Mainstream gada tak jak my

alfacentauri

Well-Known Member
1 119
1 822
O dobrze, że ktoś z CAS tłumaczy ludowi, że inflacja to podatek, bo pewnie świadomość tego wśród ludu nie jest za duża i jest to do poczytania na interii. Patrząc na ten forumowy temat to nie jest on takim, gdzie trafiają często posty, a jak trafiają to też nie zawsze jakieś ważne sprawy, bo też co ma tu trafiać? Smutna prawda jest taka, że klimat dla myśli wolnościowej jest coraz gorszy. Pamiętam, że dawniej gdy WPROST był najpoczytniejszym tygodnikiem w Polsce to było tam zaskakująco dużo prorynkowych artykułów. W innych tygodnikach czy dziennikach też nie było źle. To znaczy, że nawet jeśli autorzy nie byli zadeklarowanymi liberałami to w czasach socjaldemokracji Blaira i Schroedera wielu ludzi, którzy co do zasady nie odrzucali socjalnych idei twierdziło, że wolny rynek jest najwydajniejszy i dzięki niemu można zbudować bogactwo, które można następnie redystrybuować, ale jednocześnie ci ludzie mieli jakieś hamulce i uważali, że na wiele socjalistycznych pomysłów po prostu nas nie stać. Z kolei krytyka wolnego rynku w wielu wypadkach nie była krytyką totalną. Nie tyle podważano działanie rynku, co bardziej ubolewano, że nie powinien on być dziki etc. Dlatego jeżeli nawet to nie był klasyczny liberalizm to i tak w efekcie obrywało się szalejącemu etatyzmowi i przynajmniej kierunek był właściwy i było to coś co ułatwiało na wstępie robotę dla libertarian.
To już jest jednak przeszłość. Od iluś lat jest coraz gorzej. Czytając prasę czy przeglądając internet widzę, że coraz więcej jest treści jawnie socjalistycznych. I tego jest multum. Zauważyłem też taką modę, że jak coś jest na tematy niezwiązane z gospodarką to w dobrym tonie jest zrobić dygresję i przy okazji bez żadnego związku przywalić w kapitalizm, wolny rynek, neoliberalizm.
Klimat propagandowy jest zły. Efekty tego można dostrzec w tym jakie jest społeczeństwo. Ostatnio CBOS opublikował badania elektoratów polskich partii. Elektoraty wszystkich partii w tym także Konfederacji są w przeważającej części antyrynkowe.
To o czym piszę dotyczy tego jak postrzegają to ludzkie umysły. Ale czym innym jest rzeczywistość. Politycy i propagandziści raz mogą optować za rynkiem, raz za socjalizmem, a w rzeczywistości polityka może być prowadzona cały czas tak samo. Niestety wiemy, że PIS idzie w ciemną stronę, a opozycja jest tyle samo warta.
I to powinno smucić libertarian, a jak się wchodzi na forum to często mam wrażenie, że dla wielu ludzi tak się określających największym problemem są Żydzi, muzułmanie, murzyni i to są zagadnienia wzbudzające największe emocje.
 

inho

Well-Known Member
1 596
3 909
I to powinno smucić libertarian, a jak się wchodzi na forum to często mam wrażenie, że dla wielu ludzi tak się określających największym problemem są Żydzi, muzułmanie, murzyni i to są zagadnienia wzbudzające największe emocje.
Ostatnia kwestia jest, IMHO, nośna, bo związana z fundamentalną zasadą libertariańską: NAP. Nie chodzi przecież o kolor skóry, czy grupę etniczną ale o procesy społeczne, w ramach których następuje normalizacja inicjowania przemocy fizycznej i systemowo wymuszane zobojętnienie wobec takich przypadków. To jest istotne z punktu widzenia libertarianizmu, ponieważ niezrozumienie źródeł narastającej przemocy spowoduje niemożność ideowej obrony przed etatystyczną propagandą o koniecznym monopolu państwa na przemoc w celu zachowania społecznego pokoju.

IMHO, systemowe wymuszanie sztucznego mieszania się niekompatybilnych kultur (przeciwieństwo secesjonizmu) i pozbawienie społeczeństwa metod naturalnej korekty nieakceptowanych zachowań (choćby możliwości skutecznej obrony przed agresją), są dobrymi tematami propagandowymi z pozycji libertariańskich - szczególnie, że dla wielu ludzi kwestia bezpieczeństwa jest ważniejsza niż kwestie stricte ekonomiczne.
 

alfacentauri

Well-Known Member
1 119
1 822
A to to wiem, że dla wielu bezpieczeństwo jest ważniejsze od wolności. I chyba chodzi o to by zmieniać to nastawienie. Ale oczywiście można tak jak UPR z ugrupowania wolnorynkowego przeobrazić się w narodowo-etatystyczną Konfederację i mieć głównie antyrynkowy elektorat. Libertarianie też w mogą iść i i w jakiejś części idą tą drogą. O tym właśnie piszę.
 
  • Like
Reactions: wah

inho

Well-Known Member
1 596
3 909
A to to wiem, że dla wielu bezpieczeństwo jest ważniejsze od wolności. I chyba chodzi o to by zmieniać to nastawienie. Ale oczywiście można tak jak UPR z ugrupowania wolnorynkowego przeobrazić się w narodowo-etatystyczną Konfederację i mieć głównie antyrynkowy elektorat. Libertarianie też w mogą iść i i w jakiejś części idą tą drogą. O tym właśnie piszę.
No ale czy NAP nie jest tak samo istotny w kwestiach przemocy fizycznej jak ekonomicznej? Przecież obrona pozycji libertariańskiej w jednym aspekcie nie wyklucza drugiego. Tym bardziej, gdy naruszanie tej zasady w sferze fizycznej wynika wprost z etatyzmu i ograniczania wolności, a nie jej szerzenia - tak samo jak w sferze ekonomicznej.
 

alfacentauri

Well-Known Member
1 119
1 822
Na takie tematy to ja już się napisałem na tym forum aż nadto. Więcej nie zamierzam. Jak na serio chcesz znać moje zdanie to użyj wyszukiwarki.
I nie oszukujmy się. Nie trzeba naciągać jakiś NAPów by pod pozorem libertarianizmu uprawiać neonazizm. Prawda jest taka, że wielu tych „libertarian” ma w dupie wolny rynek. Etatyzm może postępować, życie intelektualne dryfować w stronę twardego socjalizmu i na to wszystko będzie panować znieczulica wśród „wolnościowców”. Oburzenie będą wywoływać murzyni, muzułmanie. A i będą tacy co to po libertariańskich forach będą pisać, że „w przyszłości narodowcy mogą stanowić <<najmniejsze zło>>”. No bo często do tego to się sprowadza by porobić reklamę różnym narodowcom.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 600
20 575
O dobrze, że ktoś z CAS tłumaczy ludowi, że inflacja to podatek, bo pewnie świadomość tego wśród ludu nie jest za duża i jest to do poczytania na interii. Patrząc na ten forumowy temat to nie jest on takim, gdzie trafiają często posty, a jak trafiają to też nie zawsze jakieś ważne sprawy, bo też co ma tu trafiać? Smutna prawda jest taka, że klimat dla myśli wolnościowej jest coraz gorszy.

Klimat propagandowy jest zły. Efekty tego można dostrzec w tym jakie jest społeczeństwo. Ostatnio CBOS opublikował badania elektoratów polskich partii. Elektoraty wszystkich partii w tym także Konfederacji są w przeważającej części antyrynkowe.
Libnetowi w gruncie rzeczy może ten syndrom oblężonej twierdzy pomóc się ogarnąć. W końcu ktoś musi pełnić rolę jedynej niepodbitej wioski Galów albo innej latarni morskiej pośród mroków nocy, przy szalejącym oceanie.
Prawda jest taka, że wielu tych „libertarian” ma w dupie wolny rynek. Etatyzm może postępować, życie intelektualne dryfować w stronę twardego socjalizmu i na to wszystko będzie panować znieczulica wśród „wolnościowców”. Oburzenie będą wywoływać murzyni, muzułmanie. A i będą tacy co to po libertariańskich forach będą pisać, że „w przyszłości narodowcy mogą stanowić <<najmniejsze zło>>”. No bo często do tego to się sprowadza by porobić reklamę różnym narodowcom.
Nie wchodzisz na Discorda, więc omijają Cię pierwsze skowronki walki z tą opisywaną znieczulicą i ponownym naprowadzaniem ludzi na czysto wolnościową tematykę, bez domieszek alt-rightowych nadziei, które przecież i tak zostaną z czasem zawiedzone, bo są ślepym zaułkiem.

Coraz częściej będziemy gadać o tym, jak dbać o libertariańską tożsamość, postaramy się wypracować coś w rodzaju starożytnego poczucia odpowiedzialności za swoje libnetowe polis i sprawy wewnątrzśrodowiskowe. Będzie to integracja w cieniu kwestii ideowych, które do tej pory zaniedbane leżały odłogiem.

Trudne czasy lepiej znosić z naprawioną duszą, zyskując zdolność przyciągania do siebie innych, ale niestety trzeba zacząć od robienia porządku na swoim podwórku. Pozmieniać rutyny, które do niczego nie prowadzą, odrzucić co się nie sprawdziło i przejść odnowę.

Następne miesiące zapowiadają się jako ogólny rachunek sumienia za ostatnią, przewegetowaną dekadę, ale powinniśmy dojść do jakiegoś porozumienia i wyciągnąć wnioski z tego dryfu.
 

inho

Well-Known Member
1 596
3 909
I nie oszukujmy się. Nie trzeba naciągać jakiś NAPów by pod pozorem libertarianizmu uprawiać neonazizm.
Możesz rozwinąć temat, dać jakieś przykłady?

Prawda jest taka, że wielu tych „libertarian” ma w dupie wolny rynek. Etatyzm może postępować, życie intelektualne dryfować w stronę twardego socjalizmu i na to wszystko będzie panować znieczulica wśród „wolnościowców”. Oburzenie będą wywoływać murzyni, muzułmanie.
Moim zdaniem nie często zdarzają się takie przypadki. Zazwyczaj są to jakieś kryptokomuchy typu redrum, które spotykają się z przytłaczającym sprzeciwem. Nie wiem, czemu tak się tych murzynów i muzułmanów czepiłeś chociaż zupełnie nie chodzi o kolor skóry czy religię.

Mi np. chodziło o różnice pomiędzy wyodrębnialnymi grupami społecznymi, których postulatów nie da się pogodzić i prowadzą do konfliktów - mogą być też w ramach jednego narodu jak na przykład kazus Katalonii w Hiszpanii, grupa zwolenników i przeciwników powszechnego dostępu do broni albo po prostu ogólnie libki i komuchy.

A i będą tacy co to po libertariańskich forach będą pisać, że „w przyszłości narodowcy mogą stanowić <<najmniejsze zło>>”. No bo często do tego to się sprowadza by porobić reklamę różnym narodowcom.
To nie była reklama, tylko przedstawienie tego, jak zakręcony staje się świat (stąd temat: upadek okcydentu), skoro typowy lewicowy elektorat w wyborach głosuje na klasycznie najodleglejszą ideowo opcję polityczną. Czy to nie jest ciekawe? Nie warto zastanowić się, co się dzieje w społeczeństwie, że dochodzi do takich paradoksów?

Skoro nie wprost ale jednak mnie przywołujesz do tablicy, to przypomnę, że zawsze byłem zwolennikiem i propagowałem pomysł, żeby to libertarianie zamiast narodowców dogadali się z wolnościowcami (w ogólniejszym znaczeniu). O ile w sferze społecznej jest rozdźwięk, to właśnie o fundamentalny wolny rynek można było oprzeć współpracę. Uważam, że taka współpraca nie wymagałaby utraty libertariańskiej tożsamości - przede wszystkim dlatego, że gdyby w znacznym stopniu rozwiązać problemy ekonomiczne ludzi, gdyby zdjąć z nich systemową odpowiedzialność i związany z nią obowiązek ponoszenia kosztów za innych ludzi, to ludzie nie czuliby potrzeby ingerowania w życie innych ludzi, żeby te koszty minimalizować.
 

kr2y510

konfederata targowicki
12 387
21 952
Ciekawostka.
To pisał mainstream dla mainstreamu.
W tytule artykułu wykorzystano pojęcia: c z a r n y r y n e k o r a z c z e r w o n y r y n e k. Należą one do zbioru pojęć zawierającego cztery kategorie relacji legalistyczno-etycznych, które mogą zachodzić między rynkiem towarów i usług a normami prawnymi i etycznymi: biały rynek, szary rynek, czarny rynek i czerwony rynek.
Kategoryzację zaproponował Samuel Edward Konkin III, twórca koncepcji agoryzmu i pojęcia m i n a r c h i z m . Według tego filozofa b i a ł y r y n e k oznacza obrót legalnymi towarami i usługami w legalny sposób, s z a r y r y n e k to obrót legalnymi towarami i usługami w nielegalny sposób (np. piracka płyta, ilm, program, unikanie opodatkowania).
C z a r n y r y n e k to obrót nielegalnymi towarami i usługami w nielegalny sposób (np. zakazanymi substancjami psychoaktywnymi, bronią palną), jednak bez użycia przemocy („przestępstwa bez ofiar”). Natomiast pojęcie c z e r w o n y r y n e k odnosi się do obrotu nielegalnymi towarami i usługami, w ramach którego przemoc jest immanentnym elementem towaru lub usługi (np. rynki przemocy: płatni zabójcy)⁸.
Ta klasyfikacja ma atrybut relatywności (rozmaitość uregulowań prawnych może lokować ten sam towar lub usługę w obrębie niemal dowolnego rynku; podobnie istnieje wiele systemów etycznych), jednak jako reguła kategoryzująca wydaje się wystarczająca, jeśli punktem odniesienia będzie rodzima legislacja.
To pisał niejaki Daniel Mider w Przeglądzie Bezpieczeństwa Wewnętrznego (biuletyn ABWhery) nr 21 11-2019.
"Czarny i czerwony rynek w sieci The Onion Router - analiza funkcjonowania darkmarketów" [pdf]

Im częściej będą używać naszych pojęć, tym lepiej.
 
Ostatnia edycja:

mikioli

Well-Known Member
2 641
4 818
A to to wiem, że dla wielu bezpieczeństwo jest ważniejsze od wolności. I chyba chodzi o to by zmieniać to nastawienie. Ale oczywiście można tak jak UPR z ugrupowania wolnorynkowego przeobrazić się w narodowo-etatystyczną Konfederację i mieć głównie antyrynkowy elektorat. Libertarianie też w mogą iść i i w jakiejś części idą tą drogą. O tym właśnie piszę.
Libertarianie nie głosują, to po co walczyć o ich głosy?
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 600
20 575
Departament Zwalczania Przestępczości Ekonomicznej Ministerstwa Finansów zlecił dyrektorom podległych jednostek przedstawienie propozycji do wdrożenia nowej formy przeprowadzania kontroli skarbowych w formie zakupu kontrolowanego. Tzw. nabycie sprawdzające miałoby wziąć na celownik ponad 66 tys. przedsiębiorców z branży gastronomicznej. To nie jedyne skutki uboczne koronawirusowego kryzysu, jakich przedsiębiorcy mogą obawiać się ze strony fiskusa.

Do informacji o pomyśle departamentu dotarł serwis informacyjny "WP.pl". W czwartek 2 kwietnia 2020 r. ujawnił, że skarbówka planuje przeprowadzenie ok. 170 tys. kontroli małych firm. Uzasadnieniem projektu ustanowienia regulacji pozwalających kontrolującym urzędnikom do stosowania tzw. nabycia sprawdzającego, mają być zebrane przez skarbówkę dane na temat branży gastronomicznej, według których szara strefa w małej gastronomii wynosi 50 proc. Dlatego też skontrolowanie przy użyciu podstępu ponad 66 tys. samych tylko punktów gastronomicznych, takich jak: bary, pizzerie, czy budki z kebabami, mogłoby przynieść budżetowi państwa ok. 22 mln zł wpływu w 2021 roku.
Nabycie sprawdzające
Na czym polegać miałoby to nabycie sprawdzające? Urzędnik mógłby zakupić w barze zapiekankę, zapłacić i poczekać. Jeśli sprzedawca nie wyda paragonu, wówczas urzędnik się ujawni i ukarze przedsiębiorcę mandatem. Inwestycja w zapiekankę miałaby się fiskusowi bardzo opłacić, bo z informacji, do których dotarła "WP.PL", na jeden zakup sprawdzający urzędnicy mieliby przeznaczać 50 zł. Zatem przy 170 tys. kontroli rocznie, daje to koszt 8,5 mln zł, ale zysk ponad 2,5 razy większy.
Zakup kontrolowany
Omawiany projekt nadania urzędnikom podatkowym nowego narzędzia kontroli pochodzi z marca 2020 r. Nie doczekał się jeszcze swojego miejsca w ustawie o Krajowej Administracji Skarbowej. Nie jest pierwsza próba uzbrojenia fiskusa w prawo do zastosowania wobec kontrolowanego przedsiębiorcy prowokacji. To forma znanego już organom ścigania zakupu kontrolowanego, czyli zakupu inicjowanego przez funkcjonariusza, celem ujęcia nierzetelnego sprzedawcy na gorącym uczynku. Ta metoda podstępu jest niedostępna dla administracji podatkowej. Funkcjonariusze skarbówki nie mogą sami nabywać towaru, czy usługi, a następnie karać sprzedawców za niedopełnienie obowiązków ewidencji tej sprzedaży. Jak na razie mogą tylko towarzyszyć, przyglądać się transakcjom zawieranym przez przedsiębiorcę, i wkroczyć w momencie, gdy ten nie wyda paragonu, czy nie wystawi faktury.
Dlaczego fiskus dotąd nie dostał takich uprawnień?
Pomysł nadania fiskusowi uprawnień do nabycia sprawdzającego znalazł się np. w Projekcie ustawy o Krajowej Administracji Skarbowej z dnia 17 lutego 2016 r. Jego pomysłodawcy chcieli wówczas nadać funkcjonariuszom skarbowym szczególne uprawnienie do "dokonywania transakcji celowej, która będzie umożliwiać funkcjonariuszom nabycie towarów i usług do kwoty 500 zł w celu skontrolowania wywiązania się z obowiązku rejestrowania sprzedaży i ujawniania transakcji" (Uzasadnienie do projektu ustawy, www.sluzbacywilna.info.pl).
Dlaczego więc dotąd fiskusowi takich uprawnień nie nadano? Zwłaszcza gdy prowokację zakupu kontrolowanego od lat z powodzeniem stosują organy ścigania? Na to pytanie musi sobie odpowiedzieć sam fiskus, dlaczego takim zaufaniem nie obdarza go ustawodawca. Być może przemawia za tym charakter tego organu państwa, którego zadaniem jest przecież nie tyle ściganie przestępców i oszustów podatkowych, co zapewnienie jak największych wpływów do budżetu państwa. A być może potwierdza to sama praktyka.
W 2011 roku "Rzeczpospolita" komentowała dane nt. przeprowadzonej w tamtym roku letniej akcji "Weź paragon", podczas której inspektorzy skarbowi wystawili ponad 16 tys. mandatów na kwotę przekraczającą 3,8 mln zł. Gazeta przytoczyła wówczas przebieg dokonywanej w ramach akcji kontroli: "...do sklepu wchodzą dwie osoby, pierwsza kupuje jakiś drobiazg, kładzie odliczone pieniądze na ladzie i "ucieka" ze sklepu, nie biorąc paragonu z kasy fiskalnej, a niejednokrotnie nawet nie czekając na jego wydrukowanie. Na to tylko czeka druga osoba, która natychmiast wyciąga legitymację i... żadne tłumaczenia sprzedawcy już nie pomogą. Takie postępowanie to nie jest już nawet zakup kontrolowany czy prowokacja. To prawdziwa produkcja winnych" ("Akcja Weź paragon: Skarbówka pracuje na wynik", www.rp.pl).
"Do sklepu przyszła kobieta (...) poprosiła o zestaw długopisów za 2,50 zł. Nabiłem sprzedaż na kasie i wydałem paragon. Klientka jednak zabrała długopisy, a paragon zostawiła na ladzie. Często się zdarza, że kupujący nie zabierają paragonów. Wyrzuciłem więc wydruk z kasy do kosza (...) po chwili kobieta wróciła, tym razem z dwoma panami. Przedstawili się jako inspektorzy urzędu kontroli skarbowej, pokazali legitymację i zarzucili mu, że nie wydaje paragonów fiskalnych" - relacjonuje Gazeta Prawna.pl w artykule "Za niewydanie paragonu mandat" z 17 września 2007 r.
Przedsiębiorcy się boją i płacą
Oczywiście przed takimi działaniami urzędników podatkowych przedsiębiorcy mogą się bronić. Istnieją ku temu odpowiednie instrumenty prawne. Niemniej ustawodawca nie udzielając funkcjonariuszom skarbowym uprawnienia do przeprowadzania takich prowokacyjnych kontroli potwierdza swój brak zaufania do nich. Niedawno trzeba było tworzyć Konstytucję Biznesu, by przypomnieć organom o obowiązujących zasadach pogłębiania zaufania przedsiębiorców do władzy publicznej, proporcjonalności, bezstronności i równego traktowania, jak i domniemania uczciwości przedsiębiorcy. A w praktyce wygląda to tak, że ukarany mandatem przedsiębiorca woli zapłacić te kilkaset złotych i mieć spokój, niż narażać się na otwartą wojnę z urzędem skarbowym.
Ktoś te 212 mld zł musi zwrócić
Powracające co jakiś czas doniesienia o kolejnych próbach uzbrojenia funkcjonariuszy administracji skarbowej w narzędzie zakupu kontrolowanego, czy też nabycia sprawdzającego, przedsiębiorcy muszą jednak brać na poważnie, zwłaszcza teraz. Trudno bowiem przewidzieć, jaki będzie stan gospodarki i finansów państwa po zakończeniu kryzysu epidemicznego. Nie wiadomo, jak reagować będą władze, gdy stan epidemii będzie się przedłużał o kolejne miesiące. Już teraz, na mocy uchwalonych na przełomie marca i kwietnia 2020 r. specustaw, wprowadzono znaczne obostrzenia i grożące za ich naruszenie wysokie, sięgające kilkudziesięciu tysięcy złotych, kary, jak np. za brak dostosowania miejsc pracy w przedsiębiorstwie do wymogów ochrony przed rozprzestrzenianiem się koronawirusa, czy za naruszenie zakazu obrotu określonymi towarami, czy zakazu wykonywania określonego rodzaju usług.
Bowiem to właśnie przedsiębiorcy są największą grupą ryzyka epidemicznego, antykryzysowego efektu jo-jo. To im Ministerstwo Finansów udziela teraz wsparcia, także pośrednio, poprzez udzielenie pomocy pracownikom, w wysokości aż 212 mld zł. To samo ministerstwo, które od ponad 9 lat nie ma środków na obniżenie o 1% podwyższonych od 1 stycznia 2011 r. stawek VAT. Dlatego przedsiębiorcy już dziś, zwłaszcza w świetle takich doniesień, jak powyższe, o wzmożonych kontrolach przeprowadzanych przez skarbówkę, powinni zadbać o zapewnienie ochrony majątku firmy. Nie tylko "na teraz", poprzez audyt realizacji nałożonych antykryzysowymi specustawami obowiązków, ale i na przyszłość. Bo ktoś te 212 mld będzie musiał do budżetu zwrócić.
radca prawny Robert Nogacki
Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi
 

alfacentauri

Well-Known Member
1 119
1 822
W zasadzie o tym powyższym przykładzie to można powiedzieć bardziej "mainstream pozwala wypowiedzieć się naszym" niż "mainsteram gada jak my".
 
Do góry Bottom