Polska - hoplofobia, broń palna

kalvatn

Well-Known Member
1 168
2 046
Mówię o noszeniu. Na strzelnice wystarczy przenoszenie. Ale wciąż nie rozumiem argumentacji za koniecznością posiadania broni - mamy ją mieć, aby ją nosić na strzelnicę?
Tak jak mamy strój pływacki i chodzimy z nim na basen. Sportowa czy kolekcjonerska to hobby a to hobby możemy realizować na strzelnicy. Lub w domu jak lubimy rozbierać czy czyścić itp. Czego tu nie rozumiesz? Nigdy nie pisałem, że celem posiadania jest tylko i wyłącznie obrona życia. Bo to może się nigdy w życiu nie zdarzyć. Co nie znaczy, żeby jej nie mieć.
 

tosiabunio

Grand Master Architect
Członek Załogi
6 799
14 108
Czekaj, to 5 stron dyskusji jest o tym, że wyraziłeś swoje oburzenie, że Polacy nie chcą podzielać twojego hobby? Polegającego na wydawaniu kasy na broń, pozwolenia i strzelanie na zawodach? Bo ja, naiwnie, myślałem, że chodzi o coś poważniejszego.

To niepotrzebnie zużywałem klawiaturę - dyskusja o tym, że ktoś niechce podzielać czyjegoś hobby jest generalnie bez sensu.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 949
22 385
Bo jest bez sensu.

Bez jasno zarysowanego i podtrzymywanego kulturowo oczekiwania, że każdy dorosły mężczyzna ma być uzbrojony i nauczony posługiwania się bronią albo zostanie uznany za niemęskiego lub niedojrzałego, niczego się tu nie zdziała. Albo będzie się takie oczekiwania projektować na siebie samego i innych, albo niczego z tego upowszechniania posiadania broni i kultury z nią związanej nie będzie.

Pozostawanie na poziomie racjonalnej debaty w tej kwestii nie ma najmniejszego sensu, zwłaszcza gdy aktualnie nie istnieją żadne racjonalne przesłanki za inwestowaniem takiej kwoty na coś, co w praktyce okaże się niemal na pewno zbędne. Utylitarna argumentacja z pozycji zwolennika strzelania jako hobby też jest bardzo ograniczona, bo hobby to rzecz nieobligatoryjna i mało istotna.

Co nie oznacza, że nie istnieją irracjonalne przesłanki za zakupem. Broń może być elementem niezbędnym do zachowania statusu, przedmiotem o pewnym symbolicznym ciężarze gatunkowym, związanym z gotowością do stawania w - nomen omen - obronie bezbronnych, zatem może wskazywać, że ktoś kto ją nosi, bierze na siebie dobrowolnie dodatkowe obowiązki i jako taki, jest też bardziej odpowiedzialny od innych. A może i nawet rycerski.

Kultura i obyczaj mają to do siebie, że są przetrwalnikami pewnych postaw, nawet gdy w danych czasach nie ma racjonalnych powodów do ich dalszego uskuteczniania. Z drugiej strony, kiedy pojawia się faktycznie taka potrzeba, jedynie ci praktykujący dany obyczaj, są przygotowani i nauczeni, by zrobić z niego pożytek - w przeciwieństwie wobec tych, którzy pozostają bezradni, bo nie przeszli takiej symbolicznej zaprawy.

Z libertariańskiego punktu widzenia posiadanie broni może być oznaką nonkonformizmu wobec władzy, która nie chce by ludzie posiadali broń - i jest to już wystarczający powód, by posiadanie broni było mile widziane, pochwalane i jakoś tam nobilitowało społecznie w naszym środowisku. Bierzesz na siebie dodatkową odpowiedzialność, to nie jesteś leluchem. Dobre i to.

Dopóki kulturowe, irracjonalne przesłanki nie przeważą nad racjonalnymi i utylitarnymi, niczego z tą hoplofobią w społeczeństwie się nie zrobi. Bo z pustego czarnoprochowca to nawet Salomon nie wystrzeli.
 

kalvatn

Well-Known Member
1 168
2 046
FatBantha No i bardzo ładnie to napisałeś. Może i Tosiabunio coś z tego wyniesie. Dodałem poniżej Tosiabunio - pasuje. Żebyś jeszcze z taką werwą jak piszesz postarał się o pozwolenie i cokolwiek nabył to byłoby już doskonale.

Bez jasno zarysowanego i podtrzymywanego kulturowo oczekiwania, że każdy dorosły Tosiabunio ma być uzbrojony i nauczony posługiwania się bronią albo zostanie uznany za niemęskiego lub niedojrzałego, niczego się tu nie zdziała. Albo będzie się takie oczekiwania projektować na siebie samego i innych, albo niczego z tego upowszechniania posiadania broni i kultury z nią związanej nie będzie.

Z libertariańskiego punktu widzenia posiadanie broni może być oznaką nonkonformizmu wobec władzy, która nie chce by ludzie posiadali broń - i jest to już wystarczający powód, by posiadanie broni przez Tosiabunio było mile widziane, pochwalane i jakoś tam nobilitowało społecznie w naszym środowisku. Bierzesz na siebie dodatkową odpowiedzialność, to nie jesteś leluchem. Dobre i to.


A tymczasem niejaki Pan Andrzej z Gun TV PL przekuwa wymieniony powyżej przypadek skazanego Jacka Widyka na konkretną kasiorę naganiając na szkolenia:

 

tosiabunio

Grand Master Architect
Członek Załogi
6 799
14 108
Dalej nie rozumiesz. I wycinasz kawałki, która pasują ci do tezy, omijając te, które nie pasują.

Ja popieram posiadanie broni przez każdego, który chce ją posiadać. Ale nie będziesz mi mówił, komuchu, że ja muszę ją posiadać.

Co więcej, kulturowe windowanie posiadania broni musi music podlegać rynkowej weryfikacji. Czyli musisz umieć przekonać, że to jest coś nobilitującego, wartego wysiłku finansowego oraz, w sumie, płaszczenia się przed urzędnikami. Czyli musisz wygrać wygrać rynkowo także z racjonalnością, która dość jasno i wyraźnie mówi, że nie ma to większego sensu i może być powodem problemów. Póki co:

 

Ciek

Miejsce na Twoją reklamę
Członek Załogi
4 602
11 444
W ogóle skąd założenie, że władza nie chce żeby ludzie posiadali broń, skoro

Nie ma obecnie ( od 2011 roku ) powodu aby każdy dorosły i pełnosprawny Polak uzyskał pozwolenie sportowe i mógł sobie kupić co najmniej 5 szt różnej broni ( krótkiej, długiej, gładkolufowej ). Warunek 21 lat, niekaralność, zapisanie się do klubu strzeleckiego i inne proceduralne. Czyli teoretycznie w każdym polskim domu w każdej polskiej rodzinie mogłaby być na dzień dzisiejszy jedna sztuka broni. Każda żona, dziecko już dawno wiedziałoby co to broń, mogłoby sobie pójść z mężem, ojcem na strzelnicę itd.
Procedura prostsza i łatwiejsza od uzyskania prawa jazdy, koszty podobne. Ile osób ma Polsce prawo jazdy i chce je uzyskać a ile ma pozwolenie sportowe i chce uzyskać?

Czy jeśli wyrobienie pnb jest ponoć łatwiejsze od wyrobienia prawa jazdy, a nadal jest to objawem tego, że władza nie chce żeby ludzie posiadali broń, to można taką retorykę rozciągnąć również na prawo jazdy i twierdzić, że władza nie chce żeby ludzie jeździli samochodami? Konstrukcja tego argumentu przypomina mi trochę teorię o światowym spisku depopulacyjnym, który pomimo intensywnych oprysków z samolotów i gmerania przy składzie pasty do mycia zębów jakoś nie skutkuje zmniejszeniem tej populacji. Podobnie niechęć władzy do posiadania broni jakoś nie idzie w parze ze zwiększeniem jej liczby w obrocie i złagodzeniem przepisów. Nie uważacie, parafrazując Pana Janusza, że jeśli broń mogłaby coś zmienić to już dawno byłaby zakazana?
 

kalvatn

Well-Known Member
1 168
2 046
W ogóle skąd założenie, że władza nie chce żeby ludzie posiadali broń, skoro



Czy jeśli wyrobienie pnb jest ponoć łatwiejsze od wyrobienia prawa jazdy, a nadal jest to objawem tego, że władza nie chce żeby ludzie posiadali broń, to można taką retorykę rozciągnąć również na prawo jazdy i twierdzić, że władza nie chce żeby ludzie jeździli samochodami? Konstrukcja tego argumentu przypomina mi trochę teorię o światowym spisku depopulacyjnym, który pomimo intensywnych oprysków z samolotów i gmerania przy składzie pasty do mycia zębów jakoś nie skutkuje zmniejszeniem tej populacji. Podobnie niechęć władzy do posiadania broni jakoś nie idzie w parze ze zwiększeniem jej liczby w obrocie i złagodzeniem przepisów. Nie uważacie, parafrazując Pana Janusza, że jeśli broń mogłaby coś zmienić to już dawno byłaby zakazana?
Niechęć władzy do posiadania broni przez ludzi wynika z konstrukcji UOBiA, przedłużającym się okresie jej nowelizacji - wciąż nie wiadomo co będzie i jak będzie mimo, terminowo powinna już być dawno temu zmieniona. To obszerna tematyka i aby ją znać trzeba się z nią zapoznać ( co wymaga czasu i wysiłku i chęci ) a nie filozofować jak to uczyniłeś powyżej.
 

WoKu

Anarchoautystyk
234
546
(...) W obu przypadkach Policja odbiera broń „za pokwitowaniem”. UBiA statuuje więc prawo posiadacza do wydania stosownego zaświadczenia o dokonaniu czynności odebrania broni. Podobnie jak w przypadku użyczenia, należy żądać w nim wskazania daty i godziny czynności. Zabezpieczy nas to przed odpowiedzialnością za wszelkie zdarzenia z udziałem naszej broni dokonane ewentualnie tego samego dnia.

Policjanci wizytują więc posiadaczy broni z ustnym „nakazem” wydania broni palnej do depozytu.

Czy jednak obowiązek oddać naszą broń każdemu funkcjonariuszowi Policji, który tego ustnie zażąda i zaoferuje pokwitowanie? Brzmi jak absurd, ale – w świetle ostatniego orzecznictwa sądów administracyjnych – odpowiedź na to pytanie powinna być twierdząca. Art 19 posługuje się pojęciem „Policji” jako organu uprawnionego do odebrania nam broni. Nie jest to „właściwy organ Policji”, jak np. przy wydawaniu decyzji po pozwoleniu i cofnięciu pozwolenia.
Osobiście opowiadam się za tym, by odebranie broni na mocy art 19 ust 1 lub 1a) winno odbywać się na mocy decyzji administracyjnej opatrzonej rygorem natychmiastowej wykonalności. Skutki zastosowania regulacji są daleko ingerujące w sferę prawa obywatela. Próba zakwalifikowania tych działań jako czynności materialno-technicznej nie wydaje się prawidłowym rozwiązaniem. Czynności materialno-teczniczne mają inny charakter, co znajduje odzwierciedlenie w prawie procesowym, które daje możliwość uznania ich jedynie za bezskuteczne. A przecież Wyrok sądu administracyjnego o bezskuteczności odebrania nam broni palnej do depozytu nijak nie spowoduje faktycznego zwrotu naszej własności.

Systemowo prawidłowe postępowania powinno wyglądać następująco:
1) wydanie rozstrzygnięcia z uzasadnieniem (decyzja nakazująca oddanie broni do depozytu),
2) egzekucja tego rozstrzygnięcia w trybie przepisów KPA (odebranie broni),
3) zaskarżenie rozstrzygnięcia w toku instancji.

W świetle ostatniego orzecznictwa sądowego, na chwilę obecną jednak są to jedynie postulaty.
 
Do góry Bottom