III Wojna Światowa

noniewiem

Well-Known Member
569
928
Nie, nie wszystkich. Mówienie o nich jako "Rosjanie" jest pewnego rodzaju uproszczeniem w mowie. W praktyce jednak z powodu wojny to na Rosjan spada odpowiedzialność za dystansowanie się i opór wobec ich władzy chociażby "głosując nogami" czyli uciekając do innych krajów.
Nie. Rosjanie niektórzy mogą być indywidualistami i mieć w dupie i robić swoje. Nie czują tożsamości narodowej/państwowej. W związku z tym nie czują się winni za działania "ich" państwa. Nie czują potrzeby przepraszania za coś czego nie zrobili dlatego że kolektywista "libertarianin" w Europie myśli że każdy Rosjanin jest zły.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 902
25 531
Kiedy słucham narzekań na polską klasę polityczną a później przypatruję się temu, co wyrabia ta ze Starej Europy, dochodzę do wniosku, że oni tam już w ogóle zatracili wyczucie własnej pozycji negocjacyjnej. Dobrze, że przynajmniej niemiecka prasa trzyma od początku tej wojny zdrowy krytycyzm zbieżny z interesem wschodu i będzie grillować towarzystwo, obrabiając im tyłki.

Zachód jest zmęczony wojną. Rosyjski dyktator wietrzy w tym swoją szansę i stawia nowe żądania. To nie jest dobry moment na podjęcie negocjacji sugerowanych przez Scholza i Macrona – pisze "Sueddeutsche Zeitung".
Jacek Lepiarz
Dzisiaj, 17:59
  • "Putin, w przeciwieństwie do Scholza i Macrona, po mistrzowsku wybiera właściwy moment" – uważa Stefan Kornelius w komentarzu opublikowanym w niedzielę w internetowym wydaniu "Sueddeutsche Zeitung"
  • Putin gra strachem przed humanitarną katastrofą proponując rozmowy o eksporcie ukraińskiego zboża, jeśli Zachód zniesie sankcje na eksport rosyjskich zbóż i nawozów
  • Rosyjski prezydent wie, że głodujący z Bliskiego Wschodu i Afryki będą emigrować głównie do Europy Zachodniej
  • Stanowczość jest kluczowa w podejściu do Putina. Jak pisze Kornelius, wojny z nim nie wygramy, jeżeli będzie on nadal wyprzedzał nas o krok, popełniając brutalne zbrodnie i stosując szantaż
"Władimir Putin zawsze wyprzedza swoich przeciwników o krok. Fantazja potentata rządzącego na Kremlu jest niemal niewyobrażalna, wola eskalacji konfliktu rośnie, a gotowość do wyrzeczeń i zdolność do bezczelności wydają się być nieograniczone. Dlaczego Władimir Putin miałby zgodzić się teraz na negocjacje, tak jak zasugerowali mu to francuski prezydent i niemiecki kanclerz?" – pyta Stefan Kornelius w komentarzu opublikowanym w niedzielę w internetowym wydaniu "Sueddeutsche Zeitung".

Kornelius zwraca uwagę, że Rosja przezwyciężyła porażkę z pierwszych tygodni inwazji, a rosyjska armia "wgryzła się" w Donbas i opanowała dużą część regionów Ługańska i Doniecka. "Dlaczego miałby teraz przestać?".

Putin – mistrz właściwego momentu

"Putin, w przeciwieństwie do Scholza i Macrona, po mistrzowsku wybiera właściwy moment" – uważa autor. Jego oferta podjęcia negocjacji jest jego zdaniem perfidna. Putin gra strachem przed humanitarną katastrofą proponując rozmowy o eksporcie ukraińskiego zboża, jeśli Zachód zniesie sankcje na eksport rosyjskich zbóż i nawozów. Rosyjski prezydent wie, że głodujący z Bliskiego Wschodu i Afryki będą emigrować głównie do Europy Zachodniej.
Z lektury zachodnich mediów Putin wie, że Zachód jest zdezorientowany, brak mu jedności i staje się powoli zmęczony wojną. Kakofonia w dyskusji o celach wojny świadczy o wielkiej niezgodzie, gotowość do wspierania ukraińskiej armii spada, skutki wojny są coraz bardziej odczuwalne w Europie, a okres grzewczy jeszcze się przecież nie rozpoczął – czytamy w "SZ".

Zdecyduje stanowczość

Stanowczość jest kluczowa w podejściu do Putina. Jak pisze Kornelius, wojny z nim nie wygramy, jeżeli będzie on nadal wyprzedzał nas o krok, popełniając brutalne zbrodnie i stosując szantaż. Jeżeli nie będziemy stanowczy, Putin zbliży się do swojego właściwego celu wojny – "powrotu do europejskiego porządku sprzed rozszerzenia NATO, z narodami stanowiącymi strefę buforową, podzieloną Unią Europejską i Stanami Zjednoczonymi, które po drugiej stronie koncentrują się na własnych problemach".
"Zadziwiające jest to, że Zachód, a przede wszystkim wiodące europejskie narody Francja i Niemcy, nie rozumieją, że Władimir Putin stanowi egzystencjalne zagrożenia dla ich własnej stabilności" – pisze Kornelius.
"Ta wojna nie zakończy się na Donbasie, lecz wgryzie się w wybrzeże Morza Czarnego aż do Mołdawii. Dlatego zastanawia, jak szybko może dojść do relatywizacji zasadniczego zagrożenia, jeśli stanowczość ulegnie nadwątleniu. Dla Zachodu wojna z Putinem rozstrzyga się właśnie teraz" – konkluduje Kornelius, szef redakcji zagranicznej wiodącej opiniotwórczej gazety niemieckiej.
 

ckl78

Well-Known Member
1 568
1 748
Rosyjska armia się buntuje.


Rosyjska armia trzęsie się w posadach i buntuje przeciwko Władimirowi Putinowi. Żołnierze mają dość dyktatora i nie zamierzają dłużej ginąć w tej wojnie. Niedługo doczekamy się końca konfliktu?


Rosyjska armia ma dość śmierci w imię ideałów i planów jednego człowieka. Żołnierze mają ochotę zakończyć krwawą wojnę wywołaną przez Władimira Putina, któremu prawdopodobnie nie zostało nawet wiele życia.

Być może niedługo będziemy świadkami końca konfliktu, który obecnie obserwuje cały świat. Rosyjska armia drży w posadach i regularnie słyszy się o buncie w szeregach żołnierzy, którzy giną w imię nie swoich racji.

Służba Bezpieczeństwa Ukrainy podsłuchała pewne kluczowe rozmowy rosyjskiej armii. Jak się okazuje wielu wojaków Putina podpisało 90-dniowe kontrakty na udział w wojnie na Ukrainie. Kończą się one wraz z majem. Wtedy lwia część z nich zamierza pojechać do domu i nie odstraszają ich nawet groźby zniszczenia kariery kierowane przez dowódców.


"Mam wszystkiego dość. Krótko mówiąc, powiedzieli nam, że nie mamy co liczyć na żadne zastępstwo. Nikt nie chce przyjeżdżać na Ukrainę, żeby tutaj walczyć. Myślę sobie - chrzanić to, dosłużę te trzy miesiące (do końca maja - PAP), a potem będę musiał jakoś się stąd wyrwać. Poszukam czegoś w cywilu. Świat nie kończy się na armii, prawda?" - można było usłyszeć w rozmowie rosyjskich wojskowych.


Bunty w armii Putina są na porządku dziennym. Nie od dziś wiadomo, że prowadzenie rządów strachem zazwyczaj odbija się rządzącym czkawką. Na lojalność i miłość swoich ludzi prezydent Rosji jawnie nie może liczyć, ale mocno na to zapracował.

 

hrab

Well-Known Member
240
380
Morawiecki: W Polsce jest 40 mln Polaków gotowych stanąć z bronią w ręku, żeby bronić swojej ojczyzny.


"Życzymy sobie pokoju, ale znamy to rzymskie powiedzenie: jeżeli chcesz pokoju, gotuj się do wojny. Musimy być na tyle silnie uzbrojeni, żeby odstraszać przeciwnika. Nasza armia musi być tak silna, żeby najlepiej nie musiała być nigdy użyta, sprawdzona w boju – a całe społeczeństwo obywatelskie przeszkolone także dzięki takim strzelnicom jak ta w Myszkowie" – tłumaczył premier, który podczas poniedziałkowego otwarcia oddał na myszkowskiej strzelnicy celny strzał do tarczy.

"Jeśli Rosji kiedykolwiek miałoby przyjść do głowy, żeby zaatakować Polskę, to Rosja musi wiedzieć, Kreml musi wiedzieć, że w Polsce jest gotowych 40 mln Polaków stanąć z bronią w ręku, aby bronić swojej ojczyzny" - podkreślił szef rządu.


Większość w ogóle nie ma wiedzy, jak się zachowywać w sytuacji zagrożenia.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 902
25 531
Coraz ciekawiej się robi...

Sprzymierzone z rządem syryjskim wojska rosyjskie przeprowadziły w ostatnim czasie serię ataków na siły wspierane w tym kraju przez USA - pisze w piątek "WSJ". Ta eskalacja może doprowadzić do niezamierzonego, bezpośredniego konfliktu między wojskami Rosji i USA - ostrzega gazeta za źródłami w amerykańskim rządzie.
Stosunki między USA i Rosją są już napięte z powodu agresji Kremla na Ukrainę, a rząd prezydenta Joe Bidena dostarcza Kijowowi uzbrojenie za miliardy dolarów, starając się jednak za wszelką cenę uniknąć eskalacji konfliktu i bezpośredniej konfrontacji z Rosją - zaznacza nowojorski dziennik. Dodaje, że według amerykańskich urzędników nieporozumienia w Syrii mogą doprowadzić do niezamierzonego, ale bezpośredniego konfliktu między siłami USA i Rosji w tym kraju.
W środę wojska rosyjskie przeprowadziły nalot na bazę wojskową położoną koło miasta al-Tanf, na południowym wschodzie kraju, przy granicy z Jordanią, w której amerykańscy wojskowi szkolą lokalne siły walczące z niedobitkami Państwa Islamskiego (IS). Rosjanie zbombardowali bazę uznając, że sprzymierzeni z USA bojownicy zaatakowali syryjskie wojska rządowe.
Wojsko rosyjskie poinformowało wcześniej o nalocie USA przez utworzoną do takich celów gorącą linię, co świadczy o tym, że bezpośrednim celem Rosjan nie był atak na amerykańskich wojskowych - pisze "WSJ". Dodaje, że żołnierzy USA akurat nie było w bazie i żaden z nich nie ucierpiał. Jednak cała operacja świadczy o tym, co jedno ze źródeł gazety opisało jako odnotowany w czerwcu "znaczący wzrost" rosyjskich prowokacji w Syrii.
W tym tygodniu doszło również do incydentu z udziałem rosyjskich i amerykańskich myśliwców w północno-wschodniej Syrii - informuje dziennik. Rosyjskie maszyny wleciały w obszar, na którym USA prowadziły operację przeciwko terroryście IS. Odleciały dopiero, gdy na miejscu zjawiły się myśliwce amerykańskie.
W całej Syrii stacjonuje ok. 900 żołnierzy amerykańskich; 200 z nich w al-Tanf, reszta szkoli i doradza siłom syryjskich Kurdów zajmujących północny wschód kraju - wylicza "JSW". Zaznacza, że głównym celem wojskowych USA jest szkolenie lokalnych sprzymierzeńców, by nie dopuścić do odrodzenia się pokonanego w 2019 r. IS.
W Syrii od lat stacjonują też wojska rosyjskie, które wspierając prezydenta Baszara el-Asada w dużej mierze przyczyniły się do odzyskania przez niego kontroli nad większością kraju w toczącej się od 2011 r. wojnie domowej. By uniknąć napięć i bezpośredniej konfrontacji USA i Rosja codziennie korzystają z linii telefonicznej, przez którą informują się o swoich działaniach - zaznacza dziennik.
Dotychczas udało się uniknąć bezpośrednich starć między regularnymi wojskami obu krajów - dodaje gazeta. Przypomina jednak, że gdy w lutym 2018 bojownicy Grupy Wagnera (powiązanej z Kremlem firmy najemniczej) zaatakowali siły USA we wschodniej Syrii, Amerykanie odpowiedzieli ogniem zabijając - według słów będącego wówczas szefem CIA Mike'a Pompeo - "kilkuset Rosjan". Władze rosyjskie przekazały wówczas, że nie miały nic wspólnego z tymi wydarzeniami - zaznacza "WSJ".
(PAP)

A poza tym, stara historia się powtarza - Hitler również lubił zmieniać generałów i wtrącać się w ich pracę, w zasadzie cholera wie po co...

2022-06-18 08:44 aktualizacja: 2022-06-18, 18:08

Ukraińcy prowadzą kontrofensywę w okolicach Iziumu, by odciągnąć Rosjan od Słowiańska i zakłócić ich linię zaopatrzenia. Tymczasem czystki wśród oficerów dodatkowo pogarszają zdolności dowodzenia w rosyjskiej armii – ocenia w nowym raporcie amerykański Instytut Studiów nad Wojną (ISW).

Rosja przerzuca siły do wsparcia operacji ofensywnych w rejonie Siewierodoniecka-Lisiczańska w obwodzie ługańskim na wschodzie Ukrainy, ale ukraińska obrona wciąż jest silna. Rosjanie skupili na zdobyciu tych dwóch miast większość siły bojowej, jaką dysponują, kosztem postępów na innych kierunkach oraz ciężkich strat, jakie ponoszą – ocenili eksperci ISW.
Rosjanie w dalszym ciągu prowadzili w piątek nieskuteczne ataki lądowe w Siewierodoniecku i okolicach, a także próbowali przerwać ukraińskie linie komunikacji z Lisiczańskiem, zarówno od północy, jak i od południa.
Siły ukraińskie prawdopodobnie podjęły natomiast kontrofensywę na północny zachód od Iziumu (obwód charkowski), by odciągnąć Rosjan od ofensywy na Słowiańsk (obwód doniecki) i zakłócić linie zaopatrzenia. Osiągnęły przy tym pewne postępy. Ukraińskie siły lądowe i lotnictwo w dalszym ciągu atakowały też rosyjskie umocnienia i środki logistyczne w okupowanych miejscowościach na południu Ukrainy - podkreślono w raporcie.

Czystki wśród wysokiej rangi rosyjskich oficerów

W źródłach ukraińskich pojawiła się informacja o usunięciu ze stanowiska dowódcy rosyjskich wojsk powietrznodesantowych gen. Andrieja Serdiukowa. ISW nie był w stanie niezależnie potwierdzić tych doniesień, ale jeśli są prawdziwe, oznacza to, że Serdiukowa obarczono odpowiedzialnością za słabe wyniki i olbrzymie straty wśród rosyjskich spadochroniarzy, zwłaszcza na początku inwazji.
Zwolnienia i możliwe wewnętrzne czystki wśród wysokiej rangi rosyjskich oficerów będą prawdopodobnie dodatkowo pogarszać słabe zdolności dowodzenia w rosyjskiej armii – ocenili eksperci ISW. (PAP)
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 902
25 531

Kosztowna wojna na wschodzie Ukrainy przypomina "krwawy młyn" pod Verdun. Ale jak bardzo ta paralela jest prawdziwa? Olaf Jessen, ekspert od bitwy Verdun, przygląda się ówczesnym i obecnym strategiom i znajduje zadziwiające podobieństwa, zwłaszcza po jednej ze stron.
Olaf Jessen
Dzisiaj, 10:23
  • Bitwy o Donbas i Verdun mają wiele podobieństw — twierdzi niemiecki historyk I wojny światowej
  • Rosjanie wykorzystują w Donbasie artylerię w podobny sposób, jak robiono to pod Verdun. Artyleria jest kluczowa po obu stronach, dlatego tak ważne jest, by Zachód dostarczał ją Ukraińcom
  • Podobnie jak podczas I wojny światowej
  • Zdaniem autora bitwa o Donbas nie rozstrzygnie losów całej wojny. Ta potrwa zaś jeszcze długo
Europa wstrzymuje oddech. Tlące się ogniska przekształcają się w dzikie pożary. Po długim okresie pokoju na kontynencie rozpętuje się kolejna wojna. Ścierają się zmasowane armie. Wielu obserwatorów spodziewa się krótkiej walki. Siły najeźdźców szybko posuwają się w kierunku stolicy wroga. Są zbrodnie wojenne przeciwko ludności cywilnej. Ofensywa kończy się niepowodzeniem zaledwie kilka kilometrów od metropolii. Armia najeźdźców musi się wycofać. Ale duża część kraju pozostaje w ich rękach.
Wojna w ruchu wydaje się skończona. Rozpoczyna się wojna w okopach. Linia frontu ciągnie się przez setki kilometrów. Teraz artyleria staje się główną bronią w bitwach. W końcu atakujący na wschodzie kraju koncentrują wszystkie dostępne działa artyleryjskie na małej przestrzeni. Skoncentrowana siła ognia powinna zapoczątkować nową ofensywę, wymusić powrót do wojny mobilnej i jeszcze odwrócić bieg wydarzeń na lepsze. Niedaleko od miejsca postoju znajduje się małe miasteczko. Jego nazwa staje się symbolem wojny: Verdun.
Antecedencje piekła Verdun w 1916 r. i "bitwy o Donbas" w 2022 roku są zadziwiająco podobne. Ale czy to porównanie rzeczywiście działa? I czy można na podstawie tego porównania wywnioskować, jak zakończy się bitwa o Donbas?

Wojna i naród

W 1914 r., podobnie jak w 2014/22, paliwem napędowym wojny była idea narodu. Szczególnie jeden jej wariant jest obecnie w centrum uwagi: idea, że naród, wynaleziony przez rewolucję francuską, opiera się na rozkazie i posłuszeństwie, a nie na wolności i obywatelstwie; na pochodzeniu etnicznym, a nie na prawie ludzkim i międzynarodowym; na sile militarnej, a nie na suwerenności państw.
Narody rodzą się na wojnach i dla wojen. Na przykład pobór do wojska jest dzieckiem narodu. Ale narody demokratyczne nie prowadzą wojen — przynajmniej nie przeciwko sobie. Wiedział o tym już Immanuel Kant, o czym można przeczytać w jego eseju "Do wieczystego pokoju".
Demokratyczne i niedemokratyczne idee narodowe mają jedną wspólną cechę: są maszynami solidarności. Są cementem nowoczesnych społeczeństw, które coraz rzadziej spotykają się w miejscach kultu. Zachęcają do bezinteresownego poświęcenia. Dotyczy to zarówno dobrych, jak i złych, w czasie wojny i pokoju, zarówno agresora w imperialistycznej wojnie na wyniszczenie, jak i ocalałego w walce z morderczymi łowcami łupów.
Jeśli więc pytasz, co ty możesz zrobić dla swojego kraju, a nie co kraj może zrobić dla ciebie, to przed wejściem na pokład patriotycznego samolotu musisz przejść przez punkt kontroli bezpieczeństwa. Do jakiej odmiany narodu, należy to sprawdzić, skierowane jest moje poświęcenie? Demokratycznej czy niedemokratycznej? Jeśli odpowiedź brzmi: niedemokratycznej, to powinny się odezwać wszystkie dzwony alarmowe. Na pokładzie takich maszyn, na przykład, żołnierze narażają się na szczególnie wysokie ryzyko, że skończą jako sprawcy zbrodni w miejscach takich jak Bucza.

Verdun jako przemysłowa wojna narodowa

Odpowiedzialność za rozpętanie I wojny światowej spoczywała na barkach kilku rządów. Nigdzie nie było entuzjazmu dla wojny, który ogarnąłby wszystkie grupy społeczne. Ale w miastach panowała ekstatyczna aprobata, częściowo także w dzielnicach robotniczych. Londyn, Paryż, Berlin: wszędzie na wieść o wojnie wiwatowały tłumy. Setki tysięcy ochotników dobrowolnie przychodziły do komisji wojskowych.
Zawodowa armia brytyjska miała siłę bojową 250 tys. ludzi i niewiele rezerw. Kadrowe armie Francji i Niemiec były oparte na poborze. Armia Imperium, zgrupowana wokół 29 tys. zawodowych oficerów, miała w czasie pokoju siłę 761 tys. ludzi. Po mobilizacji nagle wzrosła do ponad 3,8 mln żołnierzy z powodu powołania rezerwistów. Trzecia Republika równie szybko rozmieściła podobną liczbę żołnierzy.
Żaden naród nie odmawiał innemu prawa do istnienia. Większość Europejczyków spodziewała się krótkiej kampanii. Szok był tym głębszy, że po kilku pierwszych tygodniach ogromne straty po wszystkich stronach o niczym nie zadecydowały. Pojawił się brak amunicji. Żadna gospodarka nie wydawała się przygotowana na długie zmagania. Rewolucja przemysłowa i wojna ludowa już dawno splotły się w "przemysłową wojnę narodową" — najkrwawszy obraz wojny znany ludzkości.
21 lutego 1916 r., kiedy rozpoczęła się bitwa pod Verdun, poparcie dla wojny było niemal totalne, przynajmniej we Francji i w Niemczech. Obie strony były przekonane, że toczą bitwę obronną.

Donbas jako przemysłowa wojna narodowa i gabinetowa

Odpowiedzialność za atak na pozostałą część Ukrainy spoczywa na barkach jednego rządu: Rosji. Po żadnej ze stron nie ma entuzjazmu dla wojny. Ochotnicy nie odgrywają prawie żadnej roli militarnej. Jedynie ludność pozostałej części Ukrainy wydaje się przekonana, że toczy bitwę obronną.
Wołodymyr Zełenski, wybrany przez nich prezydent, rządzi z największym poparciem, jakie można sobie wyobrazić. Stoi na czele armii kadrowej liczącej około 200 tys. ludzi. Jest ona oparta na poborze, ma około 900 tys. rezerwistów, ale od kilku tygodni musi otrzymywać wsparcie Gwardii Narodowej w Donbasie — jest to rodzaj milicji, może 130 tys. ludzi, słabo uzbrojonych, wyszkolonych do ochrony zaplecza.
Postawa Rosjan jest trudna do oceny za zasłoną terroru, cenzury i propagandy. Oficjalne użycie sformułowania "specjalna operacja wojskowa" w odniesieniu do najkrwawszej wojny, jaką Rosja prowadzi od 1945 r., z pewnością mówi samo za siebie. Władimir Putin obawia się o swoje poparcie.
Putin ogłasza, że chce odbić "rosyjską ziemię" na pozostałej części Ukrainy. Odmawia narodowi ukraińskiemu prawa do istnienia. Jest naczelnym dowódcą ogromnej armii kadrowej złożonej z poborowych i zawodowych żołnierzy. Na Ukrainie walczy jednak tylko 175 tys. zawodowych żołnierzy, uzupełnianych przez około 15 tys. najemników. Przypomina to właściwie wojnę gabinetową Piotra Wielkiego. Reżim wydaje się niechętnie podchodzić do mobilizacji.
Straty po obu stronach są ogromne. Rosyjskie dowództwo wyraźnie oczekiwało błyskawicznego zwycięstwa. Teraz wydaje się, że ich działania cierpią przede wszystkim z powodu braku piechoty. Jak na razie kryzys amunicyjny jest widoczny tylko po stronie ukraińskiej.

Verdun. Cel operacyjny: przebić się bez zniszczeń

W okopach II wojny światowej obrońca miał zasadniczą przewagę nad agresorem: drut kolczasty, karabiny maszynowe, systemy głębokich okopów ciągnących się kilometrami. Do tego dochodziły trudności w kierowaniu dużymi masami wojsk. Druty telefoniczne były przecinane i nie było przenośnych radioodbiorników. Wszystko to zawsze oznaczało, że obrońca miał wystarczająco dużo czasu, by zrobić unik, sprowadzić rezerwy i odgrodzić się od wroga.
Ale wszyscy dowódcy wojskowi nadal marzyli o świętym Graalu — o przełomie operacyjnym i powrocie do mobilnych działań wojennych. Ich odpowiedź: więcej granatów, więcej broni, więcej żołnierzy. Mówiło się, że nie ma przełomu bez wcześniejszego zużycia rezerw wroga. Dodatkowa siła ognia artylerii powinna przygotować grunt pod ataki jeszcze większych mas piechoty.
Erich von Falkenhayn , szef sztabu generalnego niemieckiej armii polowej, stał przed wieloma trudnościami. We wschodniej Francji 2,4 mln niemieckich żołnierzy walczyło przeciwko 3,5 mln Brytyjczyków i Francuzów. Jego siły nie były więc w żadnym wypadku wystarczające, by dążyć do masowego przebicia się. Zamiast tego zdecydował się na przebicie punktowe. Jego ofensywa otwierająca zagroziła celowi, którego wróg raczej nie zamierzał łatwo oddawać: twierdzy Verdun.
Wschodni brzeg Mozy miał zostać opanowany z zaskoczenia, przez siły artylerii i dobrze sterowany klin ataku piechoty. Celem taktycznym było zajęcie kluczowej linii w terenie, znajdującej się na grzbiecie wzniesienia. Aby utrzymać Verdun, zgodnie z obliczeniami Falkenhayna, armia francuska musiała tę linię odbić. Czyniąc to, musiałaby ponieść tak duże straty, że jej rezerwy szybko by się wyczerpały.
Wtedy sojusznicza armia brytyjska musiałaby z powodów politycznych przeprowadzić ofensywę odciążającą, prawdopodobnie w Artois. Ten pospieszny atak po kilku dniach byłby skazany na porażkę. Dopiero potem, na gruzach nieudanej ofensywy przeciwnika, dywizje rezerwy armii niemieckiej powinny dokonać przełomu operacyjnego — albo poprzez kontynuację działań pod Verdun, albo poprzez kontratak przeciwko Brytyjczykom. Zdobycie miasta Verdun miało charakter poboczny.
Falkenhayn słusznie uważał, że unicestwienie milionowych armii wroga jest niemożliwe. Nawet operacje na wielką skalę z pewnością nie doszłyby do skutku po przełamaniu linii wroga, uniemożliwiłyby to karabiny maszynowe i działa szybkostrzelne. Trzeba więc doprowadzić, myślał Falkenhayn, do "mobilnej wojny niewielkich ruchów z umocnieniami polowymi". Szef sztabu wierzył jednak, że wysokie straty wśród wroga złamią wolę jego oporu, zwłaszcza we Francji. Za 14 dni do maksymalnie pięciu tygodni Operacja Sąd zadecyduje o losach wojny — o tym był przekonany niemiecki dowódca.

Donbas. Cel operacyjny: Przełamanie z unicestwieniem

Sytuacja w Donbasie, a dokładniej w wybrzuszeniu Kramatorska, jest taktycznie podobna do sytuacji w wybrzuszeniu Verdun. Pole bitwy w Donbasie jest prawie trzy razy większe. Zasięg nowoczesnej artylerii zwiększył się jednak co najmniej pięciokrotnie, nie wspominając o jej sile ognia. Stosunek siły wynosi najwyraźniej 2:1 na korzyść Rosjan — to faktycznie zbyt mało, by przeprowadzać ataki wymagające przestrzeni, zwłaszcza w wojnie okopowej.
Obrońcy są jednak wyraźnie gorsi pod względem siły artylerii. Nie opierają się też na żadnych fortyfikacjach. Wykorzystali jednak ostatnie osiem lat, by stworzyć duże systemy rowów. W Donbasie są trzy linie obronne, a w Verdun były cztery. Ukraińcy są też lepsi w walce miejskiej, która w Verdun nie odegrała żadnej roli.
Ponieważ wydaje się, że Ukraińcy nie mają do dyspozycji bezpiecznych bunkrów, prowadzą obronę mobilną. W przypadku ostrzału rosyjskiej artylerii piechota wycofuje się, o ile jest to możliwe. Pędzi z powrotem do przednich okopów dopiero wtedy, gdy ogień artyleryjski się urywa, bo wtedy siły pancerne przeciwnika mogą rozpocząć atak.
W Donbasie Ukraińcy zapewniają sobie drogę dla dostaw. Podobnie jak droga z Bar-le-Duc do Verdun, tak w Donbasie dwie tak zwane drogi terytorialne w kierunku Siewierodoniecka są niezbędne dla zaopatrzenia wojsk ukraińskich — lub dla ich odwrotu. Kontrataki Ukraińców przynoszą niewielkie korzyści. Brakuje im obrony przeciwlotniczej, lotnictwo Rosji może więc miażdżyć koncentrację sił na ziemi.

"Metoda Nivelle'a"

Rosyjska artyleria zasadniczo stosuje "metodę Nivelle'a", opracowaną w czasie bitwy pod Verdun: zapora ogniowa, wspierana przez ataki lotnicze, ma za zadanie przytrzymać obrońców do momentu, w którym z trudem będą mogli odeprzeć atak sił pancernych, ponieważ nie będą w stanie na czas dotrzeć do swoich okopów frontowych.
Ale dzisiejsza sytuacja w Donbasie raczej przypomina bitwę pod Kurskiem latem 1943 r. Niemiecki atak dwoma szczypcami z północy i południa miał wówczas za zadanie okrążyć wojska radzieckie w zakolu Kurska. Atak był powolny, a w końcu nie przyniósł żadnych postępów. Nieustępliwość obrońców, ich lepsze rozpoznanie i przygotowane pozycje doprowadziły do ostatecznej zmiany inicjatywy w wojnie.
Ofensywa Rosji w Donbasie ma również na celu okrążenie wroga dwoma głównymi ostrzami na osi północ-południe, od Iziumu do Popasny. Na linii frontu wywierany jest stały nacisk. W przeciwieństwie do Falkenhayna dowódca wszystkich rosyjskich sił zbrojnych na Ukrainie prawdopodobnie chce wymusić dwa operacyjne przełomy za pomocą artyleryjskiego natarcia. Kolejna różnica: rosyjskie dowództwo jest mniej zainteresowane wolą oporu ukraińskiego społeczeństwa, chce po prostu militarnie zniszczyć obrońców Donbasu.

Verdun: nieudany przełom

Francuscy i brytyjscy dowódcy wpadli w pułapkę Falkenhayna. Francuski generał Castelnau chciał za wszelką cenę utrzymać wschodni brzeg rzeki Mozy. Brytyjski marszałek polny Haig przygotował atak odciążający Brytyjczyków. Ale niemiecki atak utknął w martwym punkcie. Wbrew oczekiwaniom niemieckich analityków stropy francuskich fortyfikacji wytrzymały najcięższe pociski. Do początku kwietnia strategia Falkenhayna nie powiodła się: nie osiągnięto kluczowej linii, nie dokonano przełomu w Verdun, nie było też brytyjskiego ataku odciążającego, a straty niemieckie dramatycznie rosły.
Dopiero teraz walka się wykoleiła, dopiero teraz Verdun stało się bitwą materiałową. W tamtych dniach Falkenhayn ukrywał przed sobą i innymi rozmiar swojej porażki. "Rozbijanie sił wroga", które początkowo było tylko środkiem do celu, stało się milcząco głównym celem. Podobnie jak generał Joffre w 1915 r. w Szampanii i jak feldmarszałek Haig w 1916 r. nad Sommą, Falkenhayn zamaskował nieudane przełamanie twierdząc, że rzekomo zadał olbrzymie straty wrogowi. Dla niego również wycofanie się na pozycję wyjściową nie wchodziło w rachubę. Wszyscy gracze pozostali przyklejeni do stołu pokerowego. Grali teraz o każdy dom i każde podwórko, bo nie potrafili usprawiedliwić swoich ogromnych strat bez jakieś "wygranej".
W końcu trzy punkty przełamały taktyczny impas na korzyść strony francuskiej:
  • po rozpoczęciu brytyjskiej ofensywy nad Sommą zabrakło niemieckich rezerw;
  • pod Verdun nowa taktyka "ognia zaporowego" opracowana przez generała Nivelle'a dała niemieckiej piechocie niewiele czasu na obronę;
  • nowe francuskie działa kolejowe były w stanie przebić stropy fortów Douaumont i Vaux, zdobytych przez Niemców.
W październiku i grudniu 1916 r. wojska francuskie nagle odzyskały prawie cały teren, który formacje niemieckie zdobywały przez siedem miesięcy, ponosząc ciężkie straty. Morale wojsk niemieckich wydawało się teraz osłabione. Po stracie około 700 tys. ludzi, w tym ponad 300 tys. poległych, "piekło Verdun" zakończyło się prawie tam, gdzie się zaczęło.

Donbas: udany przełom

W przeciwieństwie do Verdun, w Donbasie od początku inwazji nie ma równowagi w sile artylerii. Południowy atak rosyjskich szczypców odnosi sukcesy. W maju następuje operacyjny przełom pod Popasną. Ukraińska obrona ustępuje w sektorze, który miała utrzymać Gwardia Narodowa.
Atakujący szybko zapędzają się daleko na północ, zachód i południe w łuk frontu, zagrażając południowej drodze terytorialnej do Siewierodoniecka. Po stronie ukraińskiej pojawiają się oznaki paniki. Prawdopodobnie tylko z trudem udaje się jej zatrzymać atakujących w połowie drogi. W międzyczasie najwyraźniej rozpoczęło się wycofywanie ostatnich obrońców z Siewierodoniecka.
W Donbasie można zobaczyć, co miał na myśli Falkenhayn, gdy mówił o "wojnie mobilnej z umocnieniami polowymi". Donbas to "dynamiczne Verdun".

Verdun: sekwencja bitew

Verdun nie rozstrzygnęło wojny światowej. Niemniej jednak bitwa ta była kamieniem milowym w jej przebiegu z dwóch powodów. Po pierwsze, utorowała drogę zespołowi Hindenburg-Ludendorff [Feldmarszałek Paul von Hindenburg i gen. Erich Ludendorff byli głównodowodzącymi armii niemieckiej podczas I wojny światowej, cieszyli się olbrzymią autonomią w podejmowaniu decyzji strategicznych]. Zaowocowało to powstaniem czegoś w rodzaju dyktatury wojskowej w Niemczech. We Francji kryzys Verdun przyczynił się do przesunięcia władzy z naczelnego dowództwa wojskowego do parlamentu. W Niemczech zyskał na sile mit zbawiciela [wykorzystany potem przez Adolfa Hitlera].
Po drugie, Verdun przygotowało grunt dla nieograniczonej wojny podwodnej. Falkenhayn prowadził kampanię na rzecz wojny podwodnej przed i w trakcie bitwy, ale cesarz i kanclerz nie wierzyli mu. Podczas bitwy wciąż mieli nadzieję, że decyzję uda się wymusić na lądzie. Po bitwie pytanie "Verdun czy Ameryka?" najwyraźniej samo się rozwiązało, cesarz i kanclerz zrezygnowali z oporu. Rzesza Niemiecka ogłosiła wojnę podwodną bez ostrzeżenia. Wypowiedzenie wojny przez USA nastąpiło natychmiast. I dopiero w tym momencie klęska Niemiec stała się nieunikniona.
Czy przełom operacyjny i "mobilne działania z umocnieniami polowymi" zmieniłyby sytuację? Prawdopodobnie nie, bo Falkenhayn na pewno nie docenił woli oporu przeciwnika. Ale to w lipcu 1914 r. dowództwo Rzeszy popełniło militarny błąd stulecia: przystąpiło do wojny.

Donbas: kolejność bitew

Bitwa w Donbasie również nie rozstrzygnie wojny. Gdyby część obwodu ługańskiego pozostała w rękach ukraińskich, kontrofensywa miałaby większe szanse powodzenia. Długoterminowym celem operacyjnym Ukraińców byłby prawdopodobnie powrót do linii kontaktowej z 24 lutego. Jej posiadanie mogłoby oznaczać dla nich "zwycięstwo". Gdyby armia rosyjska została zepchnięta do tego punktu, nic by nie zyskała, mimo ogromnych strat. Jest całkiem możliwe, że koniec reżimu Putina byłby wtedy w zasięgu ręki.
Warunek konieczny do przeprowadzenia przez Ukraińców ofensywy na dużą skalę jest dobrze znany: uzbrojenie ich przez Zachód w artylerię, pojazdy opancerzone i broń przeciwlotniczą.
Gdyby Kreml chciał odzyskać przewagę na polu walki, prawdopodobnie nieunikniona byłaby powszechna mobilizacja, a wraz z nią publiczne przyznanie się do porażki. Jeśli za punkt odniesienia przyjmiemy zachowanie przywódców Rzeszy Niemieckiej po bitwie pod Verdun, Putin mógłby doprowadzić do politycznej i militarnej eskalacji wojny.
Gdyby Donbas dostał się w ręce rosyjskie, prawdopodobnie nastąpiłaby pewnego rodzaju przerwa w działaniach, choć koniec wojny był oczywiście bardzo odległy. Żadna ze stron nie byłaby zainteresowana zawieszeniem broni: nawet Ukraińcy — oni wierzą, przynajmniej od czasu Buczy i Irpienia, że walczą także o życie swoich rodzin. Tak czy inaczej, władca na Kremlu potrzebuje permanentnej wojny. W przypadku trwałego pokoju dyktatura Putina upadłaby.
Obwód ługański mógłby upaść na jeden z dwóch sposobów: albo po wyparciu dużej części ukraińskiej armii, albo po jej okrążeniu i militarnym unicestwieniu. Gdyby obrońcy zostali okrążeni, Ukraina straciłaby swoje najsilniejsze jednostki. Byłoby to dla Putina duże osiągnięcie. Ale nawet wtedy jego zwycięstwo militarne nie byłoby zapewnione. Potem prawdopodobnie coraz większą rolę odgrywałaby walka partyzancka, a obecnie nie ma w Ukrainie wystarczającej liczby rosyjskich wojsk, by ją skutecznie stłumić.
Jeśli jednostki ukraińskie zostałyby wyparte z Donbasu, czyli nie zostałyby uwięzione, ich następna główna linia obrony znajdowałaby się na Dnieprze — około 300 km na zachód od Doniecka. Wojna konwencjonalna toczyłaby się dalej, ale zmieniłaby się sceneria. Portowe miasto Odessa prawdopodobnie stałoby się celem rosyjskiej ofensywy. Pozostaje kwestią sporną, czy po bitwie w Donbasie siły najeźdźców byłyby wystarczające, by okrążyć metropolię, zdobyć ją w walce dom po domu i zabezpieczyć wszystkie zajęte tereny na tyłach.
Jedno jest pewne: Wielkie mocarstwa mogą przegrywać wojny nawet wtedy, gdy wrogich wojsk nie ma na ich własnym terytorium. Tak właśnie stało się z Rzeszą Niemiecką we Francji w 1918 r., z USA w Wietnamie w 1975 r. i ze Związkiem Radzieckim w Afganistanie w 1989 r. Rząd niemiecki przyznał się do porażki po ponad czterech latach, rząd amerykański po około 11 latach, a rząd radziecki po 10 latach. Niezależnie od wyniku walk w Donbasie, wojna będzie trwała jeszcze długo.


Niemiecki historyk i publicysta. Opublikował biografię pruskiej rodziny Moltke oraz historię bitwy pod Verdun
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 902
25 531
Ruskim naprawdę kiepsko idzie ta trzecioświatówka. Przypomnę tylko, że mieli zdobyć cały obwód ługański do 22 czerwca. Zdążyliśmy doczekać końca sierpnia a oni dalej grzęzną w Donbasie, walcząc o poszczególne wioski a sam front niespecialnie od tych kilku miesięcy się zmienił. O podsumowanie półrocza pokusił się Ośrodek Studiów Wschodnich.
Komentarze OSW
2022-08-24

Po pół roku wojny Ukraina może świętować sukces – dzięki mobilizacji całego społeczeństwa do walki i nieprzerwanemu wsparciu Zachodu w zakresie rozpoznania i logistyki wciąż skutecznie się broni. Z kolei Rosja nie zrealizowała deklarowanych wcześniej celów, na czele z „denazyfikacją” i „demilitaryzacją” Ukrainy oraz przejęciem nad nią kontroli. Starcie zbrojne trwa już znacznie dłużej, niż przewidywał Kreml, co pozwala pierwsze półrocze wojny uznać za rosyjską porażkę. Od końca marca, kiedy Rosja zdecydowała o wycofaniu wojsk z północy Ukrainy i części obwodu mikołajowskiego, a na południu i wschodzie ukształtowała się linia frontu, agresja rosyjska przeszła z fazy wojny manewrowej do pozycyjnej. Od tego czasu sytuacja strategiczna znacząco się nie zmieniła i pozostaje w dużej mierze statyczna. Jednak inicjatywa nieprzerwanie znajduje się po stronie rosyjskiej i wszelkie zachodzące na froncie zmiany są konsekwencją jej działań. Wojska agresora utrzymują względnie stabilne lądowe połączenie z Krymem i w powolnym tempie spychają armię ukraińską z pozycji zajmowanych przez nią w Donbasie, który pozostaje głównym obszarem walk. Zapowiadana przez Kijów kontrofensywa w dalszym ciągu jest jak na razie elementem przekazu informacyjnego, mającego wspierać morale obrońców. Ukraina wciąż nie ma dostatecznej liczby sił i wystarczających środków, głównie ciężkiego uzbrojenia o charakterze ofensywnym, aby móc podjąć próbę odbicia okupowanych terenów.
Ukraina: wszystko dla frontu
W warunkach niedoboru środków oraz w sytuacji pełnego uzależnienia od Zachodu w zakresie dostaw materiałów wojennych (uzbrojenia i sprzętu wojskowego, amunicji, paliw etc.) Kijów postawił na obronę totalną. Do obrony wykorzystano w zasadzie cały potencjał państwa, a za sprawą powszechnej mobilizacji zaangażowano do niej blisko 1 mln żołnierzy i funkcjonariuszy. W formacjach o charakterze stricte wojskowym – Sił Zbrojnych, Gwardii Narodowej, Służby Granicznej i Obrony Terytorialnej – służy co najmniej 450 tys. żołnierzy, a liczba ta może być jeszcze zwiększona przez formowane w razie potrzeby ochotnicze formacje OT. Mimo że obrońcy przeważają na teatrze działań wojennych nad siłami rosyjskimi trzykrotnie (liczebność zaangażowanych bezpośrednio wojsk agresora nie przekracza 150 tys. żołnierzy), to na ich niekorzyść działają niedobory w wyposażeniu, a także – według szacunków ukraińskich – 10–15-krotna przewaga Rosjan w ciężkim uzbrojeniu. Ukraina próbuje ją niwelować poprzez wykorzystywanie do obrony infrastruktury cywilnej w miejscowościach, z których wcześniej podejmuje się próby ewakuacji mieszkańców[1]. Tylko w taki sposób, wyposażeni głównie w masowo dostarczoną z Zachodu broń lekką, żołnierze po stronie ukraińskiej mają szansę powstrzymywać ataki. Konsekwencją takich działań jest jednak postępujące niszczenie miejscowości przez rosyjskie artylerię i lotnictwo. Ponadto Rosjanie systematycznie celowo uderzają w obiekty cywilne, które nie zostały przejęte przez armię ukraińską, a nadal wykorzystuje się je zgodnie z ich pierwotnym przeznaczeniem. Dostawy artylerii (w tym rakietowej) z Zachodu są zbyt małe, by skutecznie powstrzymywać regularnie ponawiane przez wroga natarcia na pozycje ukraińskie, a czynione przez obrońców szkody (w ostatnich tygodniach głównie przez pociski naprowadzane z systemów HIMARS i – w dużo mniejszym stopniu – w wyniku działań dywersyjnych) choć są spektakularne, to jednak pozostają nieliczne w zestawieniu z wrogim potencjałem[2].
Ukraina nie jest obecnie w stanie wykorzystać w walkach przewagi ludzkiej, głównie z powodu braku możliwości należytego wyposażenia nowo formowanych pododdziałów. Ze względu na utrzymujące się zagrożenie ponownym uderzeniem Rosji od północy Kijów nie zdecydował się jednak na złagodzenie rygorów przedłużanej co trzy miesiące od 24 lutego ustawy o powszechnej mobilizacji, odrzucając związane z tym postulaty[3]. Kierownictwo resortu obrony deklaruje, że poza bieżącym uzupełnianiem stanów jednostek potrzebuje i jest w stanie wykorzystać jedynie nielicznych specjalistów wojskowych – artylerzystów, łącznościowców, operatorów BSP, specjalistów w zakresie cyberwojny. W celu utrzymania spójności obrony władze Ukrainy zdecydowały się także na szereg innych działań, z których za najważniejsze należy uznać wprowadzenie zmian ustawowych obligujących jednostki obrony terytorialnej do walk poza obszarem ich odpowiedzialności. Coraz częściej są one wykorzystywane jako bieżące uzupełnienie jednostek liniowych na froncie. Kijów stara się również nie dopuszczać do jakichkolwiek wyłomów w ukształtowanym w ostatnich miesiącach monopolu władz w zakresie informacyjnego zabezpieczenia działań militarnych poprzez piętnowanie wszelkich opinii i doniesień o sytuacji na froncie, które nie wpisują się w oficjalny przekaz.
Władze Ukrainy od początku agresji skutecznie wygrywają starcie z Rosją w przestrzeni informacyjnej, co pozwala im na utrzymanie społecznego przekonania o efektywności obrony oraz szansie na ostateczne pokonanie wrogich wojsk i wyparcie ich z okupowanych terytoriów, także z Krymu i Donbasu. Jedynie z rzadka Kijów przyznaje, że obrona utrzymuje się kosztem znaczących strat. 22 sierpnia głównodowodzący Sił Zbrojnych Ukrainy gen. Wałerij Załużny ocenił liczbę zabitych ukraińskich żołnierzy na blisko 9 tys., co należy uznać za liczbą zaniżoną[4]. W przekazie informacyjnym Kijów umiejętnie wykorzystuje najdrobniejsze sukcesy własne i niepowodzenia strony rosyjskiej. Za ich sprawą buduje przekaz o ukraińskiej kontrofensywie. Pojęciem tym władze posługują się od wiosny, co służy z jednej strony do sugerowania, że kontrofensywa trwa i przynosi sukcesy, z drugiej zaś – w sytuacji rosnącej presji społecznej na wymierne jej efekty – do tonowania nastrojów i podkreślania, że warunki umożliwiające ostateczne zwyciężenie przeciwnika nie zostały jeszcze spełnione. Jako przejawy kontrofensywy traktowane są wszelkie możliwe formy uszczerbku poczynionego agresorowi. Początkowo było to przedstawianie miejscowości wcześniej opuszczonych przez Rosjan bądź znajdujących się w momencie kształtowania linii frontu w pasie ziemi niczyjej jako wyzwolonych, obecnie najczęściej za przejawy kontrofensywy uznaje się skuteczne ataki systemów HIMARS na zaplecze przeciwnika lub akty dywersji.
Szczególne znaczenie mają działania podjęte w sierpniu na Krymie. Poza pierwszym spektakularnym atakiem na lotnisku Saki (9 sierpnia), rezultaty kolejnych uderzeń były jednak ograniczone, a ostatnie akcje (20–21 sierpnia) nie przyniosły już najprawdopodobniej wymiernych efektów[5]. Niemniej zainicjowane działania należy uznać za znaczący sukces z perspektywy działań psychologicznych – sama demonstracja aktywności ukraińskiej na Krymie ośmieszyła okupanta i unaoczniła, że nie kontroluje on sytuacji na półwyspie[6].
Rosja: „my wojny nie prowadzimy”
Rosja przez pół roku wojny nie zdecydowała się na przeprowadzenie mobilizacji, a działania wojenne na Ukrainie nadal angażują jedynie część potencjału Sił Zbrojnych FR. Wraz zapleczem od 24 lutego uczestniczyło w nich około 250 tys. żołnierzy. Moskwa stara się przekonać własne społeczeństwo i międzynarodową opinię publiczną, że tzw. specjalna operacja wojskowa i jej konsekwencje w postaci zachodnich sankcji nie wpłynęły znacząco na funkcjonowanie państwa, w tym jego sferę militarną. Dowodem na to ma być utrzymywanie dotychczasowego (tzn. analogicznego do lat poprzednich) poziomu aktywności armii i przemysłu zbrojeniowego FR, na czele z przygotowaniami do najważniejszego w br. przedsięwzięcia szkoleniowego – planowanych na wrzesień ćwiczeń „Wostok-2022” z udziałem partnerów zewnętrznych (poza państwami Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym uczestnictwo w nich zgłosiły Chiny, Indie i Mongolia) oraz przeprowadzonym w sierpniu Międzynarodowym Forum Wojskowo-Technicznym „Armia-2022”.
Udział w tzw. specjalnej operacji wojskowej wciąż pozostaje formalnie dobrowolny, o czym paradoksalnie świadczą obserwowane przynajmniej w części regionów Rosji problemy z naborem chętnych do uczestnictwa w agresji przeciwko Ukrainie. W odróżnieniu od sytuacji z przełomu marca i kwietnia, kiedy to niepowodzenie rosyjskiego „blitzkriegu” skutkowało przypadkami jawnie i zbiorowo wyrażanej niechęci żołnierzy do dalszego udziału w walkach, po pół roku wojny Rosja – mimo sygnalizowanych problemów z naborem chętnych do służby – wciąż jest w stanie uzupełniać straty.
W wielu rosyjskich regionach formowane są bataliony ochotnicze, których zadania będą najprawdopodobniej uzależnione od aktualnej sytuacji na froncie. Ponadto, jak informuje strona ukraińska, nabór do nich trwa wolniej, niż planowano. W Donbasie, będącym głównym obszarem walk, podstawowym rosyjskim „mięsem armatnim” pozostają lokalni mieszkańcy zmobilizowani do służby w tzw. donieckiej i ługańskiej milicjach ludowych, także z nowo zajętych terenów. Z dotychczasowego przebiegu walk nie wynika, by byli oni w większym stopniu podatni na dezercję czy poddawanie się do niewoli, których skalę należy uznać za nieznaczną. Świadczy o tym również obserwowany zanik tego tematu jako narzędzia ukraińskiej wojny informacyjnej.
Rosyjska zbrojeniówka robi swoje
W większym stopniu specjalna operacja wojskowa odczuwana jest w Rosji na poziomie gospodarczym, na co szczególnie wskazuje zwiększanie bazy produkcyjnej części przedsiębiorstw przemysłu zbrojeniowego, głównie producentów bezzałogowych statków powietrznych oraz niektórych typów amunicji artyleryjskiej i rakietowej. Większość ogłoszonych tradycyjnie w sierpniu w trakcie forum „Armia-2022” nowych kontraktów należy wiązać z wojną na Ukrainie, a dotychczasowe proporcje wydatków (z uwzględnieniem formacji niezaangażowanych w specjalną operację wojskową, na czele ze Strategicznymi Siłami Jądrowymi i obroną powietrzno-kosmiczną) nie uległy widocznym zmianom. Choć publikowane informacje o zakupach mogą być wykorzystywane w ramach wojny informacyjnej, Rosja skrupulatnie realizuje deklarowane programy zbrojeniowe (w ostatnich dwóch dekadach zmiany i opóźnienia dotyczyły wyłącznie rozpoczęcia produkcji nowych generacyjnie typów uzbrojenia i kilku programów budowy okrętów). Należy przyjąć, że dotychczasowe sankcje zachodnie – uderzające w Rosję finansowo i technologicznie – na odcinku zbrojeniowym udaje się w znacznej mierze zniwelować. Konieczność znalezienia zamienników dla komponentów objętych sankcjami – zwłaszcza w zakresie elektroniki – najprawdopodobniej wpłynie jednak na pogorszenie parametrów produkowanego w Rosji uzbrojenia i sprzętu wojskowego, a dystans technologiczny pomiędzy wyposażeniem rosyjskim a czołowych państw zachodnich będzie się powiększał.
Nikły odsetek zamówień dotyczących remontu i modernizacji uzbrojenia (łącznie 100 czołgów i bojowych wozów piechoty z 3800 zamówionych łącznie egzemplarzy uzbrojenia i sprzętu wojskowego[7]) potwierdza, że poniesione dotychczas przez Rosję straty w wyposażeniu nie były na tyle dotkliwe, by zmusić ją do przyspieszonej modernizacji uzbrojenia już posiadanego (z rezerw magazynowych) w miejsce – dłuższej i bardziej kapitałochłonnej – produkcji nowych egzemplarzy. Świadczy o tym ponadto kontynuowanie przez Rosję realizacji zamówień eksportowych, w tym sprzedaż szczególnie eksploatowanych w konflikcie kategorii uzbrojenia. Zgodnie z wcześniejszymi planami rosyjski przemysł przekazał armii białoruskiej partię zmodernizowanych haubic samobieżnych 2S3M „Akacja” i rozpoczął remont samolotów szturmowych Su-25 białoruskiego lotnictwa, a w czerwcu fabrycznie nowe śmigłowce bojowe Mi-28 trafiły do Ugandy. Taki stan rzeczy potwierdzają także szczątkowe raporty ujawniane przez Stany Zjednoczone i Kanadę, publikowane w ostatnich miesiącach – w odróżnieniu od pierwszych miesięcy konfliktu – rzadko i nieregularnie[8].
Pół roku wojny nie doprowadziło do wyczerpania się rosyjskich zapasów broni i amunicji precyzyjnej. Aczkolwiek rosyjskie lotnictwo strategiczne zużywa zapasy posowieckich rakiet, choć uderzenia przeprowadzane są nieprzerwanie również z wykorzystaniem najnowszych systemów Iskander i Kalibr, a także Oniks, które okazały się bronią podwójnego zastosowania (do niszczenia celów morskich i lądowych). W zamówieniach armii rosyjskiej z ostatniego czasu uwzględniona została dostawa nowych rakiet Iskander, nie wiadomo jednak, w jakim stopniu ma ona charakter ponadplanowy i wynika z wyczerpania stanów magazynowych. Nie wiadomo też, z jakich powodów agresor ograniczył obserwowane w pierwszych tygodniach wojny wykorzystywanie przez Rosjan równolegle z Iskanderami wycofanych ze służby pod koniec poprzedniej dekady rakiet Toczka-U (o dużo mniejszej precyzji i zasięgu). Oprócz wyczerpania zapasów, co należy uznać za mało prawdopodobne, w grę mogą wchodzić ich niewielka skuteczność lub pozostawienie do wykorzystania w innym typie zadań niż realizowane obecnie przez rosyjskie brygady rakietowe.
Kwestią otwartą pozostaje zakres i dalsze perspektywy wykorzystania na Ukrainie rozkonserwowanego uzbrojenia z posowieckich magazynów, którym obecnie uzupełniane są straty w wyposażeniu części jednostek rosyjskich i – w całości – milicji ludowych. W odróżnieniu od pierwszego, manewrowego okresu wojny, oszczędzanie przez agresora najnowszego uzbrojenia (przynajmniej w formacjach lądowych) i organizowana w warunkach bojowych „utylizacja” posowieckiego uzbrojenia stały się normą[9]. Jeśli Ukraina nie otrzyma znaczących dostaw nowoczesnego zachodniego uzbrojenia, nie należy się spodziewać, by Rosja zmieniła obserwowaną obecnie politykę w zakresie wyposażania walczących pododdziałów. Wyjątek stanowią samoloty i śmigłowce – ze względu na wykonywanie przez nie stosunkowo precyzyjnych zadań, a także stosunkowo niewielkie ponoszone straty[10] – przede wszystkim zaś bezzałogowe statki powietrzne, których zapasów z czasów sowieckich Rosja nie posiada. Ich nowe dostawy zamówiono od razu u trzech rodzimych producentów, którzy już wcześniej podjęli działania na rzecz zintensyfikowania produkcji. Doświadczenia bojowe – zarówno rosyjskie, jak i ukraińskie – potwierdzają, że wszelkiego rodzaju drony są tyleż przydatne na współczesnym polu walki, co podatne na zniszczenie.
Wnioski
Utrzymanie obecnego status quo w wojnie, w którym Ukraina dysponuje jedynie możliwością spowalniania natarcia agresora, działa na korzyść Moskwy. W zależności od potrzeb, a po części również odporności społeczno-ekonomicznej Rosji, po ewentualnym zajęciu pozostałej części Donbasu[11], Rosjanie mogą zarządzić przerwę w działaniach wojennych bądź kontynuować je na innych kierunkach. W aktualnej sytuacji opanowanie przez agresora pozostałej części obwodu donieckiego należy uznać za kwestię czasu, aczkolwiek przy obserwowanym w ostatnich miesiącach tempie rosyjskiego natarcia może to potrwać wiele miesięcy. Bez znaczącego zwiększenia dostaw uzbrojenia z Zachodu za bardzo mało prawdopodobną należy natomiast uznać ukraińską kontrofensywę, której przeprowadzenie (na ograniczoną skalę, najprawdopodobniej na najłatwiejszym do odbicia kierunku Chersonia) stanowiłoby raczej rezultat presji społecznej i konieczności uwiarygodnienia władz, a zarazem akt desperacji z ich strony. Skutkowałaby ona olbrzymimi stratami po stronie obrońców – czego dowództwo armii ukraińskiej nie ukrywa – i nie gwarantowałaby sukcesu.
Ukraina niemal od początku agresji prowadzi obronę totalną, w ramach której – po wyczerpaniu własnych zasobów obronnych i zdaniu się w zakresie ich uzupełnienia na Zachód – Kijów nie jest już w stanie zwiększyć swoich możliwości militarnych. Zmiana obecnej sytuacji militarnej uzależniona jest od postawienia Rosji przed koniecznością odejścia od dotychczasowych zasad prowadzenia ograniczonej z jej perspektywy „specjalnej operacji wojskowej”. Doprowadziłoby do niej dopiero znaczące i kompleksowe doposażenie armii ukraińskiej w ciężkie uzbrojenie i sprzęt wojskowy, przynajmniej do poziomu liczebnej równowagi z przeciwnikiem, tzn. dostaw rzędu setek samolotów i śmigłowców oraz tysięcy wozów bojowych. Wówczas Ukraina uzyskałaby możliwość przeprowadzenia skutecznej kontrofensywy i wyparcia agresora z okupowanej części terytorium. Z kolei Rosja musiałaby wtedy zadecydować, czy ogłosić powszechną mobilizację i rzucić do walki cały swój potencjał, czy też przyznać się do porażki i ustąpić na podobieństwo amerykańskiego wycofania z Wietnamu. Ewentualne podjęcie rękawicy przez Moskwę wprowadzałoby wojnę na zupełnie nowy poziom.

[1] 30 lipca prezydent Wołodymyr Zełenski podjął decyzję, a 3 sierpnia rząd Ukrainy wydał rozporządzenie o przymusowej ewakuacji z obwodu donieckiego.​
[2] Od czerwca Ukraina otrzymała 16 wyrzutni HIMARS (nie ma doniesień, aby jakąkolwiek z nich utraciła) wraz z pociskami naprowadzanymi (tzw. GMLRS) o zasięgu do 80 km i niespełna 10 innych wieloprowadnicowych wyrzutni pocisków rakietowych z Wielkiej Brytanii i Niemiec, od których otrzymuje rakiety o zasięgu do 70 km.​
[3] Prezydent Zełenski odrzucił petycję ponad 25 tys. obywateli wnioskujących o złagodzenie rygorów i umożliwienie pewnym grupom mężczyzn wyjazdu z Ukrainy.​
[4] Według danych Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Ukrainy w tym samym czasie miało polec 45,4 tys. żołnierzy przeciwnika.​
[5] Wysadzenie składu amunicji na lotnisku Saki 9 sierpnia i poczynione w jego wyniku szkody (zniszczenie lub uszkodzenie ośmiu samolotów) wpłynęły na zmobilizowanie służb okupacyjnych odpowiedzialnych za bezpieczeństwo zaplecza sił agresora. W czasie dwóch kolejnych ataków zniszczony miał zostać magazyn amunicji zlokalizowany poza kompleksami wojskowymi, doszło także do pożaru obiektu koszarowego. Brak jakichkolwiek danych o szkodach poczynionych w wyniku następnych ataków.​
[6] W sferze oddziaływania na mieszkańców i turystów na Krymie istotne było to, że słyszą oni wybuchy i strzały z kierunku lotniska lub jednostki wojskowej.​
[7] Контракты на форуме «Армия-2022», bmpd’s Journal, 17.08.2022, bmpd.livejournal.com.​
[8] Z informacji wywiadu armii kanadyjskiej z 12 sierpnia wynika, że od 24 lutego Rosja straciła łącznie 90 samolotów i śmigłowców. W tym samym czasie Sztab Generalny armii ukraińskiej oceniał liczbę zniszczonych wrogich maszyn latających na 426. Zob. tweet Forces armées canadiennes, 12.08.2022, twitter.com; Росія втратила в Україні щонайменше 90 літаків та гелікоптерів – канадська розвідка, Укрінформ, 12.08.2022, ukrinform.ua.​
[9] Zniszczenie uzbrojenia w trakcie działań wojennych paradoksalnie ogranicza koszty, które musiałyby zostać poniesione w warunkach pokojowych na jego utylizację. Zwłaszcza w zakresie amunicji, której część – według źródeł ukraińskich – armia rosyjska użytkuje mimo upłynięcia okresu jej eksploatacji.​
[10] Z zestawienia ukraińskich danych wojskowych wynika, że w ostatnich miesiącach rosyjskie straty w powietrzu oscylują wokół 1% wykonywanych dobowo samolotolotów. Zob. З лютого Росія стягнула понад 300 вертольотів та 400 літаків до кордонів України, – Ігнат, Цензор.Нет, 16.08.2022, censor.net.​
[11] Strona ukraińska utrzymuje, że pod jej kontrolą znajduje się 45% obwodu donieckiego i – według szefa administracji wojskowo-cywilnej obwodu ługańskiego Serhija Hajdaja – dwie nienazwane wioski w obwodzie ługańskim.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
8 902
25 531

Intencje Rosjan od dawna były ludobójcze, ale nie widzieliśmy tego w ten sposób, bo nowe pokolenie żyjące po upadku ZSRR nie doświadczyło wielkiej wojny i nie wierzyło, że coś takiego mogłoby się zdarzyć. Ukraińcy wierzyli, że Rosja jest bardziej cywilizowanym krajem niż była w czasie istnienia ZSRR, ale najwyraźniej tak nie jest - powiedziała PAP Iryna Matwijiszyn, ukraińska ekspertka praw człowieka i dziennikarka pisząca o wojnie m.in. dla zagranicznych mediów.
W 1948 roku Zgromadzenie Ogólne ONZ uchwaliło Konwencję w sprawie zapobiegania i karania zbrodni ludobójstwa. Była ona wzorowana na propozycji polskiego prawnika Rafała Lemkina, który ukuł to pojęcie i przez lata pracował na rzecz jego rozpowszechnienia. W definicji ONZ ludobójstwo jest czynem, dokonanym w zamiarze zniszczenia w całości lub części "grup narodowych, etnicznych, rasowych lub religijnych", jednak w pierwotnej wersji do tych grup zaliczano także grupy polityczne i społeczne. Dołączeniu do oficjalnego tekstu konwencji tych dwóch ostatnich grup sprzeciwił się w 1948 roku Związek Sowiecki i nie zostały one ujęte w ostatecznie przyjętej definicji.
Matwijiszyn twierdzi, że cała wojna na Ukrainie jest aktem ludobójstwa i "wszystko to, co dzieje się na Ukrainie ma ludobójcze podłoże, niezależnie czy jest to uznane przez prawo czy nie. My o tym wiemy, bo jesteśmy eksterminowani za bycie Ukraińcami, zachowywanie naszej kultury, języka i pragnienia życia w niepodległej Ukrainie".
W artykule dla "Foreign Affairs" pt. "Dlaczego wojna Rosji na Ukrainie jest ludobójstwem" amerykańska badaczka Kristina Hook stawia tezę, że obserwowane od 24 lutego działania rosyjskich wojsk oznaczają właśnie ten zbrodniczy akt. Na dowód tego twierdzenia przytacza szereg akcji podejmowanych przez Rosjan na Ukrainie, w tym gwałty, deportacje, wysiłki w celu zniszczenia języka i kultury.
"W tym świetle rosyjskie działania na Ukrainie noszą wszelkie znamiona kampanii ludobójstwa patroszącej ukraińską tożsamość narodową" – pisze Hook.
Zdaniem badaczki, rosyjscy przywódcy przez lata negowali ważność ukraińskiej tożsamości narodowej i mówili o eliminacji ukraińskiego narodu, „co samo w sobie jest dowodem na wcześniej przemyślany zamiar popełnienia ludobójstwa”.
"Oczywiście, ludobójstwo to obciążony i nasycony termin, przywołujący systematyczną precyzję Holokaustu (…). Wydarzenia na Ukrainie nie wydają się – jeszcze – przypominać tych dawnych horrorów, ale nie oznacza to, że uznanie ich za ludobójstwo jest nieprawidłowe" – wyjaśnia amerykańska badaczka.
"Na wiele innych sposobów rosyjskie działania pasują do oenzetowskiej definicji ludobójstwa. Przypadki gwałtów na dorosłych i dzieciach wskazują na rosyjski wysiłek w celu zniszczenia możliwości Ukraińców do powitania na świecie przyszłych pokoleń. W innym sygnale ostrzegawczym Rosja wielokrotnie zabraniała cywilom ucieczki z zagrożonych obszarów, (…) co wskazywało na to, że rosyjskie siły nie są zadowolone po prostu z odbierania ziem i plądrowania miast" – przekonuje Hook.
"W kwietniu rosyjska państwowa telewizja RIA Nowosti jednoznacznie nakreśliła ten zamiar ludobójstwa, uznając, że +denazyfikacja nieuchronnie będzie zawierała w sobie deukrainizację+, że ukraińskie pragnienia niepodległości przysłonił prawdziwy +nazizm+ kraju, i że +ukrainizm jest sztucznym antyrosyjskim konstruktem+, który musi zostać wyeliminowany" – pisze badaczka.
To, o czym wspomina Hook, wskazuje na podstawowy zdaniem wielu badaczy i samej rezolucji ONZ, element dookreślający ludobójstwo – musi być one wykonane z uprzednim zamiarem, być intencjonalne.
"Za każdym razem wydaje się, że (dana zbrodnia) to ostatnia kropla i społeczność międzynarodowa powinna podjąć jak najsurowsze kroki, aby zapobiec dalszej eskalacji i przerwać te zbrodnie, ale myślę, że bardzo łatwo jest odwrócić wzrok, kiedy nie jest się na miejscu i nie jest się bezpośrednio dotkniętym tą ludobójczą wojną" – skomentowała Matwijiszyn w rozmowie z PAP.
Z kolei zdaniem Hook światowe rządy powinny poświęcić uwagę także osobom, które podżegają do ludobójstwa, wzorując się na takich działaniach jak sankcje Wielkiej Brytanii przeciwko rosyjskim „zbrodniarzom i osobom umożliwiającym”. Zasięg możliwości karania został tym samym rozszerzony przez Brytyjczyków na jednostki, które „umożliwiły” dokonanie zbrodni.
Wedle badaczki sądy międzynarodowe powinny skazywać osoby, które biorą udział w ludobójstwie, a sprawcy muszą być postawieni przed wymiarem sprawiedliwości, nawet jeśli oznacza to, że będą sądzeni zaocznie.
Jak uważa Matwijiszyn, historia dowodzi, że Rosja "nigdy nie uważała Ukraińców za ludzi i nigdy nie uważała Ukrainy za suwerenne państwo. Usuwała ukraińską kulturę, tożsamość, przez setki lat". Dziennikarka twierdzi, że punktem zwrotnym dla nowego pokolenia Ukraińców był Euromajdan. Wówczas Rosja zrozumiała, że "nie może jedynie używać manipulacji politycznej i kontrolować przestrzeni informacyjnej. Dlatego sięgnęli po przymus siłowy. Zasadniczo pomysł pozostaje ten sam - próbują zniszczyć ukraińską tożsamość".
Autorka: Katarzyna Muszyńska(PAP)
 

Frosty2

Wincej socjalu, wincej!
362
209
Most na Krymie wysadzony, podobnie jak gazociągi prowadzące do Niemiec, dziś płonie wieża nadawcza TV/Radio w Moskwie. Bin Laden to mały człowiek przy tym co będzie spotykać Rosję.
 

woolybully

Active Member
186
240
Rosjanie poddają się na froncie. Wywiesili białą flagę.

Rosyjski BMP-2 (bojowy wóz piechoty) podjechał pod ukraińskie pozycje z wywieszonym białym materiałem, oznaczającym wolę poddania się. Trzech Rosjan z załogi nie stawiało żadnego oporu.



View: https://twitter.com/UkrainianNews24/status/1577706388331106304

To jest chachłacki film propagandowy. Miał przedstawiać zdobycie BMP prtzy pomocy kilku chachłów uzbrojonych w AKMy(sic!). To nie biała flaga oznaczająca poddanie a barwy oznaczające Rosjan (biały, czerwony). Nie wiem jakim trzeba być upośledem aby kupować takie gówno. Widziałem wiele takich nieudolnych gniotów robionych przez banderowców (Wyspa Węży i Duch Kijowa kurwa wiecznie żywy).
Most na Krymie wysadzony, podobnie jak gazociągi prowadzące do Niemiec, dziś płonie wieża nadawcza TV/Radio w Moskwie. Bin Laden to mały człowiek przy tym co będzie spotykać Rosję.
Most na Krymie został przywrócony do użytku. Lepiej przemyśl sobie co będzie spotykało Ukrainę w kontekście dzisiejszych bombardowań. Tak się kurwa chachły i ich właściciele cieszyli ze swojego terrorystycznego ataku na most, że aż znaczek pocztowy wypuścili. Teraz znaczek wydajcie z rozwaloną infrastrukturą w Kijowie i innych dużych miastach. Zabawa w humanitaryzm powoli się będzie kończyć (o wiele za późno imo). Narkoman kijowski już gdzieś w tajnym bunkrze się skitrał.


View: https://rumble.com/v1ncemu-1st-day-under-gen.-surovikin.html


View: https://www.youtube.com/watch?v=j7jMAlOIMiQ


View: https://rumble.com/v1nc7va-ukraine-postal-services-revealed-a-new-stamp-just-hours-after-the-strikes-b.html
 
Ostatnia edycja:

Frosty2

Wincej socjalu, wincej!
362
209
Most na Krymie został przywrócony do użytku. Lepiej przemyśl sobie co będzie spotykało Ukrainę w kontekście dzisiejszych bombardowań. Tak się kurwa chachły i ich właściciele cieszyli ze swojego terrorystycznego ataku na most, że aż znaczek pocztowy wypuścili. Teraz znaczek wydajcie z rozwaloną infrastrukturą w Kijowie i innych dużych miastach. Zabawa w humanitaryzm powoli się będzie kończyć (o wiele za późno imo). Narkoman kijowski już gdzieś w tajnym bunkrze się skitrał.
Na moje to się dopiero zaczyna, zachód dozbroi Ukrainę. Ukraincy będą coraz bardziej zdesperowani i ataków w typu 11września na terenie śmierdzącej Rosji będzie coraz więcej. Nie wiem jak się to skończy, wszystko zależy od Chin i USA. Z bronią atomową też nie wiadomo, być może Ukraina już ją ma, lub ma dostęp do Rosyjskich atomówek.
 

woolybully

Active Member
186
240
Oczywiście nie można wykluczyć, że całe nagranie to ustawka ale gdzie ty widzisz te czerowne elementy ?? Bo ja widze tylko dużą białą płachtę przywiązaną do lufy działka i białą flagę w łapach zawodnika na wieżyczce.
Nagranie to 100% chachłacki kit. Wszelakie Boolywoody chowają się ze wstydu przed tym chłamem. Żołnierze używają białych LUB czerwonych kolorów do oznaczania (ukropy niebieskich albo żółtych), tak jak i liter Z,O oraz V.
 

woolybully

Active Member
186
240
Na moje to się dopiero zaczyna, zachód dozbroi Ukrainę. Ukraincy będą coraz bardziej zdesperowani i ataków w typu 11września na terenie śmierdzącej Rosji będzie coraz więcej. Nie wiem jak się to skończy, wszystko zależy od Chin i USA. Z bronią atomową też nie wiadomo, być może Ukraina już ją ma, lub ma dostęp do Rosyjskich atomówek.
Od początku było wiadomo, że to wojna NATO kontra Rosja. Zachód i tak już masowo dozbraja chachłów, których to dawno poświęcił na straty(podobnie jak przygłupowatych Poliniaków). Gdyby ten kijowski idiota miał broń atomową to już dawno by jej użył, do czego namawiał NATO:


View: https://www.youtube.com/watch?v=qMpPFlV1jRQ

USA nie może zdzierżyć faktu, że skończyła się ich hegemonia militarna i gospodarcza. Tonący brzydko się chwyta, dlatego odpierdalają takie szopki na całym świecie.
Ukraińcy nie będą bardziej zdesperowani, jedynie grupa banderowskich śmieci z amerykańskiego nadania na zlecenie CIA może mordować ludzi(R.I.P. Daria Dugina).
Wolał bym żyć na terenie "śmierdzącej" Rosji niż w Doniecku lub Łużańsku pod butem tych zwyrodnialców z Kijowa.
 
Do góry Bottom