dzieciom; w rzeczywistości, jak się wydaje, znacznie zmniejszały ich szanse na przeżycie", głosi rządowy raport
  • W niektóre domach zezwalano na przeprowadzanie testów szczepionek na dzieciach, przy czym nie pytano o zgodę ich matek lub opiekunów
Przygotowywany 6 lat i liczący niemal 3 tys. stron raport w sprawie nieczynnych już domów matki i dziecka, został zaprezentowany w parlamencie przez premiera Micheála Martina, który następnie odczytał oficjalne państwowe przeprosiny.
Raport zawiera szczegółowe informacje na temat okrutnych warunków i wyjątkowo wysokich wskaźników śmiertelności niemowląt w placówkach opiekuńczych dla niezamężnych matek i ich dzieci.
Raport opisuje warunki i praktyki w 18 z "Domów Matki i Dziecka", do których przymusowo wysłano 56 tys. niezamężnych, ciężarnych kobiet od 1922 do 1998 r., kiedy to zamknięty został ostatni z nich.
W przemówieniu w Dáil Éireann, niższej izbie parlamentu Irlandii, premier Martin powiedział, że raport opisuje "głęboko mizoginistyczną kulturę", która skazała tysiące kobiet i dzieci "na szybką śmierć lub życie pełne psychicznego bólu".
– Sami to sobie zgotowaliśmy – powiedział Martin. – Mieliśmy całkowicie wypaczony stosunek do seksualności i intymności, a młode matki i ich synowie i córki musieli zapłacić straszną cenę za tę niesprawiedliwość. Wyznawaliśmy opaczną moralność religijną i system kontroli, który uczynił tyle szkód. Całe społeczeństwo było w to zamieszane.

Wstrząsający raport

W opublikowanym we wtorek raporcie stwierdzono, że około 9 tys. noworodków, niemowląt i małych dzieci zmarło w tych placówkach od 1922 r. – kiedy to większość Irlandii uzyskała niepodległość od Wielkiej Brytanii – aż do połowy lat 60. ubiegłego wieku, gdy Irlandia zaczęła modernizować swoją gospodarkę i poprawiać standardy życia. Ostatnia z tych placówek, prowadzona głównie przez katolickie siostry zakonne, pod luźnym nadzorem państwowym, została zamknięta w 1998 roku.
Rząd rozpoczął śledztwo po tym, jak Catherine Corless, historyczka amatorka z Tuam w hrabstwie Galway, w 2014 r. zanalizowała akty zgonu z jednego z 18 domów, z których wynikało, że tylko w tym jednym miejscu pochowano prawie 800 dzieci w nieoznaczonych grobach.
W 2017 r. śledczy znaleźli szczątki niemowląt w Tuam, w większości pochodzące z lat 30. i 40. ubiegłego wieku, kiedy to infekcje i choroby łatwo rozprzestrzeniały się w nieogrzewanych i przepełnionych budynkach. Dzieci i matki, które zmarły w tych obiektach, były zazwyczaj chowane na miejscu, bez żadnego upamiętnienia.
Śledczy podkreślali, że wina za wysłanie kobiet do tych domów leżała przede wszystkim po stronie ich własnych rodzin i partnerów, którzy odmawiali wzięcia odpowiedzialności za kobietę i dziecko.

Jak działał system

"Należy przyznać, że badane instytucje udzielały schronienia – w niektórych przypadkach dosyć surowego – gdy rodziny w ogóle takiego schronienia nie udzielały", stwierdza raport. "Nie ma dowodów na to, że kobiety były zmuszane przez władze kościelne lub państwowe do zamieszkania w domach matki i dziecka. Ale większość kobiet nie miała żadnej alternatywy: w wielu przypadkach odcinano je od świata, a niektórym nadawano nowe, 'domowe imię'."
Domy matki i dziecka dawały kobietom pewne gwarancje, że ich tajemnica będzie chroniona, jednak po zamieszkaniu na terenie ośrodka, jak wynika z raportu, kobietom często odmawiano podstawowych ludzkich praw, a ich potomstwu groziła śmierć na skutek chorób zakaźnych lub wywołanych warunkami sanitarnymi, przeziębieniem i niedożywieniem.
"Wskaźnik śmiertelności wśród 'nieślubnych' dzieci był zawsze znacznie wyższy niż wśród dzieci 'legalnych', ale nadal był wyższy w domach matki i dziecka", stwierdza raport. "Śmiertelność w tych domach bezpośrednio po II wojnie światowej była prawie dwukrotnie większa niż średnia krajowa dla 'nieślubnych' dzieci".
"W latach poprzedzających rok 1960, domy matki i dziecka nie ratowały życia 'nieślubnym' dzieciom; w rzeczywistości, jak się wydaje, znacznie zmniejszały ich szanse na przeżycie", głosi raport.
W niektórych domach zezwalano na przeprowadzanie testów szczepionek na dzieciach, przy czym nie pytano o zgodę ich matek lub opiekunów. Komisja stwierdziła, że poddawanie dzieci takim testom – obejmującym siedem rozmaitych szczepionek w okresie od 1934 do 1973 r. – było nieetyczne i stanowiło naruszenie obowiązujących wówczas wymogów prawnych. Nie udowodniono jednak, że testy te zaszkodziły któremukolwiek z tych dzieci.

Co na to władze

Rząd zobowiązał się do zapewnienia rekompensaty finansowej i pomocy medycznej dla tych byłych mieszkańców ośrodków, którzy jeszcze żyją.
Premier Martin zapowiedział, że rząd zamierza dokonać ekshumacji i postawić pomniki dla udokumentowanych zmarłych w każdym z tych miejsc. Będzie również przeprowadzać testy DNA w celu dopasowania szczątków z żyjącymi jeszcze matkami lub rodzeństwem.
Dzień po swoim przemówieniu, premier złożył oficjalne przeprosiny w imieniu państwa.
Wezwał katolickie zakony religijne, które "tak źle się zachowywały", by zrobiły to samo.
– Władze kościelne narzuciły wypaczony kodeks moralny w odniesieniu do seksualności i moim zdaniem całkowicie podważyły godność każdej istoty ludzkiej – stwierdził Martin. – Nie ma tu żadnego przejawu chrześcijaństwa. Współwinne też jest państwo, to przejaw poważnego zaniedbania.
W ciągu ostatnich dwóch dekad, rozmaite, zlecane przez rząd badania potwierdziły przypadki znęcania się nad kobietami i dziećmi w instytucjach prowadzonych głównie przez Kościół katolicki, takich jak szkoły z internatem, warsztaty, sierocińce i tzw. przytułki sióstr magdalenek, gdzie niezamężne matki, które oddały lub utraciły swoje dzieci, spędzały dni na modlitwie i bezpłatnych pracach porządkowych.

Krytyka ze strony opozycji

Posłanki z opozycyjnych partii oskarżyły Martina o składanie pustych deklaracji na temat skandalu i niebranie na poważnie odpowiedzialności państwa za naruszenia praw obywatelskich, popełnione w ośrodkach.
Kilka posłanek skrytykowało jego zamieszczoną też w raporcie tezę, że to irlandzkie społeczeństwo samo jest sobie winne dopuszczenia do tych nadużyć. W raporcie napisano, że to rodziny kobiet odrzuciły je z powodu ich pozamałżeńskich ciąż, czyniąc z domów opieki ich jedyne schronienie.
– Te zbrodnie zostały popełnione przez reakcyjny Kościół katolicki i państwo wyznaniowe. To potężni uczynili to bezbronnym – powiedziała przywódczyni opozycyjnej partii Sinn Féin, Mary Lou McDonald. – Pogląd, że "zrobiliśmy to sami sobie" jest głęboko obraźliwy dla ofiar i ocalałych. To jest wykręt.
Jennifer Whitmore, rzeczniczka do spraw dzieci z partii Socjaldemokratycznej, zauważyła, że ponad 5600 ciężarnych kobiet wysłanych do tych placówek było w wieku od 12 do 17 lat.
– Prawie 12 proc. kobiet, które przeszły przez drzwi tych domów, to dzieci. Zostały wcześniej zgwałcone – powiedział Whitmore.
Jej partyjna koleżanka, Holly Cairns, powiedziała: – Ostatnią rzeczą, jakiej potrzeba tym, które przeżyły, to nietaktowne przeprosiny ze strony kolejnych facetów u władzy. One zasługują na sprawiedliwość. Zasługują na prawdziwą skruchę ze strony kościoła i państwa. I zasługują na całkowite i bezwarunkowe zadośćuczynienie.
Martin zapowiedział, że rząd uchwali przepisy, które pozwolą ocalałym mieszkańcom domów po raz pierwszy uzyskać dostęp do ich osobistych akt, by mogli mieć szansę odnalezienia swojej zaginionej matki lub dzieci. – Wiedza o własnej tożsamości to prawo podstawowe – powiedział.

Reakcje Kościoła

Kilku przywódców Kościoła katolickiego wydało w związku z raportem oświadczenia, wyrażające ubolewanie, ale bez zobowiązań do zapewnienia byłym mieszkańcom domów rekompensaty finansowej.
Zgromadzenie Sióstr Bon Secours (w Polsce znanych jako Siostry Dobrej Pomocy od Matki Boskiej Wspomożycielki), które prowadziły wspomniany dom w Tuam, napisało w oświadczeniu: "Nie żyłyśmy zgodnie z zasadami chrześcijaństwa, gdy prowadziłyśmy ten dom".
"Nie uszanowałyśmy przyrodzonej godności kobiet i dzieci, które przyszły do domu. Nie okazywałyśmy im współczucia, którego tak bardzo potrzebowały. Byłyśmy częścią systemu, w którym oni cierpieli niedostatek, samotność i straszliwy ból", stwierdza oświadczenie, wydane w imieniu przełożonej Zgromadzenia w Irlandii, siostry Eileen O'Connor. "Przyznajemy w szczególności, że niemowlęta i dzieci, które zmarły w tym domu, zostały pochowane w sposób pozbawiony szacunku i niedopuszczalny. Za to wszystko głęboko przepraszamy."
Kościół nie wywiązał się w pełni z wcześniejszych zobowiązań do wypłacenia odszkodowań dziesiątkom tysięcy obywateli Irlandii, którzy jako dzieci cierpieli z powodu fizycznego i seksualnego znęcania się z rąk urzędników kościelnych w warsztatach, internatach, sierocińcach i parafiach.
Władze katolickie twierdzą, że co prawda należy do nich wiele nieruchomości, w tym obszerne grunty, szpitale i szkoły, ale brak im gotówki. W ramach częściowych umów kompensacyjnych, przekazały one własność części z tych nieruchomości na ręce państwa.

"Kości martwych dzieci"

Socjalistyczna posłanka Bríd Smith powiedziała premierowi Martinowi, że rząd powinien "powiedzieć instytucjom, które zbudowały swoje bogactwo na kościach martwych dzieci, że ich majątek zostanie zamrożony, jeśli nie zgodzą się na godziwe zadośćuczynienie".
Natomiast posłanka Cairns powiedziała, że wszyscy żyjący jeszcze urzędnicy kościelni i państwowi, którzy byli odpowiedzialni za utrzymanie domów, w których dochodziło do nadużyć, powinni ponieść karną odpowiedzialność.
– Skala śmierci tych niemowląt jest niepojęta. To jest na granicy masowych morderstw – powiedziała Cairns. – Instytucje religijne posunęły się do straszliwego okrucieństwa i systematycznych nadużyć. To, że organizacja, która umożliwiała najgorsze rodzaje łamania praw człowieka, jakie można sobie wyobrazić, nadal ma jakikolwiek wpływ na nasze szkoły i szpitale, jest głęboko niepokojące. Osoby i organizacje, które popełniły te przestępstwa, powinny być ścigane i ukarane.
Redakcja: Michał Broniatowski
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 069
22 741
Protestantom zdrowo pada na mózg. ;)


A nie, przepraszam - to katolicki ksiądz, ale chyba z chowu franciszkowego. ;)
 

erte

Well-Known Member
638
2 513
"Uczniowie masowo rezygnują z uczestnictwa w religii. Wśród powodów wymieniają sprzeczne wartości, homofobię oraz udzielanie rad dotyczących życia prywatnego. "Katechetka mówiła, że kobieta powinna nosić spódnice do kostek, siedzieć w domu i gotować" - wymienia jedna z uczennic.

Ordo Iuris ma pomysł, gdzie leży przyczyna rezygnacji z religii. Proponuje rozwiązanie problemu​

Przypuszczenia, gdzie leży przyczyna tego rozwijającego się trendu ma jednak organizacja Ordo Iuris. Jej przedstawiciele sugerują, że powodem wypisywania się z lekcji religii jest chęć zwiększenia wolnego czasu przez młodzież.

Organizacja postanowiła zaproponować rozwiązanie, które może zatrzymać to zjawisko. Proponuje, aby każdy uczeń miał obowiązek uczęszczania na lekcję religii lub etyki. Uczeń, który nie będzie chciał uczestniczyć w lekcjach religii i etyki, nie uzyska promocji do kolejnej klasy.

Wyborcza poprosiła również o komentarz ws. coraz większej liczby uczniów, którzy nie chcą uczestniczyć w lekcjach religii, Przemysława Śliwińskiego, rzecznika archidiecezji warszawskiej.

"Każda rezygnacja to powód dla katechetów do zastanowienia się nad swoją pracą, nad sposobem komunikowania się z uczniami” - powiedział. Dodał też, że przyczynami tego zjawiska mogą być: reforma edukacji, laicyzacja społeczeństwa oraz odzwierciedlenie stosunku rodziców do wiary"
 

erte

Well-Known Member
638
2 513

Stanisław Obirek: Kościół z kobiecym głosem.​


Jeśli hipotetyczny ogólnopolski synod miałby mieć jakikolwiek sens, musiałby wyjść poza tradycyjny paradygmat katolicyzmu jako instytucji kształtowanej przez bezżennych mężczyzn – pisze teolog i antropolog kultury.

„Czas skończyć z obowiązkowym celibatem i ograniczeniem kapłaństwa do mężczyzn” – to postulat wyrażony przez wielu teologów katolickich na całym świecie. Jeśli hipotetyczny ogólnopolski synod miałby mieć jakikolwiek sens, musiałby wyjść poza tradycyjny paradygmat katolicyzmu jako instytucji kształtowanej przez bezżennych mężczyzn. Głos należy oddać przede wszystkim świeckim, w tym zwłaszcza kobietom.
 
Do góry Bottom