Ciekawostki naukowe i techniczne

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 888
22 106
Okazuje się, że współcześni Grecy rzeczywiście są potomkami tych starożytnych.
The Greeks really do have near-mythical origins, ancient DNA reveals
By Ann GibbonsAug. 2, 2017 , 1:00 PM

Ever since the days of Homer, Greeks have long idealized their Mycenaean “ancestors” in epic poems and classic tragedies that glorify the exploits of Odysseus, King Agamemnon, and other heroes who went in and out of favor with the Greek gods. Although these Mycenaeans were fictitious, scholars have debated whether today’s Greeks descend from the actual Mycenaeans, who created a famous civilization that dominated mainland Greece and the Aegean Sea from about 1600 B.C.E. to 1200 B.C.E., or whether the ancient Mycenaeans simply vanished from the region.
Now, ancient DNA suggests that living Greeks are indeed the descendants of Mycenaeans, with only a small proportion of DNA from later migrations to Greece. And the Mycenaeans themselves were closely related to the earlier Minoans, the study reveals, another great civilization that flourished on the island of Crete from 2600 B.C.E. to 1400 B.C.E. (named for the mythical King Minos).

The Lion Gate was the main entrance to the Bronze Age citadel of Mycenae, the center of the Mycenaean civilization.


The ancient DNA comes from the teeth of 19 people, including 10 Minoans from Crete dating to 2900 B.C.E. to 1700 BCE, four Mycenaeans from the archaeological site at Mycenae and other cemeteries on the Greek mainland dating from 1700 B.C.E. to 1200 B.C.E., and five people from other early farming or Bronze Age (5400 B.C.E. to 1340 B.C.E.) cultures in Greece and Turkey. By comparing 1.2 million letters of genetic code across these genomes to those of 334 other ancient people from around the world and 30 modern Greeks, the researchers were able to plot how the individuals were related to each other.
The ancient Mycenaeans and Minoans were most closely related to each other, and they both got three-quarters of their DNA from early farmers who lived in Greece and southwestern Anatolia, which is now part of Turkey, the team reports today in Nature. Both cultures additionally inherited DNA from people from the eastern Caucasus, near modern-day Iran, suggesting an early migration of people from the east after the early farmers settled there but before Mycenaeans split from Minoans.
The Mycenaeans did have an important difference: They had some DNA—4% to 16%—from northern ancestors who came from Eastern Europe or Siberia. This suggests that a second wave of people from the Eurasian steppe came to mainland Greece by way of Eastern Europe or Armenia, but didn’t reach Crete, says Iosif Lazaridis, a population geneticist at Harvard University who co-led the study.

This dancing Minoan woman from a fresco at Knossos, Crete (1600–1450 B.C.E.), resembles the Mycenaean women (above).
Wolfgang Sauber/Wikimedia Commons

Not surprisingly, the Minoans and Mycenaeans looked alike, both carrying genes for brown hair and brown eyes. Artists in both cultures painted dark-haired, dark-eyed people on frescoes and pottery who resemble each other, although the two cultures spoke and wrote different languages. The Mycenaeans were more militaristic, with art replete with spears and images of war, whereas Minoan art showed few signs of warfare, Lazaridis says. Because the Minoans script used hieroglyphics, some archaeologists thought they were partly Egyptian, which turns out to be false.
When the researchers compared the DNA of modern Greeks to that of ancient Mycenaeans, they found a lot of genetic overlap. Modern Greeks share similar proportions of DNA from the same ancestral sources as Mycenaeans, although they have inherited a little less DNA from ancient Anatolian farmers and a bit more DNA from later migrations to Greece.
The continuity between the Mycenaeans and living people is “particularly striking given that the Aegean has been a crossroads of civilizations for thousands of years,” says co-author George Stamatoyannopoulos of the University of Washington in Seattle. This suggests that the major components of the Greeks’ ancestry were already in place in the Bronze Age, after the migration of the earliest farmers from Anatolia set the template for the genetic makeup of Greeks and, in fact, most Europeans. “The spread of farming populations was the decisive moment when the major elements of the Greek population were already provided,” says archaeologist Colin Renfrew of the University of Cambridge in the United Kingdom, who was not involved in the work.
The results also show it is possible to get ancient DNA from the hot, dry landscape of the eastern Mediterranean, Renfrew says. He and others now have hope for getting DNA from groups such as the mysterious Hittites who came to ancient Anatolia sometime before 2000 B.C.E. and who may have been the source of Caucasian ancestry in Mycenaeans and early Indo-European languages in the region. Archaeologist Kristian Kristiansen of the University of Gothenburg in Sweden, who was not involved in the work, agrees. “The results have now opened up the next chapter in the genetic history of western Eurasia—that of the Bronze Age Mediterranean.”
*Update, 11 August, 10:23 a.m.: This article has been updated with information to clarify the genetic connection between modern Greeks and ancient Mycenaeans.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 888
22 106
15 kwietnia 2020
Ibn Sina (980-1037), Pers znany na Zachodzie jako Avicenna, był uważany za jednego z najznaczniejszych lekarzy, astronomów, myślicieli i pisarzy islamskiego Złotego Wieku, a także ojca nowoczesnej medycyny.
Ibn Sina jako pierwszy wpadł na pomysł kwarantanny w celu zapobiegania rozprzestrzenianiu się chorób. Podejrzewał, że niektóre choroby roznoszą się poprzez mikroorganizmy; aby zapobiec zakażeniom między ludźmi, wymyślił metodę izolowania ich na 40 dni. Nazwał ten sposób al-Arba’iniya (“czterdzieści”).
W artykule „Ibn Sina: doskonały uczony” Ihsan Ali i Ahmet Guclu zacytowali książkę Richarda Colgana „Rada dla młodego lekarza” opublikowaną w Nowym Jorku, w której autor napisał: “Ibn Sina (znany na Zachodzie po łacinie jako Avicenna) w swoim arcydziele pod tytułem „Kanon medycyny” stwierdza: “Wydzieliny ciała organizmu gospodarza (np. człowieka) są zakażone skażonymi obcymi organizmami, które są niewidoczne gołym okiem”. Parafrazując to liczące tysiąc lat stwierdzenie: “Infekcje są spowodowane zakażeniem wydzielin ciała gospodarzy przez obce skażone mikroorganizmy”.
Imponujące jest to, że ta definicja jest prawie taka sama jak ta, którą posługujemy się dzisiaj dla infekcji, a co ważniejsze, że Ibn Sina wysunął hipotezę o istnieniu mikroorganizmów. Posunął się do postawienia hipotezy, że choroby bakteryjne (np. gruźlica) mogłyby być zakaźne, a osoby zarażone powinny być poddane kwarantannie. Przyjrzyjmy się pokrótce odkryciu mikroorganizmów i doceńmy intuicję oraz wizję „ojca początków nowoczesnej medycyny”.
Autorzy dalej zacytowali książkę Roberta Kocha „Życie w medycynie i bakteriologii”, w której czytamy: “W siedemnastym wieku, prawie siedem stuleci po Ibn Sinie, holenderski naukowiec Anton van Leeuwenhoek (nazywany także „ojcem mikrobiologii”) zaobserwował pod mikroskopem mikroorganizmy. Dzięki temu fundamentalnemu odkryciu pokazał, że istnieją żyjące organizmy niewidoczne gołym okiem.
Jednak van Leeuwenhoek nie zdawał sobie sprawy z tego, że te mikroorganizmy (np. patogen; mikrob powodujący chorobę) mogłyby być przyczyną infekcji. Jest to sprzeczne z wcześniejszymi o siedem stuleci odkryciami Ibn Siny, że mikroorganizmy mogłyby być przyczynami zakażeń, co odkrył pomimo wyjątkowo ograniczonych dowodów na istnienie mikroorganizmów w tamtym czasie.
Prawie dwa stulecia po pierwszej obserwacji mikroorganizmów przez Leeuwenhoeka, w 1876 roku Robert Koch, niemiecki lekarz, wysunął postulat, że mikroorganizmy mogłyby być przyczynami infekcji a zatem choroby, na podstawie swej fundamentalnej obserwacji, że zawierająca bakterie patogenne krew zainfekowanego zwierzęcia przeniesiona do zdrowego zwierzęcia powoduje zachorowanie u odbiorcy.
Wielka encyklopedia medyczna autorstwa Ibn Siny: „al-Qanun fi al-Tibb” (Kanon Medycyny), zawierająca ponad milion słów, była używana jako standardowy podręcznik medycyny aż do siedemnastego wieku i wciąż jest powszechnie uważana za wartościowe źródło w studiach medycznych.
Oprac. Grażyna Jackowska na podst.: https://www.siasat.com
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 888
22 106
Zazwyczaj na samą myśl o Farkrajach wywracałem oczy ze znudzenia - "O nie, dalej seryjnie tłuką te gierki z rodzaju survivalowego FPP. Niech zgadnę - jak nic zapowiada się kolejna produkcja o jakimś samotnym gostku na tropikalnej wyspie... Tak oryginalnie!"

Tymczasem po latach się dowiedziałem, że raz Ubisoft pokusił się, by zrobić coś ambitniejszego w tej serii i zatrudnił lingwistów, kulturoznawców i historyków, aby pomogli odtworzyć wizję świata z późnego paleolitu.


Fajnie posłuchać ich wyobrażenia trzech wariantów języka protoindoeuropejskiego. Gamedevie, jak ty mię zaimponowałeś w tej chwili!

Nie wiem, jakie "Far Cry: Primal" ma notowania u fanów całej serii, ale do mnie taki akurat uzasadniony realiami historycznymi siurwiwal przemawia znacznie bardziej niż kolejna zrzynka do porzygu z Robinsona Cruzoe.

 
Ostatnia edycja:

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 888
22 106

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 888
22 106
Niby fajne, ale z drugiej strony traci się tę dawną plastyczność obrazu przy tłach na rzecz realizmu. A przed realizmem w sztuce najlepiej ostrzegał Jean Renoir.

2020-06-20 22:48:38 Lord Sidious
Jedną z największych nowości technologicznych, która pojawiła się w serialu „The Mandalorian”, było coś, co nazywali StageCraft. To coś, co sprawiło, że niebieskie i zielone ekrany mogą odejść do lamusa. Zaś twórcy mogą nagrywać sceny z aktorami bezpośrednio w środowisku wygenerowanym komputerowo w dodatku w czasie rzeczywistym. Wszystko dzięki potężnym owiniętym ekranom LED.



Jan Favreau przyznaje, że eksperymentował z tą technologią jeszcze przy poprzednich projektach. To podejście pozwala uzyskać synergię zalet filmu i gry. Mieć kamerę i renderowanie 3D jednocześnie. Richard Blufff, nadzorujący efekty specjalne porównuje wręcz Favreau do Lucasa, który zawsze szukał nowych sposób realizacji, w szczególności, gdy miał w głowie swój serial aktorski. StageCraft to innowacja, rozwinięta przez Industrial Light & Magic oraz firmy z nimi współpracujące. Dzięki temu udało się nagrać wiele ujęć z „The Mandalorian” w fotorealistycznych środowiskach, generowanych komputerowo. Jednocześnie przed ekranami znajdowały się rekwizyty i aktorzy.

Brian Bar, który operował te ekrany potwierdza, że właściwie jest to dokładnie ta sama technologia, co olbrzymie ekrany LEDowe na Time Square w Nowym Jorku. Podstawowym celem tej innowacji było to, by łatwo te ekrany się rozwijało i wyświetlało tło fizycznego planu. Dzięki temu można tam wyświetlać właściwie dowolną rzecz, więc mamy dokładnie zaletę zielonych ekranów. Nie ma potrzeby budowania wszystkiego. Jednocześnie aktorzy i ekipa widzą, coś co jest finalnym efektem lub bardzo go już przypomina. Są zanurzeni w to co widzą, zdecydowanie bardziej niż w przypadku malowanego tła. To zaleta lokacji czy pełnej dekoracji. Pozwala to bardziej skupić się na ukazywaniu historii i świata.



Ekrany LED były już wykorzystywane przy innych filmach gwiezdno-wojennych Disneya (efekty Łotra 1), to StageCraft jest czymś więcej, to także oprogramowanie. Dzięki wsparciu Kathleen Kennedy, Jon Favreau a także producent Dave Filoni i operator Greig Fraser („Łotr 1”) na sześć miesięcy przed rozpoczęciem zdjęć razem z ILM podjęli współpracę z kilkoma partnerami. Byli wśród nich Epic Games (twórcy Unreal Engine), a także firmy Golem Creations, Fuse, Lux Machina, Profile Studios, NVIDIA czy ARRI. Razem udało im się stworzyć prototyp zwany Volume, czyli technologię, która pozwalała stworzyć komputerową, animowaną ścianę. Wszyscy podkreślają, że to jest dokładnie ten kierunek, o którym mówił George Lucas, gdy chciał zmniejszyć koszt swojego serialu.

Bluff dołączył do ILM w dużej mierze pod wpływem ich innego osiągnięcia, czyli dinozaurów w „Jurassic Park”. Zainteresował się technologią w służbie kina, teraz cieszy się, że mógł wnieść ją na kolejny poziom. Czuje się pionierem. Bluff zaczął pracę w ILM przy „Zemście Sithów”. Tu dość mocno pracował z Kimem Libreri z Epic Games, który już przy „Przebudzeniu Mocy” pełnił rolę nadzoru technologicznego. Zresztą Bluff i Liberi poznali się w ILM. Teraz ich drogi zawodowe skrzyżowały się ponownie. W marcu 2018 pracowali aktywnie nad rozwojem technologii. 10 czerwca 2018 mieli mały ekran LED Volume i wykonali test. Ekran był podłączony do kamery i wyświetlał kilka testowych środowisk. Wszystko po to by pokazać, że to działa.



Dziś może brzmi to banalnie, ale wcale tak nie było. Testy wskazały, że wiele środowisk wygenerowanych przez komputer nie działało, czy to ze względu na tekstury, czy oświetlenie. Wyglądały źle. Ale właśnie te próby nauczyły ich jak tworzyć właściwe środowiska. Używali zdjęć prawdziwych pustyń czy lodowców (nawiązując do Tatooine czy Hoth). Czasem efekt był właśnie taki jak w przypadku klasycznych obrazów tła.

Ostatnim etapem testów w ILM były środowiska 3D, które miały wiele nakładających się obrazów. Użyto tu zdjęć z prawdziwej lokacji, Angel Island w San Francisco. Przygotowano wszystko, ubrano aktora w kostium Mandalorianina i zaczęto testy. Zadziałało. To nie była wielka, otwarta przestrzeń, raczej mały fragment studia, ale zdjęcia wyglądały przekonywująco prawdziwie. Ludzie nabierali się, myśleli, że to prawdziwe ujęcia. To był moment, w którym w ILM zrozumiano, że ta technologia zadziała.

Miesiąc później w Los Angeles na planie „The Mandalorian” zbudowano ledowy ekran Volume o wysokości ponad 6 metrów, pokrywający 270 stopni i składający się z 1326 mniejszych ekranów. Ten półokrąg miał średnicę prawie 23 metrów. To miejsce, którym zajmował się scenograf Anrew Jones i jego ekipa.

StageCraft nie tylko wspomaga produkcję filmową, powoduje że aktorzy lepiej widzą, co się dzieje. Ale także ma inne praktyczne aspekty. Zdecydowanie łatwiej operuje się światłem i odbiciami. W dodatku skraca czas potrzebny na postprodukcję. Tła właściwie są już zrobione i to bez kompromisu w sprawie jakości grafiki. Dodatkowo pozwala także na szybkie podejmowanie decyzji o ewentualnych zmianach w lokacjach. Kim Libreri twierdzi, że to trochę jakbyśmy kręcili film wewnątrz gry komputerowej, a przynajmniej świata z gry komputerowej. Ale to nie musi być generowany świat, może być nagrany na lokacji. A potem możemy wracać do niego przez wiele lat.



Favreau eksperymentował z ekranami LED w „Księdze dżungli”. Jednak najbardziej znany przykład to „Grawitacja” i to ona zainspirowała „Łotra 1”. Nie jest to jednak jedyna technologia, Favreau zarówno w „Księdze dżungli” jak i „Królu lwie” pracował nad wykorzystaniem rzeczywistości wirtualnej. Bluff wspomina, że Jon mocno naciskach na użycie i sprawdzenie nowych technologii. To bardzo pchnęło sprawy do przodu. Dodatkowo, jak wspomina Libreri, doświadczenie Filoniego z animacją komputerową zdecydowanie tutaj pomogło.

Obecnie w ILM ekipa inżynierów zajmująca się StageCraft i jego obsługą bywa nazywana żartobliwie „Brain Bar”. Pracując nad drugim sezonem „The Mandalorian” mieli szansę poprawić swoje dzieło, doszlifować je i nauczyć się jeszcze bardziej precyzyjnego użycia. Sezon pierwszy kończyli Odcinkiem 6 i ujęciem z „Razor Crest”. Było to dla nich najtrudniejsze zadanie, ale w drugim sezonie robili rzeczy jeszcze bardziej skomplikowane. Co, nie zdradzili, zobaczymy jesienią. Jak wiemy, StageCraft zostanie użyty także przy serialu o Obi-Wanie oraz pewnie pozostałych w produkcji.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 888
22 106

Naukowcy po raz pierwszy uzyskali stan splątania kwantowego, w którym obiekt jest na tyle duży, że można zobaczyć go bez mikroskopu.

Stanowi to duży krok poza splątanie cząstek subatomowych (zwykle identycznych), które udawało się osiągnąć do tej pory.

Splątanie kwantowe jest jednym z najdziwniejszych i najbardziej sprzecznych z intuicją aspektów mechaniki kwantowej. Cząstki splątane zachowują się jak pojedynczy byt, w którym wszelkie zmiany w jednej cząstce, wpływają na zachowanie drugiej. Co jeszcze dziwniejsze, zmiany mogą być przenoszone jednocześnie, w związku z czym Albert Einstein nazwał to zjawisko "upiornym oddziaływaniem na odległość".

Wcześniejsze próby splątania obejmowały pary cząstek subatomowych w tym samym pomieszczeniu, a następnie coraz większe odległości. Ostatnio jednak dotknięto bardziej złożonych zjawisk, m.in. splątania bilionów atomów. Przy okazji naukowcy dowiedzieli się, że splątanie zachodzi naturalne, np. w gwiazdach i kwazarach oddalonych od siebie o miliardy lat świetlnych.

Zespół fizyków kierowany przez prof. Eugene'a Polzika z Uniwersytetu w Kopenhadze doniósł o splątaniu wibrującej membrany wykonanej z azotku krzemu o średnicy milimetra i obłoku miliarda atomów. Polzik umieścił chmurę atomów w polu magnetycznym i użył światła przechodzącego przez chmurę do splątania oscylatora.

- Im większe obiekty, tym dalej są od siebie oddalone, tym bardziej różnią się od siebie, tym bardziej interesujące staje się splątanie zarówno z perspektywy podstawowej, jak i zaawansowanej. Dzięki naszym badaniom możliwe stało się splątanie ze sobą bardzo różnych przedmiotów - powiedział prof. Polzik.

Splątanie kwantowe obiektów, z których jeden jest widoczny gołym okiem, to krok w stronę praktycznego zastosowania tego niezwykłego stanu fizycznego.
Ciekawe, czy każda gwiazda ma dla siebie parę i synchronizuje się z innymi gwiazdami...
Wszechświat zdaje się stosować metodę CTRL+C - CTRL+V.
 
Do góry Bottom