Szwecja - forpocztą liberalizmu w Europie

Fraans

Well-Known Member
201
380
19 stycznia 2020
Grzegorz Lindenberg
Po spotkaniu z dziećmi w bibliotece w imigranckiej dzielnicy Sztokholmu, Olga Tokarczuk powiedziała: „Było cudownie, bardzo się wzruszyłam. I naprawdę, patrząc na te dzieci – kolorowe, w różnych ubraniach, witające mnie w różnych swoich językach – pomyślałam, jakie to bogactwo sobie Szwecja przygarnęła wraz z imigrantami. Jaki to jest potencjał różnych sposobów myślenia, wrażliwości, puli genetycznej”.
Ale Szwecja nie przygarnęła bogactwa, Szwecja przygarnęła imigrantów i ponosi tego ogromne finansowe i społeczne koszty.
Kiedy spotykasz się ze szczęśliwymi, kolorowo ubranymi dziećmi, które przybyły z biednych, niebezpiecznych i fanatycznych religijnie krajów, ich radość i różnorodność jest wzruszająca i optymistyczna. Myślisz: „Jak to cudownie, że te dzieciaki się tu znalazły, jak dobrze, że daliśmy im taką szansę”. Ale niestety, obecność barwnych, radosnych dzieci nie jest dla Szwecji błogosławieństwem.
Olga Tokarczuk, która jako autorka wykonała gigantyczną pracę researcherską pisząc „Księgi Jakubowe”, tutaj wypowiadała się, wiedząc o Szwecji i imigrantach bardzo niewiele. Pisarka, z wykształcenia psycholożka, zapomniała, że nasze wyobrażenia o świecie niekoniecznie są zgodne z tym, jaki świat rzeczywiście jest.
Ten potencjał „sposobów myślenia i wrażliwości” na pewno nie przełożył się na większe osiągnięcia Szwecji mierzone nagrodami Nobla, lecz przeciwnie. W ciągu ostatnich 30 lat, gdy przyjechała do Szwecji ogromna większość imigrantów i uchodźców, nagrody Nobla w nauce, medycynie i ekonomii dostało dwóch Szwedów, a w poprzednich 30 latach, gdy imigrantów było dużo mniej – dziewięciu. Literackiego Nobla dostał w tym czasie jeden pisarz, w poprzednim okresie – troje. Wśród tych trzech była rzeczywiście jedna imigrantka, Żydówka z Niemiec, która uciekła w 1940 roku, ale chyba nie o żydowskich imigrantach mówiła Olga Tokarczuk – akurat co do wzbogacenia przez nich gospodarki i kultury Szwecji nie ma żadnych wątpliwości.
Zacznijmy od uczniów, których Olga Tokarczuk spotkała w szwedzkiej bibliotece.
Dzieci
Dzieci, które przyszły do biblioteki w Rinkeby na spotkanie z noblistką, ślicznie wyglądają, ale przynajmniej jedna trzecia, a być może połowa dzieci imigrantów nie będzie w stanie przeczytać ani jej książek ani żadnych innych.
W ostatnim teście PISA Szwecja wypadła powyżej średniej OECD w umiejętności czytania. Nie najgorzej, ale i tak okazało się, że 18% szwedzkich piętnastolatków jest na najniższym z siedmiu poziomów (są w stanie przeczytać zaledwie najprostsze zdania). Tyle, że wyniki PISA nie uwzględniają wszystkich uczniów. Nie uwzględniają tego, że jeden na siedmiu uczniów (13.5%) nie był w stanie ukończyć testu i nie został sklasyfikowany, ani tego, że też co siódmy uczeń (14.3%) w ogóle do testu nie przystępował (obie grupy znacznie większe niż średnia w badanych krajach OECD).
Jak szacuje profesor Magnus Henrekson, gdyby połowę osób, które nie skończyły testu i wszystkie osoby, które go nie wypełniały, uznać za będące na najniższym poziomie, to znaczy, że osób ledwie dukających wśród szwedzkich 15-latków jest aż 38%.
„Możemy przypuszczać [na podstawie badań], że nie umie czytać albo ledwie czyta przynajmniej połowa dzieci imigrantów. W co oni wzbogacą Szwecję?”
W dodatku stwierdzono, że różnica w umiejętności czytania między imigrantami a rodowitymi Szwedami była w badaniach PISA jedną z największych we wszystkich krajach (ten wynik bierze już pod uwagę różnice statusu społeczno-ekonomicznego, zatem różnice w czytaniu dzieci imigrantów i dzieci Szwedów nie wynikają z biedy tych pierwszych). Skoro zatem średnia nieumiejętności czytania dla wszystkich nastolatków to 38%, a imigranci mają dużo gorsze wyniki niż Szwedzi, to możemy przypuszczać, że nie umie czytać albo ledwie czyta przynajmniej połowa dzieci-imigrantów. W co oni wzbogacą Szwecję?
Teraz przejdźmy do obrazu ogólnego.
Imigranci i uchodźcy
Wątpliwości co do sensowności imigracji ma dziś nawet Ulf Kristersson, przywódca Partii Umiarkowanej (Moderaterna), głównej partii opozycyjnej, której dawni liderzy współtworzyli politykę imigracyjną kraju, a którego poprzednik jeszcze w 2014 roku wzywał do „otwarcia serc dla uchodźców”.
Trzy tygodnie przed spotkaniem noblistki z imigranckimi dziećmi, Kristersson napisał na Facebooku: „Oczywiste jest, że przestępstwa gangów, strzelaniny i egzekucje są silnie powiązane z nadmierną imigracją i zbyt słabą integracją. Wielu ponosi odpowiedzialność za lata nieprzemyślanej polityki i niezdolność do dostrzegania problemów, również moja Partia Umiarkowana. Problemy związane z wielką imigracją i słabą integracją – a także długoterminowe ryzyko głębokiego wykluczenia, silnych napięć społecznych i poważnej przestępczości – były wskazywane przez wiele osób w konstruktywny sposób. Konsekwencje były więc przewidywalne. A za współdziałanie mojej partii w oczernianiu i uciszaniu tych, którzy chcieli i odważali się mówić o problemach, osobiście i w imieniu mojej partii bezwarunkowo przepraszam”.
Do lat 70. do Szwecji przyjeżdżali głównie robotnicy tymczasowi z innych krajów skandynawskich i trochę uchodźców politycznych z krajów komunistycznych (Węgry 1956, Czechosłowacja 1968, Polska 1968) i Chile. Ta imigracja podnosiła dochód narodowy Szwecji i miała rozmaite osiągnięcia (żeby wymienić jedno z najważniejszych szwedzkich wydawnictw, założonego przez Adama Bromberga, który wyjechał z Polski po 68′). Ale od trzydziestu lat Szwecja przyjmuje głównie osoby uznawane za uchodźców bądź ich rodziny, a nie imigrantów przybywających do pracy.
Na początku lat 70. w Szwecji było 540 tys. tzw. osób pochodzenia zagranicznego (urodzonych za granicą albo mających oboje rodziców urodzonych za granicą), w tym jedna trzecia to byli Finowie. Dzisiaj takich osób jest 2,5 miliona (24%); do tego dochodzi 760 tysięcy osób, których jedno z rodziców urodziło się za granicą (7%). Osób, których oboje rodzice byli urodzeni w Szwecji jest 69% – a jeszcze w latach siedemdziesiątych było ich 95%.
W ciągu dwóch pokoleń Szwecja przeszła od społeczeństwa niemal jednolitego etnicznie i kulturowo do społeczeństwa, w którym imigranci i ich potomkowie to jedna trzecia mieszkańców. W tym tempie przyrostu „osób pochodzenia zagranicznego” Szwedzi staną się mniejszością w swoim kraju w ciągu 20-30 lat.
Zmienił się też skład etniczny i kulturowy imigrantów. Dzisiaj nie dominują już imigranci z Finlandii – wśród owych dwóch i pół miliona osób pochodzenia zagranicznego aż 1,6 mln (63%) to osoby z Afryki, Azji Wschodniej i Środkowej oraz dawnej Jugosławii i Albanii. Te zmiany spowodowały, że dzisiaj to nie imigranci wspomagają budżet państwa, lecz przeciwnie, państwo szwedzkie wydaje ogromne pieniądze na uchodźców.
Hmm jak można równocześnie popierać różnorodność (diversity) i integracje (homogenizację)?
 

pawel-l

Ⓐ hultaj
1 855
6 984
Polska lekarka o koronawirusie w Szwecji: „Tu najważniejsza jest gospodarka”

W Europie są dwa modele walki z koronawirusem: taki, jak w Szwecji i taki, jak na reszcie kontynentu. Sztokholm nie zmusza do zostawania w domach, nie zamyka sklepów, dzieci wciąż chodzą do szkół. Rząd powtarza, że to dla gospodarki. „Próbuję zrozumieć ich punkt widzenia”, opowiada polska lekarka pracująca w jednym ze szwedzkich szpitali.
Nie ma na imię Anna, ale prosi, żeby podpisać ją dowolnym fikcyjnym imieniem. Podobno tzw. bierna agresja - doskonale znana imigrantom w Szwecji - skutecznie niszczy nie tylko samopoczucie, ale też kariery. Oficjalnie nikt nie powie ci na głos złego słowa, w tym samym czasie starając się skutecznie uprzykrzyć życie. Tak jak jednej z koleżanek Anny, lekarce z innego kraju, która podzieliła się własną, krytyczną opinią o tym, jak głośno komentowane w całej Europie szwedzkie podejście do walki z epidemią koronawirusa wygląda z bliska. Z bliska, to znaczy ze szpitala w jednym z najbardziej dotkniętych SARS-CoV-2 regionów kraju.
W 10-milionowej Szwecji potwierdzono dotąd 11,5 tys. przypadków zakażenia koronawirusem, ponad tysiąc osób zmarło na Covid-19. Chociaż statystyki nie są wyróżniające, szczególna jest strategia, jaką ten kraj obrał w walce z epidemią. Wirusa trzeba przechorować, żeby się uodpornić. „Szwedzki wyjątek” – pisze „The Economist”, „Niezwykła odpowiedź Szwedów na koronawirusa” – to nagłówek z BBC, „W trakcie skandynawskiej walki z koronawirusem, Szwecja staje z boku” – czytamy w „The New York Times”. O tym, dlaczego Szwedzi nie zamykają się w domach, komu wierzą i jak na tym wychodzą, opowiada mieszkająca w tym kraju polska lekarka.

Malwina Wrotniak, Bankier.pl: W jakim stopniu ma Pani zawodową styczność z koronawirusem?
Anna, polska lekarka w Szwecji: Pracuję na oddziale intensywnej terapii, gdzie zdecydowaną większość stanowią pacjenci zakażeni wirusem SARS-CoV-2.
Lekarze z innych krajów opowiadają o kompromisach, na które muszą chodzić, bo nie dla wszystkich wystarcza miejsc. Jak jest u Was?
Na naszym oddziale jest teraz mniej niż 10 łóżek dla pacjentów „nie-Covidowych”. Musimy więc tak priorytetyzować chorych, żeby w razie potrzeby te wolne łóżka dla potrzebujących mieć.
Jak się priorytetyzuje pacjentów?
W Szwecji od zawsze obowiązywała zasada, że pewnym chorym odmawia się intensywnej terapii, bo nie wykazują nadziei na poprawę. Jeśli pacjent nie rokuje powrotu do stanu sprzed choroby i jeśli jakość jego życia nie będzie taka sama, jak przed chorobą, to nie jest on kandydatem na intensywną terapię.
Teraz te kryteria są jeszcze bardziej zaostrzone. Na początku wydawało się nam, że są nawet zbyt surowe. Klasyfikacja anestezjologiczna podaje, że jeśli ktoś jest ma powyżej 75 lat i dwie choroby współistniejące (np. nadciśnienie i cukrzyca), nie kwalifikuje się na intensywną terapię, gdzie można mu będzie pomóc. Realia są jednak takie, że mamy na oddziale pacjentów z dwiema chorobami, ale jeśli popatrzeć na ich daty urodzenia, to górną granicą jest 70 lat; nie widziałam osoby starszej.
To wystarcza?
W tym momencie u nas odbywają się tylko zabiegi onkologiczne i ze wskazań nagłych, np. przy zapaleniu wyrostka robaczkowego. Wszystko inne jest odwołane.
I to wystarcza?
Szwecja ma jedną w najniższych w Europie liczbę miejsc intensywnych na tysiąc mieszkańców. W dość krótkim czasie udało się podwoić, a w niektórych miejscach nawet potroić liczbę miejsc, np. ściągając respiratory z bloków operacyjnych. Problemem jest personel. W Szwecji i bez koronawirusa są trudności z dopięciem grafików i rzadko kiedy wszystkie fizycznie dostępne miejsca mogą funkcjonować z uwagi na brak obsady.

Teraz ściąga się ludzi zewsząd. Wiem, że szpitale dzwoniły po dodatkowe „ręce do pracy” do wszystkich lekarzy, którzy kiedykolwiek byli u nich zatrudnieni. W efekcie mamy teraz w zespole i emerytów, i tych, którzy zrobili sobie przerwę, którzy chcieli wrócić z urlopów rodzicielskich i takich lekarzy, którzy na co dzień pracują w sektorze prywatnym. Pielęgniarki ściągnięto ze wszystkich możliwych oddziałów. W Szwecji jest taka kategoria zawodowa, którą można określić jako „podpielęgniarki”. Do tej roli mogli się zgłosić m.in. studenci medycyny czy lekarze innych specjalności. Na taką sytuację nie był przygotowany żaden kraj, także Szwecja.
Statystyki mówią o 11,5 tys. przypadków w 10-milionowym kraju. Komu robi się testy?
Tylko tym, którzy są przyjmowani do szpitala.
Czyli?
Czyli tylko chorzy, którym trzeba podawać tlen, bo bez niego nie przeżyliby sami w domu. Nie jest tak, że każdy, kto ma Covid, siedzi w szpitalu. W Polsce jest trochę inna kultura przyjmowania na oddział. Miejsc szpitalnych jest więcej. Wystarczy, że pacjent ma potwierdzoną chorobę i jej przebieg jest trochę cięższy. W Szwecji taka osoba nadal pozostawałaby w domu.
Testów „dla zasady” nie wykonuje się też lekarzom. Zalecenie dla personelu medycznego jest takie: jesteś zdrowy, jesteś w pracy, jesteś chory, siedzisz w domu dopóki przez dwa dni nie będziesz zdrowy. Ja sama miałam kontakt z pacjentem, który kilka dni później okazał się dodatni. Dostałam tylko informację: Wiesz co robić. Będziesz chora - zostajesz w domu, jesteś zdrowa - wracasz do pracy.
I dlatego Szwecja ma tak niskie statystyki. Każdy z moich znajomych zna minimum kilka osób, które były chore na Covid, więc realnie chorych jest dużo więcej.
...
 

pawel-l

Ⓐ hultaj
1 855
6 984
Znaleźliście się na językach jako kraj, który, inaczej niż reszta Europy, nie nakazuje pozostania w domach.
W Szwecji wprowadzano głównie rekomendacje, nie nakazy czy zakazy. Zaleca się więc pozostanie w domu, gdy jest się chorym. Pozostałym osobom - mycie rąk, unikanie podróży i odwiedzin u starszych osób, kichanie w zgięcie łokcia itp. Osobom powyżej 70. roku życia zaleca się pozostanie w domu i uzyskanie pomocy w codziennych sprawach (średnio słuchają).
Do tego ograniczono zgromadzenia powyżej 50 osób (od 29 marca), zakazano odwiedzin w domach starców (1 kwietnia), a licea i szkoły wyższe prowadzą zajęcia przez internet (17 marca). Podstawówki i przedszkola są otwarte. Przygotowano listę zawodów kluczowych, dzieciom tych osób zostanie zagwarantowana opieka w przypadku konieczności zamknięcia podstawówek i przedszkoli. Słyszy się o tym już ponad 2 tygodni, ale decyzji wciąż nie ma.
W restauracjach zakazano konsumpcji przy barze, jedzenie można natomiast zamówić do stolika. Wspomniane zakazy obowiązują do odwołania.
Jaki daje to efekt?
Szwedów zdecydowanie widać na ulicach, choć mniej niż zwykle o tej porze roku – wyraźnie mniej jest osób w komunikacji miejskiej, wielu pracuje z domu. Natomiast bardzo dużo osób spędza wolny czas na świeżym powietrzu, do tego stopnia, że na ścieżkach rowerowych czy w parkach trudno utrzymać odstęp. Szczególnie przy dobrej pogodzie, po długim czasie w ciemności wreszcie mamy więcej słońca i każdy chce z niego skorzystać. Relatywnie często spotykam też na ulicach seniorów z tymi swoimi chodzikami na kółkach.
Społeczeństwo nie ma z tym problemu?
Wydaje się, że poza pracownikami służby zdrowia w Szwecji świadomość zagrożenia tą chorobą jest wyjątkowo niska. Długo promowano obraz, że dotyczy ona wyłącznie osób starszych i wielu młodych nadal żyje w przekonaniu, że ta choroba w ogóle ich nie dotyczy.
Próbuję teraz ciągnąć szwedzkich znajomych za język, żeby lepiej zrozumieć ich punkt widzenia. Ostatnio koleżanka mówi: No wiesz, jeżeli paru starych ludzi umrze w domy starców, to przecież nic takiego się nie staje, a cała reszta szybciej przejdzie przez tę epidemię.

Moralnie nikt tu nie ma problemu z tym, że część społeczeństwa po prostu umrze na tę chorobę. Co więcej, takiej refleksji nie ma nawet u lekarzy. To mnie trochę przeraża. Powala mnie też żelazna teoria o Włochach czy Hiszpanach, którzy w opinii Szwedów pozarażali się masowo przez fakt mieszkania w domach wielopokoleniowych. Ale jednocześnie długo milczano na temat szwedzkich domów starców, gdzie starsi ludzie są gromadzeni hordami, więc jeśli zachoruje tam choćby jedna osoba, nagle pojawi się też wiele innych przypadków. Dopiero ostatnio w mediach przyznano, że strategia zawiodła seniorów, bo Covid-19 pojawił się w wielu domach starców, gdzie oprócz mieszkańców, zaraził się też personel.
Mimo to większość Szwedów uważa, że ich strategia jest świetna.

Bo pomaga ochronić gospodarkę.
Między innymi dlatego. Tutaj daje się odczuć, że gospodarka jest najważniejsza. Szwedzi powtarzają, że wprowadzenie surowszych obostrzeń spowoduje, że nie będzie pracy, że się ludziom posypią biznesy, że giełda padnie, a przecież tutaj bardzo wielu inwestuje na giełdzie. Kiedy zaczęto zalecać firmom przejście na pracę zdalną, premier oficjalnie zachęcał naród do zamawiania jedzenia na wynos, żeby lokalni przedsiębiorcy nie odczuli negatywnych konsekwencji zmian.
Druga sprawa - Szwedzi ślepo wierzą swoim instytucjom publicznym, co jest uwarunkowaniem kulturowym i wynika z tego, że tutaj instytucje publiczne zawsze były szczere. Oczywiście, że w międzyczasie świat się trochę zmienił i być może nie są już tak szczere, jak były dawniej, a mimo to, nadal ślepo im się ufa. Ja wyczuwam tutaj naprawdę głęboką wiarę w słuszność decyzji rządu czy publicznej agencji zdrowia i przeświadczenie, że to wszystkie inne kraje zachowują się nieodpowiedzialnie, narażając swoje gospodarki kolejnymi wprowadzanymi obostrzeniami.

Po trzecie – Szwedzi wierzą, że ich strategia jest najlepsza, bo od zawsze wzrastali w przeświadczeniu, że wszystko, co szwedzkie jest najlepsze. Jeśliby Pani była przyzwyczajana do takiego myślenia przez całe życie, to trudno byłoby Pani uwierzyć, że teraz, przy okazji epidemii, z jakiegoś względu może być inaczej.

Co Pani jako lekarka radzi swoim szwedzkim znajomym?
Staram się wszystkich namawiać do pozostania w domach lub spędzania czasu na świeżym powietrzu, ale nie w tłumie ludzi w parku. Namawiam do częstego mycia rąk i unikania alkoholu.
Ważne jest też wspieranie się nawzajem w tym trudnym czasie. Wielu moich kolegów z pracy ciężko znosi obecną sytuację. Na co dzień żyją w świecie bez problemów, gdzie do każdej procedury mają dedykowane narzędzie, a teraz trzeba być kreatywnym jak MacGyver. Pod tym względem my, lekarze ze wschodu Europy, jesteśmy bardzo dobrzy.
Na przykład w czym?
Na przykład w wymyśleniu na szybko zamiennika dla skarpety ochronnej na USG. To taki kawałek plastiku ze sterylnym żelem w środku. Przez to, że personel mamy teraz skompletowany dosłownie zewsząd, to kiedy prosi Pani o coś takiego, nawet koledzy lekarze niebędący u siebie patrzą na Panią jak na kosmitę. Generalnie w tym samym celu wystarczy sterylna rękawiczka i sól fizjologiczna, tylko nie każdy będzie w stanie na to wpaść. Dla Szwedów szukanie zamienników nie jest naturalne, bo oni nigdy nie byli w takiej sytuacji, żeby musieli myśleć, jak sobie poradzić przy ograniczonych zasobach. Dla porównania - kiedy pracowałam w Polsce, w ogóle nie mieliśmy czegoś takiego jak skarpety do USG. Szef zawsze mówił: weźcie sobie rękawiczkę.

 

alfacentauri

Well-Known Member
1 148
1 892
Powyższy wywiad obnażył Szwecję. Pani lekarz tworzy atmosferę grozy – musi zachować anonimowość, bo bierna agresja zniszczy jej karierę. Pani lekarz mówi o niskiej świadomości zagrożenia covidem. Narracja zupełnie zgodna z tym co podają polskie media reżimowe. Ostatnio słuchałem polskiego radia. Też tam wmawiano, że w Szwecji ogranicza się ludziom dostęp do informacji o tej groźniej chorobie i chwalono Polskę za to, że media należycie o wszystkim informują. Czyli mówiąc ludzkim językiem sieją na masową skalę panikę wśród cymbałów. Mądra pani lekarz znów powtarza za polską propagandą, że w Szwecji się bezgranicznie ufa rządowi. A jak jest w Polsce? Rząd mówi nie wychodź z domu, to większość ludzi nie wychodzi. Rząd mówi, żeby nie chodzić po lasach to ludzie nie chodzą. Rząd karze zakładać maski to ludzie masowo w nich chodzą. Część pewnie chodzi ze strachu przed dostaniem mandatu, ale nie da się tego wytłumaczyć tylko tym. Ja chodzę bez maski i od kilku dni widzę dookoła tępe spojrzenia spod byka. Jakiś durny janusz nawet nazwał mnie mordercą. Kilka dni wcześniej, przed wprowadzeniem obowiązku nikogo to nie bulwersowało. Mamy takie społeczeństwo, że jak im rząd powie, że spacery są niebezpieczne to ludzie będą się bali spacerować. Jak im powie, że chodzenie bez masek jest niebezpieczne to będą się bali. Jak rząd im dobrotliwie zdejmie obostrzenia to oni zaufają rządowi. Ale według propagandy bezmyślna ufność do rządu to tylko w Szwecji. Niestety pani lekarz zapomniała dodać coś o szwedzkim eksperymencie, bo o tym też propaganda wkoło nawija. W Szwecji się eksperymentuje, ale gdzie indziej gdzie takich cyrków wcześniej nie było to eksperymentowaniem nazwać tego nie można. W Polsce co rusz władza zmienia rozporządzenia. Działa metodą prób i błędów, ale u nas się nie eksperymentuje. Tu się panie lekarz nie spisała, ale za to nie zapomniała wmiksować czegoś o eutanazyjnych zapędach Szwcji. Czyli w sumie zasługuje na medal od naszych władz.
 

kr2y510

konfederata targowicki
12 487
22 626
Eutanazja w praktyce. Jak postęp to na całego.

Mam w Szwecji kolegę z czasów liceum. Internowany (za KPN), paszport w jedną stronę i Szwecja. Dzwoni ponad miesiąc temu do innego wspólnego kolegi, że już dwóch znajomych Polaków zmarło na koronawirusa. Dwa-trzy tygodnie temu dzwoni ponownie do tego samego i mówi, że jak ktoś w Szwecji po 60 ma objawy podobne do koronawirusa, to dają mu jakiś koktajl i ten zjeżdża. Wyglądało na plotę. Ale nie, to prawda. I to nie dotyczy tylko domów starców, to dotyczy każdego po 60, kto wpadnie w ręce szwedzkiej służby zdrowia. No ale emerytury kosztują, a trzeba ratować budżet.

I dochodzi do tego nowomowa.
eutanazja (pierwotnie) - pomoc w samo-zabójstwie na życzenie, bardzo ładne słowo, określenie na czynność zgodną z NAP
aktywna eutanazja (dziś) - zwykłe morderstwo w majestacie prawa popełnione w służbie zdrowia
A jutro?
eutanazja - zwykłe morderstwo w majestacie prawa popełnione w służbie zdrowia
Przecież przyzwyczailiście się do ładnego słowa eutanazja...
 
Ostatnia edycja:

kr2y510

konfederata targowicki
12 487
22 626
Policjantka w Szwecji...

A jutro co?
Branie czarnego pytonga do buzi, bez gumki i z łyknięciem?
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 770
21 502
Świat 17 minut temu
Udostępnij
Sąd rejonowy w Uddevalli skazał w poniedziałek (27 lipca) na dożywocie 23-letniego imigranta z Iraku pochodzenia kurdyjskiego za zamordowanie 17-letniej Szwedki, z którą był w związku. W jego mieszkaniu znaleziono walizkę z odciętą głową ofiary.

Według sądu "nie ma żadnych wątpliwości, że Tishko Ahmed Shabaz, wielokrotnie stosując przemoc, pozbawił życia Wilmę Andersson". Proces miał charakter poszlakowy, a oskarżony o morderstwo nie przyznał się do zarzucanych mu czynów.
Wilma zniknęła nagle w połowie listopada ubiegłego roku ze swojego domu w mieście Uddevalla na zachodzie Szwecji. Rodzina, koledzy i sąsiedzi rozpoczęli poszukiwania, przeczesując okoliczne tereny. Policja od początku podejrzewała, że za zaginięciem dziewczyny może stać jej chłopak Tishko Ahmed. W jego mieszkaniu w walizce śledczy znaleźli głowę zaginionej. Reszta ciała ofiary nie została odnaleziona do dziś. Według policji sprawca miał dostęp do samochodu i mógł je wywieźć.
Według świadków chłopak stosował wobec dziewczyny "honorowo-kulturową" przemoc, uważając, że powinna mu się podporządkować. Na tym tle dochodziło między nimi do ciągłych kłótni oraz rozstań.
Przeprowadzona ekspertyza psychiatryczna wykazała, że Tishko Ahmed nie jest poważnie chory psychicznie. Ostatnio pracował w gminnej opiece społecznej. Do Szwecji przyjechał jako uchodźca w 2006 roku.
Dodatkowo sprawca został skazany za zbezczeszczenie zwłok, a także ma zapłacić rodzinie odszkodowanie w wysokości 227 tys. koron (ok 22 tys. euro). Obrońca zapowiedział odwołanie się od wyroku.
Sprawa morderstwa 17-letniej Wilmy Andersson wstrząsnęła opinią publiczną. W Uddevalli odbywały się marsze przeciwko przemocy.
Ze Sztokholmu Daniel Zyśk
 
Do góry Bottom