Depresja

Rattlesnake

Don't tread on me
Członek Załogi
3 591
1 503
Każde działanie niecelowe ludzkiej hordy, to działanie sztuczne. Inaczej należałoby uznać ogromne hydroelektrownie, mosty i kontenerowce za twory natury.

To, że nie jesteśmy w stanie zrobić prostej wykładni celu, nie znaczy, że on nie istnieje. Z drugiej strony myślę, że i wśród zwierząt znaleźć można jakieś działania niecelowe. Sama bezcelowa zabawa też ma jakieś walory poznawcze.

Owszem, można próbować oddzielić naturę od "sztucznego". Tylko taki podział właśnie wydaje mi się sztuczny. Ale kruszyć kopii o to nie będę :)
 

Rattlesnake

Don't tread on me
Członek Załogi
3 591
1 503
Nie jest to takie pierdololo. To chyba jest kwestia informacji, która ma powodować aktywność. Kiedy goni cię tygrys, organizm generuję taką informację bez problemu. Kiedy musisz pracować na maksa i nie masz czasu się zastanawiać - też.

Problem pojawia się, jak masz wystarczająco dużo czasu na myślenie i jakieś problemy/frustracje itp. Jeśli odczuwasz upływający czas, stracone szanse i inne, często bezpowrotne straty, zawężające się możliwości itp. - prawdopodobieństwo deprechy rośnie. Jeśli zestawiasz to z uprzednimi aspiracjami i możliwościami - efekt jest jeszcze ciekawszy.

Lekarstwo? Być może informacja właśnie. Nauczenie się zapodawania sobie odpowiedniej informacji w odpowiednim czasie.
 

GAZDA

EL GAZDA
7 687
11 171
Problem pojawia się, jak masz wystarczająco dużo czasu na myślenie i jakieś problemy/frustracje itp. Jeśli odczuwasz upływający czas, stracone szanse i inne, często bezpowrotne straty, zawężające się możliwości itp. - prawdopodobieństwo deprechy rośnie. Jeśli zestawiasz to z uprzednimi aspiracjami i możliwościami - efekt jest jeszcze ciekawszy.
oj tam... to je powinienem mieć mega depreche... a sie tak nie czuje... nie mam czasu na bzdury, zima idzie...
 

GAZDA

EL GAZDA
7 687
11 171
no i dlatego polecam każdemu, znaleźć se konkretną robote, i inne zajecia a nie ględzenie i dostawanie depresji...
 

NoahWatson

Well-Known Member
1 297
3 212
Dla mnie selekcja naturalna to naturalny proces, w którym osobniki mające cechy pozwalające lepiej się dostosować do środowiska mają największą szansę na to, że będą miały potomstwo które nie umrze zbyt wcześnie (czyli: przez co zarówno sam osobnik musi sobie dobrze radzić w środowisku, był płodnym, potomstwo również musi być płodne i sobie dobrze radzić też i w czasie gdy potomstwem trzeba się opiektować by nie zdechło, wtedy też musi sobie dobrze radzić) co powoduje, że stado jako całość przystosowuje się do środowiska, gdyż osobniki nagradzane w procesie posiadają cechy pozwalające lepiej dostosować się do środowiska.
Dzisiaj u ludzi obecnie często to właśnie cechy nieprzystosowania jednostek do środowiska są nagradzane. Ktoś, kto nie pracuje bo mu się nie chce, tylko chleje alko i ma mnóstwo dzieci, dostanie kasę na potomstwo. Można podać wiele innych przykładów gratyfikowania jednostek z powodu ich słabości, nie koniecznie z potomestwem i tak skrajnym nicnieróbstwem. W wielu przypadkach racjonalny się staje nieracjonalizm.
***
Co do tematu: U mnie było trochę jak u Szynka'i. Nie do końca jeszcze się ogarnąłem, bo ciągle studiuję i nie pracuję w zawodzie, czasem tylko dorywczo i w wakacje jakaś umowa na miesiąc. Kasa jak również publiczna edukacja (czas i nerwy, który mi zabiera) mnie ciągle ogranicza w takim życiu jak chcę, no ale z drugiej stronych chociaż ten tytuł inżyniera by się przydał i już przebrnąłem przez kawałek studiów, szkoda teraz zostawić to wszystko. Z drugiej strony wcześniej byłem nader pragmatycznym człowiekiem (co oznaczało, że nie widziałem sensu poświęcać naprawdę wielu godzin na czytanie filozofów, zagłębianie się w ideologoie, libertarianizmy tylko lepiej myśleć o własnym życiu i zawodzie - jak pisałem, racjonalny nieracjonalizm) i pomimo tego, że od czasu do czasu miałem jakieś przemyślenia lub przeczytałem coś z np psychologii i dochodziłem do wniosku, że np może zakazy które miały zabezpieczać ludzi przed czymś negatywnym często jednak nie są w wielu przypadkach dobre z powodu niezamierzonych konsekwencji itp czyli takie fragmenty libertariańskich poglądów, to mimo wszystko nie wiem czy rzeczywiście przekułoby się mnie w libertarianina. Może nawet nie spotkałbym się do tej pory z pojęciem libertarianizm, albo spotkałbym się ale nie zagłębiał się. A tak z powodu odsocializowania się na pewien czas, zapoznałem się, a mój mózg miał trochę czasu na przegryzienie tego wszystkiego :D
 

Gość niedzielny

Well-Known Member
968
2 125
No ok, możesz to nazwać jednostką zdrowia, albo czym tam chcesz. Co to zmienia?

Kwestia czasu, kiedy zaczną uznawać libertarian i wszystkich inaczej myślących za osoby z zaburzeniami psychicznymi. A co do tej teorii, że ostry zapierdol może uchronić człowieka przed czarnymi myślami - wydaje mi się ona bez sensu. Przecież ktoś taki prędzej czy później zda sobie sprawę z faktu, że życie pracą 24/h jest chujowe. Wystarczy, że dopadnie go chwilowa refleksja. Wg. mnie 90% potencjalnych samobójców żyje tylko dlatego, że nie chce krzywdzić rodziny swoim nagłym zejściem. I to jest chyba najlepszym remedium.
 
Ostatnia edycja:

pampalini

krzewiciel słuszności
Członek Załogi
3 585
6 862
Człowiek to też natura :)
Ale w filozofii rozróżnia się relacje z "aktorami świadomymi", z którymi jesteś w stanie się porozumieć od relacji z aktorami nieświadomymi, czyli naturą właśnie. Stąd np. całe pierdolo o wolności negatywnej i pozytywnej. Jeśli chcesz się dostać z punktu A do punktu B i przeszkadza Ci w tym blokada policyjna, wtedy ograniczana jest Twoja wolność negatywna. Jeśli przejazd zagrodzi Ci drzewo zwalone przez wichurę, wtedy ograniczona jest Twoja wolność pozytywna. Taki przykład dał Matt Zwolinski. Co by nie było - rozróżnianie na naturę i aktorów moralnych/świadomych ma IMO sens.

Inteligentna, ale niedoświadczona jeszcze osoba szybko dojdzie do konkluzji, że życie jest chujowe i bez sensu. Bo niestety tak jest.
Ja uważam, że życie jest zajebiste i bez sensu. Przyznam, że byłem zawsze bardzo daleki od wszelkich stanów depresyjnych. Najbliżej zwątpienia byłem w liceum, ale poczytałem Nietzschego i mnie przekonał, że bezsens istnienia jest właśnie zajebistą cechą rzeczywistości, bo możemy wykuć sobie w niej swoje własne sensy.

Jeśli odczuwasz upływający czas, stracone szanse i inne, często bezpowrotne straty, zawężające się możliwości itp. - prawdopodobieństwo deprechy rośnie. Jeśli zestawiasz to z uprzednimi aspiracjami i możliwościami - efekt jest jeszcze ciekawszy.
Kępiński twierdził, że jedną z przyczyn schizofrenii jest dysonans pomiędzy oczekiwaniami co do życia a realiami. Dlatego objawia się najczęściej około 30 roku życia, kiedy pojawia się pierwsze głębokie zwątpienie w to, czy uda się nam osiągnąć to, co zaplanowaliśmy i obserwacja, że nie jesteśmy ludźmi, którymi chcieliśmy się stać.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 902
25 818
Najbliżej zwątpienia byłem w liceum, ale poczytałem Nietzschego i mnie przekonał, że bezsens istnienia jest właśnie zajebistą cechą rzeczywistości, bo możemy wykuć sobie w niej swoje własne sensy.
Więc mamy już potwierdzone info - dla laików Nietzsche to po prostu taki XIX-wieczny Paulo Coelho. Haha, teraz będę miał ubaw przez cały dzień - dzięki.

Kępiński twierdził, że jedną z przyczyn schizofrenii jest dysonans pomiędzy oczekiwaniami co do życia a realiami. Dlatego objawia się najczęściej około 30 roku życia, kiedy pojawia się pierwsze głębokie zwątpienie w to, czy uda się nam osiągnąć to, co zaplanowaliśmy i obserwacja, że nie jesteśmy ludźmi, którymi chcieliśmy się stać.
W takim razie jestem w grupie ryzyka, bo do tego rodzaju wniosków po obserwacjach, dochodzę od około dziewiątego roku życia. Inna sprawa, że jak na fanatyka o dobrej reputacji przystało, nigdy na dłużej nie poddaję się wątpliwościom, uznając je za opór materii i zmęczenie materiału. Jak się łazi sporo po górach, to nogi też czasem pobolewają, ale skoro cel został wyznaczony, to idzie się dalej. Wątpliwości - o ile nie dotyczą uzasadnionej niemożliwości, jaką się jakimś cudem przegapiło, podejmując działanie - oznaczają jedynie zmęczenie i stanowią sygnał do wymówki, by przestać robić to, co się już rozpoczęło.

Nie ze mną te numery, mój organizmie!
 

pampalini

krzewiciel słuszności
Członek Załogi
3 585
6 862
Więc mamy już potwierdzone info - dla laików Nietzsche to po prostu taki XIX-wieczny Paulo Coelho. Haha, teraz będę miał ubaw przez cały dzień - dzięki.
Nie znam książek Paulo Coelho, ale zakładam, że zżynał od wielu filozofów. Co w tym takiego zabawnego dokładnie?

BTW - propertarianizm FatBanthy to taki Gor XXI wieku. :)
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 902
25 818
Naprawdę mamy upadać tak nisko? Ja musiałbym wyjaśniać dlaczego uznałem to, co mówisz - za żart - a nie lubię tłumaczyć kawałów i bon motów. A Ty, chociaż poniekąd już to zrobiłeś, przyznać się, że nie podjąłeś subtelnej gry towarzyskiej, tylko pisałeś serio. Ech, aspergery...

No ale dobra - Coelho nie tyle zżynał od wielu filozofów, ale również i przede wszystkim, strasznie ich banalizował. Z tego co się orientuję, całą jego twórczość charakteryzuje tego rodzaju truistyczny banał, pozujący na nie wiadomo jak wielką mądrość. Formalnie to się chyba zaczęło nazywać "deepity", odkąd tak to ochrzcił Dennett. Przetłumaczyłbym to na polski jako głępota (od rzekomej głębi i głupoty).

http://en.wiktionary.org/wiki/deepity


Trystero kiedyś o tym pisał, z tego co pamiętam.
Dobrze pamiętam: http://www.trystero.pl/archives/12439

I Ty ujmując Nietzschego (co by o nim nie powiedzieć, nie był tak bardzo jednowymiarowy i pozerski) w jednym zdaniu rodem z języka Coelho, poniekąd zredukowałeś go do takiej roli - pisarza dla pensjonarek, z którego można wyciągnąć mniej więcej tyle mądrości, ile z książki Coelho. To była właśnie pointa, którą nieświadomie jak się okazuje, mnie rozwaliłeś. Dla mnie to było właśnie bardzo śmieszne - bo po co czytać tego Nietzschego, wkładać wysiłek w jego rozumienie, skoro dokładnie to samo można byłoby uzyskać u Mistrza Paulo? Da bum, tssss... Oklaski, dobry stand-up.

Teraz, gdy wiem, że to nie był celowy zabieg z Twojej strony, to jest jeszcze śmieszniej. :)
 

pampalini

krzewiciel słuszności
Członek Załogi
3 585
6 862
I Ty ujmując Nietzschego (co by o nim nie powiedzieć, nie był tak bardzo jednowymiarowy i pozerski) w jednym zdaniu rodem z języka Coelho, poniekąd zredukowałeś go do takiej roli - pisarza dla pensjonarek, z którego można wyciągnąć mniej więcej tyle mądrości, ile z książki Coelho. To była właśnie pointa, którą nieświadomie jak się okazuje, mnie rozwaliłeś. Dla mnie to było właśnie bardzo śmieszne - bo po co czytać tego Nietzschego, wkładać wysiłek w jego rozumienie, skoro dokładnie to samo można byłoby uzyskać u Mistrza Paulo? Da bum, tssss... Oklaski, dobry stand-up.

Teraz, gdy wiem, że to nie był celowy zabieg z Twojej strony, to jest jeszcze śmieszniej. :)
Wykonałeś zupełnie nieuprawnione zrównanie stwierdzenia - "Nietzsche przekonał mnie, że..." ze stwierdzeniem - "filozofię Nietzschego można streścić w zdaniu...". Absurdalne.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 902
25 818
Łotewa - było użyć innej formy lub się rozpisać, tak by nie uruchomić u mnie takiego akurat łańcucha skojarzeń. Zabrzmiało coelhowato i wystarczyło. Może i absurdalne, ale tak właśnie działa poczucie humoru, przynajmniej moje. Czasem wystarcza sam styl, analogia, cokolwiek co pozwoli połączyć i zestawić jedną sytuację z inną - nie musi istnieć pełna formalna zgodność, ani uprawnione rozumowanie.

Jako koleś z MP w awatarze akurat na absurdalność poczucia humoru narzekać nie powinieneś.
 
Do góry Bottom