Geneza marksizmu kulturowego

Król Julian

Well-Known Member
895
1 798
W dyskusjach z lewakami wkurzyła mnie ostatnio sugestia że "marksizm kulturowy", stworzony przez Szkołę Frankfurcką, to teoria spiskowa na podobieństwo tych o żydach i masonach rządzących światem. Wkurzyła do tego stopnia, że aż pofatygowałem się do biblioteki uniwersyteckiej po klasyczną monografię Leszka Kołakowskiego "Główne nurty marksizmu". W części trzeciej swojego dzieła tak Kołakowski opisuje poglądy jednego z czołowych przedstawicieli Szkoły Frankfurckiej, Herberta Marcuse'a:

5. Rewolucja przeciw wolności

Skoro jednak istniejący system zarazem mnoży fałszywe potrzeby i daje im szanse zaspokojenia, skoro większość ludzi uwięziona jest w fałszywej świadomości, czy wyjście jest możliwe? Owszem, odpowiada Marcuse. Trzeba "transcendować" całkowicie istniejące społeczeństwo, trzeba dążyć do jakościowej zmiany, trzeba zniszczyć "samą strukturę" rzeczywistości, trzeba dać ludziom możność swobodnego rozwijania swoich potrzeb, trzeba rozwinąć nową technologię (nie zaś po prostu zastosować istniejącą), trzeba wrócić do jedności nauki i sztuki, nauki i etyki, trzeba uczynić wyzwolenie ludzkości przedmiotem nauki, trzeba uwolnić wyobraźnię.
Lecz któż to ma uczynić, skoro większość ludzi, i szczególności również większość klasy robotniczej, została wchłonięta przez "system" i nie dąży do "globalnej" transcendencji istniejącego ładu? W "One Dimensional Man" mamy następującą odpowiedź: "Pod konserwatywną podstawą ludową istnieje jednak substrat ludzi wyrzuconych poza nawias, wyzyskiwanych i prześladowanych ludzi innych ras i innych kolorów skóry, bezrobotnych i nie zatrudnionych. Ci istnieją poza procesem demokratycznym... Fakt, że zaczynają oni odmawiać udziału w grze, może oznaczać początek końca epoki."
Okazuje się zatem, że lumpenproletariat mniejszości rasowych Stanów Zjednoczonych jest głównie powołany do tego, by przywrócić ludzkości utraconą jedność Erosu i Logosu, stworzyć nową jakościowo naukę i technologię oraz wyzwolić ludzkość z tyranii logiki formalnej, pozytywizmu i empiryzmu. Z innych rozpraw jednakże widać że można liczyć także na inne siły, mianowicie na studentów oraz na ludy krajów ekonomicznie i technicznie zacofanych. Sojusz tych trzech sił okazuje się główną nadzieją wyzwolenia ludzkości. Co do ruchów studenckich, to Marcuse zaznacza, że są one "decydującym czynnikiem przemiany", chociaż o własnych siłach nie mogą tej przemiany dokonać (...). Siły rewolucyjne muszą się posługiwać przemocą, ponieważ mają za sobą wyższe racje i ponieważ istniejący system jest także instytucjonalizacją przemocy. Nonsensem jest mówić o oporze w ramach legalnych, albowiem żaden, nawet najbardziej wolny system nie może zalegalizować przemocy przeciw sobie zwróconej. Ale przemoc ta jest usprawiedliwiona, gdyż jest to przemoc zmierzająca do wyzwolenia. Jest przy tym ważnym i pocieszającym objawem, że bunt polityczny studentów zbiega się z dążeniem do wyzwolenia seksualnego.
Przemoc jest nieuchronna z tej racji, że większość ludzi skazana jest, przy istniejącym systemie, na fałszywą świadomość i tylko mniejszość zdolna jest z niej się wyzwolić. System kapitalistyczny wynalazł takie sposoby asymilacji wszelkich form kultury i myśli, że potrafi bez przemocy unieszkodliwić swoich krytyków, czyniąc z samej ich krytyki element systemu; dlatego potrzebna jest taka krytyka, której system strawić ani zasymilować nie może, czyli krytyka za pomocą gwałtu. Wolność słowa i zrzeszeń, tolerancja i instytucje demokratyczne - wszystko to są narzędzia służące uwiecznianiu duchowego panowania wartości kapitalizmu. Nasuwa się przeto wniosek, że wyzwolenie, ku któremu mają zmierzać posiadacze prawdziwej i niezmistyfikowanej świadomości, musi być wyzwoleniem od wolności demokratycznej i tolerancji.
Istotnie, Marcuse nie waha się z wyciągnięciem tego wniosku. Być może najdobitniej formułuje swoje myśli w tej sprawie w eseju o "represyjnej tolerancji". Chodzi o to, że niegdyś tolerancja była hasłem wyzwoleńczym, lecz dzisiaj służy uciskowi, gdyż wzmacnia społeczeństwo, które za zgodą większości buduje arsenały jądrowe, uprawia politykę imperialistyczną itd. Taka tolerancja jest tyranią większości przeciw ideom wyzwolenia i, co więcej, oznacza ona tolerowanie idei i ruchów, które tolerowane być nie powinny, jest tolerancją dla zła i fałszu. Należy rozważać wszystkie poszczególne instytucje i fakty z punktu widzenia "całości", A skoro takąż "całością" jest system kapitalistyczny, zawierający w sobie inherentne zło, to również tolerancja i wolność w tym systemie służy złu. Dlatego prawdziwa i głębsza tolerancja musi polegać na nietolerancji względem fałszywych idei i ruchów. (...) Jeśli trzeba rozwinąć wyzwoleńcze siły i zwalczyć indoktrynację, to trzeba to czynić "pozornie niedemokratycznymi środkami. Włączałyby one usunięcie tolerancji dla grup i zgromadzeń, które głoszą politykę agresji, zbrojenia, szowinizm, dyskryminację rasową i religijną albo przeciwstawiają się rozszerzaniu usług publicznych ubezpieczeń społecznych, opieki lekarskiej itd. Co więcej, przywrócenie wolności myśli może uczynić niezbędnymi nowe i sztywne restrykcje narzucone na nauczanie i praktyki instytucji wychowawczych"(...). Co do tego, kto ma prawo orzekać, jaka nietolerancja jest słuszna, to rzecz rozstrzyga się przez odpowiedź na pytanie, w czyim interesie przemoc i nietolerancja są uprawiane. "Dlatego tolerancja oznacza nietolerancję względem ruchów prawicowych i tolerancję względem ruchów lewicowych". To ostatnie zdanie streszcza chyba najlepiej ideę "tolerancji", za którą Marcuse się opowiada. Nie chodzi mu jednak, jak twierdzi, o "dyktaturę", lecz tylko o "rzeczywistą demokrację", która zakłada walkę przeciwko idei tolerancji, a walka ta z kolei zakłada, że przytłaczająca większość ludzi nie może mieć racji, gdyż demokratyczne środki informacji zdeprawowały ich umysły.
Marcuse nie identyfikował się z komunizmem, lecz tylko z "nową lewicą", czyli z siłami które z grubsza zakładały te same, co on, idee. (....) Istotne jest, że Marcuse próbował dostarczyć filozoficznych uzasadnień dla tendencji, która niezależnie od niego jest obecna w naszej kulturze, a która usiłuje tę kulturę od wewnątrz zniszczyć w imię nie dającej się określić apokalipsy Nowego Świata Szczęścia. Co gorsza, jedyną realną treścią Nowego Świata, jaką możemy z pism Marcuse'a wydobyć, jest pragnienie despotyzmu sprawowanego przez oświeconych nad resztą społeczeństwa, przy czym głównym tytułem oświeconych do sprawowania władzy jest fakt, że zrealizowali oni w swych umysłach jedność Logosu i Erosu, wyzbywając się przykrej zależności od logiki, matematyki i nauk ścisłych. Takie streszczenie filozofii Marcuse'a może się wydawać karykaturalne, lecz gdy próbujemy wyłuskać pozytywną treść z jego książek, trudno, w rzeczy samej, znaleźć więcej.


Leszek Kołakowski "Główne nurty marksizmu. Część III - rozkład" s. 1115-1120

Jak widać ideologia Marcuse'a jest bardzo podobna do poglądów obecnego lewicowo-liberalnego establishmentu politycznego na Zachodzie. Jak to się stało, że poglądy tego cudaka i jemu podobnych się aż tak upowszechniły wśród elit?
 
Ostatnia edycja:
OP
Król Julian

Król Julian

Well-Known Member
895
1 798
Widać że ten koleś jest kompletnym kretynem, który nawet nie ma pojęcia o poglądach Szkoły Frankfurckiej. Ot, typowa lewacka propaganda. Pojęcie "marksizm kulturowy" powstało niezależnie i wiele lat później od "kulturowego bolszewizmu" wymyślonego przez nazistów. Kołakowski znacznie lepiej to wyjaśnia. A o "tolerancji represywnej" w tym filmiku mówi też Karoń:

 
Ostatnia edycja:

vast

Well-Known Member
2 745
5 490
Relatywizm kulturowy nie ma nic wspólnego z marksizmem, stoi w z nim w sprzeczności. Termin "marksizm kulturowy" to rzeczywiście jest oksymoron.

Szkoła Frankfurcka odrzuca również materializm Marksa. Używa też dialektyki Hegla.
 
Ostatnia edycja:
C

Cngelx

Guest
Nie da się ukryć, że Marks stworzył podstawy, aby zrzucić na niego wszystkie epidemie tego świata. Był najbardziej wpływowym teoretykiem anarchizmu w historii. To on napisał, że "państwo nigdy nie da nam spokoju". (...) Marks powiedział robotnikom, że jeśli wezmą sobie do serca, to co do nich napisał, to czeka ich perspektywa 100-150 lat wojen domowych i niezliczonych walk o polityczną emancypację. Był uczciwy. Dyktatura proletariatu jest ucieleśnieniem marksowskiej koncepcji anarchizmu, jako perspektywy obalenia państwa.
Dokładnie tak. Niedawno o tym kminiłem i doszedłem do wniosku, że marksizm to najszybsza droga do akapu. W końcu na początku lat 90 ubiegłego wieku najbliższe akapowi były właśnie te obszary w których wcześniej próbowano wcielić w życie idee marksistowskie. Dzisiaj za sprawą wpływów wrogich sił imperialistycznych niewiele już co prawda z tego zostało, ale gdyby rewolucja w XX wieku się udała i rzeczywiście objęła cały świat, dzisiaj mielibyśmy akap na całej planecie. Tak, więc sensownym działaniem dla libertarianina jest wspieranie marksizmu i światowej rewolucji proletariatu.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 399
19 232
Dyktatura proletariatu jest ucieleśnieniem marksowskiej koncepcji anarchizmu, jako perspektywy obalenia państwa. Marks stwierdził, że nie da się obalić państwa jako zorganizowanego aparatu przemocy, bez posiadania analogicznego aparatu przemocy, w służbie rewolucji. Nie da się, bo rewolucjoniści nie będą w stanie odeprzeć ataku, działając w pojedynkę też niewiele zdziałają. Innymi słowy, rewolucja musi posiadać własne milicje i własne służby kontrwywiadowcze, a więc także przejściowe państwo.
Nie widzisz tu błędnego koła? Skoro państwa nie da się obalić jako zorganizowanego aparatu przemocy, bez posiadania analogicznego aparatu przemocy, w służbie rewolucji, to państwa nie da się obalić w ogóle. Bo ten aparat przemocy w służbie rewolucji, skoro jest państwem, też może zostać jedynie obalony przez inny aparat przemocy.

Ergo: można zamieniać tylko jeden aparat przemocy na inny, nie wychodząc poza państwowość.
Marcuse gardził ruchem związkowym i całkowicie odrzucił marksowską teorię walki klas. Jeśli Marcuse był marksistą, to marksistą może być każdy (np. Krzysztof Ibisz).
Ważniejsze, że nie odrzucił marksowego antykapitalizmu, w młodości chciał dokonać syntezy myśli Heideggera z marksizmem.

His study of "Hegel's Ontology and Theory of Historicity" (1932) contributed to the Hegel renaissance that was taking place in Europe by stressing the importance of Hegel's ontology of life and history, as well as his idealist theory of spirit and his dialectics. Moreover, Marcuse published the first major review in 1933 of Marx's just published "Economic and Philosophical Manuscripts of 1844"; the review anticipated the tendency to revise interpretations of Marxism from the standpoint of the works of the early Marx.

Jeżeli krytykujesz starego Marksa z pozycji Marksa młodego, to nie jesteś marksistą? Wcale a wcale? :)
Dokładnie tak. Niedawno o tym kminiłem i doszedłem do wniosku, że marksizm to najszybsza droga do akapu. W końcu na początku lat 90 ubiegłego wieku najbliższe akapowi były właśnie te obszary w których wcześniej próbowano wcielić w życie idee marksistowskie. Dzisiaj za sprawą wpływów wrogich sił imperialistycznych niewiele już co prawda z tego zostało, ale gdyby rewolucja w XX wieku się udała i rzeczywiście objęła cały świat, dzisiaj mielibyśmy akap na całej planecie. Tak, więc sensownym działaniem dla libertarianina jest wspieranie marksizmu i światowej rewolucji proletariatu.
I to jest ten moment, w którym mówię: "Sprawdzam." Nadzwyczajne tezy wymagają nadzwyczajnych dowodów.
 

alfacentauri

Well-Known Member
1 038
1 530
Marcuse gardził ruchem związkowym i całkowicie odrzucił marksowską teorię walki klas. Jeśli Marcuse był marksistą, to marksistą może być każdy (np. Krzysztof Ibisz).
I to jest pytanie co to ten marksizm kulturowy i jak się on ma do zwykłego marksizmu.
Mnie już ten temat znudził i miałem więcej się o nim nie wypowiadać ale, że ileś czasu poświęciłem na czytanie lewaków to mimo wszystko napiszę jeszcze raz.
Powtarzam termin „marksizm kulturowy” nie jest fachowym terminem. Jest on stosowany przez prawaków by obrzydzić wszystko co nie prawackie przez wiązanie tego z marksizmem.
Prawacy, którzy jak najbardziej słusznie punktują tych co nie odróżniają od siebie odmiennych prawicowych rzeczy jak narodowego radykalizmu od konserwatyzmu, czy punktują za mylenie faszyzmu z narodowym socjalizmem, tak często wykazują się brakiem intelektualnej przyzwoitości wrzucając do jednego wora wszystko co im się nie podoba.
Podstawowym problemem teoretycznym jest to, że czasami wiąże się m.k. z ideami a’la Antonio Gramsci a czasem ze szkołą frankfurcką. Różnica jest taka, że Gramsci był komunistą, którego od Marksa odróżniało spojrzenie na kulturę. Marks uważał, że kultura jest pochodną gospodarki, a Gramsci natchniony Benedetto Crocem (włoskim filozofem neoheglistą, później tzn. po śmierci Gramsciego liderem włoskiej partii liberalnej, a prywatnie teściem G. Herlinga-Grudzińskiego) stwierdził, że kultura i gospodarka stanowią jedność i chcąc osiągnąć komunizm należy dokonać zmian w kulturze. Tutaj zmiany kulturowe nie są celem samym w sobie, a środkiem do komunizmu. Gramsci pozostawał raczej wśród ogólników, ale co już kiedyś zaznaczałem jego zwolennikom niekoniecznie chodzi o to, co się im często przypisuje – bo wiele z tego co uważa się za m.k. oni wiążą z rozwojem kapitalizmu i degeneracją kapitalistycznego społeczeństwa.
Dla teoretyków krytycznych ze szkoły frankfurckiej natomiast zmiany w kulturze są celem samym w sobie. A to jest ogromna różnica. Im nie chodziło o komunizm. Wspomniany Marcuse uważał, że aby społeczeństwo było zdrowe musi istnieć własność prywatna! Często określa się szkołę frankfurcką mianem neomarksistów. Dlaczego? Nie jestem biegły w filozofii, ale by wyjaśnić to „neo” podam przykłady. Jak ktoś odwołuje się do koncepcji Platona i bazuje na tych koncepcjach a niekoniecznie jest zwolennikiem Platona to nazywa się go neoplatończykiem, podobnie z odwołaniami do Kanta, ktoś może uprawiać neokantyzm, odwołując się do Hegla być neoheglistą. Przedstawiciele szkoły frankfurckiej odwoływali się do takich marksistowskich koncepcji jak fałszywa świadomość, alienacja czy reifikacja. Przez to nazywa się ich neomarksistami. Ale nie dość, że oni krytykowali państwa realnego socjalizmu, to na gruncie teoretycznym, jak to ktoś ładnie określił, przeprowadzili marksistowską krytykę marksizmu, czyli mówiąc współczesnym językiem, odwołując się do koncepcji Marksa orali marksizm.
W zasadzie im bardziej oni rozwijali tą teorię krytyczną to tam było tym więcej Freuda. Najbardziej ponoć marksistowski z nich wszystkich Erich Fromm, wzbraniał się przed łączeniem go z marksizmem i sam się uznawał za przedstawiciela nurtu psychoanalitycznego.
Jak widzimy mamy już jeden problem czy marksizm kulturowy to jest komunizm, który upatruje w zmianach kulturowych drogi do komunizmu, czy nurt filozoficzny, który zamierza stworzyć lepsze społeczeństwo i przewartościować pewne rzeczy, poddając krytyce to społeczeństwo i jego kulturę?
Drugi problem to to, że zdaniem prawaków ten marksizm kulturowy ma się objawiać multikulturalizmem, kontrkulturą, feminizmem, postmodernizmem, nową lewicą i wszystkim czego oni nie lubią. Jak już kiedyś pisałem, jedynym łącznikiem pomiędzy zbuntowanymi studentami, kontrkulturą i szkołą frankfurcką był Marcuse, ale on się szybko zawiódł na nowej lewicy. Krytykował ją za kontrkulturę z narkotykami, wschodnie religie z różnymi guru, ucieczkę w sferę indywidualnej wolności i za … marksizm. Rozczarował się nią szybciej niż Rothbard, który zachwycał się w tamtym czasie buntownikami z Che na koszulkach, którzy fascynowali się jeszcze Mao, a Maurycy im przyklaskiwał.
Prawacy marksizm kulturowy łączą np. z feminizmem, który powstał na długo przed szkołą frankfurcką. Dla zainteresowanych - w necie można znaleźć nawet pracę magisterską o związkach szkoły frankfurckiej z feminizmem. W zasadzie zdecydowana większość przedstawicieli szkoły frankfurckej nie wypowiadała się na temat feminizmu. Marcuse coś tam mówił, ale raczej stwierdzał fakt, że feminizm ma rewolucyjny potencjał. Jedynie więcej miejsca poświęcał temu zagadnieniu Fromm. Fromm mówiąc krzysiowym językiem to był taki irytujący leluch. Miał swoją alternatywę „mieć czy być”, w której człowiek mógł z jednej strony posiadać i to nie tylko rzeczy materialne, ale brać też udział w różnych eventach, jeździć na wakacje by robić zdjęcia, a z drugiej strony mógł być, czyli kontemplować filozofię, tworzyć i okazywać empatię. I dzięki temu doceniał kobiety za ich opiekuńczość, bezinteresowną miłość macierzyńską. Problem jest tu taki, że feminizm to takie niewiadomo co – to jest zbiór bardzo odmiennych rzeczy. Jest taki nurt zwany feminizmem różnicy i to co pisał Fromm jest z nim zbieżne, ale dla owianego złą sławą feminizmu genderowego Fromm był seksistą utrwalającym patriarchalne stereotypy. Dodatkowo na jeszcze większe potępienie zasługuje Fromm z punktu widzenia tego nurtu, bo uważał, że nie da się jednoznacznie określić czy różnice pomiędzy płciami wynikają z biologi czy z kultury. Dopiero zmiana nastąpiła w tzw. czwartej generacji szkoły frankfurckiej. Nancy Fraser połączyła feminizm, szkołę frankfurcką, postmodernizm i niewiadomo co jeszcze. Ale ona uważa, że przed nią teoria krytyczna nie była wcale taka krytyczna, poprzednikom zarzuciła seksizm, bo się nie wypowiadali na temat feminizmu(?!?!). Jak już kiedyś pisałem, krytykuje ona te wszystkie nowe ruchy społeczne, zarzuca feministkom i gejom, że kiedyś mieli rewolucyjny potencjał, a od 30 lat stanowią podporę neoliberalizmu i opisuje rzeczywistość jako postępowy neoliberalizm, który się zresztą kończy wraz z nadejściem Trumpa. Zatem jakoś się to nie klei.
Można by tu porozmawiać na poważnie o wpływie Gramsciego czy frankfurtczyków na rzeczywistość, ale jest na forum temat o teorii krytycznej i forumowicze o dziwo mają problem ze zrozumieniem czym ona jest. Zatem chyba póki co nie ma podstaw do takiej dyskusji, bo jak by miała ona wyglądać?
 

mikioli

Well-Known Member
2 588
4 549
Nie widzisz tu błędnego koła? Skoro państwa nie da się obalić jako zorganizowanego aparatu przemocy, bez posiadania analogicznego aparatu przemocy, w służbie rewolucji, to państwa nie da się obalić w ogóle. Bo ten aparat przemocy w służbie rewolucji, skoro jest państwem, też może zostać jedynie obalony przez inny aparat przemocy.
Historia te koło potwierdza, bo w większości znanych przypadków ojcowie rewolucji zastępują tylko starą władzę... tak było na Kubie, w Chinach, Sowietach, Korei... itd. Przecież rewolucjoniści nie wrócą na pola po udanym przewrocie! To zauważył już Orwell.

A co do obalania państw to robi się to tak:

Podsumowując, to wszystko trzyma się na korzyściach z agresji... nie będzie korzyści? Nie będzie władzy :p
 
C

Cngelx

Guest
Nadzwyczajne tezy wymagają nadzwyczajnych dowodów.
Nie ma tu żadnych dowodów, poza moją znajomością marksistowskich publikacji oraz rozkmin z nimi związanych po spizganiu się haszem. Tak więc, proszę nie traktować tego co tu piszę zbyt dosłownie, a jedynie jako koncept do własnych rozważań ;)
Marksizm to historycznie jedyna idea o założeniach antypaństowych, która ma jakiekolwiek sukcesy (sukcesy w sensie idea ta rozpowszechniła się na całej planecie). W zależności od obszaru - w różnym stopnie - jednak tam gdzie została wprowadzona doprowadziła w niektórych aspektach do nieodwracalnych zmian w świadomości społecznej. Niechęć do państwa i hierarchii, kosmopolityzm, permisywizm społeczny, a u niektórych wręcz niechęć do dużych firm oraz banków... znamy to? ;)
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 399
19 232
I to jest pytanie co to ten marksizm kulturowy i jak się on ma do zwykłego marksizmu.
Mnie już ten temat znudził i miałem więcej się o nim nie wypowiadać ale, że ileś czasu poświęciłem na czytanie lewaków to mimo wszystko napiszę jeszcze raz.
Powtarzam termin „marksizm kulturowy” nie jest fachowym terminem. Jest on stosowany przez prawaków by obrzydzić wszystko co nie prawackie przez wiązanie tego z marksizmem.
Ale to nie prawacy bawią się w wiązanie tego z marksizmem, bo to już w powijakach jest z nim związane.
Często określa się szkołę frankfurcką mianem neomarksistów. Dlaczego? Nie jestem biegły w filozofii, ale by wyjaśnić to „neo” podam przykłady. Jak ktoś odwołuje się do koncepcji Platona i bazuje na tych koncepcjach a niekoniecznie jest zwolennikiem Platona to nazywa się go neoplatończykiem, podobnie z odwołaniami do Kanta, ktoś może uprawiać neokantyzm, odwołując się do Hegla być neoheglistą.
Ano właśnie. I tu jest pies pogrzebany.

Przedstawiciele szkoły frankfurckiej odwoływali się do takich marksistowskich koncepcji jak fałszywa świadomość, alienacja czy reifikacja. Przez to nazywa się ich neomarksistami. Ale nie dość, że oni krytykowali państwa realnego socjalizmu, to na gruncie teoretycznym, jak to ktoś ładnie określił, przeprowadzili marksistowską krytykę marksizmu, czyli mówiąc współczesnym językiem, odwołując się do koncepcji Marksa orali marksizm.
Czyli nie wyszli poza marksizm. Nie zerwali z jego podstawowym warsztatem epistemicznym. Nie odrzucili marksistowskiej metody, co najwyżej konkluzje osiągnięte przez Marksa. Z ducha wciąż byli marksistami, gdyż myśleli jak marksiści.

Moim zdaniem cały spór o klasyfikację bierze się z traktowania postulatów osiągniętych przez Marksa jako merytorycznego wyróżnika, który powinien ostatecznie definiować marksizm w wąskim sensie. Tymczasem marksizm można potraktować szeroko jako stale ewoluującą religię z wieloma denominacjami, sektami, herezjami, przechodzącą kolejne schizmy. Jedni wyznawcy mogą sobie z niego wybierać i akcentować metodę, inni postulaty do których doszedł ich guru. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby dokonywać kolejnych rewizji nauczania, krytykować się wzajemnie i toczyć wojny o prawowierność.

Czy gnostyka Orygenesa, jednego z Ojców Kościoła, opowiadającego się za preegzystencją dusz, uznamy za chrześcijanina? Merytorycznie, zwłaszcza po krytyce jego nauczania moglibyśmy mieć z tym problem, ale ostatecznie nie przekreśla to przecież jego afiliacji i tradycji w ramach której się poruszał, nieprawdaż?

Katolicy mogą toczyć spory teologiczne z protestantami, ba, mogą toczyć nawet konflikty zbrojne i nie ma problemu, aby wszystkich uznać za chrześcijan, więc tak samo nie ma powodu, aby szkołę frankfurcką krytykującą konkluzje starego Marksa nie uznawać za marksistów.

Drugi problem to to, że zdaniem prawaków ten marksizm kulturowy ma się objawiać multikulturalizmem, kontrkulturą, feminizmem, postmodernizmem, nową lewicą i wszystkim czego oni nie lubią. Jak już kiedyś pisałem, jedynym łącznikiem pomiędzy zbuntowanymi studentami, kontrkulturą i szkołą frankfurcką był Marcuse, ale on się szybko zawiódł na nowej lewicy. Krytykował ją za kontrkulturę z narkotykami, wschodnie religie z różnymi guru, ucieczkę w sferę indywidualnej wolności i za … marksizm.
Czyli z tego by wynikało, że Marcuse był jakimś niedouczonym prawakiem. :)

Prawacy marksizm kulturowy łączą np. z feminizmem, który powstał na długo przed szkołą frankfurcką.
Feminizm trzeciej fali powstał na długo przed szkołą frankfurcką? To jak mógł czerpać z teorii krytycznej?

Dopiero zmiana nastąpiła w tzw. czwartej generacji szkoły frankfurckiej. Nancy Fraser połączyła feminizm, szkołę frankfurcką, postmodernizm i niewiadomo co jeszcze. Ale ona uważa, że przed nią teoria krytyczna nie była wcale taka krytyczna, poprzednikom zarzuciła seksizm, bo się nie wypowiadali na temat feminizmu(?!?!). Jak już kiedyś pisałem, krytykuje ona te wszystkie nowe ruchy społeczne, zarzuca feministkom i gejom, że kiedyś mieli rewolucyjny potencjał, a od 30 lat stanowią podporę neoliberalizmu i opisuje rzeczywistość jako postępowy neoliberalizm, który się zresztą kończy wraz z nadejściem Trumpa. Zatem jakoś się to nie klei.
Co się nie klei? Klei się właśnie - neofici często zarzucają swym poprzednikom niedostatecznie przejawiany radykalizm, zmarnowane szanse czy niewykorzystany potencjał. Co nie znaczy, że odrzucają ich spuściznę i metody - po prostu naprawiają niedopatrzenia, nie wnosząc nic przełomowego.

Marks młody (sprzed 1845) nie określał się jako socjalista, był zaczytanym w Monteskiuszu młodzieńcem i zwolennikiem reformowania państwa, w duchu liberalnych konstytucji. Nie znał dobrze Engelsa, więc nie znał pism D. Ricardo. Inny człowiek właściwie.
Chodzi o to, że jeśli rzeczywiście Marcuse chciał zerwać z marksizmem zupełnie, to atakowałby go z innych, niezależnych pozycji, a nie odwoływał się wciąż do Marksa, jako osobowego autorytetu godnego dalszego przytaczania. Jeśli chcesz krytykować starego Marksa, to masz całą kupę stanowisk, za pośrednictwem jakich możesz to zrobić. Jeśli już to robisz z pozycji młodego Marksa [który nie jest specjalnie ciekawy], to po prostu świadczy o tym, że albo nie umiesz się uporać ze swoją father figure. Albo ostatecznie nie chcesz tego robić.
Jak Marks krytykował państwowy socjalizm, państwo opiekuńcze, imperialne wojny? Dlaczego nikt nie piszę o wpływie Lassalle'a na światowy socjalizm? Jak Lassalle był współodpowiedzialny za powstanie III Rzeszy, tego całego interwencjonizmu, z jakim kojarzy się lewica? Dlaczego nie piszemy o "kulturowym lassalizmie"? O jego wpływie na XX wiek?
Najprawdopodobniej dlatego, że Lassalle nie wyrobił sobie charyzmy takiej jak Marks, więc nie stał się też symbolem komunizmu i lewicowości, do którego trzeba się odwoływać, aby być cool i trendy. Marks został tegoż arcykapłanem, trochę reformatorem i nie sposób go omijać, nawet gdy się chce go krytykować.

BTW, ciekawostka przyrodnicza: spotkałem się z teorią, że komunizm marksowski nie należy interpretować dosłownie.

W tym sensie, że Marks stworzył antyobraz idealnego państwa Platona (czyli brak państwa). A jak wiemy, lektura idealnego państwa nie miała wzmagać poczucia misji, aby idealnie odwzorować opisane państwo. Miała tylko określić to, do czego elity (lub w przypadku Marksa, wyzyskiwany proletariat) miały dążyć (o czym marzyć). Taką wizję należało wypośrodkować. To usłyszałem od "ortodoksa" marksowskiego, byłem w szoku...
Ha! To jest bardzo dobra ciekawostka, przynajmniej dla mnie, bo ja kombinowałem tak samo, uznając, że elity lewicowe zdają sobie sprawę z niemożliwości osiągnięcia ostatecznych celów marksizmu i jego poszczególne formy wykorzystują tylko dla krótkoterminowych interesów biurokracji, po to by jak najdłużej mogła się utrzymać u władzy:
https://libertarianizm.net/threads/kobiety-a-cywilizacja.6675/page-7#post-221694
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 399
19 232
I to by było na tyle, jeżeli chodzi o różne nurty marksizmu - ostatecznie całe to szambo powraca do gównianego źródła... Jeśli do kogoś to nie dociera, to po prostu nie rozumie świata.

Juncker: nie obwiniajmy Marksa za zbrodnie komunistycznych dyktatur
dzisiaj 19:21

Szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker w przemówieniu z okazji 200. rocznicy urodzin Karola Marksa zaapelował, by pamiętać o umieszczeniu ideologa socjalizmu w kontekście, bez zrzucania na niego odpowiedzialności za zbrodnie komunistycznych dyktatur.
Foto: EPA/HARALD TITTEL / PAP
- Jeśli nie ma wspomnień, nie ma przyszłości - powiedział cytowany przez agencję EFE Juncker, przemawiając podczas uroczystości w Bazylice Konstantyna w Trewirze na zachodzie Niemiec, gdzie 5 maja 1818 roku urodził się Marks.

Pamiętanie polega na "refleksji nad kontekstem" tego, co jest przywoływane - kontynuował, dodając, że w przypadku autora "Kapitału" i współautora "Manifestu komunistycznego" powinno to oznaczać "zrozumienie" tych dzieł, a nie obwinianie go za zbrodnie popełnione w imię jego idei. - Marks nie ponosi odpowiedzialności za wszelkie zbrodnie, za które odpowiedzieć powinni jego rzekomi dziedzice - oświadczył Juncker według agencji AP.

Szef KE był głównym mówcą podczas uroczystości odbywającej się w przeddzień obchodów 200. rocznicy urodzin tego działacza rewolucyjnego. Juncker jest honorowym obywatelem Trewiru.

- Bycie honorowym obywatelem wiąże się z wieloma przywilejami, ale oznacza także obowiązki - zauważył. Wśród przywilejów wymienił, ironizując, "prawo do darmowego pochówku w tym mieście". Z kolei obowiązkiem nazwał przemawianie podczas uroczystości dotyczących osób, których poglądów do końca nie podziela.

Juncker nazwał też niemieckiego filozofa "obywatelem europejskim". EFE przypomina, że współzałożyciel I Międzynarodówki spędził dzieciństwo i młodość w różnych niemieckich miastach, by następnie przenieść się do Paryża i Brukseli i ostatecznie udać się do Londynu, gdzie zmarł.

Uroczystości 200 urodzin Marksa
W Trewirze, tuż przy granicy z Luksemburgiem, odbywają się główne uroczystości z okazji 200. rocznicy urodzin Marksa. Jego osobie poświęcono trzy wystawy i liczne debaty.

W sobotę zostanie odsłonięty prawie pięciometrowy i ważący ponad dwie tony pomnik filozofa, ofiarowany przez Chiny. Wywołał on kontrowersje nie tylko ze względu na swoje rozmiary, ale także z powodu niechęci, jaką Marks budzi wśród części mieszkańców.

Pomnik skrytykowali nie tylko konserwatyści, ale także niemiecki PEN Club, który wskazywał na łamanie wolności wypowiedzi w Chinach.

Z kolei udział Junckera w uroczystościach w Trewirze negatywnie ocenił m.in. europoseł Jacek Saryusz-Wolski. - Celebrowanie jubileuszu Karola Marksa, autora Manifestu Komunistycznego, przez przewodniczącego Komisji Europejskiej, to przejaw braku zrozumienia i empatii wobec tej części Europy, która padła ofiarą komunizmu - oceniał.

Decyzję przewodniczącego KE potępili też Europejscy Młodzi Konserwatyści. - Zawstydzający jest fakt, że jeden z czołowych przedstawicieli UE propaguje postać, której teorie ekonomiczne okazały się zabójcze dla jakiejkolwiek funkcjonującej gospodarki w dowolnym zakątku globu i sprawiły, że duża część narodów, będących obecnie członkami Unii Europejskiej, zmuszona była żyć w nędzy i warunkach moralnego rozkładu - napisali w oświadczeniu.

Rzeczniczka KE Mina Andreewa podkreśliła w piątek, że niezależnie od poglądów na temat Marksa, nikt nie może zaprzeczyć, że "ukształtował on historię, w ten czy inny sposób". Tłumaczyła, że przemilczanie Marksa byłoby bliskie zaprzeczaniu historii; dlatego szef KE zdecydował się przyjąć zaproszenie.

Marks to jeden z najbardziej wpływowych, ale jednocześnie kontrowersyjnych myślicieli ostatnich stuleci. Jego teorie były popularne na Zachodzie, szczególnie w świecie uniwersyteckim. Zdaniem części badaczy wynikało to z braku znajomości funkcjonowania ich w praktyce w krajach komunistycznych.
 

alfacentauri

Well-Known Member
1 038
1 530
Ostatnio post napisałem nie po to by polemizować, bo takie polemiki niczemu nie służą, a dlatego, że w kimś zakiełkowało ziarno niepewności i chciałem tylko te wątpliwości zwiększyć. Żałuję, że tamto napisałem, bo to sobie Amel zabawy urządzał i później swój post skasował a ja pozostałem wkręcony. A, że już napisałem co napisałem a później mi zarzucają, że jestem niegrzeczny (ciekawe, że ileś zarzutów już było do mnie personalnie, podczas gdy jawne chamstwo jakoś tak się nie piętnuje) bo piszę bez zamiaru kontunuacji zagadnienia to coś jeszcze nabazgram.
„Tymczasem marksizm można potraktować szeroko jako stale ewoluującą religię z wieloma denominacjami, sektami, herezjami, przechodzącą kolejne schizmy.”
Ale idąc tym tropem można również tak samo patrzeć na libertarianizm i do jednej szufladki wrzucić Rothbarda i Chomskiego, bo obydwaj określali się libertarianami. Można nawet wykonywać ćwiczenia intelektualne próbując wyłuskać coś wspólnego u tych dwóch myślicieli i dojść do ciekawych wniosków. Ale należy pamiętać, że takie wrzucanie do jednej szufladki ma też wady. Rozmydlanie pojęć albo tworzenie nieprecyzyjnych daje możliwość do manipulacji. Jak zarówno antyetatysta i etatysta mogą być libetarianami to co można stąd wywnioskować? Że nieważne czy będzie etatyzm czy go nie będzie to i tak zawsze można będzie tym obarczyć libertarian? To prowadzi do jakiś bredni. Dlatego ja preferuję precyzyjne terminy pomimo, że rozumiem potrzebę szufladkowania pewnych rzeczy i rozumiem też to, że aby tych szufladek nie było za dużo to część rzeczy dla wygody wspólnie się szufladkuje.
A ten marksizm kulturowy to właśnie takie nie wiadomo co, coś czym można na około straszyć.
Jak próbowałem się doczytać skąd się wziął ten termin, to okazało się, że był on początkowo obelgą w lewicowym środowisku, ale nowe życie w nowym kontekście zyskał dzięki amerykańskiemu paleokonserwatyście Williamowi S. Lindowi. Lind uważa, że marksizm kulturowy został stworzony niezależnie przez Georga Lukacsa i Antonio Gramsciego i rozwinięty przez teoretyków Szkoły Frankfurckej. Dodatkowo Lind używa zamiennie pojęć „marksizm kulturowy”, „polityczna poprawność” i „multikulturalizm” co albo jeszcze bardziej gmatwa ten pierwszy termin albo zniekształca pozostałe. W każdym bądź razie jest to niezły bałagan pojęciowy. Pomijam też to, że jak już wielokrotnie pisałem, korzeni idei multikulturalnych można doszukiwać się na długo przed Szkołą Frankfurcką, na długo przed Marksem i niekoniecznie wśród socjalistów.
Jeśli marksizm kulturowy to miałoby być coś w stylu Gramsciego, to wyjątkowo karkołomne jest doszukiwanie się jego dookoła. A jeśli nie widzi się bezpośrednich powiązań z gramscianizmem to używanie Gramsicego jako straszaka jest tanią zagrywką propagandową.
Dla mnie istotniejsza jest dalsza część tego łańcucha.
Czy każda inspiracja Marksem zasługuje na miano marksizmu kulturowego i czy każda inspiracja marksizmem kulturowym nadal jest tym m.k.? Czyli czy jeśli frankfurtczycy mają być marksistami kulturowymi to coś co z nich czerpie nadal jest marksizmem kulturowym? Konkretnie mam na myśli czy Hans Hermann Hoppe, który połączył rothbardanizm z myślą Jurgena Habermasa też jest marksistą kulturowym, pomimo konserwatyzmu społecznego? Nigdy nie słyszałem, aby ktoś zarzucał HHH marksizm kulturowy – a w przypadku tej niby przechodniości tak być powinno.

Kolejną sprawą jest to widzenie połączeń pomiędzy teorią tego marksizmu kulturowego a rzeczywistością w której żyjemy. Wróćmy do I postu w tym temacie. Kolega wstawił jakiś fragment odnośnie tolerancji represywnej, później nawet jakiś filmik na ten temat zapodał i tak o to skomentował:
Król Julian napisał:
„Jak widać ideologia Marcuse'a jest bardzo podobna do poglądów obecnego lewicowo-liberalnego establishmentu politycznego na Zachodzie. Jak to się stało, że poglądy tego cudaka i jemu podobnych się aż tak upowszechniły wśród elit? ”
Na początek zaznaczę dwie swoje obiekcje.
Pierwsza, że nie wiem, czy koncepcja „tolerancji represywnej” jest na tyle ważna dla frankfurtczyków żeby w pierwszym poście ją uwypuklać.
Druga obiekcja odnosi się do podobieństw pomiędzy współczesnością a tą tolerancją represywną. Marcuse dopuszczał nawet zawieszenie praw człowieka, gdy społeczeństwo jest irracjonalne i być może w czasach gdy następuje dewaluacja praw człowieka to zbanowanie prawakowi konta na fb jest już uznawane za pogwałcenie jego praw człowieka, ja jednak nie byłbym taki pewien czy Marcuse gdyby żył to by był na tyle postępowy, że na internetowym banie by poprzestał.
Jednak pominę na razie te obiekcje i uznam, że koncepcja „tolerancji represywnej” jest jakimś ważnym dogmatem frankfurtczyków i przyjmę, że jednak tak jest, że prawaki są strasznie represjonowani. Ale dlaczego mamy łączyć to akurat z marksizmem kulturowym jak to robią pospolici prawacy? Czemu nie pójść tropem bardziej dystyngowanych konserwatystów i nie zwalać wszystko co złe na upadek Ancient Regimu i zdruzgotania jakiego dokonała WRF? Można uznać, że jakobinizm wciąż jest żywy a męka prawaków jest znakiem tego, że jakobińskie zawołanie „Nie ma wolności dla wrogów wolności” jest wciąż aktualne. A, że nie chodzi gilotyna? No przecież możemy mieć „kulturowy jakobinizm”. Po co gadać o „marksizmie kulturowym”?
Idźmy dalej. Bardziej przybliżona do rzeczywistości byłaby moim zdaniem kantowska maksyma „Tolerancja musi być nietolerancyjna wobec nietolerancji”. Uznając to zrobiłoby się ukłon w stronę Ayn Rand, dla której Kant był wielkim schwarzcharakterem. Na dodatek frankfurtczycy też odwoływali się do Kanta. Czemu nie mówić o „kantyzmie kulturowym”? Bo społeczeństwu Kant jakoś tak jednoznacznie się źle nie kojarzy i nie osiągnie się efektu propagandowego?
Możemy też znaleźć podobny cytat u Karla Poppera „W imię tolerancji powinniśmy zastrzec sobie prawo nie tolerować nietolerancji.” Czemu nie łączyć tego „lewicowo-liberalnego establishmentu”, (o którym wspomniał kolega zakładający temat) z Popperem? A może Popper też był marksistą kulturowym???
Można dalej szukać źródeł rzekomego zła u różnych filozofów, ale to wszystko pod warunkiem, że uznaje się, że wszystkie aspekty rzeczywistości są wynikiem przemyśleń jakiś filozofów.
I dla przykładu jeśli w drugiej połowie XX wieku nastał niekorzystny klimat dla rasizmu i nacjonalizmu to w żadnym wypadku nie będzie to następstwem II wojny światowej, a właśnie tego, że jakiemuś filozofowi się one nie spodobały i natchniony tym jakiś zarząd światowy to zadekretował.
I podobnie gdy kobiety wychodzą masowo na jakieś czarne protesty to ma to być wynikiem tego, że się naczytały jakiś filozoficznych książek a jeśli łączyć to z marksizmem kulturowym a marksizm kulturowy ze szkołą frankfurcką, to najpewniej robią to pod wpływem lektury „dialektyki oświecenia”. Można mieć uzasadnione wątpliwości czy literatura Horkheimera i Adorna aż jest tak poczytna i nie widzieć związku tematycznego z tymi protestami. Można też z kolei uważać, że protesty te nie są bezpośrednio inspirowane twórczością frankfurtczyków, jednak uważać, że kobiety te zostały zmanipulowane a nawet wykorzystane w swej niewiedzy w niegodnym celu.
Tylko wtedy pojawia się kolejny problem. No bo Marks wprowadził takie pojęcie jak fałszywa świadomość – czyli proces myślowy w taki sposób zmistyfikowany w świadomości, iż człowiek nie zna sił, które rzeczywiście kierują jego myśleniem. I teraz jeśli przyjmiemy, że frankfurtczycy są marksistami, bo odwoływali się do marksistowskich koncepcji takich jak fałszywa świadomość to zaczyna się robić śmiesznie. Bo te częste szukanie drugiego dna przez prawaków robi z nich w tej perspektywie również marksistów! Tak, te ciągłe szukanie prawdziwych intencji lewicy, nawet tu na forum zakładane przez prawaków tematy w rodzaju „Zniszczenie rodziny prawdziwym celem lewactwa” jest wchodzeniem w teorię krytyczną. I to nawet w wydaniu bliższym klasycznemu marksizmowi niż szkole frankfurckiej. Bo Marks sprowadzał tą fałszywą świadomość do zagadnień ideologicznych, bo ideologia to jego zdaniem była mistyfikacja mająca ukryć rzeczywiste interesy panujących, a frankfurtczycy rozszerzyli to pojęcie do innych zagadnień społecznych i uznali, że mogą istnieć również fałszywe potrzeby, czyli takie, które wynikają z tego, że jednostka jest wytresowana w kulturze i nie zdaje sobie sprawy, że to co ona chce może być tak naprawdę tym co wymagają od niej inni. I tam frankfurtczycy skierowali swoją uwagę. W przypadku prawackich demistyfikatorów rzeczywistości mamy do czynienia z pozostaniem bliżej klasycznego marksizmu poprzez to odnoszenie tej koncepcji do spraw polityczno-ideologicznych. I żadną przeszkodą nie powinno być to, że te nawiązania mogą być nieświadome, skoro niektórzy uważają, że właściwą twórczość frankfurtczyków powinno się nazywać Teorią Krytyczną (pisaną wielkimi) a rzeczy z nią ledwie zbieżne teorią krytyczną (pisaną małymi). I jeśli można dowolne rzeczy, które nie podobają się prawakom nazywać marksizmem kulturowym i uważać za spuściznę w pierwszej kolejności Marksa, a później Gramsciego czy frakfurtczyków to tym bardziej można szalejący prawacyzm rzucający na lewo i prawo oskarżenia o marksizm kulturowy również za takowy uważać.
Bo robienie bardzo dużych uogólnień i tworzenie bardzo szerokich pojęć na to pozwala.
 

tolep

ChNiNK! ChP!
7 728
12 808
A czym jest tolerancja lub nietolerancja dla nietolerancji? W praktyce?

Może przestańmy się przestać pojęciami o rozmytym znaczeniu, uznając je po prostu za skompromitowane?
 

Norden

Well-Known Member
719
837
Tutaj zasadniczym problemem jest brak zrozumienia lub akceptacji tego, że niemal każdy pogląd ideologiczny ewoluuje w czasie adaptując się do nowych warunków społeczno - politycznych.
Przykładowo leninizm różnił się od "rdzennego" marksizmu m.in. tym, że rewolucję przeprowadził nie proletariat, a wykwalifikowane kadry rewolucyjne.
KC z Leninem na czele wprowadził elementy kapitalizmu w ówczesnej Rosji bolszewickiej w postaci NEP'u (m.in. dopuszczenie prywatnych przedsiębiorstw bodajże do 20 osób).
I na tej podstawie wyrzucamy leninizm ze zbioru marksizmu?
Tutaj nie ma jasno określonej granicy (to nie nauka ścisła), ale jeżeli w sposób oczywisty zachowane są cele (mimo skorygowań) jak i metody ich realizacji to określenia takie jak "marksizm kulturowy" w żaden sposób nie jest błędne.
 

alfacentauri

Well-Known Member
1 038
1 530
Nie lubię rozdawać ignorów, ale tyle czasu na Ciebie zmarnowałem Nordenie, że nie pozostaje mi nic innego ja Ci powiedzieć pa pa.
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 399
19 232
Ale idąc tym tropem można również tak samo patrzeć na libertarianizm i do jednej szufladki wrzucić Rothbarda i Chomskiego, bo obydwaj określali się libertarianami. Można nawet wykonywać ćwiczenia intelektualne próbując wyłuskać coś wspólnego u tych dwóch myślicieli i dojść do ciekawych wniosków.
Zapewne można. Ale nie dojdziesz tym sposobem do żadnych fundamentalnych aksjologicznych podobieństw, które pozwoliłyby na uznanie pierwszego za kontynuatora pracy drugiego.
Jak próbowałem się doczytać skąd się wziął ten termin, to okazało się, że był on początkowo obelgą w lewicowym środowisku, ale nowe życie w nowym kontekście zyskał dzięki amerykańskiemu paleokonserwatyście Williamowi S. Lindowi. Lind uważa, że marksizm kulturowy został stworzony niezależnie przez Georga Lukacsa i Antonio Gramsciego i rozwinięty przez teoretyków Szkoły Frankfurckej. Dodatkowo Lind używa zamiennie pojęć „marksizm kulturowy”, „polityczna poprawność” i „multikulturalizm” co albo jeszcze bardziej gmatwa ten pierwszy termin albo zniekształca pozostałe. W każdym bądź razie jest to niezły bałagan pojęciowy.
Bo tu nie o pojęcia chodzi a o personalia i nastawienie. Tak jakby lewicy zależało na jakimś Logosie, spójności czy merytoryce. W siłach chaosu nie ma co się dopatrywać jakiegoś porządku, co najwyżej ukierunkowania - w tym wypadku: antykapitalistycznego.

Wystarczy jednak wyjść poza aspekt teorioznawczy i spojrzeć na rzecz bardziej socjologicznie; albo "idąc za pieniędzmi", albo sprawdzając znajomości, inspiracje, mentorów oraz najbliższy krąg myślicieli z którymi najbliżej współpracowali, aby zrozumieć otoczenie, jego wartości na jakim specjalnie im zależało oraz dostrzec lepiej celowość ich twórczości.
Czy każda inspiracja Marksem zasługuje na miano marksizmu kulturowego i czy każda inspiracja marksizmem kulturowym nadal jest tym m.k.? Czyli czy jeśli frankfurtczycy mają być marksistami kulturowymi to coś co z nich czerpie nadal jest marksizmem kulturowym? Konkretnie mam na myśli czy Hans Hermann Hoppe, który połączył rothbardanizm z myślą Jurgena Habermasa też jest marksistą kulturowym, pomimo konserwatyzmu społecznego? Nigdy nie słyszałem, aby ktoś zarzucał HHH marksizm kulturowy – a w przypadku tej niby przechodniości tak być powinno.
Karoń w komentarzach pod dyskusją z jakimiś libertarianami tak usiłował zbyć Hoppego, nie znając jego twórczości, a posiłkując wyłącznie tym biograficznym faktem.

Powiedziałbym, że to już zależy od indywidualnej wrażliwości i wyczulenia na marksistowskie wpływy. Ideałem byłoby rozsądne wyważenie między teorioznawstwem i analizą metadanych ze świata realnego, podsumowujących alianse twórców tych czy innych nurtów filozoficznych, ideologii, doktryn.

Hoppe to akurat najlepszy przykład biograficznego false postive'a. Miał nauczyciela takiego jakiego miał, podebrał od niego parę knifów lingwistycznych, ale aksjologicznie, gdy idzie o kwestie społeczne diametralnie odciął od jego poglądów. Już bardziej diametralnie się chyba nie da.

Dla kompletnego laika cała kwestia sprowadza się do osobistej uczciwości intelektualnej Hoppego. Nie posiadając wyczucia lub odpowiedniej wiedzy można go skreślić z powodu "pochodzenia", sugerując, że cały libertarianizm musi być jakimś lewicowym spiskiem ułatwiającym ośmieszenie realnego kapitalizmu, ale przy takim podejściu całkowicie uniemożliwia się możliwość odróżniania ziarna od plew czy powrotów synów marnotrawnych.

Problem jest dosyć prozaiczny - jeżeli już uznaje się, że marksizm całkowicie zawładnął życiem intelektualnym Zachodu, to trudno aby nawet buntownicy wobec tego nurtu byli uczeni przez kogoś innego, jak właśnie przez marksistów. W takim wypadku trudno robić komuś z takich kontaktów zarzut, bo zło jest wszechobecne. Jeżeli się już wybierze swój punkt odniesienia, to wypadałoby się go trzymać, a nie lawirować przy osądzaniu innych.

Jednak pominę na razie te obiekcje i uznam, że koncepcja „tolerancji represywnej” jest jakimś ważnym dogmatem frankfurtczyków i przyjmę, że jednak tak jest, że prawaki są strasznie represjonowani. Ale dlaczego mamy łączyć to akurat z marksizmem kulturowym jak to robią pospolici prawacy? Czemu nie pójść tropem bardziej dystyngowanych konserwatystów i nie zwalać wszystko co złe na upadek Ancient Regimu i zdruzgotania jakiego dokonała WRF? Można uznać, że jakobinizm wciąż jest żywy a męka prawaków jest znakiem tego, że jakobińskie zawołanie „Nie ma wolności dla wrogów wolności” jest wciąż aktualne. A, że nie chodzi gilotyna? No przecież możemy mieć „kulturowy jakobinizm”.
Mnie się podoba, ale bardziej by pasowało, gdyby rzeczywistość była w większym stopniu nasiąknięta terrorem. Zrób z tego "pluszowy jakobinizm", a pomogę Ci z hashtagami... ;)

Można dalej szukać źródeł rzekomego zła u różnych filozofów, ale to wszystko pod warunkiem, że uznaje się, że wszystkie aspekty rzeczywistości są wynikiem przemyśleń jakiś filozofów.
I dla przykładu jeśli w drugiej połowie XX wieku nastał niekorzystny klimat dla rasizmu i nacjonalizmu to w żadnym wypadku nie będzie to następstwem II wojny światowej, a właśnie tego, że jakiemuś filozofowi się one nie spodobały i natchniony tym jakiś zarząd światowy to zadekretował.
I podobnie gdy kobiety wychodzą masowo na jakieś czarne protesty to ma to być wynikiem tego, że się naczytały jakiś filozoficznych książek a jeśli łączyć to z marksizmem kulturowym a marksizm kulturowy ze szkołą frankfurcką, to najpewniej robią to pod wpływem lektury „dialektyki oświecenia”. Można mieć uzasadnione wątpliwości czy literatura Horkheimera i Adorna aż jest tak poczytna i nie widzieć związku tematycznego z tymi protestami. Można też z kolei uważać, że protesty te nie są bezpośrednio inspirowane twórczością frankfurtczyków, jednak uważać, że kobiety te zostały zmanipulowane a nawet wykorzystane w swej niewiedzy w niegodnym celu.
No to może wypadałoby zbadać uniwersyteckie nasycenie teorią krytyczną na przestrzeni tych kilku dekad i zasięg jego oddziaływania, oddźwięk w społeczeństwie.

Tylko wtedy pojawia się kolejny problem. No bo Marks wprowadził takie pojęcie jak fałszywa świadomość – czyli proces myślowy w taki sposób zmistyfikowany w świadomości, iż człowiek nie zna sił, które rzeczywiście kierują jego myśleniem. I teraz jeśli przyjmiemy, że frankfurtczycy są marksistami, bo odwoływali się do marksistowskich koncepcji takich jak fałszywa świadomość to zaczyna się robić śmiesznie. Bo te częste szukanie drugiego dna przez prawaków robi z nich w tej perspektywie również marksistów! Tak, te ciągłe szukanie prawdziwych intencji lewicy, nawet tu na forum zakładane przez prawaków tematy w rodzaju „Zniszczenie rodziny prawdziwym celem lewactwa” jest wchodzeniem w teorię krytyczną. I to nawet w wydaniu bliższym klasycznemu marksizmowi niż szkole frankfurckiej. Bo Marks sprowadzał tą fałszywą świadomość do zagadnień ideologicznych, bo ideologia to jego zdaniem była mistyfikacja mająca ukryć rzeczywiste interesy panujących, a frankfurtczycy rozszerzyli to pojęcie do innych zagadnień społecznych i uznali, że mogą istnieć również fałszywe potrzeby, czyli takie, które wynikają z tego, że jednostka jest wytresowana w kulturze i nie zdaje sobie sprawy, że to co ona chce może być tak naprawdę tym co wymagają od niej inni. I tam frankfurtczycy skierowali swoją uwagę. W przypadku prawackich demistyfikatorów rzeczywistości mamy do czynienia z pozostaniem bliżej klasycznego marksizmu poprzez to odnoszenie tej koncepcji do spraw polityczno-ideologicznych. I żadną przeszkodą nie powinno być to, że te nawiązania mogą być nieświadome, skoro niektórzy uważają, że właściwą twórczość frankfurtczyków powinno się nazywać Teorią Krytyczną (pisaną wielkimi) a rzeczy z nią ledwie zbieżne teorią krytyczną (pisaną małymi). I jeśli można dowolne rzeczy, które nie podobają się prawakom nazywać marksizmem kulturowym i uważać za spuściznę w pierwszej kolejności Marksa, a później Gramsciego czy frakfurtczyków to tym bardziej można szalejący prawacyzm rzucający na lewo i prawo oskarżenia o marksizm kulturowy również za takowy uważać.
Bo robienie bardzo dużych uogólnień i tworzenie bardzo szerokich pojęć na to pozwala.
Pozwala, a nawet jest uzasadnione. To, że prawactwo też przesiąknęło mentalnością rodem z jakiejś filozofii podejrzeń, można uzasadnić właśnie wszechobecnością i tryumfem idei marksistowskich szerzących się w różnych państwowych instytucjach wychowawczych, przez które przechodzi w zasadzie każdy.

A skoro dziś nawet prawactwu zdarza się po engelsowsku podważać autorytet rodziny albo bronić przymusu emerytalnego, to tym bardziej wskazuje na totalne przemielenie umysłów i brak odrębnych instytucji czy ideologicznych szańców, na których można byłoby się temu skutecznie przeciwstawiać. Pośród morza konformistów, znajdują się co najwyżej ciekawe świata jednostki, które dłubią sobie w interpretacjach rzeczywistości na własną rękę, ale nie są dość dobrze zorganizowane, aby zakończyć hegemonię kulturową marksistów, postmarksistów i innych mutujących pochodnych, de facto produkujących ideologie pożyteczne w ten czy inny sposób dla celów biurokracji.

Powyższy wniosek też jest w swoim charakterze marksistowski, więc potwierdza to, o czym tu pisze... ;)
 

FatBantha

sprzedawca niszowych etosów
Członek Załogi
7 399
19 232
I taka ciekawostka:

Analitycy: Chiny wykorzystują marksizm do uzasadnienia globalnej dominacji
Nacisk kładziony przez władze Chin na upamiętnienie Karola Marksa nie uszedł uwadze analityków. Twierdzą oni, że władze Państwa Środka zamierzają wykorzystać zmodyfikowany marksizm do uzasadnienia światowej dominacji Chin. Opierając się na tej ideologii, odrzucają też przekonanie, jakoby to kapitalizm przyniósł ich krajowi sukces.

Cytowany przez CNN ekspert do spraw azjatyckich Wenran Jiang powiedział, że chińska partia rządząca od dawna używała marksizmu jako narzędzia pomagającego sprawować władzę. Teraz jednak chodzi o coś więcej. Obecne władze Chin starają się bowiem przekonać, że chiński sukces gospodarczy nie wynika bynajmniej z przejścia od socjalizmu do kapitalizmu. Twierdzą, że jest on owocem działań partii ingerującej w gospodarkę i wyciągającej masy z biedy.

Z kolei Pin Ho, założyciel zajmującej się między innymi sprawami azjatyckimi Mirror Media Group, twierdzi, że Xi Jinping szuka ideologicznego uzasadnienia dla przejęcia przez Chiny globalnej dominacji i wybrał marksizm.

Sekretarz generalny Komunistycznej Partii Chin Xi Jinping przewodniczył dwutygodniowej sesji upamiętniającej Karola Marksa. Uczestniczyli w niej obowiązkowo najwyżsi urzędnicy państwowi. Dla szerszej publiczności zaprezentowano złożony z pięciu epizodów show edukacyjny. Z kolei główny chiński ideolog Wang Huning określił myśl Xi Jinpinga mianem marksizmu XXI wieku.

W przemówieniu z 4 maja w Wielkiej Hali Ludu Xi Jinping bronił prawdziwości marksizmu. Obiecywał jednocześnie dostosować go do chińskiej rzeczywistości. Co więcej, Chińczycy sfinansowali pomnik Karola Marksa w Trewirze, gdzie urodził się autor „Manifestu Komunistycznego”.

Nie znaczy to, jak twierdzą cytowani przez CNN eksperci, że sekretarz generalny Xi Jinping zamierza urządzać Chiny na wzór Związku Radzieckiego. Celem nie jest całkowite obalenie własności, lecz kontynuacja chińskiego modelu interwencjonizmu państwowego. Chińczycy zamierzają przedstawić tak rozumiany marksizm jako alternatywę dla zachodniego porządku demokratyczno-liberalnego.

Zdumiewające, że ponad 26 lat po upadku ZSRR państwo aspirujące do roli globalnego przywódcy zwraca się ponownie ku marksizmowi. Warto w tym kontekście pamiętać o słowach Matki Bożej z Fatimy: „Rosja rozprzestrzeni swe błędy po świecie”.

Źródło: edition.cnn.com
mjend

Można byłoby zapytać, dlaczego Chińczycy nie mówią nic o kantyzmie, jakobinizmie, tylko znowuż się na ten marskzim uparli?
 
Do góry Bottom