Propaganda, manipulacja i ordynarne kłamstwo, czyli mass media

Mercatores

Well-Known Member
255
723
CNN: Every white person has a virus in their brain. It’s too late to be innocent.


„Fellow white people” szefostwo CNN, albo innej progresywnej propagandowki typu Washington Post, albo New York Times tez?

Hmm, ciekawe, czy jakis dziennikarz moglby obecnie powiedziec takie cos i nie stracic pracy: “Every Black/Asian/Jewish/Gay/Trans person has a virus in their brain. It’s too late to be innocent”.
 

dzwonek polifoniczny

Active Member
116
103
on po prostu spłaca swoje winy wobec narodu żydowskiego.

Jak działa żydowska propaganda. Czyli kto stoi za Lauren Southern, Tomym Robinsonem, Milo Yiannopoulosem i innymi oraz jaką rolę pełniły Rebel Media i Breitbart. No i trochę o wojence żydowsko-żydowskiej.
Film usunięty z YT.
Mhm, tak, każdy kto nie jest neonazistą ten jest Żydem z Mossadu i lata Lolita Express odprawiać satanistyczne rytuały na wyspie Epsteina. XD
 

Mercatores

Well-Known Member
255
723
Nie musi byc Zydem z Mosadu, aby byc Syjonista. Wiernym ideowcem, sprzedawczykiem, albo pozytecznym idiota. Oczywiscie agentury wykluczyc nie mozna.

Ogolnie, zeby byc obecnie mainstream-internetowym „prawakiem” na Zachodzie, trzeba z automatu propsowac Izrael i nazywac siebie Syjonista, aby uniknac oskarzen o Naziolstwo i biala supremacje. Czy Zydzi sami to nakrecaja, czy po prostu wykorzystuja frajerstwo prawakow nie ma w zasadzie znaczenia (wiele wskazuje, ze te prawicowe tuby to kontrolowana opozycja wlasnie), bo AIPAC, Syjonizm i Izrael zawsze do przodu.

Patrzac, ze Syjonisci w praktyce kontroluja obie glowne partie w USA oraz POTUS-a to nie powinno jakos specjalnie dziwic, ze kontroluja tez prawackie, ”niezalezne” media.

Zionist billionaire Robert Mercer funds Rebel Media, Breitbart, Epoch Times, Gatestone Institute, Project Veritas,




 
Ostatnia edycja:

alfacentauri

Well-Known Member
1 148
1 928
A czy ordynarne kłamstwa są najgroźniejsze? Takie się łatwo rzucają w oczy. A co z manipulacją w wersji soft?
Dla przykładu jeden z wielu podobnych artykułów.

Główny epidemiolog Szwecji przyznał, że władze powinny wprowadzić większe obostrzenia w związku z epidemią koronawirusa SARS-CoV-2. Tym samym zakwestionował forsowaną od początku epidemii hipotezę o „odporności stadnej". Anders Tegnell potwierdził, że nie spodziewał się tak dużej liczby zgonów na Covid-19. Szwecja jest jednym z krajów, które mają największą liczbę śmierci per capita spowodowanych koronawirusem.
https://polskatimes.pl/szwecja-glow...wprowadzic-wieksze-obostrzenia/ar/c1-15006499


Zatem dowiadujemy się już z wprowadzenia, że Szwecja ma jeden z najwyższych wskaźników śmiertelności na głowę. Do artykułu jest też dołączona grafika z wykresami i można zauważyć, że pomimo iż Szwecja należała do krajów raczej o wysokim tym współczynniku to przez większość czasu nie plasowała się jednak w czołówce. Przynajmniej zdecydowanie lepiej wypadała od prowadzących. I teraz pytanie czy taki artykuł jest rzetelny? Dostanie się grafikę przed oczy i każdy rozumny człowiek sam sobie wyciągnie wnioski. Super. Ale z drugiej strony mamy ludzi co mają kłopot z doczytaniem jednej strony do końca bo tl:dr. A nagłówki biją po oczach.

Druga sprawa to zawarty w artykule cytat głównego epidemiologa Szwecji Andersa Tegnella:
Gdybyśmy po raz kolejny mierzyli się z tą samą chorobą, wiedząc to, co wiemy dzisiaj, sądzę, że wybralibyśmy drogą pośrednią między tym, jak się zachowaliśmy, a tym, jak zachowała się reszta świata.”

Zabawa w łapanie za słówka wyrwane z kontekstu. Ten cytat był powielany na całym świecie. Tegnell doprecyzowywał o co mu chodzi, ale to już producentów medialnych nie interesuje. Tegnell tłumaczył, że jego wypowiedź nie oznacza tego, że przyjęta strategia była zła. Mówił, że z perspektywy czasu zawsze można coś poprawić, ale nie oznacza to drastycznej zmiany strategii. Nadal twierdzi, że jest ona dobra, ale zawsze jest coś do udoskonalenia. Mówił, że jego słowa zostały nadinterpretowane. Z resztą na pytanie co można było zrobić inaczej odpowiedział, że być może jedną z takich rzeczy mogło być nie zamykanie szkół dla starszej młodzieży:).
Tegnell mówił, że większość krajów przyjęła w krótkim czasie wiele restrykcji i nie wiadomo, które z tych działań spowodowały oczekiwane rezultaty. Przypuszcza, że może teraz gdy poszczególne kraje znoszą krok po kroku restrykcje da się z tego wywnioskować, które z tych restrykcji miały sens i pozwoli to ocenić co można było zrobić lepiej unikając przy tym pełnego lockdownu.
https://www.thelocal.se/20200603/te...ld-have-done-differently-to-fight-coronavirus
https://www.thelocal.se/20200603/swedens-anders-tegnell-questioned-over-strategy-and-errors

W zasadzie nie ma nawet już chyba co rozprawiać się z tym, że niby myślą przewodnią szwedzkiego podejścia do epidemii miało być rzekomo budowanie odporności zbiorowej.
 

dzwonek polifoniczny

Active Member
116
103
Nie musi byc Zydem z Mosadu, aby byc Syjonista. Wiernym ideowcem, sprzedawczykiem, albo pozytecznym idiota. Oczywiscie agentury wykluczyc nie mozna.
No nie wyklucza się prawicowość z syjonizmem bo syjonizm to nacjonalizm. Jeśli uważają oni że każdy naród powinien mieszkć w swoim panstwie i się nie mieszać z innymi to do Izraela też to się tyczy.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 851
21 988
Nie wiem, co gorsze - ta siermiężna propaganda sukcesu, nawet gdy sukcesu nie ma, czy wysysanie wszelkiej radości i poczucia sprawstwa.


Justyna Prus: – Opisuje pan w swojej książce dzisiejszą Rosję. Jej elementem jest pewna imitacja świata: niby-demokracja, niby-wybory, niby-opozycja. Jaki jest cel tej wielkiej rosyjskiej kreacji?
Peter Pomerantsev: – Przez parodię tych instytucji władze próbują pokazać, że wszędzie indziej także są fałsz i imitacja. Jeśli my możemy zrobić fasadę, to oni też. I tam, i tutaj – to wszystko nieprawda, nikomu nie wolno wierzyć. To bardzo specyficzne wykorzystanie humoru i parodii po to, żeby zabić sakralność czegoś innego.
Czyli w tym przypadku, mówiąc najogólniej zachodniego modelu demokracji. To jednak ciekawe, bo można odnieść wrażenie, że władza mówi coś innego. „Nie wierzcie, gdy mówią, że w Rosji nie ma demokracji czy wyborów. Bo to wszystko u nas jest”.
Jest dokładnie na odwrót. Przekaz jest taki: u nas to blef i u niech to także blef. Rosjanie nie są na tyle głupi, żeby w to wszystko wierzyć. Władze i ich propagandowi reżyserzy rozgrywają cynizm. Uważają, że cynika bardzo łatwo okłamać. Bo jeśli wszystko jest nieprawdą i iluzją, to znaczy, że gdzieś jest jakiś spisek, którego ty nie widzisz. To jest główny dyskurs w dzisiejszej Rosji – konspirologia. U nas w Dumie jest udawanie, teatr, w Ameryce, w Kongresie – tak samo. Europa to zaledwie marionetki USA, zupełnie pozbawione suwerenności. Ten cynizm sprawia, że nie wierzysz w nic – w media, BBC, Pierwyj Kanał, nic, bo wszyscy kłamią. To znaczy, że ktoś gdzieś to kontroluje, jakaś tajna ręka, ale ty jej nie możesz zobaczyć. Stąd bierze się poczucie niemocy. Ty nie możesz nic zmienić, nie masz na nic wpływu. Możesz tylko siedzieć przed telewizorem. To, co widzisz, to nieprawda, ale gdzieś tam, daleko, są tajne siły, które to wszystko kontrolują.
Czyli nie trzeba w nic wierzyć? Nawet w to, co mówi telewizor?
To wszystko jest zbudowane na negatywie, nie ma żadnej pozytywnej agendy, koncepcji. Wszystko, co ja widzę w propagandzie, jest negatywne. Nie szarp się, wszędzie i tak panuje spisek, Putin to też część spisku, i tak nigdy nie zrozumiesz, co jest prawdą. „Siedź w domu, pij piwo, oglądaj mecz”.
A więc chodzi właśnie o to poczucie niemocy? Jest taka opinia, że Władimir Putin i obecny system władzy w Rosji nie jest zainteresowany żadną aktywnością społeczną. Nieważne, czy jesteś przeciwko władzy, czy ją popierasz, masz być bierny. Jeśli należysz do tej drugiej grupy, zostaniesz „zmobilizowany” w odpowiednim momencie, ale bez sygnału – nie ruszaj się. Wytłumaczenie jest takie, że każda aktywność społeczna potencjalnie rodzi problemy, nawet jeśli jesteś po stronie władzy.
Tak właśnie jest. Gdy potrzeba zorganizować wiec poparcia dla władzy, zjeżdżają się autobusy, a ludzie dostają po kilkaset czy tysiąc rubli za to, że będą stać i bić brawo w określonych godzinach. Dostają plakaty do machania. Opozycja może zmobilizować kilkadziesiąt, sto tysięcy, władza – jeśli nie zapłaci – nie ma takiego potencjału. Inna sprawa, że chyba woli taki wariant. Kiedy wokół Donbasu wybuchały zbyt duże emocje, ludzie zaczęli się organizować, po tym, jak pokazywali ludziom „martwe dzieci Donbasu”, w internecie nagle pojawiły się wrzutki: „uważajcie, to wszystko robota CIA, to Ameryka próbuje nas wciągnąć w wielką wojnę, nie dajmy się na to nabrać”.
Gdy pojawiają się szczere emocje, zawsze jest ryzyko, że ktoś może nimi zawładnąć, stanąć na czele tych ludzi. Czyli – przejąć inicjatywę, która należy do władzy?
Oczywiście, dlatego zawczasu wszyscy zostali okrzyknięci agentami CIA. Ci, którzy chcieli, żebyśmy pomagali dzieciom w Donbasie – też. Nawet deputowany Fiodorow zapędził się tak, że powiedział, iż agentami CIA są wszyscy ludzie w rządzie, tylko Putin jeden z nimi walczy. Wniosek – siedź w domu, oglądaj mecz.
Ta parodystyczna desakralizacja jest i u nas. Wpływa na ogólne poczucie nierealności i niechęć do szarpania się z życiem.
Właśnie dlatego tak ważne jest posiadanie swojego, odrębnego kawałka kultury, w jakiej można znaleźć solidne oparcie i nieuleganie tego rodzaju wywoływanej przez mass-media bierności.
 

Prozac

Active Member
63
168
Google szykuje się na wybory w USA. Widać już pierwsze zmiany w wyszukiwarce


Google, Facebook czy Twitter mogą mieć ogromny wpływ na wyniki każdych wyborów. Z tego względu zdarza się, że przed zbliżającym się głosowaniem wprowadzają spore zmiany w działaniu swoich serwisów. Google właśnie wykonał pierwszy ruch.
W nowym wpisie na blogu Google'a przeczytamy, że w związku z nadchodzącymi wyborami prezydenckimi w USA, zmienią się zasady automatycznego uzupełniania haseł. Chodzi o frazy wpisywane w wyszukiwarce Google oraz w pasku adresu przeglądarki Google Chrome. Wybory w USA mają odbyć się w listopadzie, więc firma z Mountain View zdecydowała się zareagować chwilę wcześniej.
Niekiedy nawet sugerowane przez wyszukiwarkę podpowiedzi mogą mieć zły lub dobry wydźwięk. I w tym przypadku Google stwierdza, że pozbędzie się wszystkich wyrażeń, które mogłyby zachęcić do oddania głosu na konkretnego kandydata lub przeciwko niemu. Za przykłady, firma podaje wyniki takie jak "możesz głosować telefonicznie" czy "nie możesz oddać głosu telefonicznie", ale też "możesz wpłacić na rzecz" danego kandydata.
Ale to nie jedyne zmiany. Jak zauważają już amerykańskie media, po wpisaniu frazy typu "Donald Trump is" czy "Joe Biden is", nie pojawią nam się żadne sugestie. "Rozszerzyliśmy nasze zasady dotyczące autouzupełniania związane z wyborami i usuniemy prognozy, które mogą zostać zinterpretowane jako mające wpływ na wyniki wyborczy kandydatów" - napisał w poście Pandu Nayak z Google.

Nie tylko zmiany w wyszukiwarce – wcześniej Google zrobił "czystki" na YouTube

Już na początku czerwca, Google poinformował o usunięciu 2500 kanałów z serwisu YouTube, które mogły prowadzić do dezinformacji politycznej. Jak wówczas sugerowano, były finansowane przez Chiny, a cała akcja była skoordynowana. Kanały były sprytnie prowadzone, ponieważ głównie zawierały treści nie związane z polityką, ale częściowo również umieszczano na nich filmy dezinformujące.
W sierpniu Google poszedł o krok dalej. W serwisie YouTube wprowadzono zmiany w regulaminie dotyczące fałszywych informacji na temat przebiegu wyborów. Chodzi o rodzaj dezinformacji, który doprowadziłby do niewłaściwego sposobu oddania głosu przez obywateli Stanów Zjednoczonych. Google poinformował też, że wszelkie filmy zawierające informacje zdobyte w nielegalny sposób będą usuwane. Niezależnie od ich przekazu. Nie ma znaczenia, czy przedstawiają kandydata na prezydenta w złym, czy dobrym świetle.

---

Tow. z Google już przygotowani na walkę z wszelaką "dezinformacją" i bullying wobec Joe Bidena.
 
Do góry Bottom